Flaczki tygodnia

Bojkotujcie księży przychodzących „po kolędzie”. Odmawiajcie rozmowy z nimi, skoro hierarchia polskiego kościoła katolickiego milczy. Skoro najwyżsi pasterze nie chcą rozmawiać ze swymi owieczkami o zbrodniach pedofilskich.
Milczą niezwykle wymownie.

 

***

Bojkotujcie księży pragnących przyjść do was „po kolędzie”. Tylko taki bojkot zmusi Episkopat polskiego kościoła kat. do zabrania głosu.
Nie liczcie, że przyjmiecie księdza i porozmawiacie z nim o pedofilii.
A potem on napisze raport o tym palącym problemie, apel o ujawnienia prawdy, i prześle go Wyżej.
A to Wyżej prześle jeszcze Wyżej.
I po kolejnych szczebelkach hierarchicznej drabiny wasze rozterki dotrą Najwyżej.

 

***

I wtedy światłe kierownictwo polskiego kościoła kat. zaśpiewa radośnie:
„Abba Ojcze!
Wszyscy jesteśmy braćmi
Jesteśmy jedną rodziną.
Tej prawdy nic już nie zaćmi
I teraz jest jej godzina”.
I podzieli się prawdą z „braćmi”, tą „jedną rodziną”.

 

***

Nie podzielą się. Nawet najbardziej zdeklarowani polscy katolicy nie wierzą w to. Nawet Tomasz Terlikowski, ten który publicznie wyrażał radość z utraty mandatu poselskiego przez redaktora Piotra Gadzinowskiego, bo cieszył się, że posła – antyklerykała w Sejmie już nie będzie, też przestał już wierzyć w prawdomówność hierarchów polskiego kościoła kat.

 

***

W wywiadzie udzielonym w „Dzienniku. Gazeta Prawna” dziś postuluje: „Powinna zostać powołana niezależna komisja do spraw zbrodni pedofilskich. Powinna składać się z ludzi świeckich”.
I dodaje: „Niech to będą prawnicy, etycy… Nie może się ona składać z samych biskupów, księży, lecz także ze świeckich ludzi Kościoła. Amerykanie zrobili to w najprostszy sposób – zlecili zbadanie pedofilii niezależnemu instytutowi kryminologicznemu Johna Jaya. Przygotowano bardzo mocny raport. Zróbmy to, zanim będzie za późno”.

 

***

Terlikowski wierzy w boga i jeszcze wierzy w swój kościół kat. Ale hierarchom swego kościoła nie ufa. Boi się, że pedofile w kościele kat. chronieni są przez związanych z nimi hierarchów.
Przypomina zasługi kardynała Stanisława Dziwisza w tuszowaniu prawdy o ekscesach seksualnych Maciela Degollado i jego Legionu Chrystusa.
Pyta: „Dlaczego Dziwisz chronił Maciela, homoseksualistę, mobbera, oszusta? Tak samo, jak kluczowe jest pytanie o to, dlaczego to Wanda Półtawska, przyjaciółka Jana Pawła II, musiała zanieść papieżowi dokumenty dotyczące abpa Paetza. Nie zwalałbym całej odpowiedzialności na kardynała Dziwisza, ale odpowiedzialni, a więc i współodpowiedzialni, powinni być wskazani. O lawendowej mafii w Watykanie mówi się od dawna”.

 

***

O „Lawendowej mafii” w Watykanie, i w polskim Episkopacie też, od dawna wspominają księża i wierzący nadal w boga publicyści katoliccy. Środowiska lewicowe rzadko. Może dlatego, że wiąże im usta poprawność polityczna. Bo za „Lawendową mafię” uważa się grupę wpływowych hierarchów kościoła kat. o homoseksualnej orientacji seksualnej. Homoseksualizm nie jest w Polsce zakazany, za to polskich kościół kat. uważa go za grzech. Jednocześnie powszechnie znani są homoseksualni hierarchowie polskiego kościoła katolickiego. Podejrzewani, że awansują swych podwładnych za seks. Symbolem postawy „awans, praca za seks” stał się arcybiskup Juliusz Paetz.

 

***

Pasterze – hierarchowie zapewne milczą o problemie pedofilii, bo boją się rozpoczęcia publicznej dyskusji o seksualności w kościele kat. W Polsce „ciemny lud”, jak go określił zdeklarowany katolik pan prezes Jacek Kurski, zwykle nie odróżnia pedofila od homoseksualisty. Zwykle ci i ci to są „pederaści”. Zatem wielu homoseksualnych hierarchów i księży może okryć się infamią, bo zostaną wrzuceni do jednego pedofilskiego worka. Zwłaszcza, kiedy ujawniona zostanie też lista homoseksualnych pedofilii.

 

***

Pastuszkowie – hierarchowie milczą, bo zapewne boją się o swoje pieniądze. Boją się, że kiedy ujawnią prawdę i skalę pedofilskich zbrodni, to ruszy lawina procesów i finansowych odszkodowań.
W polskich kościele katolickim prawdziwym bogiem jest mamona. Dla pieniędzy wielu księży katolickich zrobi wszystko. Bez pieniędzy paluszkiem nie kiwną. Bez tradycyjnego „Co łaska” żadnej „łaski boskiej” nie uświadczysz.

 

***

Dlatego bojkotujcie księży przychodzących do was po kolędzie. Tych, który przychodzą po kopertę z tradycyjnym „co łaska”. Tylko brak kopert uświadomi księżom i hierarchom potrzebę ujawnienia prawdy o pedofilii. O hierarchach akceptujących i tuszujących zbrodnie.

 

***

Hierarchowie i księża polskiego kościoła kat. powinni być wdzięczni władzom Polski Ludowej. Modlić się nawet za nich. Za odsunięcie księży i sióstr zakonnych od instytucji związanych z wychowaniem dzieci. Dzięki temu zbrodnie pedofilskie kościoła kat. zostały ograniczone.

 

***

Nie lękajcie się. Nie przyjmujcie księży na duszpasterskich wizytach. Róbcie to dla dobra waszych dzieci, dobra wszystkich dzieci w naszym kraju.

 

***

Prawda was wyzwoli.

Flaczki tygodnia

Plotkarskie media, zwłaszcza Internet, z wielką uciechą powielają informację o uchwale warszawskiej Rady SLD. Wzywającej przewodniczącego SLD Włodzimierza Czarzastego do natychmiastowego ustąpienia i zwołania nadzwyczajnego kongresu SLD.

 

***

Powodem tego wezwania jest słaby wynik warszawskich kandydatów SLD w ostatnich wyborach samorządowych. Liczono na przynajmniej kilku radnych w Radzie Miasta Warszawy i podobnie na kilku radnych w sejmiku mazowieckim. Jedno miejsce w Radzie Warszawy zdobyte przez Monikę Jaruzelską nikogo nie zadawala. Zwłaszcza, że prognozy wieszczyły lepszy wyborczy wynik.

 

***

Słaby wynik kompetentnych i popularnych warszawskich kandydatów to efekt plebiscytu w jaki zostały zamienione niedawne wybory samorządowe. Plebiscytu pod hasłem: Kto jest za rządami PiS, a a kto jest przeciwko tym rządom.
W Warszawie ów plebiscyt został spersonifikowany w postać wyboru pomiędzy kandydatami na prezydenta miasta. Pomiędzy spokojnym, proeuropejskim, swojskim Rafałem Trzaskowskim a dzikim, antyeuropejskim, najeźdźcą z Opola, czyli Patrykiem Jaskim.

 

***

Spór Jaki – Trzaskowski był stale podgrzewany przez krajowe media. Nakręcił szalone emocje i wyjątkowo wysoką frekwencję wyborczą. Bo zmobilizował wszystkich warszawskich przeciwników Patryka Jakiego. I głosując na Trzaskowskiego zwykle głosowali oni też na kandydatów Platformy Obywatelskiej, wspieranej w Warszawie przez Nowoczesną.

 

***

W efekcie tego plebiscytu już w pierwszej turze wygrał Rafał Trzaskowski. Ku zaskoczeniu wszystkim, i jego samego pewnie też. Przy okazji wygrywali też kandydaci PO plus Nowoczesna zdobywając większość w Radzie Warszawy i w kilku dzielnicach też.

 

***

Kandydaci PiS zasiedli w ławach opozycji Rady Warszawy. Powstał tam klasyczny duopol polityczny, bo poza Moniką Jaruzelską kandydująca z listy „SLD-Lewica Razem”, reprezentantów innych ugrupowań tam nie ma. Nie ma reprezentacji Kukiz15, choć ich kandydat na prezydenta Warszawy osiągnął kilkuprocentowy wynik. Nie ma ani jednego reprezentanta licznych w stolicy ruchów miejskich. Wszystkich starły na polityczny proszek dwa wielkie polityczne bloki: PO+ i PiS.

 

***

Ofiarami warszawskiego duopolu stali się też pozostali kandydaci na prezydenta Warszawy. Pomimo prowadzonej przez nich naprawdę aktywnej, pomysłowej i merytorycznej kampanii wyborczej, żaden z nich nie przekroczył trzech procent poparcia wyborczego.
Nawet Andrzej Rozenek trzech procent nie przekroczył, choć firmujący go komitet „SLD – Lewica Razem” zdobył w Warszawie ponad 6 procent głosów popierających. Bo wielu głosujących na kandydatów „SLD-Lewica Razem” uległo plebiscytowym emocjom i już w pierwszej turze oddawało swoje głosy na Rafała Trzaskowskiego.

 

***

Andrzej Rozenek został kandydatem „SLD- Lewica Razem” w ostatniej chwili, po niespodziewanym falstarcie Andrzeja Celińskiego. Kontrkandydatów wtedy nie było. Wcześniej też kolejka nie stała. Rozenek pracował w kampanii wyborczej bardzo intensywnie zyskując za to sympatię nie lewicowych mediów.
Nie zyskał jednak poparcia Leszka Millera, pamiętającego ostre spory z Rozenkiem, w czasach kiedy był on posłem Ruchu Palikota, rzecznikiem prasowym klubu parlamentarnego Ruchu, a także redaktorem tygodnika „Nie”. Też stale krytykującego Leszka Millera.
Nie zyskał Rozenek też początkowo poparcie Aleksandra Kwaśniewskiego, deklarującego wtedy swe sympatie dla Rafała Trzaskowskiego. Dopiero w trakcie kampanii Aleksander Kwaśniewski, podobnie jak Włodzimierz Cimoszewicz, wezwali do poparcia Andrzeja Rozenka.

 

***

Słaby wynik Rozenka wywołał fale licznego hejtu w Internecie. Czyli ostrej, zwykle anonimowej krytyki. Niesłusznej, zdaniem „Flaczków”. Wynik Rozenka nie odbiega od wyniku Jana Śpiewaka, niezwykle aktywnego i kompetentnego kandydata na prezydenta Warszawy, też ofiary duopolu politycznego. Dlatego zamiast prześcigać się w krytyce odważnego i skazanego z góry na porażkę swego kandydata, politycy SLD i innych ugrupowań zmielonych przed duopol PO-PiS, powinni połączyć się w krytyce większościowego systemu liczenia głosów. Systemu D’Hondta preferującego duże partie, ułatwiającego co prawda tworzenie stabilnych koalicji lub rządów mono partyjnych, ale pozbawiającego reprezentacji politycznej licznych, mniejszych grup wyborców.

 

***

Ofiarą systemu D’Hondta jest, wśród wielu innych, redaktor Piotr Gadzinowski, który w ostatnich wyborach do Rady Miasta Warszawy w swoim, sześciomandatowym okręgu wyborczym, osiągnął czwarty co do liczebności wynik. Ale mandatu nie uzyskał. Bo zgodnie z większościowym systemem dzielenie mandatów pięć z nich przypadło PO+ i jeden PiS.

 

***

Działacze warszawskiego SLD chcą odwołania Włodzimierza Czarzastego z funkcji przewodniczącego SLD, bo nie doprowadził ich do koalicji z PO+ na szczeblu miasta Warszawy i województwa mazowieckiego. Uważają, że startując z list PO+ kandydaci SLD mieliby swoje mandaty w kieszeni. A idąc osobno szanse na nie stracili.

 

***

Niestety nie mamy pewności, czy wyborcy SLD – Lewica Razem zagłosowaliby na kandydatów lewicy umieszczonych na prawicowych listach wyborczych.
Nie ma też pewności, że takie wspólne listy w Warszawie powstałyby. Kandydat Rafał Trzaskowski nie nawoływał, ani nie zapraszał lewicy do koalicji pod swym wezwaniem. Raczej kalkulował, że takie rozmowy mają sens dopiero po pierwszej turze wyborczej.
Inni potencjalni koalicjanci też się do wspólnych list z SLD w Warszawie nie palili. Piotr Guział po początkowych projektach wspólnej listy na Ursynowie, zdecydował się na współpracę z Patrykiem Jakim.

 

***

„Flaczki” zawsze uważały, że każdego przewodniczącego można zmienić. Tylko trzeba wiedzieć po co go zmieniać i na kogo?.
Działacze z warszawskiej Rady SLD do tej pory nie przedstawili alternatywnego kandydata na przewodniczącego. Co od razu czyni ich wezwanie lekko niepoważnym.

 

***

Zmiana przewodniczącego SLD w czasie kiedy przeprowadził on rozmowy z PO i PSL o koalicjach w kilku sejmikach wojewódzkich, a teraz negocjuje porozumienie z partiami lewicowymi również wygląda nieproduktywnie.

 

***

Eksperci PiS pracują nad koncepcją przyśpieszenia wyborów parlamentarnych i przygotowania ich na marzec 2019 roku. Czy coś jeszcze więcej dodać?

Flaczki tygodnia

Czy pan prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński powinien podać się do dymisji?
Bo, zdaniem opozycji, mógł patronować zorganizowanej grupie przestępczej działającej w najważniejszych finansowych instytucjach państwowych.

***

Uwaga Czytelnicy! Nasza rozmowa nie jest przez „Flaczki” podstępnie nagrywana. Nie musicie zatem uruchamiać przeróżnych „szumideł”, czyli zagłuszarek wszelkiej maści. Nie musicie też uruchamiać najpowszechniejszego w Polsce „szumidła”, czyli autocenzury.

***

Z zaprezentowanych już przez mecenasa Giertycha i z zapowiadanych przez niego kolejnych informacji wynika, że w polskich, państwowych instytucjach finansowych istniała grupa przestępcza, która zajmowała się wymuszaniem pieniędzy od prywatnych przedsiębiorców. I to tych z najwyższej finansowej półki.

***

W zamian za przychylność najwyższych władz partyjno – państwowych krajowi biznesmeni opłacali się przedstawicielom grupy trzymającej finansową władzę. Zatrudniali jako doradców, konsultantów, prawników, członków rad nadzorczych i zarządów zaproponowane im osoby. Wyznaczając im wysokie wynagrodzenie. Zatrudnieni mogli być wysoko opłacanymi „słupami”. Piszemy mogli, bo nie zostało im jeszcze udowodnione, że większą część swych wysokich wynagrodzeń przekazywali szefom grupy przestępczej.

***

Z nagranych podstępnie rozmów oraz zeznań biznesmana Leszka Czarneckiego wynika, że otrzymał on od pana przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego propozycję zatrudnienia związanego z KNF prawnika za jeden procent wartości aktywów banku. W zamian biznesmen Czarnecki uzyskałby przychylność władz państwowego nadzoru finansowego, co pomogłoby mu wyprowadzić posiadane przez niego banki z finansowych tarapatów.
Gdyby jednak biznesmen Czarnecki nie zechciał skorzystać z propozycji pana przewodniczącego Chrzanowskiego, to najwyższe władze finansowe przystąpiłyby do realizacji „planu Zdzisława”.
Planu doprowadzającego do upadki finansowego banki biznesmena Czarneckiego i przejęcia je przez państwo polskie za przysłowiową złotówkę.

***

Pomimo tak kuszącej propozycji biznesmen Czarnecki oferty Komisji Nadzoru Finansowego nie przyjął. Tylko dokumentował ją na podstępnie dokonywanych nagraniach.
A kiedy Sejm RP w trybie pilnym zechciał przyjąć rozwiązania prawne pozwalające na szybkie przejęcie tych banków, to biznesmen Czarnecki rozpoczął obronę przez atak. Wykorzystując płatne usługi mecenasa Romana Giertycha, byłego wicepremiera w rządzie pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, upubliczniać zaczął korupcyjne propozycje pana przewodniczącego Chrzanowskiego.

***

Jeśli fakty ujawniane przez Czarneckiego i Giertycha są prawdziwe, to mamy do czynienia z powstaniem w Polsce systemu oligarchii podobnego do istniejącego już na Ukrainie. W panującym tam systemie oligarchii politycznej i finansowej bardzo często, zwłaszcza za prezydentury Wiktora Janukowicza, dochodziło do podobnych przejęć prywatnych przedsiębiorstw przez grupy finansowe związane z panującą władzą.
Mechanizm okradania był podobny. Najpierw właściciel firmy dostawał propozycję zatrudnienia wskazanych mu osób. Te systematycznie przejmowały firmę wyrzucając w końcu jej dotychczasowego właściciela lub pozostawiając go na pozbawionym wpływów stanowisku. Jeśli opierał się takiemu „reketowi”, to władze państwowe od razu przejmowały niepokorną firmę wykorzystując istniejące prawo lub tworząc je na potrzeby takiego przejęcia.

***

Jeśli wierzyć mecenasowi Giertychowi plan przejęcia banków biznesmana Czarneckiego przez państwo polskie reprezentowane przez grupę przestępczą reprezentowaną przez pana przewodniczącego Chrzanowskiego, zwany „Planem Zdzisława”, powstał w głowie pana Zdzisława Sokala. Polskiego ekonomisty. Członka zarządu Narodowego Banku Polskiego za pierwszych rządów pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Od 2015 roku doradcy finansowego pana prezydenta Andrzeja Dudy. Od 2016 roku prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Obecnego przedstawiciela pana prezydenta Dudy w Komisji Nadzoru Finansowego. Znającego się z panem prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim.

***

Co ciekawe, pan Zdzisław Sokal był powołany w 2007 roku przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego na stanowisko członka zarządu Narodowego Banku Polskiego. Wchodził też w skład rady Międzynarodowego Banku Współpracy w Moskwie a w latach 2006-2007 przewodniczył radzie nadzorczej Kredobank S.A Ukraina. Jest zatem znawcą nie tylko zachodnio europejskich bankowych standardów, ale też rosyjskich i ukraińskich rozwiązań w sferze bankowości.

***

Aby zdyskredytować biznesmana Leszka Czarneckiego związane z PiS narodowo – katolickie media przypomniały, że Leszek Czarnecki był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa w Polsce Ludowej.
Taka informacja ma doprowadzić do automatycznego włączenia „szumideł” wśród wyborców PiS. Aby nie słuchali oni o ujawnianych aferach finansowych na szczytach władzy Prawa i Sprawiedliwości. Aby nie dotarła do nich informacja, że tworzy się u nas oligarchiczny, podobny ukraińskiemu, system sprawowania władzy.

***

Leszek Czarnecki rzeczywiście podpisał zgodę na współpracę z SB w 1980 roku. Miał wtedy 18 lat, był licealistą. SB miała obiecać mu wyjazd na zagraniczne studia. Z zachowanych materiałów i relacji jego kolegów ze studiów wynika, że aktywnym współpracownikiem jednak nie był.

***

Nie wiemy jeszcze czy ten „reket”, te plany rujnowania prywatnych polskich firm i przejmowania ich za złotówkę przez państwo PiS były częścią wielkiego planu budowy narodowo-katolickiej IV RP przez elity „Dobrej Zmiany”. Czy były pod patronatem pana prezesa NBP? Czy były akceptowane przez samego pana prezesa – sułtana Jarosława Kaczyńskiego?
Ale intuicja podpowiada „Flaczkom”, że okradanie byłego współpracownika SB, mogło być uważane przez środowiska PiS, za wielce patriotyczny czyn. Za słuszną i zbawienną walkę z „komuną”.
A w tej walce, taki szlachetny, patriotyczny wręcz, czyn, uświęca wszelkie podjęte środki.

Bajaderka

…w zastępstwie za Flaczki.

 

Pamiętacie, co to bajaderka? To ciastko o wdzięcznej nazwie, przywodzącej na myśl rozkosze Orientu, wytwarzane jest z okruchów z różnych ciast. Smaczne, ale trochę pogardzane jako produkt gorszego sortu. Taką bajaderkę przygotowałem na czas nieobecności flaczków.

***

Taki już garbaty los naszego współczesnego Nikodema Dyzmy czyli Andrzeja Dudy, by od początku kadencji robić z siebie pośmiewisko. Zaczął tę praktykę podczas mowy inauguracyjnej w sierpniu 2015 roku, kiedy to sam siebie nazwał „człowiekiem niezłomnym”, wznosząc się na szczyty żenującego kabotyństwa, tak obciachowego, że czerwieniłem się za niego w środku. Potem były przeszło trzy lata wypełnione festiwalem pośmiewiska, które znalazło swoją syntezę w postaci Adriana z „Ucha prezesa”. Nasz Nikodem Dyzma jednak nie ustaje w uprawianiu obciachu. Tym razem za sprawą żarówki. Podczas swojej wizyty w Niemczech, w obecności prezydenta Franka Waltera Steinmaiera wyraził żal, że w polskich sklepach nie można kupić zwykłej żarówki, a tylko – psiakość panie – energooszczędną. Hm, jakby to powiedzieć… No właśnie, otóż ową żarówkę energooszczędną wymyślono i wprowadzono w Unii Europejskiej do sprzedaży, eliminując żarówki starego typu, tak jak wprowadza się do użytku nowe, bardziej ekologiczne auta, czy nowe technologie ogrzewania pomieszczeń, zaniechawszy produkcji i sprzedaży starych „kopciuchów”. Jest w tym rodzaj administracyjnego przymusu, ale zbawiennego dla ratowania środowiska naturalnego. Równoległe zachowanie dostępności nowych i starych technologii byłoby działaniem mijającym się z celem, szkodliwym i sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem. Jednak by to rozumieć, trzeba umieć wydobyć się z mentalnego, prowincjonalnego myślowego zadupia…

***

A dlaczego Nikodem Dyzma? Otóż, jak wiadomo, Nikodem Dyzma z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza dostał się na polityczne salony i zrobił tytułową karierę przez czysty przypadek: znalazł na chodniku zaproszenie na rządowy raut. Gdyby znalazł je ktoś inny, może to on by zrobił karierę. Gdyby prezes PiS wyznaczył wtedy na prezydenckiego kandydata na przykład Marka Suskiego, Krystynę Pawłowicz, konia z Janowa Podlaskiego czy któregoś ze swych kotów, niechybnie ktoś z tej czwórki zostałby prezydentem.

***

Towarzyszka Jakubowska Aleksandra nie jest już tylko „pożyteczną i….ką” prawusków działającą z doskoku, lecz stałą autorką portalu „w potylicę” bliźniaków Karnowskich. Przeszła więc konwersję pełną gębą, co się zowie. Od spikerowania w PRL-owskim „Dzienniku Telewizyjnym” poprzez udział w rządzie Leszka Millera („i czasopisma”) zawędrowała w końcu do jednej z pisowskich szczujni. Kto wie, czy to nie większy skok niż w przypadku skromnego, nikomu kiedyś nieznanego prokuratora Piotrowicza.

***

Gdy kilka miesięcy temu przeczytałem wywiad z Moniką Jaruzelską, w którym krytykowała walkę o liberalizację prawa aborcyjnego, tknęło mnie przeczucie, że jest to być może kandydatka dobra w sam raz, dajmy na to, do Koalicji Obywatelskiej, ale nie do SLD – Lewica Razem i zapachniało mi zupą OGÓRKOWĄ. Jednak dopiero po jej negatywnej wypowiedzi na temat „Tęczowego piątku” Krzysztof Gawkowski wezwał ją do złożenia świeżo zdobytego mandatu. Rychło w czas, choć Jaruzelska i tak mandatu nie złoży, bo „co mi pan zrobi”. Niestety, niedawno Leszek Miller znów nie skorzystał z okazji, by nie podzielić się swoim kolejnym genialnym pomysłem politycznym i sufluje Jaruzelską na SLD-owską kandydatkę w wyborach prezydenckich 2020. Wypichcona trzy lata temu przez Millera zupa OGÓRKOWA do dziś odbija się Sojuszowi niesmakiem. Szkoda, że to sam Miller osobiście nie musiał skonsumować zupy, której nawarzył. Konsumpcji drugiej zupy według jego przepisu SLD może tym razem już nie przeżyć. Jeśli do tego dodać, że przed laty ogłaszał „lwicą lewicy” Aleksandrę Jakubowską, która dziś wysługuje się Karnowskim, to nie sposób nie zauważyć, że Leszek Miller na queenmakera lewicy zupełnie, ale to zupełnie się nie nadaje. Z jego „lwic lewicy” wychodzą na koniec mieszczańskie, konserwatywne damulki.

***

Beata „Kraksa” Szydło i Andrzej „Kraksa” Duda już po raz drugi uczestniczyli w kolizjach wiozących ich samochodowych kolumn. Po prawdzie nie ma się z czego śmiać, bo jak tak dalej pójdzie, to kogoś w końcu zabiją na pasach i to dopiero będzie jazda. Moja hipoteza co do przyczyn tej pechowej serii jest następująca. Pisiory to typ spoconych osobników w pogoni za władzą. Rządzą chciwie, nerwowo, pośpiesznie, bez cienia luzu, z zaciętymi ustami i złym, przekrwionym wzrokiem. A że jeżdżą po kraju gorączkowo, jak opętani, jak najęci, wiecznie gdzieś są spóźnieni, wiecznie gdzieś nie mogą zdążyć. Ta nerwowość, ta presja udziela się więc też siłą rzeczy „dołowi” czyli takiemu personelowi jak właśnie choćby ich biedni kierowcy, do tego na ogół niedoświadczeni, świeżo przyjęci po odejściu poprzedniej kadry. Jeżdżą więc ci kierowcy szybko, nerwowo, ściskając kierownicę drżącymi z emocji dłońmi i spoglądając w lusterku na zacięte, rozdrażnione oblicze pryncypałów, a w takich warunkach o błąd nietrudno. Lot prezydenckiego tupolewa, 10 kwietnia 2010 do Smoleńska… A, dajmy temu pokój.

***

Pisiory i ich media bardzo były oburzone z powodu proklamowania (bo z realizacją było słabiej) „Tęczowego piątku” w szkołach. Podniósł się wrzask, że to homoindoktrynacja, deprawacja i tak dalej w znanym stylu. Jeśli jednak są tak wrażliwi na indoktrynację i deprawację, to niech przestaną promować takową w szkołach w postaci nasyłania na młodzież kleru, znanego z filmu „Kler”, krzewienia bredni religijnej oraz hołdowania pamięci „bandytów wyklętych”. Kler w szkole – to jest dopiero deprawacja.

***

Na bardzo długo przed niedawnymi wyborami Antoni Macierewicz zniknął z ekranów TVPiS i został ukryty w schowku. Wiadomo – żeby nie odstraszyć umiarkowanego elektoratu. I oto już w chwilę po wyborach Antoni pojawił się na pisowskim ekranie, niczym diabeł z pudełka, do tego z deklaracją, że jego podkomisja smoleńska jeszcze nie umarła, pracuje i za jakiś czas ujawni owoce swej wiekopomnej pracy. Nie można było dla pozoru poczekać choć tydzień-dwa?

***

Profesor Wojciech Sadurski sporządził akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi Sebastianowi Dudzie, ur. 16 maja 1972 w Krakowie, Beacie Marii Szydło, ur. 15 kwietnia 1963 w Oświęcimiu, Mateuszowi Jakubowi Morawieckiemu, ur. 20 czerwca 1968 we Wrocławiu, Zbigniewowi Tadeuszowi Ziobrze, ur. 18 sierpnia 1970 w Krakowie, Julii Annie Przyłębskiej, ur. 16 listopada 1959 w Bydgoszczy i Jarosławowi Aleksandrowi Kaczyńskiemu, ur. 18 czerwca 1949 w Warszawie. Profesor zastosował formułę skróconą, bo brakuje imion rodziców oraz miejsc zamieszkania. Te braki trzeba będzie w przyszłości uzupełnić.

Flaczki tygodnia

Zmarł senator John McCain. W 1967 roku bombardował elektrownię w Hanoi i został zestrzelony przez wietnamską obronę. W niewoli wykazał się charakterem. Nie ujawnił wojskowych tajemnic pomimo tortur. Odmówił też złożonej mu propozycji indywidualnego zwolnienia, kiedy Wietnamczycy dowiedzieli się, że pojmany jest synem admirała. I taki gest mógłby poprawić wizerunek Wietnamu Północnego w światowej opinii publicznej.
McCain doczekał końca wojny w 1973 roku w ciężkich warunkach w wiezieniu Hoa Lo, zwanym, ponuro i szyderczo, przez amerykańskich jeńców „Hanoi Hilton”. Do USA wrócił w glorii bohatera wojennego i zrobił karierę polityczną w Senacie.

***

Pomimo niezłego wycisku jakiego dostał w wietnamskiej niewoli, McCain szybko stał się rzecznikiem porozumienia amerykańsko-wietnamskiego. Pierwszy raz wrócił tam w 1985 roku i był przyjmowany nie tylko z należnymi senatorowi honorami. Stał się autentycznym bohaterem wietnamskiej ulicy, bo choć to były wróg, to jednak gość z charakterem. A takich Wietnamczycy cenią. W ostatnich latach McCain uważany był za jednego z najaktywniejszych prowietnamskich lobbystów w Senacie USA i jednego z najbardziej popularnych Amerykanów w Wietnamie. Mógł też spokojnie i wygodnie przespać się w Hanoi Hilton Opera, bo po zwycięstwie wietnamskiego komunizmu także ta sieć hotelowa pojawiła się w najważniejszych miastach Wietnamu.

***

Postać senatora Johna McCaina dedykuję polskim politykom. Zajmujących się głównie pogłębianiem historycznych konfliktów i różnic oraz tworzeniem nowych podziałów. Wzniecaniem konfliktów i sporów międzynarodowych, rozpalaniem walk plemiennych.
Gdyby polscy politycy zostali gdzieś zestrzeleni, to do końca swego życia żalili by się wszem i wobec na taką „dziejową niesprawiedliwość”. I do końca życia rościliby sobie pretensje do sutego, pieniężnego odszkodowania. Ani słowem nie wspominając, że trafieni zostali w czasie zbrodniczego nalotu, bombardowania ludności cywilnej. A przed swą śmiercią całą swoją nienawiść do dawnych wrogów i wszystkie swoje roszczenia do reparacji za swe krzywdy, prawdziwe i rzekome, zapisaliby w testamencie dzieciom, wnukom i prawnukom.

***

W Polsce, zwłaszcza obecnej, widzimy takie dziedziczenie nienawiści i wrogów, nawet tych ubiegłowiecznych. Dziedziczenie strachu przed podstępnym, wykreowanym wrogiem. Szczególnie pielęgnują takie dziedzictwo narodowe elity PiS. W pisowskim postrzeganiu świata wszędzie czyhają na Polskę wraży antypoloniści. Nawet współczesne Niemcy, największy obecny polski partner gospodarczy i współtwórca wzrostu polskiego PKB, to tylko „resortowe dzieci” wrogich nazistów.

***

Oczywiście nikt nie wyprzedzi putinowskiej Rosji w rankingu pisowskich wrogów Polski. Nawet banderowska Ukraina z trudem walczy o prestiżowe miejsce na tym podium z podłym Izraelem, chytrą RFN i zmurzyniałą Francją. Rosja, jak od lat słyszę, jest po prostu genetycznie antypolska. Stale marzy o ataku na Polskę i zajęciu Warszawy. Na razie podstępnie pompuje w Polskę swój gaz, aby uzależnić od niego Polaków, jak kiedyś Anglicy Chińczyków od opium.
Dlatego rządzące obecnie elity PiS obiecują przysłowiowemu, polskiemu „ciemnemu ludowi” dumnie brzmiącą „suwerenność energetyczną”. Że po 2020 roku nie będziemy już kupować gazu od Rosji, jak cała Europa, tylko przejdziemy na gaz skroplony przesyłany nam z bratniego Kataru, USA, a może nawet i z Australii. Właśnie prezydenccy ministrowie ogłosili, że podczas wizyty pana prezydenta Dudy na antypodach rozmawiano tam nie tylko o zakupie wysłużonych fregat, ale i o australijskich gazowych kontraktach.

***

Co prawda gaz z USA, z Australii, i nawet z Kataru, droższy może być niż ten rosyjski. Ale PiS-owska „suwerenność energetyczna” nie ma ceny. Jest bezcenna, jak honor pułkownika Józefa Becka zademonstrowany w 1939 roku.

***

Kiedy cała PiS-owska propaganda trąbi o dumnej, antyrosyjskiej „suwerenności energetycznej”, stale czytam w legalnych gazetach, że rośnie nam lawinowo import węgla z Rosji. W tym roku będzie to aż 16 milionów ton. W zeszłym było poniżej 12 milionów. Węgla w Polsce potrzeba, bo Polska energetyka oparta jest na węglu, jeszcze z czasów, kiedy Polska na węglu stała. Teraz krajowe wydobycie leży, bo pokłady węgla wyczerpują się, a pozostałe są drogie w eksploatacji. Kupujemy nawet antracyt z złóż w ukraińskim Donbasie, władanym przez prorosyjskich separatystów.

***

Aktualny rząd polski nie uznaje zajęcia Krymu i Donbasu przez Rosję i separatystów. Ale rosyjski węgiel kupuje, nawet ten z Donbasu, czyli ukradziony ukraińskim właścicielom kopalń. To tak jakby rząd PiS nie uznawał prawa Niemców do holocaustu, czyli mordowania Żydów, ale kupował od nich zrabowane Żydom złote zęby. Bo złota w Polsce potrzeba, no i cena też atrakcyjna.

***

Skoro z roku na rok rośnie nam import węgla z Rosji, to mamy czy nie mamy do czynienia z utratą „suwerenności energetycznej”? Uzależniania polskiej energetyki od rosyjskich dostaw?

***

Jeśli nie ma tu mowy o „utracie suwerenności”, to po co te gadki o uniezależnieniu się od rosyjskiego gazu? Żeby uzasadnić wyższe wydatki na gaz amerykański i katarski? Żeby ubrać w patriotyczne mundury amerykańskich dilerów gazu skroplonego?

***

Teraz coś optymistycznego. Katolicka Agencja Informacyjna podała, że papież Franciszek na najbliższym Światowym Spotkaniu Rodzin będzie nosił szaty liturgiczne zaprojektowane i wykonane przez jeden ze start-upów z Polski. Rodzinną firmę Haftina z Piotrkowa Trybunalskiego. Podobne szaty, zwłaszcza kolorowe, haftowane w celtyckie wzory ornaty, założą też biskupi koncelebrujący z Franciszkiem mszę świętą w dublińskim Phoenix Park w dniu 26 sierpnia. Dzięki temu polskie firmy mogą stać się wiodące na światowym rynku ornatowym. Wręcz uzależnić globalny kler katolicki od dostaw polskich ornatów. Jak kiedyś Anglicy Chińczyków od opium.

***

Poświęcony ornatowej problematyce, najnowszy film Wojciecha Samrzowskiego „Kler”, jeszcze przed wejściem na ekrany, został skrycie oprotestowany przez hierarchów polskiego kościoła kat.
Teraz czekają nas już protesty jawne. No i szturm katolickich widzów na sale kinowe. Bo polski katolik chce odreagować powszechne kościelne zakłamanie. Pośmiać się z „nich”. Czyli z siebie.

Flaczki tygodnia

Pan premier-milioner Mateusz Morawiecki poleciał do Parlamentu europejskiego aby podzielić się z naszymi partnerami z Unii Polsko-Europejskiej swymi propozycjami zreformowania Unii. Niektórymi sensownymi, jak choćby likwidacji okradających nas „rajów podatkowych. Ale poleciał w czasie, kiedy w Polsce kaczyści przejmują kontrolę nad Sądem Najwyższym. Chcą podporządkować go woli pana Naczelnika Kaczyńskiego. Taki stan sprzeczny jest z fundamentalnymi zasadami obowiązującymi w Unii Polsko – Europejskiej. I za to pan premier – milioner został w Parlamencie totalnie skrytykowany.

***

Ciepłe słowa usłyszał tam jedynie od brytyjskich konserwatystów, zdeklarowanych przeciwników Unii Polsko- Europejskiej. I euro deputowanych z PiS. Miss lizusostwa została euro deputowana Jadwiga Wiśniewska. Ogłosiła w narodowo-katolickiej TVP info, że było to wystąpienie najlepsze w historii tego Parlamentu. Wzbudziła tym zawiść koleżanek i kolegów z PiS. W czasach stalinowskich takim „przodownikom pracy”, jak Wiśniewska, podawano gorącą cegłę.

***

Swą klęskę w Parlamencie Europejskim pan premier-milioner Morawiecki ogłosił „ciemnemu ludowi” z PiS jako swoje zwycięstwo. A powodem słyszalnej krytyki był jedynie „postkomunizm i lewactwo” jakimi przesiąknięty jest ten Parlament. Dlatego on, prawdziwy polski antykomunista, trafił tam na wrogą sforę. Nie dodał, że najwięcej krytyki nie padło tam z ust euro deputowanych z frakcji komunistów, socjalistów i zielonych, lecz europejskiej prawicy. Liberałów, chrześcijańskich demokratów i ludowców. Trzeba być wyjątkowo głupim, albo zakłamanym, żeby niemieckich chadeków albo holenderskich liberałów oskarżać o „postkomunizm”.

***

W Warszawie krąży powiedzonko, że żydowscy faryzeusze i nawet sam Pinokio powinni teczki panu premierowi-milionerowi nosić. I uczyć się od niego kreowania „postprawdy”. A ściślej tej „trzeciej prawdy” w skali księdza profesora Józefa Tischnera. Czyli „gówno prawdy”.

***

O panu premierze Mateuszu Morawieckim piszemy teraz premier-milioner. Nieprzypadkowo, bo rzeczywiście pan premier jest milionerem. Swoich milionów, nawet tego pierwszego, nie ukradł. Zarobił je pracując dla międzynarodowej, zapewne też żydowskiej, finansowej plutokracji. W zarządzie niepolskiego, międzynarodowego banku, który zarabiał w Polsce i wyprowadzał swe zyski za granicę.
Teraz prorządowa propaganda kreuje pana premiera-milionera na na byłego lidera robotniczej „Solidarności”. Człowieka o gołębim, prosocjalnym sercu. Naprawdę pan premier-milioner był radykalnym działaczem „Solidarności Walczącej”, która uważała „Solidarność” Wałęsy, Frasyniuka, Piniora, Kaczyńskiego Lecha za związek oportunistów, zbyt uległy wobec ówczesnej władzy. Młody Morawiecki nieraz był pałowany przez funkcjonariuszy milicji i SB. Nieraz pewnie już za samo nazwisko, bo jego tatuś Kornel Morawiecki był przywódcą „Solidarności Walczącej”. Ma za co tamtej „komuny” nienawidzić.

***

Ten żywiołowy, obsesyjny czasem, antykomunizm pana premiera-milionera nie był szkodliwy społecznie, kiedy pan Mateusz Morawiecki był prezesem zagranicznego banku, albo doradcą byłego premiera Donalda Tuska. Teraz jest jednak premierem średniej wielkości państwa. I jego prywatne obsesje nie powinny determinować polityki całego państwa polskiego. Polska nie jest folwarkiem jaśnie pana premiera-milionera.

***

A tak bywa. W miniony weekend odbył się w Sofii szczyt Grupy 16+1. To szesnastka państw Europy Środkowo-Wschodniej + Chiny. Chiny stworzyły ją podczas spotkania założycielskiego w 2014 roku w Warszawie. I wyznaczyły Polskę na lidera tej szesnastki. Obiecały też szesnastce liczne inwestycje infrastrukturalne finansowane z chińskich kredytów. Co byłoby wzmocnieniem lansowanej przez kaczystów koncepcji „Trójmorza”.
Niestety chińskie młyny mielą powoli i wielkich projektów, poza linią kolejową Belgrad – Budapeszt na razie nie ma. Ale współpraca z Chinami wymaga cierpliwości i obecności na wszystkich spotkaniach. Jest jak ogród, trzeba go regularnie pielęgnować.

***

Na szczyt 16+1 przyleciał chiński premier Li Keqiang. Przylecieli liczni premierzy państw europejskiej szesnastki. Polskę, lidera tej grupy, reprezentował jedynie pan wicepremier, minister szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Człowiek spoza grupy trzymającej władzę. Koalicjant PiS. Dla przeczulonych na punkcie hierarchii Chińczyków był to sygnał, że rząd PiS uznał sofijski szczyt i możliwość spotkania z chińskim premierem za sprawę drugorzędną. Bo przysłał polityka z drugiego rzędu. Zresztą sam pan wicepremier Gowin pytany przez TVP info o korzyści dla Polski wynikające ze szczytu, pochwalił się, że podpisano jedna ważną umowę z Chinami. O współpracy w hodowli koni.

***

W Warszawie od miesięcy wiewiórki ćwierkają, że nastąpiło ochłodzenie na linii Warszawa – Pekin, bo pan premier – milioner, żywiołowy antykomunista, nie trawi kontaktów z komunistami chińskimi. Dlatego nie poleciał na szczyt 6+1 do Sofii. Choć był tam obecny premier Wiktor Orbán, jedyny sojusznik PiS w Europie. Był, bo Budapeszt konsekwentnie zabiega, aby europejskim liderem 16+1 stały się Węgry. By tam popłynął strumień chińskich kredytów. Orbán, choć też deklaruje antykomunizm, starannie pielęgnuje kontakty z Pekinem, Moskwą, Waszyngtonem, Brukselą. Nie wojuje też z Izraelem, nie zaprzecza pomocy udzielanej Niemcom przez Węgrów w holocauście węgierskich Żydów. Ssie każdy, dostępny mu cycek.

***

Rosjanie i Niemcy wycyckają Polskę z zysków chińskiego Nowego Jedwabnego Szlaku. Niemiecka kolej DB i rosyjska RŻD podpisały umowę o tranzycie towarów z Chin do Europy z pominięciem Polski, przez Morze Bałtyckie. Jest zapotrzebowanie na taki nowy szlak, bo istniejąca linia Chengdu – Łódź jest niewydolna. Bo były minister obrony narodowej pan Antoni Macierewicz zablokował rozbudowę terminalu CARGO w Łodzi. Bo dostrzegł w tym „zagrożenie dla interesów amerykańskiego sojusznika”. Tak pisze Konrad Kołodziejski w prorządowym tygodniku „sieci”!!!. Ideowy antykomunista.

***

Niedzielę na wizytę na ukraińskim Wołyniu zaplanował pan prezydent Andrzej Duda. Aby przypomnieć tam ludobójstwo ukraińskie w roku 1943. Na ten sam dzień wizytę w lubelskiej wsi Sahryń zaplanował prezydent Ukrainy Petro Poroszenko. Aby przypomnieć tam polskie ludobójstwo w roku 1944. Poza tym obaj prezydenci wiele mówią o konieczności przyjaźni i strategicznego partnerstwa między obu bratnimi narodami