Pieniądze albo przyjaźń?

Pożyczać od kogoś można i czasem warto. Pożyczać komuś? – tylko w ostateczności i z wszelkimi zabezpieczeniami. Brzmi to cynicznie ale taka jest prawda.

 

Dobry zwyczaj – nie pożyczaj. Tę przestrogę słyszał chyba każdy w życiu. Powszechnie uważa się, że pieniądze mogą być nie tylko źródłem problemów w związku, ale również mogą przyczynić się do końca przyjaźni. Ma to miejsce głównie wtedy, gdy bliska osoba, której pomogliśmy finansowo, zaczyna nas unikać i nie spieszy się ze zwrotem długu.
Czy to oznacza, że powinniśmy odmówić przyjacielowi pożyczki, kiedy jest w potrzebie? Niekoniecznie. Dlatego warto wiedzieć, jak pożyczać pieniądze znajomym i rodzinie, żeby nie żałować (mowa tu o znajomych i rodzinie, bo osobom słabo znanym w ogóle nie należy pożyczać ani grosza).

 

Trzeba móc udowodnić

Najważniejszą kwestią, o której należy pamiętać udzielając przyjacielowi pożyczki, jest zadbanie o potwierdzenie, że taka pomoc finansowa z naszej strony w ogóle miała miejsce.
W razie konieczności dochodzenia swoich praw i wymuszenia na znajomym zwrotu pożyczki, zadbanie o tę formalność znacznie ułatwi sprawę. Tak więc, jeżeli chcemy pomóc bliskiej osobie w potrzebie, nie decydujemy się na przekazanie gotówki „do ręki”, a na przelew bankowy. W ten sposób uzyskujemy potwierdzenie, że pożyczka została udzielona.
Jeszcze bezpieczniejszym rozwiązaniem jest spisanie umowy, pod którą podpisze się pożyczkobiorca i tym samym potwierdzi otrzymanie pieniędzy. Zawrzyjmy w niej takie niezbędne informacje, jak: kwota pożyczki, data udzielenia wsparcia oraz ta, do której znajomy zobowiązuje się zwrócić dług. Zgodnie z kodeksem cywilnym (art. 720), umowa może być także udokumentowana w innej formie. Może być potwierdzona np.: mailem, sms’em albo nagraniem rozmowy zawierającej uzgodnienia stron – radzi Agnieszka Chechelska-Wrześniak, radca prawny z kancelarii Intrum Król & Wspólnicy.

 

Nie warto „na gębę”

Należy również pamiętać, że zgodnie z polskim prawem, dopuszczalne jest zawierane umów także w formie ustnej, które są tak samo wiążące, jak te zawierane drogą pisemną.
W przypadku pożyczania pieniędzy, zawieranie umowy „na słowo” nie jest jednak dobrym rozwiązaniem, ponieważ na tej podstawie, będzie nam zdecydowanie trudniej dochodzić swoich roszczeń. Ale i w takim przypadku odzyskanie pieniędzy jest możliwe.
– Wszystko zależy od tego, jaką sumę pożyczyliśmy. Jeżeli było to mniej niż 1000 zł, dowodem udzielenia wsparcia będzie przelew bankowy (jeżeli przekazanie pieniędzy odbyło się na konto), ale również zeznania świadków. Warto jednak wiedzieć, że zgodnie z kodeksem cywilnym (art. 720 § 2), gdy wysokość pożyczki przekracza wspomnianą kwotę, powinniśmy sporządzić stosowną umowę cywilnoprawną. Tego zapisu nie powinniśmy traktować jako obowiązku, ale jako zalecenie. Jednak pamiętajmy, że gdy nie dopełnimy tej formalności i nie postaramy się o sporządzenie umowy, mamy mniejsze możliwości na odzyskanie pieniędzy od nieuczciwego znajomego – podpowiada Agnieszka Chechelska-Wrześniak.

 

Trzeba się zabezpieczać

W przypadku, gdy chcemy komuś pożyczyć dużą sumę pieniędzy, warto dodatkowo wybrać jeden ze sposobów zabezpieczenia spłaty pożyczki. Decydując się na takie rozwiązanie, zwiększamy prawdopodobieństwo, że przyjaciel nie będzie unikał spłaty zobowiązania, bo w przeciwnym razie, będzie musiał liczyć się z poważniejszymi konsekwencjami, niż w przypadku podpisania „zwykłego” oświadczenia, w którym deklaruje zwrot pożyczonej kwoty. Jak to działa w praktyce?
Jedną z popularniejszych form zabezpieczenia, jest poręczenie pożyczki. Jeżeli pożyczkobiorca będzie uchylał się od zwrotu należności, ten obowiązek spadnie na żyranta, czyli osobę, która poręcza spłatę długu. Niełatwo jednak kogoś takiego znaleźć, bo przecież żyrant doskonale wie, że w każdej chwili może zostać obciążony poręczonym długiem. Poza ty,m, wybierając to rozwiązanie, warto upewnić się, że sytuacja finansowa poręczyciela pozwoli mu na ewentualny zwrot pieniędzy.
Znajomy lub bliska osoba, której pożyczamy pieniądze, może również zgodzić się na dobrowolne poddanie się egzekucji długu, czyli na odgórne dochodzenie spłaty pożyczki przez komornika. A co ważne – bez konieczności wszczynania postępowania sądowego.
– Pożyczając pieniądze z takim zabezpieczeniem, pożyczkobiorca zgadza się ponieść konsekwencje niespłacenia długu w terminie, co oznacza przeprowadzenie egzekucji z jego majątku. Zastosowanie tego sposobu zabezpieczenia spłaty pożyczki wymaga sporządzenia odpowiedniego aktu notarialnego, który będzie informował o obowiązku zapłaty określonej sumy pieniędzy lub wydania rzeczy o wartości równej pożyczonej kwocie – wyjaśnia Agnieszka Chechelska-Wrześniak.
Osoba, której pożyczamy pieniądze, może również podpisać weksel, który zobowiąże ją do spłaty kwoty o wysokości w nim wymienionym. Znaczenie weksla jako formy zabezpieczenia dodatkowo wzrasta, gdy zostaje poręczony przez osobę trzecią.

 

Koniec z przyjaźnią

Jeżeli pożyczkobiorca nie wywiąże się ze spłaty, weksel, jak i pozostałe wymienione sposoby zabezpieczenia spłaty pożyczki, mogą pełnić rolę dowodu w postępowaniu sądowym.
A to się zdarza, bo zadbanie o pisemne potwierdzenie udzielenia pożyczki i wdrożenie formalnych środków zabezpieczenia jej spłaty, niestety mogą nie uchronić nas przed nieuczciwym znajomym, który zwleka z oddaniem pieniędzy i co więcej – unika wszelakich kontaktów i polubownych próśb o zwrot należności.
Co wtedy nam pozostaje? Jeżeli skorzystaliśmy ze wszystkich ugodowych sposobów wpłynięcia na pożyczkobiorcę i to nie przyniosło efektów, jesteśmy zmuszeni oddać sprawę do sądu.
– W kancelarii prawnej otrzymamy pomoc w przygotowaniu wezwania do zapłaty, kierowanego do osoby, której udzieliliśmy pożyczki, domagającego się natychmiastowego zwrotu pieniędzy. Taka korespondencja powinna być przesyłana listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. Jest ono dowodem dla sądu, że wierzyciel najpierw starał się polubownie rozwiązać spór. Treść takiego wezwania jest dowolna, jednak na pewno należy zawrzeć w nim informacje o terminie zwrotu, wysokości udzielonej pożyczki, a przede wszystkim pouczenie, że po upływie wskazanej daty, sprawa zostanie skierowana do sądu, co spowoduje naliczenie dodatkowych kosztów, które ponieść będzie musiał pożyczkobiorca. Jeżeli wezwanie nie odniesie zamierzonego rezultatu, pożyczkobiorca otrzyma następne pismo o podobnej treści już z sądu – dodaje Agnieszka Chechelska-Wrześniak.
Oddanie sprawy do sądu zdecydowanie zwiększa nasze szanse na odzyskanie pieniędzy. Jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli i przedstawimy dowody na to, że pożyczka miała miejsce, sąd zapewne nakaże pożyczkobiorcy zwrot należności wraz z odsetkami. Wydany przez sąd tytuł wykonawczy może być także podstawą do wszczęcia egzekucji z majątku dłużnika. Takie rozstrzygnięcie będzie oznaczać koniec przyjaźni lub znajomości, ale może być jedynym sposobem na to, by odzyskać pożyczone pieniądze.

Zanim problemy z kasą zniszczą związek

Małżonkowie powinni być uczciwi wobec siebie przede wszystkim w sprawach finansowych – bo najtrudniej poradzić sobie z kłopotami w tej właśnie sferze.

 

Niedogadanie się w kwestii finansów, planowanych wydatków czy oszczędności, może prowadzić do poważnych kłótni w małżeństwie.
Jeszcze trudniejszym tematem dla par mogą być zaciągnięte zobowiązania finansowe, łączące, jak wiadomo, węzłem trwalszym niż ślub. Gdy kredyty spłacane są regularnie, nie ma powodów do niepokoju. Jeżeli jednak powinie się nam noga i pojawią się trudności w terminowym regulowaniu należności, zaczną się schody.

 

Jedno drugiego brzemiona niesie

Zawierając związek małżeński, para decyduje się być ze sobą na dobre i na złe, ale w przypadku problemów finansowych, uczucie zostaje wystawione na poważną próbę.
Jeśli zalegamy ze spłatą kolejnych rat kredytu, możemy obarczyć partnera długami, który z naszej winy, z dużym prawdopodobieństwem może zostać wpisany na listę dłużników i w przyszłości (po rozwodzie) zapewne może napotkać trudności w zaciągnięciu kredytu na własną rękę. Możemy też jednak próbować tego uniknąć – i ocalić zarazem małżeństwo.
Najważniejsze jest to, że w sytuacji, gdy taki kredyt zaciąga małżeństwo, dla banku umowa będzie nadal wiążąca, nawet jeśli małżonkowie postanowią się rozstać albo jeden z partnerów będzie uchylał się od spłaty.
Warto więc wiedzieć, kiedy partnerzy wspólnie odpowiadają za zobowiązania finansowe, a w których przypadkach dług staje się „prywatnym” zmartwieniem jednego ze współmałżonków.

 

Wspólnie i w całości

W Polsce przyjęło się, że większość par wstępując w związek małżeński, decyduje się na wspólnotę majątkową.
Oznacza to, że z chwilą ślubu, powstaje między małżonkami wspólność obejmująca ich późniejszy dorobek. Zaliczają się do niego środki finansowe, jak i przedmioty materialne, które zostały nabyte w trakcie małżeństwa przez oboje partnerów, bądź przez jednego z nich.
Do wspólnego majątku wchodzi przede wszystkim: wynagrodzenie za pracę oraz za inne usługi świadczone osobiście przez któregokolwiek z małżonków, dochody z majątku wspólnego, oraz zgromadzone przez nich środki na rachunkach bankowych, niezależnie od tego, który z współmałżonków w większym stopniu się przyczynił do zgromadzenia tych oszczędności.
W przypadku wspólnoty majątkowej, jeżeli partnerzy również wspólnie podejmą decyzję o zaciągnięciu kredytu, wspólnie i w całości będą także odpowiadać przed wierzycielem.
Kiedy należność przestanie być spłacana terminowo, dług zostanie pokryty najpierw z majątku wspólnego, a potem także z majątków osobistych partnerów.
– Należy bowiem pamiętać o tym, że oprócz środków wspólnych, małżonkowie dysponują również „prywatnym” majątkiem. Najczęściej do tej kategorii zalicza się przedmioty zgromadzone przed rozpoczęciem małżeństwa i ustanowienia wspólnoty majątkowej, zwłaszcza te nabyte w drodze dziedziczenia, zapisu lub darowizny – mówi Agnieszka Jarmołowicz, ekspertka Intrum.
A co będzie, jeśli partnerów obowiązuje wspólnota majątkowa, ale tylko jeden z nich jest kredytobiorcą?
W tym przypadku ustalenie odpowiedzialności za niespłacane długi zależy od tego, czy partner uzyskał zgodę od współmałżonka na zaciągnięcie kredytu. Jeżeli taka sytuacja miała miejsce – a tak się z reguły zdarza – wtedy wierzyciel może żądać zaspokojenia długu z majątku osobistego osoby zadłużonej, ale również z majątku wspólnego.
Natomiast jeżeli małżonek zaciąga pożyczkę bez wiedzy i zgody partnera, wtedy odpowiada za spłatę zobowiązania swoim majątkiem osobistym.
– Od każdej reguły można znaleźć jednak wyjątki, także i w tym przypadku. Nawet jeśli partner zaciągnął kredyt bez zgody współmałżonka, ale przyznane środki miały być wykorzystane na pokrycie bieżących wydatków rodziny (np. zakupy spożywcze czy rachunki za media), to wierzyciel może sięgnąć zarówno po środki z majątku wspólnego, ale co ważne, również po majątek osobisty drugiego współmałżonka, który nie podpisał umowy kredytowej – dodaje Agnieszka Jarmołowicz.

 

Niewiele nam może pomóc

Rozwiązaniem, które może uchronić współmałżonka (i jego majątek) przed odpowiedzialnością za niespłacane zobowiązania drugiego partnera, jest rozdzielność majątkowa, ustanawiana poprzez podpisanie małżeńskiej umowy majątkowej, zwanej wcześniej intercyzą.
Można ją zawrzeć, biorąc ślub, a także już w trakcie trwania małżeństwa.
– Skorzystanie z takiej opcji jest szczególnie zalecane parom, w których przynajmniej jedna z osób prowadzi działalność gospodarczą obarczoną dużym ryzykiem finansowym, a także, gdy partnerzy zgromadzili przed ślubem duży majątek, który ma również wartość sentymentalną. Intercyza sprawia, że od początku trwania małżeństwa obie osoby dysponują niezależnie własnymi finansami i co do zasady nie odpowiadają za długi partnera – tłumaczy Agnieszka Jarmołowicz.
Nic to jednak nie pomoże, jeżeli dług powstał przed zawarciem intercyzy – nawet jeśli stosowne organy wykryły jego istnienie później.
Wspomniana umowa nie uchroni także małżonków od kłopotów, gdy wspólnie zaciągnęli kredyt, a zadłużenie przestało być spłacane w terminie. Wtedy małżonkowie tak samo odpowiadają za dług majątkiem wspólnym, ale i osobistym, mimo rozdzielności majątkowej.
Zasada ta obowiązuje również wtedy, gdy wspólnie z rodzicem czy członkiem rodziny decydujemy się wspólnie zaciągnąć kredyt hipoteczny, co jest często wybieranym rozwiązaniem. Wtedy, wraz z drugą osobą podpisujemy umowę kredytową, oboje stajemy się współkredytobiorcami i zobowiązujemy się do spłaty zobowiązania.
Jak widać, wszystko to pokazuje, że nie ma wielu szans by uciec wierzycielom spod łopaty.

Czy warto z kartą?

To pułapka zastawiona na klientów przez banki. Z prawie każdej pułapki da się jednak ostrożnie wyjąć przynętę, unikając wpadnięcia w finansowe sidła.

Najlepiej oczywiście w ogóle nie korzystać z kredytów bankowych, ale czasem trzeba. Nasze wygodnictwo podpowiada nam czasami, że warto nawet wyposażyć się i w kartę kredytową.
Owszem, karta kredytowa może stanowić wygodne i elastyczne wsparcie dla domowego budżetu, w postaci dodatkowych funduszy. Nie każdy jednak wie, jak z niej odpowiednio korzystać.
Wystarczą bowiem impulsywne zakupy czy przeoczenie terminu spłaty, by słono odczuć skutki w portfelu – a nawet zrobić pierwszy krok na drodze do spirali zadłużenia. Można się jednak się przed tym uchronić, wykorzystując jednocześnie dodatkowe środki z karty.

Jeśli mamy zdolność

Choć karta kredytowa z pozoru przypomina i oferuje podobny zakres usług co zwykła karta do transakcji bezgotówkowych, to różnice między nimi są znaczne.
Z karty kredytowej mogą korzystać wyłącznie ci klienci banków, którzy posiadają odpowiednią zdolność kredytową i otrzymają zgodę na wydanie tego rodzaju karty.
Umożliwia ona bowiem skorzystanie z kredytu, czyli dysponowanie pożyczonymi pieniędzmi od banku. Jej posiadacze mogą dokonywać płatności bezgotówkowych, nawet wtedy, jeśli nie mają środków na swoim podstawowym rachunku. W ten sposób wykorzystują przyznany przez bank limit kredytowy, czyli po prostu zaciągnięty kredyt. Każdą wydaną złotówkę muszą więc zwrócić.
Jeśli nie wyrobią się z tym w odpowiednim terminie, poniosą koszt naliczonych karnych odsetek (dużo wyższych, niż zwykłe).

Kredyt bez odsetek

Kredyt na karcie kredytowej różni się jednak od zwykłych pożyczek gotówkowych tym, że jeśli zostanie spłacony w terminie, jest bezodsetkowy – czyli darmowy (oddajemy tyle samo, ile wydaliśmy).
Kiedy wydajemy pieniądze przy pomocy karty kredytowej, obracamy środkami pożyczonymi od banku. Jeśli oddamy je w wyznaczonym czasie, nie zapłacimy odsetek.
– Zwykle mamy na to około 50 – 60 dni. By jednak nie naciąć się na wysokie odsetki, które mogą sięgać nawet 10 proc., warto sprawdzić, jak liczony jest okres rozliczeniowy w przypadku naszej karty. Informację na ten temat znajdziemy na przykład na wyciągu, który otrzymujemy co miesiąc z banku. Zawarte są na nim szczegóły dotyczące wysokości wykorzystanego limitu z karty i daty jego spłaty –  mówi Leszek Zięba, ekspert Związku Firm Pośrednictwa Finansowego.
Jeśli mamy więc pewność, że wyrobimy się w terminie i bez problemu uregulujemy całą należność, warto niekiedy skorzystać z karty kredytowej.
– Jest to korzystne szczególnie wtedy, gdy na przykład chcemy kupić coś w okazyjnej cenie i wiemy, że szybko spłacimy zobowiązanie w całości – dodaje Leszek Zięba.

Uwaga na rolowanie długu

Jeśli się spóźnimy i przepadnie nam okres bezodsetkowy, powinniśmy jak najszybciej uregulować całość zadłużenia.
W przeciwnym razie może bowiem dojść do sytuacji, że gdy zapomnimy o terminie i cały czas będziemy korzystać z limitu karty kredytowej, na przykład robiąc impulsywne zakupy, spłacimy w tym czasie jedynie minimalne, comiesięczne raty. Bank będzie oczywiście z radością obserwować, jak rośnie kwota naszego zadłużenia.
Jeszcze większym zagrożeniem jest zjawisko rolowania długu.
– Polega ono na tym, że choć spłacamy już kartę kredytową, to i tak na koniec miesiąca znów płacimy nią, bo nie wystarcza nam środków do tzw. pierwszego. Taka sytuacja jest niebezpieczna, bo może doprowadzić do spirali zadłużenia i jednocześnie obciąża nas odsetkami, które są naliczane od całości niespłaconego zadłużenia – podkreśla Michał Krajkowski, ekspert ZFPF
Gdy zatem decydujemy się na kartę kredytową, dostosujmy jej limit, czyli maksymalną kwotę, na którą możemy się zadłużyć, do naszych możliwości – tak, aby nawet w sytuacji, gdy wykorzystamy wszystkie dostępne środki na karcie, nie mieć problemu z ich spłatą.

Nie do bankomatu

Warto także pamiętać o tym, że karta kredytowa nie powinna nam służyć do wypłat gotówki z bankomatu.
Co prawda bank dopuszcza taką możliwość, ale jest to pułapka, zastawiona przez cwanych bankierów na klientów. Podejmując z bankomatu pieniądze za pomocą karty kredytowej trzeba liczyć się bowiem z bardzo wysokimi opłatami za taką transakcję, ściąganymi w postaci prowizji za pobranie pieniędzy. Ponadto, wtedy nie obowiązuje także żaden okres bezodsetkowy.
Aby korzystanie z karty kredytowej nie wiązało się wysokimi kosztami, należy nie tylko przestrzegać spłaty zadłużenia w terminie, ale także sprawdzać zasady opłaty rocznej lub miesięcznej za korzystanie z tego środka płatniczego.
Banki korzystają z każdej okazji, by złupić nam skórę. Zdarza się jednak i tak, że dla zachęty, razem z kartą oferują dodatki i rozmaite bonusy na przykład dodatkowe ubezpieczenie, zwrot za transakcje bezgotówkowe czy rabaty u partnerów.
Zanim wszakże zdecydujemy się na kartę kredytową, dokładnie sprawdźmy warunki umowy i zapoznajmy się z tabelą opłat. W rzeczywistości prawie nikt tego nie robi, ale warto.
Mimo tego, że karty mogą stać się dla banków maszynką do zarabiania pieniędzy bez żadnego wysiłku, to w Polsce w ostatnich latach stopniowo spadała liczba kart kredytowych będących w obiegu.
Obecnie jest ich około 6 milionów i bankierzy nie są specjalnie zainteresowani zwiększaniem tej liczby.
Mogą bowiem być one również kłopotliwe dla banków komercyjnych.
Zdarza się bowiem, że nieuczciwi klienci potrafią znacznie skuteczniej, niż w przypadku zwykłych kredytów, unikać spłacania zadłużenia na karcie kredytowej.