Kobiety polskie się przebudziły Wywiad

Tym razem Krzysztof Lubczyński rozmawia z Krystyną Kacpurą, dyrektorką Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

 

Znalazła się Pani w gronie reprezentantów polskich instytucji i organizacji pozarządowych, którzy mieli możliwość spotkania z goszczącą w Polsce delegacją Komisji Praworządności Parlamentu Europejskiego z Claude Moraesem na czele. Jakie kwestie i problemy im Pani przedstawiła?

Skoncentrowałam się na realizacji w Polsce praw reprodukcyjnych i ochrony zdrowia reprodukcyjnego kobiet w obszarze obecnie obowiązującego prawa. Przede wszystkim na legalnej aborcji przy spełnieniu jednego z trzech zawartych w ustawie warunków. To prawo jest w Polsce w praktyce martwe, nie tylko w obszarze dostępu do legalnej aborcji, bo poza tym nie ma w Polsce edukacji seksualnej, a zamiast niej zideologizowany przedmiot pod nazwą „przygotowanie do życia w rodzinie”. Nowe podstawy programowe w szkołach potwierdzają ten ideologiczny punkt widzenia, bo słowo „seks” pojawia się w nich dwa razy, a słowo „rodzina” około dwustu razy. Mamy też w Polsce do czynienia z ograniczaniem dostępu do środków antykoncepcyjnych, bardzo trudno uzyskać informacje na ich temat, a antykoncepcja hormonalna jest dla wielu kobiet zbyt kosztowna. Do tego dochodzi nadużywanie tzw. klauzuli sumienia przez lekarzy, którzy n.p. odmawiają wypisania recept na antykoncepcję awaryjną, jak również przez część farmaceutów w aptekach, którzy nie chcą sprzedawać środków antykoncepcyjnych nawet na receptę. Nawiasem mówiąc, często, niezgodnie z wiedzą medyczną, nazywają antykoncepcją awaryjną środkami wczesnoporonnymi, choć takie pojęcie nie istnieje. Jest też problem wynikający z faktu, że istnieją całe regiony kraju, Podkarpacie, Poznańskie, rejon Białegostoku, gdzie całe szpitale i inne jednostki ochrony zdrowia podpisały klauzule sumienia i tam sytuacja kobiet jest szczególnie trudna. Tak się stało, mimo że prawo przewiduje jedynie indywidualną deklarację sumienia. Mimo naszych monitów do władz, nie stworzono specjalnego systemu dla kobiet, zgodnie z którym lekarze odmawiający n.p. wypisania określonego środka antykoncepcyjnego czy legalnej aborcji mieliby obowiązek wskazania innego lekarza, który by tego dokonał. Wiele kobiet dzwoni do nas i pyta o lekarzy, którzy nie podpisali klauzuli sumienia, ale i nie ma tygodnia, w którym nie stykamy się z przypadkiem jakiejś tragedii kobiety, która odsyłana jest od szpitala do szpitala. Niestety, Trybunał Konstytucyjny orzeczeniem z 2014 roku zwolnił lekarzy z takiego obowiązku, bo uznał to również za sprzeczne z klauzulą sumienia. Nie ma instytucji, która pomagałaby kobietom w tym zakresie. O tym, że ustawa jest nieprzestrzegana świadczy m.in. fakt, że każdego roku odnotowywanych jest w statystykach około tysiąca aborcji, co przy około pięciu milionach kobiet w wieku reprodukcyjnym jest niemożliwe. Z naszych szacunków jest dokonywanych około stu tysięcy aborcji rocznie, wykonywanych przy użyciu tabletek poronnych, w gabinetach prywatnych w ramach podziemia aborcyjnego lub w gabinetach lekarskich za granicą, głównie w Czechach, na Słowacji i w Niemczech. Niestety, duża część tych aborcji dokonywana jest w warunkach zagrażających zdrowiu a nawet życiu kobiet, w tym w tzw. warunkach domowych. Możliwość dokonania aborcji jest też często związana z możliwościami finansowymi kobiety, bo na kosztowne środki farmaceutyczne wiele kobiet nie stać. Lekarze z klinik przygranicznych informują nas często, że trafiają do nich kobiety, które same próbowały dokonać aborcji u osób niewykwalifikowanych. Takie przypadki rzadko wychodzą na światło dzienne, bo kobiety boją się mówić, mimo że uświadamiamy je, że ustawa antyaborcyjna nie przewiduje karania kobiet. Boją się n.p. iść do lekarza na kontrolę po zabiegu. Boją się iść do lekarza z wynikami badań prenatalnych. Trzeba też zauważyć, że zafałszowane są te dane, które mówią, że większość wskazań do terminacji ciąży wynika z wykrytych wad płodu a zaledwie pięć procent ciąż jest wynikiem gwałtu czy innego czynu zabronionego. Są zafałszowane, ponieważ większość kobiet kwalifikujących się do aborcji od razu szuka pomocy w podziemiu lub u lekarzy za granicą. Boją się bowiem żmudnych procedur o niepewnym wyniku, boją się odmowy i boją się stygmatyzacji, n.p. w postaci stwierdzeń w rodzaju, że „za krótka była spódniczka” lub „za mocny makijaż”.

 

Jak Komisja ustosunkowała się do przedstawionego przez Panią stanowiska?

Przyjęła je do wiadomości, potwierdziła, że po części zna sytuację w tym zakresie i zadeklarowała, że będzie o tym rozmawiała z polskim rządem. Nie realizowane są bowiem wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, n.p. ten w sprawie 14-letniej dziewczynki z Lublina, która zaszła w ciążę w wyniku czynu zabronionego i której aborcji odmówiono. Nie ma tu dostępnej i łatwej instancji odwoławczej dla kobiet od decyzji lekarza, okres oczekiwania na decyzję jest długi, a w sprawach ciąży czas jest bardzo istotnym czynnikiem, tym bardziej, że często badania prenatalne wykonywane są w późnym okresie ciąży. W takich sytuacjach zagrożenie dla kobiety, w przypadku terminacji ciąży znacznie się zwiększa. Poza tym taka kobieta potrzebuje specjalnej opieki lekarskiej po aborcji, a trudno sobie wyobrazić kobietę, która poddała się terminacji takiej ciąży za granicą i która bez wahania zgłosi się do lekarza. Ponadto istnieje realne zagrożenie, że może zostać przyjęty zakaz aborcji z powodu wad embriopatologicznych płodu, bo projekt „Zatrzymaj aborcji” nadal jest procedowany, a w TK jest zapytanie w tej sprawie podpisane przez stu posłów, a nietrudno sobie wyobrazić jaki wyrok może on wydać w tej sprawie. Znane jest też stanowisko prokuratora generalnego w tej sprawie. Tymczasem rząd posługuje się fałszywą informacją, jakoby 95 procent legalnie przerywanych ciąż dotyczyło płodów z zespołem Downa , podczas gdy naprawdę jest ich 22 procent, co podaje nawet Ministerstwo Zdrowia. Przypomnę, że prawo do przerwania ciąży nie oznacza obowiązku jej dokonania i jeśli kobieta zdecyduję się taką ciążę donosić, szanujemy to i jesteśmy za udzieleniem jej wszelkiej pomocy. Niestety, państwo polskie interesuje się kobietą ciężarną tylko do końca jej ciąży, do momentu porodu.

 

Gdzie kobiety mogą uzyskać informacje n.p. co do konkretnych lekarzy, którzy zechcą dokonać terminacji ciąży lub wypisać kobiecie receptę na antykoncepcję awaryjną?

Jest takich inicjatyw sporo, z których najbardziej sobie cenię tę, która nazywa się „Lekarze kobietom”. To inicjatywa kilku postępowych lekarzy, z doktor Aleksandrą Krasowską na czele, która zaistniała tuż po decyzji poprzedniego ministra zdrowia pana Radziwiłła o wycofaniu antykoncepcji awaryjnej ze sprzedaży bez recept. W tej chwili w tej inicjatywie uczestniczy około trzystu lekarzy w całym kraju i obejmuje całą niemal mapę Polski. Do inicjatywy przyłączają się kolejni lekarze, a w zeszłym roku wypisali oni kobietom kilka tysięcy recept. Informacje na ten temat można uzyskać na stronie fejsbukowej inicjatywy „Lekarze kobietom”. Bezpłatnie wystawiają oni kobietom recepty na tę antykoncepcję. Niestety nie udało się stworzenie jawnej listy lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia, bo skrywają oni ten fakt do momentu, gdy decydują się odmówić pacjentce już w gabinecie lekarskim. Nie godzą się na ujawnianie tego awansem, bo boją się utraty pacjentek. Kobiety skazane są więc na przekazywanie sobie wzajemnie informacji o lekarzach „pocztą pantoflową”. Jednak nie klauzula sumienia jest największym problemem, jako że w skali kraju jest to jednak margines. Gorsze są zawiłe, długie procedury, mnożone niepotrzebne badania, odsyłanie od placówki do placówki, a w niektórych przypadkach żądanie zgody partnera, ojca dziecka, co też nie jest zgodne z prawem. Do tego dochodzi stygmatyzujący albo manipulacyjny język stosowany w stosunku do kobiet.

 

Jakich przypadków, z którymi zgłaszają się do Federacji kobiety jest najwięcej?

To problemy z uzyskaniem legalnej aborcji mimo wykonania wszystkich badań i niezbędnych dokumentów. Staramy się pomagać skutecznie czyli najpierw kierujemy do odpowiedniego lekarza, na później zostawiając wszelkie kwestie formalne, odwołania itd.

 

Za chwilę będzie druga rocznica „Czarnego protestu” z października 2016 roku. Czy poza silnym efektem politycznym ta inicjatywa posunęła coś do przodu z punktu widzenia praw kobiet oraz celów Federacji i podobnych inicjatyw?

Ten protest i dwa lata po nim spowodowały przebudzenie Polek. Zaczęły wreszcie rozumieć i interesować się tym, jaki los szykuje im władza. Już dwa razy była wysuwana inicjatywa liberalizacji prawa dotyczącego aborcji, za każdym razem odrzucona. To rozwścieczyło Polki. Nastąpiło przebudzenie kobiet w małych miejscowościach. Nastąpił też wzrost poparcia dla prawa do wyboru. O ile na początku 2016 roku tylko 18 procent popierało prawo do wyboru, o tyle obecnie, według badań IPSOS na zlecenie OKO-Press, jest to mniej więcej 44 procent. To powrót do sytuacji z lat dziewięćdziesiątych, gdy za wyborem opowiadało się ok. 50 procent respondentów. Potem zmasowana indoktrynacja religijno-konserwatywna, w szkole, na katechezie, w mediach doprowadziła do radykalnego obniżenia tego wyniku. Obecnie odrabiamy te straty, dzięki edukacji. Zauważyłam, że o ile kilka lat temu kobiety przychodzące do nas, przed podpisaniem projektu ustawy liberalizującej prawo do aborcji, miały potrzebę to uzasadnić, nawet w dłużej opowieści, o tyle rok później podpisywały natychmiast, bez zmrużenia oka. Pewna starsza pani składając podpis powiedziała mniej więcej tak: do wczoraj uważałam, że ta sprawa zupełnie mnie nie dotyczy, ale kiedy przyszła do mnie sąsiadka z pytaniem, czy nie znam lekarza, który wypisałby receptę na antykoncepcję awaryjną jej wnuczce, której na imprezie wsypano do napoju pigułkę gwałtu. Wtedy zrozumiałam, że mnie to też dotyczy, że dotyczy nas – kobiet. W kobietach obudziła się solidarność.

 

Dwa lata temu minęło 25 lat od powstania Federacji. Jakie nowe wyzwania stoją przed wami obliczu nowej sytuacji? Przecież przychodzi do was nowe pokolenie kobiet, także tych, których w momencie, gdy powstawaliście, nie było jeszcze na świecie…

Identyfikujemy się przede wszystkim jako organizacja ekspercka, otwarta na wszystkie środowiska kobiece. Współpracujemy z „Łódzkimi Dziewuchami”, z „Czarnym Protestem”, z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, budujemy Wielką Koalicję za Równością i Wyborem, która skupia około stu organizacji z całej Polski. Wyposażamy je w wiedzę, w materiały edukacyjne. Jeździmy w teren i spotykamy się z kobietami. Chcemy razem z nimi doprowadzić do stworzenia dobrego prawa. Bo obecne prawo jest skierowane przeciw dobru większości kobiet w Polsce.

 

Dziękuję za rozmowę.

Głos prawicy

Straszą imigrantami

Twitterowa wymiana na prawicy:
„Nie ma i nie będzie żadnego projektu rządu Prawa i Sprawiedliwości dotyczącego masowego ściągania imigrantów” – napisał na Twitterze europoseł Tomasz Poręba. Tym samym odniósł się do pytania, który zadał mu jeden z wyborców.
Polskie firmy muszą mierzyć się z wielkim problemem niedoboru kadr. Lekarstwem na to ma być ściąganie pracowników z obcych krajów. Dotychczas najwięcej osób przybyło do nas z Ukrainy. Wkrótce popularne mogą być także inne rejony świata gdzie polskie firmy będą rekrutować kadry.
Sytuacja z napływem osób do pracy z obcych nam kulturowo krajów zaniepokoiła jednego z wyborców Prawa i Sprawiedliwości o pseudonimie „Iniak”. Skierował on więc tweeta do europosła Tomasza Poręby.
„Dostał Pan 8 głosów z mojej rodziny w wyborach do Europarlamentu, jest Pan jednym z wyróżniających się in+ europosłów. Jednakże wobec projektu #PiS masowego ściągania imigrantów oddam głos na każdego kto zagwarantuje mi program #StopImigracji Pan mi tego nie gwarantuje!
Do wpisu odniósł się sam zainteresowany:
„Nie ma i nie będzie żadnego projektu rządu @pisorgpl dotyczącego masowego ściągania imigrantów. Bezpieczeństwo Polaków przede wszystkim. To mogę Panu @iniak zagwarantować :-)”
Do dyskusji włączył się także wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński.
„Jak mawia klasyk: „to oczywista oczywistość”!”

 

Straszą też kobietami

– Dziś mamy sytuację, gdy środowiska lewicowo-liberalne poczuły wiatr w żagle. Uznały, że konflikt polityczny w Polsce można wykorzystać nie tylko do sprzeciwu wobec PiS, ale też do uderzenia w patriotyzm, tradycję, także niestety w chrześcijańską tożsamość Polski – mówi portalowi DoRzeczy.pl Marek Jurek, eurodeputowany Prawicy Rzeczypospolitej, były marszałek Sejmu. – Sytuacja przypominać zaczyna lata 30., gdy komuniści zaczęli swój program przystrajać w szaty „antyfaszyzmu”. To były czasy, gdy w Polsce komuniści nagle odkryli, że PPS jest partią socjalfaszystowską. Dziś mamy sytuację, gdy środowiska lewicowo-liberalne poczuły wiatr w żagle. Uznały, że konflikt polityczny w Polsce można wykorzystać nie tylko do sprzeciwu wobec PiS, ale też do uderzenia w patriotyzm, tradycję, także niestety w chrześcijańską tożsamość Polski. To również powinno dać do myślenia władzy, która nie myśli o tym, że najbardziej twórcze i budujące tożsamość naszego porządku prawnego instytucje, czy prawa – prawo ochrony życia, Instytut Pamięci Narodowej, terminy ochronne na sprzedaż ziemi.