Trybuna.info

Prenumerata cyfrowa / Dołącz teraz do grona prenumeratorów Kup teraz

 

Duszne rozterki lewicowego inteligenta

poniedziałek, 16 kwiecień 2018 09:23

Napisane przez  KRZYSZTOF LUBCZYŃSKI

„Studnia” była wydarzeniem literacko-politycznym w roku 1985, czyli w czasach nieomal zamierzchłych. Niezbędne jest zatem przywołanie choćby elementarnego kontekstu sytuacyjnego.

Refleksje przed 1 Maja

Refleksje przed 1 Maja

Tradycyjnie już socj...   czytaj więcej »

W następstwie wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku, Michał Jagiełło (1941-2016), uznany pisarz, szanowany taternik, goprowiec tatrzański, a wreszcie naczelnik tatrzańskiego GOPR, a zarazem zastępca kierownika Wydziału Kultury KC PZPR oddaje – w reakcji na wprowadzenie stanu wojennego – partyjną legitymację. To jedyny taki przypadek na tak relatywnie wysokim administracyjnym szczeblu partii.

Z KC do jezuitów

W 1982 roku Jagiełło podejmuje współpracę z jezuickim „Przeglądem Powszechnym”, co kieruje ku niemu złośliwości prasy partyjnej i oficjalnej. Na swoim literackim koncie ma już m.in. polityczną powieść „Hotel klasy Lux”, cenną edycję „Wołanie w górach”, swoistą monografię tatrzańskiego ratownictwa górskiego oraz współautorstwo antologii poezji o Tatrach. I oto dość niespodziewanie, przynajmniej dla postronnego czytelnika, ukazuje się nakładem „Czytelnika” jego powieść „Studnia”. Niespodziewanie – bo był to przecież rok 1985, okres przez niektórych nazwany „polityką stanu wojennego bez stanu wojennego”, gdy nie było jeszcze zwiastunów zmian sytuacji w kraju. Do tego, Jagiełło był dla aparatu partyjnego „renegatem”, znajdującym się już zdecydowanie po drugiej, opozycyjnej stronie społeczno-politycznego podziału. Żywa była przy tym pamięć „Roku w trumnie” Romana Bratnego, ostrego pamfletu (niektórzy mówili: „paszkwilu”) na „Solidarność”, który był wydarzeniem roku 1982 i uczynił Bratnego postacią dla strony opozycyjnej „zadżumioną”. W tym kontekście ukazanie się „Studni”, powieści z przeciwnym niż „Rok w trumnie” znakiem ideowym, a przy tym w renomowanym, państwowym wydawnictwie „Czytelnik”, mogło być dla części publiczności zaskoczeniem, a nawet polityczną sensacją.

1980 – rok zwątpień

Akcja powieści rozgrywa się w styczniu i sierpniu 1980 roku. Główny bohater, Piotr Gaj, to partyjny działacz przeżywający kryzys polityczny, egzystencjalny, osobisty. Kryzys zwątpienia w sens własnego życia, w tym w szczególności w wartość własnego życiorysu. Wśród dość szeroko nakreślonego tła pojawiają się postaci zarówno z odległej przeszłości jak i z teraźniejszości życiowej oraz politycznej Gaja, w tym jego syn Paweł, związany z opozycją. Tytułowa „studnia”, to symbol poszukiwania przez Gaja zakopanych korzeni egzystencji, zagubionej tożsamości. W finałowej scenie utworu przyjeżdża do rodzinnej wsi i desperacko odkopuje zasypaną przed laty studnię, szukając w przeszłości ratunku w obliczu przeżywanej klęski. To oczywiście tylko najkrótszy zarys fabuły powieści, której faktura fabularna jest bardzo bogata. Zwracają uwagę daty wieńczące powieść – 1978-1984, świadczące o tym, że powstawała wraz z dziejącymi się w Polsce historycznymi wypadkami, a w punkcie wyjścia autor nie mógł przewidzieć ani drogi którą podąży narracyjni, ani finału sekwencji zbliżających się zdarzeń.
Przyjęcie „Studni” przez recenzentów znamionowało pewne zaskoczenie i było generalnie bardzo krytyczne, momentami napastliwe. Wydaje się, że krytyków poniosło błędne uznanie (choć na ogół nie wyrażone expressis verbis) „Studni” za powieść jednoznacznie autobiograficzną. I to pomimo podkreślenia przez jednego z krytyków (Michała Misiornego) rozbieżności pokoleniowej między Gajem a Jagiełłą, jednoznacznie zresztą wynikającej z szeregu fragmentów retrospektywnych. Wynika z nich, że bohater powieści jest o pokolenie starszy od pisarza. Zabieg ten został niewątpliwie z pełną świadomością zastosowany przez Jagiełłę właśnie po to, aby oddalić spodziewane supozycje co do pełnego autobiografizmu „Studni”, w skali „jeden do jednego”. Nie zmienia to faktu, że „Studnia” jest w istotnym stopniu prozą autobiograficzną, nie tylko w warstwie obejmującej wątek „górski”, ale przede wszystkim w wątku dojmującego poczucia winy oraz odpowiedzialności za życiowe i polityczne wybory. Poczucia winy – dodajmy – o niejednoznacznej, skomplikowanej strukturze. To bowiem z jednej strony (inna sprawa – czy uzasadnione) poczucie winy z powody uczestnictwa w aparacie władzy PRL, ale też stan dyskomfortu z powodu ucieczki, choćby najszlachetniej motywowanej, z tonącego okrętu partii. Ta zmasowana presja na bohatera powieści wywołuje w nim stan określony przez niego samego jako odczucie „rozrastającego się jeża w piersiach”.

„Epatowanie dewiacyjnymi rozgoryczeniami”

Jako się rzekło, przyjęcie „Studni” było kwaśne. Wspomniany Misiorny w „Kulturze” (warszawskiej rzecz jasna) orzekł już w tytule, że „Jagiełło wpada do „Studni”. „Powieść Michała Jagiełły jest spowiedzią Piotra Gaja z nieudanego życia w nieudanym kraju (Polska „jako Hiob nowożytnego świata” też się w niej pojawia, w westchnieniu) – pisał Misiorny – Pięćdziesięciokilkuletni Gaj jest starszy od autora, ale niektóre rysy jego biografii są zbieżne z rodowodem i doświadczeniami samego Jagiełły”. Misiorny widzi w niej „sygnał o stanie ducha pewnej formacji naszej inteligencji” i jej bezradności wobec polskiego losu. Widzi rejteradę ze sfery publicznej na rzecz jedynie „irracjonalnej tęsknoty do romantycznej studni przodków, którą trzeba odkopać i pogłębić na zapuszczonym gajowisku. Jak to jednak mówił Zagłoba do pana Podbipięty? „Nie zaglądaj waćpan do studni, bo mądrego nie obaczysz…” – kpi Misiorny w konkluzji. Diagnoza partyjnego krytyka co do „stanu ducha polskiej inteligencji” pewnie miała w sobie jądro racjonalne, bo romantyczne inklinacje żywe były naówczas wśród części inteligencji. Problem w – powiedzmy – drobnym szczególe. Inteligencja owa nie miała wtedy żadnej możliwości publicznego działania inaczej niż pod warunkiem choćby minimalnej akceptacji sytuacji wyjściowej – polityki po 13 grudnia 1981. I tylko to, a może aż to, czyniło konstatację Misiornego w tamtym czasie – delikatnie mówiąc –dyskusyjną. W porównaniu z umiarkowanym w ocenach Misiornym, Paweł Krzyżan, pod którym to pseudonimem krył się człowiek partyjnego aparatu, a jednocześnie krytyk i eseista Witold Nawrocki, nie szczędził powieści Jagiełły – w machejkowym „Życiu Literackim” – ostrego sarkazmu. Zgodnie z ówczesnym rytuałem uprawianym przez krytyków i literaturoznawców i on zaczął od deklaracji oczekiwania „na powieść racjonalizującą zdarzenia niedawnej przeszłości”, dodając, że „jest to oczekiwanie ze wszechmiar uzasadnione”. Dalej jednak recenzent nie przebierał w środkach wyrazu. Porównywał fakturę „Studni” do schematyzacji w stylu prozy socrealistycznej lat 50-tych, do Zalewskiego czy Brauna, ale także takiej, jak u opozycyjnych pisarzy, Orłosia i Nowakowskiego. Te ostatnie określił jako „oczerniające socjalizm a usprawiedliwiające narodziny opozycji politycznej”. „W porównaniu z tym – szarżował Krzyżan-Nawrocki – Bratny z jego ostatnią powieścią polityczną („Rok w trumnie”), to istny Proust i Joyce”. Jeszcze jeden zarzut sformułował Nawrocki pod adresem „Studni”. Jego zdaniem „historii jaka zaczęła się w sierpniu i po sierpniu bohater Jagiełły nie rozumie i tłumaczy ją mafijnie”, na wzór Putramenta, który także traktował politykę jako walkę personalną i grupową o władzę.
Do krytycznych głosów dołączył też w dość kuriozalnej stylistycznie i myślowo recenzji Zbigniew Just w „Argumentach”. Just pisał o „fałszywej wykładni roku 1980 i wykładni losu Polaka”, o „epatowaniu dewiacyjnymi rozgoryczeniami” narratora. Jego zdaniem „Studnia” nic nie wniosła do wiedzy o dzisiejszym Polaku”. W ocenie Piotra Cielesza w „Piśmie Literacko-Artystycznym”, „bohater powieści jest jednocześnie działaczem politycznym jak i rozchwianym psychicznie człowiekiem”. Studnia to – zdaniem krytyka – „psychiatria polityki, prześwietlenie psychiatryczne człowieka, który wdał się w działania polityczne”. Jagiełło „próbował opisać, zdiagnozować zakręty polskiej, skomplikowanej i trudnej, pełnej sprzeczności, powojennej historii. „To zadanie – zdaniem Cielesza – przerosło siły prozaika”, który „nie wychodzi poza komunały i truizmy”. Jego bohater, Gaj, to „kwintesencja bezradności”. „Powieść Jagiełły mówi o absurdalności, niemożliwości działania, o przegranym losie, o bycie, w istocie tragicznym, o rezygnacji”. Zdaniem Cielesza „Studnia” obciążona była licznymi słabościami artystycznymi, w tym „chaotyczną formą”, a jej najlepsza warstwa, to „partie górskie”. Tadeusz Błażejewski konstatował w „Odgłosach”, „jeszcze jedną rozdartą sosnę w naszej literackiej kniei”. „Pewien odłam naszej krytyki literackiej niesłusznie zdeprecjonował powieść Michała Jagiełły jako „kicz narodowo-ojczyźniany”. Autor „Studni” może i nadużywa rekwizytów o romantycznej proweniencji, może nie wszystkie symbole są trafnie dobrane, może nie do końca potrafi przezwyciężyć słabość do niektórych mitów głęboko zakorzenionych w patriotycznej świadomości, może nazbyt emocjonalnie czy nawet ckliwie odnosi się do polskich realiów, może niekiedy zbyt natrętnie utożsamia się ze swym bohaterem – ale przecież usiłuje on uczciwie pokazać klęskę tego bohatera, człowieka, który nie uporał się w gruncie rzeczy ani z polską historią, ani z polską współczesnością. Słabość tej powieści upatrywałbym gdzie indziej: w rozziewie między mało na ogół wymyślną symboliką a wyraźną interwencyjnością publicystyczną” .

Sierpień 1980 widziany z drugiej strony

Do opinii zawartych w przytoczonych fragmentach recenzji należało wtedy i należy dziś podchodzić z dystansem. Pisane były na gorąco, w klimacie klinczu politycznego, jaki coraz wyraźniej zaznaczał się w Polsce. Zapewne przynajmniej w części z nich zaznaczył się negatywny stosunek do Jagiełły z powodu jego „renegactwa”. Z drugiej strony fakt ukazania się powieści o takiej wymowie w wydawnictwie oficjalnym stawiał recenzentów z prasy tej samej proweniencji w sytuacji niejakiego zakłopotania. Dlatego warto przywołać, sformułowaną po latach, analityczną ocenę literaturoznawcy, prof. Andrzeja Zieniewicza, który w szkicu „Uwznioślone i wyparte. Doświadczenie zintegrowane i niezintegrowane w prozie ostatniej dekady PRL-u” poświęcił passus także „Studni”, nazywając ją „zadziwiającą książką, która opowiada sierpień 80 jakby „z drugiej strony” tej wspólnotowej świadomości, z perspektywy pracownika terenowego aparatu partyjnego”. „Ale „opowiada” to złe słowo – pisze dalej Zieniewicz – bo właśnie rozpadająca się opowieść jest tematem utworu. Piotr Gaj, himalaista, taternik, niekwestionowany przywódca i naczelnik grupy tatrzańskiego pogotowia górskiego, to także człowiek prostolinijny i mocno przywiązany do swoich chłopskich i komunistycznych korzeni. Można go wręcz traktować jako żywy symbol awansu społecznego; w biografię wpisaną ma historię PRL-u, którą przeżywa głęboko, w jej PPR-owskich początkach, w ZWM-owskiej młodości, w kolejnych przełomach 56, 68, 70, i niemniej głęboko angażuje się w pracę partyjną, traktowaną jako jedyna realna perspektywa dla kraju i „czysty nurt” polskich dziejów. Nurt ma oczywiście wiry, cofki, zaburzenia, płynie nim krew z ulic Poznania, Gdańska, płyną z nurtem „piany opozycji”, wichrzyciele itp., ale rzecz nie w samej metaforze, lecz w tym, że ów historyzm marksistowski, i te biograficzne wątki wzmacniają się wzajemnie. W efekcie rozpadanie się realnego socjalizmu w teraźniejszym PRL-u jest przez Gaja wciąż „odtłumaczane” na planie lojalności wobec historii rodziny, a też w etosie taternickim. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, wszyscy Gajowie angażowali się na lewicy, historia to noc w górach, masz linę i masz ją trzymać, widzisz tylko mały wycinek i to ci musi wystarczyć… Najkrócej mówiąc, „Studnia” to podróż do kresu tej alpinistyczno-PRL-owskiej argumentacji. Jakby anatomia momentu historycznego, w którym pouczany podobnymi metaforami chłopak odmawia ich przyswajania, i zwraca się do Gaja: „ – Szefie; mam trzy pytania. W jakich my w ogóle górach jesteśmy, dokąd idziemy i czy powinniśmy tam iść?”. Sierpień 80 widziany z takiej przełęczy to właśnie ostateczny koniec legendy, i rzec można, biograficzna katastrofa całego rodowodu PRL. Nie „działalność opozycji”, czy „rewolucja” robotnicza w Gdańsku określają Sierpień, ale właśnie to wyczuwalne w całym kraju, powszechne i nieodwołalne wycofanie przyzwolenia na PRL-owską opowieść, i tłumaczone w niej praktyki rządzenia krajem. Lecz najistotniejsze w „Studni” wydaje się rozpoznanie, że kto jednak uwewnętrznił ten PRL-owski życiorys, a było wszak takich ludzi niemało, ten razem z katastrofą tej narracji zostaje w samotności, której nie będzie umiał udźwignąć. I tak chyba tłumaczyć należy to, co bohater czyni pod koniec książki. Dokładnie w sierpniu 80, kiedy w Gdańsku ważą się losy, taternik i aparatczyk Gaj wraca do rodzinnego siedliska i próbuje odkopać rodzinną studnię. Czy ma to być zejście w głąb komunistycznego rodowodu, czy próba dogrzebania się do „czystego nurtu”, czy szalone działanie zastępcze kogoś odstrychniętego od wspólnoty…”
Nieprzypadkowo przywołałem tak obszerny fragment eseju Zieniewicza, bo w bardzo istotny sposób dotyka on kwestii, którą chciałbym poruszyć w ostatniej części niniejszego, skromnego szkicu. Mam na myśli odpowiedź na pytanie (z czytelniczego punktu widzenia chyba najważniejsze), jak upływ czasu zweryfikował wartość „Studni” jako utworu literackiego i jako dokumentu epoki. Zanim zatrzymam się przy najistotniejszej moim zdaniem konstatacji Zieniewicza i wywiodę z niej własną ocenę „Studni” po latach, uczynię uwagę do jednego tylko sformułowania z zacytowanego szkicu. Otóż wydaje się, że użycie zwrotu „komunistyczny rodowód” jest nieuzasadnione tak w odniesieniu do powieściowej postaci Piotra Gaja, jak i – a może w szczególności – do rodowodu pisarza. Trzeba w tym przypadku mówić raczej o rodowodzie lewicowym, pepesiacko-ludowym, a nie komunistycznym. Taka konstatacja wydaje się istotna bynajmniej nie tylko z racji emocjonalnych identyfikacji i wrażliwości pisarza, ale przede wszystkim dlatego, że to co możemy nazwać „rodowodem komunistycznym” dotyczy innego zgoła kręgu biograficzno-politycznego niż ten z którego wywodzi się Gaj –Jagiełło. Brak tego rozróżnienia byłby najzwyczajniej istotnym zafałszowaniem historycznym.

Rozpad peerelowskiej narracji

Powróćmy wszakże do oceny „Studni” po jej ponownej lekturze po latach. Przywołani wyżej krytycy zarzucali powieści wszechstronne słabości artystyczne, postrzegając je w „chaosie kompozycyjnym”, „rozczłonkowaniu narracji”, w „komunałach” i „truizmach”. Uważam ich oceny za błędne, przy czym wydaje się, że błąd w ich ocenie miał genezę „optyczną” i być może w tamtych okolicznościach czasu oraz miejsca był nieuchronny. To, co zobaczyli jako wadę kompozycyjną czyli artystyczną, było bowiem zabiegiem świadomie zastosowanym przez pisarza. Tematem koronnym „Studni” – jak zauważa Zieniewicz – „jest rozpadająca się opowieść”, załamanie się identyfikacji z narracją, z którą i w której żyło się przez dziesięciolecia do granicy zrośnięcia się z nią. Wydaje się zatem – i z perspektywy lat widać to znacznie wyraźniej – że Jagiełło znalazł dla tego procesu rozkładu bardzo interesujący ekwiwalent artystyczny. Tak dziś odczytany sens artystyczny „Studni” zbiega się z wartością tej prozy jako dokumentu epoki. Jagiełło niejako pioniersko (lub co najmniej przynależał wtedy do mniejszości w świecie literackim) dotknął zjawiska, dziś już powszechnie, do granic banalizacji, konstatowanego – rozpadu „wielkich narracji”. „Narracja PRL-owska” należała – tak czy inaczej, niezależnie od oceny jaką by się jej przypisało – do „wielkich narracji” polskich w XX wieku. Michał Jagiełło uchwycił w „Studni” ten rozpad niejako na gorąco, na jednostkowym przykładzie. I to jest jeden z najważniejszych powodów, dla których do tej mocno zapomnianej dziś powieści, warto powrócić. Powód to ważniejszy od Michała Jagiełły prywatnych kłopotów i porachunków z PRL i własną biografią.


Pozostałe informacje

Ten drugi Pszoniak

Nigdy nie wyszedł z cienia swojego o 11 lat młodsz...   czytaj więcej »
Nie-prze-zwyciężony

Nie-prze-zwyciężony

Sztuka Torbena Bettsa, grana w Teatrze 6 Piętro, n...   czytaj więcej »
Pieniądze na boisku nie grają

Pieniądze na boisku nie grają

Przed tym sezonem FC Barcelona wydała na transfery...   czytaj więcej »
Smutny los kadry kobiet pod rządami Bońka

Smutny los kadry kobiet pod rządami Bońka

Reprezentacja Polski piłkarek nożnych przegrała w ...   czytaj więcej »
Kulisy zmiany trenera piłkarzy Japonii

Kulisy zmiany trenera piłkarzy Japonii

Na dwa miesiące przed mundialem w Rosji Vahid Hali...   czytaj więcej »
ZAKSA w Final Four

ZAKSA w Final Four

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle łatwo wygrali na ...   czytaj więcej »
Chce 10 mln dolarów odszkodowania

Chce 10 mln dolarów odszkodowania

Amerykańska tenisistka Madison Brengle wytoczyła p...   czytaj więcej »
Kibice wrócili na stadiony

Kibice wrócili na stadiony

W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego Wisła Krak...   czytaj więcej »

Strajk w Panathinaikosie

Piłkarze Panathinaikosu Ateny ogłosili strajk i od...   czytaj więcej »

Wojna na Facebooku

Władze Sportingu Lizona zawiesiły aż 19 piłkarzy, ...   czytaj więcej »
Google plus