Cristiano Ronaldo oskarżony o gwałty

Cristiano Ronaldo został oskarżony przez dawną znajomą Kathryn Mayorgi o gwałt, a w ostatnich dniach z podobnym zarzutem wobec piłkarza wystąpiła kolejna kobieta. Sponsorzy CR7 rozważają zerwanie z nim kontraktów.

 

Kłopoty Cristiano Ronaldo zaczęły się w 2017 roku od publikacji w tygodniku „Der Spiegel”, w której ujawniono, że grający jeszcze wtedy w Realu Madryt portugalski piłkarz zapłacił 375 tysięcy dolarów Kathryn Mayorga, ukrywającej się wtedy pod pseudonimem Susan K., w zamian za milczenie w sprawie wydarzeń mających miejsce 12 czerwca 2009 w Las Vegas. Piłkarz i pokrzywdzona kobieta podpisali ugodę w 2010 roku.

Po latach Mayorga zdecydowała się jednak złożyć pozew cywilny przeciwko Portugalczykowi. W ubiegłym tygodniu, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, prawnicy kobiety tłumaczyli, dlaczego ich klientka nie zdecydowała się iść do sądu wcześniej i podpisała z oskarżonym ugodę. Brytyjski dziennik „Daily Mail” doniósł, że do kancelarii prawnej reprezentującej interesy Kathryn Mayorga zgłosiła się kolejna kobieta, która twierdzi, że została skrzywdzona przez CR7 w ten sam sposób.

Piłkarz konsekwentnie odrzuca zarzut gwałtu i twierdzi, że do niczego nie zmuszał Mayorgi, która do jego hotelowego pokoju udała się dobrowolnie. Doniesień o drugiej pokrzywdzonej kobiecie jeszcze oficjalnie nie skomentował. Nie ulega jednak wątpliwości, że poniesie w tej sprawie nie tylko ciężkie straty wizerunkowe, ale także finansowe. Duże firmy, m.in. Nike czy EA Sports, z którymi portugalski gwiazdor ma podpisane lukratywne kontrakty reklamowe, już zastanawiają się nad ich rozwiązaniem, a są to umowy opiewające na setki milionów dolarów. Firma EA Sports, produkująca m. in. popularna na całym świecie grę FIFA 19, na razie tylko wycofała wizerunek CR7 z materiałów promocyjnych.

 

W Juventusie wszyscy grają jak z nut

Juventus jeszcze nie stracił punktów w tym sezonie Serie A. W meczu 8. kolejki mistrzowie Włoch z Wojciechem Szczęsnym w bramce wygrali z Udinese 2:0.

 

Juventus dominował przez cały mecz, czego najlepszym dowodem jest to to, że Udinese nie oddało ani jednego celnego strzału na bramkę Szczęsnego. W 33. minucie turyńczycy przeprowadzili szybką akcję, w której z prawej strony dośrodkował w pole karne Joao Cancelo, a Bentancur posłał piłkę do siatki po strzale głową z niedużej odległości. Stracona bramka podłamała ekipę gospodarzy, a cztery minuty później było już po meczu, gdy znajdujący się w polu karnym Mario Mandżukić wycofał piłkę do Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk potężnym strzałem wpakował ją z 13 metrów do siatki.

Po zmianie stron Juventus oszczędzał siły i umiejętnie zwalniał grę, utrzymując się przy piłce przez 62 procent czasu gry. Szczęsny do końca jednak zachowywał czujność pamiętając o życzeniu trenera Massimiliano Allegriego, że oczekuje od niego jak najwięcej występów bez straty gola. W 75. minucie na boisku pojawił się w barwach Udinese Łukasz Teodorczyk, ale on też nie zdołał nawet zagrozić Szczęsnemu. Juventus umocnił się na szczycie tabeli Serie A.

 

CR7 w cieniu Piątka

Hiszpańskie media wciąż nie mogą darować Cristiano Ronaldo odejścia z Realu Madryt i nie odpuszczają żadnej okazji, żeby wbić mu szpilę. Teraz dokuczają mu opiniami, że w Serie A został przyćmiony przez nieznanego polskiego napastnika kupionego za pięć milionów euro.

 

Latem Genoa wykupiła Krzysztofa Piątka z Cracovii za pięć milionów euro i ten transfer przeszedł we Włoszech praktycznie bez echa. Inaczej było w przypadku Cristiano Ronaldo, który przeszedł z Realu Madryt do Juventusu Turyn za 110 milionów euro. Portugalczyk rzecz jasna z miejsca stał się największą gwiazdą w Serie A, natomiast młodszy od niego prawie o dekadę Piątek zyskuje dopiero większy rozgłos swoimi niezwykłymi strzeleckimi wyczynami.

W rozegranych do tej pory sześciu meczach ligowych Polak zdobył aż osiem bramek, co jest najlepszym osiągnięciem w Serie A od 70 lat i zarazem w pięciu najsilniejszych ligach europejskich w obecnym sezonie. Piątek we wszystkich występach w barwach Genoi, licząc z towarzyskimi i pucharowymi, strzelił już 22 gole. Dokonał tego w ciągu zaledwie 80 dni. Natomiast Cristiano Ronaldo w siedmiu meczach Serie A strzelił trzy gole i zanotował pięć asyst. „Nieznany polski piłkarz przyćmił wielkiego Cristiano Ronaldo, który miał być największą gwiazdą Serie A. Przed rozpoczęciem sezonu pisano, że Portugalczyk będzie bił we Włoszech strzeleckie rekordy, tymczasem jest gorszy od napastnika, który kosztował Genoę niespełna pięć milionów euro” – drwią redaktorzy madryckiego dziennika „ABC”.

Na szczęście sam Piątek też wzbudza zainteresowanie jako piłkarz, a nie tylko „szpila” do drażnienia CR7. We Włoszech o polskim napastniku robi się coraz głośniej, a na meczach zespołu Genoa pojawia się coraz więcej wysłanników mocnych klubów. Zdaniem tamtejszych mediów niezwykła skuteczność Piątka zainteresowała nawet największe futbolowe potęgi Starego Kontynentu. W ocenach 23-letniego polskiego piłkarza podkreśla się, że choć nie dysponuje dużą szybkością, to potrafi znaleźć się w polu karnym we właściwym miejscu, dobrze gra w powietrzu i zachowuje zimną krew w strzeleckich sytuacjach. „W ostatnich latach polska piłka miała w ataku jako największą gwiazdę Roberta Lewandowskiego, teraz pod jego bokiem niespodziewanie eksplodował kolejny wielki talent, który latem przybył do Włoch za pięć milionów euro, a już zdążył olśnić swoim dokonaniami” – pisze wydawany w Barcelonie dziennik „La Vanguardia”. Jego zainteresowanie Polakiem nie jest przypadkowe, bo „Duma Katalonii” też posłała do Genui swojego człowieka na obserwację.

Sam Piątek póki co zachowuje zimną głowę. Jego zespół nie grał jeszcze w Serie A z Juventusem Turyn i SSC Napoli, a dopiero mecze z tymi zespołami zweryfikują jego prawdziwą wartość.

 

Szczęsny był lepszy od kolegów z kadry

W meczu na szczycie włoskiej ekstraklasy Juventus Turyn w 7. kolejce pokonał SSC Napoli 3:1. Z trzech reprezentantów Polski cały mecz rozegrał jedynie Wojciech Szczęsny w bramce Juventusu. Piotr Zieliński został zmieniony w 61. minucie, a Arkadiusz Milik w tej minucie wszedł na boisko.

 

SSC Napoli z Piotrem Zielińskim w wyjściowej jedenastce nie zdołało wywalczyć w Turynie punktów. Mistrzowie Włoch wyprowadzili trzy zabójcze ciosy i rozłożyli przybyszy na łopatki. Turyńczycy wygrali 3:1, ale gdyby wykazali się lepszą skutecznością, mogli strzelić więcej goli. Tym samym zrewanżowali się ekipie z Neapolu za porażkę z rundy wiosennej poprzedniego sezonu, kiedy to na własnym stadionie w 34. kolejce ulegli im 0:1.

Piłkarz z Neapolu dotrzymywali kroku rywalom tylko przez 25 minut pierwszej połowy. Później do głosu doszli gospodarze, w szeregach których kapitalne zawody rozgrywał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk sam wprawdzie gola nie strzeli, ale miał udział przy wszystkich trzech bramkach Juventusu. Dwie z nich zdobył Mandzukic, a trzecią Bonucci. Z trzech polskich graczy cały mecz zaliczył jedynie Wojciech Szczęsny i nasz reprezentacyjny bramkarz zaliczył udany występ. Przy golu Mertensa nic nie mógł zrobić, bo Belg strzelał z kilku metrów. „Byłem zaskoczony tym, że słabo weszliśmy w mecz. Mogliśmy stracić dwa gole, straciliśmy jednego. Wiedzieliśmy jednak, że jesteśmy świetnie przygotowani fizycznie, mamy mocnych rezerwowych, do tego doszła czerwona kartka dla przeciwnika” – powiedział Szczęsny na antenie stacji Eleven.

Piotr Zieliński na początku spotkania popisał się świetnym uderzeniem z dystansu, po którym piłka odbiła się od słupka, a później przygasł i ostatecznie w 61. minucie na boisku zastąpił go Kevin Malcuit. Pewnym zaskoczeniem było posadzenie na ławce rezerwowych Arkadiusza Milika, chociaż trzy dni wcześniej strzelił on dwa gole w ligowej potyczce z Parmą. Trener Carlo Ancelotti zamiast polskiego snajpera posłał do boju Driesa Mertensa i raczej nie pomylił się w wyborze, bo Belg w 10. minucie zdobył bramkę dającą Napoli prowadzenie.

Momentem zwrotnym spotkania była kontrowersyjna sytuacja z 59. minuty, gdy piłkarz Napoli Mario Rui brutalnie sfaulował Paolo Dybalę i za karę wyleciał z boiska. Niestety, Argentyńczyk przepłacił ten faul kontuzją i w 72. minucie musiał opuścić boisko. Dla trenera Napoli Carlo Ancelottiego była to druga porażka w pierwszych ośmiu meczach w roli szkoleniowca tejgo zespołu. Doświadczony trener w przeszłości prowadził też Juventus, ale kibice tej drużyny przywitali go chłodno.”Pocieszam się wygraniem Ligi Mistrzów w 2003 roku” – skomentował niechętne mu zachowanie fanów Ancelotti, nawiązując tym do finału tych elitarnych rozgrywek, w którym prowadzony przez niego AC Milan pokonał po rzutach karnych właśnie Juventus.

 

Dziewięciu Polaków zgłoszonych do gry w Champions League

Dziewięciu polskich piłkarzy znalazło się w kadrach 32 zespołów, które we wtorek rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

 

Ośmiu naszych zawodników ma w swoich klubowych zespołach mocne pozycje – są to Łukasz Piszczek w Borussii Dortmund, Kamil Glik w AS Monaco, Wojciech Szczęsny w Juventusie Turyn, Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński w SSC Napoli oraz Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus w Lokomotiwie Moskwa i oczywiście Robert Lewandowski w Bayernie Monachium. Większych szans na występy nie ma raczej najmłodszy ze zgłoszonych do Ligi Mistrzów polskich graczy, 19-letni bramkarz FC Liverpool Kamil Grabara. W angielskim klubie pierwszym golkiperem jest obecnie Brazylijczyk Alisson Becker, a drugim Belg Simone Mignolet. Ale już sam fakt, że trener „The Reds” Juergen Klopp wpisał młodego Polaka na „listę startową” jest dla tego utalentowanego bramkarza ogromnym wyróżnieniem.

Lewandowski w Lidze Mistrzów zdobył jak do tej pory 45 bramek, co daje mu 10. miejsce w klasyfikacji wszech czasów tych rozgrywek. Rekordzistą w tej klasyfikacji jest Cristiano Ronaldo z dorobkiem 120 goli. Obaj napastnicy będą mieli okazję poprawić swoje osiągnięcia strzeleckie już w środę. Juventus zagra na wyjeździe z Valencią, a Bayern także na wyjeździe z Benficą Lizbona.

Rekord Ligi Mistrzów innego rodzaju ustanowił hiszpański bramkarz FC Porto Iker Casillas, który we wtorek rozpoczął swój 20. sezon w Lidze Mistrzów. Nikt przed nim przez tyle lat nie występował w tych rozgrywkach. 37-letni obecnie hiszpański bramkarz zadebiutował w nich w barwach Realu Madryt w wieku 17 lat, w sezonie 1999-2000. Z zespołem, z którym był związany przez większość kariery, wygrał te rozgrywki trzykrotnie – w 2000, 2002 i 2014 roku.

 

Walka w Lidze Mistrzów rozpoczęta

Liga Mistrzów rozpoczęła rozgrywki sezonu 2018-2019. Tytułu broni Real Madryt, który mimo odejścia Cristiano Ronaldo zamierza wygrać rywalizację w europejskiej elicie klubowej po raz czwarty z rzędu. W tym sezonie nie będzie to jednak łatwe zadanie.

 

Real Madryt ma już na koncie serię pięciu kolejnych triumfów w tych rozgrywkach – w latach 1956-60 „Królewscy” zwyciężyli w pierwszych pięciu edycjach. Teraz są bliscy powtórzenia tego wyczynu, chociaż po odejściu Cristiano Ronaldo mało kto daje im szanse na wygranie Ligi Mistrzów po raz piąty z rzędu. Zwłaszcza że klub opuścił także trener Zinedine Zidane, pod wodzą którego „Galaktyczni” byli najlepsi w trzech ostatnich edycjach. Ale i tak dokonania Realu budzą podziw. Żaden inny klub nie dorównuje mu w liczbie trofeów. Po trzy triumfy z rzędu mają jeszcze tylko Ajax Amsterdam i Bayern Monachium. W sumie „Królewscy” wygrywali te elitarne rozgrywki aż 13 razy. W tym sezonie Ligi Mistrzów „Królewscy”, już prowadzeni przez nowego trenera, Julena Lopeteguiego, trafili do grupy G z AS Roma, CSKA Moskwa i Viktorią Pilzno.

Który zespół może przerwać dominację potentata z Madrytu? Od 2014 roku tylko hiszpańskie kluby wygrywały Ligę Mistrzów, więc do grona pretendentów trzeba w pierwszej kolejności zaliczyć Barcelonę i lokalnego rywala „Królewskich, Atletico. Na pewno zdolne do przełamania hiszpańskiej dominacji są angielskie kluby, z finalistą poprzednich rozgrywek Liverpoolem i Manchesterem City Pepa Guardioli na czele. Taki cel arabscy szejkowie stawiaj też przed naszpikowaną gwiazdami ekipą Paris Saint-Germain, z Cristiano Ronaldo w składzie w rywalizacji o z pewności będzie się liczył także Juventus Turyn. Niewykluczone, że do gry o najwyższe laury włączy się też Bayern Monachium, który pod wodza nowego trenera Niko Kovaca jeszcze w tym sezonie nie przegra meczu.

Piłkarze w Lidze Mistrzów będą walczyć nie tylko o sławę, ale też o duże pieniądze. Triumfator tej edycji Champions League może zarobić nawet 82,5 mln euro, jeśli wygra wszystkie mecze fazy grupowej. To znacznie większa suma w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdy za tę sam boiskową pracę UEFA płaciła 57,5 mln euro. W rozpoczętej we wtorek 18 września fazie grupowej Ligi Mistrzów można zarobić nawet 31,5 mln euro, ale trzeba wygra wszystkie sześć meczów. Premia za awans do 1/8 finału wynosi 9,5 mln euro, za ćwierćfinał 10,5 mln, za półfinał 12 mln euro. Przegrany w finale otrzyma 15 mln euro, a zwycięzca 19 mln euro.

W tym sezonie nastąpiła zmiana nadawcy Ligi Mistrzów w Polsce. Przez trzy lata wszystkie mecze będzie pokazywać Polsat w kanałach kodowanych, w środy jeden mecz (o 21.00) pokaże TVP. W pierwszej kolejce polscy kibice będa mogli obejrzeć spotkanie Realu Madryt z AS Roma.

 

Liga Mistrzów UEFA: Elita coraz bardziej elitarna

W środę 29 sierpnia zakończyły się kwalifikacje do Ligi Mistrzów. W obecnej edycji tych rozgrywek po cztery drużyny mają Anglicy, Niemcy, Hiszpanie i Włosi, trzy Francuzi, po dwie Rosjanie, Holendrzy i Portugalczycy, a po jednej Grecy, Serbowie, Turcy, Belgowie, Czesi, Szwajcarzy i Ukraińcy. My musimy zadowolić się jedynie obecnością w ich zespołach ośmiu polskich piłkarzy.

 

Przed sezonem doszło do niewielkiej reorganizacji rozgrywek, a zmiany dotknęły przede wszystkim drużyny kwalifikujące się do Ligi Mistrzów. Zaledwie sześć spośród wszystkich drużyn biorących udział w eliminacjach awansowało do fazy grupowej, podczas gdy aż 25 ekip miało zapewniony udział na podstawie wyników osiągniętych w rozgrywkach krajowych, a jedno miejsce otrzymał triumfator poprzedniej edycji Ligi Europy (Atletico Madryt).

 

Liga dla najbogatszych

Udział w fazie grupowej, bez konieczności przechodzenia przez eliminacje, miały po cztery najlepsze drużyny z lig hiszpańskiej, niemieckiej, angielskiej i włoskiej. Francuzi i Rosjanie mieli zagwarantowane po dwa miejsca w fazie grupowej i jedno w III rundzie eliminacji, z kolei kolejni w rankingu UEFA Portugalczycy, Belgowie i Ukraińcy dostali jedno miejsce w fazie grupowej i jedno w III rundzie kwalifikacji. Pewne miejsce w fazie grupowej miała też czeska Viktoria Pilzno.

We wtorek występ w fazie grupowej zapewniły sobie: AEK Ateny (Grecja), Young Boys Berno (Szwajcaria) oraz Ajax Amsterdam (Holandia), w środę tej sztuki dokonały PSV Eindhoven (Holandia), Benfica Lizbona (Portugalia) oraz Crvena Zvezda Belgrad (Serbia). O prawo występu w LM walczył także mistrz Polski Legia Warszawa, ale już w drugiej rundzie kwalifikacji znalazł się za burtą. Wojskowi najpierw pokonali irlandzkie Cork City FC (1:0 i 3:0), ale w kolejnym dwumeczu zostali wyeliminowani przez Słowaków ze Spartaka Trnawa (0:2 i 1:0). Ci z kolei odpadli w kolejnej rundzie ze Crveną Zvezdą Belgrad (1:1 i 1:2), która w ostatnie batalii zapewniła sobie awans kosztem Red Bull Salzburg (0:0 i 2:2).

Obrońcą tytułu jest Real Madryt, który w maju na Stadionie Olimpijskim w Kijowie pokonał FC Liverpool. Był to trzeci z rzędu triumf „Królewskich” w tych elitarnych rozgrywkach. W obecnej edycji piłkarzom Realu będzie trudno podtrzymać serię zwycięstw, bo z klubu latem odeszli trener Zinedine Zidane i najlepszy zawodnik Cristiano Ronaldo. Portugalczyk przeniósł się do Juventusu Turyn, z którym Real wygrał w finale Ligi Mistrzów dwa lata temu 4:1.

Zmianie ulegną godziny rozgrywania meczów. Dotychczas wszystkie spotkania LM rozpoczynały się o godzinie 20.45, teraz będą odbywać się w dwóch porach – o godzinie 19:00 oraz 21:00. Pierwsza kolejka fazy grupowej odbędzie się w dniach 18-19 września, a ostatnia 11-12 grudnia. Finał zaplanowano na 1 czerwca 2019 roku na stadionie Wanda Metropolitano w Madrycie, gdzie na co dzień rozgrywa swoje mecze Atletico.

 

El Dorado nie dla polskich drużyn

W nowej odsłonie zmagań w Lidze Mistrzów polski futbol będzie reprezentować ośmiu piłkarzy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn), Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus (obaj Lokomotiw Moskwa), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński (obaj SSC Napoli) oraz Kamil Glik (AS Monaco). Awans we wtorek mogli wywalczyć jeszcze Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb) i Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), ale ich zespoły nie sprostały swoim przeciwnikom w ostatniej rundzie eliminacji.

Klęska polskich zespołów w tegorocznych kwalifikacjach europejskich pucharów jeszcze bardziej pogłębi finansową przepaść dzielącą polskie kluby od europejskiej elity. Ten blamaż nie ułatwi spółce Ekstraklasa SA negocjacji nowej umowy dotyczącej sprzedaży praw telewizyjnych, zwłaszcza że na europejskim rynku zaczęła się właśnie recesja w tym segmencie rynku. Kluby piłkarskie, także polskie, żyły dotąd w błogim przeświadczeniu, że ceny transmisji będą rosnąć o co najmniej 40-50 procent w każdym kolejnym cyklu. Tymczasem w Europie daje się zauważyć spadek progresji dochodów z tego tytułu. Pierwsze symptomy tego zjawiska już widać. W tym sezonie kluby z Anglii w letnim oknie transferowym wydały o 200 mln funtów mniej niż rok wcześniej. Ograniczenia wydatków na transfery i pensje dla zawodników po cichu zaczynają wprowadzać też kluby w Niemczech i Hiszpanii.
Zdaniem ekspertów spadek dochodów z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych oraz sponsoringu doprowadzi w ciągu kilku najbliższych lat do powstania już naprawdę elitarnej superligi piłkarskiej, do której zaproszenie dostaną wyłącznie najbogatsze i najbardziej nośne medialnie kluby. W tej lidze nie będzie kwalifikacji i nie będzie spadków, a zarobki zawodników będą regulowane systemowo. Polskiej drużyny w tym towarszystwie na pewno nie będzie.

 

Uczestnicy LM 2018-2019:

Manchester City, Tottenham Hotspur, Manchester United, FC Liverpool (Anglia), Real Madryt, Atletico Madryt, Valencia CF, FC Barcelona (Hiszpania), Bayern Monachium, Borussia Dortmund, Schalke 04 Gelsenkirchen, TSG Hoffenheim (Niemcy), Juventus Turyn, SSC Napoli, AS Roma, Inter Mediolan (Włochy), Paris Saint-Germain, AS Monaco, Olympique Lyon (Francja), Benfica Lizbona, FC Porto (Portugalia), PSV Eindhoven, Ajax Amsterdam (Holandia), Lokomotiw Moskwa, CSKA Moskwa (Rosja), Viktoria Pilzno (Czechy), Club Brugge (Belgia), Szachtar Donieck (Ukraina), Galatasaray Stambuł (Turcja), Young Boys Berno (Szwajcaria), AEK Ateny (Grecja), Crvena Zvezda Belgrad (Serbia).

 

Wyniki IV rundy eliminacji:

AEK Ateny – Vidi FC 2:1 i 1:1; Dinamo Zagrzeb – Young Boys Berno 1:1 i 1:2; Dynamo Kijów – Ajax Amsterdam 1:3 i 0:0; AEK Ateny – Benfica Lizbona 1:1 i 1:4; PSV Einhoven – BATE Borisow 3:2 i 3:0, RB Salzburg – Crvena Zvezda Belgrad 0:0 i 2:2.

 

Popis Zielińskiego w Serie A

W 2. kolejce włoskiej Serie A znakomita formą błysnął rozgrywający SSC Napoli Piotr Zieliński. Reprezentant Polski w meczu z AC Milan przy stanie 0:2 poderwał swój zespół do walki strzelając dwa gole. Ostatecznie ekipa z Neapolu wygrała 3:2.

 

Tuż przed meczem z AC Milan we włoskich mediach pojawiła się informacja, że Zieliński otrzymał od SSC Napoli propozycję nowego kontraktu, w którym zagwarantowano mu znaczącą podwyżkę zarobków, ale też zwiększono tzw. klauzulę odstępnego do kwoty 100 mln euro. Reprezentant Polski już w starciu z mediolańskim zespołem pokazał, że jest wart takich splendorów. Do przerwy wprawdzie nie błyszczał, zresztą jak cała drużyna Napoli, ale w szatni trener Carlo Ancelotti pobudził swoich podopiecznych do działania i po zmianie stron obraz gry zmienił się na korzyść gospodarzy, wśród których wyróżniało się dwóch polskich graczy – oprócz Zielińskiego także Arkadiusz Milik. Tym razem jednak gole strzelał ten pierwszy. W 53. minucie strzelił kontaktowego gola, a niespełna kwadrans potem doprowadził do remisu. Milik w tym spotkaniu do bramki nie trafił, ale miał udział przy zwycięskiej bramce zdobytej przez Belga Driesa Mertensa.

Zieliński po raz pierwszy we Włoszech zdobył w dwie bramki w jednym meczu. Mecz z AC Milan był jego 156. występem w Serie A, co oznacza, że wyrównał rekord występów polskiego piłkarza we włoskiej ekstraklasie należący od 30 lat do Zbigniewa Bońka. 24-letni Zieliński gra na Półwyspie Apenińskim od siedmiu lat. Trafił tu z Zagłębia Lubin jako nastolatek i tajniki calcio zaczął zgłębiać w Udinese. W Serie A zadebiutował 2 grudnia 2012 roku, wszedł wtedy na boisko z ławki w wygranym 4:1 meczu z Cagliari. Potem został wypożyczony do Empoli, gdzie grał pod okiem trenera Maurizio Sarriego, który po przejściu do Napoli ściągnął go do tego klubu. Gdy Carlo Ancelotti latem przejął po nim zespół z Neapolu, poprosił szefów klubu, żeby zatrzymali młodego polskiego pomocnika za wszelką cenę.

Prośba była jak najbardziej uzasadniona, bo Zielińskiego bardzo chciał mieć w u siebie w Liverpoolu Juergen Klopp. Po meczu z AC Milan Zieliński otrzymał znakomite noty, chociaż trener Ancelotti zdjął go z boiska w 72. minucie. „Zieliński jest bardzo dobry, ale mam w zespole wielu świetnych zawodników. Zmieniłem go, bo jego problemem, z którym muszę sobie poradzić jako trener, jest nieśmiałość. On musi uwierzyć w siebie i w to, że może nawet sam pociągnąć zespół do zwycięstwa. Na razie tej pewności w nim nie ma, przez co po dobrym okresie gry potrafi stać się na boisku niewidoczny” – wyjaśnił swoja decyzję Ancelotti.

SSC Napoli po dwóch kolejkach jest wiceliderem Serie A z takim samym dorobkiem jak prowadzący Juventus Turyn, który z Wojciechem Szczęsnym w bramce w 2. kolejce pokonał Lazio Rzym 2:0.

 

Rosjanin w Cracovii

Cracovia znalazła w Jeniseju Krasnojarsk 24-letniego rosyjskiego skrzydłowego Serdera Serderowa, wychowanka CSKA Moskwa, młodzieżowego reprezentanta Rosji. Siedem lat temu nastoletniego wtedy piłkarza chciał Juventus Turyn.

 

Moskiewski klub odrzucił wtedy ofertę włoskiego potentata, a 17-letni Serderow wkrótce zadebiutował w pierwszej drużynie CSKA. I od razu rzucono go na głęboką wodę, bo w meczu Ligi Mistrzów z francuskim Lille. Po sezonie w moskiewskim klubie zmieniło się jednak nastawienie do zdolnego nastolatka i gdy pojawiła się oferta z Anży Machaczkała, oddano go bez większego żalu. Właściciel zespołu Anży, Sulejman Kierimow, miał mocarstwowe plany i szeroki gest. Serderow w klubie z Dagestanu dzielił szatnię z takimi znanymi zawodnikami, jak Brazylijczyk Willian, Kameruńczyk Samuel Eto’o czy reprezentant Rosji Fiodor Smołow, a jego trenerem był słynny Holender Guus Hiddink.

W pierwszym sezonie w Anży 18-latek wystąpił tylko w pięciu meczach i strzelił jednego gola, ale przed kolejnym Kierimow obciął budżet i pozbył się większości światowych sław. Dla młodych graczy, jak Serderow, to była szansa na częstsze występy na boisku – Serder zagrał w 33 meczach, zdobył dwie bramki i zaliczył trzy asysty. Zespół spadł jednak z rosyjskiej ekstraklasy, a Serderow miał długi kontrakt. Z dołującej coraz bardziej Anży wypożyczano go do innych rosyjskich klubów, aż w końcu w styczniu 2016 roku trafił do Slavii Sofia, w której zastąpił sprzedanego właśnie Cracovii Antona Karaczanakowa. W bułgarskiej lidze Serderow w 44 meczach strzelił 13 goli i dorzucił cztery asysty, ale musiał wrócić do Rosji i tak znalazł się w II-ligowym Jeniseju Krasnojarsk, z którym awansował do rosyjskiej ekstraklasy. Ciekawe jak poradzi sobie w naszej ekstraklasie.

 

Anglicy szastają forsą na transfery

W tegorocznym letnim oknie transferowym znów najbardziej rozrzutne był kluby angielskiej Premier League, które na zakup nowych piłkarzy wydały ponad miliard euro. Na drugim miejscu uplasowała się włoska Serie A.

 

Największe wydarzenie transferowego tego lata w Europie było niewątpliwie przejście Cristiano Ronaldo z Realu Madryt do Juventusu Turyn. 33-letni portugalski gwiazdor nie pobił rekordu Brazylijczyka Neymara, za którego rok temu Paris Saint-Germain zapłacił Barcelonie 222 mln euro. Nie przebił też kwoty transferowej zapłaconej AS Monaco przez paryski klub za wschodzącą gwiazdę światowego futbolu Kyliana Mbeppe (180 mln euro). Juventus pozyskał Cristiano Ronaldo „tylko” za 112 mln euro, co jednak jest rekordem włoskiej ligi. Ale nie tylko turyński klub szalał na transferowym rynku, inne kluby Serie A też nie szczędziły pieniędzy i w sumie wydały na nowych graczy równy miliard euro, czyli tylko sto milionów euro mniej od krezusów z angielskiej Premier League.

Trzecie miejsce w tym zestawieniu przypadło klubom z hiszpańskiej Primera Division, które tego lata wydały w sumie na transfery 690 mln euro. W gronie potentatów najbiedniejsza okazała się niemiecka Bundesliga, bo jej kluby na nowych zawodników wydały w sumie 446 mln euro, a najgłośniejszym transferem okazało się jak na razie przejście Belga Axela Witsela z chińskiego zespołu do Borussii Dortmund za 20 mln euro.

Działacze niemieckich klubów narzekaj, że maja do dyspozycji takich pieniędzy, jak ich konkurenci w Anglii, Włoszech i Hiszpanii. Lada moment mogą też spaść na piąte miejsce w tym zestawieniu, bo coraz większe sumy pojawiaj się w ofertach francuskich klubów. Europejska hierarchia futbolowych potentatów nie jest ustalona raz na zawsze.