Barbara Nowacka miała rację

Marny wynik lewicy w tych wyborach odzwierciedla nie tylko nastroje wśród elektoratów (Polska nadal jest podwórkiem prawicowym i centroprawicowym), ale też pokazuje, że wyborcy doskonale rozumieją twarde zasady ordynacji wyborczej, wyjątkowo – zwłaszcza przy głosowaniu na samorządy – bezlitosną dla mniejszych komitetów.
„Wygrał strach” – powiedział Jan Śpiewak, podsumowując wyniki wyścigu na prezydenta stolicy. Ale strach wygrał w całej Polsce: strach przed tym, że głos zostanie „zmarnowany”, a to oznacza oddanie go na rywala (czy będzie nim PiS, czy PO).
Internet roi się od kąśliwych uwag komentatorów pod adresem Partii Razem. Wychodzą głównie spod pióra byłych działaczy, rozczarowanych zarówno wynikiem, jak i postępującym procesem zamykania się w oblężonej twierdzy.
Łukasz Moll domaga się autorozliczeń i wytłumaczenia przed wyborami, dlaczego wynik wygląda tak mizernie pomimo deklarowanej nieomylności w wyczuwaniu społecznych nastrojów.
Byli członkowie Razem: Agnieszka Herrmann-Jankowska, Leszek Kraszyna i Marcin Wroński na łamach Krytyki Politycznej dokonują bolesnej wiwisekcji: Razem znajduje się już w innym punkcie niż 3 lata temu, nie może pozwolić sobie na grymasy rozkapryszonej panny. Źle się stało, że nie przyjęło propozycji połączenia komitetów od starszych kolegów, ale jeszcze może nadrobi ten błąd, idąc pod rękę chociażby z Biedroniem, a może i z Czarzastym?
W różnych miejscach przytomne, choć surowe oceny publicystów spotkały się z kolejną falą deklaracji z serii „prędzej śmierć niż SLD” oraz „na pewno nie pod ich szyldem!”. Sęk w tym, że SLD pokazało już, że potrafi porzucić swój szyld i pójść z Zielonymi, Partią Pracy, PPS-em, Barbarą Nowacką. Był to ukłon w stronę koalicjantów, który przypłacili nieobecnością w parlamencie. To nie grzechy Millera ostatecznie Sojusz stamtąd wypchnęły, ale właśnie skutki rozproszenia lewicy.
Koalicja programowa wydaje się dziś koniecznością. To ten słoń stojący w salonie, którego już zbyt długo staraliśmy się nie zauważać. W końcu trzeba przyznać, że tam jest i czeka. Bo inne sposoby niż połączenie sił zawiodły.
I tutaj rację miała Barbara Nowacka, która z tego wszystkiego przynajmniej zyska mandat i realne profity.
Lepsza własna kanapa, ciasna, ale czysta ideowo? Na pewno. Do czasu. Konkretnie do czasu, kiedy skończą się subwencje.

Nie przenoście nam lewicy do Platformy

Nie przenoście nam lewicy do Platformy – niech już lepiej pozostanie tam, gdzie jest – po lewej stronie polskiej sceny politycznej, jako siła wiarygodna, z dużym potencjałem koalicyjnym. Lewicowe transfery do całkowicie kontrolowanej przez Grzegorza Schetynę Koalicji Obywatelskiej to niedobry pomysł. Dlaczego?

Po pierwsze, to nie da zwycięstwa z PiS. Żadne znaki, w tym sondaże, nie wskazują na to, by wzmocniona o lewicowe skrzydło Koalicja Obywatelska wygrała z PiS. Mało tego, PiS mógłby liczyć na koalicję z Kukizem lub z inną w prawicowo-narodowo-populistyczną formacją, która najpewniej na gruzach Kukiza by powstała. Tak ochoczo używany argument, że „chodźcie z nami, bo tylko tak wygramy z PiSem” jest z gruntu chybiony, ponieważ lewica pod auspicjami PO nie ściąga wystarczająco dużo lewicowego elektoratu. Lepiej mieć samodzielną lewicową reprezentacje w Sejmie, która odbierze Kaczyńskiemu mandaty. Nie trzeba chyba przypominać, że gdyby Zjednoczona Lewica w 2015 roku zdobyła 80 tys. głosów więcej i przekroczyła próg nie byłoby bezwzględnej większości dla PiS.

Polska demokracja jest dziś w stanie oblężenia i skrajnego zagrożenia – tu nie ma żadnej wątpliwości.

W obozie prodemokratycznym instynktowne nawoływania w stylu szlacheckiego „kupą mości panowie” nie przystoją, w żaden sposób nie przyspieszają też końca szkodliwej władzy PiS. Znacząca część społeczeństwa nigdy nie zagłosuje na ugrupowanie, którego twarzą jest Grzegorz Schetyna.

Cenię organizacyjne talenty przewodniczącego PO, ale tak wygląda społeczna rzeczywistość. By pokonać PiS potrzebna jest trzecia siła, która powstać może jedynie po lewej stronie.
Nie zastąpi jej propagandowe rozciąganie w lewo Koalicji Obywatelskiej – na polu lewicowym poczynania lidera Platformy są i będą po prostu niewiarygodne.

Po drugie, transfer lewicowych działaczy w okolice Platformy to swoista kanibalizacja „lewaka” – cudzysłów jest w tym miejscu konieczny – w oczach PiS „lewakiem” jest zapewne również Donald Tusk (ciekawe, że nikt z elit PiS nie nazywa „lewakiem” Grzegorza Schetynę). Ile to już pierwszorzędnych polityków lewicy rozpuściło się w Platformie Obywatelskiej? Borowski, Rosati, Hübner, Arłukowicz, Napieralski. Niegdysiejsi ministrowie, marszałek, komisarz europejski, szef partii znaczą w PO i w polskiej polityce niewiele, a przynajmniej nieadekwatnie do kompetencji i umiejętności. Szkoda. Nie życzę tego Basi Nowackiej. Niemniej jednak logika historii pokazuje, że może się tak stać kolejny raz.

Po trzecie, lewicowe transfery nie dają gwarancji realizacji lewicowych postulatów. Pomimo udziału Lewaków w PO nie poskutkowało to realizacją lewicowej agendy. Związki partnerskie? Liberalizacja ustawy antyaborcyjnej? Anty-śmieciówkowe zmiany w prawie pracy? Progresja podatkowa? Religia poza szkołą? Legalizacja medycznej marihuany? Żaden z tych i wielu innych postulatów nie zadział się podczas rządów PO. Basia Nowacka tłumaczy, że w koalicji z PO zyska większe możliwości walki o prawa kobiet. Oby. Tylko znowu ta logika historii.
Dlatego (uwaga – banał) róbmy swoje i po swojemu. Liberałowie, lewica, chadecy, socjaldemokraci. Kopmy i siejmy każdy we własnym ogródku. Tak, żeby wyrosło z tego w sumie poparcie na pięćdziesiąt i jeden procent. Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Ratujmy lewicę 2018

Mam prośbę do konserwatysty – pana Schetyny, do neoliberałki – pani Lubnauer i do świeżo upieczonej konserwatywnej neoliberałki – pani Nowackiej: przestańcie kłamać!

 

W przeciwieństwie do tej trójki jestem socjologiem. W przeciwieństwie do tej trójki umiem czytać sondaże. W przeciwieństwie do tej trójki umiem wyciągać z nich wnioski. W przeciwieństwie do tej trójki leży mi na sercu dobro Polski, a nie tylko zapewnienie sobie krzesła w Sejmie na kolejną kadencję.
Twierdzenie, że tylko Koalicja Obywatelska może powstrzymać PiS jest niebezpiecznym kłamstwem. Kłamstwem, ponieważ przez trzy lata PO i N. nie potrafili stać się skuteczną opozycją. W niektórych sondażach KO mam obecnie połowę poparcia, które zdobywa PiS! Co więcej, PO ma obecnie gorsze notowania niż wynik wyborczy w 2015 r.! Jakim cudem zatem koalicja PO+N+Nowacka (o skuteczności tej ostatniej zmilczę) ma powstrzymać PiS? Otóż jeśli w Sejmie, który zostanie wybrany w 2019 r. zostanie powtórzony dotychczasowy układ (KO+PSL, PiS+Kukiz) to mafia Kaczyńskiego będzie rządzić następną kadencję! Pokazują to jasno twarde dane sondażowe prognozowanych wyników wyborczych do sejmików oraz badania aktualnego poparcia dla partii politycznych!
Mamy dwie propagandy: propagandę PiS, która mówi, że tylko mądrość Ukochanego Przywódcy, który tu i ówdzie „przebywał”, zapewni Polsce rozwój i dostatek oraz propagandę PO, która robi aktualnie za partię postępową, europejską i poza którą nie ma życie. Problem polega na tym, że to tylko propaganda! Fakty, liczby i twarde dane pokazują zupełnie coś innego: tylko silne wejście lewicy do Sejmu w 2019 pozwoli zakończyć rządy stada małp z brzytwą. Kilka pracowni badawczych wykonało badania pokazujące oczywisty scenariusz: jeśli założymy ostrożnie, że do Sejmu wejdą dwa ugrupowania lewicowe: to skupione wokół Biedronia i to skupione wokół SLD i jeśli oba uzyskają minimum 7-8 proc. (a pamiętajmy, że poparcie dla SLD rośnie i w niektórych sondażach sięga 12 proc.), to daje to ok. 60 lewicowych mandatów. A wtedy i tylko, podkreślam, tylko wtedy PiS utraci możliwość zbudowania większościowej koalicji. I to jest jedyny realny scenariusz na odsunięcie PiS od władzy.
Dlatego już w tych wyborach należy głosować na lewicę po to, by zachęcić liderów do dalszego odnawiania socjalistycznej i socjaldemokratycznej oferty. Siła ugrupowania politycznego to siła ludzi, którzy to ugrupowanie popierają! Bądźmy zatem realistami, nie dajmy się uwieść żadnej propagandzie i głosujmy na lewicę.

Mamy program dla każdego WYWIAD

Z Andrzejem Szejną, wiceprzewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, byłym eurodeputowanym, wiceministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, Weronika Książek rozmawia o małych i wielkich strategiach dla SLD.

 

Powiedzmy to sobie szczerze… Patryka Jakiego z 19. dzielnicą to nie przebijecie…

Kampania w Warszawie powoli zmienia się w komedię. Najpierw były licytacje, kto da więcej linii metra, teraz wyskoczyła 19. dzielnica. Za chwilę być może Rafał Trzaskowski uzna, że dzielnic powinno być 20. Warszawiacy zaczynają już czuć ten brak powagi dwóch głównych kandydatów.
W Warszawie rzeczywiście należy przygotować tereny pod nowe inwestycje, ale przede wszystkim rozwiązać problemy komunikacyjne, zadbać o uczelnie wyższe. Polepszyć warunki płacy, pracy i życia mieszkańców. To taki standardowy program lewicy dla miast – dziś aktualny i w Warszawie i w Kielcach i w Krakowie. To są realne potrzeby, które trzeba zaspokoić, zamiast przedstawiać gigantyczne, ambicjonalne i całkowicie przy tym nierealistyczne projekty.

 

Ale Jaki (póki oczywiście nie przesadzi, jak ostatnio) jest głosem tych, którzy mają już dosyć słuchania o kolejnych ścieżkach rowerowych i wiecznego przepraszania za to, że się ma samochód, kiedy dojeżdża się z Odolan, Wołomina czy innego Otwocka. Ci ludzie raczej nie wstają rano z myślą o tym, żeby złośliwie zastawiać warszawskie ulice. Dla nich parkingi byłyby wybawieniem, linia metra nawet w połowie drogi byłaby wybawieniem. A wy co? Gadacie im o seniorach…

Wcale tego nie neguję – problemy komunikacyjne w stolicy istnieją i należy je rozwiązywać, ale w sposób realistyczny. Proszę zauważyć, jaki refren w kółko śpiewa PiS: zbudujemy wam metro W DWIE KADENCJE. Później, kiedy czas mija i nadal nic nie jest zrobione, okazuje się, że potrzeba jeszcze jednej… i jeszcze jednej… Z tego, co realnie PiS zrobił dla Polaków, mamy program 500 plus. I tyle. A miało być „wszystko plus”. PiS jest świetny w obiecywaniu wyborcom gruszek na wierzbie. To działa, bo Platforma nie tylko się zużyła i znudziła, Platforma przestała być dla Polaków wiarygodna. Teraz przed lewicą stoi zadanie odzyskania głosów tych wyborców, czy to socjalnych, czy to progresywnych, którzy chętnie postawiliby na formację stabilną ideowo, ale skuteczną. Bo SLD podczas swoich rządów BYŁO skuteczne. Nasz wizerunek zniszczyły afery, ale nikt nie może nam zarzucić braku skuteczności ani szafowania obietnicami bez pokrycia.

 

To który elektorat obstawiacie? Socjalny czy progresywny? Bo jak na razie to macie łatkę „partii emerytów”. Co w ogóle macie dla młodych?

Nie będziemy przed młodymi robić żadnego tańca brzucha. Damy im warunki, żeby mogli się uczyć, pracować, mieszkać i zakładać rodziny. Ale pani pyta o szeroki program, a przed nami na razie wybory samorządowe – czyli te „najbliżej człowieka”, skupmy się na nich. Niezależnie od tego, czy się jest robotnikiem, przedsiębiorcą, nauczycielem czy urzędnikiem i niezależnie od tego czy mieszka w Końskich czy w Warszawie, tu liczy się jak najbardziej polityka senioralna, komunikacja, sprawne załatwianie spraw w urzędzie, załatanie dziur w drodze, in vitro w każdym samorządzie, tanie mieszkalnictwo, szczepienie dzieci za darmo, stołówki, gabinety dentystyczne w szkołach…

 

Błagam. Te gabinety dentystyczne to jakaś mitologia. Wszystkie partie się tego uczepiły. Już widzę, jak dentystka w szkole ma na wyposażeniu taki sam sprzęt jak w prywatnym gabinecie.

Owszem, to kwestia przesunięcia pewnych środków. To właśnie zadanie dla sprawnego samorządu. I to zawiera się w naszym haśle wyborczym: „silny samorząd, demokratyczne Polska”.
A wracając do starszego pokolenia: zarówno PiS jak i PO latami były tak zajęte wojną polityczną, ze wyrzuciły je na margines. Ktoś musiał stanąć w ich obronie. Emeryci, renciści, czy byli pracownicy wojska, policji, którzy urodzili się w PRL i ciężko wtedy pracowali, nagle zaczęli być już nie tylko wykluczani, ale wręcz potępiani. Potępiani za to, że się urodzili i żyli. To nas wkurzyło. Dziś obniża się emerytury wojskowym, a za chwilę będą to np. nauczyciele. Proszę zauważyć, co się dzieje z sędziami w SN – już teraz słyszymy, że ci, co mieli czelność orzekać w PRL, są źli.

 

Z wyjątkiem tych, którzy zapisali się do PiS.

Tak. Ci są świetni. Szkoda tylko, że nic nie umieją. Proszę popatrzeć na nowy skład Sądu Najwyższego. To w większości ludzie bez dorobku. Aby zostać sędzią SN, należy mieć szacunek środowiska i albo dorobek praktyczny, na przykład niepodważalną skuteczność w orzekaniu, albo dorobek teoretyczny. Przesłuchania kandydatów odbywały się przy drzwiach zamkniętych, bez udziału opinii publicznej, bo tak zdecydował pan Ziobro. A ja jako prawnik i po prostu jako obywatel bardzo bym sobie życzył, żeby móc ocenić, jaką kandydat ma wiedzę, co sobą reprezentuje. Ale PiS musiał przepchnąć swoich miernych i wiernych. I tym samym podważył zaufanie do kolejnej instytucji.
Byłem wiceprzewodniczącym Komisji Prawa Parlamentu Europejskiego. Nie spotkałem się w żadnym kraju poza Polską z tak bezczelnym zawłaszczaniem prawa i państwa. Za chwilę całe sądownictwo powszechne będzie w rękach PiS. A więc – drogi obywatelu – jeśli nagle zauważysz, że te wszystkie zmiany nie sprawiły jednak, że sąd jest dla ciebie bardziej dostępny – to zażalenia składaj u pana Ziobry, pani Przyłębskiej i pana Kaczyńskiego.

 

Co po nich? Załóżmy, że macie władzę. Jak ich wypchniecie z tych trybunałów i sądów?

Za pomocą ich własnych ustaw. Nie wszystkie instrumenty, które wprowadził PiS, są niekonstytucyjne. Są na granicy. Trzeba będzie część ustaw zastosować do ich własnych ludzi, część cofnąć, a sędziom dublerom podziękować. Zauważmy, że pani Przyłębska została wybrana niezgodnie nawet z pisowskim prawem. Następnie trzeba będzie się zabrać za naprawianie stosunków dyplomatycznych z prawie całym światem, szczególnie z UE, ale również ze Stanami, bo paradoksalnie, chociaż prezydent USA bardziej pasuje do PiS niż do czegokolwiek, to i tak nie potrafią się dogadać. Ale przede wszystkim trzeba będzie naprawić stosunki z Rosją.

 

Proszę uważać. Za takie stwierdzenie został zawieszony kilka dni temu senator Platformy.

To tylko pokazuje, że między PO i PiS-em nie ma wielkiej różnicy jeśli chodzi o pewne prawicowe dogmaty. Dla PO najwyraźniej dbałość o dobre stosunki z Rosją nadal jest „fe”, choć ewidentnie tracimy na tym gospodarczo. I to się zaczęło za ich rządów, nie za PiS. PiS ma smoleńską obsesję, psuje nasze stosunki na poziomie dyplomatycznym, ale to PO jest winna tego, że nie możemy eksportować, nie przyciągamy inwestorów rosyjskich, a społeczeństwa są poróżnione. Zresztą nie tylko Rosja nie chce w Polsce inwestować. Inne państwa też się boją. Bo u nas nie ma stabilności prawa. Przedsiębiorca nie ma gwarancji, że jak wejdzie w spór np. ze spółką Tauron, to sąd wyda w jego sprawie sprawiedliwy wyrok.

 

Wróćmy z wielkiego świata na Kielecczyznę, do Pana regionu. Kiedyś Świętokrzyskie było bastionem SLD. Co się stało?

Stało się wiele rzeczy, dochodziło do afer, potem do rozłamów. Paru polityków SLD uciekło do Palikota. Wszyscy wyobrażali sobie SLD jako skałę, która będzie trwać żeby nie wiem co. Okazało się, że to myślenie bardzo życzeniowe. Trzeba było wziąć się za bary z rzeczywistością. Teraz wiele rzeczy się zmieniło, działamy jak jedna polityczna pięść, zarówno w świętokrzyskim, jak w centrali. Wystawiamy kandydatów na burmistrzów, prezydentów, do sejmików. Ja sam startuję do sejmiku z okręgu Końskie-Starachowice-Skarżysko. Zgodnie z decyzją Rady Krajowej pierwsze miejsca na listach mają byli posłowie jak np. Jerzy Jaskiernia, ale też młodzi jak np. dr Łukasz Kozera. Nasz region przede wszystkim musi zawalczyć o to, żeby ludzie nie chcieli z niego wyjeżdżać. Przez lata nie korzystał tyle z UE, ile powinien. Należałoby zadbać też o uczelnie wyższe. Z nich też wielu wykładowców przeniosło się m.in. do Warszawy. Wciąż w niektórych powiatach mamy kilkunastoprocentowe bezrobocie. Świętokrzyskie jest słabo skomunikowane zresztą Polski, w zasadzie tylko z Warszawą jest przyzwoite połączenie. Z Łodzią czy Krakowem to nadal dramat. A to ważne dla inwestorów, którzy chcieliby dostarczać swoje towary do regionu. Prezydent Kielc, który urzęduje już chyba piątą kadencję, przed każdymi kolejnymi wyborami obiecuje lotnisko. Tylko że to już musztarda po obiedzie, skoro zbudowano lotnisko w Radomiu. Ale bajki na resorach nadal są opowiadane. Należy pielęgnować przemysł zbrojeniowy. To nasz największy atut.

 

Na koniec pozwolę sobie zapytać o wschodzące gwiazdy: Biedronia i Nowacką. On zdradził was z Palikotem, ona z PO. Mówiąc przy tym, że jesteście partią resentymentu do PRL, a dla niej „budowanie na tym polityki jest absolutnie nie do przyjęcia”…

To ciekawe, bo Barbara Nowacka była przecież jedną z twarzy naszej koalicji w 2015. Tworzyli ją ci sami ludzie, którzy dziś też startują z list SLD. Jej dołączenie do Koalicji Obywatelskiej jest dla mnie niezrozumiałe. Tak, bronimy ludzi, którzy wyrośli w PRL i należy nas za to chwalić, a nie czynić zarzuty, że naszym celem jest społeczeństwo inkluzywne.

 

A Biedroń? Nie boicie się, ze podbierze wam ludzi?

Najpierw może niech on się zdecyduje, w jakiej formule chce się objawić. Bo jak słucham, że chce współpracować z partią Macrona, to to nie ma nic wspólnego z lewicą. Pierwsze poważne wybory, w jakich wystartuje ze swoim ugrupowaniem, to będą wybory do Parlamentu Europejskiego. Jeżeli faktycznie zamierza inspirować się Macronem to rozumiem, że zasiądzie w ławach przeznaczonych dla europejskich liberałów, a nie socjalistów, tak jak my. Mimo wszystko nie zamykamy się na współpracę z Robertem Biedroniem, trzymamy za niego kciuki. Być może nasze drogi kiedyś się skrzyżują. Cenimy jego działalność publiczną, zwłaszcza w kwestii walki z homofobią. Nasze środowiska zawsze były sobie bliskie w sprawach światopoglądowych: dostępu do aborcji, świeckiego państwa, praw mniejszości.

 

Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać: zostawicie 500 plus?

Zostawimy. Ale zmodyfikujemy. Bo jest zrobiony po pisowsku, czyli prostacko. Nie zachęca do większej dzietności, tak jak miał zachęcać w założeniu. Teraz działa głównie jako program socjalny, tylko bardzo dziurawy. Chcielibyśmy rozwiązać problem m.in. wsparcia dla samotnych matek. I tu wolałbym postawić kropkę. O szczegółach pogadamy za rok.

 

Dziękuję za rozmowę.

Czarna dziura w centrum

Platforma Obywatelska jest partią dużą i nawykłą do rządzenia. Dlatego teraz przeżywa taką traumę. Nie jest partią zbytnio przywiązaną do swoich przekonań. Dlatego też dla wielu osób, także zbytnio do nich (poglądów) nie przywiązanych lub ich nie posiadających, bardzo wygodną. Taka duża partia działa na słabe jednostki jak czarna dziura w kosmosie. Wsysa je do siebie, a one po tym już nie mają szans na samodzielny byt polityczny i nie są w stanie wyrwać się z tej magmy bezideowości. Tak stało się z wieloma osobami, które zostały zwabione do PO i tam miały zachować swoją lewicową tożsamość. Nic takiego się nie stało.
Oto dawno, dawno temu europasłanka Hibner przeszła z SLD do PO. Podobnie było z posłem Rosatim. Przeszedł do PO z SLD poseł Arłukowicz. Czy ze swoją lewicową wrażliwością zawalczył o cokolwiek lewicowego w rządzie PO? Senatorem PO został Grzegorz Napieralski i jest to pewnie jego ostatnia kadencja w parlamencie. Były lider SLD wykopał sobie w PO polityczny grób. Na pogrzeb (polityczny) pewnie nikt nie przyjdzie i nikt nie będzie płakał.
Teraz przyszła kolej na Barbarę Nowacką. Będzie się zapierała, że poniesie w PO kaganek lewicowych idei. Nic z tych rzeczy. Potrzebna jest tylko do przyciągnięcia jej wyborców. Będzie to jednak trudne. Wyborcy Nowackiej to raczej zdeklarowani ludzie lewicy. PO tych chwiejnych wyborców na lewicy już dawno podkupiła. Nowacka będzie się także zapierać, że nie jest członkiem PO. Nie ma to większego znaczenia. De facto wpadła w tryby tej partii i co najwyżej może zostać zmielona przez nie i posłuży, jak wielu innych, za polityczny nawóz. PO nigdy nie była blisko lewicy i na pewno nie będzie, ale elektorat lewicy nadal będzie próbowała oszukiwać i podkupywać.
Do elektoratu lewicy nie mam pretensji skoro lewicowe partie nie umieją go do siebie przekonać, to tak się dzieje. Dziwię się naiwności lewicowych polityków. Może jednak oni wcale nie byli lewicowi. Tylko los tak zrządził, że na lewicy się znaleźli. Nie posiadając własnych poglądów dali się wciągnąć bezideowej, czarnej dziurze w politycznym centrum, która nie tylko od lewa, ale i z prawa wciąga wszystko, co popadnie.
W Wrocławiu także były takie przypadki. Słuch po wciągniętych do PO zaginął. Marne srebrniki, dawane chwilowo, nie są żadną zapłatą za utratę twarzy. No, ale twarz i poglądy najpierw trzeba mieć, by móc ją utracić. Tutaj raczej takie przypadki nie wchodziły w rachubę.

Flaczki tygodnia

Barbara Nowacka wybrała karierę polityczną w PO. Wybrała „mniejsze zło. I świetnie potrafi to uzasadnić. Bo kiedy PiS, ten śmiertelny wróg, stoi u bram samorządów, to nie czas na ideową estetykę. Wtedy jest czas realnej polityki.

***

W tej realnej polityce pieniądze Platformy Obywatelskiej, jej medialne wpływy, partyjne struktury mogą zagwarantować Nowackiej mandat radnej, a w przyszłości też miejsce w Parlamencie Europejskim, lub Sejmie RP. Dzięki takim mandatom Nowacka będzie mogła być w polskiej polityce. Działać realnie, a już nie jako wieloletnia „nadzieja polskiej lewicy”.
Będzie też mogła głosić tam swoje, liberalno-lewicowe poglądy. I będzie dalej ulubioną przez liberalne, komercyjne media polityczną celebrytka.

***

Barbara Nowacka poszła drogą Bartosza Arłukowicza. Wydeptaną wcześniej przez Dariusza Rosatiego, Danutę Hübner, Marka Borowskiego, Grzegorza Napieralskiego. Wszyscy oni, po skłóceniu z SLD, kontynuowali tam swoje kariery. Ale z biegiem lat porzucali lewicowe ideały, albo już nie eksponowali ich w mediach.

***

Wszystkie te gwiazdy lewicy, po zagnieżdżeniu się w Platformie, po chwilowej medialnej popularności, w końcu lądowały w jej drugim, politycznym szeregu. Ale źle im nie było. Danuta Hübner została unijnym komisarzem. Bartosz Arłukowicz przez pięć lat był nawet na pierwszej linii, ministrem zdrowia. Czy pamiętacie jakieś lewicowe reformy służby zdrowia wprowadzone przez „lewicową twarz w PO”, czyli Bartosza Arłukowicza?

***

Platforma Obywatelska nie pierwszy raz przed ważnymi dla niej wyborami pozyskuje z lewicy popularne postacie. Bo chce ocieplić swój, antysocjalny wizerunek. Chce syrenimi głosami pozyskanych lewicowych celebrytów zwabić głosy wyborców centro – lewicowych. W tym roku te głosy mogą mieć wagę mandatów decydujących o władzy w sejmikach. W Warszawie głosy pozyskane dla Trzaskowskiego przez Nowacką mogą zaważyć o zwycięstwie. Dla utrzymania samorządowej władzy konserwatyści i bezideowcy z PO zniosą lewicowe hasła głoszone na ich konwencjach przez Nowacką.

***

Barbara Nowacka była kreowana przez liberalne, komercyjne media, takie jak TVN, „Gazeta Wyborcza”, radio TOK FM oraz współpracujące z nimi lewicowe media, jak „Krytyka Polityczna”, na liderkę nowej, młodej lewicy.
Tej dobrej lewicy, bo nie związanej z SLD. Ta kreowana, nierzadko mistyfikowana, lewica miała być tym politycznym „dobrem”. W przeciwieństwie do SLD, który był i jest kreowany, na lewicę gorszego sorta. Dla polskiego młodego lewicowca głosowanie na SLD miało być i pewnie znów będzie, uznawane jako głosowanie na „mniejsze zło”.

***

Barbara Nowacka i jej polityczni przyjaciele od 2016 roku głosili, że muszą stworzyć własne ugrupowanie. Alternatywne wobec SLD. Także po to aby lewicowi wyborcy już nie musieli głosować na „mniejsze zło”. Czyli SLD.

***

Lata minęły. Okazało się, że poza grupami przyjaciół, jak stowarzyszenie Inicjatywa Polska, nowej lewicy nie udało się stworzyć lewicowej alternatywy dla SLD. Okazało się też, że Partia „Razem” dokonała samoizolacji i w przedwyborczych sondażach nie przekracza poziomu progów wyborczych. Co oznacza, że głosy oddane na nią mogą być stracone.
Jedyną lewicowa formacją przekraczającą progi wyborcze jest koalicja SLD – Lewica Razem. Ale ta koalicja jest zwalczana przez liberalne media, jako to „mniejsze zło”.

***

Dlaczego Barbara Nowacka decydując się na „wybór mniejszego zła”, wybrała „zło z PO”? W czym PO jest lepsza od SLD? Bo ma więcej wpływów w mediach, pieniędzy?

***

Usłyszałem opinię Barbary Nowackiej, że z SLD nie może startować w wyborach, bo SLD w swojej kampanii będzie bronić dorobku Polski Ludowej i ludzi zasłużonych w tamtej Polsce.
W 2015 roku Flaczki uosobione przez Piotra Gadzinowskiego były na liście wyborczej do Sejmu RP. Liście „Zjednoczonej Lewicy”, gdzie SLD był ważnym koalicjantem. Z okręgu warszawskiego. Barbara Nowacka była liderką tamtej listy. Nie przeszkadzało jej wtedy, że ja, umieszczony na ostatnim miejscu listy, stale w kampanii broniłem dorobku Polski Ludowej i „postkomuchów”.
Przeciwnie, była Barbara niezwykle pracowitą liderką listy i gdyby wszyscy ze Zjednoczonej Lewicy tak aktywnie pracowali w kampanii, jak ona, to pewnie koalicja Zjednoczona Lewica byłaby obecna w tym Sejmie.
Dziś słyszę opinie, że siedemdziesiąt tysięcy głosów jakie zdobyła wtedy Barbara Nowacka i dwadzieścia tysięcy jakie zdobył wtedy Dariusz Joński to jedynie zasługa ich osobowości. Ciekaw jestem jaki wynik osiągną oni startując teraz w barwach Koalicji Obywatelskiej, czyli PO.

***

Nie wszyscy działacze z Inicjatywy Polskiej przyłączyli się do Koalicji Obywatelskiej PO. Warszawska radna, Paulina Piechna-Więckiewicz, wybrana z listy SLD, potem członkini Inicjatywy Polskiej, uznała, że lepiej będzie realizować swe lewicowe poglądy startując w komitecie wyborczym Jana Śpiewaka i Partii „Razem”. Jeszcze inni postanowili poczekać na „lepsze czasy dla lewicy”.
Nie głosować.

 

PS. Opowiadając na liczne pytania, Flaczki potwierdzają, że naczelny „Trybuny” Piotr Gadzinowski będzie kandydował do Rady Miasta Warszawy z Ursynowa/Wilanowa z listy SLD – Lewica „Razem”. Bo nie wstydzi się dorobku Polski Ludowej i reprezentowania Polaków „gorszego sorta”.

Głos lewicy

Nie rozumiem Barbary Nowackiej

Inicjatywa Polska miała być progresywną siłą lewicową. Dlaczego to się nie udało, o to trzeba liderkę pytać – stwierdził Andrzej Rozenek, komentując informację o przyłączeniu się Inicjatywy Polskiej do Koalicji Obywatelskiej. Kandydat na prezydenta Warszawy, zaznaczył, że nie rozumie działania Barbary Nowackiej.
– Poczekajmy. Aż nie chce mi się wierzyć, że Barbara Nowacka będzie wspólnie z Grzegorzem Schetyną realizować jakiś projekt – ocenił Rozenek.
Polityk potwierdził także w TOK FM, że Sebastian Wierzbicki, przewodniczący SLD w Warszawie, namawia Paulinę Piechnę-Więckiewicz do powrotu.
– Jestem najlepszym dowodem na to, że można wrócić do Sojuszu. Po latach, po różnych zakrętach i wypowiedzianych słowach. Jest się przyjętym w sposób godny i naprawdę umożliwiający działanie – podkreślił polityk. Dodał też, że „SLD się zmieniło i warto wrócić”.
Gość TOK FM stwierdził, że „miejsce na listach pewnie by się znalazło” dla Pauliny Piechny-Więckiewicz. Jest cały czas lewicową działaczką, nie zmieniła swoich poglądów, a ostatnimi dniami dowodzi, że ma naprawdę dużo do powiedzenia w Warszawie – wyjaśniał Andrzej Rozenek.

 

Będzie proces

– Po pierwsze, skandaliczny artykuł. Po drugie, to dobrze, że redaktor naczelny podał się do dymisji i przeproszono. Po trzecie, to dobrze, że pan premier Leszek Miller zdecydował się na proces w tej sprawie – ocenił Włodzimierz Czarzasty skandal z okładką gazety „Fakt”, która ukazała się po tragicznej śmierci syna byłego premiera.
– Wszystko po to, aby „Fakt” oraz inne gazety były mądrzejsze w opisywaniu ludzkiej tragedii – podkreślił przewodniczący Sojuszu na antenie Polsat News.
– Będziemy premiera Millera wspierać, ale to są jego decyzje oraz rodzina, jego prywatna sprawa. Ja jestem do dyspozycji, SLD jest do dyspozycji, ale Leszek Miller będzie decydować w jakim zakresie mamy mu pomóc – poinformował Czarzasty.

Coming out Nowackiej

Barbara Nowacka zrobiła to, o czym pisałem parokrotnie.  Chciała być liderką na lewicy pod warunkiem, że inni zorganizują partię na jej modłę, w której ona będzie jej prezeską.

 

Sama okazała się być niezdolną do założenia partii na lewicy, bo jej Inicjatywa Polska to typowa medialna wydmuszka, która właśnie przestaje istnieć. Barbara Nowacka po klęsce w wyborach z 2015 roku obraziła się na SLD i zaczęła o tej partii mówić źle, a wręcz kłamać. Nie potrafiła się także dogadać ani z Biedroniem, ani z Zandbergiem, ani z ruchami miejskimi, ani kobiecymi. Zarazem powiadała, że lewica nie chce się dogadać. Nowacka na pewno nie chciała. Dzisiaj to widać aż nadto wyraźnie.
Jest jeszcze inne tło i kłótni na lewicy. Liberalne media („Gazeta Wyborcza”, TVN i TOK FM przede wszystkim) robiły wszystko by wyhodować sobie koncesjonowaną lewicę, która będzie przydatna politycznej centroprawicy. Dlatego drzwi w studiach nie zamykały się za Nowacką, Zandbergiem, Biedroniem czy Martą Lempart. Z drugiej strony wspomniane media same z siebie, od lat ostro zwalczały SLD, bo ta partia nie kwalifikowała się do urabiania na koncesjonowaną lewicę. Choć też i było za co ją krytykować.
Oczywiście lewica jest przede wszystkim winna rozbiciu sama sobie, ale to wspomniane media znacząco przyczyniły się do tego, że teraz rządzi PiS.
I tak oto kończy się żywot Nowackiej na lewicy. Widząc, że na lewicy poznali się na jej marności więc postanowiła pójść do Platformy na polityczny żołd. Zdradziła swoją Inicjatywę Polską, ale strata to niewielka, bo i ludzi tam było niewiele, ale jednak szkoda. Przypomnę, że to właśnie głosami PO zablokowano sztandarowy projekt Nowackiej o liberalizacji aborcji. Teraz Nowacka dogaduje się z tymi, którzy ten projekt wrzucili do kosza mydląc zarazem oczy opinii publicznej, ze lewica nie chce się dogadać, a SLD przede wszystkim i w PO one będzie hasła lewicy realizować. W takie bzdury nawet polityczny analfabeta nie uwierzy. Wchodząc w układ z PO Nowacka pokazuje, że cała jej lewicowość to przysłowiowy pic na wodę.
Wracając do roli wspomnianych mediów. Nie powiodło się im także promowanie Partii Razem. Nie jest ona w stanie ani zastąpić, ani wyprzeć SLD ze sceny politycznej. Obudziła się więc ostatnio jakaś refleksja. Że może jednak to SLD nie jest takie złe, jak to do tej pory tam malowano. Ale ile wiader brudnych pomyj na SLD wylano zarazem dezorganizując scenę polityczną na lewicy tego już się nie naprawi. Po szkodach jakie wspomniane media lewicy wyrządziły uważam, że względem lewicy wolno im zdecydowanie mniej. Ale to wołanie na puszczy, bo tam linia polityczna inna obowiązuje, a z autorefleksją też nie jest najlepiej.

Ja wiedziałem, że tak będzie

Osławiony „Pacewicz scenario” właśnie rozgrywa się na naszych oczach: świadczą o tym medialne doniesienia o tym, że oto Barbara Nowacka zasila listy Grzegorza Schetyny i namawia do tego resztę Inicjatywy Polska.

 

Nie bardzo przy tym wie, czy bardziej chce iść w stronę robienia z siebie ofiary, której nie dano wyboru („Czarzasty z Zandbergiem nigdy się nie dogadają!”; „SLD to partia sentymentu do PRL, budowanie na tym polityki jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia!”) czy wyższościowego odcinania się („Na lewicy wygrywają partykularyzmy i ego nad IQ”). Jednego przynajmniej nie ukrywa: chodzi jej o mandat.
Nowacka jest jak ten kolega z piosenki Grzegorza Halamy, co nie wziął ze sobą śpiworka do lasu, zarzekając się, że „do jasnej ciasnej, nie weźmie go”, a później zmarzł w nocy i spokorniał. I tak właśnie powoli kręci się smutny film o wzmacnianiu liberalnego molocha, którego recenzję napisał przed dwoma dniami Krzysztof Pacewicz na łamach „GW”. Tylko tutaj, prócz roli kolegi, który wchodzi właśnie do śpiworka sąsiada, mamy też rozpisany casting na rolę drugiego, który również nie wziął śpiworka, ale dla odmiany postanowił zamarznąć na śmierć.
Tym kolegą jest Partia Razem. I choć absurdalne wydają się oczywiście sugestie red. Pacewicza, że fioletowi powinni nagle wymazać gumką wszystkie postulaty pracownicze i ruszyć śladami Nowackiej prosto w kierunku nadstawionego do całowania tyłka liberalnego elektoratu – to publicysta ma stuprocentową rację w dwóch aspektach: pierwszy to taki, że Razem byłoby niewątpliwie trudnym koalicjantem. Drugi – że pomimo całego cennego poruszenia, które Razemici wywołują na ulicach, faktycznie niezbyt przekłada się to na głosy wrzucane do urny. Taki obrót sprawy jest, owszem! – winą liberalnego skrzywienia, które Polakom weszło zbyt mocno – ale nie tylko. Jest w tym też trochę winy Razem, które od początku kreowało się na Zosię Samosię polskiej polityki.
Ani postawa Nowackiej („nie chcieliście mnie, więc pójdę z kimkolwiek, nawet z ludźmi, którzy kilka miesięcy temu z pełną świadomością zatopili mój projekt”) ani Razem („prędzej śmierć niż jakikolwiek kompromis”) nie pozwoli na wprowadzenie choć ułamka lewicowych postulatów do parlamentu w kolejnej kadencji. Pierwszą zeżre i strawi potwór PO-N, drudzy pozostaną na marginesie. I faktycznie będziemy skazani na przyjmowanie z wdzięcznością socjalnych okruchów ze stołu PiS, gdy w sezonie jesiennym 2019 jedyną dostępną na Wiejskiej „lewicą” będzie garstka SLD bez żadnej mocy sprawczej i reprezentacja serduszkowego Biedronia o podobnym poziomie wpływu na rzeczywistość. W dodatku tym razem Razemici zyskają już na zawsze łatkę takich, co trwale pomogli w rozdrobnieniu. Tylko że tak być nie musi. Bo z katalogu dostępnych śpiworów jest na półce jeszcze jeden, trochę z przeceny, ale obiektywnie w całkiem niezłym standardzie. To model „Sojusz z Sojuszem”.
W Polsce mamy taki klimat, że przeciętnemu wyborcy Razem (mimo wyważonych i rozsądnych, w porównaniu np. do propozycji P. Jakiego, postulatów w kampanii samorządowej, oscylujących wokół realnych problemów polityki mieszkaniowej, socjalnej i transportu) nadal jawi się jako grupa odrealnionych radykałów. Współpraca z SLD, na razie na poziomie samorządowym, miałaby szansę fioletowych odczarować, za cenę naruszenia partyjnego integrity, ale bez odpuszczenia tematów uchodźców, stworzenia bardziej sprawiedliwego systemu podatkowego czy ukrócenia samowoli korporacji, deweloperów i banków.
Wielu działaczy Razem wyraża obawy, że SLD nie będzie traktować ich poważnie, przemocą przeforsuje własny program czy zepchnie aktywistów na dalsze miejsca na listach. Tylko że zależność ta jest obustronna. Sojusz ma gwarantowany wstęp do Sejmu, Razem z powodzeniem organizuje demonstracje uliczne. Podpisanie wspólnej deklaracji programowej oraz taktyczne sojusze samorządowe (takie jak w Poznaniu) to jedyna realna szansa na sprawdzenie, na ile obawy są uzasadnione. Jak słusznie zauważa Witold Mrozek w „GW”, SLD w wielu kwestiach, np. aborcji czy reform Balcerowicza „zawinił mniej niż się myśli”.
Jeśli Razem wybierze jednak samodzielność, budowanie oddolnych struktur i czekanie, aż wyborca dojrzeje do tego, by postawić akurat na to konkretne ugrupowanie – będzie to droga spójna, choć ryzykowna i chyba trochę ocierająca się o męczennictwo. Mam wiele szacunku dla niezłomnego trwania przy swoich racjach. Może to jednak kosztować Razem polityczne życie, a parlament – kolejną kadencję z ławami wypełnionymi liberałami niemal po brzegi.