Bez układu nie da rady

Mimo bierności polskiego rządu, nasi producenci wciąż mają szanse, aby skutecznie zaistnieć na chińskim rynku i zwiększyć eksport.

W Polsce określenie układ budzi pejoratywne skojarzenia. W Chinach guanxi, czyli układ, otwiera drogę do sukcesu. Sam fakt pochodzenia kontrahenta z zachodu, kojarzonego z pieniędzmi, uchyla w Chinach wiele drzwi. Tym niemniej, wiele z tych drzwi nie otworzy się szerzej, jeśli nie będziemy potrafili wejść w guanxi. Zatem znajomość chińskich realiów może znacząco wpłynąć na to, czy chiński partner będzie lubił i szanował swego polskiego kontrahenta, czy może większym szacunkiem obdarzy jego pieniądze.
Nie ma jednej recepty na udany biznes z Chinami. Nie ma określonego wzoru, przepisu czy magicznego zaklęcia, gwarantującego sukces na tym ogromnym rynku. Istnieje jednakże klucz do rozpoczęcia całego procesu tak, by szansa na powodzenie biznesu była jak największa. Tym kluczem jest wiedza, cenna dla wszystkich – importerów i eksporterów.
Taką wiedzą – użyteczną, popartą praktyką – podzielili się eksperci debat i seminariów organizowanych podczas trwania Kongresu Gospodarczego Europy Centralnej i Wschodniej. Jedna z ekspertek, Paulina Kiełbus-Jania mówiła właśnie o wpływie chińskiej kultury na negocjacje biznesowe.
Kongres odbywał się jednocześnie z China Homelife Poland, największymi w Europie Centralnej i Wschodniej targami artykułów chińskich. Ofertą wystawców zainteresowało się wiele tysięcy handlowców, przedsiębiorców i gości odwiedzających targi. Tegoroczna edycja została wzmocniona o filar eksportowy – targi Export Expo. Regionem patronackim targów było Mazowsze.
– Dynamika kolejnych edycji targów China Homelife w Polsce świadczy o rosnącej wadze tego wydarzenia. Ważne, że zdecydowano o zorganizowaniu targów Export Expo, co umożliwia ekspozycje towarów produkowanych w naszym regionie Europy – oświadczył marszałek Mazowsza Adam Struzik.
Na targi, odbywające się w Ptak Warsaw Expo w dniach 29-31 maja, przyjechało około 1100 wystawców ze wschodniego wybrzeża Chin (prowincje Zhejiang, Guangdond, Anhui, Shandong) oraz Hongkongu. Reprezentują ogromny potencjał. Sama tylko prowincja Zheijang zajmuje prawie jedną trzecią obszaru Polski. Zamieszkuje ją ponad 55 milionów ludzi. Stolica prowincji, Hangzhou jest ważnym centrum gospodarczym. W ubiegłym roku odwiedziło ją ponad 180 milionów turystów. Te liczby dają wyobrażenie o rynkowym potencjale chińskich partnerów.
W Polsce zjawili się przedstawiciele czołowych marek, jak ASD, Longliqi, Hengyi Petrochemical, Chunfeng Garment, Double Gun, Rider Intelligence, Jinfulai, Huajian i wiele innych. Proponowali produkty z branż takich jak elektronika, materiały budowlane, meble, odzież i tekstylia, oświetlenie, wyposażenie domów, dekoracje.
Na stoiskach obecni byli certyfikowani dostawcy i producenci, sprawdzeni już kontrahenci, gwarantujący jakość oferowanych wyrobów i sprawną dostawę.
Podkreślał te wartości Xu Ming, sekretarz generalny urzędu miasta Hangzhou, podczas gali Europejskich Laurów Przedsiębiorczości. Mówił o jakości działania: – Jakość jest życiem produktów. Ma szczególne znaczenie na rynku europejskim – a my stawiamy właśnie na jakość. Mam nadzieję, że dzięki jakości nasze wyroby zdobędą odbiorców na rynkach światowych.
Jak podsumował Marek Traczyk, prezes Warszawskiej Izby Gospodarczej, na zaproszenie WIG na targi przyjechało prawie 2000 handlowców z krajów z Europy Centralnej i Wschodniej – a także przedstawiciele ponad 50 izb i organizacji gospodarczych z Białorusi, Chorwacji, Czech, Litwy, Łotwy, Mołdawii, Polski, Rosji, Słowacji, Ukrainy.
Warto tu zwrócić uwagę na Izbę Przemysłowo-Handlową z Petersburga bo to jedna z najstarszych i największych takich organizacji w Rosji. Zrzesza ponad 4000 rosyjskich i zagranicznych małych, średnich i dużych firm, współpracuje z izbami z 70 krajów. Teraz kolejną umowę o współpracy zawarła właśnie z Warszawską Izbą Gospodarczą.
O potrzebie rozwijania kontaktów gospodarczych z Chinami świadczy fakt, że wystawcy odnotowali wyraźny wzrost zainteresowania swymi produktami. Pomogło w tym zapraszanie handlowców do odwiedzenia targów z zapewnieniem im transportu i poczęstunku, a dla gości z zagranicy także noclegu. Łącznie przyjęto około 5000 przedsiębiorców.
Targi dały możliwość dokładnego zapoznania się z asortymentem oferowanych towarów. Przyjechali handlowcy z całej Polski, spotykali się kupcy z dostawcami. Przede wszystkim jednak można było umocnić to, co najważniejsze w relacjach biznesowych: wzajemne zaufanie – i przyczynić się do zacieśnienia współpracy pomiędzy przedsiębiorcami z Chin i Polski.
Organizatorzy zaproponowali dobrze przyjęty program, dzięki któremu do przedsiębiorców dobierani byli odpowiedni chińscy producenci. W przypadku bariery językowej zawsze można było rozmawiać za pośrednictwem tłumacza.
Targi China Homelife Poland organizowane są w naszym kraju przy współpracy z Warszawską Izbą Gospodarczą. Stanowią one międzynarodową markę – pod taką samą nazwą podobne targi odbywają się w 13 regionach świata. China Homelife Poland są jedyną w tej części Europy edycją tego wydarzenia i obejmują swym zasięgiem 16 krajów Europy Centralnej i Wschodniej.
Kolejna, dziewiąta edycja targów planowana jest na maj 2020 roku. Po raz czwarty będzie im towarzyszył Kongres Gospodarczy Krajów Europy Centralnej i Wschodniej. Wiadomo już, że więcej powierzchni zajmą wystawcy w strefie targów Export Expo – nie tylko z Polski, bo przyjadą także eksporterzy z innych państw Europy Centralnej i Wschodniej.
Dla Chin jest to ważna platforma do realizacji wielkiego projektu handlowego „Jeden Pas, jedna Droga”. Dla polskiej gospodarki – szansa, że skorzystamy z tego projektu jako liderzy tej części Europy.
O korzyściach płynących z obecności na targach i kongresie mówili przedstawiciele wszystkich zaproszonych izb, deklarując już udział w następnej edycji zjazdu samorządów gospodarczych Europy Centralnej i Wschodniej organizowanych pod egidą Warszawskiej Izby Gospodarczej.
Targi i kongres mogą stworzyć platformę wspólnego handlowego dialogu przedsiębiorców chińskich i europejskich. Na razie jest to raczej handlowy monolog, w którym rola głównego dostawcy przypada Chinom. Wiadomo, że nie zrównoważymy chińskiego eksportu, ale, zwłaszcza przy okazji takich imprez, trzeba robić wszystko, aby partnerów z Państwa Środka zainteresować polskimi wyrobami.
Dlatego na targach swoje produkty i usługi proponowali nasi przedsiębiorcy z branż takich jak przetwórstwo rolno-spożywcze, turystyka, kosmetyki, meble, spedycja międzynarodowa, platformy e-commerce.
Kontaktami z importerami z Chin szczególnie zainteresowana jest branża rolno-spożywcza, bo nadzieje na poprawę naszego bilansu handlowego eksperci pokładają zwłaszcza w żywności. Polska ma tu ogromne możliwości, ale w eksporcie przeszkadza zawiła biurokracja, bariery, celne, transportowe i kulturowe. Na razie do Państwa Środka wysyłamy głównie kurczaki i indyki, natomiast eksport wieprzowiny jest nadal blokowany. Niestety, rząd PiS praktycznie nic nie robi, aby wspomóc polskich eksporterów w działaniach na wielkim chińskim rynku.

Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.

Kość niezgody

Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.

Akcja i reakcja

Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.

Uderzać silniej, czyli wojna Sama ze Smokiem

Donald Trump jest w trzecim roku swojej prezydentury. Zyskał w tym czasie opinię prezydenta zmiennego i nieprzewidywalnego w swoich poglądach. Przykładem tego jest jego polityka wobec Chin.

Niedługo upłynie pół wieku od czasu normalizacji stosunków Stanów Zjednoczonych z Chińską Republiką Ludową. Tymczasem stosunki między obu krajami znalazły się w stanie wojny handlowej. Jak zauważył ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (30.05.2019) „wojna handlowa nie jest korzystna dla żadnej ze stron” i „w wojnie handlowej nie będzie zwycięzców”. Natomiast chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło politykę handlową Trumpa „ekonomicznym terroryzmem, ekonomicznym hegemonizmem i ekonomicznym unilateralizmem”.

Zmienne klimaty

Na początku prezydentury Trumpa jego stosunki z Chinami były chłodne, by nie powiedzieć lodowate. Przyczynił się do niego on sam swoimi niezręcznymi wypowiedziami w okresie kampanii wyborczej, gdy opowiadał się za na łożeniem 45-procentowych taryf celnych na importowane z Chin towary, a Pekin oskarżał Trumpa o manipulowanie kursem własnej waluty. Najbardziej zirytowała Chińczyków rozmowa telefoniczna, którą Trump przeprowadził w grudniu 2016 r. z panią prezydent Tajwanu. Była to pierwsza rozmowa na tak wysokim szczeblu od 1979 roku. Trump nieprzyjazne pomrukiwania Pekinu skwitował po swojemu, to znaczy zaczął głośno powątpiewać, czy rzeczywiście Stany Zjednoczone powinny popierać politykę Jednych Chin.
Stopniowo Trump uznał, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży poprawa stosunków z Chinami i już w rozmowie telefonicznej 9 lutego 2017 r. z prezydentem Chin Xi Jinpingiem potwierdził honorowanie polityki Jednych Chin i wyraził gotowość nawiązania ścisłej współpracy gospodarczej, handlowej, naukowej, w dziedzinie energii, łączności oraz na rzecz globalnej stabilizacji.
Pierwsze osobiste spotkanie prezydentów obu krajów miało miejsce na Florydzie w kwietniu 2017 r. Nie przyniosło ono znaczących rezultatów. Rozmowy dotyczyły głównie zrównoważenia amerykańsko-chińskiej wymiany handlowej oraz współpracy na rzecz przeciwdziałania zagrożeniu wynikającemu z programu Korei Północnej.
W czasie szczytu w Hamburgu w lipcu 2107 r. Trump po spotkaniu z prezydentem Chin ogłosił, że obaj prezydenci „rozwinęli fantastyczne stosunki”.
8 listopada 2017 r. Donald Trump przybył do Chin, które tak ostro atakował w czasie kampanii wyborczej, a potem wielokrotnie zapowiadał drastyczne ograniczenie importu chińskiego. Teraz, jako prezydent, starał się pozyskać Chiny jako z jednej strony partnera gospodarczego, a z drugiej sojusznika w naciskach na Koreę Północną. W związku z ogromnym deficytem w handlu z Chinami Amerykanie oczekiwali między innnymi ułatwień w dostępie do chińskiego rynku, rezygnacji z subsydiowania chińskiego eksportu i zaprzestania kradzieży amerykańskiej własności intelektualnej.

Apogeum i…

W Pekinie, gdzie został powitany z najwyższymi honorami wojskowymi, Trump unikał poruszania kontrowersyjnych tematów: zaapelował jedynie do prezydenta Chin Xi Jinpinga o wywarcie presji na Koreę Północną. „Mamy siłę, aby uwolnić świat od zagrożenia północnokoreańskiego” – przekonywał gospodarzy. Namawiał chińskich przywódców, by wstrzymali dostawy ropy do Korei Północnej i odesłali do kraju tysiące Koreańczyków z północy. Komplementował chińskiego prezydenta i nazywał go „przyjacielem z którym ma wielką chemię”. Kiedy prezydent Xi Jinping zauważył, że „Pacyfik jest dostatecznie dużym oceanem, by pomieścić Chiny i Stany Zjednoczone”, Trump tylko się uśmiechnął.
Na konferencji po zakończeniu wizyty sekretarz stanu Rex Tillerson powiedział, że obaj prezydenci w sposób „szczery, otwarty i owocny” wymienili poglądy na różne tematy, rozmawiając m. in. o prawach człowieka i sytuacji na Morzu Południowochińskim, przy czym Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska w sprawie akwenu, do którego roszczenia zgłaszają Filipiny, Wietnam i inne kraje. Obaj prezydenci zgodzili się, że niezależnie od różnic politycznych obydwa kraje powinny rozwijać relacje oparte na kooperatywnym partnerstwie, którego przykładem było podpisanie porozumień handlowych między firmami obu krajów na ogólną sumę 250 mld dolarów. Donald Trump był pierwszym w historii amerykańskim prezydentem, który został przyjęty w Zakazanym Mieście, czyli dawnym pałacu cesarskim dynastii Ming i Qing. Chiński prezydent wyraźnie dawał swojemu gościowi do zrozumienia, że jego kraj w niczym i pod żadnym względem nie ustępuje Stanom Zjednoczonym.

Równia pochyła

Rząd chiński ostro skrytykował nową strategię wojskową Stanów Zjednoczonych ogłoszoną przez Trumpa 18 grudnia 2017 r., nazywając ją „zimnowojenną mentalnością” Stosunki amerykańsko-chińskie zaczęły się psuć od początku 2018 r. Trzeciego kwietnia 2018 administracja Trumpa opublikowała listę około 1300 chińskich produktów, na które Stany Zjednoczone zamierzały nałożyć wyższe cło. W odpowiedzi na te zapowiedzi rząd chiński oświadczył, że na politykę Trumpa zareaguje „w tej samej skali i z taką samą intensywnością”.
Kość niezgody
Trump określił Chiny jako „ekonomicznego nieprzyjaciela” i podjął szereg decyzji w obronie interesów gospodarczych Stanów Zjednoczonych nie tylko w stosunkach z Chinami. Trump krytykował również Chiny za rozwój potencjału militarnego, za rozwój broni rakietowej uznając to za zagrożenie bezpieczeństwa USA.
Chińczycy starali się utrzymać stosunki ze Stanami Zjednoczonymi w najlepszym stanie uznając te stosunki za ważny czynnik stabilizujący sytuację na świecie. Podkreślali, że współzależność obu krajów osiągnęła bezprecedensowy poziom. Od 2015 r. Chiny zastąpiły Kanadę jako największy partner handlowy USA. W 2018 r. import amerykański z Chin osiągnął wartość 539 mld dolarów, eksport zaś do Chin 120 mld. dolarów. Amerykanie mają chroniczny, wysoki deficyt w handlu z Chinami i to jest problem z którym nie chce pogodzić się prezydent Trump. Cechą charakterystyczną stosunków gospodarczych amerykańsko-chińskich jest osobiste zaangażowanie prezydentów obu krajów w ich stan i dalszy rozwój.
Rząd amerykański uważa jednak, że z handlu z Chinami większą korzyść mają Chiny, kosztem interesów Stanów Zjednoczonych. Z ostrym atakiem na Chiny wystąpił w październiku 2018 r. wiceprezydent USA Mike Pence oskarżając Chiny o „drapieżcze” praktyki gospodarcze, o agresję militarną wobec USA i o osłabianie pozycji politycznej prezydenta Trumpa. Następnego dnia, 5 października Pentagon opublikował raport zarzucając Chinom dążenie do podważenia i osłabienia amerykańskiego przemysłu obronnego poprzez dostawy własnych materiałów i technologii ważnych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Między szefami dyplomacji obu krajów Mikem Pompeo i Wang Yi doszło do ostrych wzajemnych ataków. Chiński minister spraw zagranicznych zarzucił Stanom Zjednoczonym „stałą ingerencję” w wewnętrzne sprawy Chin i działanie sprzeczne z interesami Chin w sprawie Tajwanu. Waszyngton coraz wyraźniej traktował Chiny jako głównego rywala w globalnej polityce i postanowił ograniczyć ekspansję Chin przede wszystkim na rynku amerykańskim, oraz ograniczyć eksport do Chin technologii, które służyłyby umocnieniu pozycji militarnej tego kraju. M. in. 11 października 2018 r. administracja Trumpa drastycznie ograniczyła eksport do Chin cywilnej technologii nuklearnej uznając, że może ona być wykorzystana dla celów wojskowych.

Zawieszenie broni

Chiny były zaniepokojone zapowiedzią amerykańskich restrykcji nałożonych na eksport chiński do Stanów Zjednoczonych i dały temu wyraz m. in. w rozmowie jaką prezydenci obu krajów odbyli w czasie szczytu G20 w stolicy Argentyny Buenos Aires 30 listopada 2018 r. W wyniku dwu i pół godzinnej rozmowy prezydenci Xi Jinping i Donald Trump osiągnęli porozumienie w sprawie stosunków między obu krajami i zmniejszenia deficytu amerykańskiego w handlu z Chinami. Omówiono również sytuację na Tajwanie i w Korei Północnej. Chiny zgodziły się zwiększyć import z USA m. in. artykułów rolnych, energii i innych towarów by zmniejszyć amerykański deficyt handlowy. Trump z kolei utrzymał 10 proc. taryfy celne na import z Chin wartości 200 mld dol. i obiecał, że czasowo nie podniesie tych ceł do poziomu 25 procent.
Było to jednak krótkotrwałe 90-dniowe zawieszenie broni w amerykańsko – chińskiej wojnie handlowej. Mimo różnych gestów dobrej woli ze strony Pekinu Waszyngton był zdecydowany kontynuować wojnę handlową. 1 marca 2019 r. zażądał od Chin zniesienia wszystkich ceł na amerykańskie produkty rolne. Chiny są drugim największym rynkiem zbytu na produkty amerykańskiego rolnictwa. W 2017 r. eksport amerykańskich produktów rolnych na rynek chiński przekroczył 20 mld dolarów. Natomiast 10 maja 2019 r. Trump podniósł cła z 10% do 25% na import z Chin produktów wartości 200 mld dolarów. Doprowadziło to do dalszej eskalacji napięcia w stosunkach amerykańsko – chińskich.
Akcja i reakcja
Rząd chiński tego samego dnia wyraził żal z powodu decyzji Waszyngtonu i zapowiedział podjęcie środków odwetowych. Nie sprecyzował jednak szczegółów. W tym samym czasie toczyły się negocjacje handlowe między obu krajami, ale zakończyły się one fiaskiem. Z powodu napięcia w stosunkach handlowych ucierpiały zarówno firmy amerykańskie jak i chińskie. Po stronie amerykańskiej straty odnotowały m. in. Apple i Caterpillar, a o stronie chińskiej Alibaba. W warunkach wojny handlowej Waszyngton ma większe i skuteczniejsze pole manewru aniżeli Pekin.
Pekin nie mógł puścić płazem decyzji amerykańskich i odpowiedział nałożeniem wyższych ceł na eksport amerykański na rynek chiński wartości 60 mld dol. Samolubny prezydent Trump zarzucił Chinom, że swoją decyzją pogarszają stosunki między obu krajami, choć sam przyczynił się do powstałych napięć.

Ofiary konfliktu

W wojnie handlowej z Chinami ucierpieli m in. amerykańscy farmerzy. Administracja Trumpa w poczuciu winy za straty jakie ponieśli farmerzy 23 maja br. podjęła decyzję o udzieleniu farmerom pomocy finansowej w wysokości 16 mld dolarów, oprócz wcześniejszej sumy pomocy wynoszącej 12 mld. dolarów. Prezydent oznajmił, że pieniądze na pomoc dla farmerów pochodzić będą z wyższych ceł na import z Chin oraz z budżetu organizacji rządowej Commodity Credit Corporation w wysokości 30 mld. dolarów.
Rząd amerykański nie ukrywał, że za wyższe ceny na importowane produkty chińskie zapłacą obywatele amerykańscy. Rząd USA obliczył, że wzrost taryf celnych na towary chińskie będzie kosztował statystyczne gospodarstwo amerykańskie 831 dol. rocznie. Największe centrum handlowe w USA Walmart natychmiast ostrzegło, że podniesie ceny na towary importowane z Chin.
Jednym z fragmentów amerykańsko-chińskiej wojny handlowej na terenie USA jest silna obecność na rynku amerykańskim chińskiej firmy produkującej smartfony Huawei. Trump zakazał firmom amerykańskim współpracy z Huawei. Amerykanie podejrzewają, że stanowi ona zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego kraju, ponieważ powiązana jest z wywiadem chińskim. Przy okazji Biały Dom ogłosił listę 70 podmiotów, które zaliczył do zagranicznych wrogów USA.
Kiedy w maju br. Trump zagroził możliwością dalszego zaostrzenia taryf celnych na import chiński prezydent Xi Jinping odpowiedział, że Chiny są przygotowane na długą wojnę handlową z USA i zaapelował do Chińczyków aby byli gotowi „na nowy Długi Marsz”. Obaj prezydenci uzgodnili, że będą rozmawiać o wzajemnych stosunkach podczas konferencji grupy G20 w Japonii w końcu czerwca br. Zadowolony jak zwykle z siebie amerykański prezydent powiedział, 13 maja br. na temat stosunków z Chinami: „Mamy bardzo dobrą pozycję i sądzę, że będzie ona jeszcze lepsza”.

Wojna Trumpa czy Ameryki?

Wojna celna Trumpa nie tylko z Chinami spotyka się z krytyką amerykańskich środowisk gospodarczych – uważają one, że zmniejszenie deficytu handlowego z Chinami nie poprawi ogólnej struktury w handlu amerykańskim charakteryzującym się wysoką przewagą importu nad eksportem. Jeffrey Sachs, profesor Columbia University głosi pogląd, że „Chiny nie są wrogiem” i nie są źródłem amerykańskich problemów gospodarczych. Polityka administracji Trumpa zmierzająca do ograniczenia rozwoju gospodarczego Chin jest „szkodliwa zarówno dla Stanów Zjednoczonych jak i dla świata”. Prof. Sachs głosi pogląd, że handel z Chinami dostarcza obywatelom amerykańskim tańszych i wysokiej jakości produktów. Ponadto firmy amerykańskie handlujące z Chinami stwarzają w USA liczne stanowiska pracy.
Wojna handlowa z Chinami którą zainicjował prezydent Donald Trump jest potencjalnie zagrożeniem dla globalnej gospodarki. Jest ona wynikiem pewnych cech osobistych prezydenta Stanów Zjednoczonych. Trump zasiada na fotelu prezydenckim już dwa i pół roku i nie sposób nie zauważyć, że wiele jego poglądów jest wyrazem naiwności, niewiedzy i niezrozumienia otaczającego świata wynikających w głównej mierze, niezależnie od charakterologicznych barier, z jego ograniczonego doświadczenia w polityce międzynarodowej. Jak dotąd nie przedstawił on zwartej wizji swojej polityki ani nie nakreślił stabilnego porządku międzynarodowego, jaki chciałby zaprowadzić. Natomiast z pewnością przyczynił się do podsycania napięć i osłabiania instytucji służących stabilizacji regionalnej i globalnej.
Trump jest z pewnością prezydentem niekonwencjonalnym. Nie tylko dlatego że nigdy wcześniej nie pełnił żadnej funkcji rządowej ani nie służył w wojsku, że jest człowiekiem ogromnie majętnym, nienawykłym do ciężkiej pracy, a przyzwyczajonym do wygody, luksusu i zbytku. Jest wyjątkowy także dlatego, że przez dwa i pół roku swojej prezydentury ani na chwilę nie pozwolił światu zapomnieć jaki jest „niezwykły”, „bogatszy”, „mądrzejszy”, „silniejszy” i ogólnie „znacznie lepszy” od wszystkich innych.

Uderzaj silniej

Choć w mediach i naukach politycznych pojawiły się już pierwsze próby nazwania i opisania takich pojęć, jak „doktryna Trumpa”, „plan Trumpa” czy zjawisko „trumpizmu”, trzeba przyznać, że 45. prezydent USA pod pewnymi względami zrewolucjonizował dotychczasowe postrzeganie i rozumienie tradycyjnych wyobrażeń o tym, jak powinny wyglądać relacje międzynarodowe i dwustronne, negocjacje, dyplomatyczne standardy czy współpraca z mediami. Donald Trump pokazał wszystkim, że to co było wcale nie musi dalej trwać, a jeżeli ktoś uważa, że owszem, musi, a przynajmniej powinno, bo tak nakazują tradycja, kultura, wychowanie czy dobre obyczaje to… jego problem. Prezydent wyznaje zasadę, że należy odpowiadać pięknym za nadobne. „Uderzaj silniej, aniżeli ciebie uderzono” – to jego motto. Za swój patriotyczny obowiązek uważa prowadzenie kampanii przeciwko „wrogom amerykańskiego narodu”.

Chiny i Rosja – modelowe relacje mocarstw

Komentarz agencji Xinhua

Tydzień po tym jak Xi Jinping w 2013 r. został wybrany na prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej, swoją pierwszą zagraniczną wizytę złożył w Rosji. W ciągu następnych sześciu lat prezydent Xi i jego rosyjski odpowiednik Władimir Putin spotykali się niemal trzydzieści razy. Tak częste spotkania głów państw w stosunkach międzynarodowych należą do rzadkości.
W środę prezydent Xi udał się z ósmą wizytą oficjalną do Rosji. Miała ona tym szczególniejsze znaczenie, że jednej strony wpisywała się w obchody siedemdziesiątej rocznicy ustanowienia stosunków dyplomatycznych między obu krajami, ale też i dlatego, że świat wkracza w okres niepewności.
Podczas prezydentury Xi Jinpinga prezydent Putin jeździł do Chin dziewięć razy. Jego sotatnia wizyta związana były z udziałem w II Forum Pasa i Szlaku na rzecz Międzynarodowej Współpracy w Pekinie – było to w kwietniu tego roku, a zatem mniej niż dwa miesiące temu. Miały wówczas miejsce niezapomniane chwile: przywódcy wzajemnie udekorowali się najwyższymi odznaczeniami, wspólnie oglądali mecze hokejowe i wyścigi dziecięce, gotowali tradycyjne rosyjskie i chińskie potrawy.
Intensywne wspólne działania sprawiły, że między obu prezydentami rozwinęły się bliskie relacje interpersonalne, co przekłada się na bliskość, siłę i trwałość strategicznego partnerstwa między obu krajami – dobrymi sąsiadami, partnerami i przyjaciółmi.
„Po siedmiu dekadach rozwoju, chińsko-rosyjskie partnerstwo strategiczne i koordynacja osiągnęły obecnie najwyższy poziom w historii” – powiedział prezydent Xi na konferencji prasowej dla rosyjskich mediów w przeddzień wizyty. Według prezydenta Xi, siedemdziesiąt lat relacji między Chinami a Rosją sprawiło, że oba kraje osiągnęły najwyższy poziom zaufania, koordynacji o fundamentalnym strategicznym znaczeniu.
Wzajemne zaufanie to trwały fundament rozwoju bilateralnych więzi. Przejawia się ono w widoczny sposób w intensywnej i wielostronnej dyplomacji na poziomie głów państw, stanowiącej kompas relacji między Chinami a Rosją.
Równocześnie rośnie wzajemne zaufanie między oboma naradami. W ostatnich latach oba kraje wspólnie pracowały nad programami wspierającymi to zbliżenie, takimi jak wspólny uniwersytet, wspólne seminaria mediów i think-tanków, czy działania podejmowane w ramach wspólnie zorganizowanego Roku Turystyki. W rezultacie oba narody poznały się lepiej, ich przyjaźń się umocniła, stanowiąc tym mocniejsze wsparcie dla praktycznej współpracy, przed wszystkim na polu gospodarczym i handlowym. Bilans handlu między obu krajami pobił w ubiegłym roku rekord, przekraczając poziom 100 mld dolarów. Współpraca w zakresie e-handlu, wymiany technologii, finansów i rolnictwa rozwija się niezwykle szybko. Strategiczne projekty obu krajów w zakresie energetyki, lotnictwa i technologii kosmicznej i komunikacji – w tym budowa nowego mostu granicznego, która zakończy się w październiku – dokonały znaczącego postępu.
Oba kraje współpracują także nad synergią między między chińską Inicjatywą Pasa i Szlaku oraz rosyjskim projektem Eurazjatyckiej Unii Ekonomicznej, wzajemnie wspierając się w swoich działaniach i wspierając swoje interesy.
Należąc do grupy głównych aktorów na światowej scenie oba kraje koordynują swoje działania wykraczające poza zakres ściśle rozumianych stosunków dwustronnych. Niejednokrotnie czyniły skoordynowane wysiłki na rzecz rozwiązania palących problemów świata, takich jak zmiana klimatu, terroryzm, kwestia irańskiego programu nuklearnego, sytuacji na Półwyspie Koreańskim, kryzysu syryjskiego, współdziałając na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych, G20, BRICS czy Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Podczas gdy świat przechodzi głębokie zmiany, jakich w tym wieku jeszcze nie widziano, trwałe stosunki między Chinami a Rosją nabierają wym większego strategicznego znaczenia dla obu państw i stają się kotwicą stabilności w skali globalnej. W obliczu narastającego protekcjonizmu, unilateralizmu i szowinizmu gospodarczego, globalne odrodzenie gospodarcze jest poważnie zagrożone. Wielostronny system światowego handlu jest ustawicznie atakowany, a międzynarodowy porządek podważany. Pekin i Moskwa zgodziły się połączyć siły aby bronić systemu międzynarodowego opartego na systemie Narodów Zjednoczonych. Zobowiązały się również chronić normy i zasady powszechnie uznawane przez wspólnotę międzynarodową oraz przyrzekły zbudować świat wielobiegunowy i zdemokratyzować stosunki międzynarodowe.
Chiny i Rosja trwają także przy pryncypiach niezaangażowania, które zasadzają się na niekierowaniu się przeciwko komukolwiek. Jest to zasada diametralnie różna od reprezentowanych przez sojusze wojskowe państw Zachodu, które mają wbudowaną w swoją logikę potrzebę posiadania wroga – realnego lub choćby wyimaginowanego – w konsekwencji czego popychają świat ku krawędzi.
W dzisiejszym świecie relacje chińsko-rosyjskie mogą być modelem i źródłem inspiracji dla innych głównych krajów świata w erze rosnących współzależności.

Tłum. GW.

Uszczuplenie portfeli

Czy bessa zawita na parkiety giełdowe?

Maj nie mógł zacząć się gorzej. Spadek rynkowych indeksów był więcej niż zauważalny i mocno uszczuplił portfele inwestorów.
Osłabienie koniunktury na światowych giełdach można przypisywać różnym czynnikom. Na przykład eskalacji napięcia gospodarczego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i wprowadzaniem przez prezydenta Donalda Trumpa kolejnych ceł na chińskie towary. Jednak podstawowa przyczyna jest dość prosta – amerykański rynek akcji ma za sobą bardzo długi okres wzrostów i naturalne jest pojawienie się nerwowości
Pierwsze tweety Donalda Trumpa o chęci nałożenia ceł na chińskie produkty pociągnęły za sobą szereg zdarzeń, których głównym skutkiem był wzrost globalnej awersji do ryzyka i spadek nadziei na szybkie rozwiązanie problemu. Do tej pory dotyczył on całej chińskiej gospodarki, teraz zaczął dotykać poszczególnych spółek.
Pierwszą ofiarą został chiński gigant Huawei, który został wpisany na czarną listę. W efekcie kolejne amerykańskie i sprzyjające USA korporacje zaczęły odmawiać Chińczykom dalszej współpracy, co w przypadku takich firm jak Google nie pozostaje bez znaczenia.
Taka sytuacja nie sprzyja globalnej wymianie handlowej. Część nieamerykańskich spółek już szuka sposobu, by powrócić do współpracy z chińskim gigantem.
Ponadto, według ostatnich badań skutki wojny celnej uderzą nie tylko w Państwo Środka, ale również w zwykłych obywateli amerykańskich, którzy średnio zapłacą ponad 800 dolarów rocznie za nową politykę amerykańskiego prezydenta.
Warto też zaznaczyć, że strona chińska nie pozostawia zaistniałej sytuacji bez odpowiedzi, chociaż można odnieść wrażenie, że władze Chin w dalszym ciągu kalkulują, co im się bardziej opłaca, pozostawiając piłeczkę w rękach Amerykanów. Na razie główną groźbą było możliwe embargo eksportu 17 metali ziem rzadkich, wykorzystywanych przede wszystkim w przemyśle zaawansowanych technologii. Jest to jednak broń obosieczna, gdyż trudno byłoby znaleźć dla tych towarów nowe rynki zbytu.
Europa Zachodnia ma również swoje demony. Do nierozwiązanego problemu brexitu i zwalniającej gospodarki dołączyły ostatnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wygrały ugrupowania skrajnie prawicowe i populistyczne, co budzi obawy zwłaszcza w przypadku Francji i Włoch.
Na warszawskiej giełdzie miesiąc mijał w cieniu geopolityki. Mało przydatne były rewelacyjne dane gospodarcze o wzroście inwestycji prywatnych i dobrej koniunkturze w sektorze przemysłowym oraz w sektorze sprzedaży detalicznej. Trwający sezon wyników nie zmienił ogólnego obrazu krajowej giełdy. W przypadku dużych spółek poza sektorem handlu detalicznego trudno było doszukiwać się znaczących, pozytywnych zaskoczeń. Czynnikiem ryzyka pozostaje reforma otwartych funduszy emerytalnych.

Raport z chińskiego koszmaru

Raport z chińskiego koszmaru

Spoglądam na metryczkę wydawniczą tej książki i widzę tytuł powieści napisany chińskim alfabetem obrazkowym (tak go nazywam, pewnie niefachowo, bo w dziedzinie kultury chińskiej i w ogóle w tematyce chińskiej jestem właściwie ignorantem). Obok, w nawiasie transkrypcja tytułu w alfabecie łacińskim: „Ding zhuang meng”. Po polsku to brzmi: „Sen wioski Ding”. Autor, Yan Lianke (rocznik 1958), to chiński pisarz zajmujący postawę opozycyjną w stosunku do obecnej chińskiej władzy, postawę do tego stopnia krytyczną, że został w Chinach praktycznie uwięziony przez odmowę wydania mu paszportu. A niech ktoś spróbuje nielegalnie wydostać się z ogromnych Chin! Mission impossible! Nie mówiąc już o tym, że Lianke jest w Chinach cenzurowany i niewydawany, a więc prześladowany jako pisarz. Akcja powieści rozgrywa się, zgodnie z tytułem, na wsi. Nigdy nie byłem i najpewniej nie będę w Chinach, ale wystarcza mi wyobraźni, żeby sobie wyimaginować, że chińskiej wsi nie sposób porównać do wsi, dajmy na to polskiej, bo to porównanie słonia do mrówki. Opowieść o chińskiej wsi to nie „Chłopi” Reymonta, nie „Awans” Redlińskiego, nie wiejska proza Tadeusza Nowaka czy Wiesława Myśliwskiego. Nie ta skala, nie ten paradygmat. Ośmielam się podejrzewać, że w porównaniu z chińską wsią, najdziksza wieś polska to buduar wersalskiej damy. „W przyszłym roku śmierci będzie tyle, co ziarna po żniwach” – brzmi jedno z najbardziej charakterystycznych zdań pierwszego rozdziału i pobrzmiewa w tym monumentalna chińska skala. W warstwie fabularnej „Sen”, to opowieść o apokalipsie wymierania pewnej chińskiej wsi na AIDS. W tym aspekcie ta powieść to próbka świetnego, można by rzec: klasycznego realizmu, w przekładzie kojarzącego się z tradycją europejskiego czy amerykańskiego realizmu w literaturze. Jednak pojemność prozy Lianke jest większa niż tylko zwykły, relacyjny, mimetyczny realizm, bo jest w tej powieści także esencja satyryczna, czarny humor, liryzm, a nawet delikatne rysy jakby surrealistyczne. Joanna Krenz, tłumaczka, która z chińszczyzny nam przyswoiła tę powieść (właściwie, właśnie dlatego że to przekład z chińskiego, chyba tak naprawdę napisała ja na nowo), więc doskonale wie co pisze, ujęła styl „Snu” tak: „Opowieść o tragicznych losach wioski Ding płynie w łagodnym, sennym rytmie, któremu umysł odbiorcy natychmiast się poddaje. Ów senny stan nie ma jednak nic wspólnego ze znieczulającą narkozą, to raczej hipnoza, podczas której słowa i obrazy zapisują się jeszcze głębiej w świadomości, zasiewając w nas dojmujący niepokój. Tego niepokoju nie sposób zagłuszyć. I nie wolno go zagłuszać. Yan Lianke w posłowiu przeprasza za ból zadany czytelnikom tą książką. Tylko czy to na pewno z jego ust powinny wyjść przeprosiny”. Są w tej powieści dwa, na początku i na końcu, momenty, które mogą czytelnika zaskoczyć. Pierwszym z nich jest zawartość tomu pierwszego (czterystustronicowy „Sen wioski Ding” zbudowany jest w jednym woluminie z pięciu tomów). Otóż ów tom pierwszy ma objętość jednej strony i składa się z trzech cytatów (sen podczaszego, sen przełożonego piekarzy i sen faraona) zaczerpniętych z Biblii. Jaki sens kryje ten zabieg? Czy chodziło pisarzowi o uniwersalizację sensu „Snu wioski Ding”? A może o coś innego, czego nie potrafię ocenić z braku kontekstowej wiedzy, bo nie wiem co oznacza cytowanie Biblii przez chińskiego pisarza kimkolwiek by był – konfucjanistą, chrześcijaninem czy komunistą? I zaskoczenie drugie, zawarte w odautorskim posłowiu do powieści. Opisuje w nim Yanke moment ukończenia ostatniej strony „Snu”. Na koniec zwraca się z bezpośrednią inwokacją takimi oto słowami: „Teraz czas na was czytelnicy i specjaliści. Możecie mówić, co wam ślina na język przyniesie. Możecie nawet tą śliną napluć na moją powieść. Tak czy inaczej, ja z czystym sumieniem zapewniam wszystkich razem i każdego z osobna: „Upływ czasu”, „Pocałunek Lenina” i „Sen wioski Ding” pisałem sercem i życiem. Jeśli nie chcecie, nie czytajcie „Upływu”, nie czytajcie „Pocałunków”, nie czytajcie „Snu”. Jeśli jednak czytacie, wiedzcie, że włożyłem w nie wszystko, co miałem najlepszego, i nie mam sobie nic do zarzucenia względem was. Jedyne, co mnie niepokoi, to to, że nie mogę do tego radosnego świata dołożyć od siebie odrobiny radości, a zamiast tego sprawiam wam moja powieścią ból. Za to was przepraszam. Przepraszam każdego, w kim moja książka wywołała cierpienie”. Napisał to Yan Lianke w Pekinie, na osiedlu Qinghe, 23 XI 2005 roku. W moim długim i bogatym czytelniczym życiu nie zetknąłem się dotąd z tak szorstkim wyznaniem pisarskiej wiary. Nie wiem, czy wypada rekomendować czytelnikom prozę, wprawdzie bardzo wybitną, ale jednocześnie przynoszącą w lekturze cierpienie, ale że nie jestem – wyznam szczerze – pozbawiony rysów sadystycznych, czynię to z prawdziwą satysfakcją.

Yan Lianke – „Sen wioski Ding”, przekł. Joanna Krenz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2019, str. 416, ISBN 978-83-06-03575-9.

Potęga dialogu

Komentarz redakcyjny agencji Xinhua

Ponad 1300 lat temu chiński mnich buddyjski Xuanzang udał się w podróż liczącą kilka tysięcy mil do wielce poważanego indyjskiego klasztoru w Nalandze, w którym przez pięć lat studiował buddyzm pod kierunkiem opata Silabhadry. Wzajemna interakcja między dwoma legendarnymi buddyjskimi mistrzami były czymś więcej niż tylko wymianą poglądów. Ich konwersacje uważa się za jeden ze szczytowych punktów odwiecznego dialogu między dwiema starożytnymi cywilizacjami Azji.
W starożytnym języku greckim słowo „Azja” oznaczało „ziemię, gdzie wschodzi Słońce”. W ciągu tysiącleci kontynent ten był kolebką wielu cywilizacji – w Mezopotamii, w Dolinie Indusu, w Dolinie Gangesu oraz wzdłuż rzek Żółtej i Jangcy.
W dawnych czasach dynamiczna wymiana gospodarcza na starożytnym Szlaku Jedwabnym i pielgrzymki buddyjskich i muzułmańskich uczonych były nośnikiem dialogu między cywilizacjami, dzięki którym stał się on nie tylko rzeczywistością, ale i tradycją. Dziś, gdy delegaci z Azji (i nie tylko) zgromadzili się w Pekinie na otwartej w środę pierwszej Konferencji Dialogu Cywilizacji Azjatyckich (CDAC), pojawiła się tym samym nowa płaszczyzna dla wymiany myśli i wzajemnej interakcji między cywilizacjami.
Historia pokazuje, że cywilizacje rozkwitają w miarę jak wzajemnie od siebie się uczą. W dzisiejszym świecie dialog między cywilizacjami, w szczególności na kontynencie azjatyckim, na znaczenie naprawdę szczególne.
W wystąpieniu w 2014 r. wygłoszonym w siedzibie UNESCO – Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Edukacji, Nauki i Kultury – prezydent Xi Jinping powiedział: „Cywilizacje stały się bogatsze i barwniejsze dzięki wzajemnej wymianie i uczeniu się od siebie. Owa wymiana i wzajemna nauka tworzą ważny mechanizm na rzecz postępu ludzkości i światowego pokoju i rozwoju”.
W czasach europejskiego średniowiecza w świecie arabskim to kalifat Abbasydów podjął wysiłek tłumaczenia i spisywania spuścizny pozostawionej przez Greków i Rzymian. Dzięki niemu ich wiedza przetrwała po upadku Cesarstwa Rzymskiego i została ocalona dla ludzkości. W ten sposób Europa mogła ją później odkryć na nowo i ożywić w epoce renesansu. Nie inaczej dzieje się w przypadku krajów Azji. Wymiana międzycywilizacyjna może im pomagać w odkrywaniu swoich tożsamości w epoce ciągłej zmiany.
Był czas, gdy Azja była przedmiotem podziwu i zazdrości ze strony reszty świata, kontynentem wielkich imperiów, ojczyzną starożytnych filozofów, poetów i pisarzy. To tu ma swoje korzenie algebra, to tu wymyślono astrolabium, papier i druk. W ciągu ostatnich dekad narody Azji zrzuciły jarzmo imperialistycznego kolonializmu, zdobyły niepodległość, dokonały niezwykłego postępu gospodarczego i społecznego, ponownie wracając na środek światowej sceny.
Opublikowany niedawno przez „Financial Times” raport prognozuje, że po raz pierwszy od XIX w. w 2020 r. azjatyckie gospodarki (w rozumieniu Konferencji Narodó Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju) będą łącznie większe niż gospodarki całej reszty świata. Wkład Azji do rozwoju ludzkiej cywilizacji i dobrobytu będzie sukcesywnie rósł.
Obecnie regionalne platformy i mechanizmy współpracy, takie jak Azjatyckie Forum Boao, Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej i Szanghajska Organizacja Współpracy osiągają swoją dojrzałość. Zaproponowana przez Chiny Inicjatywa Pasaa i Szlaku, mająca na celu zbudowanie sieci handli i infrastruktury łączących Azję z Europą (i nie tylko) zwiastuje także czas większej interakcji między narodami i kulturami.
Konferencja poświęcona dialogowi została zorganizowana, gdy na Zachodzie przywołuje się powszechnie nieodpowiedzialną i niebezpieczną ideę „starcia cywilizacji”, która może spowodować nienawiść i konfrontację. Przesłanie z Pekinu jest jasne i wyraźne. Mówi o wyborze konwersacji, a nie konfrontacji, wskazując na głębokie przekonanie, że międzycywilizacyjny dialog pomoże narodom przełamać deficyty wzajemnego zaufania, promować wzajemne zrozumienie i przyjaźń, i w ten sposób wspierać współpracę.
W epoce rosnących współzależności, gdy wspólnota międzynarodowa zmaga się z nieznanymi dotąd zagrożeniami, takimi jak terroryzm, kryzysy migracyjne czy zmiana klimatu, żaden kraj nie przezwycięży ich sam.
„Aby zmierzyć się ze wspólnymi wyzwaniami i zapewnić wszystkim lepszą przyszłość, Chiny wskazują na kulturę i cywilizację jako na te czynniki, które mają do odegrania rolę nie mniejszą niż gospodarka, nauka czy technologia” – oświadczył prezydent Xi, zwracając się do uczestników konferencji podczas ceremonii jej otwarcia.
„Konferencja – dodał – została zwołana właśnie w tym celu, jako nowa platforma dla cywilizacji Azji – i nie tylko Azji – aby wspomóc ich zaangażowanie w dialog na równej stopie i ułatwić wzajemną naukę”.
Dialog i współpraca są jedyną pewną drogą do lepszego świata dla wszystkich lub – według słów prezydenta Xi – „Wspólnoty ludzkości dzielącej ze sobą wspólną przyszłość”.

(Tłum. GW)

Zagadki chińskiego sukcesu

Książka pod tym obiecującym tytułem jest dziełem zbiorowym dwu autorek i dziewięciu autorów. Jest ona bardzo potrzebna. W polskich – i nie tylko polskich – mediach nie brak dezinformacji i uproszczeń dotyczących przemian gospodarczych i społecznych w Chinach.

Redaktor naukowy książki-prof. dr hab. Wojciech Pomykało – dyrektor Europejsko-Chińskiego Instytutu Naukowo-Badawczo-Dydaktycznego w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie w tekście wstępnym sformułował krytyczne uwagi na temat polskich poglądów na współczesne Chiny. Szczególną uwagę zwrócił na jednostronne informacje o Chinach publikowane w „Gazecie Wyborczej”. Za publikacje o wiele rzetelniejsze uznał prace profesorów – braci Góralczyków, prof. Krzysztofa Gawlikowskiego i prof. Grzegorza Kołodko.
Moim zdaniem, autorem przedstawiającym obiektywny obraz chińskiej rzeczywistości jest wybitny znawca Chin dr Sylwester Szafarz – były zastępca Ambasadora RP w Pekinie i Konsul Generalny w Szanghaju. W jego książkach („Ziemi na ratunek”, ”Cywilizacja XXII wieku” i „Ewolucja BRICS”), a także w licznych studiach i artykułach, Chiny i ich gospodarka przedstawione zostały w kontekście globalnych procesów i zależności. Komentarze dr. Szafarza znane są szerokiej publiczności poprzez program TVN 24. Od czasu do czasu z tymi komentarzami zapoznają się na całym świecie telewidzowie oglądający China Global Television Network (CGTN).
Państwo i rynek
Zdumiewające sukcesy gospodarcze Chińskiej Republiki Ludowej w środowisku ekonomistów pobudziły dyskusję na temat współzależności: państwo-rynek. Ważnym głosem w tej dyskusji jest zamieszczona w omawianej książce praca prof. Zbigniewa Madeja Teoretyczne podstawy chińskiego systemu gospodarczego. Autor podkreśla, że od 1992 roku obowiązuje w Chinach nazwa socjalistyczna gospodarka rynkowa. Główną cechą tej gospodarki jest rynek kapitałowy, czyli rynkowa alokacja czynników produkcji. Oznacza to, że maszyny, urządzenia i całe obiekty są przedmiotem kupna i sprzedaży zarówno na rynku krajowym jak i za granicą. Obcy kapitał może dzięki temu nabywać i budować nowe obiekty w Chinach zachowując prawo własności, a Chińczycy w podobny sposób mogą postępować na rynku światowym. Robią to zarówno chińskie firmy prywatne jak i państwowe.”
Prof. Madej przypomina, że pierwszą próbą stosowania rynku kapitałowego w warunkach rewolucyjnych przemian była Nowa Polityka Ekonomiczna (NEP) w Rosji. „Tuż po rewolucji (lata 1921-1928), gdy nieudany pomysł zastosowania marksowskiej koncepcji społeczeństwa bezrynkowego doprowadził do kresu wydolności już wcześniej zniszczoną przez wojnę i rewolucję gospodarkę rosyjską. NEP ożywiła obszary wiejskie (80 proc. ówczesnej ludności Rosji) i denacjonalizowała wiele przedsiębiorstw, a w tzw. trustach i syndykatach państwowych wprowadziła zasadę opłacalności, łącznie z wykorzystaniem zysków na dalszy rozwój firm. To był właśnie ten ważny element rynku kapitałowego, ale oczywiście nie pełny rynek. Z góry przy tym zakładano, że NEP jest okresowym odstępstwem od socjalizmu, a nie jego trwałym elementem, jak teraz jest w Chinach”.
Rondo Cameron w „Historii gospodarczej świata” pisał o zastosowaniu NEP-u: „Przywrócono prywatną własność drobnych zakładów przemysłowych(zatrudniających mniej niż 20 robotników), zezwalając im na produkcję na rynek; niektóre istniejące już zakłady wydzierżawiono zagranicznym przedsiębiorcom, którym wydawano też specjalne koncesje na tworzenie nowych zakładów. Ale tak zwane strategiczne punkty gospodarki (wielkie zakłady przemysłowe, transport i komunikacja, banki i handel zagraniczny) pozostały własnością państwa i ono nimi zarządzało. NEP obejmował też program szybkiej elektryfikacji, zakładanie szkół technicznych kształcących inżynierów i zarządców przemysłu oraz poprawę systemu organizacyjnego państwowego sektora gospodarki. Mimo dalszych trudności w stosunkach z chłopami nastąpił wzrost produkcji zarówno przemysłowej , jak i rolniczej. W roku 1926 lub 1927 w dużej mierze osiągnięto jej przedwojenny poziom”.
NEP oznaczała wykorzystanie inicjatywy, pomysłowości,umiejętności i ukierunkowanej na konkretne wyniki pracy milionów drobnych przedsiębiorców,robotników i rolników. Rosja znalazła się na drodze do podnoszenia wydajności oraz jakości produktów i usług. Zniszczenie tej drogi oznaczało gospodarkę ciągłych niedoborów rynkowych, długich kolejek i ogromnego marnotrawstwa zasobów pracy. Likwidacja NEP-u miała pewne poparcie społeczne. Zawistnicy ucieszyli się z odebrania możliwości zarobkowych bogacącym się „nepmanom” i „chapiącym dorobkiewiczom”. Doprowadzenie ich do dziadostwa sprawiło, że stawali się oni „klasowo bliżsi” biedocie.
Prof.Władysław Szymański podkreślił, że” ważnym sprawcą sukcesu gospodarczego Chin była polityka umiejętnego wykorzystywania dualnego charakteru gospodarki. Można powiedzieć, że gospodarka Chin wyraźnie dzieli się na dwie sfery, dwa sektory, a więc na nowoczesny sektor gospodarki proeksportowej i drugą sferę, która obejmuje tradycyjną, rzemieślniczo-rolną część gospodarki.
Dualny charakter gospodarki jest w trojaki sposób wykorzystywany przez politykę gospodarczą. Po pierwsze wykorzystywany jest do ograniczenia presji na wzrost płac. Mimo tak wysokiej dynamiki i to dynamiki przez 40 lat, nie ujawnia się brak siły roboczej, a presja na wzrost płac była bardzo umiarkowana. Można bowiem było korzystać z siły roboczej ogromnego sektora tradycyjnego.
Po drugie sektor tradycyjny jest jak gąbka, która łatwo wchłania nadwyżkę siły roboczej w czasie spadku koniunktury czy kryzysu. Ocenia się, że w czasie kryzysu 2008-2009 roku spadek koniunktury spowodował zmniejszenie zatrudnienia w Chinach o ok.20 mln ludzi, którzy czasowo wrócili do sektora tradycyjnego.
Po trzecie sektor tradycyjny umożliwia utrzymanie starego charakteru ubezpieczenia na starość jakim jest wielopokoleniowa rodzina, co ułatwia rozwiązywanie spraw społecznych tanim kosztem”.
Wracając na chwilę do roku 1928 w Rosji możemy zauważyć, że likwidacja NEP-u pozbawiła gospodarkę radziecką sektora tradycyjno-rolnego, który we współczesnych Chinach tak skutecznie pomaga w osiąganiu sukcesów w skali światowej.
Jednym z negatywnych skutków globalizacji jest osłabienie władzy państwowej przez korporacje ponadnarodowe, które w wielu przypadkach wpływają na korzystne dla siebie regulacje prawne. Potęgę korporacji zwiększa swoboda przepływów kapitałowych.
Prof. Szymański zwraca uwagę na fakt, iż „Chiny nie dopuściły do mechanizmu przekazywania władzy państwa kapitałowi. Nie stworzyły bowiem takiej sytuacji, by kapitał chciał z Chin odpływać. Wynikało to nie tylko z korzystnych warunków inwestowania, jakie kapitał znajdował w Chinach, ale i z faktu, że dość szybko stały się one największym twórcą kapitału, gdyż od początku miały zdecydowaną przewagę w poziomie oszczędności, na co składały się nie tylko wysokie stopy oszczędności, ale i nadwyżka handlowa w kontraktach ze światem. Chiny stały się największym posiadaczem rezerw walutowych i największym wierzycielem finansowym świata. Mając wciąż opłacalne miejsca inwestowania i największą podaż kapitału nie tworzyły dla kapitału żadnych szans na odbiór przez niego władzy państwu chińskiemu. Autonomia w stosunku do kapitału to ważna współcześnie cecha siły i przewagi Chin”.
Można dodać, że chińska kampania antykorupcyjna stwarza potężne przeszkody wobec prób zdobywania władzy i wpływów metodami przestępczymi.
Chińczycy uczą się na cudzych błędach
Około 600 tysięcy przedsiębiorstw zagranicznych zainwestowało w Chinach. Na działkach wydzierżawionych na kilkadziesiąt (zazwyczaj 50) lat powstały fabryki zatrudniające tanich i zdyscyplinowanych pracowników. Jak podkreśla prof. Pomykało, zawarte przez inwestorów umowy z władzami chińskimi przewidują, że po zakończeniu okresu dzierżawy, wszystko co znajduje się na dzierżawionej ziemi przejdzie na własność państwa. Okres dzierżawy należy więc dobrze wykorzystać. Zagraniczni inwestorzy uczestniczą w wielkim eksporcie z Chin na rynki globalne. Wykorzystują swą wiedzę, kontakty i kanały dystrybucji, czasami niedostępne dla przedsiębiorstw chińskich.
Przypomnijmy, że w Polsce w okresie dekady 1970-1980 modernizacja realizowana była poprzez kredyty i zakupy licencji. Władze zakładały, że produkcja oparta o te licencje umożliwi spłatę kredytów („samospłatę”).Tymczasem produkcja ta trafiała na nasycone rynki, a polscy eksporterzy nie mieli dobrego dostępu do kanałów dystrybucyjnych. A sprzedać czasami jest trudniej niż wyprodukować.
Jak widać z powyższych rozważań Chińczycy wykazali dużą umiejętność uczenia się na cudzych błędach.
Aktualność konfucjanizmu
Jeden ze współautorów omawianej książki, ukraiński uczony prof. Valeryi Bebyk zwrócił uwagę na podobieństwo pomiędzy etyką konfucjańską a etyką protestancką, która – jak wiadomo – przyczyniła się do intensywnego rozwoju kapitalizmu. Obydwa systemy etyczne skłaniają do oszczędności, pracowitości i sprzyjają nawykowi czytania, czyli pracy nad sobą. Zgodnie z tradycją konfucjańską tytuł do ubiegania się o wysokie stanowisko daje wiedza i umiejętności weryfikowane przez egzaminy państwowe.
W wielu społeczeństwach równolegle występują przejawy demokracji i merytokracji. Proporcje pomiędzy ilością stanowisk, do których prowadzą procedury demokratyczne bądź merytokratyczne są w różnych krajach różne. Fakt, że demokracja jest drogą czasami prowadzącą do władzy demagogów i populistów, w oczach wielu ludzi obniża jej ocenę.
Doświadczenia państw konfucjańskich, a zwłaszcza Singapuru i Chin dostarczają natomiast wiele argumentów na rzecz merytokracji.
Sens Inicjatywy Pasa i Szlaku
Prof. Wojciech Huebner zwrócił uwagę na historyczne znaczenie Jedwabnego Szlaku jako miejsca wzajemnego oddziaływania różnych nurtów kulturowych.
„Funkcjonowanie tego wielkiego szlaku handlowego wymagało stworzenia niezbędnego minimum infrastruktury umożliwiającej podróżowanie pomiędzy poszczególnymi punktami na Szlaku takimi jak miasta-oazy, klasztory czy inne obiekty kultu religijnego oraz infrastruktury umożliwiającej prowadzenie samego handlu. Kluczowe mocarstwa regionu przez które przebiegał Szlak, dbały – choć w różnym stopniu na przestrzeni wieków – o bezpieczeństwo podróżujących. Mechanizm wymiany handlowej połączony z długodystansowym podróżowaniem umożliwił poznawanie odległych krańców ówczesnego świata tworząc często nowe więzy dyplomatyczne, Jednocześnie sam mechanizm Szlaku funkcjonował jakby w pewnych obszarach swobody wyznaczonych parametrami procesów politycznych przebiegających według swoich reguł i swoim rytmem… W praktycznym działaniu ludzie uczyli się akceptacji różnic kulturowych, wzajemnej tolerancji i efektywnego komunikowania się pomimo istnienia oczywistych barier”.
Obecna Inicjatywa Pasa i Szlaku, którą wysunął prezydent Xi Jinping „jest częścią składową całościowej i długofalowej strategii globalnej współczesnych Chin”. Zdaniem prof. Huebnera jest ona próbą „wprowadzenia nowych standardów ekonomiczno-politycznych rywalizujących z tradycyjnym porządkiem świata kultywowanym przez Zachód”. Realizacja tej inicjatywy, a zwłaszcza mieszczących się w obrębie Pasa inwestycji wymaga naturalnie pozyskania przez Chiny poparcia i uczestnictwa wielu partnerów. Nowa infrastruktura handlu oznacza nową falę inwestycji „zmieniających procesy produkcyjne i łańcuchy powiązań pomiędzy producentami i całymi gospodarkami narodowymi”. Na te procesy będą oddziaływały wielkie przedsiębiorstwa chińskie.
Podobnie jak znany z historii Szlak Jedwabny obecna Inicjatywa Pasa i Szlaku będzie miała stabilizujący wpływ na stosunki międzynarodowe. Jak konkluduje prof. Huebner „Szlak Jedwabny to przede wszystkim pochwała wyższości alternatywnej dla kultu podboju i przemocy ścieżki rozwoju naszej cywilizacji opartej na promocji pokojowych w swej naturze mechanizmów ekonomicznych”.
Amerykańsko-chińska wojna handlowa
Zdaniem prof. Szymańskiego „trudno się dziwić obawom o skutki utrzymywania konkurencyjności Chin dla Zachodu. Agresywna strategia eksportowa Chin to obecnie inny jakościowo problem niż kilkanaście lat wcześniej. W 2000 roku eksport Chin wyniósł 280 mld dolarów, a obecnie przekracza 2200 mld dolarów. Obecnie 15-procentowy roczny wzrost eksportu Chin to 330 mld dolarów, a więc dużo więcej niż cały chiński eksport z początku XXI wieku. Dlatego nie dziwi retoryka polityków Zachodu o polityce deindustrializacji Zachodu”. Jak wiadomo, najostrzejszą rakcją na potęgę chińskiego eksportu jest wypowiedziana Chinom przez prezydenta Trumpa wojna handlowa. Wnikliwą kronikę tej wojny przedstawił prof. Longin Pastusiak, który stwierdził, że „decyzje administracji Trumpa spotkały się ze sprzeciwem wielu amerykańskich instytucji gospodarczych i firm utrzymujących stosunki handlowe z Chinami. Z protestem przeciw zapowiedziom prezydenta o restrykcjach w handlu z Chinami wystąpiło 40 amerykańskich stowarzyszeń przemysłowych i handlowych, w tym m.in. takie znane firmy jak Walmart, Boeing, IBM, Target, Facebook. Ostrzegły one prezydenta, że jego decyzje negatywnie odbijają się na gospodarce Stanów Zjednoczonych, a wojna handlowa między USA i Chinami, dwoma największymi potęgami gospodarczymi świata, nie będzie miała zwyciezców”.
* * *
Część końcowa omawianej książki to praca prof. Wojciecha Pomykało „Współczesne Chiny wobec wielkich wyzwań”, która zawiera próbę odpowiedzi na szereg ważnych pytań, takich jak, czym różni się ustrój współczesnych Chin po reformie z 1978 roku od radzieckich i radzieckopodobnych alternatyw ustrojowych, czym różni się współczesny ustrój Chin od ustroju rozwiniętych krajów kapitalistycznych, co oznacza socjalizm o chińskim obliczu.
Prof. Pomykało przypomina, że w wielu krajach pokutuje obiegowy, anachroniczny pogląd na socjalizm. Ten ostatni jest utożsamiany z radziecko-stalinowskim modelem ustrojowym, w którym kryteria zaawansowania socjalistycznych przekształceń ustrojowych to stopień upaństwowienia gospodarki oraz rządy wyalienowanej biurokracji partyjno-państwowej. W modelu tym nie był realizowany podstawowy cel socjalizmu jakim jest doprowadzenie społeczeństwa do dobrobytu.
Prof. Pomykało podkreśla, że „ustrój Chińskiej Republiki Ludowej po 1978 roku, jest ustrojem systematycznie wzrastającego poziomu życia tutejszej ludności. Twórcy reformy w 1978 roku zastali katastrofalną sytuację dużych grup ludności ówczesnych Chin. Wystarczy powiedzieć, że na miliard dwieście milionów mieszkańców, ponad trzysta, a nawet czterysta milionów ludzi, żyło w katastrofalnej nędzy. Oznaczało to, że posiadali oni na utrzymanie jednego dolara dziennie. I choć dolar miał ówcześnie i obecnie na terenie Chin, większą wartość nabywczą, niż gdziekolwiek na świecie, to jednak należy uznać, że było to środowisko skrajnej nędzy. Od 1978 roku, zmniejszyła się liczba tego rodzaju ludzi w Chinach do 40 milionów, co jest historycznie niespotykanym postępem. Natomiast władze chińskie w najbliższych latach zamierzają tę enklawę rzeczywistej nędzy, całkowicie zlikwidować”.
Tak więc określenie ustroju Chińskiej Republiki Ludowej mianem „socjalizm o chińskim obliczu” jest w pełni uzasadnione.

Pierwsza Piętnastka

1. Piętnaście lat minęło nam w Unii Europejskiej. Kiedy do niej wstępowaliśmy nasz PKB stanowił niewiele mniej od połowy średniej unijnej. Po piętnastu latach mamy jej 70 procent. Oczywiście można zauważyć, że po rozszerzeniu się UE na biedniejsze państwa Europy średnia UE musiała też spaść. Ale w tym czasie PKB w Serbii wzrósł jedynie z 32 do 36 procent średniej UE. Z innych pozostających nadal poza Unią, skok z 34 do 46 procent zanotowała Czarnogóra. Sprawił to turystycznego boomu w tym niedużym państwie i faktyczne przejście jego gospodarki na euro. Jak jest na porównywalnej z Polską Ukrainie, każdy widzi.

2. Patrząc globalnie w ciągu ostatnich 15 lat tylko dwóm grupom państw udało się znacząco doganiać grono najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw. Tygrysom gospodarczym z Azji Południowo- Wschodniej i państwom Europy Środkowo-Wschodniej po ich akcesji do UE.

3. Chiny awansowały w tym czasie na pozycję drugiej gospodarki świata i do grona globalnych, politycznych mocarstw. Sprawnie zadomowiły się w gospodarce Unii Europejskiej, bo Unia nie ma jednolitej, wspólnej polityki wobec Chin. Choć od przynajmniej lat dziesięciu ma wiele raportów przestrzegających jej przywódców przed negatywnymi skutkami braku takiej polityki.

4. Unia Europejska ma za to wspólną politykę militarnego bezpieczeństwa z USA i konkurencyjne wobec amerykańskiej gospodarki. Obecny prezydent USA Donald Trump proponuje państwom UE deal. Nadal otwarty parasol militarnego bezpieczeństwa nad Unią, ale za cenę wspierania USA w ich wojnach gospodarczych z Chinami, Iranem, Rosją.
Czy Unia ma zgodzić się na takie sojusz, czy tworzyć własną armię, czy tylko czekać na zmianę prezydenta?

5. Rosja łączy terytorialnie Europę z Azją. Ma powiązaną i niezwykle potrzebną Unii Europejskiej gospodarkę oraz nieprzystający do unijnych standardów system polityczny. No i deficyt przestrzegania praw człowieka.
Ma za to liczną i sprawną armię. Ma też elity polityczne z kompleksem zdegradowanego mocarstwa, chęcią rywalizacji z USA, imperialną mentalnością.
I złością na Unię, która gospodarczo wyłuskuje z rosyjskich wpływów ostatnie z identyfikujących się z kulturą europejska państwa.
Jednocześnie Moskwa nie potrafi zahamować wzrastającej potęgi Chin, które nigdy nie uznały „nierównoprawnych traktatów” narzuconych cesarstwu chińskiemu przez cesarstwo rosyjskie. Czyli zaboru „chińskiej Syberii”.
Czy ekspansja Chin zmusi kiedyś Rosję do ścisłego sojuszu w Unią, nawet za cenę utraty wpływów w Mołdawii, Gruzji, Ukrainie?

6. Europa jest geopolitycznie wysuniętym półwyspem wielkiego kontynentu euroazjatyckiego. Zajmowanym obecnie przez Unię Europejską i państwa kandydujące do niej. Bo Unia Europejska, zwłaszcza jej najbogatsze państwa, nadal postrzegane są jako najlepsze miejsca do życia na świecie.
Jest też Unia Europejska przodującą gospodarką na świecie. I dzięki przynależności do NATO jest też politycznie powiązana z największą na świecie gospodarką amerykańska i globalną kulturą amerykańską. Wyrosłą z kultury europejskiej, ale teraz dominującą, czasem wręcz europejską tłamszącą.

7. Ta globalna dominacja Europy i wyrosłej z niej gospodarki Zachodu, to efekt ostatnich 200 lat. Jeszcze w 1820 roku gospodarka chińska była największą na świecie. Ale to na zachodnie Europy dokonała się rewolucja przemysłowa, której innowacyjne wynalazki mnożono w amerykańskich fabrykach i rozwożono po całym „demokratycznym” świecie. Jako produkty cywilizacji europejskiego Zachodu, potem już cywilizacji amerykańskiej.

8. Wtedy powstał i przez ponad wiek egzystował, obowiązujący jeszcze wśród prowincjonalnych, czyli też polskich, polityków i publicystów dogmat. Zakładający, że tylko zachodnia demokracja parlamentarna + prawa człowieka + liberalna gospodarka rynkowa zapewniają wzrost dobrobytu i cywilizacyjny postęp. W ciągu ostatnich trzydziestu lat Chiny, Republika Korei, Singapur, Wietnam udowodniły, że tak być nie musi.
Przeciwnie obecnie najszybciej rozwijają się gospodarki w państwach naśladujących nie zachodni lecz chiński model państwowo – gospodarczy.

9. Chiny odbudowały swą potęgę gospodarczą na rozbudzanym nacjonalizmie gospodarczym. Zaprzęgając do działalności gospodarczej cały państwowy aparat. Dotując skrycie swoją produkcję, zwłaszcza przeznaczoną na eksport i głosząc jednocześnie konieczność przestrzegania wolności handlu i produkcji. Przedkładając potrzeby rozwijającej się gospodarki nad prawa człowieka.

10. W należącej do Unii Europejskiej Polsce międzynarodowe koncerny wyzyskiwały i wyzyskują polskich pracowników, a polskie rządy obiecywały i obiecują im wzrost płac dopiero po osiągnięciu określonego poziomu rozwoju i wydajności pracy.
W Chinach to chińskie koncerny wyzyskiwały i wyzyskują chińskich pracowników, a chińskie rządzy podwyżki obiecują ich podobnie.
Przez wiele lat zachodnie koncerny inwestowały w Chinach traktując je jako „fabrykę świata”. A ścisłej montownię wymyślanych na Zachodzie produktów.
Tymczasem Chińczycy montując efekty zachodniej cywilizacji nie przestali myśleć o swoich. Bezlitośnie kopiowali cudze, aby potem tworzyć swoje wynalazki. W tym czasie instytucje państwowe, tworzące spółki z zagranicznymi montowniami kumulowały zyski z montażu i handlu, a potem inwestowały je w chińskie, już innowacyjne firmy.

11. Dzisiaj innowacyjna nadal gospodarka Unii Europejskiej nie jest w stanie zbudować telekomunikacyjnej infrastruktury 5G bez technologii chińskiego koncernu Huawei. Ma dylemat: zastój technologiczny czy groźba uzależnienia się od powiązanego z państwem chińskim technologicznego monopolisty?
Wybór opcji chińskiej to też konflikt z aktualnym prezydentem USA Trumpem. Dodatkowy podział wśród państw Unii.

12. Oczywiście gdyby państwa Unii wcześniej dokonały integracji gospodarczej na poziomie firm zajmujących się nowoczesną infrastrukturą telekomunikacyjną to Unia miała by już swojego Huaweia. Ale go nie ma i długo może go nie mieć.

13. Nie może mieć, kiedy przywódcy państw Unii, tacy jak choćby Orban Kaczyński, traktują Unię jak bankomat. Chcą tylko wypłacać z niego otrzymaną od bogatszych kolegów kartą podarunkową. A wspólnego konta nie zasilać.

14. Na wejściu do Unii Europejskiej nie wszyscy Polacy skorzystali. Nie wszyscy też skorzystali jednakowo. Najlepiej opłacało się wielkomiejskiej inteligencji i bogatym polskim chłopom. Dlatego pierwsza piętnastka w Unii powinna sprzyjać myśleniu co poza bankomatem?
Jak Unię reformować aby była konkurencyjną wobec Chin i oddalającej się politycznie USA?
Jak stworzyć gospodarkę innowacyjną, a nie odcinać kupony od technologii z ubiegłego wieku?
Jak rozwiązać kryzys demograficzny w Unii?
Jak zdemokratyzować instytucje polityczne Unii?
Jak utrzymać negocjacyjny styl rządzenia w UE z potrzebą przyśpieszania podejmowania tam decyzji?

15. Niestety polskie elity niewiele mają tu do zaproponowania. Pan prezes Kaczyński postuluje powrót do „Europy Ojczyzn”, bo tak mu ładniej wyborczo brzmi. Zapominając, że nawołuje tym do powrotu Europy wojen między jej państwami. Inni prominenci PiS obiecują powrót do katolickiej wiary i tradycji.
Może z tego będą mieli 40 procent głosów „ciemnego ludu”. Ale z takiej Europy i z tak rozumianej wiary ani Polska, ani Europa swego Huaweia mieć nie będzie. Ani za pięć, ani za kolejne piętnaście lat.

Chiny – Europa – Polska: gospodarka i globalizacja

Konferencja na powyższy temat zorganizowana została w Uniwersytecie Warszawskim przez władze i pracowników Uniwersytetu, Instytutu Boyma oraz Chińskiej Akademii Nauk Społecznych (CASS).

Kluczowe problemy konferencji zostały zarysowane w przemówieniach-prorektora UW prof. Macieja Duszczyka, ambasadora Chińskiej Republiki Ludowej Liu Guangyuan, prezesa rady Instytutu Boyma Patrycji Pendrakowskiej oraz prezesa CASS prof. Xie Fuzhan.
Przedmiotem pierwszej części obrad były perspektywy rozwojowe gospodarki chińskiej.
Prof. Zhang Yuyan – dyrektor generalny działającego w ramach CASS Instytutu Gospodarki i Polityki Światowej – podkreślił, że w ciągu najbliższych 15 lat nastąpi wzrost uprzemysłowienia, udoskonalenie oświaty i służby zdrowia. Przedsiębiorstwa w swych działaniach muszą uwzględniać rosnące koszty pracy w Chinach. Zwiększać się będzie znaczenie chińskiego sektora prywatnego. Instytucje powinny stawać się być bardziej transparentne. Zagraniczne inwestycje bezpośrednie będą chronione lepiej niż dotychczas.
Zespoły ekspertów współpracujących ze Światową Organizacją Handlu (WTO) i Unią Europejską działają na rzecz utrzymania multilateralnych zasad w handlu międzynarodowym. Chińska polityka otwarcia na rynki globalne jest korzystna dla WTO.
Od roku 2020 nastąpi istotny wzrost współpracy regionalnej z krajami Europy Środkowej i Wschodniej. Dalszej otwartości na rynki globalne służą m.in. negocjacje z Indiami i Australią.
W stosunkach pomiędzy Chinami a Unią Europejską występują różnice zdań dotyczące bilansu obrotów handlowych i dostępu do niektórych rynków.
Drugą częścią konferencji była problematyka nowego chińskiego aktu prawnego dotyczącego zagranicznych inwestycji bezpośrednich.
Prof. Huang Ping – dyrektor generalny Instytutu Studiów Europejskich CASS stwierdził, że nowe prawo zapewnia ochronę inwestycji zagranicznych i stwarza zachętę dla ich promowania. Prawo to jest reakcją na zgłoszoną przez firmy zagraniczne w 2013 roku, w Szanghaju listę nieprawidłowości. Odpowiadając na pytanie mówca wyraził pogląd, że byłoby celowe, aby polskie przedsiębiorstwa obecne w Chinach wykazały większe zainteresowanie rozległymi regionami gospodarczymi, a nie ograniczały swej uwagi do Pekinu i Szanghaju. Około 100 małych i średnich przedsiębiorstw włoskich odniosło sukcesy rynkowe na terenach odległych od metropolii.
Następne 10 lat będzie okresem bardziej zrównoważonego rozwoju gospodarki chińskiej. Można oczekiwać wzrostu chińskich inwestycji w Polsce. Jak dotychczas Węgry są czołowym w regionie odbiorcą tych inwestycji.
Prof. Huang Ping, który jest przewodniczącym sieci think – tank Chiny – Europa Środkowa i Wschodnia (EŚW) oraz prezesem Instytutu Chiny – EŚW w Budapeszcie wyraził nadzieję, że sieć ta będzie pomocna w procesie rozwoju współpracy.
Do grupy 16 państw EŚW dołączyła Grecja. Zinteresowanie szerszą współpracą z Chinami wykazuje też Austria.
Dr Justyna Szczudlik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) wyraziła pogląd, że celowe jest oczekiwanie i obserwacja stosowania w praktyce prawa o inwestycjach zagranicznych.
Dr Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich stwierdził, że polski eksport do Chin jest bezpieczny. Adrian Zwoliński – pracownik badawczy Instytutu Boyma wyraził pogląd, że nowe prawo oznacza wielką zmianę, która-jak stwierdził niedawno premier Li Keqiang – obejmie również sektor finansowy.
* * *
Rozmowy i kontakty nawiązane w trakcie konferencji pomiędzy uczonymi chińskimi i polskimi powinny zintensyfikować wymianę informacji i koncepcji badawczych. Szczególne znaczenie ma współpraca na rzecz zachowania i umocnienia multilateralizmu w handlu międzynarodowym.