Trybuna.info

Prenumerata cyfrowa / Dołącz teraz do grona prenumeratorów Kup teraz

 

PKP tracą pasażerów

czwartek, 05 kwiecień 2018 23:12

Napisane przez  Andrzej Dryszel

Ubiegłoroczna katastrofa w Smętowie Granicznym. Polskie koleje nie mogą zagwarantować nam niezawodności, wygody i całkowitego bezpieczeństwa. Ubiegłoroczna katastrofa w Smętowie Granicznym. Polskie koleje nie mogą zagwarantować nam niezawodności, wygody i całkowitego bezpieczeństwa.

W tym roku znacznie mniej ludzi w naszym kraju jeździ pociągami. I nie można się dziwić tym, którzy wybierają inne środki komunikacji.

Refleksje przed 1 Maja

Refleksje przed 1 Maja

Tradycyjnie już socj...   czytaj więcej »

Zmniejsza się liczba podróżnych korzystających z usług polskich kolei. W styczniu i lutym bieżącego roku pociągi pasażerskie w naszym kraju przewiozły jedynie 47,94 mln osób. W styczniu i lutym 2017 r – 49,25 mln osób. To dokładne dane, zliczone przez Urząd Transportu Kolejowego.
Spadek liczby pasażerów wybierających PKP jest dosyć znaczący – tylko w ciągu dwóch miesięcy aż o ponad półtora miliona osób, w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.

A było już tak dobrze

Obecne załamanie jest tym wyraźniejsze, że ostatnie lata przyniosły, jak się wydawało już stałą, tendencję wzrostu liczby pasażerów.
W 2014 r. polskie koleje przewiozły 269,1 mln osób. W 2015 – 280,3 mln osób. W 2016 – 292,6 mln osób i wreszcie w ubiegłym, aż 303,6 mln.
To oczywiście wciąż bardzo mało w porównaniu na przykład z rokiem 2000, gdy z pociągów w Polsce skorzystało aż 360,7 mln podróżnych. Grono pasażerów PKP rosło jednak systematycznie, a skuteczne działania, podejmowane w latach 2014 – 2015 przez ówczesne władze kolejowe, dały pozytywne efekty. Można było więc oczekiwać, iż obecna administracja nie zaprzepaści tego, co już osiągnięto. Dzieje się jednak inaczej.
Spadek liczby pasażerów PKP w dwóch pierwszych miesiącach tego roku jest ostrzeżeniem, które powinno zostać wzięte pod uwagę przez kierownictwo naszych kolei. Tym bardziej, że wynik stycznia i lutego 2017 r. był wręcz znakomity. Wspomniane 49,25 mln osób, które wtedy wybrało pociągi, oznaczało, iż w porównaniu z tym samym okresem 2016 r. liczba pasażerów PKP wzrosła aż o 2,48 mln osób. A już rok później – tak nagły regres.
Ale nagły, nie oznacza bynajmniej, że niespodziewany. Dla bystrzejszych obserwatorów tego, co dzieje się na PKP, tegoroczny spadek liczby pasażerów nie powinien być zaskoczeniem.

Kolejowa propaganda sukcesu

Nie da się ukryć, że w rządowej propagandzie sukcesu, uprawianej bardzo intensywnie od początku 2016 r., sprawy kolei zajmowały znaczące miejsce.
Regularnie słyszeliśmy więc, iż nasze pociągi stają coraz nowocześniejsze, niezawodniejsze, punktualniejsze, mają coraz dogodniejszą siatkę połączeń, nadrabiają karygodne zaniedbania z czasów rządów Platformy Obywatelskiej, coraz lepiej zaspokajają oczekiwania pasażerów. Że dzięki modernizacjom i remontom torów oraz dworców, podróże kolejami stają się szybkie, łatwe i przyjemne.
Polacy chcieli w to wierzyć, bo kolej jako sposób komunikacji zawsze cieszyła się generalnie sympatią społeczną. Każdy przecież chciałby mieć w kraju często kursujące i sprawne pociągi, pozwalające zaoszczędzić czas tracony w korkach samochodowych.
Gdy więc ludzie słyszeli, że na PKP dzieje się coraz lepiej, zaczęli częściej wybierać podróże koleją. I niestety, bardzo często przeżywali rozczarowania.

Gorzej na kolejowym szlaku

Okazywało się, że remonty i modernizacje ciągną się w nieskończoność i trwać będą już chyba zawsze. Stanowią udrękę dla pasażerów, skazują ich na przesiadki do autobusów, wydłużają czas podróży. Gdy się zaś nawet skończą, to przynoszą znikome efekty w postaci skrócenia czasu przejazdu o kilka czy kilkanaście minut.
Nowoczesność, która miała szeroką ławą wjeżdżać na polskie tory, stanowi zaledwie drobny ułamek naszej kolejowej codzienności. Nie poprawią tego pociagi Pendolino, które osiągają szeroko reklamowane 200 kilometrów na godzinę jedynie na małym odcinku Centralnej Magistrali Kolejowej – i jeżdżą tylko z minimalnie wyższą prędkością podróżną niż zwykłe ekspresy.
Jeśli w ogóle jeżdzą, bo delikatne włoskie składy nie wytrzymują starcia z tradycyjnym partactwem przy budowie torów kolejowych w Polsce i kamieniami odrywającymi się od podloża.
Także i nowe szynobusy, choć ładnie wyglądają, za często odmawiają posłuszeństwa, co doprowadza do białej gorączki ludzi dojeżdżających do pracy.
Rozkłady jazdy, mimo że permanentnie zmieniane, są niedogodne dla pasażerów i poza większymi miastami nie zapewniają bezpośrednich połączeń. Polskie koleje wyróżniają się wyjątkowym brakiem odporności na warunki atmosferyczne (sorry, taki mamy klimat). Wystarczą silniejsze wiatry czy mrozy, by przestawały punktualnie kursować.
Dzień powszedni PKP to usterki, remonty i awarie, a termin „zastępczy skład wagonowy” wszedł już do stałego słownika osób podróżujących pociągami.

Daleko od rozkładu

Statystyki Urzędu Transportu Kolejowego pokazują, że w ubiegłym roku pogorszyła się punktualność naszych kolei.
W pierwszym kwartale 2017 r. aż 92,1 proc. pociągów w Polsce jeździło zgodnie z rozkładem lub miało opóźnienia nie większe niż 5 minut. W czwartym kwartale roku – już tylko 86,9 proc. A przecież punktualność powinna rosnąć.
Symbolem rozmaitych plag spadających na podróżnych w Polsce stał się ostatni Sylwester TVP zorganizowany w Zakopanem. Spośród turystów, którzy, zachęcani także przez PKP Intercity, przybyli pod Tatry, ponad trzystu nie mogło wrócić, mimo że mieli kupione bilety i miejscówki.

Samochodem dogodniej?

Trzeba oczywiście widzieć i naprawdę dobre, choć niestety nieliczne zmiany, następujące w ostatnich latach na PKP. Poprawił się stan czystości w pociągach, personel jest życzliwszy i bardziej kompetentny, bardzo powoli i oporami ale jednak odradza się sieć lokalnych połączeń kolejowych, na trasach Wolsztyn-Leszno i Poznań-Wolsztyn znowu jeżdzą parowozy.
Generalnie jednak, powrót Polaków na kolejowe szlaki przyniósł im więcej problemów, niż satysfakcji. Łatwo więc zrozumieć, że w tym roku, nauczeni smutnymi doświadczeniami, już znacznie ostrożniej planowaliśmy swoje wyprawy kolejowe, chętniej wybierając samochody.
To prawda, że drogi w naszym kraju są oznakowane najgorzej w Europie, niebezpieczne, źle utrzymane, zaś polscy kierowcy często sprawiają wrażenie osób niespełna rozumu. Tym niemniej, wybierając podróż samochodem, ma się, być może niekiedy złudne, poczucie panowania nad czasem i przestrzenią. Tego niestety nie są w stanie zapewnić nam polskie koleje.


Pozostałe informacje

Pożyczamy więcej, na lokatach mamy mniej

Pożyczamy więcej, na lokatach mamy mniej

Rośnie wartość kredytów zaciąganych przez P...   czytaj więcej »
Po masakrze

Po masakrze

„Nie będziemy współpracować z żadną k...   czytaj więcej »
Chcą końca wojny

Chcą końca wojny

Kilkadziesiąt mężczyzn, kobiet i dzieci rozpoczęło...   czytaj więcej »

Sezon strajków

W Wielkanoc strajkowali kolejarze w Portugalii, wc...   czytaj więcej »

Ustawka

W zeszłym tygodniu w Kosowskiej Mitrowicy, tej sam...   czytaj więcej »

Zmierzch partii słonia

Wykształceni nie głosują na prawicę. Według badań...   czytaj więcej »
Okupanci (II)

Okupanci (II)

(Dokończenie tekstu opublikowanego w poprzednim wy...   czytaj więcej »

Klecho, wyjdź po dobroci

Fotografie przedstawiające szpalery policjant&oacu...   czytaj więcej »
W Bundeslidze już jest królem

W Bundeslidze już jest królem

Robert Lewandowski dzięki hat-trickowi w meczu z B...   czytaj więcej »
Kowalczyk została szefową

Kowalczyk została szefową

Po mistrzostwach Polski Justyna Kowalczyk ogłosiła...   czytaj więcej »
Google plus