Dyskobole odpadli bez walki

W rozpoczętych w poniedziałek mistrzostwach Europy w Berlinie nasi lekkoatleci spisują się na ogół zgodnie z oczekiwaniami. Poza dyskobolami Piotrem Małachowskim i Robertem Urbankiem, którzy skompromitowali się z kretesem.

 

Większą przykrość fanom królowej sportu sprawił Piotr Małachowski, bo przecież w Berlinie bronił mistrzowskiego tytuły wywalczonego dwa lata temu w Amsterdamie. Aktualnemu mistrzowi, zwłaszcza tak doświadczonemu, wręcz nie wypada odpadać w kwalifikacjach konkursu bez choćby jednej udanej próby. A zasady kwalifikacji do finału rzutu dyskiem były proste – trzy próby i minimum 64 metry do osiągnięcia. Ostatecznie można się było dostać do finałowej dwunastki zawodników z gorszym rezultatem, jeśli w stawce finalistów nie wszyscy uzyskali 64 m. Dlatego mimo słabszej nawet dyspozycji warto było wykonać choćby jeden mierzony rzut, tak jak to zrobił w kwalifikacjach choćby kulomiot Konrad Bukowiecki, bo chociaż nie przekroczył 20 metrów, to mimo to awansował do finałowego konkursu. A Bukowiecki na dodatek ma alibi dla słabszej postawy, bo tuż przed mistrzostwami skręcił stopę i właściwie pojechał do Berlina na własną odpowiedzialność.

Małachowskiego nic nie tłumaczy, bo chociaż ostatnio nie uzyskiwał oszałamiających rezultatów, to rzucić dyskiem w granicach 64 metrów na pewno był w stanie. W pierwszej próbie rzucił poniżej 60 metra i celowo spalił rzut. Ale w drugiej trafił dyskiem w siatkę i nagle zrobiło się nerwowo, bo został mu już tylko jeden rzut. W swojej ostatnie próbie Małachowski posłał dysk tuż za linię 60 metra, ale taka odległość nie dawała awansu do finału konkursu, więc pan dyskobol ostentacyjnie spalił próbę i w efekcie nie zostanie nigdzie zachowane, że w Berlinie mistrz Europy z 2016 roku odstawał tak znacznie od najlepszych zawodników w stawce.

Męczarnie Małachowskiego z trybun obserwował jego przyjaciel, a obecnie wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Po nieudanych próbach kręcił głową z dezaprobatą, ale potem starał sie pocieszyć wyraźnie przybitego niespodziewaną klęską Małachowskiego.
35-letni dyskobol ma w swoim dorobku dwa złote medale w wywalczone w mistrzostwach Europy, złoto wywalczone w mistrzostwach świata w Pekinie w 2015 roku oraz dwa srebra zdobyte w światowych czempionatach w 2009 i 2013 roku. Poza tym Małachowski jest też dwukrotnym wicemistrzem olimpijskim (2008 i 2016).
Tylko odrobinę lepiej wypadł w Berlinie drugi z naszych dyskoboli, Robert Urbanek. On także nie przeszedł kwalifikacji, ale przynajmniej zaliczył rzuty. Ostatecznie zakończył rywalizację na 14. miejscu z wynikiem 62,00 m. Obaj nasi zawodnicy podzielili los medalistów olimpijskich z Rio de Janeiro – Christopha Hartinga i Daniela Jasinskiego. Kwalifikacje w rzucie dyskiem przyniosły bowiem pogrom zawodników o znanych nazwiskach.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *