Emigranci przeciwko rządowi

W piątek 10 sierpnia ponad 100 tysięcy osób wzięło udział w antyrządowej demonstracji w Bukareszcie. Do rozpędzenia demonstrantów policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych. Ponad tysiąc ludzi protestowało także w innych większych miastach na terenie kraju.

 

Inicjatorami akcji byli rumuńscy emigranci, którzy specjalnie w tym celu przyjechali do stolicy głównie z Francji, Włoch, Szwecji, Niemiec, Norwegii oraz Stanów Zjednoczonych. Protestujący zgłosili ponad 20 postulatów z których najważniejsze dotyczą rozwiązania parlamentu i przyspieszonych wyborów, wprowadzenia elektronicznego głosowania, dymisji rządu i zastąpienia go rządem fachowców, niezależności sądownictwa a także ustanowienia jednoizbowego 300-osobowego parlamentu w którym 1/3 miejsc zarezerwowana byłaby dla przedstawicieli diaspory. Ponadto demonstranci opowiadają się za rozwojem partnerskich stosunków z Unią Europejską i NATO.
Rumuńska emigracja zarobkowa liczy co najmniej cztery miliona osób, co stanowi ok. 1/5 ludności kraju. Około połowy emigrantów pracuje we Włoszech i Hiszpanii. W ubiegłym roku emigranci przetransferowali swoim rodzinom około 4,3 miliarda euro czyli w przybliżeniu 2,5 proc. PKB
Demonstracja miała początkowo stosunkowo łagodny przebieg, choć dochodziło do sporadycznych utarczek z siłami porządkowymi. Poważniejsze starcia rozpoczęły się w momencie, gdy do demonstrantów dołączyła grupa kibiców piłkarskich. Według policji, zdecydowano się na użycie gazów łzawiących, kiedy demonstranci zaczęli rzucać butelkami z wodą. Policja utrzymuje też, że siłom bezpieczeństwa ukradziono dwie sztuki broni palnej. W wyniku starć zostało poszkodowanych około 440 osób w tym 24 policjantów, 65 osób trafiło do szpitala.
Interwencję policji skrytykował prezydent Klaus Iohannis, który od dawna „ma na pieńku” z rządem Partii Socjaldemokratycznej. W maju odmówił swojego poparcia dla rządowego pakietu reform wymiaru sprawiedliwości przewidującego łagodniejsze karty za korupcję Prezydent Iohannis wezwał ministra spraw wewnętrznych do pilnego złożenia wyjaśnień w sprawie działania policji podczas piątkowych zajść. Zdaniem prezydenta, reakcja policji pozostawała w silnej dysproporcji wobec rozmiarów akcji protestacyjnej. – W warunkach autentycznej demokracji obowiązuje prawo każdej osoby do protestu, lecz przemoc jest nie do zaakceptowania niezależnie od stanowiska policji – oświadczył Iohannis.
Brutalność rumuńskiej policji miałem okazję osobiście zaobserwować w 2004 r. podczas wizyty premiera Leszka Millera w Bukareszcie. Plac przed siedzibą rządu, gdzie odbywały się rozmowy obydwu premierów został zamknięty dla osób postronnych. Nieświadoma tego staruszka weszła na plac i została niezwykle ostro potraktowana przez siły porządkowe, które brutalnie, nie bacząc na jej głośne krzyki i lamentowania, usunęły ją z zakazanego obszaru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *