Sport łagodzi obyczaje

Spotkanie przedstawicieli obu państw koreańskich w położonym na linii demarkacyjnej Panmundżomie zakończyło się sukcesem – sportowcy z Korei Północnej wezmą udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Korei Południowej. To znak ocieplenia między Pjongjangiem a Seulem. Ale do pełnej odwilży jeszcze daleko.

„Korea Północna oświadczyła, że jest zdeterminowana, aby rozmowy były owocne i dały możliwość przełomu” – oświadczył południowokoreański wiceminister do spraw unifikacji Chun Hae-sung, informując, że sportowcy z Północy przybędą na Olimpiadę. Stwierdził także, że Seul zaproponował, aby na ceremonii otwarcia Igrzysk w Pjongczangu 9 lutego oba zespoły – północno – i południowokoreański przemaszerowały razem. To sygnał bardzo mocno akcentujący zaangażowanie.Wszystko wskazuje zatem, że tym razem Olimpiada wpisuje się w swoją antyczną tradycję, mówiącą, że powinien to być czas zawieszania konfliktów i sporów. Co w dzisiejszym świecie zdarza się niezwykle rzadko.
Co więcej – Pjongjang zgodził się, aby oprócz sportowców do Korei Południowej przyjechali nie tylko sportowcy i ich ekipy, ale także delegacje urzędowe wysokiego szczebla oraz „fani sportu”. Oznacza to, że będzie to okazja także do nieformalnych rozmów na bardzo różne tematy, wcale niekoniecznie związane ze sportem. Ten proces, zresztą, już został zainicjowany, gdyż podczas spotkania delegacja południowokoreańska zaproponowała zorganizowanie kolejnego – tym razem już otwarcie poświęconego kwestiom militarnym oraz kolejnej rundy spotkań rodzin rozdzielonych w wyniku wojny.
Szefowie obu delegacji – południowokoreański minister ds. unifikacji Cho Myoung-gyon i szef północnokoreańskiego urzędu do spraw zjednoczenia Ri Son Gwon nie kryli entuzjazmu rozpoczynając negocjacje. „Nasze rozmowy zostają wznowione po okresie długiego milczenia między Północą a Południem, wierzę jednak, że czyniąc ten pierwszy krok znaleźliśmy się już w połowie drogi” – oświadczył Cho. „Przybyliśmy na to spotkanie ze szczerością i powagą oraz z myślą, aby dać naszym braciom, któzy mają wielkie nadzieje na dialog, pierwszy w tym roku dar” – mówił Ri.
Podjęcie rozmów jako swój sukces ogłosił amerykański prezydent Donald Trump, niemniej wydaje się to czystym samochwalstwem. Jak się wydaje, do wznowienia dialogu między Pjongjangiem i Seulem nie przyczyniły się też Chiny – zwraca uwagę, że nawet wysocy rangą chińscy przedstawiciele przybywający do Pjongjangu w ostatnim okresie nie mieli dostępu do północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong-una. Teraz wydaje się to zrozumiałe – do czasu ogłoszenia swojej intencji wznowienia bezpośrednich kontaktów Kim najprawdopodobniej zarządził całkowite embargo informacyjne, gdyż pojawienie się propozycji wyartykułowane przez niego w orędziu noworocznym przyszło jako całkowite zaskoczenie.
Dla południowokoreańskiego prezydenta Moon Jae-ina, opowiadającego się za zbliżeniem z Pjongjangiem, propozycja stanowi dowód na słuszność jego koncepcji, a fakt, że odbywa się to bez interferencji ze strony jakiegokolwiek innego państwa tylko to potwierdza. Nikt wprost nie potępi przełamywania lodów między obu państwami koreańskimi, nie znaczy to jednak, że wszyscy aktorzy w regionie mogą być zachwyceni tym, co się dzieje. O ile Pekin w tym zmieniającym się kontekście prawdopodobnie nie będzi miał trudności, aby się odnaleźć, to ani Waszyngton, ani również Tokio raczej mogą poczuć się wyoutowane – tym bardziej że tak prezydent Trump, jak i konserwatywny premier Japonii Shinzo Abe zdają się grać raczej na wywrócenie reżimu Kima niż na ocieplenie z nim stosunków. A dodać trzeba, że relacje prezydenta Moona tak z Tokio, jak i z Waszyngtonem, nie są wcale najlepsze i wynikają raczej z konieczności i zagrożenia, a nie z przekonania. A wobec perspektywy osłabnięcia groźby konfliktu pozwolą mu na więcej swobody, zwłaszcza w stosunku do Japonii, z którą Korea Południowa ma szereg niezałatwionych do końca kwestii ciągnących się od czasu II wojny światowej – jedną z nich jest deklarowana przez Seul chęć renegocjacji umowy w sprawie kompensaty za japońskie zbrodnie wojenne.