Lewicowa uwertura niepodległości

Klęska wojenna państw centralnych (Austro-Węgier i Niemiec) oraz rozpad CK monarchii austro-węgierskiej, procesy, które rozpoczęły się w październiku 1918 roku, oznaczały szansę na to, że Polska po stu dwudziestu latach egzystencji pod zaborami odzyska niepodległość. Do miejsc, w którym świadomość tego przybrała najbardziej konkretne kształty należał Lublin, znajdujący się od roku 1915 w obrębie zaboru austriackiego.

 

Narodowa Demokracja (endecja) zwołała na 15 października w Lublinie „zebranie trójdzielnicowe” przedstawicieli partii z wszystkich zaborów. Tego samego dnia doszło do demonstracji na lubelskim placu Litewskim, austriacki gubernator Lublina, generał Anton Lipošćak, pod naciskiem mieszkańców miasta, uwolnił przetrzymywanych na Zamku Lubelskim więźniów politycznych. Władza cywilna nadal pozostawała jednak w rękach mianowanej przez zaborców w 1917 roku warszawskiej Rady Regencyjnej. W tej sytuacji lewica niepodległościowa przygotowała się do stanowczych działań. Podczas obrad konspiracyjnego XIV Zjazdu Polskiej Partii Socjalistycznej we wrześniu 1918 r. uchwalono, iż „należy dążyć do usunięcia okupacji i stworzenia zjednoczonej i niepodległej republiki ludowej, w której klasa robotnicza przystąpi do realizacji socjalistycznego programu społecznego”. Do Lublina przybyli działacze PPS, którzy zmobilizowali wierne im oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej. Na ulicach miasta narastało wrzenie, odbywały się wiece, Polacy rozbrajali austriackich żołnierzy. Do groźnej sytuacji doszło w pierwszych dniach listopada, gdy stacjonujący w koszarach świętokrzyskich (obecnie zabudowania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przy Alejach Racławickich) żołnierze, przeważnie narodowości ukraińskiej, umocnili się i przygotowali do walki. Udało się ich jednak przekonać do złożenia broni i opuszczenia miasta. 3 listopada Lublin był wolny, a delegat Rady Regencyjnej, Juliusz Zdanowski został jego oficjalnym zarządcą. Jego władza opierała się na bardzo słabych podstawach, ale wciąż dysponował oddziałami Polskiej Siły Zbrojnej (Polnische Wehrmacht), które 5 listopada przybyły do miasta. Wieczorem, 6 listopada w lubelskim kinoteatrze „Rusałka” odbył się wielki wiec robotniczy, zorganizowany przez PPS-Frakcję Rewolucyjną. Na wiecu poparto dekret Rady Delegatów Robotniczych o wprowadzeniu ośmiogodzinnego dnia pracy, ponadto uchwalono rezolucję o obaleniu Rady Regencyjnej, powołaniu rządu Republiki Ludowej i utworzeniu Milicji Ludowej. Choć Rada Delegatów nie zdobyła władzy, jej proklamacje zyskały dużą popularność wśród robotników. Organizacje lewicowo-niepodległościowe uznały, że sytuacja dojrzała do zamachu stanu.

 

7 listopada 1918 roku

W nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku działacze lewicy niepodległościowej rozplakatowali ogłoszenie o powstaniu Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej i obaleniu Rady Regencyjnej. Koncepcja rządu, pod auspicjami Polskiej Organizacji Wojskowej kierowanej przez płk. Adama Koca i jej Konwentu A, powstała w warszawskim mieszkaniu działacza lewicy niepodległościowej Artura Śliwińskiego. W Lublinie doszło do jego ujawnienia się. W tamtejszym hotelu „Victoria” przy Krakowskim Przedmieściu, w nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku, bojownicy POW aresztowali wojskowych przedstawicieli Rady Regencyjnej. Tutaj też ukonstytuował się Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej. W jego skład, poza Ignacym Daszyńskim jako premierem i ministrem spraw zagranicznych weszli: Stanisław Thugutt (MSW), Jędrzej Moraczewski (poczta i komunikacja), Gabriel Dubiel (oświata), Bronisław Ziemięcki (przemysł), Tomasz Arciszewski (praca i opieka socjalna), Juliusz Poniatowski (rolnictwo), , Marian Malinowski (roboty publiczne), Edward Rydz-Śmigły (wojsko), Medard Downarowicz (kooperatywy), Wacław Sieroszewski (propaganda i agitacja), a także jako ministrowie bez teki: Tomasz Nocznicki i Błażej Stolarski. Jedynie nominalnie wszedł do rządu Wincenty Witos (aprowizacja), ponieważ odrzucono jego postulat wprowadzenia do gabinetu przedstawiciela prawicy narodowej. Jako wiceminister propagandy wszedł do niego także pisarz Andrzej Strug, sumienie piłsudczykowskiej lewicy niepodległościowej.
Do spraw kluczowych należała postawa wojska. Czołowy działacz PPS Stanisław Thugutt sugestywnym przemówieniem na wspomnianym wiecu w „Rusałce” zjednał lojalność części żołnierzy, ale pozostałe oddziały wyruszyły, by stłumić zamach stanu. Wojska wierne Radzie Regencyjnej spotkały się z popierającymi nowy rząd bojówkami Polskiej Organizacji Wojskowej na linii rzeki Bystrzycy. Mimo niebezpiecznej sytuacji nie doszło do wymiany ognia – żołnierze Polskiej Siły Zbrojnej dali się przekonać do przejścia na stronę TRLRP. W opuszczonym przez władze austriackie pałacu Lubomirskich (zwanym też pałacem Radziwiłłów, względnie poradziwiłłowskim) przy placu Litewskim odbyło się pierwsze posiedzenie nowego gabinetu. Zamach stanu zakończył się sukcesem, a Lublin stał się stolicą odrodzonej Polski. Mieszkańcy miasta świętowali powstanie nowego, całkowicie niezależnego od zaborców rządu, zbierając się na ogromnej manifestacji. Jej kluczowy moment miał miejsce na placu Katedralnym, gdzie po uroczystym nabożeństwie doszło do zaprzysiężenia odrodzonej Polsce wszystkich znajdujących się w mieście oddziałów wojskowych. Byli to żołnierze Polskiej Siły Zbrojnej, bojownicy Polskiej Organizacji Wojskowej, byli żołnierze austriaccy, członkowie Milicji Ludowej, a nawet dowborczycy.

 

Ignacy Daszyński i jego rząd

Większość członków rządu Daszyńskiego stanowili działacze PPS, PPSD oraz PSL „Wyzwolenie”. Siedzibą rządu stał się wspomniany pałac Lubomirskich (Radziwiłłów, poradziwiłłowski) przy placu Litewskim, wcześniej siedziba austro-węgierskiego Generalnego Gubernatorstwa Wojskowego. Jeszcze jednym adresem wymienianym jako miejsce co najmniej jednego, prawdopodobnie pierwszego, nieoficjalnego jeszcze posiedzenia TRLRP, były pomieszczenia gimnazjum żeńskiego prowadzonego przez siostrę Władysława Kunickiego, komisarza ludowego Lublina, w kamienicy przy ulicy Namiestnikowskiej 37/39 (dziś Narutowicza). W proklamacji rząd stwierdzał m.in., że „Państwo polskie, obejmujące sobą wszystkie ziemie, zamieszkałe przez lud polski, z własnym wybrzeżem morskim, stanowić ma po wszystkie czasy Polską Republikę Ludową”.

 

Program rządu Daszyńskiego

W swoim programie politycznym rząd wymieniał m.in. natychmiastowe rozwiązanie Rady Regencyjnej, zapowiadał pilne „zwołanie Sejmu Ustawodawczego wybranego w demokratycznych wyborach, który obierze Prezydenta, całkowite polityczne i obywatelskie równouprawnienie wszystkich obywateli bez różnicy pochodzenia, wiary i narodowości, wolność sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, pochodów, zrzeszeń, związków zawodowych i strajków, uznanie wszystkich donacji i majoratów jak również lasów zarówno prywatnych i dawnych rządowych własnością państwową”. Zapowiadał utworzenie armii oraz szeroki program reform, w tym „wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy, nacjonalizację przemysłu, a także reformy rolne oraz stworzenie ram ochrony socjalnej pracowników, zapowiadał po ukonstytuowaniu władz rządowych powołanie demokratycznych rad gminnych, sejmików powiatowych i samorządów miejskich, jak również do zorganizowanie milicji ludowej, wskazywał na konieczność zapewnienia taniej żywności w oparciu o organizacje samorządowe i społeczne. Ponadto rząd zapowiadał wniesienie pod obrady Sejmu Ustawodawczego: przymusowego wywłaszczenia oraz zniesienia wielkiej i średniej własności ziemskiej, oddanie jej w ręce ludu pracującego pod kontrolą państwową, upaństwowienia kopalń, salin, przemysłu naftowego, dróg komunikacyjnych oraz innych działów przemysłu, gdzie się to da od razu uczynić, udziału robotników w administracji tych zakładów przemysłowych, które nie zostaną od razu upaństwowione, prawo o ochronie pracy, ubezpieczeniu od bezrobocia, chorób i na starość, konfiskaty kapitałów, powstałych w czasie wojny ze zbrodniczej spekulacji artykułami pierwszej potrzeby i dostaw do wojska, wprowadzenie powszechnego, obowiązkowego i bezpłatnego świeckiego nauczania szkolnego”.

Dzięki oddziałom Polskiej Organizacji Wojskowej rząd Daszyńskiego przejął kontrolę nad Lublinem oraz częścią obszaru okupacji austro-węgierskiej. Likwidując organy Rady Regencyjnej internowano Juliusza Zdanowskiego, Komisarza Generalnego Rządu, oraz generała Kajetana Olszewskiego, szefa inspektoratu Wojska Polskiego w Lublinie. W komunikacie nr 92 z 8 listopada 1918 r. podano, że rząd powołał komisarzy rządowych w powiatach dąbrowskim, radomszczańskim, janowskim, hrubieszowskim, chełmskim, opatowskim, opoczyńskim, iłżeckim, lubartowskim, sandomierskim, zamojskim i tomaszowskim oraz w Skarżysku Kamiennej i Ostrowcu Świętokrzyskim. W komunikacie nr 96 z 9 listopada 1918 r. poinformowano także o mianowaniu Władysława Kunickiego na stanowisko komisarza ludowego dla Lublina i powiatu lubelskiego. Ponadto powołano komisarzy w powiecie biłgorajskim i w Radomiu. Franciszek Loeffler, powołany na stanowisko komisarza rządowego w Kielcach, początkowo miał problemy z objęciem swojej funkcji z powodu oporu oddziału Wojska Polskiego, wiernego Radzie Regencyjnej. Komisarze rządowi mieli być również powołani w powiatach opatowskim, ostrołęckim i łomżyńskim.

 

Dymisja rządu Daszyńskiego

Na wieść o powrocie Józefa Piłsudskiego z więzienia w Magdeburgu do Warszawy, gabinet Ignacego Daszyńskiego udał się tam i 12 listopada oficjalnie przekazał władzę w jego ręce. Nie obyło się bez sławetnego zbesztania członków rządu przez Piłsudskiego („Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”), który uznał tę inicjatywę za formę spontanicznej niesubordynacji we własnych szeregach. W skład kolejnego rządu, na czele którego stanął Jędrzej Moraczewski, weszło wielu ministrów z gabinetu lubelskiego i jego działalność była – nie w pełni słusznie – uznawana za kontynuację tej samej polityki.

 

Oceny TRLRP

Rząd Daszyńskiego był atakowany ideologicznie zarówno przez prawicę jak i organizacje rewolucyjne. Lubelski Komitet PPS-Lewicy stwierdził, odnosząc te słowa do TRLRP, że „burżuazja całego świata chce utopić hasła rewolucji społecznej w nowym morzu krwi, w nowych walkach o poszczególne „ojczyzny”, gdzie mogłaby utrzymać władze w swoich rękach”. Podobne stanowisko zajmowała Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy, której Komitet Zagłębia Dąbrowskiego 7 listopada stwierdził: „Czyż mało mieliśmy dotąd wyzysku, że mamy budować fundament burżuazyjnego państwa?”. SDKPiL oświadczyła ponadto: „Towarzysze! Rząd ten powstał nie drogą rewolucji, nie z rąk zwycięskiego proletariatu otrzymał władzę, nie z upoważnienia Rady Delegatów Robotniczych, więc rządem ludowym nie jest!(…) zamiast ziemi i fabryk daje wam obiecanki, zamiast dyktatury proletariatu przyrzeka wam sejm burżuazyjny. (…) Niech żyje dyktatura proletariatu! (…) Niech żyje międzynarodowa rewolucja! Niech żyje socjalizm!”

***

Zdecydowanie negatywnie o rządzie lubelskim wypowiedział się także przywódca PSL, był Wincenty Witos, nominalny członek tego rządu. W swych pamiętnikach napisał, że „utworzenie tego rządu jest niesłychaną lekkomyślnością i błędem politycznym, graniczącym wprost z bardzo niepoważną awanturą, która powinna być jak najprędzej zlikwidowana…”. O enuncjacjach rządu ludowego Witos wyraził się, że „przypominały żywcem jakieś manifesty studentów, nie zaś przedstawicieli wielkiego Narodu w chwilach tak poważnych…”. Po latach negatywnie oceniali rząd Daszyńskiego także niektórzy piłsudczycy. Bogusław Miedziński pisał w swych wspomnieniach: „Eksperyment lubelski – eksperyment ekskluzywnych rządów jednej tylko części narodu – od początku nie wróżył jednak powodzenia…”. Zygmunt Partyka, historyk zajmujący się dziejami II Rzeczypospolitej napisał, że „w okresie międzywojennym Polska Partia Socjalistyczna i Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” kultywowały legendę rządu lubelskiego, jako pierwszego rządu ludowo-robotniczego”. Do 1937 r. PPS świętowała rocznicę Niepodległości dnia 7 listopada. W PRL stosunek do tradycji rządu Daszyńskiego był chłodny, a w Lublinie jego działalność została upamiętniona tablicą pamiątkową na fasadzie pałacu Lubomirskich dopiero w 1988 roku, na niespełna rok przed demontażem realnego socjalizmu.

Wyjdźmy na ulice!

List do Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia, Adriana Zandberga, Małgorzaty Tracz, Bogusława Gorskiego, Waldemara Witowskiego, Jana Śpiewaka.

 

100-lecie polskiej niepodległości to wyjątkowa okazja, aby przypomnieć polskiemu społeczeństwu rolę lewicy w walce o niepodległość. To również doskonałą okazja do narzucenia własnej narracji historycznej. Zwłaszcza młodemu pokoleniu, które niemal całkowicie ma dziś poglądy prawicowe.

Prezydent RP Andrzej Duda odrzucił propozycję środowisk narodowych, aby uczestniczyć w wspólnym marszu. Zatem jedynym środowiskiem, które wyjdzie, licznie jak zwykle, na ulice Warszawy, będą nacjonaliści. Po raz kolejny to ich środowisko skanalizuje bunty społeczne młodego pokolenia. Lewica, o ile w ogóle, potrafi tego dnia tylko blokować takie marsze. W społecznym odbiorze zatem po raz kolejny lewica zamiast wyjść z własną inicjatywą, podkreślić rolę PPS w walce o niepodległość i sprawiedliwość społeczną, będzie blokowała czyjąś inicjatywę. Tak to będzie odebrane. Lewica sama, na własne życzenie, oddaje pole narodowej prawicy. Jakby zapominając słowa Orwella: „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość”.

Odzyskanie przez Polskę niepodległości było w dużej mierze zasługą socjalistów. Czerwone flagi nie były wówczas synonimem bolszewizmu. W odróżnieniu od prawicy, kolaborującej z zaborcami i zerkającej na obce mocarstwa, to socjaliści 7 listopada 1918 r., nie oglądając się na nikogo, stworzyli pierwszy polski rząd gwarantujący prawo do strajku, 8 godzinnego dnia pracy i równości płci.
W narodowe święto niepodległości nie usłyszymy o zdobyczach socjalnych pierwszego niepodległego rządu polskiego, na czele którego stanął Ignacy Daszyński z PPS. Socjaliści, bili się nie tylko o niepodległość, ale również o kształt państwa. Ich główny postulat to przekształcenie państwa w demokratyczną Republikę Ludową. W myśl manifestu wszyscy obywatele mieli otrzymać równouprawnienie pod względem politycznym i obywatelskim, co miało wyrażać się wolnością sumienia, druku, słowa, zgromadzeń, pochodów, zrzeszeń, i strajków. W ramach dążeń do poprawy warunków socjalnych zapowiedziano ośmiogodzinny dzień pracy w przemyśle, handlu i rzemiośle.

Jako jeden z pierwszych rządów na świecie Tymczasowy Rząd Ludowy potwierdza i gwarantuje prawa wyborcze kobiet, wyprzedzając tym samym większość państw europejskich, a także USA. Manifest ustala 8-godzinny dzień pracy w przemyśle, rzemiośle i handlu. Rząd deklaruje natychmiastowe przystąpienie do reorganizacji organów samorządu terytorialnego i utworzenie milicji ludowej. Zobowiązuje się wnieść do Sejmu Ustawodawczego projekty reform dotyczących: przeprowadzenia reformy rolnej; upaństwowienia niektórych działów przemysłu i komunikacji; udziału robotników w administrowaniu prywatnymi przedsiębiorstwami; wprowadzenia prawa o ubezpieczeniach i ochronie pracy; powszechnego, świeckiego i bezpłatnego nauczania w szkołach.

Odezwa „Do ludu Polskiego” nie pozostawiała wątpliwości, jaki charakter mieć będzie przyszła Polska – „Nad skrwawioną i umęczoną ludzkością wschodzi zorza pokoju i wolności. W gruzy walą się rządy kapitalistów, fabrykantów i obszarników, rządy militarnego ucisku i społecznego wyzysku mas pracujących. Wszędzie lud pracujący dochodzi do władzy. I nie zaświta lepsza dola nad narodem polskim, jeżeli rdzeń i olbrzymia jego większość, lud pracujący, nie ujmie w swoje ręce budowy podwalin naszego życia społecznego i państwowego.”

Zdezorientowana prawica, która skompromitowała się współpracując z zaborcami, m.in. podczas rewolucji 1905 roku, przystępuje do działania. Nie zgadza się na rewolucyjne zmiany, jakie postulowani socjaliści. Narodowa demokracja przeciwna była m.in. prawem do głosu dla kobiet oraz dalszą klerykalizacją kraju. Ignacego Daszyńskiego zastępuje inny socjalista, Jędrzej Moraczewski, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego. To wówczas powstają dwa poważne dokumenty – Dekret o ośmiogodzinnym dniu roboczym” oraz „Warunki służbowe minimalne dla niższej służby folwarcznej (parobków)”, które zostają zatwierdzone przez Piłsudskiego. Dla robotników i chłopów, ważna była wszak nie tylko odzyskana niepodległość, ale przede wszystkim warunki, jakie stworzy niepodległe państwo. Czy miała to być w dalszym ciągu pańszczyzna, 16-godzinnny czas pracy bez możliwości strajku, czy demokratyczne i egalitarne państwo? Co robi prawica? W nocy z 4 na 5 stycznia 1919 przygotowuje zamach stanu na socjalistyczny gabinet premiera Jędrzeja Moraczewskiego.

Dziś zagrożenie ze strony skrajnej prawicy jest minimalne. To margines, groźny, głośny, ale margines. Zamiast straszyć faszyzmem, lepiej wyjść na ulice z własnymi hasłami. W tym roku nadarza się wyjątkowa okazja. Odsłonięty bowiem zostanie pomnik Ignacego Daszyńskiego. Policzmy się, wszyscy! Czy lewice jednak stać na ten organizacyjny wysiłek? Przed wojną wyjście na ulice było dla lewicy czymś naturalnym. Odnoszę wrażenie, że po 1989 roku stało się synonimem obciachu i wysiłkiem przekraczającym możliwości.