Trybuna.info

Prenumerata cyfrowa / Dołącz teraz do grona prenumeratorów Kup teraz

 

Dobre czasy dla satyryków

poniedziałek, 15 maj 2017 08:00

Napisane przez  Justyna Koć (wiadomo.co)

„Ludzka elastyczność nie ma granic”. Ludzie potrafią każde świństwo wytłumaczyć. Dziś dziwimy się, jak kiedyś można było wstąpić do PZPR, a to, co ludzie dzisiaj potrafią zrobić dla uzyskania czy utrzymania posad, jest jeszcze gorsze – mówi Henryk Sawka, satyryk, rysownik w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

Prawdziwa historia, zabójcza polityka

Prawdziwa historia, zabójcza polityka

O książkach Bronisła...   czytaj więcej »

Justyna Koć: Czy dziś są dobre czasy dla satyryków? Chyba macie łatwiej?

Henryk Sawka: Nie ma dobrych czasów dla satyryków. Dla nas są zawsze dobre czasy, bo nie ma takiej sytuacji, której satyryk nie potrafiłby wyśmiać. Przyczepić się można do wszystkiego, pewne niuanse czy paradoksy są wszędzie. Człowiek ma naturalną skłonność do wyśmiewania, żartowania, wyzłośliwiania się. To taka cecha, jak jedzenie, człowiek musi się śmiać. A więc nie ma czegoś takiego, jak dobre czasy dla satyryków. Polemizuję z takim poglądem.

A ja znalazłam pana wypowiedź sprzed roku, kiedy powiedział pan, że teraz jest prościej, bo wystarczy włączyć telewizor, a kiedyś, czyli za poprzednich rządów, była nuda.

No bo w pewnym sensie było nudno. W polityce było nudno. Natomiast najlepsze czasy dla satyryków były w komunie. Zresztą zacytuję sam siebie, że za komuny, jak się zrobiło dowcip, to on był aktualny przez całą komunę, a w tej chwili, jeśli nie zareaguję natychmiast, jeśli nie mam timingu, jak Radwańska, to mój dowcip nie trafi. Muszę wykorzystać ten jeden odpowiedni moment. To jest zresztą także dobrodziejstwo dzisiejszych czasów. Jeżeli oglądam telewizję i widzę, że Waszczykowski czy Berczyński coś powiedzieli, to normalny obywatel wysyła na pasek w „Szkle kontaktowym” hasło, a ja mogę to narysować i natychmiast rozesłać poprzez fanpage czy Twittera. To jest sposób na szybką reakcję, ale też nie jestem w tym wyróżniony, bo wszyscy mają komórki i social media.

Trochę wyróżniony pan jest, lepiej ogląda się rysunki Sawki niż nieznanego rysownika.

Bo ja to robię zawodowo, więc nie schodzę poniżej pewnego poziomu, pozbawiam swoje prace zbędnych słów, ale to jest umiejętność nabyta przez lata pracy i bycia w zawodzie. Tak samo jak amator może pięknie zaśpiewać jedną piosenkę na karaoke, a zawodowiec wychodzi, śpiewa, doskonale trzyma górę i dół, nie fałszuje. Wiem jakie to trudne, bo sam chadzam na emisję głosu.
Kiedyś opływałem Bornholm i stary kapitan mówi do mnie: Proszę pana, kiedyś to trzeba było mieć kartę żeglarską, kartę sternika, różne uprawnienia, a teraz jednostką do 7 metrów może pływać każdy. Kiedyś patrzyłem w gwiazdy, wytyczałem szlak, odmierzałem, a teraz wchodzi GPS i wszystko załatwia. Dawniej byłem Bogiem – a teraz?

Chce mi pan powiedzieć, że memy wypierają obrazki satyryczne? Memy każdy może tworzyć, nawet 15-latek.

Memy nie są niczym nowym. Gdy byłem szkolnym fotografem i udało mi się zrobić albo dostać śmieszne zdjęcia, to dopisywałem dymki. Dorysowywanie wąsów, plastrów, szwów, genitaliów to normalna ludzka cecha, wszyscy to robiliśmy za dzieciaka. Teraz technika ze starych książek i zdjęć przeniosła ten sam mechanizm do sieci i tak powstają memy. Nie każdy jest tak samo dobry i śmieszny, ale generalnie ludzie tworzą je dla tzw. beki.
A co powinien mieć dobry obrazek satyryczny?
Dużo czynników na to wpływa, ale przede wszystkim musi być aktualny. Proszę zobaczyć, gdy kabareciarz wchodzi na scenę i ma nawet stary monolog, a dopasuje go do obecnych czasów, wystarczy, że rzuci jakiś żart czy aluzję – „Członek komisji odleciał do ciepłych krajów” – to publiczność jest kupiona. Zawsze trzeba zacząć od czegoś bliskiego ludziom. Zresztą tak samo jest w polityce, tak robią populiści.

A z czego pan najczęściej korzysta, szukając pomysłów?

Nie szukam pomysłów, ja obrazek wymyślam, natomiast szukam inspiracji. To bardzo istotna różnica. Podczas rozmów, nawet najprostszych, wpadają mi jakieś skojarzenia, taki sparing słowny, ale najczęściej jestem czytelnikiem prasy. Kiedyś kupowałem nagminnie wszystkie tytuły, teraz raczej przeniosłem się do Internetu. Słucham też radia, które jest włączone wszędzie, w samochodzie, w kuchni, w pracowni. Jeżeli chodzi o telewizję, to powiem szczerze, że się do tego zmuszam. Generalnie robię sobie od piątkowego wieczoru do poniedziałku detoks i nie włączam telewizji, a w szczególności kanałów informacyjnych, „Wiadomości”, „Faktów”.
Ale jeżeli już zaczynam pracować, to włączam właśnie politykę. W „Faktach”, „Wiadomościach”, relacjach z Sejmu jest najwięcej wydarzeń, które mnie inspirują do żartów. Znajomi pytają: Czemu się irytujesz, po co to oglądasz? A ja na to, że muszę. Jak w tym dowcipie, kiedy mąż przyłapuje żonę z kochankiem i mówi: No wie pan, ja muszę, ale pan?

Czyli jednak polityka jest najczęstszym polem inspiracji?

Tak, ale nie wynika to z tego, że mnie pasjonuje, tylko że my, satyrycy, pełnimy pewną rolę usługową. Satyryk dostarcza ludziom to, co ich dotyczy. Dowcip tworzony tutaj, na rynek Polski, w krajach ościennych zazwyczaj jest nieczytelny, chyba że jest on o Donaldzie Trumpie czy Angeli Merkel.
Co ciekawe, najwięcej pracy zajmuje mi odpowiednie sformułowanie tekstów, żeby nie były przegadane, ale adekwatne. Zawsze tworzę parę wersji, potem wybieram najlepszą, często pomaga mi w tym rodzina, żona.

A ciągle to pana bawi?

Tak, oczywiście, i podejrzewam, że gdybym nie robił tego profesjonalnie, zawodowo, to i tak bym rysował. Podejrzewam, że większość artystów też by tak robiła, może nie zarobkowo, ale w domu dla siebie. W każdym z nas drzemie jakaś artystyczna potrzeba, tylko nie wszyscy przechodzą na zawodowstwo. Zresztą zauważyłem taką zależność. Najwięcej zamówień mam z grupy lekarzy i prawników, nie tylko dlatego, że są zamożni, ale też dlatego, że w tej grupie jest wielu niedoszłych artystów, którzy chcieli iść do szkoły aktorskiej czy plastycznej, ale rodzice mówili: Nie, synku, powinieneś mieć zawód, który przyniesie ci chleb.

Gdy patrzę na pana rysunki, mam wrażenie, że pan chyba nie lubi PiS-u. Tak jest?

Jest mi to obojętne, natomiast wiem, że PiS-u nie lubi mój elektorat.

To koniunkturalizm?

Dlaczego? Gdybym był koniunkturalistą, to robiłbym coś dla opozycji (śmiech). A mówiąc serio: tak, jestem z tej sfery, która myśli podobnie, chociaż spotykam się z negatywnymi reakcjami ludzi, czasem nawet z oburzeniem, np. jak zażartuję z KOD-u. Taki brak dystansu ze wszystkich stron. Ludzie myślą stereotypami, kalkami. Zresztą ja nigdy nie miałem nabożnego stosunku do polityki, polityków, władzy. Jak tylko się skończył ustrój w 1989 roku, to nie miałem taryfy ulgowej dla nowej władzy. Przecież przez 4 lata prezydentury Wałęsy rysowałem właściwie tylko o nim.

Trzeba przyznać, że prezydent Wałęsa czasem sam się wówczas podkładał.

Oczywiście, bo przecież my strzelamy z tych satyrycznych naboi do tych, co się wystawiają. Nikt nie biega za Waszczykowskim i nie szuka jego gaf, tylko on sam z tym wychodzi.

Uważa pan, że satyra, wyśmiewanie błędów rządzących może być pewną formą walki z mrocznymi czasami?

Nie szukałbym tutaj jakiegoś posłannictwa. Przytoczę to, co powiedział mój kolega z kabaretu „Koń polski”, że gdyby ludzie wiedzieli, ile kabareciarze biorą za występ, to by się tak nie śmiali z ich dowcipów. To też jest jakaś forma pewnej usługowości, ale i kawał dobrej roboty.
Niech pani spojrzy na serial „Ucho Prezesa”. Zresztą ja bardzo kibicuje Robertowi Górskiemu, bo miałem okazję być jurorem w konkursie Stowarzyszenia Promocji Sztuki Kabaretowej PAKA, gdy przyznawaliśmy nagrodę Górskiemu. Był tam Jacek Fedorowicz, Stasio Tym i Alosza Awdiejew, który powiedział, że kiedyś Górskiego lubił, a teraz podziwia. Ja już po pierwszych odcinkach wiedziałem, że to się dobrze rozwinie, ale ostatnio przyszła jakaś nawałnica, jest naprawdę fantastycznie. To jest świetnie napisane, genialny scenariusz, wspaniała obsada, każdy idealnie dobrany, jest też pięknie fotografowany, dobre zdjęcia i reżyseria, no i jest tam też dużo prawdy.
Być może fenomen Górskiego polega na tym, że on jeszcze załapał się trochę na czasy komunizmu, bo pisał maturę, gdy komunizm upadał. Górski wyrósł jeszcze na tamtych lekturach, co moje pokolenie, czytał Trylogię, Winnetou, a jednocześnie świetnie odnajduje się w czasach obecnych. Jest fenomenem dwóch epok.

Po sukcesie pierwszych odcinków pojawiły się głosy, że to jednak ma ocieplać wizerunek Jarosława Kaczyńskiego i jego partii. Nie miał pan takich wątpliwości?

Wie pani, tak to jest z satyrą, że z obiektem trzeba się trochę popieścić, pobawić. W analogii do tenisa. Ludzie kupili bilety na mecz finałowy US Open, szykuje się wspaniała rywalizacja, wychodzą finaliści i jest 6-0, 6-0, 6-0. Nie ma widowiska, bo nie ma dramatu, zwrotów akcji, a napięcie musi rosnąć. A więc żeby serial mógł się dobrze rozwijać, muszą się pokazywać nowe postacie, ale i nowe oblicza prezesa. Wszystko jest grą, nie można zrobić od razu piłki kończącej.
Poza tym, bez przesady, Kaczyński jest jednak człowiekiem inteligentnym i tak sobie pogrywa. Niech pani zobaczy, jak politycy opozycji posmutnieli, gdy odwołano Misiewicza, posmutnieli też satyrycy, kabareciarze. W „Uchu Prezesa” nie będzie już tańczącego misia. Proszę zobaczyć, jak wszyscy się cieszą, gdy prezydent, czyli Adrian, stoi pod drzwiami. To my powodujemy, że artyści pastwią się długo nad swoimi postaciami kabaretowymi.

Pan też długo pastwił się nad Misiewiczem.

No pewnie! I też żałuję, że już go nie ma. Jeszcze ostatnio zrobiłem rysunek: pomnik z Misiewiczem i koncern aptek polowych. Szkoda. Proszę zobaczyć, jak ludzie się zżymają, udają kogoś innego, a tak naprawdę każdy lubi plotki, ploteczki. Mówi się często, że telewizja ogłupia. Nieprawda, telewizja daje nam naprawdę to, czego chcemy, ciągnie do naszych oczekiwań, więc dołuje.

Spotkał się pan z hejtem po którymś z obrazków politycznych?

Jest mi jako twórcy przykro, kiedy ktoś nie rozumie moich intencji. Zresztą jeden z moich obrazków przedstawia błazna, któremu kat ścina głowę, bo szydził z Beaty Szydło. Niektórzy ludzie bardzo emocjonalnie podchodzą do polityki, nie mają poczucia humoru, są bardzo serio. Czasem odzywają się takie głosy, najczęściej w social mediach. Powiem tak: jeżeli ktoś to ogląda, to na własną odpowiedzialność. Ludzie kochają się podniecać swoją nienawiścią. Czasem gdy słyszę później ich komentarze, to powstaje pomysł.

A co pana ostatnio ubawiło lub zdenerwowało?

Satyryk musi mieć dobrą pamięć. Pamiętam, co mówił Giertych, gdy był ministrem edukacji narodowej, pamiętam, bo moje dzieci podchodziły wtedy do telewizora i pukały go w czoło. Pamiętam, co mówił Marcinkiewicz, Misio Kamiński, niektórych nazwisk przez litość nie wymienię. Przypomniały mi się słowa, które niedawno słyszałem w radiu à propos rozmowy o Kremlu i Putinie, ale myślę, że one idealnie pasują: „Ludzka elastyczność nie ma granic”. Ludzie potrafią każde świństwo wytłumaczyć. Dziś dziwimy się, jak kiedyś można było wstąpić do PZPR, a to, co ludzie dzisiaj potrafią zrobić dla uzyskania czy utrzymania posad, jest jeszcze gorsze.

Zrobiło się poważnie. Boi się pan czasem tego, co obecna władza robi, jak psuje nasz kraj?

Trochę się boję, ale mam dziwne przeczucie, że chyba jednak Europa na to nie pozwoli, myślę o Niemcach, Francuzach. Mam nadzieję, że będzie taki układ sił, że ludzie dojdą do wniosku, że im się to nie opłaca.
Z drugiej strony, pod koniec lat 90. wiedziałem, że ta część, której się powiodło, będzie musiała zapłacić za sukces. To, co się w Polsce stało, to był po prostu odwet ludzi, którzy nie mieli nic do stracenia. Zagłosowali ci, którzy czuli się wykluczeni, słusznie lub nie, bo oczywiście to subiektywne odczucie. Proszę zobaczyć: za komuny marzeniem było mieć malucha, mieszkanie i wideo. Dzisiaj każdy ma lepszy lub gorszy samochód, wideo, odtwarzacz CD, tableta, a jak chce, może mieć nawet kino domowe na raty. Gorzej z mieszkaniem, ale tu zgodnie z obietnicami ma się też zmienić (śmiech). Obiektywnie ludziom się poprawiło.
Kiedyś zrobiłem taki rysunek. Facet myśli: Mam mercedesa, sąsiad ma 3, mam willę, sąsiad ma willę, daczę w górach i jeszcze dom nad morzem, jeżdżę na wakacje na Kanary, sąsiad na Bali. Jestem nędzarzem! Nigdy nie zaspokoimy ludzkich potrzeb.

Prof. Radosław Markowski uważa, że to prawie nasza narodowa cecha, szczególnie mieszkańców mniejszych miast i terenów wiejskich.

Tak, bo mamy mentalność folwarczną. Czemu epopeją narodową jest „Pan Tadeusz”? Bo każdy Polak myśli, że on też ma dworek. Każdy repatriant zza Buga mówi, że miał tam jakieś latyfundia, tam nie było chłopów. Wszyscy Polacy byli panami, nawet prezes powiedział ostatnio, że my jesteśmy pany. W ogóle czujemy się jak paniska. Ciągle jakbyśmy byli w okresie pańszczyzny. To widać również w korporacjach. Pamięta pani „Satyrę na leniwych chłopów” czy „Krótką rozprawę między trzema osobami, Panem, Wójtem a Plebanem”? Nic się nie zmieniło.

Ostatnio zmieniany niedziela, 14 maj 2017 13:26

Pozostałe informacje

Męty z abonamentu

Męty z abonamentu

Czy można odmówić płacenia abonamentu radio...   czytaj więcej »
Bezdomny Żydowski

Bezdomny Żydowski

Ta scena to prawdziwa łupinka, 10 kroków wz...   czytaj więcej »
Zamieszanie z biletami

Zamieszanie z biletami

Mecz Polska – Rumunia na Stadionie Narodowym...   czytaj więcej »
Larry Bird zwolnił tempo

Larry Bird zwolnił tempo

Legenda NBA Larry Bird złożył rezygnację z funkcji...   czytaj więcej »
Niemieckie kluby w ekstraklasie

Niemieckie kluby w ekstraklasie

Korona Kielce za 800 tysięcy euro znalazła się w r...   czytaj więcej »
Gollob nie chce śledztwa w sprawie wypadku

Gollob nie chce śledztwa w sprawie wypadku

Prokurator okręgowy w Toruniu Artur Krause poinfor...   czytaj więcej »
Juventus na drodze Realu Madryt

Juventus na drodze Realu Madryt

AS Monaco z Kamilem Glikiem w składzie nie sprosta...   czytaj więcej »
W Tokio zagrają najlepsi

W Tokio zagrają najlepsi

Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że działac...   czytaj więcej »
Rosja szykuje się do mundialu

Rosja szykuje się do mundialu

W regionach Rosji goszczących rozgrywki piłkarskie...   czytaj więcej »
Porażka Chapecoense

Porażka Chapecoense

Kolumbijski zespół Atletico Nacional Medell...   czytaj więcej »
Google plus