Liga Mistrzów UEFA: Dwa gole Lewandowskiego w jubileuszowym występie

Z polskich piłkarzy rywalizujących w obecnej edycji Champions League jedynie Robert Lewandowski zaliczył udany występ w 4. kolejce spotkań. Kapitan reprezentacji Polski zdobył dwie bramki dla Bayernu Monachium w meczu z AEK Ateny (2:0). Był to setny występ „Lewego” w europejskich pucharach.

 

Swój setny mecz w europejskich pucharach Lewandowski okrasił jak na piłkarskiego snajpera przystało, strzeleniem dwóch gol. Kapitan reprezentacji Polski otworzył wynik w 30. minucie pewnie egzekwując rzut karny. Przy okazji futbolowi statystycy ogłosili, że „Lewy” jeszcze nigdy nie zmarnował „jedenastki” w Lidze Mistrzów. Drugie trafienie uzyskał w 71. minucie już z gry, pakując piłkę z pięciu metrów do siatki. Dzięki dwóm bramkom nasz znakomity piłkarz poprawił swój dorobek do 49 goli i awansował na szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów strzelców Champions League, wyprzedzając Ukraińca Andrija Szewczenkę i Szweda Zlatana Ibrahimovicia.

 

Pościg Lewego za Benzemą

Lewandowski dzieli tę lokatę z legendarnym Argentyńczykiem w hiszpańskich barwach Alfredo di Stefano, ale pewnie niedługo. Teraz celem „Lewego” jest przeskoczenie wyprzedzających go w zestawieniu Francuza Thierry’ego Henry i Holendra Ruuda van Nistelrooy’a, którzy maja po 50 goli na koncie. Na dogonienie czołowej czwórki nie ma szans – czwarty na liście Francuz Karim Benzema ma 59 goli i wciąż powiększa swój dorobek. W 4. kolejce także zaliczył dwa trafienia w spotkaniu z Viktorią Pilzno. Trzeci w stawce Hiszpan Raul Gonzalez już dawno zakończył karierę, ale ma na koncie 72 gole i na razie nie musi obawiać się zepchnięcia z podium. Podobnie jak drugi Argentyńczyk Lionel Messi z dorobkiem 105 bramek oraz prowadzący w klasyfikacji Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który w środę w meczu z Manchesterem United strzelił w Lidze Mistrzów po raz 121.

W klasyfikacji strzelców obecnej edycji Ligi Mistrzów Lewandowski znacznie jednak poprawił swoją lokatę. Z czterem trafieniami zajmuje drugie miejsce na spółkę z Anglikiem Harry’m Kane’m z Tottenhamu i Argentyńczykiem Paulo Dybala z Juventusu Turyn. Przed nimi z jednym golem więcej znajdują się Messi i Bośniak Edin Dzeko z AS Roma. Za tą piątką graczy z trzema bramkami na koncie plasują się Benzema, Francuz Antoine Griezmann (Atletico Madryt), Argentyńczyk Mauro Icardi (Inter Mediolan), Włoch Lorenzo Insigne (SSC Napoli), Brazylijczyk Gabriel Jesus (Manchester City, Chorwat Andrej Kramarić (Hoffenheim), Malijczyk Moussa Marega (FC Porto), Brazylijczyk Neymar (Paris Saint-Germain i Hiszpan David Silva (Manchester City). Rywalizacja o korone króla strzelców rozgrywek zapowiada się w tym sezonie na wyrównaną i przez to emocjonującą.

 

Zły czas dla Kamila Glika i Piszczka

Trwa kryzys AS Monaco. Drużyna Kamila Glika jest w katastrofalnym położeniu na wszystkich frontach. W grupie A Ligi Mistrzów jest na dnie tabeli, a do trzeciego FC Brugge traci trzy punkty. Ponieważ w dwóch ostatnich kolejkach zmierzy się z Atletico Madryt i Borussią Dortmund, trudno oczekiwać od ekipy z Księstwa Monako choćby zajęcia lokaty dającej prawo gry w Lidze Europy. Zmiana trenera Leonardo Jardima na Thierry’ego Henry nie przyniosła przełamania ani w krajowej lidze, ani w Champions League. AS Monaco nie potrafi wygrać meczu od 11 sierpnia. Porażkę u siebie 0:4 z FC Brugge Kamil Glik od 72. minuty przeżywał w szatni, bo musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Jego występy w reprezentacji Polski z Czechami i Portugalią stanęły pod znakiem zapytania.

We wtorkowy wieczór Łukasz Piszczek wyszedł na boisko w podstawowym składzie Borussii Dortmund. Były reprezentant Polski zaliczył tym samym 44. występ w Lidze Mistrzów w barwach tej drużyny, wyrównując klubowy rekord należący do Stefana Reutera, ikony dortmundczyków z lat 90. Nasz piłkarz zapewne już w następnej kolejce zostanie samodzielnym rekordzistą, ale wtorkowego występu przeciwko Atletico Madryt na stadionie Wanda Metropolitano nie zaliczy do udanych. Borussia przegrała 0:2 i chociaż awans do następnej fazy rozgrywek ma już de facto zapewniony, to gładka porażka po meczu sprzed dwóch tygodni, którym ekipa BVB rozgromiła Atletico u siebie 4:0, może świadczyć o lekkiej zadyszce dortmundczyków. A przecież w sobotę czeka ich mecz na szczycie Bundesligi z Bayernem Monachium.

 

Wpadki Szczęsnego i Krychowiaka

Krychowiak wtorkowej potyczki z FC Porto nie zapisze po stronie udanych występów. Reprezentant Polski zagrał przeciętnie, a jeszcze zawinił przy utracie pierwszej bramki, bo najpierw nie przerwał akcji w środku pola, a później nie upilnował rywala w polu karnym.

W jeszcze gorszym nastroju był zapewne jego dobry kolega z kadry Wojciech Szczęsny, który w meczu Juventusu Turyn z Manchesterem United (1:2) nie popisał się przy drugiej straconej bramce. Dla naszego reprezentacyjnego bramkarza ten mecz był podwójnie ważny, bo po drugiej stronie boiska między słupkami popisywał się David de Gea, jego być może przyszły konkurent w bramce Juventusu. Szczęsny zebrał za swój występ słabe oceny, chociaż w innych sytuacjach spisywał się bez zarzutu, a pod koniec meczu uratował swój zespół od utraty trzeciej bramki.

Arkadiusz Milik popisy kolegów z SSC Napoli w starciu z Paris Saint-Germain obejrzał z ławki rezerwowych, a Piotr Zieliński zaliczył kwadrans, lecz nie zachwycił. Takich mamy piłkarzy.

 

UEFA nie chce Superligi

Prezydent UEFA Aleksander Ceferin w publicznych wypowiedziach stanowczo sprzeciwia się pomysłowi utworzenia przez najbogatsze europejskie kluby elitarnej Superligi, alternatywy dla Ligi Mistrzów.

 

Plany stworzenia nowych rozgrywek z udziałem 16 najbogatszych europejskich klubów ujawnił portal „Football Leaks”. Okazało się, że pomysł zrodził się podczas tajnego spotkania przedstawicieli siedmiu największych klubów naszego kontynentu – Arsenalu Londyn, Barcelony, Bayernu Monachium, Juventusu Turyn, Manchesteru United, Milanu i Realu Madryt. Akces do grupy założycielskiej Superligi zgłosiły ponadto Chelsea Londyn, FC Liverpool, Manchester City i Paris Saint-Germain. Te jedenaście klubów w założeniu miałoby zagwarantowany udział w rozgrywkach przez dwadzieścia pierwszych sezonów, a stawkę uczestników w pierwszych edycjach uzupełniałyby drużyny Atletico Madryt, Borussii Dortmund, Interu Mediolan, Olympique Marsylia i AS Roma.

Narada odbyła się za plecami UEFA, co rzecz jasna od razu wywołało podejrzenia, że bogate kluby chcą zrealizować swój projekt kosztem Ligi Mistrzów. Nic dziwnego, że pomysł Superligi nie spodobał się w piłkarskim środowisku i jest mocno krytykowany. Wyraz niezadowoleniu dał między innymi prezydent europejskiej federacji Aleksander Ceferin.
„Realizacja tej idei zniszczy futbol. W zamkniętym systemie rozgrywek nie ma miejsca na solidarności i nie będzie mechanizmów stymulujących rozwój futbolu. Na dłuższym dystansie wszyscy przegrają, także kluby deklarujące chęć przystąpienia do Superligi. Dlatego zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby ona nie została powołana do życia” – zapewnił słoweński działacz w wypowiedzi udzielonej tygodnikowi „Kicker”.

 

Kibole wszędzie zachowują się tak samo

Kibice Herthy Berlin wszczęli rozróbę na stadionie Borussii Dortmund, a potem kontynuowali ją na ulicach. Według niemieckich mediów, ucierpiało 45 osób.

 

W sobotnim meczu dziewiątej kolejki Bundesligi Borussia Dortmund zremisowała 2:2 z Hertha Berlin. Gospodarze stracili prowadzenie w samej końcówce, bo goście doprowadzili do wyrównania już w doliczonym czasie gry. Ale po tym meczu więcej po drugiej stronie Odry mówiono o wybrykach kibiców Herthy, którzy odpalili na Signal Iduna Park zakazane materiały pirotechniczne. Gdy zrobili to po raz drugi, do zajmowanego przez nich sektora wkroczyli policjanci. Funkcjonariusze chcieli im skonfiskować tzw. sektorówkę oraz klubowe flagi, ale ponieważ były one częścią zaakceptowanej wcześniej przez policję oprawy meczowej, kibice stawili opór. Najbardziej aktywna była jedna z kibolskich grup, która świętowała 15-lecie założenia. Funkcjonariusze zostali zmuszeni do użycia pałek i gazu pieprzowego.

Według oficjalnego komunikatu komendy policji w Dortmundzie, w zamieszkach, które przeniosły się na ulice miasta, ucierpiało co najmniej 45 osób, z czego 35 osób z powodu użycia gazu, a pozostałe dziesięć wskutek przemocy fizycznej. Wśród poszkodowanych byli też policjanci, ale żaden nie odniósł poważnych obrażeń. Uczestnicy zamieszek byli filmowani i po rozpoznaniu zostaną im postawione zarzuty zakłócania porządku publicznego, stawiania oporu interweniującym funkcjonariuszom oraz wykorzystania zakazanych prawem środków pirotechnicznych. Kibole Herthy zdemolowali też toalety na stadionie w Dortmundzie, za co zostaną obciążeni kosztami naprawy.

Wydarzenia w Dortmundzie wywołały szok, głównie z powodu ich gwałtowności i skali przemocy. „To czarny dzień dla niemieckiego futbolu” – pisano w komentarzach.

 

Liga Mistrzów UEFA: Trzy zespoły z kompletem punktów

Rozgrywki Chapions League osiągnęły półmetek. Po trzech kolejkach spotkań tylko Borussia Dortmund, Juventus Turyn i FC Barcelona nie straciły punktów, a dwa pierwsze z wymienionych nie straciły nawet gola. Z polskich piłkarzy udane występy zanotowali Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny i Łukasz Piszczek.

 

Bayern Monachium po rewelacyjnym początku sezonu popadł w kryzys, za który niemieckie media obwiniły głównie trenera Niko Kovaca. Bawarczycy zaliczyli serię wpadek – ledwie zremisowali z Augsburgiem 1:1, potem przegrali z Herthą Berlin 0:2, zremisowali w Lidze Mistrzów z Ajaksem Amsterdam 1:1 i na koniec dostali ciężkie lanie od Borussii M’ngladbach 0:3. Kryzys mistrzów Niemiec stał się głównym tematem w sportowych mediach po drugiej stronie Odry, a że krytyka była potężna, to w końcu szefowie Bayernu zwołali specjalną konferencję i zrugali na niej dziennikarzy za łamanie wszelkich zasad. Ten wstrząs podziałał chyba jednak także na piłkarzy, bo po przerwie na mecze reprezentacji monachijczycy wrócili na zwycięską ścieżkę. Najpierw pokonali w Bundeslidze VfL Wolfsburg 3:1, a w miniony wtorek odnieśli cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, wygrywając na wyjeździe z AEK w Atenach 2:0.

 

Lewy w ”10” najskuteczniejszych

Znaczący udział w tych zwycięstwach miał Lewandowski, który w meczu z Wolfsburgiem strzelił dwa gole i zaliczył asystę, a w Atenach zdobył swoją kolejną bramkę w Champions League. Niemieckie media zgodnie podkreślają, że Bayern jest teraz zależny od polskiego piłkarza jak nigdy wcześniej, bo inni ofensywni gracze tej drużyny, zwłaszcza Thomas Mueller, Franck Ribery i Arjen Robben, są w ewidentnie słabszej formie.

Zmianę w hierarchii najlepiej ilustruje finał scysji, do jakiej na boisku w Atenach doszło między Lewandowskim a Robbenem. Holender miał do naszego piłkarza pretensje, że mu nie podał piłki, ale nagabywany na tę okoliczność przez dziennikarzy, skwitował sprawę krótko i w zgoła nie gwiazdorskim stylu: „Nie róbcie sensacji tam, gdzie ich nie ma. Takie rzeczy w meczu się zdarzają. Owszem, powinien podać piłkę w tamtej sytuacji, ale przecież ja te nie jestem bez grzechu. Wiadomo, że czasami też powinienem więcej się rozglądać na boisku”.

Dla Lewandowskiego gol strzelony ekipie AEK Ateny był szczególny, bo było to jego 47. trafienie w Lidze Mistrzów. Kapitan polskiej reprezentacji z tym dorobkiem zajmuje obecnie dziesiąta lokatę klasyfikacji wszech czasów. Za jego plecami zostali legendarni snajperzy Eusebio i Filippo Inzaghim, a przed nim szansa na wyprzedzenie kolejnych sław – Szweda Zlatana Ibrahimovicia i Ukraińca Andrija Szewczenkę (obaj mają po 48 trafień), legendarnego asa Realu Madryd Alfredo di Stefano (49 goli), Francuza Thierrego Henry (50 goli). W tym sezonie „Lewy nie ma raczej szans na dogonienie piątego w klasyfikacji Holendra Ruuda van Nistelroya (56 goli), a tym bardziej Francuza Karima Benzemy, bo on mimo słabej formy Realu Madryt do swoich obecnych 57 trafień na pewno w obecnych rozgrywkach coś dorzuci. Na czele klasyfikacji znajduje się Cristiano Ronaldo (120 bramek), drugi jest Leo Messi (103), a trzeci Raul (71). Żadnemu z nich Benzema, ani tym bardziej Lewandowski zagrozić w najbliższym czasie nie są w stanie, w Portugalczykowi i Argentyńczykowi raczej w ogóle.

 

Piszczek bliski klubowego rekordu

Z innych naszych piłkarzy powody do zadowolenia po trzeciej kolejce Ligi Mistrzów mieli też Łukasz Piszczek i Wojciech Szczęsny. Pierwszy zaliczył bardzo udany występ, a jego Borussia Dortmund rozgromiła aż 4:0 słynące przecież z żelaznej defensywy Atletico Madryt. Piszczek zebrał za swój występ wysokie noty. Niemieckie media doceniły nie tylko jego skuteczną postawę w defensywie, co poskutkowało powstrzymaniem kilku niebezpiecznych szarż „Los Rojiblancos”. „Był pewny i dynamiczny jak za najlepszych lat” – pisano w recenzjach. Mecz z Atletico był 43. występem Piszczka w Lidze Mistrzów, a że wszystkie zaliczył w barwach Borussii, niemal dogonił w liczbie gier klubowego rekordzistę Stefana Reutera. Niemiec ma jednak na koncie 44 spotkania i tego wyniku już nie poprawi, co oznacza, że Polak jeszcze w tej edycji zostanie nowym rekordzistą w ekipie BVB, która na półmetku prowadzi w swojej grupie z kompletem punktów i bilansem ośmiu strzelonych goli przy zerowych stratach.

Z kompletem zwycięstw i zerowym kontem po stronie strat bramkowych jest też Juventus Turyn, w czym sporą zasługę ma nasz reprezentacyjny bramkarz Wojciech Szczęsny. Ekipa „Starej Damy” w trzeciej kolejce pokonała na wyjeździe Manchester United 1:0. Media oczywiście najwięcej uwagi poświęciły powrotowi Cristiano Ronaldo na Old Trafford, ale zauważyły też bezbłędny występ Szczęsnego.

 

Ekipa PSG poskromiona przez Napoli

Niepokonany w krajowej lidze paryski potentat w Champions League już tak dobrze sobie nie radzi. W trzech meczach wygrał tylko ze słabiutką Crveną Zvezdą Belgrad, ale przegrał starcie z Liverpoolem, a teraz na własnym boisku nie poradził sobie też z SSC Napoli. Bramkę na 2:2 paryżanie zdobyli niemal w ostatnich sekundach spotkania. Dwaj nasi piłkarze grający we włoskim zespole tym razem wystąpili w roli rezerwowych. Piotr Zieliński pojawił się na boisku w 53. minucie, natomiast Arkadiusz Milik wszedł dopiero w samej końcówce, zmieniając w 84. minucie strzelca jednego z goli Driesa Mertensa.
Grzegorz Krychowiak dostał dobre noty, ale jego Lokomotiw Moskwa przegrał z FC Porto 1:3 i na półmetek dojechał z zerowym kontem. Tak samo jak AS Monaco Kamila Glika, które w tym sezonie fatalnie. Ale mecz z Club Brugge zawalił nasz reprezentant.

 

Jović zmotywował Lewandowskiego

Po czterech meczach bez wygranej z rzędu Bayern Monachium wrócił na zwycięską ścieżkę. Mistrzowie Niemiec pokonali na wyjeździe VfL Wolfsburg 3:1, a pierwsze skrzypce w zespole znów grał Robert Lewandowski. Kapitan naszej reprezentacji strzelił dwa gole i zaliczył asystę. Przyćmił go jednak Luka Jović z Eintrachtu, który zdobył pięć bramek.

 

Koncert „Lewego” wysoko oceniły zwykle krytyczne w ocenie jego gry niemieckie media, bo w pomeczowych recenzjach Polak najczęściej otrzymywał najwyższą notę „1” (w skali 1-6), co w Niemczech oznacza klasę światową. Lewandowski zaczynał mecz z Wolfsburgiem w takiej samej sytuacji jak grający z nim w Bayernie reprezentanci Niemiec – licząc łącznie występy w klubie i drużynie narodowej miał już za sobą sześć spotkań bez zwycięstwa, a jeszcze nie strzelił gola od 22 września. Monachijczycy pokazali jednak w tym meczu mistrzowski charakter – grając w osłabieniu po czerwonej kartce dla Arjena Robbena szybko odpowiedzieli na strzelonego przez gospodarzy kontaktowego gola, a na 3:1 podwyższył po podaniu „Lewego” James Rodriquez.

Dla Lewandowskiego to był pierwszy od marca tego roku występ w Bundeslidze, w którym strzelił więcej niż jednego gola (ostatni raz dokonał tego w wygranym 6:0 spotkaniu z Borussią Dortmund). W obecnym sezonie tylko raz miał lepsze osiągnięcie, gdy strzelił trzy gole Eintrachtowi Frankfurt w Superpucharze Niemiec, ale w spotkaniu z VfL Wolfsburg na dodatek zagrał na rewelacyjnym poziomie. Stwarzał sobie i kolegom sytuacje strzeleckie, rozgrywał akcje, uczestniczył w grze obronnej, słowem – znów był ważnym ogniwem zespołu. To dobry znak przed czekającą bawarskiego potentata morderczą serią – mecz z Wolfsburgiem był pierwszym z siedmiu, które mistrzowie Niemiec rozegrają w Bundeslidze, Lidze Mistrzów i Pucharze Niemiec w najbliższych trzech tygodniach.

Popis polskiego napastnika przyjęto w Niemczech z uznaniem, ale w miniony weekend w Niemczech większy zachwyt wzbudził 20-letni piłkarz Eintrachtu Frankfurt Luka Jović. Serb w wygranym 7:1 spotkaniu z Fortuną Duesseldorf (z reprezentantem Polski Marcinem Kamińskim w składzie) strzelił aż pięć goli i pod tym względem powtórzył wyczyn Lewandowskiego z 22 września 2015 roku, z pamiętnego meczu z VfL Wolfsburg w Monachium. „Lewy” był 13. piłkarzem w historii Bundesligi, któremu udało się dokonać takiego spektakularnego wyczyny, ale pierwszym w XXI wieku.

Jović jest czternastym zdobywcą „pięciopaka”, ale nasz piłkarz swoje pięć bramek zdobył w niespełna dziewięć minut, zaś Serb pierwsze trafienie zaliczył w 26. minucie, a ostatnie w 72. Nie ulega jednak wątpliwości, że Jović zaliczył swój najlepszy jak dotąd mecz w karierze i zwrócił swoim wyczynem uwagę na siebie możnych europejskiego futbolu. Niewykluczone, że znalazł się także na liście życzeń Bayernu, który powoli zaczyna rozglądać się za napastnikiem rokującym choćby zbliżoną skuteczność jaką prezentuje Lewandowski. Dwudziestolatek z Serbii musi jednak na ewentualny transfer zapracować kolejnymi golami, ale już okrzyknięto go najpoważniejszym konkurentem Polaka do korony króla strzelców.

Droga do zdobycia tego splendoru jednak daleka, bo Jović, choć ma siedem bramek na koncie, dzieli fotel lidera klasyfikacji snajperów z legitymującym się takim samym dorobkiem bombardierem z Borussii Dortmund Paco Alcacerem. A za tą dwójką czai się jeszcze grupa aż pięciu zawodników z dorobkiem pięciu trafień, w której oprócz Lewandowskiego są jeszcze Marco Reus (Borussia Dortmund), Sebastien Haller (Eintracht Frankfurt), Alassane Plea (Borussia M’gladbach) i Ondrej Duda (Hertha Berlin).

 

Pierwsza ligowa porażka Bayernu

Niko Kovac zaliczył pierwszą porażkę jako trener Bayernu Monachium. W sobotę w mistrzowie Niemiec przegrali z Herthą 0:2 i stracili prowadzenie w tabeli Bundesligi.

 

Zespół Bayernu, który od początku sezonu wygrywał wszystkie mecze, w środku tygodnia zremisował u siebie ligowe spotkanie z FC Augsburg (1:1), a w piątek doznał pierwszej porażki. „Te dwa mecze nam nie wyszły, ale problem byłoby, gdybyśmy zanotowali dziewięć takich występów” – bagatelizował porażkę Kovac. Co ciekawe, zdecydowanie bardziej krytyczne oceny swojej gry mieli jego podopieczni. „Mamy w drużynie tyle jakości, że stać nas na wygranie każdego meczu. Ale jeśli z tyłu dalej będziemy popełniać takie błędy, to może zapomnieć o zwycięstwach” – stwierdził bez ogródek reprezentacyjny obrońca Joshua Kimmich. Jego uwaga odnosiła się do błędu popełnionego przez Jerome Boatenga, który w dość niegroźnej sytuacji sfaulował w polu karnym Salomona Kalou i zafundował rywalom rzut karny, który na gola zamienił Vedad Ibisevic. Z kolei w sytuacji, po której drugiego gola dla Herthy strzelił były gracz Legii Ondrej Duda, pogubił się David Alaba.
A skoro o Dudzie mowa, słowacki piłkarz prowadzi w klasyfikacji strzelców i w piątkowy wieczór przyćmił słabo grającego Roberta Lewandowskiego. Kapitan polskiej reprezentacji dostał za swój występ bardzo słabe noty.
Porażka z Hertha kosztowała Bayern utratę prowadzenia w tabeli Bundesligi. Na pierwsze miejsce wskoczyła drużyna Borussii Dortmund, która po wygranej na wyjeździe z Bayerem Leverkusen 4:2 objęła prowadzenie z dorobkiem 14 punktów. Wiceliderem jest Bayern z 13 punktami, tyle samo „oczek” na koncie ma trzecia w zestawieniu Hertha. Warto też odnotować powrót Jakuba Błszczykowskiego do kadry VfL Wolfsburg. Na razie tylko na ławę, ale może wkrótce dadzą mu pograć.

 

Dziewięciu Polaków zgłoszonych do gry w Champions League

Dziewięciu polskich piłkarzy znalazło się w kadrach 32 zespołów, które we wtorek rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Ośmiu naszych zawodników ma w swoich klubowych zespołach mocne pozycje – są to Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund, Kamil Glik w AS Monaco, Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w SSC Napoli oraz Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa i oczywiście Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Większych szans na występy nie ma raczej najmłodszy ze zgłoszonych do Ligi Mistrzów polskich graczy, 19-letni bramkarz FC Liverpool Kamil Grabara. W angielskim klubie pierwszym golkiperem jest obecnie Brazylijczyk Alisson Becker, a drugim Belg Simone Mignolet. Ale już sam fakt, że trener „The Reds” Juergen Klopp wpisał młodego Polaka na „listę startową” jest dla tego utalentowanego bramkarza ogromnym wyróżnieniem.

Lewandowski w Lidze Mistrzów zdobył jak do tej pory 45 bramek, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych rozgrywek. Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo z dorobkiem 120 goli. Obaj napastnicy będą mieli okazję poprawić swoje osiągnięcia strzeleckie już w środę. Juventus zagra na wyjeździe z Valencią, a Bayern także na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Rekord Ligi Mistrzów innego rodzaju ustanowił hiszpański bramkarz FC Porto Iker Casillas, który we wtorek rozpoczął swój 20. sezon w Lidze Mistrzów. Nikt przed nim przez tyle lat nie występował w tych rozgrywkach. 37-letni obecnie hiszpański bramkarz zadebiutował w nich w barwach Realu Madryt w wieku 17 lat, w sezonie 1999-2000. Z zespołem, z którym był związany przez większość kariery, wygrał te rozgrywki trzykrotnie – w 2000, 2002 i 2014 roku.

 

Podzieleni na grupy w Lidze Mistrzów i Lidze Europy

W ubiegłym tygodniu UEFA dokonała losowania grup w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Pierwsze mecze na tym etapie rozgrywek zostaną rozegrane 18 września, a faza grupowa zakończy się w grudniu. W Lidze Mistrzów zagra ośmiu polskich piłkarzy.

 

W fazie grupowej tegorocznej edycji Ligi Mistrzów zobaczymy ośmiu polskich piłkarzy: Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium, Łukasza Piszczka z Borussii Dortmund, Kamila Glika z AS Monaco, Wojciecha Szczęsnego z Juventusu Turyn, Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego z Napoli oraz Grzegorza Krychowiaka i Macieja Rybusa z Lokomotiwu Moskwa. FC Liverpool co prawda zgłosił do rozgrywek 19-letniego Kamila Grabarę, ale nasz młody bramkarz ekipie „The Reds” jest dopiero numerem trzecim w hierarchii, po Brazylijczyku Alissonie i Belgu Simonie Mignoletcie, więc jego szanse na występ w Champions League są praktycznie zerowe.

W Lidze Europy też nie mamy zespołu, ale w kadrach 48 drużyn które znalazły się w fazie grupowej znalazło się ośmiu polskich piłkarzy. W Dynamie Kijów zagra Tomasz Kędziora, w Łudogorcu Razgrad Jacek Góralski i Jakub Świerczok, w azerskim Karabachu Agdam Jakub Rzeźniczak, w Girondins Bordeaux Igor Lewczuk, w KRC Genk Jakub Piotrowski, w Dinamie Zagrzeb Damian Kądzior, a w słowackim Spartaku Trnava wypożyczony w ostatniej chwili z Wisły Kraków Patryk Małecki.

 

Liga Mistrzów

Grupa A: Atletico Madryt, Borussia Dortmund, AS Monaco, Club Brugge
Grupa B: FC Barcelona, Tottenham, PSV Eindhoven, Inter Mediolan
Grupa C: PSG, SSC Napoli, Liverpool FC, Crvena Zevzda Belgrad
Grupa D: Lokomotiw Moskwa, FC Porto, Schalke 04, Galatasaray AS
Grupa E: Bayern Monachium, Benfica Lizbona, Ajax Amsterdam, AEK Ateny
Grupa F: Manchester City, Szachtar Donieck, Olympique Lyon, TSG Hoffenheim
Grupa G: Real Madryt, AS Roma, CSKA Moskwa, Viktoria Pilzno
Grupa H: Juventus, Manchester United, CF Valencia, Young Boys Berno

 

Liga Europy

Grupa A: Bayer Leverkusen, Łudogorec Razgrad, FC Zurich, AEK Larnaka.
Grupa B: FC Salzburg, Celtic Glasgow, RB Lipsk, Rosenborg Trondhem.
Grupa C: Zenit Petersburg, FC Kopenhaga, Girondins Bordeaux, Slavia Praga.
Grupa D: RSC Anderlecht, Fenerbahce Stambuł, Dinamo Zagrzeb, Spartak Trnawa.
Grupa E: Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Karabach Agdam, Worskła Połtawa.
Grupa F: Olympiakos Pireus, AC Milan, Real Betis, F91 Dudelange.
Grupa G: Villarreal CF, Rapid Wiedeń, Spartak Moskwa, Glasgow Rangers.
Grupa H: Lazio Rzym, Olympique Marsylia, Eintracht Frankfurt, Apollon Limassol.
Grupa I: Besiktas Stambuł, KRC Genk, Malmoe FF, Sarpsborg FF.
Grupa J: Sevilla FC, FK Krasnodar, Standard Liege, Akhisar Belediyespor.
Grupa K: Dynamo Kijów, FK Astana, Stade Rennes, FK Jablonec.
Grupa L: Chelsea Londyn, PAOK Saloniki, BATE Borysów, MOL Vidi

 

Ojciec małego piłkarza wzorcem dla PZPN

Nagrania wideo z treningów, jakie Artur Bywalec prowadzi ze swoim 6-letnim synkiem Kacprem, mają na Facebooku milionową oglądalność.

 

Artur Bywalec nagrywa fragmenty treningów z Kacprem i z początku pokazywał filmiki tylko najbliższym znajomym. Dopiero za ich namową zdecydował się opublikować je w sieci i ku swemu zaskoczeniu on i jego syn stali się sławni. Pisano o nich w gazetach, pokazywano w telewizji. Ojciec nie zapisał syna do żadnego piłkarskiego klubu, bo jego zdaniem byłaby to strata czasu. „W rocznikach jest za dużo dzieci, grupy są zbyt liczne i trenerzy często nad nimi nie panują. Nie są w stanie ogarnąć zbyt licznej grupy kilkulatków, bo jedni chcą się bawić, dwóch się szarpie, trzeciemu chce się pić. Zajęcia dobiegają końca i żaden z tych chłopaków niczego nowego się nie nauczył. Grupy powinny być mniejsze i powinna obowiązywać selekcja, ale klubom nie opłaca się jej robić, bo chcą więcej pieniędzy ze składek rodzic. I koło się zamyka” – twierdzi Bywalec.

Na pewno wie co mówi, bo jest nauczycielem wychowania fizycznego w klasach 1-3. Z wyróżniającymi się chłopakami trzeba od razu pracować nad techniką. Muszą jak najczęściej trenować i ze sobą rywalizować, wtedy podnosi się poziom w grupie. O tej zasadzie wie każdy trener, ale w polskim futbolu dzisiaj bezwzględny priorytet mają pieniądze i szkoleniowców w klubach rozlicza się z liczby zawodników i ściągalności składek. Artur Bywalec w żadnym klubie nie pracuje, choć 15 lat temu ukończył kurs i zdobył uprawnienia instruktora piłki nożnej. Teraz mu je PZPN odebrał, bo nie uczestniczył w tzw. kursie wyrównawczym. Niemal wszędzie w Europie uznano posiadane uprawnienia i tylko przypisano im nowe nazewnictwo, ale PZPN zażądał udziału w kursie, za który oczywiście należało zapłacić. Bywalec uznał, że jest to nie fair i odpuścił. Teraz bez papierów stał się dla wielu ludzi autorytetem, a rodzice oddają swoje dzieci pod jego opiekę. Prowadzi w tej chwili 15-osobową grupę i nie bierze za to pieniędzy, bo traktuje te zajęcia jako naukę także dla siebie.

Wbrew zarzutom internetowych hejterów nie jest tyranem dla syna. Trenuje z nim tyle, ile Kacprowi się chce, ale nie więcej niż półtorej godziny. Niekiedy ćwiczą cztery razy w tygodniu, czasem tylko raz. Nic na siłę. A 6-letni Kacper potrafi robić z piłką takie rzeczy, że do jego ojca dzwonią z Borussii Dortmund i Manchesteru City. Tylko z PZPN-u nikt nie dzwoni…

 

Liga Mistrzów UEFA: Elita coraz bardziej elitarna

W środę 29 sierpnia zakończyły się kwalifikacje do Ligi Mistrzów. W obecnej edycji tych rozgrywek po cztery drużyny mają Anglicy, Niemcy, Hiszpanie i Włosi, trzy Francuzi, po dwie Rosjanie, Holendrzy i Portugalczycy, a po jednej Grecy, Serbowie, Turcy, Belgowie, Czesi, Szwajcarzy i Ukraińcy. My musimy zadowolić się jedynie obecnością w ich zespołach ośmiu polskich piłkarzy.

 

Przed sezonem doszło do niewielkiej reorganizacji rozgrywek, a zmiany dotknęły przede wszystkim drużyny kwalifikujące się do Ligi Mistrzów. Zaledwie sześć spośród wszystkich drużyn biorących udział w eliminacjach awansowało do fazy grupowej, podczas gdy aż 25 ekip miało zapewniony udział na podstawie wyników osiągniętych w rozgrywkach krajowych, a jedno miejsce otrzymał triumfator poprzedniej edycji Ligi Europy (Atletico Madryt).

 

Liga dla najbogatszych

Udział w fazie grupowej, bez konieczności przechodzenia przez eliminacje, miały po cztery najlepsze drużyny z lig hiszpańskiej, niemieckiej, angielskiej i włoskiej. Francuzi i Rosjanie mieli zagwarantowane po dwa miejsca w fazie grupowej i jedno w III rundzie eliminacji, z kolei kolejni w rankingu UEFA Portugalczycy, Belgowie i Ukraińcy dostali jedno miejsce w fazie grupowej i jedno w III rundzie kwalifikacji. Pewne miejsce w fazie grupowej miała też czeska Viktoria Pilzno.

We wtorek występ w fazie grupowej zapewniły sobie: AEK Ateny (Grecja), Young Boys Berno (Szwajcaria) oraz Ajax Amsterdam (Holandia), w środę tej sztuki dokonały PSV Eindhoven (Holandia), Benfica Lizbona (Portugalia) oraz Crvena Zvezda Belgrad (Serbia). O prawo występu w LM walczył także mistrz Polski Legia Warszawa, ale już w drugiej rundzie kwalifikacji znalazł się za burtą. Wojskowi najpierw pokonali irlandzkie Cork City FC (1:0 i 3:0), ale w kolejnym dwumeczu zostali wyeliminowani przez Słowaków ze Spartaka Trnawa (0:2 i 1:0). Ci z kolei odpadli w kolejnej rundzie ze Crveną Zvezdą Belgrad (1:1 i 1:2), która w ostatnie batalii zapewniła sobie awans kosztem Red Bull Salzburg (0:0 i 2:2).

Obrońcą tytułu jest Real Madryt, który w maju na Stadionie Olimpijskim w Kijowie pokonał FC Liverpool. Był to trzeci z rzędu triumf „Królewskich” w tych elitarnych rozgrywkach. W obecnej edycji piłkarzom Realu będzie trudno podtrzymać serię zwycięstw, bo z klubu latem odeszli trener Zinedine Zidane i najlepszy zawodnik Cristiano Ronaldo. Portugalczyk przeniósł się do Juventusu Turyn, z którym Real wygrał w finale Ligi Mistrzów dwa lata temu 4:1.

Zmianie ulegną godziny rozgrywania meczów. Dotychczas wszystkie spotkania LM rozpoczynały się o godzinie 20.45, teraz będą odbywać się w dwóch porach – o godzinie 19:00 oraz 21:00. Pierwsza kolejka fazy grupowej odbędzie się w dniach 18-19 września, a ostatnia 11-12 grudnia. Finał zaplanowano na 1 czerwca 2019 roku na stadionie Wanda Metropolitano w Madrycie, gdzie na co dzień rozgrywa swoje mecze Atletico.

 

El Dorado nie dla polskich drużyn

W nowej odsłonie zmagań w Lidze Mistrzów polski futbol będzie reprezentować ośmiu piłkarzy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus (obaj Lokomotiw Moskwa), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński (obaj SSC Napoli) oraz Kamil Glik (AS Monaco). Awans we wtorek mogli wywalczyć jeszcze Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb) i Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), ale ich zespoły nie sprostały swoim przeciwnikom w ostatniej rundzie eliminacji.

Klęska polskich zespołów w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów jeszcze bardziej pogłębi finansową przepaść dzielącą polskie kluby od europejskiej elity. Ten blamaż nie ułatwi spółce Ekstraklasa SA negocjacji nowej umowy dotyczącej sprzedaży praw telewizyjnych, zwłaszcza że na europejskim rynku zaczęła się właśnie recesja w tym segmencie rynku. Kluby piłkarskie, także polskie, żyły dotąd w błogim przeświadczeniu, że ceny transmisji będą rosnąć o co najmniej 40-50 procent w każdym kolejnym cyklu. Tymczasem w Europie daje się zauważyć spadek progresji dochodów z tego tytułu. Pierwsze symptomy tego zjawiska już widać. W tym sezonie kluby z Anglii w letnim oknie transferowym wydały o 200 mln funtów mniej niż rok wcześniej. Ograniczenia wydatków na transfery i pensje dla zawodników po cichu zaczynają wprowadzać też kluby w Niemczech i Hiszpanii.
Zdaniem ekspertów spadek dochodów z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych oraz sponsoringu doprowadzi w ciągu kilku najbliższych lat do powstania już naprawdę elitarnej superligi piłkarskiej, do której zaproszenie dostaną wyłącznie najbogatsze i najbardziej nośne medialnie kluby. W tej lidze nie będzie kwalifikacji i nie będzie spadków, a zarobki zawodników będą regulowane systemowo. Polskiej drużyny w tym towarszystwie na pewno nie będzie.

 

Uczestnicy LM 2018-2019:

Manchester City, Tottenham Hotspur, Manchester United, FC Liverpool (Anglia), Real Madryt, Atletico Madryt, Valencia CF, FC Barcelona (Hiszpania), Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Schalke 04 Gelsenkirchen, TSG Hoffenheim (Niemcy), Juventus Turyn, SSC Napoli, AS Roma, Inter Mediolan (Włochy), Paris Saint-Germain, AS Monaco, Olympique Lyon (Francja), Benfica Lizbona, FC Porto (Portugalia), PSV Eindhoven, Ajax Amsterdam (Holandia), Lokomotiw Moskwa, CSKA Moskwa (Rosja), Viktoria Pilzno (Czechy), Club Brugge (Belgia), Szachtar Donieck (Ukraina), Galatasaray Stambuł (Turcja), Young Boys Berno (Szwajcaria), AEK Ateny (Grecja), Crvena Zvezda Belgrad (Serbia).

 

Wyniki IV rundy eliminacji:

AEK Ateny – Vidi FC 2:1 i 1:1; Dinamo Zagrzeb – Young Boys Berno 1:1 i 1:2; Dynamo Kijów – Ajax Amsterdam 1:3 i 0:0; AEK Ateny – Benfica Lizbona 1:1 i 1:4; PSV Einhoven – BATE Borisow 3:2 i 3:0, RB Salzburg – Crvena Zvezda Belgrad 0:0 i 2:2.