Pamuk wierzy w powieść

Od lat Orhan Pamuk, sławny na cały świat pisarz turecki i noblista (2006) głosi odrodzenie powieści. Wierzy w jej siłę, a zwłaszcza apetyt czytelników. Sam zresztą nie ustaje w pisaniu, Nagroda Noble nie wytrąciła mu pióra z ręki.

 

Z jego czytanych w 60 językach powieści można dowiedzieć się, że niemal każdy Turek chce być poetą. Takie deklaracje padają na wielu stronach cenionej powieści „Śnieg”, której akcja toczy się w prowincjonalnym Karsie, będącym etniczną mieszanką wybuchową. Podobno wszyscy tutaj piszą wiersze, chociaż nikt ich nie publikuje. Toteż przybycie do tego pogranicznego, zapomnianego miasta poety Ka, którego wiersze drukowano w Stambule, wywołuje prawdziwą sensację.

Dziś jednak, jak wyznał pisarz w rozmowie z Maciejem w Nowickim,

 

każdy Turek marzy o pisaniu powieści.

Taką wiadomość można znaleźć także w przywołanej już na świadka powieści „Śnieg” – jeden z młodych bohaterów, uczeń szkoły koranicznej Necip marzy, aby stać się autorem powieści science-fiction.

Skąd ten zwrot w stronę powieści? Pamuk powiada, iż wynika to z wiary, że powieści mogą nas czegoś nauczyć. Myśl tę powtarzał podczas tegorocznych spotkań w Warszawie i Krakowie, kiedy przyjechał do Polski z okazji 65-lecia swojego polskiego wydawcy, Wydawnictwa Literackiego. Bez pretensji do wielkich odkryć mówił też o tym przed rokiem we wspomnianym wywiadzie: „Być może jest coś staroświeckiego w czytaniu powieści w erze blogów, internetu czy telewizji informacyjnej. To jednak nie zmienia faktu, że wielu ludzi wierzy, iż powieści uczą nas czegoś bardzo ważnego o życiu”.

To bardzo ważna konstatacja, dotycząca nie tylko czytania, ale – jak się zdaje – także pisania powieści. I w pisaniu powieści jest przecież coś staroświeckiego, zwłaszcza w takim pisaniu które uprawia Pamuk, który dba o sens i kształt opowieści. Korzystając obficie z wynalazków form narracyjnych, odkryć postmodernizmu i całej przebogatej tradycji prozy europejskiej – od Laurence’a Sterna po Dostojewskiego – pisarz pielęgnuje wewnętrzną logikę, nastrój, emocje, plastyczność i piękno obrazowania. Wszystko to daje w rezultacie prozę, którą czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem (ciągle mając na widoku pytanie: co dalej?), a zarazem, która wywołuje zadowolenie, cieszy czytelnika swoją wycyzelowaną formą.

Tak jest od lat i każda kolejna powieść Pamuka potwierdza tę regułę. Począwszy bodaj od „Domu ciszy” (1996), ulubionej powieści tureckiej (i nie tylko tureckiej) młodzieży. Młodych ludzi bowiem, ich tęsknoty, pragnienia, zagubienie, nadzieje i rozpacz uczynił autor tematem tej fascynującej prozy.

Gdyby nie

 

sztuka opowiadania,

umiejętność wniknięcia w psychikę bohaterów i ich mroczne obsesje, powieść „Dom ciszy” mogłaby uchodzić za zwiad socjologiczny, zbiorowy portret „duszy tureckiej” na tle konfliktów XX wieku – od czasów drugiej wojny światowej po początek lat 80. i narodziny terroryzmu. Pisarz maluje tu obraz pokolenia rozdartego między wojowniczym nacjonalizmem, eskapizmem, fascynacją Zachodem i komunizmem. Wszyscy młodzi bohaterowie – troje wnucząt sędziwej Fatmy (Faruk, Mitin i Nilgün), rezydującej w ponurym domu prowincjonalnego Cennethisar, a także ich powinowaty Hasan (syn Ismaila, pozamałżeńskiego dziecka nieżyjącego męża Fatmy, Selahattina) żywią poczucie głębokiej krzywdy czy to ze względów materialnych, czy politycznych, czy nawet historycznych. Historyk Faruk, nieodrodny syn i wnuk swoich przodków, ogarniętych nienawiścią do zacofanego Wschodu i oddających się obsesyjnej misji dogonienia Europy za wszelką cenę, wciąż zmaga się z wizją skarlałej Turcji. Tak jak jego dziad Selahattin całe życie strawił (daremnie) na pisaniu monumentalnej encyklopedii, która miała ostatecznie obalić Boga i postawić myślenie Wschodu na nogi, Faruk usiłuje stworzyć opowieść historyczną, złożoną z samych faktów, pozbawioną jakiejkolwiek porządkującej idei, zrywającej z wszelkimi uroszczeniami, aby ukazać świat, jaki naprawdę jest. Osiąga tyle, że opuszcza go żona i samotny nie potrafi wykrzesać z siebie dość energii. Podczas rozmowy z siostrą Nilgün powie: „w Turcji nikt nie może stać się dobrym w niczym”.

Pewnie dlatego ich brat Mitin rwie się do Ameryki. Zbiera pieniądze na wyjazd, kończy liceum, i daje korepetycje bogatym tępakom. A jednak lgnie do kolegów bogatych z domu, całymi dniami i nocami włóczy się z nimi, próbując rozkochać w sobie (bez większego powodzenia) piękną, ale pustą Ceylan. Jego myśli zaprząta wizja przyszłego bogactwa i osiągnięć naukowych, które wprawią świat w zdumienie.

O radykalnej zmianie marzy też Hasan, niezbyt utalentowany (powtarza klasę), początkujący nacjonalista – dobry materiał na terrorystę. Z zawiścią patrzy na świat bogaczy, powtarza hasła nacjonalistów walczących o utrzymanie tradycji przeciw europejskiej zarazie, razem z kolegami maluje farbą hasła na domach domniemanych komunistów, wymusza drobne haracze dla stowarzyszenia narodowców, a jednocześnie przeżywa męki rodzącej się miłości do Nilgün. Znają się z dzieciństwa, razem bawili się w ogrodzie z resztą rodzeństwa, mimo że należy do ubogiej warstwy, a jego kulejący ojciec Ismail trudni się sprzedażą losów na loterię. Jego ukochana nie zwraca na niego uwagi, unika go, nie chce rozmawiać, otacza więc kultem jej grzebień skradziony na plaży, ale przyłapany przez poniżających go kolegów zostanie postawiony przed wyborem między oddaniem sprawie a miłością. Wybierze sprawę. Gniewnie opuszcza senne miasteczko: „Zacznijcie się bać, zacznijcie się mnie bać”.

Losy młodych spaja

 

misterna konstrukcja narracyjna.

Nie ma tu bowiem jednego wszechwiedzącego narratora, ale wielokrotnie zmienia się punkt widzenia narracji pierwszoosobowej, którą snuje aż pięcioro bohaterów. Z ich opowieści powstaje całość obrazu, odsłaniającego skomplikowane relacje opowiadaczy i pozostałych bohaterów, którym autor nie udziela głosu jako narratorom, ale pośrednio, w licznych retrospekcjach prezentuje ich gwałtowne filipiki i erupcje emocji.

Jako pierwszy narrator objawia się Recep, sługa, karzeł z anielską cierpliwością obsługujący 90-letnią właścicielkę starego zimnego domu, tonącego w ciszy. Recep wygląda na człowieka pogodzonego ze swoich losem, niemal bez wymagań. Marzy jedynie o tym, aby z kimś porozmawiać na najbardziej banalne tematy, bez żadnych zobowiązań, żeby ktoś się do niego odezwał. Z czasem dowiemy się, że Recep jest bękartem zmarłego pana domu, synem służącej, z którą Selahattin związał się odtrącony przez zimną Fatmę. Opowieści Recepa przesycone są dziwnym spokojem, nawet wtedy, kiedy opowiada o irytującym zachowaniu jaśniepani. Przestrzega niepisanej zasady milczenia i trzyma język za zębami, stąd wnuki Fatmy nigdy nie dowiedzą się, że jest ich przyrodnim stryjem.

W przeciwieństwie do powściągliwej, niemal bezosobowej narracji Recepa, fragmenty powieści opowiadane przez Fatmę aż kipią od złej emocji. To nie tylko starość, zniedołężnienie, ale i wściekła nienawiść do życia, jakie wiodła u boku bezbożnego męża, z którym różniło ją wszystko. Ona – zapiekła obrończyni starych wartości, wielbicielka Wschodu, On – urodzony racjonalista, zapatrzony w ozdrowieńczy Zachód, pod koniec życia rozczarowany swoim nieukończonym dziełem. Fatma żyje przeszłością, wspomina z goryczą zaciekłą walkę o jej duszę, jaką toczył jej owładnięty manią mąż, w której najpotężniejszą bronią było jej wyniosłe milczenie. Teraz, żyjąca na łasce wnucząt i znienawidzonego karła, którego wciąż podejrzewa o matactwa i spiskowanie, z rosnącym wstrętem patrzy na zmieniający się świat.

Hasan, kolejny narrator, także nie wie, że jest spokrewniony z rodziną Darvinoĝlu, jego opowieści przenika tęsknota za wybiciem się, wyjściem z anonimowego tłumu, zadziwieniem świata i zdobyciem posłuchu, a zarazem nienawiść do wszystkich, którzy to osiągnęli. Dwójka pozostałych narratorów to bracia Darvinoĝlu, historyk Faruk i uczeń Matin. Tylko ich siostra Nilgün nie otrzyma samodzielnego głosu, wciąż zatopiona w książkach i lewicowych gazetach, ale to ona zapłaci najwyższą cenę za konflikty wybuchłe z lawinową siłą przy okazji, wydawałoby się, rutynowej wizyty wnuków u babci.

Powieść Pamuka ma jeszcze jeden istotny motyw – to

 

motyw ocalającej opowieści,

słowa pisanego jako sposobu na życie i ucieczki od życia. Dla Selahattina tą drogą ucieczki była wciąż rozrastająca się encyklopedia, dzieło monstrum, samopożerająca się hydra wiedzy. Dla Faruka ucieczką stają się studiowane z pasją archiwa miejskie, gdzie odnajduje zapisy starych sporów, procesów, decyzji, które w wielkim skrócie zamykały ludzkie życie. Wciąż o tym rozmyśla: „Nie ma sposobu, by zamienić historię, a zwłaszcza realne życie w słowa”.

Na koniec okaże się, że i Fatma, tak ostro sprzeciwiająca się inwazji zainfekowanych niebezpiecznymi nowinkami słów, ocalenie odnajduje w literaturze. We wspomnieniu wraca do lat dziecinnych, kiedy wypożyczyła od koleżanek „Robinsona Crusoe”. Nie rozumiała wszystkiego w tej powieści, ale czuła, że znajdzie w niej to, co potrzebne do życia: „gdy dobiegnie do końca ta podróż powozem w jedną stronę, nie można będzie znowu w nią wyruszyć, nie można będzie znowu zacząć życia. Ale jeśli ma się książkę, to choćby nie wiem jak zagmatwana i niezrozumiała, gdy jej lektura dobiegnie końca, można zacząć ją czytać od początku, by zrozumieć to, co przedtem było niejasne, i na nowo pojąć życie”. Oto prawdziwa, wzniosła misja literatury. Oto fundament wiary Orhana Pamuka w siłę powieści.

[Cytowane fragmenty „Domu ciszy” w tłumaczeniu Anny Akbike Sulimowicz, WL, Kraków 2009.]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *