Trybuna.info

Prenumerata cyfrowa / Dołącz teraz do grona prenumeratorów Kup teraz

 

Robotnica kina

piątek, 13 kwiecień 2018 01:42

Napisane przez  KRZYSZTOF LUBCZYŃSKI

Rekonstrucja cyfrowa.

Refleksje przed 1 Maja

Refleksje przed 1 Maja

Tradycyjnie już socj...   czytaj więcej »

Minęło właśnie 20 lat od śmierci Wandy Jakubowskiej (1907-1998). Jej postać wydaje się być na pierwszy rzut oka kilkuwarstwowo anachroniczna i passé. Uważana za egerię socjalistycznego realizmu w kinie Polski Ludowej, ideowa komunistka o siermiężnej, półmęskiej powierzchowności, „Wanda Wasilewska polskiego kina”, współtwórczyni kinematografii polskiej lat czterdziestych i pięćdziesiątych, mocna politycznie na tyle, że zdolna do bycia rywalką samego Aleksandra Forda – no, po prostu naftalina do kwadratu. W świetle klasycznej monografii wydawać się może postacią po prostu nie do strawienia.
Jednak Monika Talarczyk-Gubała dokonała rzeczy naprawdę imponującej, bo to rzeczywiście Jakubowska „od nowa” i do tego pokazana niemal panoramicznie, na pierwszych stronach z perspektywy Moskwy, w której spędziła kilka lat jako dziecko, a potem z wysokości malowniczego wzgórza Jolie Bord czyli przedwojennego warszawskiego Żoliborza, gdzie należała do kręgu lewicowej, społecznikowskiej a i często komunizującej inteligencji. Tej metamorfozy, tego odkurzenia dokonała autorka już na pierwszych stronach, gdy kilkoma stuknięciami klawiatury komputera (używać dziś figury „pióra” byłoby zastarzałym anachronizmem) pokazała Jakubowską jako młodą mieszczańską inteligentkę, początkującą reżyserkę z kręgu Stowarzyszenia Miłośników Filmu Artystycznego „Start”, eleganckim kapeluszem typu panama chroniącą się przed palącym słońcem gorącego warszawskiego lata 1939 roku. W tej perspektywie, silnej wymowy nabiera jej powojenna metamorfoza garderobiana (?), galanteryjna (?), modowa (?), która polegała na przyobleczeniu głowy w chustkę kobiety z ludu, atrybut robotnicy, obuciu nóg w buty oficerki z cholewami i rezygnacji z jakichkolwiek atrybutów kobiecej kokieterii na rzecz wizerunku socrealistycznej „chłopo-baby” czy „babo-chłopa”. To stanowi, by tak rzec, o genderowym aspekcie tej książki, która jest w dużej mierze opowieścią o pozycji kobiety w społeczeństwie XX wieku. Inna przerzutnia, która silnie pokazuje metamorfozę ideowo-estetyczną Jakubowskiej, to jej obraz z samego schyłku lat trzydziestych, gdy kręcąc ekranizację „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Do premiery planowanej na 5 września 1939 w kinie „Corso” przy Nowym Świecie nie doszło, zbombardowali je podniebni chłopcy z Luftwaffe, a kopie filmu zaginęły w czasie wojny. Nawiasem mówiąc Jakubowska podejrzewała, że zostały zamurowane w jednej z żoliborskich piwnic i kto wie (to już moja supozycja (K.L.) czy kiedyś, przy okazji jakiegoś remontu nie zostaną odkopane – ale to byłaby sensacja!!!) jeździła na Kresy i spotykała się z potomkami pierwowzorów a nawet pierwowzorami we własnej osobie bohaterów powieści. Ta sama Jakubowska, która kilkanaście lat później nakręciła flagową epopeję kina polskiego epoki socjalistycznego realizmu, „Żołnierza Zwycięstwa” o Karolu Świerczewskim czyli generale Walterze. Jednak najwięcej uwagi poświęca autorka trzem filmom obozowym Jakubowskiej, przede wszystkim „Ostatniemu etapowi”, a w mniejszym stopniu także „Prawdziwemu końcowi wielkiej wojny” i „Spotkaniom w mroku”. Gruntowne analizy „Ostatniego etapu” stanowią trzon tej pracy opowiadającej głównie o uwarunkowaniach, sprzecznościach i antynomiach ukazywania Holokaustu w sztuce filmowej, w czym posiłkuje się też autorka gościnnym, obszernym esejem autora izraelskiego. Aliści Jakubowska to także „babcia polskiego kina”, a jak na babcię przystało ( a była osoba znaną z dobroci i opiekuńczości, choć studentowi Markowi Koterskiemu podobno napsuła krwi w szkole łódzkiej), powinna opowiedzieć jakąś bajkę wnukom. Toteż uczyniła to, przenosząc na ekran (1957) „Króla Maciusia Pierwszego” Janusza Korczaka, wysmakowany plastycznie, kunsztowny pastisz rozmaitych gatunków filmowych, motywów ikonograficznych i stereotypowych tworów masowej wyobraźni tamtych czasów. Drugą bajką dla dzieci, ale już z wplecionym w nią aspektem antagonizmów klasowych była „Opowieść atlantycka” (1954), osobliwe połączenie poetyki socrealistycznej ze stylistyką francuskiego filmu przygodowego, z udziałem młodocianych wtedy braci Damiana i Macieja Damięckich. Nie zerwała jednak do końca z bliską jej logosferą tematyki rewolucyjnej. Kiedy jej młoda rozmówczyni Barbara Hollender pyta Jakubowską w – chyba w jednym z ostatnich, jeśli nie ostatnim z nią wywiadzie (w całości stanowi aneks do książki) – dlaczego nakręciła film o Ludwiku Waryńskim („Biały mazur”, 1978), dziwi się temu pytaniu, niemal z oburzeniem stwierdzając, że to drogi i bliski jej sercu towarzysz (takiego używa słowa). Przedwojenny „START”, którego była współtwórczynią, przedwojenny inteligencki Żoliborz, czas „panopticum stalinizmu”, zmierzenie się (trzy lata po wyjściu z Auschwitz!!!) z kwestią Holokaustu i obozu koncentracyjnego, niezmienny podziw dla swego arcywzoru – Orsona Wellesa i jego „Obywatela Kane”, filmowe bajki dla wnuków, no i opieka nad studentami w roli profesor(ki) łódzkiej szkoły filmowej (do jej wychowanków należą m.in. Filip Bajon, Piotr Szulkin i wspomniany Marek Koterski – oto niektóre tylko motywy artystycznej i życiowej biografii Wandy Jakubowskiej.
Autorce należą się brawa za tę brawurową, „cyfrową rekonstrukcję” biografii Wandy Jakubowskiej. Dzięki temu można przeczytać tę biografię prawdziwie od nowa. Czytałem ją z podobnym wrażeniem, jak to, które towarzyszyło mi kilka lat temu podczas oglądania pierwszego odnowionego cyfrowo filmu – „Sanatorium pod Klepsydrą” Wojciecha Jerzego Hasa. Z zapierającym dech zachwytem skonstatowałem wtedy, że oglądam jeszcze większy i do tego zupełnie nowy film. I na koniec tylko drobna uwaga korekcyjna. Na początku książki, w części poświęconej okresowi dzieciństwa i młodości Wandy, słowem czasom wspomnień „samowara” i „niebieskiego mundurka”, autorka sytuuje jedną z pensji (w sensie: internat dla panien z dobrych domów, a nie wynagrodzenia za pracę) „przy Placu Trzech Krzyży, na ulicy Zielnej 13”. No, nie! Gdzie plac Trzech Krzyży, a gdzie Zielna! Daleko im do siebie. Aliści szczeciniance można wybaczyć ten drobny błąd i zrzucić go na warszawską być może korektę.

151886 2

Monika Talarczyk-Gubała – „Wanda Jakubowska – od nowa”, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2015, str. 357, ISBN 978-83-64682—40-7


Pozostałe informacje

Piątek goni Carlitosa

Piątek goni Carlitosa

Po 30 kolejkach sezonu zasadniczego na czele klasy...   czytaj więcej »
Po Zimbabwe czas na Rumunię

Po Zimbabwe czas na Rumunię

Reprezentacja Polski pokonała w Sopocie ekipę Zimb...   czytaj więcej »
Wyczekiwane odrodzenie Milika

Wyczekiwane odrodzenie Milika

Do 89. minuty niedzielnego meczu SSC Napoli z Chie...   czytaj więcej »
Śmierć belgijskiego kolarza

Śmierć belgijskiego kolarza

Zawodnik zespołu Veranda’s Willems Michael G...   czytaj więcej »
Sebastian Vettel rządzi, a kierowcy Williamsa są na końcu

Sebastian Vettel rządzi, a kierowcy Williamsa są na końcu

Sebastian Vettel (Ferrari) odparł atak Valtteriego...   czytaj więcej »

Dzidziuś wyemigruje do Niemiec

Michał Jurecki po sezonie 2018/2019 odejdzie z PGE...   czytaj więcej »

Holenderski Charleston

Holenderka Kiki Bertens wygrała z Niemką Julią Goe...   czytaj więcej »

Kara dla zespołu Ferrari

Po wyścigu o Grand Prix Bahrajnu sędziowie ukarali...   czytaj więcej »

Imprezka bezalkoholowa

Na pięć kolejek przed końcem sezonu Bayern Monachi...   czytaj więcej »
Flaczki tygodnia

Flaczki tygodnia

Kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera. T...   czytaj więcej »
Google plus