Ofiary na granicy

Od początku „Wielkiego Marszu Powrotu”, który Palestyńczycy rozpoczęli 30 marca, w starciach z izraelskim wojskiem śmierć poniosło już 150 osób. Zaledwie w ubiegły piątek, 28 września, podczas przygranicznych demonstracji zginęło siedem osób, zaś ponad dwieście zostało rannych. „To zbrodnia wojenna” – ocenia ONZ.

 

„Zabitych siedmiu demonstrantów oraz dwieście osób rannych w miniony piątek w Gazie pokazuje, że izraelskie siły bezpieczeństwa zupełnie lekceważą międzynarodową krytykę, która na nie spadła za użycie broni palnej przeciwko palestyńskim demonstrantom” – powiedział specjalny wysłannik ONZ Michael Lynk. Podkreślił zarazem, że ofiary „nie stwarzały widocznego zagrożenia” dla izraelskiego wojska.

Wśród zabitych 28 września znalazła się dwójka chłopców w wieku 11 i 14 lat. Podobnie jak pozostali, przyszli oni nad granicę z Izraelem, aby zaprotestować przeciwko pogarszającym się warunkom życia w okupowanych terytoriach. Izraelska blokada, a także niepewna sytuacja polityczna w samej Palestynie, doprowadziły do gwałtownego wzrostu bezrobocia, które obecnie zbliżyło się do 44 proc. W rezultacie, podstawowym źródłem utrzymania dla ponad dwóch trzecich populacji Strefy Gazy jest pomoc humanitarna. Z kolei malejące wsparcie międzynarodowe, zwłaszcza zaś cofnięcie funduszy przez administrację Donalda Trumpa, sprawiło, że tysiące urzędników od miesięcy nie otrzymuje wynagrodzenia.

Podczas piątkowej demonstracji po raz kolejny upamiętniono także 70. rocznicę Nakby, czyli „wielkiej katastrofy”, jak Palestyńczycy określają wypędzenie 300 tys. rodaków w 1948 r. Masowe i brutalne wysiedlenia dotychczasowych mieszkańców dały początek powstaniu niepodległego Izraela. Zaledwie rok po tych wydarzeniach ONZ szacowała liczbę palestyńskich uchodźców na ponad 700 tys. Zgodnie z prawem międzynarodowym, status uchodźcy jest dziedziczony.

Przygraniczne protesty, które odbywają się od końca marca, są brutalnie tłumione przez siły izraelskie. Ostrożne szacunki mówią o 150 zabitych. Wśród ofiar znalazły się dzieci, a także dziennikarze. Tymczasem, mimo ponawianych apeli międzynarodowych, rząd Benjamina Netanyahu nie zamierza wycofywać się ze swojej bezkompromisowej polityki. Objawia się ona nie tylko w strzelaniu do demonstrantów, lecz także w kontynuowaniu rozbudowy osiedli, które prawo międzynarodowe uznaje za nielegalne.

Zdaniem specjalnego wysłannika ONZ, niektóre działania wojsk izraelskich ocierają się o zbrodnie wojenne. W swoim wystąpieniu 2 października, Lynk stwierdził m.in., że „międzynarodowe prawa człowieka zawierają jasne zasady, co do użycia broni przez służby bezpieczeństwa. Użycie broni przeciwko demonstrantom jest całkowicie zabronione, z wyjątkiem bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. (…) Zabijanie lub ranienie demonstrantów – gdy warunki tego nie usprawiedliwiają – zwłaszcza w kontekście okupacji, może zostać uznane za świadome zabijanie, które jest zarówno poważnym pogwałceniem konwencji genewskich, jak i zbrodnią wojenną”.

Zdaniem ONZ, sytuacja w Gazie i na Zachodnim Brzegu staje się coraz bardziej napięta. Brutalność izraelskich wojsk, a także pogłębiająca się bieda prowadzą do radykalizacji mieszkańców okupowanych terytoriów. W poniedziałek, 1 października, UNRWA – Agenda ONZ dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie – musiała wycofać ze Strefy Gazy swoich pracowników. Bezpośrednim powodem takiej decyzji była „seria niepokojących incydentów, których bezpośrednio doświadczył nasz personel”, a które rozpoczęły się po ogłoszeniu decyzji o ograniczeniu środków pomocowych.

Jak podkreślają przedstawiciele ONZ, decyzja o wycofaniu pracowników UNRWA ma charakter tymczasowy. Nadzieja na poprawę sytuacji i powrót do normalnej pracy pojawiła się wraz z informacją o zasileniu funduszy agendy dodatkowymi 118 milionami dolarów. Suma ta jednak nie jest w stanie załatać dziury budżetowej, która powstała po wstrzymaniu 300 milionów dolarów przeznaczonych na pomoc dla Palestyńczyków przez amerykańską administrację.

Zdaniem części obserwatorów, z tygodnia na tydzień rośnie niebezpieczeństwo wybuchu nowej intifady. Za każdym razem zbrojne powstanie przeciwko Izraelowi prowadziło do pogorszenia sytuacji Palestyńczyków. Trudno oczekiwać, aby tym razem było inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że brak zdecydowanej reakcji społeczności międzynarodowej na brutalne zachowanie izraelskich sił porządkowych niechybnie doprowadzi do eskalacji konfliktu po obu stronach. Wówczas na pokojowe rozwiązania może być już za późno.

Strajk w Palestynie

W poniedziałek miliony Palestyńczyków na terytoriach okupowanych przez Izrael – w Jerozolimie (Al-Kuds) i na Zachodnim Brzegu Jordanu – oraz w zamkniętej od ponad 10 lat Strefie Gazy i w samym Izraelu uczestniczyły w strajku generalnym przeciw rasistowskiej ustawie o „żydowskim państwie narodowym” przegłosowanej w lipcu przez izraelskich nacjonalistów w Knesecie.

 

Wszystkie sklepy oprócz niektórych piekarni były zamknięte, targi i ulice są puste. Strajk objął różne aspekty życia – publiczne i prywatne zakłady pracy, urzędy, transport, z wyjątkiem służby zdrowia. Palestyńczycy zostali w domach. Po południu odbyły się manifestacje protestacyjne.

Ustawa o randze konstytucyjnej przyjęta 19 lipca przez izraelski parlament zdominowany przez nacjonalistyczne partie skrajnej prawicy potwierdza kolonialny charakter Izraela, wbrew prawu międzynarodowemu. Przyznaje prawo do samostanowienia jedynie Izraelczykom wyznania żydowskiego i proklamuje hebrajski jedynym językiem oficjalnym, mimo prawie 18 proc. palestyńskiej mniejszości w samym Izraelu.

Żaden artykuł ustawy nie wprowadza równości między obywatelami różnych wyznań, czy narodowości, ani nie mówi o demokratycznym charakterze państwa. Poza protestem przeciw oficjalnemu już traktowaniu miejscowych jako podludzi, Palestyńczycy wyrażają dziś solidarność z mieszkańcami wsi Chan al-Ahmar na okupowanym Zachodnim Brzegu, skazanej przez kolonizatorów na zniszczenie.

Dla Palestyńczyków w Izraelu 1 października to również data upamiętnienia masakry manifestacji w Galilei w 2000 r., na początku Drugiej Intifady. Izraelczycy zastrzelili wtedy 13 osób.