Przedwyborcze wpuszczanie w kanał

Rząd PiS najprawdopodobniej będzie jednak musiał zacząć przekopywanie Mierzei Wiślanej. Dopiero po wyborach prezydenckich w 2020 r. ten pomysł może zostać odłożony ad acta.

 

W miarę zbliżania się wyborów samorządowych, coraz częściej, tradycyjnie już, pojawia się temat kanału przez Mierzeję Wiślaną.
Rząd wykorzystuje obietnicę przekopania Mierzei w kampanii przedwyborczej. Dlatego właśnie podczas niedawnego spotkania z mieszkańcami Ostródy (warmińsko-mazurskie) minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk zapewnił, iż przekop przez Mierzeję Wiślaną „da wielkie możliwości rozwojowe dla regionu”.
Wprawdzie nie do końca wiadomo, dlaczego Ostróda, oddalona o 75 km od Elbląga, ma się wielce rozwinąć w wyniku przekopu mogącego skrócić drogę z małego portu w Elblągu na Bałtyk, ale oba te miasta są w tym samym województwie, więc ważne, by zgodnie zagłosowały na kandydatów samorządowych z PiS.
Dziś w woj. warmińsko-mazurskim rządzi koalicja PSL-PO. Taka sama koalicja rządzi w województwie pomorskim, do którego należy Mierzeja Helska – toteż minister Marek Gróbarczyk nie szczędził słów krytyki pomorskiemu urzędowi marszałkowskiemu.

 

Rosjanie utrudniają jak mogą

Minister oświadczył, iż: „jest ogromne oddziaływanie strony rosyjskiej na tę inwestycję, by ona nie powstała” – i oskarżył urząd marszałkowski woj. pomorskiego, że wpisuje się w te działania. Zabrzmiało to niemal jak oskarżenie o zdradę stanu i szpiegostwo na rzecz Rosjan. Wiadomo, że Rosja nie jest państwem przyjaznym Polsce, ale dobrze by było, aby minister przedstawił jakieś dowody na poparcie swoich słów o wpisywaniu się polskiego samorządu w rosyjskie działania. Trudno jednak na to liczyć, bo minister oczywiście nic nie wie o żadnych ogromnych naciskach ze strony Rosji, mających zablokować kanał przez Mierzeję – a to co mówi, mówi w ramach kampanii wyborczej.
Słowa ministra Gróbarczyka mają wszelako pewne uzasadnienie, bo rząd wielokrotnie obiecywał, iż budowa kanału przez Mierzeję rozpocznie się w listopadzie tego roku, czyli całkiem niedługo – więc potrzebne jest jakieś dobrze brzmiące uzasadnienie tego, że budowa się jednak nie rozpocznie.
Dlatego też, na wspomnianym spotkaniu w Ostródzie minister mnożył trudności stojące przed tą inwestycją, którą określił jako „ryzykowną” (wcześniej PiS-owscy decydenci nie mówili tak o przekopie przez Mierzeję). To nie tylko Rosjanie oraz wraży pomorski urząd marszałkowski stanowią problem, lecz i konieczność czekania na opinię oddziaływania tej inwestycji na środowisko – co musi potrwać, bo dopiero niedawno inwestor czyli Urząd Morski w Gdyni, złożył do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie raport na ten temat.

 

Co zrobić, żeby nie robić?

Co gorsza, planowane koszty przekopania Mierzei rosną, czemu winien jest oczywiście poprzedni rząd z Platformy Obywatelskiej, gdyż, jak powiedział minister Gróbarczyk, tamten rząd nie zbudował kanału przez Mierzeję. W ten sposób minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej uznał, że rząd PO zbudowałby ten kanał taniej niż rząd PiS – i jako fachowcowi, należy mu wierzyć.
Problemem jest też stopień skomplikowania projektu przekopu (co trochę dziwi, bo jeszcze dwa lata temu PiS uznawał, że jest to sprawa w miarę prosta i nie nastręczająca większych kłopotów). Będzie to bowiem, jak wyjaśnił minister Gróbarczyk, inwestycja kompleksowa: najpierw układ drogowy, budowa mostów zwodzonych, a potem przekop, budowa śluzy i toru podejściowego wraz z falochronami.
W związku z tym wszystkim, prace nad projektem jeszcze więc trwają – a dopiero wtedy gdy się zakończą, będzie można ogłosić przetarg na budowę kanału przez Mierzeję, co powinno nastąpić jesienią tego roku. Wiadomo zaś, że przetarg też musi potrwać, a jego zwycięzca będzie potrzebował czasu, by rozpocząć prace.
W ten sposób minister przygotowuje tzw. opinię publiczną do tego, że budowa kanału się jednak nie rozpocznie – co trzeba wszakże robić delikatnie, by publiczność nie potraktowała pomysłu przekopu Mierzei jako kolejnej lipy ze strony PiS.

 

Symbol wstawania z kolan

Projekt budowy kanału przez Mierzeję Wiślaną to jeden z najgłośniejszych propagandowo pomysłów PiS. Ma liczyć ok. 1300 m długości i 5 m głębokości, dzięki czemu do portu w Elblągu będą mogły łatwiej wpływać większe statki.
Kanał ma jednak dla PiS znaczenie przede wszystkim propagandowe i polityczne. Powinien pomóc temu ugrupowaniu w wygraniu tegorocznych wyborów samorządowych. Przede wszystkim zaś, ma stanowić widomy przejaw naszej niezależności od Rosji. Dotychczas bowiem najdogodniejsze wyjście z Elbląga na Bałtyk wiedzie przez cieśninę Pilawską, której oba brzegi należą właśnie do Rosji. Rosjanie nie czynią wprawdzie trudności w ruchu polskich statków przez tę cieśninę (bardzo zresztą ograniczonym, bo przeładunki w elbląskim porcie spadły ze 168 tys. ton w 2016 r. do zaledwie 100 tys. ton w roku ubiegłym). Nie przystoi jednak, by jednostki z biało-czerwoną banderą musiały pokonywać obce, nieprzyjazne terytorium.
Jest też wprawdzie inne wyjście z Zalewu Wisłanego na Bałtyk, leżące całkowicie w Polsce, przez Szkarpawę i Wisłę. Jest ono jednak mniej dogodne, płytsze, a przede wszystkim nie ma takiego wydźwięku symbolicznego, jak budowa nowego kanału.
Druga Rzeczpospolita budowała port w Gdyni, konkurencyjny wobec Wolnego Miasta Gdańsk – więc rząd PiS opowiada, że chciałby zbudować chociaż kanał, konkurencyjny wobec cieśniny Pilawskiej. Różnica polega na tym, że port w Gdyni rzeczywiście powstał i działa, natomiast budowa kanału przez Mierzeję, a także późniejsze utrzymanie go w stanie żeglowności, są mocno wątpliwe.

 

Nikt się nie chce śpieszyć

Ta inwestycja nie ma w pełni jednoznacznego poparcia także i w kręgach PiS. Słychać więc sygnały, iż dalszy scenariusz może wyglądać tak, że jeśli wybory samorządowe odbędą się wcześniej, czyli w drugiej połowie października, to rząd będzie mógł z czystym sumieniem odłożyć budowę kanału. Skoro bowiem rozpoczęcie prac zapowiedziano na listopad, nikt nie powinien mieć pretensji, że nie rozpoczną się w październiku.
Po wyborach samorządowych nie będzie się już pamiętać o kanale, potem przyjdzie zima – i dopiero w 2019 r., przed wyborami parlamentarnymi trzeba będzie zamarkować jakieś prace, żeby opozycja się nie czepiała, że PiS zapomina o swych obietnicach. Jeśli zaś wybory zostaną zaplanowane na listopad, to niewykluczone, iż na kilka dni wcześniej odbędą się jakieś działania pozorowane: zostanie ogrodzony teren, przyjadą geodeci, ciężarówki coś przywiozą itp.
Niezależnie od terminu tegorocznych wyborów, wiadomo, że dopiero po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a niewykluczone, że i po prezydenckich w 2020 r., budowa kanału przez Mierzeję będzie mogła być odłożona ad calendas graecas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *