Walka w Lidze Mistrzów rozpoczęta

Liga Mistrzów rozpoczęła rozgrywki sezonu 2018-2019. Tytułu broni Real Madryt, który mimo odejścia Cristiano Ronaldo zamierza wygrać rywalizację w europejskiej elicie klubowej po raz czwarty z rzędu. W tym sezonie nie będzie to jednak łatwe zadanie.

 

Real Madryt ma już na koncie serię pięciu kolejnych triumfów w tych rozgrywkach – w latach 1956-60 „Królewscy” zwyciężyli w pierwszych pięciu edycjach. Teraz są bliscy powtórzenia tego wyczynu, chociaż po odejściu Cristiano Ronaldo mało kto daje im szanse na wygranie Ligi Mistrzów po raz piąty z rzędu. Zwłaszcza że klub opuścił także trener Zinedine Zidane, pod wodzą którego „Galaktyczni” byli najlepsi w trzech ostatnich edycjach. Ale i tak dokonania Realu budzą podziw. Żaden inny klub nie dorównuje mu w liczbie trofeów. Po trzy triumfy z rzędu mają jeszcze tylko Ajax Amsterdam i Bayern Monachium. W sumie „Królewscy” wygrywali te elitarne rozgrywki aż 13 razy. W tym sezonie Ligi Mistrzów „Królewscy”, już prowadzeni przez nowego trenera, Julena Lopeteguiego, trafili do grupy G z AS Roma, CSKA Moskwa i Viktorią Pilzno.

Który zespół może przerwać dominację potentata z Madrytu? Od 2014 roku tylko hiszpańskie kluby wygrywały Ligę Mistrzów, więc do grona pretendentów trzeba w pierwszej kolejności zaliczyć Barcelonę i lokalnego rywala „Królewskich, Atletico. Na pewno zdolne do przełamania hiszpańskiej dominacji są angielskie kluby, z finalistą poprzednich rozgrywek Liverpoolem i Manchesterem City Pepa Guardioli na czele. Taki cel arabscy szejkowie stawiaj też przed naszpikowaną gwiazdami ekipą Paris Saint-Germain, z Cristiano Ronaldo w składzie w rywalizacji o z pewności będzie się liczył także Juventus Turyn. Niewykluczone, że do gry o najwyższe laury włączy się też Bayern Monachium, który pod wodza nowego trenera Niko Kovaca jeszcze w tym sezonie nie przegra meczu.

Piłkarze w Lidze Mistrzów będą walczyć nie tylko o sławę, ale też o duże pieniądze. Triumfator tej edycji Champions League może zarobić nawet 82,5 mln euro, jeśli wygra wszystkie mecze fazy grupowej. To znacznie większa suma w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdy za tę sam boiskową pracę UEFA płaciła 57,5 mln euro. W rozpoczętej we wtorek 18 września fazie grupowej Ligi Mistrzów można zarobić nawet 31,5 mln euro, ale trzeba wygra wszystkie sześć meczów. Premia za awans do 1/8 finału wynosi 9,5 mln euro, za ćwierćfinał 10,5 mln, za półfinał 12 mln euro. Przegrany w finale otrzyma 15 mln euro, a zwycięzca 19 mln euro.

W tym sezonie nastąpiła zmiana nadawcy Ligi Mistrzów w Polsce. Przez trzy lata wszystkie mecze będzie pokazywać Polsat w kanałach kodowanych, w środy jeden mecz (o 21.00) pokaże TVP. W pierwszej kolejce polscy kibice będa mogli obejrzeć spotkanie Realu Madryt z AS Roma.

 

Trenerzy stawiają się UEFA

Trenerzy klubowi postulują, żeby UEFA zrezygnowała z zasady, że bramki zdobyte na wyjeździe liczą się podwójnie. Ten przepis ich zdaniem jest już anachronizmem.

 

Wniosek o zaniesienie tego przepisu trenerzy zgłosili podczas dorocznej konferencji w siedzibie UEFA w Nyonie. Władze Europejskiej Unii Piłkarskiej nie mogły zlekceważyć tego postulatu, bo poparli go szkoleniowcy z największych klubowych potęg na naszym kontynencie, między innymi Massimiliano Allegri z Juventusu Turyn, Carlo Ancelotti z SSC Napoli, Diego Simeone z Atletico Madryt, Julen Lopetegui z Realu Madryt, Jose Mourinho z Manchesteru United, Thomas Tuchel z Paris Saint-Germain, Unai Emery z Arsenalu Londyn, a także pozostający obecnie bez zatrudnienia weteran w tym gronie Arsene Wenger.

Podstawowy argumentem za zmianą przepisu wprowadzonego w 1965 roku są znaczące zmiany w futbolu, które sprawiały, że stał si on przestarzały i niezgodny z duchem sportowej rywalizacji. Trenerzy twierdzą, że dzisiaj zdobywanie bramek na boisku rywala nie jest już tak wielką sztuką, jak miało to miejsce kilkadziesiąt lat temu. Władze UEFA dały do zrozumienia, że nie będą bronić tego przepisu. Nie zamierzają też sprzeciwiać się innemu postulatowi szkoleniowców, w którym domagaj się ustalenia wspólnego dla wszystkich lig terminu zamykania tzw. okna transferowego.

 

Luis Erique zastąpił Hierro

Luis Enrique został nowym selekcjonerem reprezentacji Hiszpanii. Podpisał dwuletnią umowę. W nowej roli były trener Barcelony zadebiutuje 8 września w meczu z półfinalistą rosyjskiego mundialu Anglią.

 

Reprezentacja Hiszpanii odpadła z mistrzostw świata w 1/8 finału po przegranej serii rzutów karnych z Rosją. Na mundialu kadrę prowadził Fernando Hierro, który objął ją tuż przed turniejem zastępując zwolnionego Julena Lopeteguiego. Po słabym występie w Rosji szefowie hiszpańskiej federacji podziękowali Hierro i zaproponowali mu powrót na posadę dyrektora sportowego kadry, ten jednak odmówił.
Luis Enrique, kiedyś także znakomity piłkarz m.in. Barcelony, trenerską markę wyrobił sobie w latach 2014-2017 jako szkoleniowiec „Dumy Katalonii, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Hiszpanii, trzy razy Puchar Króla i raz wygrał Ligę Mistrzów. Po odejściu z FC Barcelona w czerwcu 2017 roku przez rok odpoczywał od futbolu.