Trybuna.info

Prenumerata cyfrowa / Dołącz teraz do grona prenumeratorów Kup teraz

 

Tajemnice „Zaklętego kręgu”

poniedziałek, 16 kwiecień 2018 09:28

Napisane przez  Ryszard Zatorski

Zaskakujęce wątki w trakcie pisania. Ze Zbigniewem Domino, autorem cyklu sybirackiego rozmawia Ryszard Zatorski.

Refleksje przed 1 Maja

Refleksje przed 1 Maja

Tradycyjnie już socj...   czytaj więcej »

Wydana w 2001 roku „Syberiada polska” Zbigniewa Dominy jest pierwszą powieścią sybirackiego cyklu tego pisarza – najważniejszą i wiodącą. Książką prawdziwą, bo opartą na osobistych przeżyciach autora z ponad sześcioletniego zesłania z całą rodziną na Syberię. Kontynuacją były następne – „Tajga. Tamtego lata w Kajenie”, „Czas kukułczych gniazd” i „Młode ciemności”, a także przypomniany nowym, uzupełnionym wydaniem zbiór opowiadań „Cedrowe orzechy”. Należało się spodziewać, że autor zechce kontynuować ten cykl powieściowy. Tego domagali się czytelnicy w listach i na spotkaniach. Chcieli poznać dalsze losy bohaterów „Syberiady”, a szczególnie głównej postaci, Staszka Doliny, powszechnie utożsamianej po prostu z autorem. A tymczasem otrzymali z końcem ubiegłego roku książkę „Zaklęty krąg”, czyli – jak sam autor zaznacza na wstępie – „opowieść prawie dokumentalną o tym, co działo się naprawdę”.

Dlaczego dokument dotyczący okoliczności powstania cyklu sybirackiego a nie powieść? Dlaczego są to losy Dominów a nie Dolinów?
Ponieważ po „Syberiadzie” i kolejnych książkach ku wielkiej mojej satysfakcji napłynęło mnóstwo listów od czytelników, z których każdy mógłby stać się osobną „Syberiadą”, tworzywem do napisania powieści. Wśród piszących do mnie byli i tacy, którzy znaleźli się na zesłaniu w tych samych miejscach syberyjskich co ja. I każdy dopowiadał swoją historię do tych przeżyć, traktując powieściowego Staszka jako mnie. Po tych listach z Dolinów stali się Dominowie.

Trudno autorowi wyzwolić się od utożsamiania go z bohaterem powieściowym, Staszkiem Doliną, zwłaszcza przez takich jak on sam sybiraków?
Żal było pozostawić te listy bez echa. I pomyślałem o ich opublikowaniu. Oczywiście ze stosownym moim komentarzem, m.in. o dalszych losach ich autorów. A tym, który szczególnie mi doradzał, aby to zrobić, był Wiesław Myśliwski. To on pomógł mi na początku, gdy znalazł w Warszawie Studio Emka, które wydało „Syberiadę polską”, a potem wszystkie kolejne z tego cyklu, także „Zaklęty krąg”. Ten metaforyczny zaklęty krąg miał zamknąć coś, z czego chciałbym, ale chyba nigdy nie zdołam się wyzwolić. Bo te przeżycia tkwią nie tylko we mnie i wciąż powracają.

„Zaklęty krąg” kończy się obrazem, jak w sześćdziesiąt siedem lat później stoi Pan ze swym młodszym bratem Tadkiem na rampie kolejowej w Worwolińcach, gdzie „wszystko się zaczęło i tutaj się kończy”. Tyle czasu minęło bowiem od tamtej soboty 10 lutego 1940 roku, gdy wyrwani w nocy nad ranem ze snu, z całą rodziną i sąsiadami wywiezieni zostaliście z Podola na Sybir. Miał Pan wtedy dziesięć lat, brat niespełna cztery. Sybir ukradł wam z życia prawie sześć i pół roku. Zabrał też tuż na początku katorgi matkę Antoninę, która nie przeżyła tej gehenny. Matka, jej obraz i pamięć o niej tkwią w pisarzu jak mit. I po części na Matczynym Polu w Kielnarowej pisał Pan tę książkę, jak i poprzednie owego epickiego cyklu odysei sybirackiej, poczynając od „Syberiady polskiej” przetłumaczonej już na języki ukraiński, francuski, słowacki i rosyjski.
To prawda. A do wyzwolenia się z tego zaklętego kręgu – stąd i ten tytuł książki – potrzebne mi było i opublikowanie owych listów, i opisanie tego jak z podrzeszowskiej Kielnarowej rodzina moja znalazła się Podolu. Musiałem po tylu latach odwiedzić znów Worwoliniecką Kolonię, skąd w lutym 1940 roku zostaliśmy wywiezieni na Sybir, zobaczyć Tłuste gdzie chodziłem do szkoły, Zaleszczyki. Oczywiście było to złudne przekonanie, że można zamknąć ten zaklęty krąg, że można się z niego wyzwolić. Na tych listach, na odwiedzeniu Podola ta książka miała się skończyć.

Ale stało się inaczej. Nie odnalazł Pan w Worwolińcach rodzinnego domu, nie ma po nim żadnego śladu w tym obecnie szczerym polu…
Niestety. Natomiast w rzeszowskim empiku rozglądając się za „Syberiadą” trafiłem zupełnie przypadkowo na „Testament”, książkę lekarza z Tłustego, Barucha Milcha, który opisuje niesamowitą tragedię swojej rodziny żydowskiej podczas Holocaustu. Przeczytałem ją i wiedziałem, że wątek podolski mojego „Zaklętego kręgu” muszę pogłębić, wręcz całe fragmenty włączyłem do swojej książki. To było zaskakujące, ponieważ ta tragedia rodziny Milcha wydarzyła się w naszym worwolinieckim domu. Po tej lekturze nie miałem żadnych wątpliwości i po skojarzeniu tych wszystkich faktów.

Przypomnijmy je zatem co tam się stało, gdy was już nie było w Worwolińcach?
Najpierw w październiku 1940 w Tłustem Niemcy i policjanci ukraińscy wymordowali dwa i pół tysiąca Żydów, zginął jedyny synek Milcha. Baruch Milch z żoną oraz jej siostrą, dzieckiem i mężem uciekając szukali schronienia poza miasteczkiem – znaleźli je w pobliskiej miejscowości w domu na ustroniu zamieszkałym przez Ukraińca. Ukrywali się na strychu i w schronie w sieni pod nową betonową podłogą. To był dom, według zapisu Milcha, po Polakach kolonistach wywiezionych na Sybir. Opis innych szczegółów dokładnie wskazywał, że był to nasz dom. Co do tego nie miałem żadnych wątpliwości. Tam wydarzyła się ta tragedia. Najpierw szwagier Milcha własnymi rękami udusił synka, który hałasował i mógł narazić gospodarzy i wszystkich na śmierć. Straszna i tragiczna decyzja. Pochowali dziecko przy fundamentach domu. Sami niebawem znaleźli nowe miejsce ukrycia się w Czerwonogrodzie u Polek sióstr Zielińskich. Tam szwagier został pomagać robić schron dla rodziny, a Baruch Milch powrócił do Worwoliniec po żonę i jej siostrę. W nocy zastał martwą ciszę w domu. Żonę z roztrzaskaną głową i martwą szwagierkę odnalazł na podwórku. Tam je obcy ludzie potem pogrzebali, a nasz dom zaczęto wtedy rozbierać.

Z opisu w „Zaklętym kręgu” wiemy, że Milch Baruch przeżył, pracował w 1944 roku jako lekarz w Zaleszczykach, a po wojnie w Opolu pod zmienionym nazwiskiem Jan Zieliński. W 1948 roku wyjechał do Izraela. Szukał Pan z nim kontaktu?
– Byłem wstrząśnięty tragedią rodziny Barucha Milcha, zmarł on w roku 1989. To jego Testament spowodował, że po raz drugi wybrałem się na Podole, by szukać znowu śladów, gdzie mieszkaliśmy i gdzie potem miały miejsce te okropne zdarzenia. Na tropy do rodziny Milcha w Izraelu nakierował mnie warszawski krytyk literacki i poeta Janusz Drzewucki, który napisał do mnie, że jego znajomy z Hajfy w Izraelu, Henryk Palmon, swoje przeżycia syberyjskie utrwalił dokumentalnie we wspomnieniowej książce „Wielka wojna”. Zasugerował mi, abym posłał Henrykowi Palmonowi moją „Syberiadę polską”, bo on wykazał wielkie zainteresowanie nią właśnie po przeczytaniu recenzji Drzewuckiego. Podał mi adres Henryka Palmona, któremu wysłałem swoją powieść. Przed świętami bożonarodzeniowymi w grudniu ubiegłego roku dostałem list. Pan Palmon zaznaczył w nim, że choć nie jest pisarzem, to też w książkach musiał wykrzyczeć syberyjskie „krzywdy zmarnowanego dzieciństwa”. Odtąd jako sybiracy korespondujemy listownie, rozmawiamy telefonicznie, posłałem mu inne swoje książki. Poprosiłem też o poszukanie rodziny Barucha Milcha, tej powojennej z drugiego małżeństwa z Lucią Geller z Tłustego, założonej po śmierci wszystkich bliskich w Holocauście. Ostatecznie Milchowie zamieszkali właśnie w Hajfie. Z „Testamentu” wiedziałem, że mieli dwie córki – Shosh i Ellę. Ta druga urodziła się już w Hajfie. Zapytałem Henryka Palmona, czy być może zna te siostry, bo wiem, że ich rodzice już nie żyją.

Zaklęty krąg się nie kończy?
Chyba nigdy się nie skończy. Niedawno z listu otrzymanego od Henryka Palmona dowiedziałem się jeszcze raz potwierdzająco, że Milchowie nie żyją, podobnie jak ich starsza córka, natomiast młodsza Ella jest wybitną kompozytorką i śpiewaczką, żoną bardzo cenionego dyrygenta Noama Sheriffa. Między innymi napisała muzykę do wielu wierszy Wisławy Szymborskiej. Testament został przetłumaczony na wiele języków, a Ella Sheriff stworzyła nawet inspirowaną wspomnieniami ojca symfonię pt. „Czy niebo jest puste?” Natomiast Avi Nesher przygotował film oparty na wydarzeniach zawartych w tej książce. W tłumaczeniu z hebrajskiego ten film po polsku nosi tytuł „Grzech”, w wersji angielskiej „Past Life”. Obie córki Milcha – napisał H. Palmon – „były wciągnięte w te wszystkie wspomnienia okupacyjne, mnie to ominęło, bo w wieku 10 lat zostałem wysłany na Sybir (wrag naroda), czym uratowali mnie i moim rodzicom życie po raz drugi”.

Okrutna to konstatacja. Podobna do tej wyrażonej przez Jana Michalewskiego w powieści „Czas kukułczych gniazd”, gdy ów pański bohater opisuje bestialstwa banderowców jak wymordowali ocalałych z wywózki Polaków.
Michalewski to prawdziwa postać i prawdziwe są opowiedziane przez niego wydarzenia. Podobnie zaskakujący wątek Zaklętego kręgu dotyczący tego, co wyczyniali banderowcy jako pomocnicy Niemców w Holocauście, właśnie w Tłustem i gdzie indziej. Ujawnił się on w mojej ostatniej podróży na Podole, coś bowiem mnie wtedy tknęło aby skręcić do sąsiadującej z Worwolińcami Karolówki. I tam spotkałem owego starego Ukraińca, z którym jako dzieci paśliśmy prawdopodobnie razem krowy na Worwolińskiej Kolonii. On dokładnie wiedział, co stało się z żydowską rodziną w naszym domu i kto tam mieszkał, bo Baruch Milch nie wymienia tego nazwiska. Chodziło o niejakiego Bormę, Ukraińca, który mieszkał w naszym domu po wywiezieniu nas na Sybir, zgodził się przechować Milchów i potem nagle stamtąd zniknął, a Żydów wymordowano. A jednocześnie podczas tej podróży w innym miejscu też od Ukraińca dowiedziałem się, że gdyby nas „Moskali” nie wywieźli to „byście w tej worwolinieckiej studni leżeli”. Wiem, że w Worwolińcach banderwocy wymordowali siedem polskich rodzin z tych, które uratowały się wcześniej przed wywózką na Sybir.

Zaskakujące, że nie było już waszego domu na Kolonii Worwolinieckiej i nikt nie był w stanie za pierwszym Pana pobytem tamże powiedzieć, co się tam wydarzyło, aż do momentu spotkania z tym człowiekiem z Karolówki?
Miejscowi musieli wiedzieć… W Tłustem na cmentarzu obok nagrobka pomordowanych Żydów stoi banderowski pomnik. Widziały to obie córki Barucha Milcha, gdy po śmierci ojca wybrały się na Ukrainę, by tamto szczególne dla nich miejsce odwiedzić i upamiętnić. „Zaklęty krąg” miał się skończyć na listach od sybiraków i na tym jak ponownie stajemy w 2007 roku na rampie stacji w Worwolińcach, a tu przyszedł z „Testamentem” Milcha wewnętrzny nakaz pisania dalszego ciągu książki i powtórnego wyjazdu na Podole.

Nowy znajomy z Hajfy, Henryk Palmon, sybirak, też pojawił się w pańskim życiu trochę jak ów „Testament” Milcha?
– A dokładnie to ta nowa przyjaźń jest następstwem tamtego zaskakującego zdarzenia, jakim było przypadkowe natrafienie przeze mnie na tę książkę. We wspomnianym liście po przeczytaniu „Zaklętego kręgu” ten mój rówieśnik, izraelski sybirak napisał też m.in.: „Listy czytelników, szczególnie sybiraków, są potwierdzeniem, że książka ta była bardzo potrzebna. Oni też, jak sam autor, nie mogą wyjść z tego zaklętego kręgu. W Izraelu obracam się wśród Żydów polskich, którzy przeżyli albo w Rosji, albo w Polsce dzięki sprawiedliwym oraz cudom, o których ciągle opowiadają”.

A udało się Panu nawiązać kontakt z córką doktora Milcha?
Niedawno wysłałem „Syberiadę” Elli Sheriff pod wskazany przez Henryka Palmona adres, bo wyraziła takie życzenie za pośrednictwem mojego nowego przyjaciela z Hajfy. Czekam na jej wrażenia i refleksje i być może nowe fakty dotyczące jej ojca i tego zaklętego kręgu, który obejmuje nie tylko mnie, ale tak wiele, wiele osób.

Literacko ten krąg się zamknął, ale życie dopisuje nowe wątki. Czy będzie zatem ciąg dalszy? I co dalej pisarsko?
– Nie wiem. Po „Zaklętym kręgu” dostaję wiele listów. Czekam na ten od pani Elli Sheriff… A zresztą obydwaj wiemy ile ja mam lat…


Pozostałe informacje

Rasista na Stadionie Narodowym

Rasista na Stadionie Narodowym

Podczas Narodowej Gali Boksu na warszawskim Stadio...   czytaj więcej »
Duszne rozterki lewicowego inteligenta

Duszne rozterki lewicowego inteligenta

„Studnia” była wydarzeniem literacko-p...   czytaj więcej »

Ten drugi Pszoniak

Nigdy nie wyszedł z cienia swojego o 11 lat młodsz...   czytaj więcej »
Nie-prze-zwyciężony

Nie-prze-zwyciężony

Sztuka Torbena Bettsa, grana w Teatrze 6 Piętro, n...   czytaj więcej »
Pieniądze na boisku nie grają

Pieniądze na boisku nie grają

Przed tym sezonem FC Barcelona wydała na transfery...   czytaj więcej »
Smutny los kadry kobiet pod rządami Bońka

Smutny los kadry kobiet pod rządami Bońka

Reprezentacja Polski piłkarek nożnych przegrała w ...   czytaj więcej »
Kulisy zmiany trenera piłkarzy Japonii

Kulisy zmiany trenera piłkarzy Japonii

Na dwa miesiące przed mundialem w Rosji Vahid Hali...   czytaj więcej »
ZAKSA w Final Four

ZAKSA w Final Four

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle łatwo wygrali na ...   czytaj więcej »
Chce 10 mln dolarów odszkodowania

Chce 10 mln dolarów odszkodowania

Amerykańska tenisistka Madison Brengle wytoczyła p...   czytaj więcej »
Kibice wrócili na stadiony

Kibice wrócili na stadiony

W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego Wisła Krak...   czytaj więcej »
Google plus