Memento dla wszystkich

Przed zbliżającymi się, pozbawionymi niezbędnej głębszej refleksji, obchodami 100-lecia niepodległości należy wiedzieć, że jesteśmy na najlepszej drodze ku kolejnej jej stracie.

 

W początkowych latach III Rzeczpospolitej, w jednym z pierwszych numerów „Nie” Jerzy Urban pisał – oceniając ówczesną politykę – że nowi włodarze naszego kraju doprowadzą do sytuacji, w której powtórzy się tragiczna historia, a podzielona Polska znajdzie się pod protektoratem obcych. Wtedy, pomimo krytycznego oglądu postsolidarnościowej władzy, i mnie, i zapewne innym czytelnikom, powyższa prognoza wydawała się co najmniej przesadzona, i traktowałem ją tylko jako bardzo mocny, protestacyjny głos publicysty. Samospełniającym się proroctwem, w myśl niektórych socjologów, ta wizja niewątpliwie nie była, ale jednak…

 

W swoim czasie

szczekaliśmy na siebie, jak to lapidarnie określił, podczas naszego spotkania, prof. Andrzej Romanowski. Dziś każdą jego prasową wypowiedź, podobnie jak Bronisława Łagowskiego i Ludwika Stommy, czytam z wielkim zainteresowaniem, bowiem przynoszą nie tylko myśli poparte głęboką wiedzą i żelazną logiką, ale także wyrażają, tak rzadko okazywaną wśród polskich intelektualnych elit, odwagę w nazywaniu po imieniu rzeczy oczywistych.
Na przykład – warto przypomnieć – Andrzej Romanowski uważa, że „wszelka sensowna dyskusja… musi zacząć się od przyjęcia tezy o historycznej zasłudze polskich komunistów. Bo tylko oni – namiestnicy Stalina – mogli zbudować powojenne państwo polskie”.
Opublikowany w ostatnim sobotnio-niedzielnym magazynie „Gazety Wyborczej” esej Profesora pt. „Jak zepsuliśmy polski zegarek” powinien być powszechnie czytany, przede wszystkim na zapełnionych sejmowych i senackich salach oraz w siedzibach wszystkich polskich partii i ugrupowań politycznych. Niestety nie można liczyć na Kościół katolicki, którego cele – pisze Romanowski – niekoniecznie są zbieżne z polską racją stanu. No i także na beneficjentów różnych 500+,300+ oraz wszystkich innych+, i tych pozostałych, którym takie rozważania przeszkadzają w konsumpcji piwka.

 

Pierwsza konstatacja

prezentowanego tekstu dotyczy współczesności: „Bo czegoś takiego jak III Rzeczpospolita nigdy nie zaznaliśmy. Państwo przedrozbiorowe miało granice wschodnie dość płynne, a było niemal wyłącznie domeną szlachty. Państwo międzywojenne po rozstroju sejmowładztwa prowadziło dyktaturę. Obie te Rzeczpospolite padły łupem sąsiadów. Państwo powojenne, noszące od 1952 r. nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa, nie stało się przedmiotem obcej agresji, wykazało ponad dwa razy dłuższą trwałość niż Polska międzywojenna, a kształt terytorialny przekroczył czas jego istnienia. Ale było to państwo niesuwerenne, z egzotycznym ustrojem, strzeżone przez potężnego hegemona, państwo partii. Wcześniejsze zaś polskie państwa kadłubowe – Księstwo Warszawskie i Królestwo Polskie – byty zależne od woli mocarstw i upadały wraz z wojnami czy powstaniami. Na takim tle III RP doprawdy nie miała konkurencji. A i sukces, jaki osiągnęła, był na miarę tysiąclecia”.
Współczesna Rzeczpospolita była niewątpliwie historyczną szansą Polaków, acz niestety przez nich samych, konkretnie przez postsolidarnościowe rządy i prawicę, częściowo tylko wykorzystaną, za przyczyną kolejnych ideologicznych dogmatów i politycznych fobii. Narodziła się, jak poprzednio w 1918 roku, w wyjątkowo sprzyjających międzynarodowych okolicznościach, ale i dzięki nadzwyczajnemu gremium postaci – co prawda z odmiennych czy nawet wrogich obozów politycznych – dostrzegających jednak ten moment, w którym można i należy zacząć zaprowadzać inny porządek na naszej ziemi. Świadomość wyczerpania się wcześniejszych atutów Polski Ludowej i obowiązującej ideologii była powszechna nie tylko w licznych kręgach władzy, a socjaldemokratyczny kierunek przemian został zaakceptowany przez zdecydowaną większość aktywnych członków rozwiązywanej PZPR.
Nadzieję na lepszą Polskę mieli wiec nie tylko byli opozycjoniści, czego nie dostrzega się i o czym tak niewiele dziś się mówi. Niestety, poza niewątpliwymi osiągnięciami III RP, za dużo było w niej niespełnionych obietnic, nieprawości, łamania prawa, rozlicznej ekonomicznej prywaty i najzwyklejszej społecznej znieczulicy. Nie wystarczyło dla jej sukcesu zaklinanie rzeczywistości ciągle powtarzanym hasłem o odzyskanej wolności.

 

Przyczyn aktualnej

sytuacji w Polsce poszukuje autor w szerokiej panoramie historycznej, sięgającej czasów średniowiecza, w okresach późniejszych i w szczególnych losach tej części Europy, nie będącej ani jej zachodem, ani też wschodem. Przywołuje także liczne, minione głosy ostrzeżenia o „polskiej młodości i kruchości”, zagrażającym jej dalszemu istnieniu. Opisując bardzo niepochlebnie fenomen i stan PiS-owskiego sukcesu odczytuje go również, co zresztą stanowi kontynuację rozważań sprzed wielu lat, w szczególnych cechach Polaków, potwierdzonych licznymi, także zagranicznymi, krytycznymi opiniami. Kończy te rozważania słowami: „Ale jest też PiS partią gorszą, bo ustrój wodzowski jest tu posunięty dalej niż w PZPR, a opresja płynie z wewnątrz, z samych narodowych trzewi. Wobec komunistycznej indoktrynacji można było zatkać uszy jako przed czymś obcym i narzuconym, można się było przed nią schronić w kościele. Przed indoktrynacją PiS-owską nie ma schronienia. No i komuniści – cokolwiek powiedzieć – rządzili się racją stanu państwa, które zostało im dane. PiS, deklamując o państwie i narodzie, okazuje się antypaństwowy i antynarodowy równocześnie”.

 

Druga konstatacja

dotyczy więc naszych perspektyw: „A przecież przed 30 prawie laty ofiarowano nam więcej niż złoty róg w „Weselu”. Uzyskaliśmy niemal za darmo, bez kropli krwi, niepodległość i demokrację, przyjazne granice, NATO i Unię Europejską. Dziś własne, polskie ręce rozmontowały najlepszą Rzeczpospolitą w polskich dziejach. Nie mając pod ręką państwa zaborczego, podniesiono rękę na państwo własne. Gdy więc horyzont polityczny ostatecznie się zachmurzy, gdy Tramp porozumie się wreszcie z Putinem, to przynajmniej nie krzyczmy, że Europa nas zdradziła. Europę zdradziliśmy my sami. Europa, tak zresztą jak Polska, okazała się dla Polaków zbyt trudnym wyzwaniem”.

 

Toczący się z wielkim sukcesem

sondażowy walec Prawa i Sprawiedliwości wywołuje, co zrozumiałe, takie właśnie ponure prognozy i, bardzo możliwe, jeszcze gorsze perspektywy. Stanowiąc protest przeciw obecnej polskiej rzeczywistości mają zachęcić innych – przede wszystkim inteligencję, klasy średnie, ludzi młodych (bo nie robotnicy i chłopi czytają ten tytuł) – do antypisowskiego czynu, gdyż w przeciwnym razie Polska może przestać istnieć nie tylko jako państwo demokratyczne ale i suwerenne.
Natomiast Witold Gadomski w swoim czasie napisał, że uwzględniając zasadnicze podziały w opozycji, nie wierzy w żaden wspólny, zorganizowany ruch antypisowski, a szansę na zwycięstwo widzi w destrukcji i rozpadzie Zjednoczonej Prawicy. Biorąc pod uwagę deklarację Jarosława Kaczyńskiego, iż nie wybiera się na polityczną emeryturę, przyjdzie nam jeszcze długo czekać na ten rozkład PiS, jeśli w ogóle my go doczekamy.

 

Mimo tych niepocieszających przewidywań

rodzi się w Polsce bardziej optymistyczna realność, oparta na poszukiwaniu przyczyn obecnego stanu rzeczy. Robert Biedroń mówi: „Chcę, żeby ludzie poczuli, że nie jesteśmy już na zawsze skazani na tę alternatywę, którą znamy. Czyli że albo będzie tak, jak dotąd mówiła opozycja: będziecie mieli wolność, ale jesteście zdani tylko na siebie. Albo jak to, co proponuje obecna władza: damy wam wsparcie materialne, ale odbierzemy wam wolność i wszystko w państwie będzie tak, jak my chcemy. W 2018 roku Polki i Polacy zasługują na jedno i drugie – godne warunki materialne i osobistą wolność. I że nie musimy ciągle patrzeć na tę polityczną jatkę, lecz możemy się zająć wprowadzaniem nowych pomysłów i rozwiązań, które poprawią nasze życie.” I dodaje: „Polacy jednak umieją ważyć, co jest dla nich ważniejsze: czy autorytaryzm w imię ochrony tradycyjnych wartości i tożsamości, czy europejska stabilizacja i bezpieczeństwo. Wiedzą, że skoro stoję w obronie geja lub feministki, to stanę też w obronie wyrzuconych z pracy”.

 

Silny samorząd, demokratyczna Polska

to hasło wyborcze SLD-Lewica Razem, ale równie celnym jest stwierdzenie Włodzimierza Czarzastego: „Uważamy, że nie może być tak, że jedynym spoiwem budowania jakiejkolwiek koalicji jest nienawiść do PiS. Uważamy, że przyszłość Polski, sposób w jaki będzie wyglądała programowo, jest ważniejsze niż nienawiść… w Polsce toczy się dyskusja czy mają być dwa bloki – PiS i anty-PiS, czy oparty na programach model trzech bloków – PiS-owski, chadecko-liberalny pod przywództwem Platformy Obywatelskiej i socjaldemokratyczno-progresywny. Każdy ma prawo do swojej drogi. My, SLD Lewica-Razem opowiadamy się za tym drugim rozwiązaniem, opartym na systemie wartości, na wizji państwa, na przyszłości Polski” – zadeklarował Czarzasty. Ponadto skierował także ofertę pomocy Robertowi Biedroniowi, o ile ten stworzy program lewicowy i będzie chciał stanąć na czele ruchu lewicowego.

 

A może jednak nie jest

z tymi Polakami najgorzej, bowiem nie raz dowiedli, i niekoniecznie w walce, że potrafią zbudować Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy, ale także odbudować kraj po straszliwych pożogach, dwukrotnie scalić Polskę w nowych granicach, dokonać wielkich dzieł oświatowych i industrialnych, ale także zachować umiar, odpowiedzialność i narodowe porozumienie. Miejmy więc nadzieję, że gorsze pisowskie zło nie wyprze na dłużej lepszego, polskiego dobra.

 

Ps. Tekst prof. Romanowskiego opatrzony jest informacją, że poleca go redaktor Adam Michnik, zapewne nadal nie świadom, że do aktualnego, naszego bagna pośrednio się także przyłożył ze swoją gazetą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *