No to co, że ze Szwecji?

„Pomagaliście Szwedom, ale przede wszystkim ludziom” – powiedział premier MM przemawiając w Świnoujściu w czasie powitania strażaków powracających ze Szwecji, gdzie gasili pożary lasów.

 

Aby to usłyszeć strażacy czekali na niego karnie w szeregu około półtorej godziny, a przecież to oni powracali, a nie on. Od zarania ludzkości przyjęte jest, że to czekający czekają na powracających, a nie odwrotnie. Nawet w dziedzinie „dobrych manier” pisowcy potrafią dokonać „dobrej zmiany”.
Zostawmy jednak premiera Matiego i jego przybocznego „Jojo” (podobnie jak Ojciec Premiera, też już siedział), bo przewidywany przeze mnie w poniedziałek pyton pojawił się szybciej niż można się było tego spodziewać, na razie na odległym jeszcze horyzoncie.

 

Tysiąc plus!

Pyton ów przybrał postać przecieku ujawnionego przez „superaka”, jakoby PiS przygotowywało zamianę świadczenia 500 plus na 1000 plus, czy – jeśli kto woli – podwojenie wysokości obecnego świadczenia. Nie chwalący, nie chwalący, „ja mówiłem że tak będzie”, że powtórzę za moim ulubionym satyrykiem. W tej sytuacji łatwo o tanią „szyderę” z „gry w numerki”, w rodzaju: a dlaczego nie od razu dwa tysiące plus i tym podobne grepsy. Rzecz w tym, że jako szczery socjalista jestem, nie ja jeden w naszej socjalistycznej zbiorowości, szczerym zwolennikiem sensownych świadczeń dla osób (rodzin) znajdujących się w trudnym położeniu ekonomicznym, a nawet jakimś formom celowej pomocy rodzinom przeciętnie sytuowanym. Mimo tego, że zawsze pojawiają się wątpliwości co do tego, czy owo 500 plus idzie na potrzeby dzieci czy może na alkohol dla rodziców, i że to praktycznie bywa finansowaniem praktyk patologicznych. Tego jednak nigdy do końca się nie uniknie, a poza tym powinny to sprawdzać odpowiednie służby działające w środowiskach patologicznych. Gorzej jest z konstrukcją, na podstawie której 500 plus jest wypłacane. Powiada się o Polsce, że kiepski socjal sprawia, iż nie przyciąga ona tylu imigrantów, co dajmy na to Niemcy, Francja czy Skandynawia. To generalnie fakt, tyle że niech mi ktoś wskaże inny niż Polska kraj, w którym to samo, identyczne świadczenie otrzymywaliby dzieciaci biedacy i dzieciaci milionerzy, a nawet miliarderzy. To jest dopiero socjal! To aberracja, że do 500 plus uprawnieni są Nowakowie z łódzkich Bałut, warszawskiego Targówka i bogaci aktorzy z Wilanowa. I to właśnie między innymi świadczy o korupcyjnym politycznie charakterze tego świadczenia w pisowskim wydaniu. PiS bowiem wie, że samymi naprawdę potrzebującymi nie opędzi potrzeb wyborczych co do „masy elektoralnej”, bo najbiedniejsi w znaczącej liczbie słabo interesują się życiem politycznym i nie biorą udziału w wyborach. Czy zatem teraz 1000 plus, jeśli rewelacje „superaka” okażą się prawdziwe, będą otrzymywać także rodzimi „rokefelerowie”? Stosowane przez PiS kryterium, według którego jedynie fakt posiadania dzieci jest tytułem do poprawy bytu materialnego może się jednak na dłuższą metę okazać samobójcze. Aspiracje do lepszego życia mają – jak najsłuszniej – emeryci i renciści, a ci jako żywo rzadko mogą liczyć na 500 plus. Rozgoryczenie wzrasta też wśród grup zawodowych, które chcą, aby im godziwie płacono nie tylko za rodzicielstwo, ale także za to, że uczciwie pracują, jak nauczyciele, szkolni i uniwersyteccy, pielęgniarki, ratownicy medyczni, rolnicy, a także przedstawiciele licznych, licho opłacanych grup zawodowych (n.p. pracownicy pomocniczy w sądownictwie), z budżetówki i nie tylko. Po trzech latach rządów PiS widać też, że władza nie zamierza nawet udawać, że chce rozwiązać problem umów śmieciowych, co najbardziej i najszerzej, choć nie tylko, uderza w ludzi młodych. Zajrzałem na stronę internetową jednego z ważnych prawicowych tygodników i ze zdumieniem skonstatowałem, po raz pierwszy, że prawie wszystkie wpisy pod materiałem poświęconym tej wieści są antykoncepcyjne, to znaczy krytyczne w stosunku do koncepcji 1000 plus, tak jak ją PiS podobno widzi. A przecież większość piszących posty pod artykułami tego portalu reprezentuje, co obserwuję na co dzień, poglądy żarliwie propisowskie i coś takiego skonstatowałem po raz pierwszy. Warto też odnotować, że poza wątpliwościami co do struktury świadczenia 500 plus pojawiły się też (w kontekście hipotetycznego 1000 plus) także obawy, by władza, w szaleńczym dążeniu do zapewnienia sobie przychylnego elektoratu na zbliżający się „czterobój” wyborczy (2018, 2x 2019, 2020), nie zafundowała nam nad Wisłą – Grecji. I nie o pożar lasów tu chodzi. Na puentę tego wątku: wiceminister przy Elżbiecie Rafalskiej, Bartosz Marczuk zaprzecza pogłoskom podanym przez „superaka”, ale nam starym wygom nie trzeba tłumaczyć, że dementowanie pogłosek to stary jak polityka chytry zabieg. Niektórzy posuwają się nawet do stwierdzenia, że wiadomość nieprawdziwa, to wiadomość niezdementowana.

 

Tako rzecze Orion

Pyton mignął też w Ministerstwie Środowiska, które – nie wiedzieć czemu, bo co ma piernik do wiatraka – też zajmowało się czczeniem Powstania Warszawskiego. Tamże, wiceminister tego resortu i główny geolog kraju, Mariusz Orion Jędrysek zapodał w przemówieniu, że „jeśli dzisiaj byśmy przegrali, to nie tylko ta krew pójdzie na marne, ale ci, którzy po nas przyjdą, będą mieli znacznie trudniej”. Po pierwsze, po co techniczny wiceminister-fachowiec zajmuje się dubami smalonymi? Po drugie, czy porównując pisowską zgraję do powstańców warszawskich trochę jednak Orion nie przesadza? Po trzecie, czyżby w aparacie PiS błąkały się lęki, że ich rządy skończą się – przy zachowaniu wszystkich proporcji – jak tamte „63 dni”?

 

Gorąco , pić się chce

Po bardzo krótkiej uldze poniedziałkowo-wtorkowej od dziś, od środy wracają tęgie upały. Redaktor Piotr Lisiewicz z „Gazety Polskiej”, samozwańczy rzecznik frakcji menelsko-alkoholowej w PiS, snuje nawet wyraźnie pragnieniem zainspirowane enuncjacje w rubryce „Zyziu na koniu hyziu”: „Tym, co zniszczyło rządy PiS z lat 2005-2007, był brak odpowiedniej reakcji na skarykaturyzowanie programu tej partii przez media. Przez to zaniedbanie wielu ludzi uwierzyło w przekaz, że PiS to nie jest partia, która zamyka złodziei, ale wszyscy są dla niej podejrzani i każdego może to spotkać. Poza tym w imię skrajnej dewocji PiS miesza się w życie zwykłych ludzi. Dziś nie ma lepszej drogi do przegranej PiS niż popieranie przez radnych tej partii nocnej prohibicji, do czego dochodzi w niektórych miastach. PiS wygrał w dużym stopniu dzięki głosom młodzieży, a postępując w ten sposób, robi wszystko, by jego młodzi zwolennicy, n.p. imprezujący studenci odwrócili się od niego. Rzecz jasna działa też na korzyść bogatych, mających w domu pełny barek, a przeciwko normalnym ludziom pracy, którzy tocząc nocne Polaków rozmowy, chcą wyskoczyć jeszcze po dwa piwa, skoro fajnie się gada”. (tu redaktor Lisiewicz denuncjuje z nazwiska trójkę radnych PiS z Olsztyna i wzywa do niegłosowania na nich).

 

Wypij

Ale to nie koniec – nomem omen – upojnych fantazji redaktora Lisiewicza (być może po czteropaku fajnie mu się pisze): „Na tle olsztyńskich radnych bardzo pozytywnie odróżnił się kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Olsztyna o pięknym nazwisku: Michał Wypij. Stanowczo przeciwstawił się on prohibicji, a ponadto opowiedział się za tym, by w mieście były strefy, gdzie można pić alkohol pod chmurką. Wypij! Wypij! Wypij! – zacząłem skandować odruchowo, wspierając kampanię kandydata. Wielka ludowa mądrość zawarta jest w trawestacji piosenki ludowej: „Pije Kuba do Jakuba, Jakub do Michała” (oczywiście do Michała Wypija!): „Kto nie za Wypijem, tego we dwa kije”. Wiem, wiem, niekiedy na podobne decyzje radnych wpływają głosy ideowych antyalkoholowych aktywistów. Oraz innych świrów od spokoju i ciszy nocnej. Otóż zalecam radnym PiS, by sprytnie unikali kontaktu z owymi oszołomami. Wymigiwali się brakiem czasu. A jak już ich taki dopadnie, to lepiej obić go kijem i zastraszyć, niż mu ulec”.

 

„Wódko, pozwól żyć”

Tą znaną frazą chciałoby się odnieść do wylewu alkoholowej fantazji rzeczonego redaktora Lisiewicza. Warto też zwrócić uwagę na to, że jego przekaz jest niespójny z linią TVPiS, gdzie niejaki Porzeziński, szef Jedynki Polskiego Radia, cierpiący na chorobę alkoholową, do czego się publicznie przyznał, prowadzi antyalkoholowy i antynarkotykowy program „Ocaleni”. I podczas gdy Porzeziński przedstawia picie i ćpanie jako szatański dopust boży, jako jądro ciemności, inny pracownik frontu pisowskich w końcu mediów Lisiewicz, promuje chlanie i to w klimacie beztroskiej zabawy, jakby nie było plagą społeczną. Swoją drogą, ciekaw jestem co myślą o knajackiej ideologijce redaktora Lisiewicza tradycyjnie porządni i praworządni poznaniacy (jest on mieszkańcem miasta Poznania) o takim stosunku do przepisów ładu i porządku publicznego. Jak wiadomo przecież z historii, Powstanie Wielkopolskie nie zaczęło się na dworcu w Poznaniu w momencie przyjazdu Ignacego Jana Paderewskiego, bo zabrakło peronówek. Na koniec, nawiązując do cytowanych słów redaktora Piotra Lisiewicza z tygodnika „Gazeta Polska”, zamieszczonych w numerze 31 z 1.08.2018): „zalecam radnym PiS, by sprytnie unikali kontaktu z owymi oszołomami. Wymigiwali się brakiem czasu. A jak już ich taki dopadnie, to lepiej obić go kijem i zastraszyć, niż mu ulec” – kieruję niniejszym do policji oraz prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa wzywania przez rzeczonego redaktora Piotra Lisiewicza do przemocy. Nie wiem, czy weźmie to Warszawa, Poznań, a może Olsztyn: „GP” redagowana jest w Warszawie (adres: ul. Filtrowa 63/43, 02-056 Warszawa), Piotr Lisiewicz mieszka w Poznaniu, ale wzywał do przemocy przeciw radnym PiS z Olsztyna.