Smutna otoczka 102. występu Błaszczykowskiego

W meczu z Irlandią (1:1) ponad 12 lat od debiutu w reprezentacji Polski, Jakub Błaszczykowski rozegrał w biało-czerwonych barwach 102. mecz i wyrównał rekord Michała Żewłakowa w liczbie występów w narodowej drużynie. Za miesiąc zapewne zostanie rekordzistą, bo Jerzy Brzęczek nie wyobraża sobie kadry bez siostrzeńca.

 

Jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku w światowym „klubie stu występów w drużynie narodowej” nie było tak wielu piłkarzy jak dzisiaj. Magiczną granicę stu meczów przekraczali nieliczni, ale to zaczęło się zmieniać w XXI wieku. Dzięki postępom w medycynie sportowej oraz poprawie jakości treningu sportowego, liczba „setników” zaczęła lawinowo przyrastać i dzisiaj żeby być wśród najlepszych pod tym względem trzeba mieć na liczniku grubo powyżej 150 występów.

Tak prezentuje się czołowa „10” na świecie: 1. Ahmed Hassan (Egipt) 184; 2. Mohammad Al-Deayea (Arabia Saudyjska) 180; 3. Claudio Suarez (Meksyk) 179; 4. Hossam Hassan (Egipt) 178; 5. Gianluigi Buffon (Włochy) 176; 6. Ivan Hurtado (Ekwador) 168; 7. Vitalijs Astafjevs (Łotwa) 167; 8. Iker Casillas (Hiszpania) 167; 9. Adnan Al-Talyani (ZEA) 164; 10. Cobi Jones (USA) 164.

 

Każdy chce przejść do historii

Błaszczykowski nie ma raczej szans na dogonienie światowej czołówki i pewnie nawet nie ma takich ambicji. Jeśli już się z kimś w liczbie występów ściga, to tylko z Robertem Lewandowskim, który ma na koncie tylko trzy mecze mniej, a jest młodszy o trzy lata i zdecydowanie mniej podatny na kontuzje, co w praktyce oznacza, że prędzej czy później i tak wysforuje się na czoło i w tej klasyfikacji. Chyba, że z jakiegoś powodu pójdzie w ślady Łukasza Piszczka i przedwcześnie sam zakończy reprezentacyjną karierę. W tej chwili jest to sytuacja trudna do wyobrażenia, bo nasza reprezentacja bez „Lewego” traci co najmniej połowę swojej wartości, ale całkowicie wykluczyć takiego rozwoju wydarzeń nie można. Lewandowski pobił już tyle piłkarskich rekordów, że z tego jednego spokojnie mógłby zrezygnować. I tak zapisze się w historii polskiego futbolu złotymi zgłoskami.

Dla Błaszczykowskiego liczba występów w reprezentacji ma na pewno większe znaczenie, bo dla niego pierwsze miejsce na liście wszech czasów to za jakiś czas może być dla potomnych jedynym śladem jego wieloletniej obecności w kadrze. Być może dlatego jeszcze za rządów Adama Nawałki oświadczył w jednym z wywiadów, że z własnej woli nigdy nie zrezygnuje z występów w narodowych barwach. A teraz jest w komfortowej pod tym względem sytuacji, bo selekcjonerem biało-czerwonych został jego wujek, który jak na razie nie wyobraża sobie kadry bez Błaszczykowskiego, czego dowiódł powołując go na wrześniowe mecze z Włochami i Irlandią.

To miały być testy jego przydatności w kadrze. Podobnych testów Błaszczykowski zaliczał już w przeszłości kilka, ale ten ostatni był szczególny. 33-letni skrzydłowy, który w tym roku w zespole VfL Wolfsburg zagrał mniej minut niż w sumie w Bolonii i Wrocławiu, nie zachwycił ani w spotkaniu z Włochami, ani przeciwko Irlandczykom. W obu meczach przez jego błędy polska drużyna straciła gole i nic dziwnego, że dzisiaj w mediach fala krytyki pod adresem Błaszczykowskiego ma tendencję wznoszącą.

 

Brzęczek nagina zasady

Jeśli Brzęczek chciał tymi dwoma meczami w kadrze pomóc swojemu siostrzeńcowi w odbudowie dawnej pozycji, podupadłej przez kontuzje i słaby występ na mundialu w Rosji, to zamiar mu się nie powiódł. Cudów w futbolu nie ma. W tym roku Błaszczykowski rozegrał w zespole Wolfsburga zaledwie 101 minut, czyli mniej niż w tym tygodniu zaliczył w obu spotkaniach reprezentacji (160 minut). Ale w obu występach wyszły na jaw wszystkie jego niedostatki – brak ogrania, szybkości startowej, wytrzymałości. Po powrocie do klubu raczej na szybkie odzyskanie miejsca w zespole nie ma co liczyć, więc pewnie na październikowe mecze z Portugalia i Włochami znowu przyjedzie na kredyt. Ale to już będą potyczki o konkretną stawkę i Brzęczek musi liczyć się z oporem ze strony swoich zwierzchników w PZPN. Prezes Zbigniew Boniek na pewno zauważył mnogość pustych miejsc na wrocławskim stadionie i nie był to dla niego miły widok, bo oznaczał wymierne finansowe straty. A taki bardzo nie lubi.

 

Gracze z największą liczbą występów w reprezentacji Polski:

1. Michał Żewłakow (1999-2011) 102
– Jakub Błaszczykowski (2006 – ) 102
3. Grzegorz Lato (1971-1984) 100
4. Robert Lewandowski (2008 – ) 99
5. Kazimierz Deyna (1968-1978) 97
6. Jacek Bąk (1993-2008) 96
6. Jacek Krzynówek (1998-2009) 96
8. Władysław Żmuda (1973-1986) 91
9. Antoni Szymanowski (1970-1980) 82
10. Zbigniew Boniek (1976-1988) 80
11. Włodzimierz Lubański (1963-1980) 75
12. Tomasz Wałdoch (1991-2002) 74
13. Maciej Żurawski (1998-2008) 72
14. Piotr Świerczewski (1992-2003) 70
15. Roman Kosecki (1988-1995) 69
– Tomasz Kłos (1998-2006) 69
17. Mariusz Lewandowski (2002-2013) 66
– Dariusz Dudka (2004-2012) 65
– Artur Boruc (2004-2017) 65
– Łukasz Piszczek (2007-2018) 65
21. Jan Tomaszewski (1971-1981) 63
– Dariusz Dziekanowski (1981-1990) 63
23. Robert Gadocha (1967-1975) 62
– Roman Wójcicki (1978-1989) 62
– Tomasz Hajto (1996-2005) 62
– Kamil Glik (2010 – ) 62
27. Henryk Kasperczak (1973-1978) 61
– Andrzej Szarmach (1973-1982) 61
29. Marcin Wasilewski (2002-2013) 60
– Jacek Zieliński (1995-2003) 60
– Jerzy Dudek (1998-2013) 60
– Włodzimierz Smolarek (1980-1992) 60
– Kamil Grosicki (2008 – ) 60
34. Lucjan Brychczy (1954-1969) 58
– Ryszard Tarasiewicz (1984-1991) 58
36. Stanisław Oślizło (1961-1971) 57
– Lesław Ćmikiewicz (1970-1978) 57
– Jan Urban (1985-1991) 57
39. Grzegorz Krychowiak (2008 – ) 56
40. Jerzy Gorgoń (1970-1978) 55
40. Waldemar Matysik (1980-1989) 55

 

Brzęczek zażegnał kryzys

Po remisie z Włochami nastroje kibiców trochę się poprawiły. Przebudowana dość gruntownie przez Jerzego Brzęczka drużyna zagrała przyzwoity mecz i mogła nawet po raz pierwszy w historii wygrać z czterokrotnymi mistrzami świata na ich terenie.

 

Mecz z Włochami zaprzeczył stawianej u nas ostatnio dość powszechnie tezie, że po mundialowej wpadce nasza piłkarska reprezentacja popadnie w głęboki kryzys. Jerzy Brzęczek okazał się trenerem nie gorszym od Adama Nawałki, chociaż w drugiej połowie trochę się pogubił przy dokonywaniu zmian i z tego powodu nie wygrał meczu który był jak najbardziej do wygrania. Poza tym wygląda na to, że w swoim debiutanckim występie nowy selekcjoner dostał od przełożonych całkowicie wolną rękę i zrobił wszystko „po swojemu”.

 

Bramkarze równo rotowani

Na bramce postawił na Łukasza Fabiańskiego, a nie Wojciecha Szczęsnego, powszechnie w mediach uznawanego za numer 1 w tercecie naszych reprezentacyjnych golkiperów. Nie był to zły wybór, bo Fabiański zagrał bardzo dobrze, a gola stracił z rzutu karnego. Po meczu bramkarz West Hamu United zdradził zasady jakie Brzęczek wprowadził do rywalizacji na tej pozycji. Otóż ze słów Fabiańskiego wynika, że on i Szczęsny będą bronić w spotkaniach Ligi Narodów, zaś Łukasz Skorupski w towarzyskich. To oznacza, że w tym roku każdy z nich zagra w dwóch meczach, ale potem na podstawie tych sześciu występów ma zostać ustalona hierarchia obowiązująca już od początku przyszłego roku. Pomysł mocno kontrowersyjny, ale na tym etapie przebudowy kadry głównie dla trójki bramkarzy.

W obronie Brzęczek żadnych eksperymentów nie czynił. O tym, że na prawej obronie miejsce zwolnione przez Łukasza Piszczka zajmie Bartosz Bereszyński, było wiadomo od dawna. Obecność Kamila Glika w środku defensywy też była oczywista, natomiast wystawienie do gry grzejącego ławę w Southamptonie Jana Bednarka trudno uznać za akt odwagi, bo ten piłkarz w tej chwili jest po prostu lepszy od powołanych do kadry Marcina Kamińskiego i Adama Dźwigały.

Niewątpliwą niespodzianką było natomiast wystawienie na lewej flance obrony również grzejącego ławę w Atlancie Arkadiusza Recy. Po kontuzji Macieja Rybusa Brzęczek nie miał tu dobrego wyboru, bo miał w odwodzie jeszcze innego debiutanta Rafała Pietrzaka lub ewentualnie Tomasza Kędziorę, chociaż on na co dzień w Dynamie Kijów gra na prawej obronie. Selekcjoner lukę po Rybusie załatał jednak przy pomocy swoich ludzi, bo do gry posłał Recę, a na wsparcie dał mu przestawionego z prawej na lewą flankę pomocy Jakuba Błaszczykowskiego.

 

Rodzina jest najważniejsza

Wokół powołania Błaszczykowskiego było sporo hałasu, bo jak wiadomo ten zasłużony dla reprezentacji piłkarz jest siostrzeńcem selekcjonera, a że w swoim macierzystym klubie, VfL Wolfsburg, w tym sezonie właściwie nie grał, już samo jego powołanie do kadry wzbudziło falę krytyki. Błaszczykowski jest bez wątpienia bardzo pozytywną postacią i trudno mu odmówić zasług, ale najlepsze piłkarskie lata ma już za sobą. W meczu z Włochami nie zagrał źle, zwłaszcza w defensywie, ale jakoś tak się znowu złożyło, że to jemu przydarzył się brzemienny w skutkach błąd. Na telewizyjnych powtórkach rzecz jasna wyraźnie widać, że wślizg Błaszczykowskiego był zgodny z przepisami, bo trafił w piłkę, a Federico Chiesa po prostu sprytnie zasymulował podcięcie.

Niemiecki sędzia Felix Zwayer popełnił ewidentny błąd dyktując rzut karny, co nie zmienia jednak faktu, że tak doświadczony gracz jak Błaszczykowski nie powinien bez wyraźnej potrzeby tak ryzykownie interweniować w swoim polu karny. Brzęczek chwilę potem go zmienił, ale po meczu stwierdził, że z występu siostrzeńca jest zadowolony. To dowodzi, że selekcjoner ma ogromne serce dla rodziny i najbliższych przyjaciół. Dla reprezentacji ta cecha charakteru niekoniecznie musi być szkodliwa, ale po prawdzie to rzadko kiedy szkodliwa nie jest.

 

Lewandowski wciąż najlepszy

Zdecydowanie najlepszym graczem w naszym zespole znów był Robert Lewandowski, który wprawdzie sam gola nie strzelił, ale to po jego podaniu Piotr Zieliński pokonał bramkarza gospodarzy. „Lewy” nie tracił piłek, rozgrywał akcje po mistrzowsku i właściwie to można mieć do Brzęczka żal, że zamiast po przerwie wpuszczać do gry za Błaszczykowskiego, Klicha i Zielińskiego defensywnych graczy (Rafał Pietrzak, Damian Szymański, Karol Linetty), nie posłał na boisko Arkadiusza Milika na lewą flankę za Błaszczykowskiego, a Krzysztofa Piątka do ataku w miejsce cofniętego na rozegranie Lewandowskiego. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że najlepszą obroną jest atak…

 

Włochy – Polska 1:1

Gole: Piotr Zieliński (40) – Jorginho (78 k).
Włochy: Gianluigi Donnarumma – Davide Zappacosta, Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Cristiano Biraghi – Lorenzo Pellegrini (46. Giacomo Bonaventura), Jorginho, Roberto Gagliardini – Federico Bernardeschi, Mario Balotelli (62. Andrea Belotti), Lorenzo Insigne (71. Federico Chiesa).
Polska: Łukasz Fabiański – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Arkadiusz Reca – Rafał Kurzawa, Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich (55. Damian Szymański), Jakub Błaszczykowski (80. Rafał Pietrzak) – Piotr Zieliński (65. Karol Linetty) – Robert Lewandowski.
Żółte kartki: Chiellini – Klich, Błaszczykowski, Fabiański.  Sędziował: Felix Zwayer (Niemcy). Widzów: 26 000.

 

Co w debiucie pokaże Brzęczek?

Jerzy Brzęczek już w swoim debiucie w roli selekcjonera biało-czerwonych może zapisać się w historii polskiego futbolu. Wystarczy, że w piątek 7 września wygra z Włochami, a okaże się lepszy od ośmiu swoich poprzedników na tej posadzie. Żadnemu z nich w debiucie nie udało się wygrać.

 

Brzęczek w XXI wieku jest dziewiątym selekcjonerem naszej piłkarskiej reprezentacji. Przed nim funkcję tę sprawowali: Jerzy Engel, Zbigniew Boniek, Paweł Janas, Leo Beenhakker, Stefan Majewski, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik i Adam Nawałka. Wszystkich tych szkoleniowców łączy wspólne niepowodzenie, bo żadnemu nie udało się wygrać meczu w swoim debiucie w roli trenera biało-czerwonych.

 

Engel zaczął od 0:3 z Hiszpanią

Jerzy Engel przejął kadrę po Januszu Wójciku i do pierwszego meczu poprowadził ją 26 stycznia 2000 roku w wyjazdowej potyczce z Hiszpanią. Porażka 0:3 była najłagodniejszym wymiarem kary dla biało-czerwonych. Żaden z kolejnych selekcjonerów już tak dotkliwie w debiucie nie przegrał. Mimo tej klęski Engel zdołał potem zmontować solidną ekipę i wywalczył z nią awans do finałów mistrzostw świata w Korei Południowej i Japonii. Był to niewątpliwy sukces, bo nasza reprezentacja była nieobecna na tej największej piłkarskiej imprezie od 1986 roku. W azjatyckim czempionacie Engel jako trener zupełnie się jednak pogubił. Do dzisiaj tak naprawdę nie znamy przyczyn tej mundialowej klęski, bo raport Engela, o ile w ogóle takowy powstał, nigdy nie został upubliczniony.

Rozczarowanie kibiców i mediów słabym występem biało-czerwonych było tak duże, że władze PZPN dla uspokojenia nastrojów poświęciły Engela dymisjonując go z posady. Jego miejsce zajął człowiek o najmocniejszej pozycji w polskiej piłce, czyli Zbigniew Boniek. Była to zadziwiająca roszada, bo żeby zostać selekcjonerem kadry narodowej i spełnić swoje największe trenerskie marzenie, Boniek musiał zrezygnować z dającej mu potężną władzę w PZPN funkcji wiceprezesa ds. marketingu. Nie była to jednak najlepsza decyzja w jego życiu, o czym przekonał się już w debiucie. Wprawdzie 21 sierpnia 2002 roku zestawiony przez niego zespół zremisował 1:1 z zawsze mocną Belgią, ale stylem gry nie zachwycił i fali pomundialowej krytyki nie stłumił. Boniek poprowadził zespół jeszcze w czterech spotkaniach i niespodziewanie rzucił posadę pod jakimś wymyślonym ad hoc pretekstem. Na poprzednie stanowisko wiceprezesa jego towarzysze z zarządu PZPN już go nie przywrócili i musiał potem przez dziesięć lat tkwić na uboczu, zanim w 2012 roku wreszcie zdobył niepodzielną władzę w związku, z owoców której czerpie przyjemność do dzisiaj.

Po rezygnacji Bońka ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz posadę trenera kadry powierzył Pawłowi Janasowi, który po długich wahaniach porzucił dla nowego wyzwania wygodne życie dyrektora sportowego Amiki Wronki. Zaczął jednak tak sobie, bo 12 lutego 2003 roku biało-czerwoni pod jego wodzą wywalczyli bezbramkowy remis z Chorwacją. Potem „Janosik” przegrał eliminacje do Euro 2004, ale za to wywalczył awans do mistrzostw świata 2006 roku w Niemczech. Na tej imprezie wypadł jednak nie lepiej od Engela i po mundialu został zwolniony.

 

Beenhakker przegrał 0:2 z Danią

Jego miejsce zajął słynny holenderski szkoleniowiec Leo Beenhakker, światowa sława, chociaż w 2006 roku już mocno przyblakła. O polskim futbolu pojęcie miał niewielkie i zanim sam zdobył niezbędną wiedzę, kadrę na swój debiutancki mecz powołał na podstawie podpowiedzi swoich współpracowników. Nie były one trafne, bo 12 sierpnia 2006 roku nasza reprezentacja pod wodzą Beenhakkera w kiepskim stylu przegrała na wyjeździe z Danią 0:2. Potem Holender, który dostał najwyższą gażę w historii polskiego futbolu (ok. 900 tys. euro rocznie) już tak doradcom nie ufał i jako pierwszy w historii wprowadził biało-czerwonych do finałów mistrzostw Europy. Na turnieju w Austrii i Szwajcarii sukcesu nie odniósł, mimo to prezes Listkiewicz nie pozbawił go posady. Zrobił to dopiero jego następca Grzegorz Lato, ale dopiero wtedy, gdy nasz zespół stracił szanse na awans do MŚ 2010 w RPA. Eliminacje dokończył Stefan Majewski, który na dzień dobry 10 października 2009 roku przegrał z Czechami 0:2.

Polska już wtedy miała zapewniony udział w kolejnych finałach mistrzostw Europy, jako współgospodarz turnieju. Prezes Lato na selekcjonera wybrał Franciszka Smudę i jak się potem okazało, był to wybór kompletnie nietrafiony. Nowy trener kadry zadebiutował 14 listopada 2009 roku, a biało-czerwoni pod jego wodzą przegrali u siebie z Rumunią 0:1. Co było potem wciąż doskonale pamiętamy.

 

Debiut Brzęczka: 7 września 2018

Po dymisji Smudy Lato funkcję selekcjonera powierzył Waldemarowi Fornalikowi, ale on też zaczął pracę z kadrą od porażki, przegrywając 15 sierpnia 2012 roku na wyjeździe ze słabiutką Estonią 0:1. Fornalik nie zdołał wywalczyć awansu do mistrzostw świata 2014 roku w Brazylii, a że prezesem był już wtedy nie Lato, tylko Boniek, było oczywiste iż na posadzie się nie utrzyma. Miejsce Fornalika zajął Adam Nawałka i na początku nic nie zapowiadało, że reprezentacja pod jego wodzą awansuje do Euro 2016, gdzie dojdzie aż do ćwierćfinału, a potem w cuglach wygra też eliminacje do mistrzostw świata 2018 roku w Rosji. Nawałka w roli selekcjonera zadebiutował 15 listopada 2013 roku, a zestawiony przez niego zespół przegrał we Wrocławiu w żenującym stylu ze Słowacją 1:3. Dla Jerzego Brzęczka pamiętną datą będzie 7 września 2018 roku, bo tego dnia w Bolonii zadebiutuje jako selekcjoner biało-czerwonych w spotkaniu z Włochami o pierwsze punkty w rozgrywkach Ligi Europy.

 

Lewy znów czaruje

Robert Lewandowski zaimponował formą w wygranym przez Bayern Monachium 3:0 ligowym meczu z VfB Stuttgart. Kapitan naszej reprezentacji otrząsnął się już z mundialowego kryzysu. Na szczęście nie on jeden w kadrze Polski.

 

Mistrzowie Niemiec chcieli zrehabilitować się ekipie VfB Stuttgart za klęskę poniesioną w ostatniej kolejce minionego sezonu, gdy przegrali z nią u siebie aż 1:4. Trener Niko Kovac wystawił do gry chyba najsilniejszy obecnie skład: Neuer – Kimmich, Boateng, Hummels, Alaba – Goretzka – Ribery, Thiago Alcantara, Thomas Mueller, Robben – Lewandowski. Piłkarze VfB długo bronili się przed strata gola i korzystając z tego, że arbiter pozwalał im na bardzo agresywną grę, kopali rywali niemiłosiernie. W końcu jednak popełnili błąd. W 37. minucie Mueller dostał prostopadłe podanie w pole karne, zagrał „na klepkę” z Lewandowskim i podał do Goretzki, a ten precyzyjnym strzałem przy słupku pokonał bramkarza gospodarzy. Drugiego gola dla Bayernu strzelił już „Lewy”, także popisując się kapitalnym uderzeniem zza linii 16 metrów.

Ale kibiców bardziej zachwycił fenomenalnym zagraniem piętą do Muellera, po którym reprezentant Niemiec znalazł się w stuprocentowej strzeleckiej sytuacji i jej nie zmarnował. Tak więc po dwóch ligowych kolejkach Bayern jest liderem z kompletem punktów, a Lewandowski ma na koncie dwa trafienia i jedną asystę. Sądząc po zachowaniu innych graczy wobec Lewandowskiego wygląda na to, że nasz piłkarz naprawił relacje z kolegami. Miejmy nadzieję, że tak samo sprawnie poukłada sobie na nowo swoje relacje w kadrze powołanej przez Jerzego Brzęczka.

Na zgrupowanie przed pierwszym meczem w Lidze Narodów z Włochami tylko kilku graczy przyjedzie na kredyt zaufania – w pierwszej kolejności Jakub Błaszczykowski, ale też Jan Bednarek, Marcin Kamiński i Arkadiusz Reca. Pozostali rozpoczęli nowy sezon w roli zawodników albo podstawowego składu, albo jako zmiennicy pierwszego wyboru. Dla nowego selekcjonera to całkiem niezła sytuacja.

Brzęczek będzie miał kłopot z obsadą bramki, bo ma do dyspozycji trzech regularnie występujących w swoich klubach bramkarzy (Fabiański, Skorupski i Szczęsny), na dodatek zbierających za swoje występy co najmniej przyzwoite recenzje. W obronie poza Bednarkiem, Kamińskim i Recą pozostali regularnie grają (Glik, Bereszyński, Kędziora, Rybus, Dźwigała, Pietrzak). W pomocy pewne miejsce w swoich klubowych zespołach mają Krychowiak, Linetty, Zieliński, Klich, Frankowski, Kurzawa, Kądzior, Makuszewski, Góralski, Romanczuk i Szymański, a w ataku oprócz „Lewego” regularnie grają i zdobywają bramki Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek.

Mamy zatem prawo oczekiwać od naszej reprezentacji dobrego wyniku w meczu z Włochami.

 

Nikt już nie lubi Grosickiego?

Adam Nawałka nie wyobrażał sobie kadry bez Kamila Grosickiego i powoływał go także wtedy, gdy wraz z Hull City zleciał do angielskiej II ligi. Jerzy Brzęczek aż tak „Grosika” nie poważa, bo powołania mu nie wysłał. A kibice niespodziewanie przyznali mu rację.

 

Grosicki na rosyjskim mundialu wypadł równie beznadziejnie jak pozostali nasi reprezentanci, ale nie tym roztrwonił kredyt sympatii jakim od kilku lat obdarzali go kibice. Fanom podpadł aroganckimi komentarzami na portalu społecznościowym, gdy niedługo po powrocie z Rosji zamieścił fotki z wakacyjnej imprezy w gronie przyjaciół i został za to przez internautów ostro skrytykowany. I nagle, niemal z dnia na dzień, z piłkarza cieszącego się sporą popularnością z Polsce stał się osobą powszechnie nielubianą. Dlatego jego kolejne perypetie ze zmiana klubu mało już kogo nad Wisłą obchodziły, oczywiście poza nieliczną grupką sportowych żurnalistów z białostockim rodowodem, upominających się tu i ówdzie w mediach o traktowanie Grosickiego jak gwiazdę co najmniej formatu Lewandowskiego.

Tymczasem wykreowany na herosa polskiej reprezentacji „TurboGrosik” nie otrzymał powołania od Jerzego Brzęczka na mecze z Włochami i Irlandią. Formalnie dlatego, że tego lata praktycznie nie grał, nie licząc kilkunastominutowego epizodu w Pucharze Ligi Angielskiej. To oczywiście nie mogło być jedynym powodem pominięcia, bo Jakub Błaszczykowski w VfL Wolfsburg znalazł sie w takiej samej sytuacji, a jednak powołanie otrzymał.

Prawdę mówiąc w interesie Brzęczka leżało zaproszenie Grosickiego na zgrupowanie, bo nie zarzucano by mu z taka gorliwością nepotyzmu (jest jak wiadomo wujkiem Błaszczykowskiego). Skoro jednak Grosickiego nie zaprosił, to znaczy wie coś, czego my nie wiedzieliśmy, albo nie chcieliśmy wiedzieć, bo tak kochaliśmy kadrę Adama Nawałki. A w jej środku bynajmniej nie było przedszkola. To mógł być pierwszy powód „odstrzelenia”. Drugi jak wieść gminna niesie wynikał z przesadnych aspiracji Grosickiego dorównania Lewandowskiemu, co siłą rzeczy powodowało w kadrze konflikty. No i wreszcie trzeci powód, czysto sportowy, jest taki, że „Grosik” ze swoim coraz bardziej archaicznym stylem gry coraz bardziej odstaje od dzisiejszych trendów, a zmieniać stylu mu się nie chce.

Najlepszym dowodem jego słabnącej pozycji na piłkarskim rynku są jego kolejne transferowe perypetie. W Hull City, podobnie jak wcześniej we francuskim Stade Rennes, wszystkich znużyły jego fochy i pozwolono mu na odejście. Ponoć miał propozycje z Panathinaikosu Ateny, a ostatnio pisano, że ma przejść do tureckiego Bursasporu. Oba kluby chciały go jednak tylko wypożyczyć, ale ostatnie medialne rewelacje sugerują, że nic z transferu do Turcji nie wyszło, bo chociaż szefowie Hull City zgodzili się na 300 tys. euro za rok wypożyczenia, to piłkarz nie przystał na oferowaną przez Bursaspor płacę. Zostanie więc w Hull City, gdzie też już go nie lubią? Z tym klubem ma kontrakt do 2020 roku.

 

Brzęczek odkrył karty

Faktyczna wymiana selekcjonerów reprezentacji następuje de facto wraz z ogłoszeniem przez następcę składu kadry. W miniony poniedziałek Jerzy Brzęczek podał nazwiska 27 piłkarzy, których powołał na wrześniowe mecze z Włochami i Irlandią. 23 z nich jest do grania, natomiast czterech to czysta fanaberia sukcesora Adama Nawałki.

 

Jeśli chodzi o powołania do zasadniczego 23-osobowego składu kadry, w zasadzie trudno Brzęczka za jego wybory krytykować. Chcąc nie chcąc musiał przecież sięgnąć po dawnych „żołnierzy” Nawałki. Jednych, jak Kamil Grosicki, Michał Pazdan czy Artur Jędrzejczyk słusznie pominął, innym, jak Mateusz Klich czy Maciej Makuszewski, przywrócił status reprezentanta. Ale żadnych wątpliwości nie budzą jedynie nominacje dla bramkarzy i napastników. Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański i Łukasz Skorupski grają regularnie w swoich klubowych zespołach i zbierają dobre recenzje. Na pewno zaskoczeniem nie jest brak powołania dla Bartosza Białkowskiego, który poza tym, że w tej części sezonu akurat nie błyszczy w drugoligowym Ipswich Town, to obiektywnie w tym kwartecie jest najsłabszy. Z kolei w linii ataku obecność Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka dla każdego sympatyka biało-czerwonych jest oczywistym wyborem. Brzęczek nie dał szansy Kamilowi Wilczkowi, który strzela w duńskiej lidze na zawołanie, pominął też zaczynającego dopiero przygodę z włoską ligą Łukasza Teodorczyka, zaś Dawida Kownackiego oddał do dyspozycji trenera młodzieżówki, ale tych sześciu graczy to w tej chwili najlepsi polscy napastnicy.

 

Defensywa mocno eksperymentalna

Największego zamętu Brzęczek narobił chyba powołaniami dla obrońców. W zasadzie to tylko obecność Kamila Glika nie budzi żadnych kontrowersji i można założyć, że od stopera AS Monaco selekcjoner zaczyna ustawienie tej formacji. Zwolnione przez Łukasza Piszczka miejsce na prawej flance linii defensywnej może zająć albo Bartosz Bereszyński, albo Tomasz Kędziora. Pominięcie odradzającego się w II-ligowym angielskim Boltonie Pawła Olkowskiego dowodzi, że na razie selekcjoner uznał wyższość wcześniej wymienionej dwójki graczy. Z kolei na lewej flance pewniakiem wydaje się wciąż Maciej Rybus, który gra regularnie w zespole mistrza Rosji i trzyma wysoką formę, ale już u Nawałki de facto nie miał dobrego dublera. Brzęczek wymyślił, że zadaniu mogą podołać grzejący obecnie ławę w Atalancie Bergamo Arkadiusz Reca lub defensor Wisły Kraków Rafała Pietrzaka. Zaprosił obu na zgrupowanie kadry w ramach kontyngentu graczy, których miał prawo powołać wedle własnego uznania. W tym gronie znalazło się trzech byłych lub aktualnych zawodników Wisły Płock, z którymi jako trener „Nafciarzy” wywalczył piąte miejsce w ekstraklasie. Oprócz Recy powołania dostali jeszcze stoper Adam Dźwigała i pomocnik Damian Szymański.

Z Recy Brzęczek w poprzednim sezonie zrobił solidnego lewego obrońcę, lecz na poziomie naszej słabiutkiej ekstraklasy. Starczyło to co prawda na transfer do Atalanty za 4 mln euro, ale we włoskim zespole Reca nie gra i z tego względu jego powołanie jest nadużyciem. Podobnie jak powołanie Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków. Ten lewy obrońca wciąż popełnia mnóstwo błędów, ale był kiedyś podopiecznym Brzęczka, gdy ten prowadził GKS Katowice.

Najwięcej problemów selekcjoner będzie miał z wyborem partnera na środku obrony dla Glika. Zaprosił na zgrupowanie wspomnianego Dżwigałę oraz Marcina Kamińskiego i Jana Bednarka. Pierwszy z tego tercetu gra regularnie w zespole Wisły Płock, ale spisuje się przeciętnie, czego dowodem jest 10 straconych bramek przez „Nafciarzy” w sześciu meczach. Z kolei Bednarek w tym sezonie stracił miejsce w jedenastce Southampton, zaś Kamiński dopiero niedawno przeszedł z VfB Stuttgart do Fortuny Duesseldorf. Obaj mają zero minut spędzonych na boisku i nie bardzo wiadomo, dlaczego Brzęczek ich powoła. To już większy sens miałoby zaproszenie dla Michała Pazdana, bo ten piłkarz nawet w słabej formie przy Gliku potrafił zagrać przyzwoicie.

 

Jest Błaszczykowski, a gdzie Grosicki?

W linii środkowej z dawnych pewniaków Nawałki powołania nie doczekał się jedynie Kamil Grosicki. Z jednej strony decyzja była zasadna, bo w tym sezonie nie gra w Hull City, ale z drugiej strony Jakub Błaszczykowski jest w podobnej sytuacji, a powołanie otrzymał. Nie ma jednak powodu by mieć do Brzęczka pretensje o nepotyzm, choć wiadomo że jest wujkiem Błaszczykowskiego, bo temu piłkarzowi należy się godna rekompensata za poniżenie jakiego doświadczył od Nawałki na mundialu, zwłaszcza w ostatnim meczu z Japonią. Nie zmienia to jednak faktu, że w środkowej linii tylko odradzający się w Lokomotiwie Moskwa Grzegorz Krychowiak i prezentujący rewelacyjną formę w Napoli Piotr Zieliński nie przyjadą na zgrupowanie na kredyt.

Reszta, w tym zbierający dobre recenzje w II-ligowym Leeds United Mateusz Klich, nie gwarantuje wysokiej jakości i każde zestawienie tej formacji będzie ryzykownym eksperymentem. Na głębsze wnioski będziemy mogli sobie jednak pozwolić dopiero po meczu z Włochami. W pierwszym spotkaniu w Lidze Narodów Brzęczek na pewno wystawi najlepszy w jego mniemaniu skład biało-czerwonych, ale dopiero po tym jak zespół zagra przekonamy się, jakim trenerem jest nowy selekcjoner.

 

 

Kadra Polski Włochy i Irlandię

 

Bramkarze:

Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (FC Bologna), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn).

 

Obrońcy:

Kamil Glik (AS Monaco), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Adam Dźwigała (Wisła Płock), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo).

 

Pomocnicy:

Grzegorz Krychowiak (Lokomotiwe Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli), Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad, Bułgaria)), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb, Chorwacja), Rafał Kurzawa (Amiens, Francja), Karol Linetty (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Taras Romanczuk (Jagiellonia Białystok), Damian Szymański (Wisła Płock), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia).

 

Napastnicy:

Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli), Krzysztof Piątek (Genova, Włochy).

Brzęczek się waha

Nowy selekcjoner naszej piłkarskiej reprezentacji Jerzy Brzęczek nieoczekiwanie przesunął o tydzień termin ogłoszenia powołań na dwa wrześniowe mecze – z Włochami i Irlandią. Nazwiska jego wybrańców mamy poznać 27 sierpnia.

 

Brzęczek zmienił stosowaną przez jego poprzedników zasadę, że najpierw powołania dostawali piłkarze występujący w klubach zagranicznych. Teraz cała kadra ma być ogłaszana za jednym zamachem. „Selekcjoner Jerzy Brzęczek powołania na mecze z Włochami i Irlandią ogłosi w poniedziałek 27 sierpnia. Tego dnia zostanie podana pełna lista powołanych zawodników” – poinformował rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski. Tu jednak w rozlicznych medialnych przekazach pojawiło się nieścisłości, bo wedle jednych selekcjoner miał już ponoć w miniony poniedziałek gotową listę zawodników z klubów zagranicznych, a z jej upublicznieniem wstrzymał się tylko dlatego, że z powodu katastrofy budowlanej w Genui odwołano ligowe spotkania drużyn z tego miasta – Sampdorii i Genoy. W pierwszym występują Karol Linetty, Bartosz Bereszyński i Dawid Kownacki, a w drugim robiący furorę we Włoszech Krzysztof Piątek.

Brzęczek chyba nie wszystkich z tego kwartetu umieścił na swojej liście, skoro postanowił poczekać do następnej kolejki Serie A i przekonać się w jakiej są aktualnie formie. Gdyby faktycznie miał wątpliwości, czy wymieniona czwórka piłkarzy z Genui zasługuje na powołanie, to równie dobrze na swojej liście powinien pominąć Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego czy Jana Bednarka, bo oni jeszcze nie mieli okazji zademonstrować aktualnej formy w ligowych potyczkach. Robert Lewandowski zresztą także takiej okazji nie miał, ale w jego przypadku cztery gole strzelone w Superpucharze i pucharze Niemiec powinny być chyba wystarczającą rekomendacją.

Żarty żartami, ale z korytarzy piłkarskiej centrali wyciekła plotka, że Brzęczek w swoim selekcjonerskim debiucie trochę przesadził z dowartościowaniem piłkarzy z klubów ekstraklasy. Jego przełożeni wytłumaczyli mu, że po klęsce naszych klubowych drużyn w kwalifikacjach europejskich pucharów preferowanie graczy z rodzimej ligi kosztem zawodników występujących za granicą nie zostałoby przez kibiców życzliwie przyjęte. A nadużywać ich cierpliwości nie należy, bo dla wizerunku PZPN mecz towarzyski z Irlandią we Wrocławiu rozegrany przy pustawych trybunach byłby wielce szkodliwy. Nie zmienia to faktu, że pomysł ogłaszania w jednym terminie całej kadry nie jest zły.

 

Jesienne mecze reprezentacji Polski:

07.09.2018: Włochy – Polska (Liga Narodów); 11.09.2018: Polska – Irlandia (towarzyski, Wrocław); 11.10.2018: Polska – Portugalia (Liga Narodów, Chorzów); 14.10.2018: Polska – Włochy (Liga Narodów, Chorzów); 15.11.2018: Polska – Czechy (towarzyski, Gdańsk); 20.11.2018: Portugalia – Polska (Liga Narodów).

 

Odrodzenie Olkowskiego

Poprzedni sezon Paweł Olkowski spędził w 1.FC Koeln, ale ten piłkarz z przeszłością w reprezentacji Polski był w tym niemieckim klubie trzymany w rezerwach. Teraz robi furorę w II-ligowym angielskim Boltonie.

 

Ostatnie dwa nieudane sezony w FC Koeln zwichnęły karierę Olkowskiemu, bo nie dość, że stracił solidną markę w niemieckiej Bundeslidze, to jeszcze stracił miejsce w reprezentacji Polski. Szczególnie nieudany był dla niego poprzedni sezon, bo trenerzy niemieckiego klubu nie widzieli dla niego miejsca w zespole. W końcu Olkowski zgodził się na rozwiązanie kontraktu za porozumieniem stron i latem dość nieoczekiwanie wylądował w drugoligowym angielskim Boltonie. Mało kto dawał mu szanse na grę w wymagającej lidze, ale trener Boltonu Phil Parkinson akurat szukał piłkarza na prawą flankę obrony i tam też ustawiał polskiego piłkarza w spotkaniach sparingowych przed sezonem. Olkowski nie zmarnował okazji i wywalczył miejsce w podstawowym składzie.

Po pierwszym ligowym meczu z West Bromwich (2:1)zebrał bardzo dobre recenzje (8,5), a w miniony weekend znów należał do najlepszych w potyczce z Bristol City. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2, lecz Polak był nie do przejścia i na dodatek zanotował asystę. Kibice Boltonu docenili jego postawę chwaląc w komentarzach na portalach społecznościowych. Dziennikarze lokalnej gazety „The Bolton News” podzielili zdanie fanów, bo przyznali Olkowskiemu notę 7,5 (w skali 1-10). Tylko Craig Noone otrzymał od niego lepszą ocenę (8).

Tymi udanymi występami 28-letni piłkarz przypomniał o swoim istnieniu i zainteresował nowego selekcjonera reprezentacji Polski Jerzego Brzęczka, który szuka teraz odpowiedniego następcy Łukasza Piszczka na prawej obronie.

 

Kadra Polski już bez Piszczka

Łukasz Piszczek ogłosił, że definitywnie rezygnuje z gry w reprezentacji Polski. Zadebiutował w niej 3 lutego 2007 roku w wygranym 4:0 towarzyskim meczu z Estonią, po raz ostatni wystąpił w przegranym na mundialu w Rosji 0:3 spotkaniu z Kolumbią.

 

Piszczek był jednym z kluczowych zawodników naszej kadry przez jedenaście lat. W sumie w biało-czerwonych barwach wystąpił w 65 meczach i zdobył trzy bramki, zagrał też w czterech wielkich piłkarskich turniejach – Euro 2008, Euro 2012, Euro 2016 i mistrzostwach świata 2018 w Rosji. O swojej rezygnacji poinformował za pośrednictwem Facebooka.

„W życiu czasami trzeba podejmować ciężkie, ale racjonalne decyzje. Po długich przemyśleniach ja taką podjąłem. Moja przygoda z reprezentacją dobiegła końca. 11 lat zawsze z dumą reprezentowałem Polskę w seniorskiej reprezentacji. Był to wyjątkowy czas. Będę go zawsze bardzo miło wspominał. Dziękuję przede wszystkim Kibicom za wsparcie, Trenerom: Leo Beenhakkerowi, Franciszkowi Smudzie, Waldemarowi Fornalikowi i Adamowi Nawałce dziękuję za zaufanie. Zawsze starałem się nauczyć od nich jak najwięcej, czerpać z ich doświadczenia i wiedzy. Dziękuję wszystkim osobom związanym z każdym sztabem szkoleniowym i moim kolegom z boiska, z którymi wspólnie miałem zaszczyt reprezentować Polskę w tych 65 meczach z orłem na piersi. Zostawię w swojej pamięci mecze, w których swoją grą dawaliśmy wszystkim Kibicom wiele radości. Trenerowi Jerzemu Brzęczkowi i naszej reprezentacji życzę przede wszystkim dużo sukcesów” – napisał w swoim poście Piszczek (pisownia oryginalna).

Jego decyzja nie jest wielkim zaskoczeniem, bo zapowiadał rezygnacji jeszcze przed mundialem w Rosji. Co prawda Jerzy Brzęczek po przejęciu reprezentacji w wywiadach zapewniał, że żaden z piłkarzy kadry Adama Nawałki nie zamierza rezygnować z gry w narodowej drużynie, także Piszczek, tyle że on potrzebuje trochę więcej czasu na odreagowanie nieudanego występu w mistrzostwach świata.

Piłkarz Borussii Dortmund w opublikowanym na łamach portalu SportoweFakty.pl wywiadzie stanowczo jednak tej opinii nowego selekcjonera zaprzeczył i zapewnił, że jego decyzja jest ostateczna i nie przewiduje w przyszłości powrotu do reprezentacji nawet w trybie alarmowym. „W każdej kadrze po mundialu ktoś decyduje się o zakończeniu kariery. Mesut Oezil, Andres Iniesta, z różnych powodów. W dzisiejszej piłce to powszechne. Mam 33 lata, na Euro za dwa lata na pewno nie dam rady zagrać. Teraz są eliminacje i musi stworzyć się nowa drużyna, więc nie ma sensu, by miejsce w niej zajmował ktoś, kto na turniej na pewno nie pojedzie. Robię miejsce innym” – powiedział Piszczek.

Piłkarz ma jeszcze do wypełnienia dwa lata kontraktu z Borussią Dortmund. W tym klubie zamierza też zakończyć karierę.

 

Lotto Ekstraklasa: Dolny Śląsk górą

Inauguracja rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wypadła zbyt okazale. W ośmiu meczach padło 18 goli, a na trybunach mimo pięknej pogody zjawiło się 78639 kibiców, co daje średnio 9830 widzów na jedno spotkanie.

 

Największa widownia była w Zabrzu – 16 683 osób, najmniejsza w Sosnowcu – 4500. Wypada jednak odnotować, że w miniony weekend najliczniejszą widownię we wszystkich ligach piłkarskich w naszym kraju miał trzecioligowy Widzew Łódź, którego mecz z Olimpią Elbląg (1:0) obejrzało 17 431 kibiców. Ale frekwencja na widzewskim obiekcie to fenomen na światową skalę. Fani broniącej tytułu Legii Warszawa najwyraźniej są jeszcze na wakacjach, bo na inaugurujący nowy sezon mecz z Zagłębiem Lubin przybyło ich tylko 12 278. A jeszcze piłkarze stołecznej drużyny sprawili im paskudnego psikusa przegrywając z „Miedziowymi” 1:3. Ta porażka jeszcze niczego nie przesądza, bo poprzedni sezon, zwieńczony zdobyciem podwójnej korony (Puchar Polski także padł ich łupem), legioniści również rozpoczęli od porażki.

Z czołowego kwartetu poprzednich rozgrywek (Legia, Jagiellonia, Lech, Górnik), komplet punktów zdobył jedynie Lech Poznań, który wygrał na wyjeździe z przygotowaną do sezonu jeszcze przez Jerzego Brzęczka (obecnie trenerem „Nafciarzy” jest Dariusz Dźwigała) Wisłą Płock 2:1. Jeden punkt zdobył Górnik Zabrze, który zremisowane 1:1 spotkanie z Koroną Kielce rozpoczął jedenastką złożoną wyłącznie z polskich piłkarzy, co jest w naszej ekstraklasie ewenementem.
Dla porównania aspirująca do walki o mistrzostwo Polski Cracovia w przegranym na wyjeździe spotkaniu ze Śląskiem Wrocław miała w wyjściowym składzie tylko czterech Polaków, a wspomniana już Legia wystawiła aż ośmiu cudzoziemców. Ta personalna polityka okazała się mało skuteczna, bo po pierwszej kolejce Cracovia i Legia są na dnie ligowej tabeli. A na szczycie znalazły się zwycięskie w starciach z tymi drużynami zespoły z Dolnego Śląsk.

Trzeci zespół z tego regionu, Miedź Legnica, w swoim debiutanckim występie w ekstraklasie także zanotował zwycięstwo, pokonując na własnym stadionie Pogoń Szczecin 1:0. Drugi z beniaminków ekstraklasy, Zagłębie Sosnowiec, przegrał u siebie z walczącym w poprzednim sezonie do końca o utrzymanie Piastem Gliwice 1:2. Ta porażka nie najlepiej wróży sosnowiczanom na przyszłość.

Wicemistrz Polski Jagiellonia Białystok przed własną publicznością przegrała z Lechią Gdańsk 0:1. Oba zespoły kończyli mecz w dziesiątkę, a ukaranego za brutalny faul czerwoną kartką Sławomira Peszkę czeka w środę rozprawa przed Wydziałem Dyscypliny PZPN. Już wiadomo, że żadne tłumaczenie nie uchroni go od kary dyskwalifikacji, niewiadomą jest tylko jej wymiar.

 

Wyniki 1. kolejki ekstraklasy

Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 1:3
Gole: Adam Hlousek (37) – Patryk Tuszyński (15 i 87), Filip Starzyński (21 karny).
Żółte kartki: Vesović, Żyro – Dąbrowski.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 12 278.

Wisła Kraków – Arka Gdynia 0:0
Żółta kartka: Cvijanović (Arka).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 9215.

Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Flavio Paixao (10).
Żółte kartki: Sheridan, Romanczuk – Stolarski, Nalepa, Kuciak, Joao Nunes, Mladenović. Czerwone kartki: Guilherme (68., Jagiellonia) – Sławomir Peszko (90., Lechia).
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Widzów: 11 766.

Miedź Legnica – Pogoń Szczecin 1:0
Gol: Petteri Forsell (90).
Żółte kartki: Łobodziński – Kożulj.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 5587.

Śląsk Wrocław – Cracovia 3:1
Gole: Piotr Celeban (14), Augusto (57), Jakub Kosecki (89) – Gerard Oliva (30).
Żółte kartki: Ahmadzadeh – Diego Ferraresso, Helik, Hernandez.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 496.

Górnik Zabrze – Korona Kielce 1:1
Gole: Daniel Smuga (46) – Ivan Jukić (62).
Żółte kartki: Urynowicz, Wiśniewski – Soriano, Żubrowski, Malarczyk.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 16 683.

Wisła Płock – Lech Poznań 1:2
Gole: Giorgi Merebaszwili (77) – Łukasz Trałka (16), Pedro Tiba (89).
Żółte kartki: Stefańczyk – Raduț, Burić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8114.

Zagłębie Sosnowiec – Piast Gliwice 1:2
Gole: Vamara Sanogo (36) – Aleksandar Sedlar (67 karny), Tomasz Jodłowiec (80).
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4500.