Siatkarskie MŚ 2018: Kombinacje gospodarzy

Aby zdobyć medal w rozpoczętych w minioną niedzielę siatkarskich mistrzostwach świata we Włoszech i Bułgarii, trzeba będzie rozegrać w ciągu trzech tygodni 12 trudnych spotkań, niewykluczone, że nawet w trzech różnych miastach, a na pewno dwóch krajach.

 

Ten wyczerpujący serial wyłoni najlepsze zespoły, ale już wiadomo, że będą one przede wszystkim najbardziej wytrzymałe w stawce 24 uczestników mistrzostw. Przed siatkarzami trzy fazy grupowe, a dla najlepszych udział w finałowym turnieju w Turynie (29-30 września). Co ciekawe, w drodze po medale trzeba będzie rozegrać o jeden mecz mniej, niż cztery lata temu w mistrzostwach organizowanych samodzielnie przez Polskę. Zmieniające się co cztery lata zasady rozgrywania światowego czempionatu to znak rozpoznawczy FIVB. Co cztery lata działacze światowej federacji tak kombinują, żeby jak najwięcej wycisnąć z imprezy, dlatego tak układają regulamin turnieju, żeby meczów było więcej, bo od tego zależą wpływy ze sprzedaży praw telewizyjnych biletów. W tych rachubach nie ma miejsca na troskę o zdrowie siatkarzy i sportowy poziom imprezy.
Dla porównania, w piłce nożnej mistrz świata musi rozegrać siedem meczów, w koszykówce dziewięć, tyle samo co w piłce ręcznej. Siatkówka w liczbie meczów bije inne zespołowe dyscypliny sportu na głowę.

Schemat rozgrywania siatkarskich mistrzostw świata zmieniany była w każdych z sześciu ostatnich turniejów. Po raz ostatni przejrzysty system rozgrywania mistrzostw zastosowano w 1990 roku w Brazylii i 1994 roku w Grecji. O medale rywalizowało w tych turniejach po 16 drużyn, rozgrywano 1/8 finału i ćwierćfinały. Potem zaczęto wprowadzać rozwiązania, które tylko niepotrzebnie komplikują rywalizację.

W tegorocznej edycji nie będzie inaczej. Światowe media rozpisują się o kolejnych wpadkach organizatorów. Ich niefrasobliwość poczuli na własnej skórze także nasi siatkarze, którzy przyjechali na turniej w glorii obrońców tytułu i z tego choćby powodu mieli pełne prawo oczekiwać specjalnego traktowania. Tymczasem już po przybyciu do Warny spotkała ich nieprzyjemna niespodzianka, bo bułgarscy organizatorzy zapomnieli przysłać autokar i z treningu do hotelu nasza ekipa musiał wracać taksówkami. Równie nieładnie potraktowano trenera biało-czerwonych Vitala Heynena, na którego nie poczekał bus rozwożący szkoleniowców z narady. Belgijski szkoleniowiec wrócił do hotelu na piechotę. Potraktował ten incydent z humorem, ale na każdym kroku ostrzega swoich podopiecznych, żeby nie dali się takimi „zagrywkami” gospodarzy wyprowadzić z równowagi.

Bułgarzy, z którymi biało-czerwoni rywalizują w grupie, na otwarcie turnieju wygrali łatwo z Finlandią 3:0. Polacy zaczną turniej w środę od spotkania z Kubą.

 

Popisowy występ Malwiny

Polskie siatkarki w rankingu FIVB zajmują 22. miejsce, ale nie przeszkadza im to toczyć w Lidze Narodów wyrównanych bojów z zespołami czołówki, a nawet z nimi wygrywać, jak miało to miejsce w meczu z mistrzyniami olimpijskimi.

Nasza żeńska reprezentacja już przed tygodniem zrobiła dobre wrażenie. W pierwszym swoim występie w Lidze Narodów, w amerykańskim Lincoln, biało-czerwone przegrały z wiceliderkami światowego rankingu ekipą USA 1:3, pokonały Włoszki 3:2 i uległy mocnej drużynie Turcji 0:3. Chinki były jednak murowanymi faworytkami potyczki z Polską, bo są aktualnymi mistrzyniami olimpijskimi, wicemistrzyniami świata, zdobywczyniami Pucharu Świata i liderkami rankingu FIVB. Nie muszą walczyć o utrzymanie w Lidze Narodów, poza tym są gospodyniami finałowego turnieju Ligi Narodów.

Polki na turniej do Makao dotarły z USA po 16 godzinach męczącej podróży, trafiając do zupełnie innej strefy czasowej, różnej od poprzedniej aż o 13 godzin. Mimo tych niesprzyjających okoliczności wytrzymały trudy pięciosetowego starcia z mistrzyniami olimpijskimi i wygrały z nimi 3:2. Kapitalne mecz rozegrała zwłaszcza 21-letnia atakująca Malwina Smarzek, która w pojedynkę zdobyła aż 35 punktów, popisując się pięcioma asami serwisowymi, jednym blokiem i 29 zbiciami. Dla porównania najlepsza w chińskim zespole Li Yinging zdobyła 19 punktów.

Niestety, w kolejnym spotkaniu zmęczenie dało znać o sobie i Polki przegrały z Serbią 1:3, tocząc jednak z aktualnymi mistrzyniami Europy i wicemistrzyniami olimpijskimi wyrównany bój, bo drugim i trzecim secie nie wykorzystały setboli, a na zakończenie turnieju w Makao biało-czerwone przegrały jeszcze z Tajlandią 2:3. Teraz wracają do Europy. Następny turniej zagrają w holenderskim Apeldoorn z Holandią, Brazylią i Koreą Południową.