Te same błędy od 80 lat

Zupełnie bez echa minęła osiemdziesiąta rocznica zakończenia konferencji we francuskim Evian, gdzie od 6 do 15 lipca 1938 r. przedstawiciele światowych mocarstw zastanawiali się, co począć z setkami tysięcy uchodźców w Europie. Odpowiedzi nie znaleźli, podobnie jak ich dzisiejsi następcy.

 

Pomysł zwołania konferencji zrodził się w administracji Franklina D. Roosevelta. Amerykański prezydent obawiał się, że większość żydowskich uchodźców z nazistowskich Niemiec będzie szukała schronienia w USA. W związku z tym jego dyplomaci intensywnie lobbowali za stworzeniem międzynarodowego mechanizmu, w ramach którego każde z państw przyjęłoby określoną liczbę uciekinierów. A tych już w 1938 r. szacowano na ponad 150 tys. Przywódca Światowej Organizacji Syjonistycznej Chaim Weizmann uskarżał się, że „świat jest podzielony na kraje, gdzie Żydzi nie mogą żyć i kraje, do których nie mają wstępu”. Wśród tych drugich znalazły się m.in. Brazylia i Szwajcaria. Poważne ograniczenia wprowadziły USA. Od 1924 r. amerykańska polityka imigracyjna opierała się na systemie kwot narodowościowych, który to niemal zupełnie zastopował emigrację z Europy. Wszelkie próby jego liberalizacji podejmowane przez Roosevelta były skutecznie blokowane przez Kongres. Antysemitów nie brakowało nawet w prezydenckiej administracji.

Jednak nie tylko elity były przeciwne przyjmowaniu żydowskich uchodźców. Kryzys gospodarczy z początku lat 30. XX w. we wszystkich grupach społecznych rozbudził nastroje nacjonalistyczne, co przełożyło się na skrajnie negatywny stosunek wobec obcokrajowców. Kiedy więc w marcu 1938 r. kanadyjski premier William King otrzymał zaproszenie do udziału w planowanej konferencji, nakazał swoim urzędnikom przygotować dwie odpowiedzi – pozytywną i negatywną. To, która zostanie ostatecznie przekazana do Waszyngtonu miało zależeć przede wszystkim od nastawienia kanadyjskiej opinii publicznej. W końcu jednak King wysłał swoich przedstawicieli, podobnie jak uczyniły to pozostałe zaproszone rządy. Z tego grona, z oczywistych powodów, wyłamały się jedynie Włochy i Niemcy.

Sam Roosevelt przestraszył się tego, jak na zwołanie konferencji zareagują jego wyborcy. Do Evian nie udał się więc żaden z członków jego administracji, czy nawet urzędnicy niższego szczebla. Zamiast nich USA reprezentował Myron C. Taylor, biznesman i przyjaciel prezydenta. Jak można wyczytać ze stenogramów i wspomnień uczestników konferencji, wszyscy, jak jeden mąż, wyrazili sympatię dla losu uchodźców. Równie zgodne było jednak stanowisko, aby w sprawie żydowskich uciekinierów nie podejmować żadnych konkretnych kroków. Różnice występowały jedynie w tłumaczeniu dlaczego nic się dało zrobić. Wielka Brytania, a w ślad za nią USA i Kanada, obawiały się, że zgoda na przyjęcie uchodźców stworzy niebezpieczny precedens, z którego trudno będzie się później wycofać. Tymczasem Polska, Rumunia i Węgry już zaczęły się domagać, aby zachodnie państwa przyjęły także Żydów mieszkających w ich granicach.

Z właściwym dla brytyjskiej dyplomacji dystansem, jeden z jej przedstawicieli S.D. Waley powiedział: „Obawiam się, że konferencja w Evian jest skazana na niepowodzenie. Poza wygłoszeniem platonicznej sympatii i powołaniem Międzyrządowego Komitetu, który i tak nie będzie w stanie nic zrobić, konferencja może jedynie utrudnić dotychczasowe działania”.
Niestety słowa Brytyjczyka okazały się prorocze. Konferencja zakończyła się fiaskiem, a przeciwnicy przyjmowania uchodźców otrzymali jeszcze jeden argument na swoją korzyść. W lutym 1939 r. grupa amerykańskich senatorów zgłosiła projekt przyjęcia 20 tys. żydowskich dzieci z Niemiec. Jednak w konfrontacji z negatywną kampanią, prowadzoną m.in. na łamach poczytnych tytułów prasowych, szybko wycofali się z tego pomysłu. Co więcej, w maju 1939 r. Londyn zdecydował się ograniczyć wydawanie zgód na emigrację do Palestyny, wówczas będącej pod brytyjskim zarządem. Liczba miejsc, do których mogli uciekać żydowscy uchodźcy kurczyła się z każdym miesiącem.

Symbolem ich tragedii w przededniu drugiej wojny światowej był los pasażerów statku SS „St. Louis”. 13 maja 1939 r. ponad 900 Żydów, w tym wiele dzieci, opuściło na jego pokładzie nazistowskie Niemcy z nadzieją na azyl w Stanach Zjednoczonych. Jednak w miarę, jak statek przemierzał Atlantyk, nie tylko USA, ale i kolejne państwa z zachodniej półkuli ogłaszały zamknięcie swoich granic. Kiedy więc 27 maja „St. Louis” dotarł do Hawany uchodźcom zabroniono zejścia na ląd. Wstępu na amerykańskie wody terytorialne broniła zaś tamtejsza straż wybrzeża. Ostatecznie – w zamian za pokrycie koszów – Żydów przyjęły Belgia, Francja, Holandia i Wielka Brytania. Wojnę przetrwali tylko ci, którym udało się dostać na Wyspy. Pozostali zginęli w obozach zagłady.

Czego nauczyły nas wydarzenia sprzed 80 lat? Absolutnie niczego. Organizacja Narodów Zjednoczonych szacuje, że w wojnie domowej w Syrii zginęło już ponad 400 tys. osób – mężczyzn, kobiet i dzieci. Liczba uchodźców z tego kraju przekroczyła zaś 5,6 mln. To są tylko dane dotyczącego jednego konfliktu. Co natomiast z Jemenem, Sudanem, Birmą i dziesiątkami innych miejsc, gdzie trwają wojny lub czystki etniczne? Wystarczy powiedzieć, że od 2014 r. próbując przedostać się do Europy, utonęło lub zostało zabitych ponad 26 tys. uchodźców i migrantów. Z czego ponad 2,1 tys. jedynie w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Dwa tygodnie temu, w ostatnich dniach czerwca, nad sposobami zażegnania „kryzysu migracyjnego” rozmawiali przedstawiciele państw członkowskich Unii Europejskiej. Spotkanie okrzyknięto sukcesem, bo po jego zakończeniu wartość euro wzrosła o 0,6 proc. W sferze praktycznej ograniczono się natomiast do wygłoszenia wyrazów sympatii i zapowiedzi dalszych konsultacji. Konkretnych rozwiązań brak. I pewnie tak już pozostanie, a UE będzie działać od kryzysu do kryzysu.

Już w poniedziałek, 16 lipca, media doniosły, że 450 migrantów z dwóch statków przechwyconych u wybrzeży Sycylii znajdzie schronienie w Niemczech, Hiszpanii, Portugalii, Francji i Malcie. „Jest to droga prowadząca wprost do piekła” – tak zaś na apele o przyjęcie migrantów odpowiedział czeski rząd. Nie inaczej myśleli politycy dokładnie osiemdziesiąt lat temu, kiedy opuszczali Evian. Co było później, wiadomo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *