Flaczki tygodnia

Trwa licytacja w polskiej klasie politycznej. O to, które z politycznych skurwysyństw było i jest mniejsze.
Czy jest nim aktualne, polityczne skurwysyństwo PiS, przytaczane przez opozycję? Czy było, i jest nim nadal, poprzednie skurwysyństwa PO, ciągle przypominane przez elity PiS.

***

Oczywiście, obie walczące ze sobą prawice uważają, że szczytem politycznego skurwysyństwa była Polska Ludowa. Dlatego elity PiS zawłaszczając kolejne instytucje państwowe uzasadniają swój pęd do autorytaryzmu likwidacją „postkomuny”.
W odwecie Platformiarze, i inni bezkrytyczni obrońcy III Rzeczpospolitej, chcąc splugawić swych dawnych braci politycznych z PiS, określają ich mianem „komuny”. Porównują żwawego pana sułtana Kaczyńskiego do starego pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki.
Ponieważ Polska Ludowa skończyła się już prawie trzydzieści lat temu, a nauka historii przez ostatnie dziesięciolecia szwankowała, to wszyscy polscy obywatele poniżej czterdziestego roku życia przestają te porównania rozumieć. Jeszcze trochę i Polska Ludowa będzie rajem, jakim już stała się II Rzeczpospolita.

***

W zeszły czwartek policja państwowa użyła gazu wobec demonstrujących obywateli naszej Ojczyzny pod pałacem prezydenckim. Pan prezydent nie wyszedł do demonstrantów, bo dawno już wybrał niemęczący wariant prezydentury. Podpisuje wszystko co mu pan sułtan Kaczyński nakazuje. Poza tym jeździ sobie na nartach i na spotkania. Ale tylko tam, gdzie go chcą, gdzie nie będzie słyszał krytyk pod swym adresem.

***

Zapewne w czasie demonstracji pana prezydenta w jego pałacu nie było, albo przebywał w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu na zapleczu. Zatem demonstranci demonstrowali aby dać wyraz swym przekonaniom. Nie wierzę, aby większość z nich spodziewała się innej reakcji pana prezydenta niż podpisanie przedłożonych mu ustaw. Zwłaszcza, że demonstrowano nie na ulicy Nowogrodzkiej, tam gdzie jest aktualna siedziba najwyższych władz, czyli pana sułtana Kaczyńskiego, lecz pod magazynem kryształowych żyrandoli. Miejsce równie odpowiednie do demonstracji jak zajezdnia tramwajowa na Kawęczyńskiej.

***

Pomimo tego policja użyła gazu. Niepotrzebnie. Być może dlatego, bo zwyczajnie nerwy jej puściły. Bo paskudną mają robotę, i co gorsza – kiepsko płatną.
Być może o użyciu gazu zadecydowała grupa trzymająca władzę, aby pokazać demonstrantom, że użyć gazu już może.
Być może użycie tego gazu było testem jak daleko policja może posunąć się wobec demonstrującej opozycji.
Być może następnym krokiem służb policyjnych będzie wyłapywanie demonstrujących aktywistów, wywożenie ich do lasu. Tam bicie ich i poniżanie. Oczywiście przez „nieznanych sprawców”.
Mam nadzieję, że wariant „Opozycja do wora. Wór do jeziora” nie będzie testowany.

***

Andrzej Celiński kandydat SLD na prezydenta Warszawy został oskarżony o korupcję przez kontrkandydata Jana Śpiewaka. Flaczki znają trochę Andrzeja Celińskiego i widzą, że zarzuty korupcyjne to ostatnia rzecz jaką można mu sugerować.
Celiński jest reliktem na polskiej scenie politycznej. Inteligentem polskim, przepraszamy za to wyrażenie, który uważa, że moralnym nakazem inteligenta jest zmieniać świat na lepszy. Pracować dla Polski republikańskiej, sprawiedliwej społecznie i demokratycznej.

***

I jak każdy prawdziwy polski inteligent, a nie jego drobnomieszczańskie podróby, Celiński używa języka polskiego w pełnej krasie. I zapewne z miłości do tego języka użył wobec swego przeciwnika plastycznego, prawdziwe polsko-onomatopeicznego określenia „Zgniły, zielony chuj”. Rzekł tak, bo każdy prawdziwy polski inteligent, nie drobnomieszczańska podróba, wie o co chodzi. Aby język giętki powiedział to co pomyśli głowa.

***

Niestety, znajomość Beniowskiego, jak i Beni Krzyka, spada w polskim narodzie niczym przyrost naturalny. Odezwali się gromko obrońcy poprawności politycznej polskiej mowy, którzy przełkną jeszcze zapożyczonego z łaciny penisa, za to starosłowiański chuj ostro kole im w oczy. I taki rejwach w mediach zrobili, że Andrzej Celiński zachował się jak prawdziwy, polski inteligent. Sam ustąpił.

***

Ale niech żywi nie tracą nadziei. Jego „Zgniły zielony chuj”, jak „pieśń” ocaleje. Bo „Płomień rozgryzie malowane dzieje, Skarby mieczowi spustoszą złodzieje, Pieśń ujdzie cało, tłum ludzi obiega”.

***

Nie wiem jaki wynik osiągnie w wyborach Jan Śpiewak. I kim jeszcze w swym życiu zostanie. Ale trudno mu będzie odkleić się od plastycznej charakterystyki Andrzeja Celińskiego. Ten „Zgniły, zielony chuj” pozostanie mu na rękach, niczym krew na palcach lady Makbet.

***

Dlatego Flaczki chciałyby poinformować, wszem i wobec, że będą korzystać z dorobku Andrzeja Celińskiego, bo taktują jego określenie polskiego polityka jako uniwersalne. Od tej pory Flaczki będą określać tych zasługujących, mianem „ZZCh”. W pięciostopniowej skali AC, czyli Andrzeja Celińskiego.

***

I jeśli niebawem Flaczki napiszą, że pan prezes Jacek Kurski jest „Piątką ZZCh” to znaczy, że osiągnął najwyższy stopień w skali AC. A pani wicepremier Beata Szydło to ledwo słaba „Trójka ZZCh”.

***

Następcą Andrzeja Celińskiego na stolcu kandydata SLD na stolec prezydenta Warszawy został Andrzej Rozenek. Flaczki znają go dłużej niż Andrzeja Celińskiego. Przez lata pracował i pracuje nadal w tygodniku „Nie”. Pomimo iż nie pije alkoholu i nie używa publicznie starosłowiańskich określeń!
I choć nadal nie wypłacił zaległego, przegranego zakładu z redaktorem Piotrem Gadzinowskim, to na swojego „ZZCh” jeszcze nie zasłużył.

Głos prawicy

Nerw na Dudę

Wpolityce.pl broni prezydenta Dudy przed gniewem suwerena:
Akcja Demokracja, organizator czwartkowej demonstracji pod Pałacem Prezydenckim wydała zabawne oświadczenie, w którym stwierdza, że to prezydent Andrzej Duda odpowiada za wydarzenia, które rozegrały się przed Pałacem Prezydenckim. Głowie państwa zarzuca się, że stanął „po stronie niszczycieli demokracji i naszych praw”.
„Czwartkowa demonstracja pod Pałacem Prezydenckim rozpoczęła się o godzinie 21, w momencie kiedy było już wiadomo, że Andrzej Duda podpisał ustawę przyspieszającą wymianę sędziów w Sądzie Najwyższym i wprowadzającą szereg innych zmian w sądownictwie, które uzależniają jeszcze bardziej sędziów od woli partii rządzącej” — czytamy na łamach „Gazety Wyborczej”.
Akcja Demokracja wbrew prawdzie twierdzi z uporem, że to policja zaatakowała demonstrantów. Mimo, iż wiadomo, że przebieg zdarzeń był zgoła odmienny. To demonstranci prowokowali i atakowali policjantów.
„W gęstniejącej, nerwowej atmosferze kilku policjantów użyło gazu łzawiącego wobec demonstrantów, na co wskazują: obszerny materiał wideo, fotografie oraz zeznania licznych demonstrantów. Wygląda na to, że policja uważa, że jest inaczej (jak wynika z ich oświadczeń) – powinna w takim razie przedstawić na to wiarygodne dowody” — pisze Akcja Demokracja.
To zabawne, bo w internecie jest bardzo wiele filmików, na których widać, że policjanci stoją opanowani i nie reagują na zaczepki i wyzwiska agresywnego tłumu. Organizatorzy protestu mają jednak własną narrację, której wbrew prawdzie uparcie się trzymają…I winą za „ostateczny demontaż niezależnego, wolnego od wpływów polityków PiS-u, sądownictwa” obarczają prezydenta Andrzeja Dudę, który ich zdaniem był ostatnią osobą, która mogła ten demontaż powstrzymać.
„Widzimy w tym olbrzymią odpowiedzialność Andrzeja Dudy. Podjął decyzję niezgodną z wcześniej złożoną przysięgą. (…) Zdecydował się stanąć po stronie niszczycieli demokracji i naszych praw” — oświadczyli.
Akcja Demokracja broni w swym oświadczeniu również agresywnie zachowujących się demonstrantów.
„Emocje i frustracja odważnych obywateli i obywatelek, którzy od 2015 roku stawiają czoła postępującemu rozmontowywaniu demokracji w Polsce, są zrozumiałe” —napisali.
I dodali:
„Jeśli policjanci przekroczyli swoje uprawnienia, powinni ponieść tego konsekwencje” —kwitują.
Jasno widać, że protestujący, wbrew prawdzie, chcą narzucić opinii publicznej własną narrację. To oni od początku prowokowali i obrażali policjantów, to oni w końcu pierwsi użyli gazu. Pod Pałac Prezydencki przyszli także z transparentami obrażającymi głowę państwa, ale to prezydent i rząd PiS mają ich zdaniem odpowiadać za przebieg czwartkowych wydarzeń. Żenujące i zabawne.

 

Kto Tuskiem wojuje…

„Do Rzeczy” przypomina przedpotopową wypowiedź byłego premiera:
Trwa dyskusja na temat granic protestowania oraz tego, jak wobec manifestujących powinni postępować funkcjonariusze policji.
W tle czwartkowe protesty przed Pałacem Prezydenckim. Agresywna grupa manifestantów niemalże zaatakowała funkcjonariuszy. Jeden z uczestników zajścia jest poszukiwany za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów. Protestujący mieli rozpylić gaz łzawiący, na co tym samym, w obawie o bezpieczeństwo, odpowiedziała policja.
Ze strony niektórych polityków opozycji padają hasła o „brutalności” ze strony funkcjonariuszy, którzy mają być agresywni wobec „pokojowych protestów”. Jednak wiele wskazuje na to, że policja zachowała się wzorowo – nie prowokowała i nie dała się sprowokować.
Jeden z użytkowników Twittera, Waldemar Kowal, przypomniał nagranie sprzed 4 lat. Ukazuje ono fragment przemówienia ówczesnego premiera Donalda Tuska podczas obchodów Święta Policji w Warszawie. „Każdy kto łamie prawo i zagraża funkcjonariuszom, kiedy prawo chcą przywrócić, każdy kto podnosi rękę na polskiego policjanta, podnosi rękę na państwo polskie” – mówił wtedy były szef rządu.

Idź się utop

Refleksje z kraju topielców

 

„W tym kraju nawet nie można spokojnie się utopić” – powiedział Janusz Korwin-Mikke, zniesmaczony oburzającym czynem ratowników, którzy pomogli mu wydobyć się z Bałtyku, w którym szarpał się w szkwałach, pod czerwoną flagą, miotany prądem, który nie pozwał mu wydobyć się z bałwanów na brzeg.

Uznanie należy się tym, którzy zaalarmowali ratowników, że rozpoznali tego bałwana pośród bałwanów morskich. Co do mnie, gdybym był wtedy w tym miejscu i rozpoznałbym Korwina w szarpiącym się w szkwałach łysielcu, nikogo bym nie alarmował. Korwin jest fanatycznym zwolennikiem ideologii życiowej, zgodnie z którą każdy jest wyłącznym kowalem własnego losu. Warto zauważyć, że Korwin, choć prawol do bólu, jest religijnym sceptykiem, a może nawet ateistą. Najpewniej nie życzy sobie, by nawet sam Bóg nie wpieprzał mu się w życie.

 

Szwedzi, kiedyś w Warszawie, a dziś się dziwią

W którymś z krajów skandynawskich, bodaj w Szwecji, pisano o Polsce jako o „kraju topielców”. W Szwecji, który jest krajem tysięcy jezior, niczym nasze Mazury i Suwalszczyzna, a może jeszcze bardziej, liczba topielców jest minimalna. Tymczasem w Polsce, czy to zima, czy gorące lato, liczba ofiar utopień czyli topielców, przypomina statystykę pól bitewnych. Dla naszych topielców nawet lód nie jest przeszkodą. Kieślowski nawet nakręcił o tym film w ramach cyklu „Dekalog” („Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”). Zazwyczaj jako przyczynę tego stanu rzeczy wymienia się głupotę, lekkomyślność, brawurę i alkohol. Ale przecież Szwedzi nie należą do nacji wylewających za kołnierz i piją wódkę na sposób skandynawski czyli po polsku. Mimo to topielców tam na lekarstwo. Zatem być może to dyspozycje psychiczne, które bardzo różnią Polaków i Szwedów, są przyczyną kolosalnej różnicy w statystykach topielców. Głupota, lekkomyślność, brak wyobraźni, brawura akurat u Szwedów nie występują w stopniu tak intensywnym jak u Polaków, przynajmniej w wymiarze życia społecznego i politycznego, bo co tam Szwed robi w swoim domku, to tego nie wiemy.

 

Kto następny? Kandydaci na topielców

Skoro jednak wyżej mowa jest o topiącym się polityku, to nietrudno wyobrazić się w podobnych opałach także innych polityków polskich, także tych dużo bardziej prominentnych niż upadły Korwin. Którego z nich zatem można sobie wyobrazić jako kandydata na topielca? Jako pierwszy łacno może przyjść do głowy prezydent Andrzej Duda. Jego uparty, godny lepszej sprawy wniosek o referendum konstytucyjne aż prosi się o nieszczęście. PiS już teraz chce je utopić, a gdyby jednak tak się nie stało, to utopi je totalna absencja przy referendalnych urnach, co do tego nie ma wątpliwości. Nie pójdzie do niego elektorat opozycyjny, nie pójdzie też pisowski, w którym nurt złości na „Dudaczewskiego” jest silny, zwłaszcza w klubach „Gazety Polskiej”, czyli sakiewszczyzny. Prezes PiS nie ma nawet szans, by zbliżyć się do wody ze swoim „kolanem” (he, he), sam bez wątpienia nie umie pływać, ale za to może spełnić rolę topiciela, pchając Dudę, Mateusza Morawieckiego, Kuchcińskiego, Karczewskiego, Ziobrę i kilkoro innych, m.in. „dobrą panią” Szydło, w przyszłe objęcia Trybunału Stanu, a nawet sądów karnych za delikt łamania konstytucji. Jego samego bowiem może utopić już tylko sam Przedwieczny. Skądinąd Andrzej Duda, którego cechują wyraźne rysy niedojrzałości emocjonalnej (m.in. infantylny narcyzm) zachowuje się jak rozkapryszony bachor, który najpierw zniszczył zabawkę (konstytucję), a już za chwilę z histerycznym tupaniem i usmarkanym wrzaskiem dopomina się od mamusi i tatusia, by mu kupili drugą taką samą, a może jeszcze droższą. Kandydatem na topielca jest też Joachim Brudziński, szef MSW. Zachował co prawda resztki rozsądku po najściu policji na sympozjum filozoficzne w Pobierowie, ale chyba tylko ze wstydu, bo gospodarzem był tam jego dawny uniwersytecki profesor „Joja”. Wstyd go jednak opuścił i obecnie brnie w absurdy, już to pozwalając stawiać absurdalny (jak z Barei) zarzut (propagowanie totalitaryzmu) w stosunku do osoby, która ozdobiła napisem jedno z biur PiS, już to zapowiadając ściganie posła Szczerby, który ujawnił dane jednego ze szczególnie brutalnych policjantów spod Sejmu, do czego poseł miał najoczywistsze prawo. Utopieni są właściwie już teraz marszałkowie Sejmu i Senatu Kuchciński i Karczewski, którzy będąc formalnie drugą i trzecią osobą w państwie, dają się używać do najbrudniejszych posług. Oni w szlamie są już po pas co najmniej. Premier Morawiecki zdawał się być kandydatem na pełnowartościowego topielca po uchwaleniu osławionej styczniowej ustawy o IPN. W końcu jakoś się wybronił, ale topi się teraz jako komiczny w swojej megalomanii „wizjoner” gospodarczy i być może jako kandydat na następcę Prezesa. Jego rozhulane gigantomańskie ambicje mogą kiedyś gospodarkę jeśli nie utopić, to co najmniej podtopić. Jednym z kandydatów na jednego z najbardziej spektakularnych kandydatów na topielca jest Zbigniew Ziobro. Przed laty od utopienia (Trybunał Stanu) uratowali go nie wiedzieć czemu posłowie także z wrogiego obozu, ale skala deliktów i bezczelna dezynwoltura z jaką nadal łamie on konstytucję i liczne wynikające z niej prawa spowodują, że jego los po utracie władzy przez niego samego i jego obóz będzie tak ciężki, że nie powinno się go życzyć najgorszemu wrogowi. Ale to wszystko nieprędko. W te upalne wakacje topielcami nie będą osoby tak wysoko postawione. Nic się nie zmieni także w wakacje przyszłe. Trudno przewidzieć co będzie w wakacje 2020-2023, ale przyjdzie i taki sezon, w którym zaroi się od potężnych kiedyś, znanych i dostojnych topielców. W języku ulicy używany był kiedyś, w moim dzieciństwie i młodości (a może funkcjonuje nadal) niegrzeczny zwrot „Idź się utop” (mniej więcej odpowiadający wezwaniu: „Spierdalaj”). Jak widać w Polsce nikogo nie potrzeba do tego zachęcać.

Głos prawicy

Wołyń, głupcze!

„Do Rzeczy” o masakrze wołyńskiej:
W związku z 75. rocznicą Krwawej Niedzieli – apogeum ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach – prezydent Andrzej Duda wziął udział w uroczystej Mszy świętej w Katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku. Mszę koncelebrowali metropolita lwowski arcybiskup Mieczysław Mokrzycki oraz ordynariusz diecezji łuckiej biskup Witalij Skomarowski. Andrzej Duda przekazał na ręce biskupa krzyż poświęcony pamięci pomordowanych Polaków.
Następnie prezydent oddał symboliczny hołd ofiarom ludobójstwa na terenach nieistniejących już dzisiaj polskich wsi na Wołyniu oraz złożył wieniec na cmentarzu – w miejscu bezimiennego pochówku w zbiorowej mogile zamordowanych Polaków.
W swoim przemówieniu głowa państwa przypomniała, że już za kilka dni, 11 lipca, przypada 75 rocznica ludobójstwa, do jakiego doszło na Wołyniu.
– Będzie to w Polsce Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Wołyniu na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. To bardzo smutna data dla bardzo wielu polskich rodzin, które w tamtym czasie – w 1942, 1943, 1944 roku – straciły tu na Wołyniu swoich najbliższych. Szacuje się, że było to ok. 100 tys. Polaków, którzy wtedy zostali tutaj zamordowani. Nie żołnierzy. Zwykłych ludzi, rolników, którzy uprawiali ziemie, całych rodzin: kobiet, dzieci, starców. To nie była żadna wojna pomiędzy Polską i Ukrainą. To była zwykła czystka etniczna – jak byśmy to dzisiaj nazwali. Po prostu chodziło o to, aby Polaków z tych terenów usunąć. Te decyzje zostały wówczas podjęte na szczeblu politycznym przez ukraińską organizację OUN-B i zlecone do wykonania UPA, która niestety wywiązała się ze swojego zadania. To straszna karta w historii obu narodów, polskiego i ukraińskiego, naznaczona bólem, cierpieniem i wzajemnymi, głębokimi urazami. Potem następstwem tego były z kolei polskie akcje odwetowe, w których zginęli zwykli ludzie, zwykli Ukraińcy, zwykli rolnicy. Rażąca jest jedynie dysproporcja: 100 tys. Polaków i ok. 5 tys. Ukraińców. Ona rzeczywiście robi ogromne wrażenie. To jest proszę państwa prawda historyczna. Jestem tu dziś nie po to, żeby wypominać, ale po to żeby się modlić – mówił prezydent.

 

Prowokacja?

A tak prawica widzi Marsz Równości w Częstochowie (za wpolityce.pl):
Na Jasnej Górze odbywa się dzisiaj kolejna, już 27. Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja. To wydarzenie co roku gromadzi dziesiątki tysięcy ludzi. Niestety, do swojej prowokacji postanowiło wykorzystać je środowisko osób LGBT – zorganizowało Marsz Równości na Jasną Górę.
Marsz homoseksualistów wsparła m.in. poseł Nowoczesnej Monika Rosa, która zamieściła w sieci wideo z tego pochodu. Na szczęście ostatecznie uczestnicy Marszu Równości nie dostali się na Jasną Górę. Naprzeciwko nich stanęli narodowcy, a obie grupy rozdzieliła policja.

 

Tylko pod tym znakiem

Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli. Używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości – mówił kard. Zenon Grocholewski w homilii podczas Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Były prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej przewodniczył w niedzielę 8 lipca Mszy św. na jasnogórskim szczycie. Hasłem tegorocznej Pielgrzymki są słowa: „Polska miłością wskrzeszona”.
„Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli […] używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości […] Matko naszego narodu, módl się za nami. Berłem Twojego królowania jest Twoje macierzyńskie serce. Za to Ci dziękujemy!” – mówił w homilii kard. Grocholewski. Podkreślał, że tylko ludzie wewnętrznie wolni są zdolni budować prawdziwą wolność narodu.
– Oddanie się Matce Bożej w niewolę jest zawsze aktem wolności – powiedział.
Info za fronda.pl.

Głos prawicy

PO skłóci PiS z Adrianem?

Z największym zaangażowaniem do prezydenckiego referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji podchodzi Platforma Obywatelska. Jej politycy widzą bowiem w referendum sprawę do politycznego rozegrania, a przede wszystkim do skłócenia prezydenta Andrzeja Dudy z Prawem i Sprawiedliwością. W PO dostrzega się także możliwości antagonizowania wyborców dobrej zmiany. Chodzi o to, żeby część wyborców PiS wystąpiła przeciwko prezydentowi pochodzącemu z tego obozu i uznała go za tego, który rozbija jedność dobrej zmiany – pisze w artykule „Klincz referendalny” Stanisław Janecki („Sieci”). Schetyna podgrzewa atmosferę, zapowiadając konfrontację w obozie władzy i negatywne stanowisko Senatu w kwestii referendum. Przede wszystkim z powodu „zdemolowania kampanii wyborczej do samorządu” – analizuje.

Zdaniem Janickiego PiS jest świadomy zagrożeń: Konfliktowy potencjał referendum widzą też oczywiście politycy PiS. Poza konfliktowaniem ich z prezydentem i dzieleniem własnego zaplecza obawiają się, że opozycja zamieni referendum i kampanię wokół niego w sąd nad rządem. Nie nad prezydentem, ale nad rządem, gdyż to jest dla opozycji najkorzystniejsze z punktu widzenia kampanii wyborczych roku 2019, czyli do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu i Senatu – tłumaczy publicysta. Janecki pisze także o spotkaniu marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego z odpowiedzialnym za referendum prezydenckim ministrem Pawłem Muchą: Marszałek Karczewski powiedział, że dostrzega determinację prezydenta, by do referendum doszło, nic nie mówiąc o stanowisku PiS, a tym bardziej o jakiejkolwiek jego determinacji. Wyraźnie było widać, że marszałek Karczewski zostawia sobie, a przez to także PiS, pole do negocjacji, minister Mucha zaś tego pola stara się nie ograniczać – podsumowuje autor (za stroną www.wsieciprawdy.pl).

 

Kurski jest odporny

Jacek Kurski jest twardy i odporny na to, co się dzieje w internecie, natomiast rzeczywiście Krzysztof Ziemiec bardzo głęboko rozmaite rzeczy przeżywa. Nie miał świadomości tego, jaki napis znalazł się na tzw. pasku, czyli w podpisie do materiału. On za ten pasek nie ponosi odpowiedzialności. A co do hejtu, to szkoda, że nie ma ludzi, którzy mogliby lub chcieli zahamować go swoim autorytetem. Ale dostrzeżmy też belkę w swoim oku, że tak samo możemy czasem powstrzymać wypowiedzi w swoich środowiskach, które idą za daleko i które również mogą się przerodzić – powiedział w rozmowie z Jackiem Karnowskim prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński. Wywiad również ukazał się również w tygodniku „Sieci” (źródło: www.wsieciprawdy.pl).

Jak orzeł pogonił kaczora

Wystarczyła półroczna polityczna kwarantanna nałożona przez waszyngtońskiego Wielkiego Brata na rząd i prezydenta pana prezesa Kaczyńskiego. Przetrzymywanie reprezentantów „dumnej Polski” na korytarzach waszyngtońskiej administracji. Groźba braku zaproszeń do amerykańskiej ambasady na bankiet z okazji święta ich niepodległości 4 listopada. Gniewne pomruki kongresmenów, że taki „antysemicki” kraj jednak nie zasługuje na parasol ochronny stałych, amerykańskich baz. Gniewny, amerykańskiego orła cień. Do tego jeszcze konsekwentny polityczny chłód mniejszego izraelskiego brata i antypolski lobbing wielce opiniotwórczych środowisk żydowskich. Wobec takiej, orlej siły Naczelnik Polski musiał wydać rozkaz odwrotu. Po cichutku.

 

Prawo jak śmieci

Aby oszukać opozycję i wszystkich obywateli naszego kraju, zdominowany przez PiS Sejm zwołano na nadzwyczajne posiedzenie. Miał zająć się palącym problemem nielegalnych wysypisk śmieci zatruwających naszą Ojczyznę. Przywożonych z zagranicy przez wrogów Polski. Zaraz po otwarciu posiedzenia okazało się, że głównym tematem obrad będą śmieci, ale zupełnie inne. Śmieci prawne produkowane przez rząd i parlament pana prezesa Kaczyńskiego.
A zwłaszcza największy smród legislacyjny ostatniego trzydziestolecia – nowelizacja ustawy o IPN. Nakazująca zamykanie w więzieniach osoby prezentujących inne oceny historii niż kaczystowskie elity. Ustawa, która skłóciła rząd prezesa Kaczyńskiego z władzami USA, Izraela, Ukrainy, Kanady i wywołała oburzenie na całym świecie.
Nie jest to jedyny śmieć prawny wyprodukowany przez rząd i parlament pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego przez ostatnie trzy lata. Dzień przed nadzwyczajnym, śmieciowym posiedzeniem Sejmu i Senatu, rząd pana prezesa tłumaczył się przed naszymi partnerami z Unii Europejskiej z innych śmieci legislacyjnych.
Z przyjętych wcześniej ustaw łamiących polską Konstytucję i europejskie normy demokratycznej, niezawisłej władzy sądowniczej. Z narzucanych przez reżim pana prezesa Kaczyńskiego autorytarnych, łamiących demokrację, form rządzenia.
Te śmieci prawne plus kabotyńska, pseudo mocarstwowa polityka pana prezesa sprawiła, że Polska znalazła się w izolacji na arenie międzynarodowej. Skłócona dodatkowo ze wszystkimi sąsiadami. Zwłaszcza z Rosją. Z ochłodzonymi ostatnio, nie wiadomo czemu, relacjami z Chinami.
Aby wyjść z tej pułapki, pan prezes nakazał swemu rządowi, parlamentowi prezydentowi odegranie politycznego cyrku.

 

Rewia pajaców i niemy Sejm

Pan premier Mateusz Morawicki po raz kolejny dowiódł, że może wygłosić każde obłudne, kabotyńskie, nawet kłamliwe oświadczenie. Uzasadniać radykalną zmianę prawa, które przez ostatnie pół roku bronił jak świętej polskiej suwerenności i narodowej godności. Prawa, które miało być nienaruszalne, bo przecież tak doskonale zostało napisane. Nienaruszalne, bo przecież pisane było w Warszawie, a nie w jakimś Waszyngtonie, Brukseli, czy innym Izraelu. Nienaruszalne, bo to Naród Polski, czyli Suweren dyktował je PiSowskim elitom.
A teraz ze wspólnej konferencji premiera Izraela i premiera Polski, ten polski Suweren mógł usłyszeć, że obecna nowelizacja została uzgodniona wcześniej z rządem żydowskim. Wysłuchać telewizyjnych pochwał amerykańskich urzędników wyrażających zadowolenie z powrotu władz polskich na słuszny, bo wytyczony przez Wielkiego Brata kurs.
I zobaczyć polskiego premiera potępiającego wspólnie z izraelskim premierem ohydny „antysemityzm”. A w ramach żydowskiego rewanżu, „antypolonizm” również.
To wspólne potępienie „antypolonizmu” było żydowskim kołem ratunkowym dla polskiego rządu, pozwalającym zachować mu resztki twarzy. Bo przecież „antysemityzm” jest zjawiskiem globalnym, powszechnie znanym na całym świecie. Wszędzie tam, gdzie istnieje negatywny stereotyp chciwego żydowskiego bankiera, adwokata, sklepikarza, producenta filmowego.
Zaś „antypolonizm” jest zjawiskiem marginalnym, często urojonym lub wykreowanym na potrzeby oszukiwania „ciemnego ludu” przez kaczystowskie elity. Bo kto na świecie widział lub słyszał o polskich bankierach, adwokatach czy producentach filmowych? Jedynie polscy sklepikarze są znani na świecie. Ale zawsze jako uprzejmi, nie oszukujący, zawsze wydający resztę.
Zarządzoną przez pana prezesa Kaczyńskiego nowelizację prawa rząd uzasadniał, parlament błyskawicznie, bez debaty przegłosował, a pan prezydent podpisał zanim jeszcze wrócił z zagranicznej delegacji. Bo tak amerykański Wielki Brat chciał. Bo mniejszy, żydowski brat tak go do tego przekonał.
Na otarcie łez, przywróconemu do sojuszniczego poziomu panu prezesowi Kaczyńskiemu, pozostawiono mu prawo do decyzji o ukraińskim wątku ustawy. Tu pan prezes zachował swą suwerenność. Co prawda Żydzi i inni Amerykanie będą już bezkarnie mogli krytykować zachowania Polaków w przeszłości. Ale kara za niestosowanie polskiej oceny historii przez Ukraińców nadal pozostała.
Kara symboliczna, nieegzekwowana, nieuznawana na Ukrainie i całym świecie. Kara jak cała polityka zagraniczna PiS. Symboliczna, nieefektywna i za granicami nieuznawana.

 

Nie karzcie Polaków

Dwudziestego siódmego czerwca 2018 roku zdominowany przez PiS Sejm i Senat dowiodły, że są instytucjami zmarginalizowanymi. Przyjmującymi w trybie pilnym ustawy, których regulamin parlamentu zabrania tak procedować. Są marionetkami pana prezesa Kaczyńskiego. I dlatego posłowie Kukiz15 teraz zwą parlamentarzystów PiS „bezkręgowcami”, czyli politykami bez kręgosłupów moralnych, ideowych i politycznych. Podobnie brakuje takich kręgosłupów panu premierowi i panu prezydentowi. O ich mózgach szkoda gadać, bo jedynym ośrodkiem decyzyjnym jest pan Naczelnik Polski urzędujący na Nowogrodzkiej. To już wszyscy wiedzą i wszyscy się z tym godzą.
Pan prezes, Naczelnik Polski Jarosław Kaczyński nakazując pilną nowelizację polskiego prawa na wniosek administracji USA utrwalił tym feudalny system politycznej zależności Polski na arenie międzynarodowej. Potwierdził, że IV Rzeczpospolita jest wasalem USA i jej izraelskiego wasala.
Jednocześnie dumna i powstała z kolan Polska zachowała sobie prawo traktowania Ukrainy jak swego wasala. Co będzie generowało kolejne konflikty międzynarodowe.
Apeluję zatem do wszystkich możnych tego świata.
„Nie karzcie Polaków za głupotę PiSiaków”.

Historia futbolowa

Piłka nożna jako metafora jakości życia w kraju nad Wisłą? Jak najbardziej – Polska mistrzem Polski!

 

Prezydent Duda powiedział, że poziom piłki nożnej odpowiada poziomowi organizacji życia w kraju, czy jakoś tam. Coś w tym jest. Jak spojrzymy dodatkowo na naszą piłkę klubową to ten poziom jest podobny do tego co wyrabia PiS w naszym kraju. Piłka jest grą zespołową i pokazuje także czy zawodnicy potrafią zorganizować miniobywatelską społeczność na boisku. Jak wiadomo nasza polityka idzie w kierunku „każdy sobie rzepkę skrobie”. Obywatel dostaje 500+ czy jakieś inne + i niech sobie radzi i nie wtrąca się do budowania autorytarnego systemu, który wielu rodaków lubiło za czasów PRL i lubi teraz. Na boisku piłkarskim taka polityka skazana jest z góry na niepowodzenie. Czy mam rację? Nie do końca, ale jakaś prawda w tym jest. Gdybym dalej rozwodził się nad stwierdzeniem prezydenta to dochodzę do wniosku, że poziom naszej piłki nożnej był najwyższy w czasach PRL. Dotyczyło to także naszej piłki klubowej i wielu innych dyscyplin sportowych. W tamtych czasach także nasi trenerzy święcili sukcesy na zagranicznych boiskach. Także spora grupa naszych piłkarzy wybierała wolność na zachodzie, ale teraz jest podobnie. Tylko zasady wyjazdów się zmieniły. Obecnie nasza piłka nożna jest zasilana średniej kasy kopaczami zza granicy i takimiż trenerami. To taki import kapitału zagranicznego do Polski, ale nie najwyższego lotu. Jest więc i tutaj jakaś paralela do naszej gospodarki.
Jeżeli świeciliśmy największe piłkarskie sukcesy w okresie PRL i podłożymy pod to opinię prezydenta to czy wtedy byliśmy świetnie zorganizowani? To by była gruba przesada, ale sam sport był lepiej zorganizowany o czym świadczyły sukcesy sportowców nie tylko w piłce nożnej. Oczywiście był on lepiej zorganizowany jak na tamte czasy. Była większa wola walki u sportowców, znacznie większa niż dzisiaj, choć pieniędzy wtedy sportowcy raczej nie dostawali. Czy wypowiadając tę opinię prezydent sięgał myślą do czasów PRL i tamtejszych sukcesów. Chyba nie. Gdyby pamiętał o tamtych sukcesach, kiedy to Polski nie było, jak mawia inny demiurg naszej polityki historycznej, pewnie by się ugryzł w język.

Rozrachunki porocznicowe

Nadal, mimo upływu czasu, toczą się rozważania o minionej rocznicy 4 czerwca 1989 roku – jednostronne i uproszczone.

 

Dominują w nich trzy wątki: wielkie zwycięstwo warte nazwania tego wydarzenia Dniem Wolności i Praw Obywatelskich, totalna krytyka Platformy Obywatelskiej milczącej o rocznicy jak zaklęta i łajanie Prawa i Sprawiedliwości za prawie wszystko co z tą rocznicą, i szerzej z Polską, uczyniło. Dodać jeszcze, dla porządku rzeczy, wypada kolejną, niemądrą wypowiedź premiera o zbojkotowanych czerwcowych wyborach.

 

Od wielu lat

w postsolidarnościowej narracji na temat tamtych wydarzeń występują tylko wyjątkowi przywódcy „S” i mądry naród, natomiast w najlepszym wypadku pisze się jeszcze, że „ówczesna władza przegrała”. Na przebieg tamtych wydarzeń miały wpływ pierwotne przyczyny: wyczerpanie się prorozwojowych możliwości systemu realnego socjalizmu, niezdolność PZPR do sformułowania, wypromowania i wprowadzenia nowego projektu polityczno-społeczno-ekonomicznego odpowiadającego wezwaniom współczesności na wzór m. in. skandynawskich socjaldemokracji, fundamentalne przemiany dokonujące się w ZSRR, a dotyczące także krajów będących w jego sferze wpływów, wreszcie bardzo rozbudzone, przy wyjątkowo aktywnym udziale Solidarności, oczekiwania, żądania i nadzieje społeczne.

Świadomość konieczności istotnych zmian miała miejsce w pewnych kierowniczych gremiach Partii, w krakowskiej Kuźnicy, później także w Ruchu 8 lipca na Uniwersytecie Warszawskim czy też w podobnych inicjatywach m.in. na Politechnice Krakowskiej. Uznawano powszechnie za oczywiste, że nie wchodzi w rachubę zastosowanie wcześniejszych sposobów rozwiazywania konfliktu społecznego. Stąd narodziła się właśnie w kręgach władzy idea Okrągłego Stołu i jego późniejsze ustalenia, jako pewien etap, ale i zapowiedź, kluczowych przeobrażeń w życiu politycznym kraju. Warto przypomnieć, że umawiające się strony mając świadomość rozpoczętego procesu oceniały go na czas dłuższy i nie wiedziały jak będzie w rzeczywistości przebiegał. Zapowiadano jedynie, że kolejne wybory parlamentarne będą wolne, bez jakichkolwiek ograniczeń. Obecnie tamto wydarzenie jest pomijane bądź tak przedstawiane, że nie bardzo wiadomo kto poza dwoma gigantycznymi antagonistami Wałęsą i Kaczyńskim & Kaczyńskim zasiadał przy historycznym stole.

Wybory czerwcowe – przegrane przez stronę koalicyjno-rządową, osłabiły bardzo poważnie jej pozycję – były w swym wyrazie wystawieniem przez społeczeństwo rachunku za wszelkie zło, błędy, nieprawidłowości i bolączki z całego okresu PRL, jako, że wcześniej takiej możliwości nie miało. Wpłynęły niewątpliwie na umocnienie siły i kolejne dążenia układu opozycyjno-solidarnościowego, ale rzeczywistości nie zmieniły, potwierdzając jedynie konieczność procesu wieloaspektowych przemian w Polsce. Przypisywane im aktualnie znaczenie ma głównie wyraz symboliczno-propagandowy.

Tadeusz Mazowiecki w „Tygodniku Solidarność” jeszcze 14 lipca 1989 r. pisał „Czy po naszej stronie istnieje program, który można przedstawić społeczeństwu jako zwartą koncepcję wyjścia z kryzysu gospodarczego, czy byłby on przez społeczeństwo zaakceptowany i czy jest to program możliwy do natychmiastowej realizacji? Pospieszne domaganie się udziału we władzy może zniszczyć właściwą opozycji odpowiedzialność za państwo, a wcale nie zbudować skutecznej i trwałej odpowiedzialności za rządy”.

Decydującym okazał się dopiero rozpad dotychczasowej koalicji PZPR-ZSL-SD, którego inspiratorami – i powołania nowej, już bez PZPR – byli, oddając prawdę, Jarosław i Lech Kaczyńscy.
Jeżeli więc przywoływać jakąś ważącą datę początkującą zasadnicze zmiany ustrojowe w Polsce i rozpoczynającą się transformację, to nie będzie nią 4 czerwca, a 24 sierpnia 1989, czyli dzień powołania rządu premiera Mazowieckiego. Dziwnym, ale świadomym, zbiegiem okoliczności ta data w niepamięć jest odsyłana,.

 

ocena odchodzącej władzy

jako jedynie komuchów, którzy utracili stanowiska, a komunizm upadł jest po prostu głupotą i potwarzą. W Polsce nigdy komunizmu nie było, natomiast akceptacja oczekiwanych, także przez bardzo wielu członków Partii, koniecznych zmian wyrażała się w ich poparciu poprzez sposób sprawowania urzędu przez prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, reakcję PZPR kierowanej przez Mieczysława Rakowskiego, i dalej SdRP Aleksandra Kwaśniewskiego, SLD Leszka Millera, a dziś Włodzimierza Czarzastego. Brak jakichkolwiek przykładów sabotowania dokonanego zwrotu ustrojowego, natomiast istnieją liczne dowody jego poparcia.

Tak chętnie przywoływane, z okazji rocznicy 4 czerwca, osiągnięcia, jak wstąpienie Polski do NATO i Unii Europejskiej, dokonały się także dzięki nadzwyczajnej politycznej aktywności właśnie ludzi lewicy – za prezydentury Kwaśniewskiego i premierostwa Millera.

 

Nowa władza

w swoisty sposób rozumiejąc pojęcia demokracji i wolności obywatelskiej – na wzór wczesnego PZPR – rozpoczęła czystkę kadrową, której pierwszymi ofiarami byli dziennikarze. Później poszło jak po maśle, lepiej niż przysłowiowe rugi pruskie, bowiem przestały mieć jakiekolwiek znaczenie fachowość, wykształcenie, doświadczenie, nawet akceptacja dokonanych zmian ustrojowych. Rozpoczęły się porachunki, w których legitymacja partyjna i lewicowe przekonania stanowiły wilczy bilet.

Ten rodzaj „polityki kadrowej”, w tak szczególny sposób jednoczący Polaków, obowiązywał przez całe lata rządów postsolidarnościowych partii. Stąd zdziwienie budzi Platforma Obywatelska i sprzyjające jej media, krytykujące obecnie Prawo i Sprawiedliwość, które z jeszcze większym powodzeniem kontynuuje dalsze zawłaszczanie Polski dla swoich.

 

Nie ma oczywiście

idealnego państwa na świecie, w którym obywatele byliby bogaci i szczęśliwi, nadto zdrowi oraz jeszcze kochali by władzę. I takie też nie mogło powstać w Polsce po 1989 roku. Istniała jednak okazja na stworzenie wspólnego, szerokiego obywatelskiego, a nie jedynie solidarnościowego i w konsekwencji prawicowego, poruszenia by ten kraj urządzić, po doświadczeniach II RP i PRL, lepiej, mądrzej, sprawiedliwiej. Takie próby tworzenia zrębów rzeczywistej wspólnoty Polaków tworzyli prezydent Aleksander Kwaśniewski i rządy lewicowe. Prawica nigdy, a słowa prezydenta Dudy o jedności Polaków uznać należy za kiepski żart.

W kontekście takiego właśnie zaniechania i jego nadzwyczaj często tragicznych skutków kuriozalnie brzmią słowa Tomasza Lisa „Wielu Polaków ma prawo mieć pretensje do państwa, że nie zmieścili się na historycznym zakręcie” oraz Katarzyny Kolendy-Zaleskiej: „PO ciąży świadomość popełnionych w trakcie transformacji błędów… Popularne dziś stało się narzekanie na brak wrażliwości społecznej. Jednak w świadomości ludzi Jacek Kuroń był, jest i będzie najbardziej pozytywnym przykładem wrażliwości na ludzką krzywdę.” Te sentencje można skomentować następująco: szkoda, że wypadli na zakręcie ale nie wiadomo z czyjej winy, ciążąca na PO świadomość błędów nie pozwala jej ani na publiczne przyznanie się do nich, ani też na zmianę swojego programu i działania, a Jacek Kuroń, będąc jedną jaskółką, która wiosny nie czyni, poniósł klęskę, akceptując swoim udziałem we władzach tworzony dla wielu milionów, w polskim wydaniu, pierwotny kapitalizm. Pozostało więc rozdawać, tak jak nie opiekuńcze państwo, a organizacje charytatywne, zupki dla bezrobotnych i bezdomnych.

 

Pomimo wielu różnic

dzielących obecnie polska lewicę, łączy ją krytyczny osąd postsolidarnościowych rządów. i zapewne przekonanie, że prostą receptą na zmianę i poprawę tej naszej rzeczywistości – mimo niewątpliwie osiągniętych licznych sukcesów – jest rygorystyczne przestrzeganie obowiązującej Konstytucji III Rzeczpospolitej.

Głos prawicy

LGBTQ…

Krystyna Pawłowicz skomentowała na Facebooku Parad Równości:

Dziś prowadzać się będą osoby LGBTIQKCHJ
Im i 52 zagranicznym dyplomatom popierającym w Polsce patologie obyczajowo – zdrowotne polecam swe wystąpienie sejmowe sprzed kilku lat o 5 projektach ustaw o związkach partnerskich /z ub kadencji Sejmu/
Po moim wystąpieniu Sejm wszystkie projekty PO,SLD i Palikota odrzucił. PIS był wtedy w mniejszości.”

 

Ważne pytania w KFC

Na Facebooku pojawiło się nagranie zamieszczone przez kobietę, która zaczepiła prezydenta Andrzeja Dudę w restauracji KFC i pytała go o łamanie konstytucji.

Przygoda w KFC z marionetką (p. Duda obecny „prezydent”). Ochrona nie dopuszczała ludzi z telefonami, jednak kiedyś chodziłam do szkoły gdzie p. Konhauser-Duda uczyła. Dzięki przywitaniu się z nią i poproszeniem o zdjęcie (miny mówią wczystko) udało mi się zapytać o Konstytucję” – napisała na Facebooku Katarzyna Kulerska (pisownia oryginalna – red.).
– Mogę wiedzieć, dlaczego pan łamie konstytucję? – zapytała kobieta. Wtedy ochroniarz zwrócił jej uwagę, żeby nie przeszkadzała prezydentowi, natomiast małżonka głowa państwa, Agata Kornhauser-Duda, poprosiła o wskazanie, w którym miejscu konstytucja jest łamana.
– Chodzi przede wszystkim o ustawy sądowe, zakaz wstępu do Sejmu, załamanie ustawy o KRS. Pan zawetował dwie ustawy i super. Szkoda, że kolejnych nie – mówiła dziewczyna. – Ja rozumiem, że pani nie może pogodzić się z tym, kto wygrał wybory, ale bardzo mi przykro – odpowiedział kobiecie prezydent.
Na portalu NaTemat można znaleźć informację, że Katarzyna Kulerska działa m.in. w ruchu Obywatele RP, w Komitecie Obrony Demokracji oraz w Czarnym Proteście. Brała też udział w pikietach przeciwko wizytom prezesa PiS przy grobie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
Źródło: Do Rzeczy

 

Rydzyk do seniorów

Tymczasem szkoła ojca Rydzyka docenia seniorów:

Seniorzy w niepodległej” – pod takim hasłem w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej odbyła się konferencja poświęcona polityce senioralnej rządu. Organizatorami wydarzenia – obok toruńskiej uczelni – była sejmowa Komisja Polityki Senioralnej, której pracami kieruje poseł Małgorzata Zwiercan.
– Nie możemy stygmatyzować seniorów, bo do tej pory byli stygmatyzowani, że są obciążeniem dla państwa, że są obciążeniem dla młodych – podkreślała poseł Małgorzata Zwiercan z „Wolnych i Solidarnych”.
To jednak nie obciążenie, nie koszt, a inwestycja w bliźniego i społeczeństwo – napisał w liście odczytanym przez Marzennę Drab premier Mateusz Morawiecki.
– Nie szczędzimy starań, by jesień życia była czasem należnej seniorom godności – akcentował premier RP.
Stąd szereg programów socjalnych, których celem jest w pierwszej kolejności aktywizacja osób starszych – podkreśla poseł Joanna Borowiak.
– Chcą być dostrzegani, chcą czuć się ważni, a przecież są ważni – zwracała uwagę poseł PiS.
Lista potrzeb wcale nie jest krótka. Dlatego rząd przygotował kompleksowy dokument: „Polityka społeczna wobec osób starszych 2030”.
– To jest pierwszy kompleksowy, można powiedzieć historyczny dokument, który spaja wszystkie działania w sposób kompleksowy dla osób starszych – relacjonowała Elżbieta Bojanowska, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej
Bezpieczeństwo, uczestnictwo, solidarność – jak przypomina wiceminister rodziny – to główne przesłanie dokumentu i całej polityki rządu.

Głos lewicy

Papierowy patriotyzm

Andrzej Duda rozdaje flagi narodowe młodzieży katolickiej…

A dokładnie tego samego dnia podpisuje też ustawę o uczynieniu z całej Polski jednej wielkiej strefy ekonomicznej dzięki czemu praktycznie dowolnych rozmiarów firmy i korporacje mogą być zwalniane z podatków i rozmaitych opłat żeby zgodnie z neoliberalną ideologią odnotowywać zyski bez podatkowych „obciążeń” i dokładania się do budżetu Polski na normalnych i uczciwych warunkach.

Co najbardziej interesujące, że w naszej rzekomo sprawiedliwej ojczyźnie wielki kapitał posiada szereg rozmaitych zwolnień podatkowych i cały kraj jest dla niego jedną wielką „strefą ekonomiczną”, a dla dużo uboższego, szeregowego pracownika nie ma zmiłuj i podatki płacić musi nawet przy skandalicznie niskich dochodach (już od zarobków 6600 zł w skali roku!).

To jest właśnie ten prawdziwy rządowy patriotyzm.

Kompletnie papierowy, dobry tylko do tańca (kiepskiego) – napisał na profilu facebookowym Socjalizm Teraz Tymoteusz Kochan.

 

Pokaż swoją publiczkę

Tańce-hasańce Dudy na Lednickich Polach to oczywiście zagrywka pod publiczkę, ale wszyscy politycy grają pod publiczkę, cały czas. To, że forma zawiązywania więzi z elektoratem, którą wybrał sobie Duda wzbudza tyle złośliwych komentarzy pokazuje jedynie, że komentujący należą do innej „publiczki”. Tak, pozowanie na męża stanu, jowialnego szlachcica, nowoczesnego Europejczyka albo zatroskanego o świat inteligenta to też pozy pod publiczkę. I skoro inaczej się nie da, to mi pasują takie pozy, jakie wybiera Duda – takie symboliczne gesty naprawdę nie są pozbawione znaczenia, pokazują kogo dany polityk chce reprezentować, gdzie jest ta jego „publiczka”. Chociaż wolałbym, rzecz jasna, żeby w roli wodzireja występował ktoś z lewicy. Na razie jednak lewica gra w tą estetyczną grę na jednym boisku z liberałami, a jej stawką jest dusza polskiej wyobrażonej middle class – tak na Facebooku skomentował obecność prezydenta Andrzeja Dudy na 22. Spotkaniu Młodych Łukasz Moll.