Któż jak PIP

Państwowa Inspekcja Pracy zbadała sytuację w pralni w Luboniu, gdzie w ubiegłym roku ukraińska pracownica miała przerażający wypadek. Raport nie zostawia suchej nitki na właścicielu firmy.

 

29-letnia Alona Romanenko pracowała w Polsce przy maszynie do maglowania. 15 grudnia ubiegłego roku próbowała wyjąć z maszyny prześcieradło.
Urządzenie wciągnęło i zmasakrowało jej rękę.
– Walec wciągał rękę po kawałku. Wciąż krzyczałam, a maszyna wciągała, miażdżyła i gotowała – mówiła poszkodowana poznańskiej „Gazecie Wyborczej”.
Żeby uratować kobietę, niezbędna była interwencja straży pożarnej, a potem amputacja ręki.
Sprawę właśnie skończyła badać Państwowa Inspekcja Pracy i prokuratura. Inspektorzy strzegący warunków pracy sformułowali pod adresem właściciela pralni cały szereg zarzutów. Doszli do wniosku, że główną przyczyną tragicznego wypadku był brak zabezpieczenia przed dostępem do strefy niebezpiecznej oraz fakt, iż urządzenie ochronne (awaryjne wyłączanie magla) nie działało.
Inspektorzy zwrócili również uwagę, że maszyna była eksploatowana niezgodnie z przeznaczeniem – do magla wkładano pościel ze zgrubieniami; poszkodowana pracownica musiała następnie szybko zabierać ją, jeśli zrobiły się supły.
Pracując w tak wymuszonym tempie, bez wcześniejszego szkolenia BHP, Alona Romanenko każdego dnia ryzykowała zdrowiem, a być może i życiem.
Do końca lipca będzie jasne, czy Prokuratura Rejonowa Poznań-Wilda postawi właścicielowi pralni zarzuty. Za taką decyzją przemawia końcowa decyzja PIP, która po zakończonej kontroli zawnioskowała do sądu rejonowego o ukaranie przedsiębiorcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *