Nowi barbarzyńcy Recenzja

O USA-barbarzyńcach, Midasie PiS i „śpiochu” Karnowskim.

 

Podziękowania składane przez autorów różnym osobom (n.p. żonom) i instytucjom, które albo pomagały im w pracy nad książką albo przynajmniej im jej nie utrudniały należą zazwyczaj do najsłabszych punktów dzieła, ale nie tym razem. Jakub Dymek (niegdyś „Krytyka Polityczna”) swoje, umieszczone na końcu, za właściwym tekstem, podziękowanie kończy tak: „Podczas pisania książki słuchałem ostatniej płyty Kaz Balagane. Dziękuję również browarowi Kormoran, serwisowi PizzaPortal.pl i obsłudze sklepu z piwem przy ulicy Anielewicza w Warszawie”.

Nie mam pojęcia co to jest „Kaz Balagane”, nie słyszałem o browarze „Kormoran” ani o PizzaPortalu.pl. Jednak dzięki zdolności do wyobrażenia sobie obsługi sklepu z piwem także przy ulicy Anielewicza mogę docenić wagę autorskiej deklaracji. Nie mogłem więc nie potraktować tych słów jako dodatkowej, wybitnej zachęty do lektury, choć i bez tego tematyka tej książki jest fascynująca. Dymek, w końcu lewicowiec, jednak nie w trybie pamfletu, lecz zasadniczo obiektywnego wywodu opowiada o kilku postaciach i zjawiskach, które składają się na fenomen prawicowego neopopulizmu, owego „nowego barbarzyństwa”, którego falę obserwujemy w Europie, a także w USA (m.in. Donald Trump) i które stanowią dziś jedną z dominant praktyki oraz klimatu obecnego życia politycznego, społecznego i kulturowego. Dymek portretuje swoje postacie na szerokim tle. Pokazuje, że populistyczna kontrrewolucja nie pojawiła się nagle, bez znaków poprzedzających, bez prefiguracji. Bohater pierwszego szkicu książki, Aleksander Dugin, mistyczno-ezoteryczny faszysta, herold Europy „euroazjatyckiej”, wróg „atlantyckiej zarazy” (w Rosji ekscentryzmy polityczne przyjmują się nieporównywalnie łatwiej niż n.p. w Polsce), który dziś jest, jak mówi tytuł, „mózgiem Kremla”, objawił swoje poglądy już wtedy, gdy Władimir Putin uchodził jeszcze za umiarkowanego prozachodniego liberała. Podobnie jak nieżyjący już twórca „gadanego radia” Andrew Breitbart, który wykreował m.in. fenomen Sarah Palin, kandydatki amerykańskich „neobarbarzyńców” spod znaku Tea Party i „pasa biblijnego”, niedoszła prezydent USA, „populistka niesiona wizją konserwatywnej rewolucji”(która jest bohaterką odrębnego szkicu). Czy, w końcu, Stephen Bannon, współtwórca zwycięstwa wyborczego Trumpa jako wódz populistycznej, superagresywnej bandy trolli, jeden z ojców fali populizmu w internecie. Co do Władimira Putina, to napisano o nim tak wiele, że Dymek nie wnosi niczego nowego do ogólnej wiedzy, ale warto przywołać to, co cytuje on z wypowiedzi obecnego władcy z Kremla z 2013 roku na posiedzeniu Klubu Wałdajskiego, gdy krytykował on państwa euroatlantyckie za „odrzucanie wartości chrześcijańskich, które tworzą podstawę cywilizacji zachodniej, negują zasady moralne i tradycyjne tożsamości: narodowe, religijne, kulturowe, a nawet seksualne” i gdy gromił na Zachodzie „legalizację pedofilii, wstyd przed przyznawaniem się do religii i uleganie politycznej poprawności, co prowadzi do zapaści demograficznej i moralnej degradacji”. Te fragmenty wypowiedzi Putina powinni poznać ci zwolennicy lewicy, dla których sowiecka, czerwona przeszłość Rosji i radziecko-kagiebowska przeszłość jej obecnego przywódcy stanowi asumpt do dziwnych pseudolewicowych sympatii, iluzji czerpanych z opacznie rozumianej przeszłości i czasem nawet asumpt do jakichś akcentów sympatii dla niego. Tymczasem Putina od reszty „nowych barbarzyńców” amerykańskich różni tylko to, że nie ulega on emocjom i swoją grę toczy z zimną twarzą doświadczonego pokerzysty.

W książce Dymka jest także pasmo polskie. W zjawisko ujęte jej tytułem wpisuje działalność braci Karnowskich, najwierniejszych heroldów obecnej władzy w mediach, prywatnych i publicznych, ich patrona finansowego, senatora Grzegorza Biereckiego, multimilionera nad którym wiszą mroczne znaki zapytania, a także o historii środowiska niegdysiejszego tygodnika „Uważam rze”, który wyewoluował w obecne „Do Rzeczy”. Co prawda zestawienie amerykańskiego Goliata z polską skalą jest mocno na wyrost, ale w aspekcie poglądów ta analogia jest uzasadniona.
Lektura książki Dymka nie napawa optymizmem, nawet wtedy, jeżeli uzna się, choćby na przykładzie prywatnych losów rodziny Bannona, która padła ofiarą kryzysu 2008 roku, że owo „nowe barbarzyństwo” nie narodziło się w pustce i abstrakcji, lecz wyrosło z realnych i bolesnych społecznie zjawisk, które wytworzyły m.in. liberalne elity odsunięte dziś o części wpływów. Bo nie akceptowanie „nowego barbarzyństwa” nie musi a nawet nie może oznaczać automatycznie lekceważenia zjawisk i niesprawiedliwości, które je zrodziły. Jako się rzekło, książka Dymka napawa niepokojem, ale przynosi jeden akcent humorystyczny, gdy opowiada o Michale Karnowskim jako o „śpiochu”….

Ale nie zamierzam odebrać czytelnikom przyjemności opowiadaniem tej historii. „Nowi barbarzyńcy” to książka, której tym, co się polityką nie interesują, nie polecam. Jeśli odwracają oczy od telewizyjnych wiadomości i programów publicystycznych, i nie czytają politycznych gazet czy portali, to tym bardziej rozdrażni ich ta książka bez reszty poświęcona polityce. Natomiast jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy pasjonują się polityką, tych z prawa, z lewa i ze środka.

 

Jakub Dymek – „Nowi barbarzyńcy”, wyd. Arbitror, Warszawa 2018, str. 319, ISBN 978-83-948331-7-6.