Za Piotra Zielińskiego chcą już 100 mln euro

Włoskie media podają, że SSC Napoli jest gotowe podnieść gażę Piotrowi Zielińskiemu, ale w zamian chce zwiększyć kwotę odstępnego do 100 mln euro.

 

Zieliński jest ponoć skłonny przyjąć ofertę Napoli, gwarantującą mu podwyżkę zarobków z 1,1 mln euro do 2,5 mln euro. Jak podają włoskie media, reprezentant Polski nową umowę ma podpisać zaraz po powrocie ze zgrupowania kadry narodowej. Klub z Neapolu jest w tej sprawie mocno zdeterminowany, bo utalentowanym 24-letnim pomocnikiem interesują się już takie europejskie potęgi, jak Real Madryt, Manchester City, FC Liverpool i Chelsea Londyn.

Dlatego działacze Napoli naciskają w negocjacjach z menedżerem polskiego piłkarza, żeby zgodził sie na usunięcie z kontraktu tzw. klauzuli odstępnego. Ponieważ spotkali się ze stanowcza odmową, w zamiana na podwyżkę uposażenia wymogli także podwyżkę kwoty odstępnego, ponoć chcą ją ustalić na poziomie 100 mln euro.

Nowy kontrakt ma obowiązywać przez pięć lat, co oznacza, że jeśli któryś z wymienionych wcześniej potentatów zdecyduje się Zielińskiego wykupić, uczyni go najdroższym polskim piłkarzem w historii. Napoli na takim transferze sporo zarobi, bo za Polaka w 2016 roku zapłaciło Udinese 20 mln euro.

 

Z życia UEFA: Wybierają piłkarza sezonu

W organizowanym przez UEFA plebiscycie na piłkarza sezonu 2017-2018 na placu boju zostało już tylko trzech zawodników: ubiegłoroczny triumfator Portugalczyk Cristiano Ronaldo, Chorwat Luka Modrić oraz Egipcjanin Mohamed Salah. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 30 sierpnia podczas piłkarskiej gali w Monako.

 

UEFA przy wyborze piłkarza sezonu bierze pod uwagę występy zawodników z europejskich klubów we wszystkich rozgrywkach krajowych i międzynarodowych. Sezon 2017-2018 zwieńczyły finały mistrzostw świata w Rosji, które jak pamiętamy wygrała Francja, pokonując w finale Chorwację. Trzecie miejsce zajęła Belgia, a czwarte Anglia. Przypomnijmy też, że Ligę Mistrzów po raz trzeci z rzędu wygrał Real Madryt, z Cristiano Ronaldo i Luką Modriciem w składzie, pokonując w finale FC Liverpool, w którym czołową postacią był Mohamed Salah. W Lidze Europy triumfowało natomiast Atletico Madryt, które w finale wygrało z Olympique Marsylia 3:0, a dwa z tych goli strzelił Francuz Antoine Griezmann. Ten piłkarz w czerwcu i lipcu był jednym z najlepszych zawodników w ekipie mistrzów rosyjskiego mundialu i gdyby położyć na szali jego dokonania z dokonaniami Salaha, Egipcjanin by te ważenie przegrał. Głównie z powodu bezbarwnego występu w Rosji. Mędrcy z UEFA z sobie tylko wiadomego powodu uznali, że żaden z francuskich piłkarzy, choć to mistrzowie świata, nie zasługuje na miejsce w czołowej trójce, z której zostanie wybrany piłkarz sezonu.

To zresztą nie jedyny idiotyzm w tym zestawieniu. W gronie 10 zawodników wytypowanych w pierwszym rzucie do nagrody nie znaleźli miejsca dla króla strzelców mundialu Harry’ego Kane’a, a wsadzili na listę Lionela Messiego, chociaż Barcelona w poprzednim sezonie nie odegrała żadnej znaczącej roli w Lidze Mistrzów, podobnie jak reprezentacja Argentyny w finałach mistrzostw świata. Messi bez wątpienia jest piłkarzem genialnym, ale nagrody indywidualne chyba jednak powinno się przyznawać za aktualne osiągnięcia, a nie dawne zasługi czy uznane nazwisko. Za nim kolejne miejsca zajęli: Kylian Mbappe (Francja, Paris Saint-Germain), Kevin De Bruyne (Belgia, Manchester City), Raphael Varane (Francja, Real Madryt), Eden Hazard (Belgia, Chelsea Londyn) i Sergio Ramos (Hiszpania, Real Madryt).

Te wybory dziwią tym bardziej, że w głosowaniu wzięło udział 80 trenerów drużyn, które rywalizowały w fazie grupowej Ligi Mistrzów (32) i Ligi Europejskiej (48) w minionym sezonie, a także 55 dziennikarzy z każdego z krajów członkowskich UEFA. Elektorzy musieli oddać swoje głosy jeszcze przed decydującą fazą mundialu w Rosji, dlatego strzelili tyle „baboli”. Wystarczy przejrzeć ich typy na wyróżnienia na poszczególnych pozycjach. Bramkarz sezonu: Alisson Becker (Brazylia, AS Roma/FC Liverpool), Gianluigi Buffon (Włochy, Juventus Turyn/PSG), Keylor Navas (Kostaryka, Real Madryt). Obrońca sezonu: Marcelo (Brazylia, Real Madryt), Sergio Ramos (Hiszpania, Real Madryt), Raphael Varane (Francja, Real Madryt). Pomocnik sezonu: Kevin De Bruyne (Belgia, Manchester City), Toni Kroos (Niemcy, Real Madryt), Luka Modrić (Chorwacja, Real Madryt). Napastnik sezonu: Lionel Messi (Argentyna, FC Barcelona), Cristiano Ronaldo (Portugalia, Real Madryt), Mohamed Salah (Egipt, FC Liverpool).

Kto zatem 30 sierpnia na gali w Monako odbierze nagrodę dla „Piłkarza sezonu 2017-2018”. Prawdopodobnie Modrić, którego wkład w wygranie przez Real Madryt Ligi Mistrzów był wprawdzie znacznie mniejszy od wkładu Cristiano Ronaldo (został królem strzelców rozgrywek), ale Chorwat lepiej wypadł z reprezentacją swojego kraju w mistrzostwach świata. Gdyby jednak jakim cudem wygrał Salah, cały ten plebiscyt byłby kosmiczną bzdurą. A bzdurą już jest, że czwarty jest Griezmann, kluczowy gracz drużyny mistrzów świata oraz Atletico Madryt, triumfatora Ligi Europy i Superpucharu UEFA.

 

Najdroższy bramkarz na świecie

Tylko kilkanaście dni Brazylijczyk Alisson Becker był najdrożyszym bramkarzem w historii futbolu. FC Liverpool wykupił go z AS Roma za 75 mln euro. Od minionej środy rekordzistą jest 23-letni Hiszpan Kepa Arrizabalaga.

 

Trener Chelsea Londyn Maurizio Sarri miał poważny problem do rozwiązania, bo belgijski bramkarz Thibaut Courtois zażądał transferu do Realu Madryt. Najlepszy golkiper mundialu w Rosji miał dwa mocne argumenty. Prywatny – bo w Madrycie na co dzień mieszka jego rodzina i dzieci oraz sportowy, bo po tym sezonie wygasał jego umowa z Chelsea, więc za rok i tak by odszedł ze Stamford Bridge, tyle że za darmo. Szefowie londyńskiego klubu próbowali jeszcze namówić Belga do przedłużenia kontraktu w zamian za gigantyczna podwyżkę uposażenia, ale gdy stanowczo odmówił, wyrazili zgodę na jego transfer do Realu za 38 mln funtów.

Jeśli trenujący z pierwszym zespołem Chelsea 18-letni polski bramkarz Marcin Bułka zwietrzył w tym transferze jakąś szansę dla siebie, musiał być nielicho rozczarowany wieścią, że londyński klub uruchomił tzw. klauzulę odstępnego za hiszpańskiego golkipera Athletic Bilbao Kepę Arrizabalagę. Za tego 23-letniego piłkarza baskijski klub zawinszował sobie aż 80 mln euro (71,6 mln funtów) i taką też kwotę Chelsea przelała na jego konto. I tak oto mało znany jak na razie Kepa Arrizabalaga został najdroższym bramkarzem w historii futbolu, bijąc rekord należący do Alissona Beckera, którego Liverpool sprowadził tego lata z Romy za 67 mln funtów (ok. 75 mln euro).

W poprzednim sezonie nowy nabytek Chelsea Londyn wystąpił w barwach Athletic Bilbao w 31 meczach, w których wpuścił 44 gole i tylko w siedmiu zachował czyste konto. W reprezentacji Hiszpanii zagrał tylko raz, w meczu towarzyskim. Jak na gracz za 80 „baniek” są to osiągnięcia raczej więcej niż przeciętne.

 

Eto’o jest do wzięcia

Słynny kameruński piłkarz Samuel Eto’o po pół roku gry odszedł z tureckiego Konyasporu za porozumieniem stron. 37-letni napastnik w przeszłości był czterokrotnie wybierany na najlepszego piłkarza Afryki (2003-2005 i 2010).

 

Do Konyasporu Eto’o trafił w styczniu tego roku i w 13 ligowych meczach zdobył sześć bramek. Wcześniej grał w znanych europejskich klubach. W latach 1997-2000 jako zawodnik Realu Madryt był wypożyczany do Leganes, Espanyolu i Realu Mallorca. Później występował w Barcelonie (2004-2009), Interze Mediolan, Chelsea Londyn, Sampdorii Genua, a przed przejściem do Konyasporu w innym tureckim klubie – Antalyasporze. Eto’o ma w dorobku mistrzostwo olimpijskie wywalczone z młodzieżową reprezentacją Kamerunu w Sydney w 2000 roku. Z pierwszą reprezentacją swojego kraju wystąpił w czterech mistrzostwach świata (1998, 2002, 2010 i 2014). Rozegrał w narodowych barwach 118 meczów, w których zdobył 56 bramek.

 

W Anglii szkolą nam bramkarzy

W miniony weekend w meczach towarzyskiego cyklu International Champions Cup polski futbol reprezentowało trzech nastolatków.

 

W angielskiej Premier League mamy dwóch bramkarzy – Łukasza Fabiańskiego w West Ham United i Artura Boruca w Bournemouth. Niewykluczone, że wkrótce dołączą do nich Marcin Bułka w Chelsea Londyn i Kamil Grabara w FC Liverpool. Obaj znaleźli się w kadrach swoich klubów na letnie zgrupowania przed sezonem i dostali od trenerów szanse występu w rozgrywanych za oceanem towarzyskich meczach cyklu International Champions Cup. 18-letni Marcin Bułka zagrał jedną połowę spotkania z Interem Mediolan i zebrał za swój występ życzliwe recenzje.

O rok starszy Kamil Grabara rozpoczął mecz z Manchesterem United w wyjściowym składzie i w 14. minucie popisał się efektowną „kiwką” w polu karnym, na którą dał się nabrać napastnik rywali Alexis Sanchez. Młody polski bramkarz puścił gola, ale genialnego strzału z rzutu wolnego Pereiry nie obroniłby nawet Alisson Becker, który będzie w tym sezonie pierwszym golkiperem Liverpoolu.

Warto też odnotować udane występy w Bayernie Monachium 18-letniego pomocnika reprezentacji Polski juniorów Marcela Zylly.

 

Wojna o Hazarda

Angielskie media donoszą, że Chelsea Londyn odrzuciła złożoną przez Real Madryt ofertę wykupu Edena Hazarda. „Królewscy” za belgijskiego napastnika są ponoć skłonni zapłacić nawet 200 mln euro.

 

Kibice „Królewskich”, którzy w Hazardzie widzieli następcę Cristiano Ronaldo, chyba będą musieli obejść się smakiem. Dziennik „The Mirror” twierdzi bowiem, że Chelsea odrzuciła ofertę opiewającą na kwotę 200 mln euro, niewiele mniejszą od tej, za jaką opuścił Barcelonę Neymar, aktualny transferowy rekordzista (222 mln euro). Na pocieszenie Bmoże awansować na trzecie miejsce na liście płac angielskiej Premier League. Rosyjski właściciel Chelsea Roman Abramowicz wyraził zgodę na znaczącą podwyżkę uposażenia 27-letniego belgijskiego gwiazdora, któremu teraz płaci „tylko” 250 tys. euro tygodniowo, a gotów jest płacić 335 tys. euro. Więcej zarabiają już tylko grający w angielskiej lidze Chilijczyk Alexis Sanchez (550) i Niemiec Mesut Oezil (390).

 

Lewandowski poszedł na całość

Początek zgrupowania reprezentacji Polski w Arłamowie zdominowała wieść, że Robert Lewandowski poprosił władze Bayernu Monachium o zgodę na odejście. Kapitan biało-czerwonych w przededniu mundialu rozpoczął więc grę, która może go wynieść jeszcze bardziej w górę, ale równie dobrze zepchnąć w dół.

 

Gdy dwa lata temu przed Euro 2018 najzamożniejsi z reprezentantów Polski przybywali do Arłamowa drogą powietrzną, było budzącą w Polsce mieszane uczucia ekstrawagancją. Dzisiaj widok Lewandowskiego, Szczęsnego i Krychowiaka wysiadających z helikoptera mało kogo u nas szokuje i drażni. Większość może nawet odczuwa dumę, że nasi najlepsi piłkarze w niczym nie różnią się od futbolowych gwiazdorów z innych krajów. Ale ta duma rodzi też oczekiwania, że na rosyjskich boiskach biało-czerwoni będą bić się o najwyższe laury. Apetyty kibiców są ogromne i wciąż rosną, mimo stonujących mocarstwowe ambicje wypowiedzi działaczy PZPN, trenerów kadry i samych piłkarzy. Nikt nie ma przy tym wątpliwości, że kluczem do sukcesu będzie forma prezentowana przez lidera kadry i jej najlepszego strzelca i zawodnika od kilku lat. Dlatego wszystko co jest związane z Lewandowskim nie umyka uwadze tłumów i każda jego decyzja jest akceptowana. Nawet tak karkołomna jak zmiana klubu.

 

Gra dla Bayernu wyczerpuje

Miniony sezon Bundesligi był dla „Lewego” dość wyjątkowy. Po raz pierwszy odkąd trafił do monachijskiej drużyny grał mniej niż zwykle. Potwierdzają to statystyki. W sezonie 2017-2018 Lewandowski wystąpił w 48 spotkaniach, rozgrywając łącznie 3757 minut. W poprzednich rozgrywkach rozegrał wprawdzie o jeden mecz mniej, ale na boisku przebywał o 300 minut dłużej. Jeszcze więcej minut na boisku spędził w rekordowym dla niego sezonie 2015-2016, w którym w 51 meczach zaliczył aż 4236 minut. „W tym sezonie to nawet można było powiedzieć, że wypadłem z rytmu meczowego, co pewnie było widać na boisku. W końcu nie musiałem już z niecierpliwości czekać na koniec rozgrywek, częściej nie mogłem się wręcz doczekać, kiedy wrócę do gry. W tym roku nie jestem przemęczony, choć i tak meczów rozegrałem dużo, a sezon był długi. Różnica dla mnie jest jednak spora” – przyznał Lewandowski podczas środowej konferencji prasowej w Arłamowie.
Dwa lata temu intensywna eksploatacja w Bayernie odbiła się na jakości gry „Lewego” w mistrzostwach Europy we Francji. Brakowało mu dynamiki, którą zachwycał w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. „Porównując ile grałem w sezonie poprzedzającym Euro, a ile teraz, to różnica jest duża. I mam nadzieję, że na mistrzostwach świata w Rosji wypoczęty i dobrze przygotowany do gry będę mógł jeszcze więcej dać naszej reprezentacji” – przekonuje Lewandowski.

 

Teraz albo już nigdy

Kapitan biało-czerwonych ma opinię zimnego profesjonalisty, który starannie planuje swoją piłkarska karierę. Skoro zdecydował się na podjęcie próby odejścia z Bayernu Monachium na trzy lata przed wygaśnięciem kontraktu, musiał przekalkulować wszystkie plusy i minusy tej decyzji. Jeśli zaliczy udany występ na mundialu, okraszony golami i awansem reprezentacji Polski co najmniej do fazy play-off, jego rynkowa wartość nie zmaleje. W medialnych spekulacjach pojawia się informacja, że Chelsea Londyn jest gotowa zapłacić Bayernowi za transfer polskiego napastnika 90 milionów funtów. I taka też mniej więcej kwota pojawia się ponoć w ofercie złożonej przez Manchester United.
Nie bardzo natomiast wiadomo dlaczego w plotkach transferowych wiązanych z nazwiskiem Lewandowskiego pojawia się Paris Saint-Germain oraz dlaczego przestał pojawiać się Real Madryt. Ponieważ Bayern jak na razie nie zajął żadnego oficjalnego stanowiska w tej sprawie, trzeba przyjąć, że albo wszystkie wcześniejsze deklaracje szefów bawarskiego potentata zapewniające o pozostaniu „Lewego” na Allianz Arenie nadal obowiązują, albo zostały odwołane i wszystko jest możliwe, czyli także transfer do Realu Madryt.

Lewandowski w Arłamowie nie chciał rozmawiać o zmianie klubu i zasłonił się stwierdzeniem, że od tego ma agenta żeby sam mógł się skupić wyłącznie na przygotowaniach do mundialu. Od myślenia o tych sprawach jednak tak całkowicie odciąć się nie będzie mógł, bo wprawdzie w Bayernie „Lewy” jeszcze sobie całkowicie mostów nie spalił, ale w razie niepowodzenia biało-czerwonych na mundialu oraz fiaska transferowych zabiegów Phiniego Zahaviego, powrót do bawarskiego klubu stanie się dla „Lewego” prawdziwą katorgą.

 

Pieszczenie gwiazdora

Dla trenera Adama Nawałki to w sumie wygodna sytuacja, bo podwójnie zmotywowany do gry Lewandowski to prawdziwy dar niebios dla każdego szkoleniowca, a dla reprezentacji Polski w szczególności, albowiem nie jest żadną tajemnicą, że sam „Lewy” stanowi połowę jej sportowej wartości. Napastnik Bayernu jest więc przez selekcjonera biało-czerwonych traktowany na wyjątkowych zasadach. Nie musiał przyjeżdżać do Juraty, a w Arłamowie dostał indywidualny tok treningów uwzględniający przeciążeniowy uraz lewego kolana. Inni kadrowicze znoszą bez szemrania widok Lewandowskiego wędrującego w klapkach do gabinetu fizjoterapeuty, gdy sami w pełnym słońcu muszą zasuwać po boisku.

Przynajmniej na razie, bo nie jest też tajemnicą, że „Lewy” ma sporo do powiedzenia w reprezentacji i jak ktoś go bardzo wkurzy albo mu się w czymś nie spodoba, to potrafi skutecznie takiego delikwenta wyeliminować ze swojego otoczenia. Czyli inaczej mówiąc, pozbyć się z kadry. Ale to jest niepisany przywilej wszystkich gwiazdorów, z którego każdy w mniejszym lub większym stopniu korzysta. A Lewandowski poza tym nie ma wyboru, bo teraz potrzebuje wsparcia ze strony kolegów jak nigdy wcześniej.

Abramowicz trzymany z dala od Chelsea

Napięte relacje między Wielką Brytanią a Rosją niespodziewanie skomplikowały życie właścicielowi Chelsea Londyn Romanowi Abramowiczowi.

Rosyjski miliarder, który od 15 lat jest właścicielem klubu piłkarskiego Chelsea i który od tylu też lat mieszka w Londynie, stał się nieoczekiwanie ofiarą napiętych stosunków brytyjsko-rosyjskich. Władze Wielkiej Brytanii zwlekają z odnowieniem jego wizy, przez co Abramowicz nie może wrócić do Londynu. Sprawa zrobiła się głośna gdy rosyjski oligarcha nie pojawił się na finałowym meczu Pucharu Anglii, w którym jego Chelsea pokonała Manchester United. Miliarder znany jest z zaangażowania w sprawy swojego klubu, więc jego nieobecność nie mogła przejść niezauważona. Jak ustaliły tamtejsze media, Abramowicz przebywał dotąd na Wyspach Brytyjskich na podstawie wizy inwestycyjnej Tier 1, którą trzeba regularnie odnawiać. Tym razem jednak Home Office, czyli rządowy departament zajmujący się między innymi sprawami imigracji, zwlekał z przedłużeniem wizy bez podawania wyraźnych przyczyn. Wiadomo jednak, że takie potraktowanie Abramowicza ma związek z politycznym napięciem jakie ma miejsce od marca po próbie otrucia podwójnego agenta Siergieja Skripala i jego córki, o co Brytyjczycy oskarżają Rosję, a która te oskarżenia kategorycznie odrzuca.

W Wielkiej Brytanii od dawna słychać też już głosy, że trzeba przyjrzeć się także mieszkającym tam rosyjskim bogaczom. Nasiliły się one w ostatnich tygodniach. Londyn stanowił jeden z ulubionych kierunków migracji rosyjskich miliarderów i ich pieniędzy. Między 2008 a 2015 rokiem Wielka Brytania przydzieliła tzw. Wizy inwestorskie około 700 Rosjanom. Wizę taką otrzymywali biznesmeni, którzy mieli zainwestować na Wyspach przynajmniej 1 mln funtów. Potem ten próg podniesiono do 2 mln funtów. Dla Abramowicza to są drobne kwoty. Jego majątek magazyn „Forbes” szacuje na 11 mld dolarów. Rosjanin oprócz akcji Chelsea Londyn ma też większościowe udziały w spółce Evraz produkującej stal, która ma siedzibę w Londynie oraz w Norilsk Nickel, rosyjskim potentacie w produkcji niklu i palladu. Abramowicz w Rosji jest uważany za 11. najbogatszego obywatela tego kraju. Jego aktywami zarządza firma inwestycyjna Millhouse. W Londynie mieszka w posiadłości położonej przy najdroższej ulicy Londynu – Kensington Palace Gardens.