Jerzy Brzęczek: Zmienił szyld i jedzie dalej

Adam Nawałka pożegnał się z posadą selekcjonera biało-czerwonych na Stadionie Narodowym w Warszawie. To samo miejsce na zaprezentowanie się w tej roli wybrał też jego następca, Jerzy Brzęczek. Ale nie tylko to ich łączy.

 

Jerzy Brzęczek był kapitanem reprezentacji młodzieżowej, która w 1992 roku w Barcelonie pod wodzą trenera Janusza Wójcika zdobyła srebrny medal olimpijski. Jemu przypisuje się autorstwo słynnego hasła „Zmieniamy szyld i jedziemy dalej”, nawołującego do zastąpienia prowadzonej w tamtym czasie z marnym skutkiem przez Andrzeja Strejlaua pierwszej reprezentacji Polski właśnie ekipą Wójcika. Nic z tego nie wyszło, bo ówczesne władze PZPN nie były skłonne do wprowadzenia takich rewolucyjnych rozwiązań. Wygląda na to, że po 25 latach Brzęczek, już jako selekcjoner kadry biało-czerwonych, w jakimś sensie zamierza wcielić w życie pomysł o zmianie szyldu. Przynajmniej tak można wnosić po jego poniedziałkowej zapoznawczej konferencji prasowej na Stadionie Narodowym.

Oczywiście nowy selekcjoner dobrał sobie nowych współpracowników do sztabu kadry, a z ludzi Nawałki zostawił jedynie Huberta Małowiejskiego, szefa tzw. banku informacji. Na swojego asystenta wybrał 37-letniego Tomasza Mazurkiewicza, który nie ma za sobą ani wybitnej przeszłości piłkarskiej, ani znaczących trenerskich osiągnięć. Ale znacznie większe emocje w mediach wzbudziła nominacja na trenera bramkarzy dla Andrzeja Woźniaka, głównie z powodu jego niechlubnej korupcyjnej przeszłości w Koronie Kielce, za którą ciężko odpokutował finansowo i latami dyskwalifikacji. O fachowości Woźniaka mówi się przez to mniej, a o kompetencjach Mazurkiewicza wcale. Takich dyskusji nie ma też w odniesieniu do pozostałych członków nowego sztabu kadry – Radosława Gilewicza, trenera przygotowania fizycznego Leszka Dyji, lekarza Jacka Jaroszewskiego, fizjoterapeutów Pawła Bambera, Adama Kurka, Wojciecha Hermy oraz (uwaga, nowość!) psychologa Damiana Salwina.
Nie będzie natomiast żadnych istotnych zmian w składzie kadry.

Brzęczek szczerze przyznał, że zamierza przejąć ją po Nawałce z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, czyli także z Robertem Lewandowskim w roli kapitana drużyny. Przeciął tym oświadczeniem wcześniejsze spekulacje, że przywróci tę funkcję swojemu krewniakowi Jakubowi Błaszczykowskiemu. Nie zamierzam zrobić żadnej rewolucji, ale na pewno powoli będę wprowadzał do zespołu nowych zawodników. Młodych graczy mamy mnóstwo, lecz zmiany musimy wprowadzać z głową. Rozmawiałem z kadrowiczami, na tę chwilę wszyscy są gotowi do gry, nikt nie wspominał o zakończeniu kariery w reprezentacji. Kamil Glik też jest do naszej dyspozycji Jedynie Łukasz Piszczek może potrzebować nieco dłuższej przerwy, bo on nieudane mistrzostwa w Rosji mocno przeżył” – powiedział Brzęczek. Powołaniami na mecz z Włochami chyba nas nie zaskoczy.

 

Kamil Glik jedzie do Rosji

W dniu meczu z Litwą, ostatniego przed wyjazdem na mundial sprawdzianu formy naszej piłkarskiej reprezentacji, miała zapaść decyzja, czy w kadrze biało-czerwonych znajdzie się kontuzjowany tydzień wcześniej Kamil Glik.

 

Tyleż błyskawiczne, co niespodziewane odzyskanie przez Glika sprawności kontuzjowanego barku postawiło w niezręcznej sytuacji przede wszystkim lekarza polskiej kadry Jacka Jaroszewskiego. On to bowiem tydzień temu zawyrokował, że zerwany przez naszego kluczowego obrońcę tzw. więzozrost barku wymaga operacji, co wiąże się z co najmniej półtoramiesięczna przerwą w treningach. Ta diagnoza wykluczała więc występ Glika w mistrzostwach świata. Piłkarz pojechał jednak do Francji i tam oddał się pod opiekę klubowych lekarzy AS Monaco oraz znanego specjalisty od tego typu urazów profesorem Boileau. W miniony poniedziałek, dokładnie tydzień po uszkodzeniu barku, Glik dostał od swojego macierzystego klubu zielone światło na wyjazd do Rosji.

W sztabie reprezentacji Polski jego cudowne ozdrowienie przyjęto jednak sceptycznie i z lekkim niedowierzaniem. Prezes PZPN Zbigniew Boniek dał temu wyraz stwierdzając, że Glik wróci do kadry tylko wtedy, gdy przeprowadzone także u nas badania potwierdza, że będzie mógł zagrać jeszcze w fazie grupowej. Trener Adam Nawałka potwierdził ten wymóg, ale złagodził nieco oczekiwania twierdząc, że nawet jeśli Glik będzie mógł zagrać dopiero w ostatnim spotkaniu grupowym to na mundial go zabierze.

Doktor Jaroszewski zapewniał, że on żadnego błędu w diagnozie nie popełnił. Według niego badania Glika w Nicei potwierdziły, że więzozrost jest zerwany całkowicie. „U zawodowych sportowców stosuje się czasem metodę nie leczenia, tylko szybkiego uruchamiania uszkodzonego w ten sposób barku. Tak zrobili lekarze we Francji. Niektórym sportowcom taki wariant służy, innym nie. Profesor Boileau zapewnił mnie, że jego zdaniem Kamil będzie w pełni sprawny i za tydzień będzie mógł normalnie trenować z pełnym obciążeniem. A jeśli jego stan nie wróci do normy, to po mundialu jest gotów go zoperować. Nie ma tu żadnej sprzeczności z moją oceną. Z moich oględzin dokonanych zaraz po odniesieniu kontuzji wynikało, że ten uraz bez operacji musi być leczony przez pięć tygodni, a z operacją przez sześć, ale za to w tym drugim wariancie z gwarancją, że wszystko będzie dobrze. A leczenie bez operacji takiej gwarancji nigdy nie daje, ponieważ niestabilność obojczyka pozostaje na zawsze. Niektórym sportowcom ta niestabilność nie przeszkadza i my właśnie na taką sytuację w przypadku Kamila liczymy” – tłumaczył doktor Jaroszewski.

I na kilka godzin przed meczem z Litwą sprawa się wyjaśniła. Glik jedzie na mundial, ale na razie na jego grę nie mamy co liczyć. Ma za sobą tylko trzy dni treningów.