Trybuna.info

Prenumerata cyfrowa / Dołącz teraz do grona prenumeratorów Kup teraz

 

Wyzysk na uniwersytecie

środa, 07 grudzień 2016 08:00

Napisane przez  MAGDALENA OSTROWSKA

PRAWA PRACOWNICZE. Mimo zapewnień rządu i przyjęciu odpowiednich rozwiązań prawnych, nie wszystkie instytucje publiczne zobowiązują się do stosowania klauzul społecznych podczas przetargów na usługi zewnętrzne.

Prawdziwa historia, zabójcza polityka

Prawdziwa historia, zabójcza polityka

O książkach Bronisła...   czytaj więcej »

Kilka dni temu władze Uniwersytetu Opolskiego ogłosiły przetarg publiczny na realizację usług ochrony dla uczelni. Tradycyjnie już, oferta została skierowana do zewnętrznych firm ochroniarskich. Nie byłoby w tym nic bulwersującego, gdyby nie fakt, iż sama uczelnia wyraźnie zaznaczyła w swojej ofercie, iż pracownicy ochrony mogą być zatrudnieni w oparciu o umowy cywilnoprawne, co stoi w sprzeczności z deklaracjami, że instytucje publiczne powinny korzystać z usług takich firm, które zatrudniają głównie w oparciu o stałe umowy o pracę.

Omijanie prawa

Na tym miało polegać – zapowiadane przez rząd PiS – naprawianie stosunków pracy w Polsce. Jeszcze na początku tego roku padły obietnice, że zostanie wprowadzony obowiązek stosowania tzw. klauzul społecznych przy podobnego rodzaju przetargach. Poprzedni rząd PO-PSL pod koniec 2014 r. znowelizował ustawę Prawo zamówień publicznych w taki sposób, że instytucje publiczne nie muszą już kierować się wyłącznie kryterium ceny przy ogłaszaniu przetargów na usługi świadczone przez firmy zewnętrzne, ale mogły uwzględniać w ofertach przetargowych właśnie inne okoliczności, przede wszystkim – warunki, na jakich są zatrudniani pracownicy.
Dotąd to właśnie kryterium ceny decydowało o tym, która firma wygrywała kontrakt na świadczenie usług dla instytucji publicznych. Im była ona niższa, tym większe szanse takiej firmy na zdobycie kontraktu. Jednym ze skutków takiego rozwiązania było to, że niejednokrotnie przetargi wygrywały te firmy, które oferowały najniższą cenę, a mogły ją zaoferować głównie kosztem pracowników, których zatrudniały poza Kodeksem pracy, czyli na umowy śmieciowe, a nawet na czarno.
To miało się zmienić i miało to poprawiać sytuację pracowników zatrudnianych przez firmy zewnętrzne, w tym – agencje pracy. Rzecz w tym, że nowe prawo dawało im taką możliwość, ale do niczego nie zmuszało. Dopiero nowy rząd PiS zaproponował kolejną nowelizację ustawy Prawo o zamówieniach publicznych, aby instytucje publiczne miały nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek uwzględniać w swoich ofertach wymóg zatrudniania ludzi z firm zewnętrznych na umowach o pracę. Okazało się jednak, że wprowadzenie nowych rozwiązań w życie napotyka opór. Jak tłumaczą przedstawiciele niektórych instytucji, które wyłamują się spod tego wymogu, wszystko dlatego, że są one niedofinansowane i są zmuszone oszczędzać na czym tylko się da.

Kontrowersyjny przetarg

Jedną z takich instytucji jest Uniwersytet Opolski, który przed kilkoma dniami ogłosił przetarg na usługi ochrony. Z końcem listopada UO rozpisał przetarg na „Usługi w zakresie ochrony osób i mienia, zapobiegania naruszaniu porządku publicznego w obiektach i na terenach zewnętrznych należących do Uniwersytetu Opolskiego oraz monitorowanie i konserwacja systemów alarmowych i dostępowych zainstalowanych w obiektach Zamawiającego”. Organizatorzy przetargu zaznaczyli w ofercie, że pracownicy ochrony mogą być zatrudnieni w oparciu o umowy cywilnoprawne. Co to oznacza?
Instytucje publiczne, takie jak uczelnie, szkoły czy szpitale od kilkunastu lat przekazują wykonywanie części usług firmom zewnętrznym, dzięki czemu nie muszą same zatrudniać np. sprzątaczek, kucharzy czy ochroniarzy. W ten sposób większość z nich zlikwidowała etaty, które na stałe obciążały ich budżet i administrację. Chodzi jednak nie tylko o obciążenie finansowe, ale również odpowiedzialność za warunki pracy oraz zabezpieczenie socjalne takich pracowników. Zamawianie usług w firmach zewnętrznych, przede wszystkim w agencjach pracy, sprawiło, że warunki zatrudnienia pracowników są już wyłącznie zmartwieniem tych firm, zaś zamawiające je instytucje wyznaczają jedynie część budżetu, jaką mogą na ten cel przeznaczyć. Obowiązująca przez lata ustawa Prawo zamówień publicznych nakładała na te instytucje wymóg kierowania się przede wszystkim kryterium ceny, a więc im tańsza oferta, tym większe szanse na wygranie przetargu.

Kosztem pracowników

Kierując się tymi kryteriami firmy zewnętrzne starały się maksymalnie obniżyć koszty swojej oferty, co odbywało się przede wszystkim kosztem pracowników. Zdecydowana większość z nich zatrudniała ludzi głównie w oparciu o umowy śmieciowe (cywilnoprawne), które nie gwarantują im w zasadzie żadnych praw ani pewności zatrudnienia, jakie mieliby jako pracownicy zatrudnieni na stałą umowę o pracę. Tacy pracownicy nie mają m. in. prawa do płatnego urlopu, zwolnienia lekarskiego, nie przysługują im odprawy w przypadku zwolnienia, nie mogą też dochodzić swoich praw przed sądem pracy, a od ich płac nie są odprowadzane składki emerytalne. W przypadku umów-zlecenia jedyne, na co mogą liczyć, to ubezpieczenie zdrowotne, na które z kolei nie mogą już liczyć osoby zatrudnione na umowie o dzieło, od której zleceniodawca odprowadza jedynie zaliczkę na podatek.
Kolejną „zaletą” takiej formy zatrudnienia – oczywiście, zaletą z punktu widzenia zatrudniającego – jest to, że pracowników „śmieciowych” nie obowiązują żadne ograniczenia czasu pracy, zawarte w Kodeksie pracy. Ich bowiem prawo pracy nie obejmuje. Mają płacone od godziny, a więc im niższa oferowana im stawka godzinowa, tym więcej czasu muszą pracować, aby „wyrobić” jakieś minimum, za które będą mogli przeżyć. O ile więc pracownika etatowego, zgodnie z Kodeksem pracy, obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy (co daje 160 godzin miesięcznie), to w przypadku pracowników „śmieciowych” nie ma pod tym względem żadnych ograniczeń, nie ma też mowy o dodatkowo płatnych nadgodzinach. Nie należą do rzadkości sytuacje, gdy ochroniarz czy sprzątaczka spędza miesięcznie w pracy po 300-400 godzin.
Takie właśnie praktyki miały ograniczyć dwie nowelizacje ustawy Prawo zamówień publicznych. Pierwsza, z końca 2014 r. i kolejna, przygotowana już przez obecny rząd. Do zmiany warunków rozstrzygania przetargów nie doszłoby jednak, gdyby nie wieloletnie naciski ze strony związków zawodowych oraz organizacji społecznych, które od dawna alarmowały o skandalicznych warunkach zatrudniania przez firmy podwykonawcze, które wygrywały przetargi oferując niską cenę – głównie dzięki maksymalnie zaniżanym kosztom pracy.

Nacisk społeczny

Od tego czasu związkowcy oraz działacze społeczni starają się monitorować takie sytuacje i sprawdzać, czy instytucje publiczne dbają o to, by pracujący na ich rzecz pracownicy mieli zagwarantowane zatrudnienie w oparciu o przepisy Kodeksu pracy. O ile bowiem nie można tego wymagać od firm prywatnych, to taki obowiązek można było narzucić instytucjom, które utrzymują się ze środków publicznych.
Okazuje się jednak, że nie wszystkie instytucje zwracają uwagę na sposób zatrudniania pracowników i potrzeba dopiero nacisków społecznych, aby zmieniły swoją politykę pod tym względem. Tak na początku tego roku stało się m.in. w przypadku Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Teraz podobna akcja została podjęta pod adresem Uniwersytetu Opolskiego. Apel o zmianę zasad przeprowadzania przetargu na usługi ochroniarskie do rektora UO, prof. Marka Masnyka wystosowali działacze „Solidarności” oraz Fundacji CSR. Wystosowali oni do rektora petycję, którą można podpisywać w Internecie.
Autorzy apelu zwracają się do kierownictwa uczelni, aby w ofertach przetargowych zawarli wymóg, by firmy zewnętrzne zatrudniały swoich pracowników w oparciu o umowy o pracę. Zauważają, że w ogłoszonym zamówieniu „mamy do czynienia z czynnościami, które są wykonywane na rzecz pracodawcy, pod jego kierunkiem oraz w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym, co według Kodeksu pracy spełni wymogi stosunku pracy. W przypadkach tych ochroniarze powinni być zatrudnieni na podstawie umowy o pracę”. Podobne apele wystosowane do rektorów innych uczelni zmusiły ich do poprawy warunków zatrudniania m.in. ochroniarzy i sprzątaczek.

Od stycznia przyszłego roku pracowników zatrudnionych w oparciu o umowy-zlecenia ma objąć minimalna płaca godzinowa, która nie może być niższa niż 13 zł brutto. Ma to poprawić sytuację takich pracowników, którzy nierzadko byli zatrudniani nawet za 2-3 brutto zł za godzinę. Wciąż jednak, jako pracownicy „śmieciowi”, nie będą mieli uprawnień, jakie gwarantuje Kodeks pracy.


Pozostałe informacje

Tylko dla białych?

Tylko dla białych?

PRAWA CZŁOWIEKA. Do zdarzenia doszło w ubiegł...   czytaj więcej »
Rząd popiera nienawiść wobec kobiet

Rząd popiera nienawiść wobec kobiet

PRAWA KOBIET. Rząd Beaty Szydło planuje wypowiedze...   czytaj więcej »
Reprywatyzacyjne bezprawie

Reprywatyzacyjne bezprawie

Czas pokaże, czy komisja weryfikacyjna rzeczywiści...   czytaj więcej »
Przedsiębiorcy razem z władzą?

Przedsiębiorcy razem z władzą?

Na razie podoba im się probiznesowa retoryka obecn...   czytaj więcej »
Czekanie na Manuela Vallsa

Czekanie na Manuela Vallsa

Najpierw czekano na odpowiedź, czy prezydent Franc...   czytaj więcej »
„Zamach” na Wenezuelę

„Zamach” na Wenezuelę

To zamach stanu - ogłosiła szefowa wenezuelskiego ...   czytaj więcej »
Prezydent Gambii uznał przegraną

Prezydent Gambii uznał przegraną

Rzecz niebywała w Afryce: prezydent Gambii, Yahya ...   czytaj więcej »
Nie będzie pomników Fidela

Nie będzie pomników Fidela

Nie będzie pomników, popiersi Fidela Castro...   czytaj więcej »
Trump chce generała na ministra

Trump chce generała na ministra

To będzie najważniejsza z dotychczasowych decyzji ...   czytaj więcej »
Srebrne wesele i pogrzeb

Srebrne wesele i pogrzeb

Radiu Maryja stuknęło ćwierć wieku. Niesamowite, j...   czytaj więcej »
Google plus