Cień wielkiej rury

Polskie władze próbują opóźnić budowę gazociągu Nord Stream 2, wykorzystując w tym celu unijne prawo. Czas pokaże, z jakim skutkiem.

Polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczyna postępowanie przeciw Gazpromowi i pięciu międzynarodowym podmiotom z Unii Europejskiej, które zamierzają wspólnie sfinansować budowę gazociągu Nord Stream 2, transportującego rosyjski gaz z Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku z ominięciem Polski.
UOKiK podejrzewa, że uczestnicy transakcji, wspólnie realizują projekt, finansując całe przedsięwzięcie, mimo wycofania w 2016 r. wniosku o zgodę na koncentracje.

Tonący Unii się chwyta

Zgodnie z unijnym prawem, każdy urząd antymonopolowy w państwie należącym do Unii Europejskiej, może zakwestionować wspólne działania kilku firm, jeśli uzna, że naruszą one warunki konkurencji na unijnym rynku.
Termin „podejrzewa” jest wprawdzie w tym przypadku nieco zabawny, bo oczywiście wszyscy dobrze wiedzą że gazociąg Nord Stream 2 jest budowany, oraz o tym, przez kogo. Trzeba to jednak wykazać czarno na białym – i takie właśnie wystąpienie, zawierające efekty dotychczasowych ustaleń, zamierza przygotować polski UOKiK.
Sprawa budowy Nord Stream 2 była już analizowana przez UOKiK w sierpniu 2016 roku. Wówczas prezes UOKiK uznał, że planowana koncentracja biznesowa między Gazpromem oraz pięcioma innymi firmami mogłaby doprowadzić do ograniczenia konkurencji. Ich wspólna spółka miała zaprojektować, finansować, budować oraz zajmować się eksploatacją gazociągu Nord Stream 2, biegnącego z rosyjskiego wybrzeża Morza Bałtyckiego do Greifswald w Niemczech.
Nasz urząd antymonopolowy uznał wówczas, że Gazprom posiadał pozycję dominującą w dostawach gazu do Polski, a umowa koncentracji mogłaby doprowadzić do dalszego wzmocnienia siły negocjacyjnej spółki wobec odbiorców w naszym kraju.
Uczestnicy konsorcjum wycofali więc wniosek, co w praktyce oznaczało, że zaakceptowali zakaz dokonania połączenia.

A jednak się umawiają

W kwietniu 2017 roku polski urząd ponownie przyjrzał się sprawie – i wszczął postępowanie wyjaśniające. UOKiK nie był zbytnio zorientowany w działaniach Gazpromu i jego partnerów, ale zajął się całą sprawą dzięki relacjom dziennikarskim. Wówczas bowiem, media informowały, że niedoszli uczestnicy transakcji, mimo sprzeciwu UOKiK, podpisali jednak umowę na finansowanie budowy gazociągu
– Dwa lata temu spółka, która miała zająć się budową gazociągu Nord Stream 2, nie otrzymała od nas zgody na tę transakcję. Niestety, jak wykazało postępowanie wyjaśniające, mimo naszego sprzeciwu, podmioty zdecydowały się na finansowanie tego projektu. Może to oznaczać złamanie prawa antymonopolowego i dlatego stawiamy zarzuty Gazpromowi oraz pięciu innym podmiotom – wyjaśnia prezes UOKiK, Marek Niechciał.
Po trwającym rok postępowaniu wyjaśniającym, UOKiK wszczął zatem, kilka dni temu, postępowanie antymonopolowe skierowane już przeciw konkretnym podmiotom.
UOKiK postawił zarzuty sześciu spółkom, które podejrzane są o sfinalizowanie transakcji mimo braku zgody jednego z unijnych urzędów antymonopolowych. Są to przedsiębiorcy należący do międzynarodowych grup: Gazpromu z Federacji Rosyjskiej, Engie ze Szwajcarii, a także czterech pochodzących z Holandii: Uniper, OMV, Shell oraz Wintershall.
Zdaniem UOKiK, działania niedoszłych uczestników konsorcjum do budowy gazociągu Nord Stream 2 mogą być próbą obejścia braku zgody na utworzenie spółki finansującej budowę gazociągu.
Przeprowadzenie wspólnego przedsięwzięcia (joint venture), na które już raz nie zgodził się UOKiK, miało na celu sfinansowanie budowy Nord Stream 2. Do tego samego zmierzają też późniejsze umowy, zawierane między uczestnikami oprotestowanego konsorcjum. UOKiK ma nadzieję wykazać, że naruszają one unijne prawo.

Niekorzystna inwestycja

Za naruszenie zakazu dokonania koncentracji bez uzyskania zgody prezesa UOKiK, grozi kara do 10 proc. obrotu. Ponadto, jeżeli koncentracja została dokonana, a przywrócenie konkurencji na rynku nie jest możliwe, prezes urzędu może nakazać zbycie całości lub części majątku przedsiębiorstwa, udziałów, akcji zapewniających kontrolę nad przedsiębiorstwem, a także rozwiązanie spółki, nad którą przedsiębiorstwa sprawują wspólną kontrolę.
Jedna nitka rurociągu Nord Stream działa już od kilku lat. Druga, której budowa się zaczyna, ma dostarczać do Niemiec około 55 mld. metrów sześciennych gazu z rosyjskich złóż – mniej więcej tyla samo, co istniejący już gazociąg Nord Stream. Dostawy rosyjskiego gazu drogą morską mogą się więc podwoić. Rosja uzyska zaś większe możliwości stosowania gazu jako siły nacisku, bo jej dostawy już nie będą w żaden sposób uzależnione od państw tranzytowych, w tym Polski i Ukrainy.
Nasz kraj straci pozycję ważnego kraju tranzytowego dla rosyjskiego gazu, co będzie się też wiązać ze stratami finansowymi. W razie konfliktu z Rosją, kraj ten będzie mógł zakręcić gaz tylko nam, bez obawy o ciągłość dostaw swego gazu do reszty Europy. Jednocześnie, nie będą już mieć sensu ekonomicznego projekty budowy innych gazociągów, dywersyfikujących dostawy gazu do Europy. Kolejna rura na dnie Bałtyku jeszcze bardziej utrudni dostęp statków na naszego gazoportu w Świnoujściu.
Słowem, Nord Stream 2 to projekt niekorzystny dla Polski, toteż próbujemy go jakoś zablokować. Jego całkowita długość wyniesie 1222 km, w tym 1189 km pod dnem morskim. Przebiega przez wody terytorialne Rosji, Niemiec, Szwecji, Finlandii i Danii. Kraje skandynawskie na tym zarobią, więc oczywiście nie zgłaszają obiekcji.
Nie wiadomo, jaki będzie wynik postępowania wszczętego przez UOKiK. Jaki by jednak nie był, gazociąg Nord Stream 2 naturalnie powstanie.
Zależy na tym władzom Niemiec i Rosji, a rozmaite zakazy można obejść, na przykład poprzez formalne ustalenie, że całą budowę sfinansuje rosyjski Gazprom, który ten koszt odbierze sobie potem w wyższych cenach gazu. Działania polskiego UOKiK mogą jednak opóźnić nieco tę budowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *