Legia w odwrocie

W 6. kolejce swoje mecze przegrały wszystkie cztery drużyny, które skompromitowały nasz klubowy futbol w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów. Największą klęskę poniosła chyba Legia, która u siebie przegrała z Wisłą Płock 1:4.

 

Sierpień nie jest udanym miesiącem dla piłkarzy Legii Warszawa. Najpierw skompromitowali się odpadając w III rundzie kwalifikacji Ligi Europy z luksemburskim zespołem, czego wcześniej nie doświadczył żadna polska drużyna klubowa, a w miniony weekend w 6. kolejce ekstraklasy stołeczny zespół w derbach Mazowsza został rozgromiony na własnym stadionie przez Wisłę Płock 1:4. Ta porażka była podwójnie bolesna, bo „Nafciarze” w tym sezonie wcześniej nie wygrali ani jednego spotkania i tkwili na dnie ligowej tabeli, więc klęska z takim słabeuszem była równie upokarzająca jak z mistrzem Luksemburga. Jeszcze większym upokorzeniem był rozmiar porażki.

Legioniści po raz ostatni stracili cztery gole na własnym stadionie 16 września 2001 roku, przegrywając ze Śląskiem Wrocław 3:4 , ale ostatni raz wynikiem 1:4 na Łazienkowskiej ulegli w listopadzie 1972 roku, czyli blisko 46 lat temu. Nic dziwnego, że właściciel Legii i zarazem jej prezes Dariusz Mioduski uciekł z loży po drugim golu dla Wisły Płock. Jego cierpienie nie powstrzymało jednak rozsierdzonych klęską kibiców stołecznej drużyny przed skandowaniem obelg i haseł nawołujących do oddania klubu w inne ręce.

Sportowa degrengolada Legii jest widoczna także w zespole rezerw, który u siebie w trzecioligowej potyczce z Olimpią Zambrów przegrał 0:4. Chyba jedyną osobą w warszawskim klubie wierzącą w rychłe odrodzenie zespołu jest jego trener Ricardo Sa Pinto. Po klęsce z Wisłą Płock portugalski szkoleniowiec wziął winę na siebie i zapewniał, że będzie lepiej. „Pracowaliśmy ciężko w ciągu tygodnia z nadzieją, że zagramy dobry mecz. Widziałem w moich zawodnikach ogromną motywację, ale coś poszło nie tak. Pierwsza połowa była decydująca, bo nam brakowało agresji i organizacji gry, a przeciwnik wykorzystał wszystkie nasze słabsze strony. Wynik jest wyższy niż zasługiwała na to Wisła. Musimy zaakceptować ten wynik i oczekiwać na Legię taką, jaką chcielibyśmy oglądać. Za porażkę z Wisłą tylko ja jestem odpowiedzialny, bo to trener odpowiada za każdy wynik. Mogę jednak zapewnić, że ta drużyna będzie walczyć o mistrzostwo Polski. Zaczynamy od zera” – podsumował Sa Pinto.

Kiepskie nastroje, choć nie tak kiepskie jak w Legii, panują też w Lechu Poznań, Jagiellonii Białystok i Górniku Zabrze, bo te zespoły także przegrały swoje mecze. Wesoło jest za to w Gdańsku, bo Lechia po sześciu kolejkach została nieoczekiwanie liderem rozgrywek. Przed sezonem chyba nikt takiej sytuacji nawet w tym klubie nie zakładał. Taka liga…