PiS wygrał poniżej oczekiwań

„Wydaje mi się, że PiS cofnie się w przypadku Sądu Najwyższego, czyli wykona orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”. Z prof. Januszem Czapińskim rozmawia Kamila Terpiał (wiadomo.co).

 

KAMILA TERPIAŁ: Triumfalny pochód PiS po władzę został zatrzymany?

JANUSZ CZAPIŃSKI: Zdecydowanie tak. PiS wygrał, ale znacznie poniżej oczekiwań, chcieli przecież zdobyć władzę w większości sejmików.
Powiększyli stan posiadania, w tym sensie odnieśli wyborczy sukces, ale im chodziło o coś innego – przejęcie samorządów. A to im się nie udało.

 

Nie udało się też przejąć miast.

Myślę, że liczyli jednak przede wszystkim na sejmiki. One w wymiarze finansowym, czyli podziału pieniędzy, odgrywają ważniejszą rolę…

 

Ludzie wkurzyli się na kogoś czy na coś?

Zależy od miejsca, w którym głosowanie się odbywało. W Warszawie niewątpliwie wkurzyło ich to, że agresywny opolanin próbuje opanować stołeczne miasto. Próbował udawać kogoś innego, ale mieszkańcy stolicy nie dali się nabrać. Rzeczywiście w wielu województwach i dużych miastach Polacy pomyśleli, że muszą wykazać pewną aktywność, aby zablokować triumfalny marsz PiS po wszechwładzę w kraju. Dlatego frekwencja była wyjątkowa wysoka jak na Polskę, w wyborach samorządowych nigdy się taka nie przytrafiła. To świadczy o mobilizacji nie zwolenników PiS-u, bo oni są zawsze zmobilizowani, ale ich przeciwników.

 

Czyli jest o kogo walczyć?

To, czy PiS odnowi mandat za dwa lata, zależeć będzie od tego, w jakim stopniu zmobilizują się przeciwnicy obecnych rządów. To będzie główny czynnik, który zdecyduje o tym, jak się będą rozwijały przypadki związane z władzą w kolejnych latach.
PiS dysponuje doskonałymi instrumentami do tego, aby przy władzy pozostać. Z wyjątkiem większości samorządów przejął najważniejsze instytucje w państwie.

 

Jakie instrumenty może wykorzystać opozycja do walki o głosy?

Podstawowym instrumentem opozycji jest jednoczenie się. Sukces polegający na tym, że w przypadku PO utracono mniej władzy terenowej, niż można było utracić, wynikał głównie z połączenia sił z Nowoczesną i Barbarą Nowacką. Przewodnicząca stowarzyszenia Inicjatywa Polska była wyśmienitym „nabytkiem” Grzegorza Schetyny. Pozostaje pytanie, co z resztą przeciwników PiS-u? Jeżeli nadal będą forsować hasło, że liczy się tylko program i własna tożsamość, to tylko zmarnują kolejne wyborcze głosy.

 

Może wynik wyborów samorządowych da niektórym liderom do myślenia?

Być może SLD pójdzie po rozum do głowy. Ale na takie partie jak Partia Razem czy Zieloni nie ma co liczyć. One są za bardzo zideologizowane, zachowują się trochę jak marksiści, czyli myślą tylko o tym, jak sprawić, aby „nasze” było na wierzchu.

 

A co z PSL-em?

PSL powinien się cieszyć, bo nie zostali zatopieni przez PiS. Uratowali się i nadal mogą tworzyć koalicję razem z PO, tym bardziej, że jest to tandem sprawdzony przez ostatnie 8 lat.

 

To może zdecyduje się dołączyć do KO?

PSL nie wejdzie do Koalicji Obywatelskiej. Rozważać to mogą ci, którzy mają niewielkie szanse na przekroczenie progu wyborczego.
PSL przecież przekroczy próg i nie będzie chciał się chować pod skrzydła Platformy.

 

Sondaże przedwyborcze znowu się nie sprawdziły. Na przykład w Warszawie niektóre wskazywały na wygraną Patryka Jakiego. Tymczasem Rafał Trzaskowski zmiażdżył kandydata PiS-u już w I turze. Dlaczego wynik wyborczy różni się od wcześniejszych przewidywań?

Zacznijmy od tego, że ci, którzy wróżyli wygraną Patryka Jakiego, chyba urodzili się poza Warszawą, a przynajmniej tu nie mieszkali. Taki wynik był od początku niewiarygodny, dlatego nie przywiązywałem do niego żadnej wagi. Większość badań wskazywała jednak na drugą turę, ale przed godziną zero, kiedy nastąpiła rzeczywista mobilizacja.
Prawdopodobnie wielu respondentów kilka dni przed wyborami na pytanie, na kogo oddadzą głos mówili, że nie pójdą do wyborów. Ale jak obudzili się w niedzielę, to zaczęli robić rachunek politycznego sumienia i to ich zdopingowało. Dlatego poszli i zagłosowali przeciwko PiS-owi.

 

W kampanii przed wyborami parlamentarnymi zadziałało straszenie uchodźcami. Teraz wręcz przeciwnie? Ostatni spot wypuszczony przez sztab wyborczy PiS-u i Patryka Jakiego mógł im zaszkodzić?

Przed triumfalnym marszem po wszechwładzę mogło ich powstrzymać kilka czynników, które także zmobilizowały przeciwników partii władzy.
Jednym z nich był ten spot, przy czym on wpisywał się w ogólniejszy nurt prezentowany w propagandzie PiS-u. Jaki? Sączący się jad, nienawiść do wszystkich innych i zapowiedzi, które mogły przestraszyć Polaków prawdopodobnym Polexitem.
Rzutem na taśmę, ostatniego dnia kampanii, doszła decyzja TSUE. On zmusił polityków PiS-u do zajęcia stanowiska, a niektórzy zbagatelizowali postanowienie Trybunału, więc pojawiły się komentarze, że szykują się do wyjścia z UE. Myślę, że te dwa czynniki przyczyniły się do większej niż przypuszczano mobilizacji przeciwników Prawa i Sprawiedliwości.

 

Polacy chcą być w UE i mają dość negatywnej kampanii?

Ona jest wyjątkowo niesmaczna przez to, że jest okropnie kłamliwa. Wielu Polaków to razi, zadają sobie pytanie, jak można tak fałszować rzeczywistość.
Muszę tu wspomnieć o budzącej ostatnio wiele emocji sprawie żarówek. Prezydent Polski, pan z doktoratem, mówi publicznie o tym, że tęskni za żarówkami, które zżerają 70 proc. więcej prądu. Można to potraktować w kategoriach kabaretowych, ale to jest poważna polityka. Tak nie można jej uprawiać.

 

Jaki wniosek z wyborów wyciągnie PiS? Zwolni, odpuści czy przyspieszy?

Wydaje mi się, że cofnie się w przypadku Sądu Najwyższego, czyli wykona orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przynajmniej w takim sensie, że nie będą dalej toczyć walki z UE na tym tle. Może nawet dojść do jakiegoś kompromisu, który będzie bliższy stanowisku TSUE niż ministra Zbigniewa Ziobry.
PiS powinien też radykalnie zmienić przekaz i utemperować TVP. Propaganda nie będzie już tak nachalna i tak agresywna.

 

Przekaz będzie bardziej pozytywny?

Do swoich był pozytywny i taki pozostanie – obietnice i szukanie pieniędzy, żeby komuś dorzucić. Z tym może być jednak kłopot. Myślę, że skończy się na warstwie słownej. Będą jednak starali się pozbyć skrajności w przekazie, stonować polityczny klimat w kraju.

 

Temu mogą posłużyć też zmiany w partii?

Można byłoby oczekiwać dwóch zmian, ale chyba żadna z nich nie nastąpi. Po pierwsze zmiany premiera, ale nie ma kim go zastąpić. To on jest odpowiedzialny za to, co jest podstawowym warunkiem możliwości wygranej w wyborach parlamentarnych, czyli za gospodarkę. On ma dbać o to, żeby do dnia wyborów ani złotówka nie ubyła z portfeli Polaków.
Druga zmiana to Zbigniew Ziobro, ale on chyba jest już za mocny. Nie boi się nawet Jarosława Kaczyńskiego.

 

To on grał tzw. taśmami Morawieckiego?

To jest bardzo możliwe… Jemu chodziło o to, aby osłabić PiS w wyborach. On przecież nie jest z PiS-u. Chce, żeby to Solidarna Polska wyszła na czoło, a to pozwoliłoby mu przejąć władzę w całej formacji prawicowej. Od dawna chciał także osłabić swojego głównego wroga, czyli Mateusza Morawieckiego.

 

Skłócony PiS może przegrać wybory parlamentarne?

Wydaje mi się, że wygra…

 

I znowu będzie mógł rządzić samodzielnie?

Na pewno nie zdobędzie większości konstytucyjnej. Jest też mało prawdopodobne, że uzyska możliwość samodzielnych rządów, ale będzie próbował dobierać koalicjantów na przykład od Kukiza.

 

Słuchając tego, co mówił pan wcześniej myślałam, że przewiduje pan możliwość przegranej partii rządzącej…

Do tego potrzeba czasu, a nie jest go wcale aż tak dużo. Najważniejsze, że nastąpiło przełamanie takiej beznadziei ogromnej części polskiego społeczeństwa. Polacy zobaczyli, że PiS nie jest teflonowy.

Flaczki tygodnia

Kampania wyborcza skończyła się. Ściślej plebiscyt wyborczy. A ściślej jego pierwsza runda. Nietrudno przewidzieć, że druga runda rozpocznie się przed 11 listopada. Plebiscytem na największego patriotę.

***

Tylko Święto Zmarłych może jeszcze być wolne od wojny polsko-polskiej toczonej przez PiS z koalicją PO+. W Polsce nie wypada robić polityki na cmentarzach. Jeszcze nie wpada.

***

Hitler straszył użyciem Wunderwaffe, która miała zmienić wynik przegrywanej wojny. Japończycy rzucili do boju samobójczych kamikadze. Amerykanie bomby atomowe. To one ich zwycięstwo przypieczętowało. Nie wiem kogo naśladowali sztabowcy PiS rzucając w końcówce kampanii wyborczej swoją bombę. Telewizyjny spot znowu straszący Polaków uchodźcami. Robiący politykę na grobach. Tyle, że cudzych. Na razie.

***

Straszenie hordami uchodźców na zdrowy chłopski rozum jest w Polsce nieproduktywne. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza kiedy zewsząd słyszymy coraz głośniejsze postulaty, gniewne pomruki nawet, polskich przedsiębiorców żądających kontyngentów złożonych z migrantów. Bo polscy przedsiębiorcy odczuwają strach przed brakiem rąk do pracy.

***

Słyszymy zewsząd, nawet w mediach narodowo-katolickich, że bez importu siły roboczej, najlepiej z Azji, polska gospodarka nie utrzyma zaplanowanego, ambitnego tempa wzrostu gospodarczego. Bez azjatyckich rąk do pracy nie wybuduje się obiecanych przez pana premiera-milionera Mateusza Morawieckiego setek tysięcy mieszkań z programu Mieszkanie +.
Bez ludów z Azji jutro nie wybuduje się dziesiątków tysięcy mostów obiecanych przez pana premiera-milionera w czasie wczorajszej kampanii wyborczej. Nie wybuduje się też Centralnego Portu Komunikacyjnego imienia Lecha Kaczyńskiego, ani żadnej z Wielkich Budów Kaczyzmu obiecywanych przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
No może Mierzeję Wiślaną uda się bez emigrantów przekopać. Jeśli tylko PiS wygra przyszłoroczne wybory parlamentarne i zagoni do kopania przegraną opozycję.

***

Jeśli wierzyć elitom intelektualnym PiS, prawdziwi Polacy nie akceptują uchodźców, ale gotowi są zaakceptować ekonomicznych migrantów. Czyli nie chcą przyjąć, pomoc, podzielić się chlebem z osobami pokrzywdzonymi przez los. Ofiarami wojny. Nie chcą podzielić się z nimi swoim dostatkiem.
Zaakceptują zaś pobyt w Polsce osób, które zgodzą się pracować dla dalszego pomnożenia dostatku Polaków. Zaakceptują ludzi, którzy zgodzą się być ofiarami polskiego wyzysku ekonomicznego. Gotowych pracować za przysłowiową „miskę ryżu”. Za minimalną płace ustanowioną im przez pana premiera-milionera.

***

Przy okazji. Określenie „za miskę ryżu” to echo chińskiego „tie fan wan”, czyli „żelaznej miski ryżu”.
Tak w maoistowskich Chinach nazywano niskie robotnicze płace w państwowych przedsiębiorstwach. Ale gwarantujące też dożywotnie zatrudnianie oraz bezpłatne mieszkanie, opiekę zdrowotną, edukację, czasem posiłki w zakładowych stołówkach. Zapoczątkowany w 1978 rok przez Deng Xiaopinga marsz ku gospodarce wolnorynkowej łączył się z likwidacją systemu „żelaznych misek ryżu” i masowymi zwolnieniami robotników z pracy w państwowych przedsiębiorstwach. Po to aby rozbić ich solidarność klasową i zatrudniać w skomercjalizowanych przedsiębiorstwach państwowo-prywatnych. Za ryż bez gwarancji dożywotniego zatrudnienia i bez świadczeń socjalnych.
Teraz pan premier-milioner proponuje polskie wizy w zamian za pobyt w polskim obozie pracy.

***

W czasie kiedy elit PiS straszyły obywateli IV RP hordami uchodźców, te same elity PiS celebrowały rocznicę pontyfikatu papieża-Polaka. Celebrowano na kolanach, bo dla ludzi związanych z polskim kościołem katolickim Karol Wojtyła jest nie tylko papieżem, ale też świętym ich kościoła. W Polsce zasług świętego nie można kwestionować. Czynów jego, nawet tych dokonanych w stanie nie-świętości, też krytykować nie wolno.

***

Dlatego trudna jest w Polsce dyskusja o pedofilii w kościele katolickim, zwłaszcza w polskim kościele. Bo choć wiele faktów wskazuje, że papież z Polski nie zwalczał pedofilskiej plagi w swym kościele, to polskie media wspominać o tym nie chcą. W Polsce mamy kosztowne, utrzymywane przez wszystkich podatników instytucje kreujące się na instytuty naukowe. Zajmujące się badaniem, propagowaniem myśli Jana Pawła II-go. Redukujące nauczanie papieskie do kilku formułek w rodzaju „Prawda nas wyzwoli” i konserwatywnej, obskuranckiej wizji ludzkiego życia seksualnego.

***

Nie spotkałem żadnej publikacji dotyczącej problemów uchodźców i emigracji w myśli papieża Jana Pawła II-go. Choć był to papież często podróżujący po świecie i z uchodźcami, emigrantami często obcujący. Nie liczę, że taka publikacja zostanie w IV Rzeczpospolitej upubliczniona, bo tamten papież miał zupełnie inny pogląd na przyjmowanie uchodźców niż pan prezes Kaczyński.

***

Papież Jan Paweł II jest w Polsce martwy jako humanista. I zapomniany w mediach. Istnieje w zbiorowej przestrzeni jako popularny model. Wyrzeźbiony i odlany w setkach pomników. Zwykle niezwykle kiczowatych i zwyczajnie brzydkich. Służy też jako patron wspomnianych już instytucji. Dających zatrudnienie licznym osobom pragnących bezpiecznej pracy w dobrych warunkach. Za więcej niż „miska ryżu”.

 

PS. Piotr Gadzinowski dziękuje wszystkim, którzy oddali na niego głos w wyborach do Rady Miasta Warszawy.

W sukurs kandydatom lewicy Wywiad

Znany aktor i znakomity parodysta Andrzej Bychowski postanowił wesprzeć kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Lewica Razem do organów warszawskiego samorządu i własnym kosztem przygotował ulotki wyborcze kandydata na prezydenta Warszawy Andrzeja Rozenka, a także m.in. Moniki Jaruzelskiej, Agnieszki Wołk-Łaniewskiej i Jana Hartmana. Rozmawia z nim Krzysztof Lubczyński.

 

Skąd ten pomysł prywatnego wsparcia lewicowych kandydatów?

Bardzo mi zależy na dobrym wyniku Sojuszu Lewicy Demokratycznej w stolicy, z którą jestem związany od najwcześniejszego, okupacyjnego jeszcze dzieciństwa. W Warszawie się nie urodziłem, ale los rzucił mnie tu z rodziną i mieszkałem w niej od 1939 do 1945 roku, na ulicach Bliskiej, Dąbrowieckiej i Targowej. Opowiadałem już kiedyś „Trybunie” o tragikomicznej, ale szczęśliwie zakończonej przygodzie z oficerem niemieckim, którego, jako smarkacz obsiusiałem z balkonu i zrobiło się na chwilę niebezpiecznie. Po wojnie opuściliśmy Warszawę i wróciłem do niej dopiero w 1966 roku, gdy słynni Gozdawa i Stępień zaproponowali mi angaż do Teatru „Syrena”. Nie jestem więc warszawiakiem z urodzenia, ale z serca. A co do samego pomysłu – uważam, że po pierwsze nie można dopuścić do wygranej PiS w Warszawie, w tym przede wszystkim do zdobycia przez nich stanowiska prezydenta stolicy, bo to byłby dalszy ciąg zagarniania państwa. Nie wierzę w obiecanki cacanki pana Patryka Jakiego, który usiłuje się przedstawić jako kandydat umiarkowany, ale robi to tylko dlatego, żeby nie odstraszyć umiarkowanych wyborców. Nie mam złudzeń, że gdyby tylko objął to stanowisko, to Warszawa znajdzie się w ręku PiS i biada warszawiakom. Nie chciałbym, by taki los stał się udziałem mojego miasta. Nie mam zaufania do pisowców i ich sojuszników, którzy są politycznymi oszustami i awanturnikami. Poza tym obserwuję, co się dzieje i widzę wokoło, że jest natłok, zalew jakichś prawicowych kandydatów pod rozmaitymi kłamliwymi szyldami, którzy wszystko wszystkim obiecują. Rafała Trzaskowskiego darzę większą sympatią, choćby dlatego, że znałem i ceniłem jego ojca jazzmana, ale zdecydowanie stawiam na kandydata lewicowego.

 

Skąd wybór tych akurat lewicowych kandydatów?

Popieram wszystkich, ale musiałem kogoś wybrać, bo nie jestem milionerem i nie jestem w stanie zamówić ulotek dla wszystkich kandydujących z list SLD – Lewica Razem.

 

Dlaczego popiera Pan Andrzeja Rozenka na stanowisko prezydenta stolicy?

Nie tylko dlatego, że mam lewicowe poglądy i zgadzam się z nim w całej rozciągłości i że uważam go za rozsądnego, mądrego człowieka, dobrego organizatora, który może przysłużyć się Warszawie. Cenię go także za jego walkę z haniebną ustawą dezubekizacyjną, która doprowadziła do śmierci, w tym samobójczych, już kilkadziesiąt osób. Dotknęła wielu niewinnych ludzi, którzy pracowali w służbach specjalnych z różnych powodów, niejednokrotnie w charakterze fachowców i którzy nie uczestniczyły w żadnych represjach.

 

Jak Pan spędzi najbliższe dni?

Będę rozdawał swoje ulotki na ulicach Warszawy. Już robiłem to na MDM w okolicy placu Konstytucji, a w najbliższych dniach można mnie będzie spotkać być może na Nowym Świecie czy na Żoliborzu. Zapraszam.

 

Dziękuję za rozmowę.

Waga Waszych Głosów

Mamy nowe szalbierstwo wyborcze. Od początku roku do rejestru warszawskich wyborców dopisało się 9155 osób. W tym od 13 sierpnia do 9 października już 8790 osób. W całym 2014 dopisało się jedynie 4354 osób.
Burmistrz stołecznej dzielnicy Wola Krzysztof Strzałkowski informuje, że na Woli dopisano już ponad tysiąc osób. Dwa razy tyle, co cztery lata temu.
Dziennie wpływa około 200 wniosków.
Po Warszawie krążą informacje o autobusach przywożących do urzędów chętnych do głosowania w Warszawie. Nie kryjących swych sympatii do PiS.
Czy takie szalbierstwo wyborcze ma sens?
W Warszawie mieszka milion trzysta osiemnaście tysięcy osób uprawnionych do głosowania.
Przy frekwencji na poziomie 50 procent (cztery lata temu była 44 procent w pierwszej turze i 47 procent w drugiej), oznacza to 659 tysięcy głosujących. Czyli 6,6 tysiąca głosów dawałoby jeden procent poparcia.
W 2014 roku w I turze Hanna Gronkiewicz-Waltz dostała 294 tysięcy głosów, Jacek Sasin 172 tysiące. W drugiej turze pani prezydent dostała 342 tysięcy głosów, a Sasin 241 tysięcy głosów.
Ale teraz w większości sondaży Patryk Jaki, kandydat PiS na prezydenta Warszawy jest tylko o kilka punktów procentowych za Rafałem Trzaskowskim, kandydatem Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej.
Na pewno w tych wyborach frekwencja będzie wyższa niż cztery lata temu. Starcie Trzaskowskiego i Jakiego jest regularnie podgrzewane przez media. Jest bardziej emocjonujące niż pojedynek Gronkiewicz-Waltz i Sasina cztery lata temu.
Dlatego potrzeba będzie pewnie ponad 7 tysięcy oddanych głosów, żeby zdobyć jeden punkt procentowy.
Być może ten jeden przywieziony punkt procentowy nie zaważy o wyborze prezydenta Warszawy.
Ale ten dodatkowy jeden punkt procentowy dla PiS, przy większościowym systemie liczenia głosów może przekreślić szanse na mandaty w sejmikach wojewódzkich, w Radzie Miasta Warszawy i radach dzielnicowych kandydatek i kandydatów spoza PiS i PO.
Ten jeden procent dodatkowych, przywiezionych autokarami prawicowych głosów może przekreślić szanse kandydatek i kandydatów lewicy oraz ruchów miejskich.
Dlatego gorąco apelujemy do lewicowych Wyborców!
Głosujcie 21 października.
Głosujcie na kandydatów lewicowych.
Głosujcie racjonalnie, czyli na największy lewicowy komitet wyborczy. Takim jest „SLD – Lewica Razem”.
Każdy Wasz głos i Waszych Bliskich to szansa na złamanie monopolu PiS i PO.

 

NASI AUTORZY KANDYDUJĄ

Informujemy, że autorzy publikujący w „Trybunie” kandydują w wyborach samorządowych. Lista nr 5.

  • Czesława Christowa kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego z okręgu Szczecin-Police;
  • Czesław Cyrul kandyduje na radnego Rady Miasta Wrocławia ze Szczepin, Popowic, Gądowa Małego, Kozanowa i Pilczyc;
  • Andrzej Dryszel kandyduje na Radnego Rady Miasta Warszawy z Bielan i Żoliborza;
  • Wincenty Elsner kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z powiatów: górowskiego, milickiego, oleśnickiego, oławskiego, strzelińskiego, średzkiego, trzebnickiego, wołowskiego i wrocławskiego;
  • Piotr Gadzinowski kandyduje na radnego Rady Miasta Warszawy z Wilanowa i Ursynowa;
  • Krzysztof Gawkowski kandyduje na radnego Sejmiku Województwa Mazowieckiego z powiatów: grodziskiego, legionowskiego, nowodworskiego, otwockiego, piaseczyńskiego, pruszkowskiego, warszawskiego zachodniego i wołomińskiego;
  • Tadeusz Iwiński kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego z powiatów: ełckiego, gołdapskiego, kętrzyńskiego, olecki i węgorzewskiego;
  • Krzysztof Podgórski kandyduje na radnego Rady Miasta Torunia z Wrzosów, Starówki, Chełmińskiego i Jar;
  • Maciej Prandota kandyduje na radnego do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z okręgów ostrołęckiego i siedleckiego;
  • Rafał Skąpski kandyduje na prezydenta miasta Nowego Sącza;
  • Danuta Waniek kandyduje na radną do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z prawobrzeżnej Warszawy;
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska kandyduje na radną Sejmiku Województwa Mazowieckiego z Bemowa, Bielan, Ursusa, Włoch, Woli i Żoliborza.

Szanowni Wyborcy, informuję, że…

Zwolennicy Koalicji Obywatelskiej montowanej przez Grzegorza Schetynę aktualnie lubią szantażować publicznie lewicowych polityków w Polsce. Wykreowaną przez siebie alternatywą.

Brzmi ona tak:

Albo politycy lewicy zapiszą się do Koalicji Obywatelskiej Grzegorza Schetyny, albo startując osobno zostaną „pożytecznymi idiotami” prezesa Kaczyńskiego.
Bo przez taką odrębność doprowadzą PiS do władzy w samorządach.

Szantażując polityków lewicy dziwnym trafem zapominają:

  • Poinformować szanownych Wyborców, że mówią jedynie o koalicji w wyborach do sejmików wojewódzkich.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że w wyborach do wielu innych ciał samorządowych istnieją już koalicje PO i lewicy, także z SLD.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że były parlamentarny i obecny samorządowy koalicjant PO, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe, w wyborach do sejmików wojewódzkich też startuje osobno. Pomimo tego zwolennicy koalicji Obywatelskiej Grzegorza Schetyny, nie szantażują publicznie PSL. Nie plugawią ich mianem „pożytecznych idiotów” pana prezesa Kaczyńskiego jak to czynią w przypadku Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że taka alternatywa traktuje szanownych Wyborców jak chłopów pańszczyźnianych przywiązanych do panów polityków.
    Bo przecież nie ma gwarancji, że po wykreowaniu mariażu Koalicja Obywatelska Grzegorza Schetyny z Sojuszem Lewicy Demokratycznej na takie polityczne małżeństwo scalone jedynie „antyPiSem” zagłosują wszyscy dotychczasowi zwolennicy SLD i Koalicji Obywatelskiej Grzegorza Schetyny.
    Bo przecież wielu szanownych Wyborców, zwolenników koalicji Grzegorza Schetyny, nie zechce poprzeć kandydatów sojuszu Włodzimierza Czarzastego i wielu szanownych Wyborców zwolenników SLD nie zechce poprzeć kandydatów koalicji Grzegorza Schetyny.
    Bo przecież w wyborach samorządowych poparcia ideowe i partyjne nie sumują się automatycznie.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że istnieją na naszej scenie politycznej jeszcze inne ugrupowania niż KO GS i SLD. Na przykład Kukiz’15, partia Wolność, mniejsi i więksi „narodowcy”, komitety lokalne. Chętni do powyborczych koalicji z PiS.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że wykreowana jedynie na „antyPiSie” Koalicja Obywatelska Grzegorza Schetyny może po wyborach rozpaść się. I jej przyszli radni o poglądach konserwatywno-prawicowych, zniesmaczeni centro-liberalno-lewicowych kursem KO GS mogą opuścić KO GS i zasilić bliższy im ideowo PiS. Zwłaszcza, kiedy taki transfer polityczny pozwoli im utrzymać się przy władzy.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że taki szantaż polityczny może mieć ukryty cel. Już dzisiaj wskazać na winnego przyszłej porażki KO GS w wyborach samorządowych, czyli wskazać na Sojusz Lewicy Demokratycznej.
  • Poinformować szanownych Wyborców, że tradycje obwiniania SLD za wszystko co w Polsce złe są w polskiej prawicy wyjątkowo silne. Zatem może i tym razem też się uda.

Antykomunistyczni idioci

Już niebawem zakazana będzie, pod groźbą kary więzienia, współpraca polsko-chińska, polsko-wietnamska, polsko -rosyjska, a nawet polsko-czeska. I nie tylko.
Zakazanymi będzie nie tylko działalność Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Chińskiej i Polsko-Wietnamskiej. Bo propagują przyjaźń z państwami „komunistycznymi”.
Zakazane będą przede wszystkim wszelkie oficjalne rozmowy polityczne, gospodarcze i kulturalne z reprezentantami tych państw, bo zakazane będzie pokazywanie państwowych i partyjnych symboli podczas tych rozmów. Jak choćby flag chińskich i wietnamskich.
Zakazanymi będzie działalność chińskich Instytutów Konfucjusza.
Zakazane będą kontakty z Komunistyczną Partią Czech i Moraw. Partią legalnie działającą w Republice Czeskiej. Koalicjanta parlamentarnego aktualnego rządu Republiki Czeskiej.
Zakazane będą kontakty z Komunistyczną Partią Rosji, największą opozycyjna siłą w tym państwie.
Zakazane będzie też posiadanie na prywatny użytek czerwonych flag z wizerunkiem sierpa i młota, symboli pięcioramiennych gwiazd, zwłaszcza czerwonych, książek napisanych przez Mao Mao Zedonga, Ho Chi Minha, Deng Xiaopinga, i aktualnego prezydenta Chin Xi Jinpinga.
Zakazane będzie nawet posiadanie przedmiotów z wizerunkami tych światowych przywódców. I rzecz jasna z wszelkimi innymi, uznanymi za „komunistyczne” symbolami.
Zakazane to wszystko będzie, bo rząd PiS chce propagandowo wykorzystać postulowaną przez liberalne i lewicowe środowiska walkę z faszyzmem do walki z „komunizmem”. Zrealizować swoje antykomunistyczne fobie korzystając z haseł walki z faszyzmem.

 

Raz sierpem, raz młotem

Jak poinformowała gazeta „Rzeczpospolita” wkrótce „oddawanie czci Hitlerowi stanie się w Polsce czynem zabronionym. Nowelizację kodeksu karnego w tym zakresie planuje rząd”.
To efekt reportażu w TVN o polskich faszystach czczących urodziny Adolfa Hitlera. Po jego emisji na wniosek szef MSWiA Joachim Brudzińskiego powołano Międzyresortowy Zespół do spraw Przeciwdziałania Propagowaniu Faszyzmu i Innych Ustrojów Totalitarnych.
Dnia 3 lipca 2018 roku zespół wysłał do Kancelarii Premiera propozycje zmian obowiązującego prawa. Zaproponowano „penalizację zachowań związanych z oddawaniem czci lub inną formą upamiętnienia postaci odpowiedzialnych na zbrodnie nazistowskie i komunistyczne”.
Nielegalne stanie się nie tylko fetowanie wodza III Rzeszy, ale też przykładowo Józefa Stalina lub Mao Zedonga. Z pisma MSWiA wynika, że spenalizowane będą nawet „zachowania niepubliczne”. Czyli to co robimy i to ci posiadamy w domu.
Jakie będą groziły za to kary? Z informacji udostępnionym zainteresowanym posłom wynika, że czyny zostaną spenalizowane „w ramach typu kwalifikowanego”, co oznacza kary więzienia.
Ale to nie koniec propozycji Zespołu. Chce on też zwiększenia sankcji karnej za przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego, który mówi o nawoływaniu do nienawiści oraz propagowaniu ustroju faszystowskiego lub innego totalitarnego. Obecnie grożą za to dwa lata więzienia, a niebawem mają grozić trzy.
W nowym brzmieniu przepisu ma się znaleźć też zakaz „propagowania komunizmu”. Czyli przynajmniej kilkudziesięciu legalnie działających na świecie partii komunistycznych. Rządzących w gigantycznych Chinach, a także w Wietnamie, z którym Polska ma „strategiczne stosunki partnerskie”.
Zespół proponuje również wprowadzenie zakazu oferowania przedmiotów zawierających symbolikę faszystowską i komunistyczną. Pisał o ty m pod koniec sierpnia „Nasz Dziennik”, powołując się na odpowiedź na jedną z interpelacji poselskich udzieloną przez wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. Zdaniem gazety karalne ma być oferowanie wszelkich przedmiotów z wizerunkami sierpa i młota.
Zrównanie komunizmu z faszyzmem chwali Jerzy Bukowski z krakowskiego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. „Obecnie bez większych problemów działa Komunistyczna Partia Polski, która posługuje się sierpem i młotem oraz hasłem „proletariusze wszystkich krajów, łączcie się. W kraju tak mocno doświadczonym przez komunizm powinno być to niedopuszczalne”, apeluje do władz.

 

Głupi, polski antykomunizm

Apel ten będzie posłuchany, bo rządzące obecnie elity PiS, jak i opozycyjnej Platformy Obywatelskiej, wyznają ideologię „głupiego polskiego antykomunizmu”.
Polega ona na postawieniu znaku równości pomiędzy faszystami włoskimi, niemieckimi, japońskimi i komunistami chińskimi, wietnamskimi, francuskimi, greckimi, radzieckimi rzecz jasna, i wszystkimi innymi jeszcze.
Na postawieniu znaku równości pomiędzy japońskimi militarystami z okresu II wojny światowej a chińskim i wietnamskimi komunistami walczącymi po stronie koalicji antyfaszystowskiej. Na zrównaniu zbrodni Hitlera nie tylko ze zbrodniami Stalina, ale też doklejenie do tego zbrodniczego duetu, Mao Zedonga, Lenina, Trockiego, Ho Chi Minha.
Takie postulaty to efekt olbrzymiej ignorancji, tradycyjnego nieuctwa polskiej prawicy z PiS i PO.
To efekt prowincjonalnego postrzegania historii świata jedynie z perspektywy polskiego kurnika.
To także efekt karłowatej geopolitycznej myśli polityków i propagandzistów z PiS, PO i innych polskich partii prawicowych. Myśli obecnych niestety też w środowiskach liberalnych, wśród tak zwanej „młodej lewicy”.
Wszyscy oni nie potrafią dostrzec podstawowej różnicy pomiędzy światowym ruchem faszystowskim a komunistycznym.
Partie faszystowskie, i faszystowsko-podobne, rządziły w XX wieku w Niemczach, Japonii, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Rumunii, na Węgrzech i innych państwach. Wszędzie przegrały. Przegrały przede wszystkim z państwami o ideologii liberalnej i komunistycznej podczas II wojny światowej. W XXI wieku faszyzm na świecie stał się marginesem.
Partie komunistyczne, i komunistyczno-podobne, rządziły w XX wieku w Europie Środkowo-Wschodniej i w Azji. Wygrały II wojnę światową. W Europie „komuniści” potem przegrali „zimną wojnę” z liberalnym Zachodem.
Ale w Azji stworzyły w XXI wieku system państwowy, który przyniósł szybszy rozwój gospodarczy i polityczny Chinom, Wietnamowi, Laosowi niż zachodnie liberalne systemy demokracji parlamentarno-gabinetowej.
Zakazywanie symboli zwycięskich w II wojnie światowej i obecnie najszybciej rozwijających się gospodarek świata – chińskiej i wietnamskiej – bo one się głupim polskim antykomunistom źle kojarzą, jest działaniem antypolskim.
Działaniem na szkodę interesów społeczeństwa polskiego, państwa polskiego i polskiej gospodarki.
Rządowe projekty „dekomunizacyjne” przypominają niedawną antyizraelską, antyamerykańską i antyukraińską nowelizację ustawy o IPN. Ustawę, która niedawno na całym świecie nadała Polakom wizerunek głupich antysemitów i ukrainożerców.
Teraz dzięki głupiemu antykomunizmowi wyznawanemu przez polskich prawicowców zyskają Polacy na całym świecie dodatkowo wizerunek głupich wrogów azjatyckich narodów.
Staną się światowym pośmiewiskiem, obiektem niewybrednych dowcipów w globalnych mediach.

 

PS. Odpowiadając na liczne zapytania, potwierdzam, że kandyduję do Rady Miasta Warszawy z listy największej koalicji lewicowej, czyli SLD – Lewica Razem.

Alkohol traktuje kobiety gorzej

1. Alkohol nie jest ożywiony. Nie działa intencjonalnie na czyjąś szkodę lub korzyść. To nie alkohol jest „seksistowską świnią”, to społeczeństwo jest seksistowskie.

2. Świadczy o tym nie tylko zestaw metafor użyty przez twórców niefortunnej jak na razie kampanii, ale również ich reakcja na jej odbiór. Kiedy do agencji Chromatique dotarły pierwsze sygnały o bardzo złym przyjęciu formuły filmików przez internautki, jedna z autorek zabrała głos. I choć w swoim wywodzie zapewniała, że „nie chce nikogo strofować” tak to właśnie zabrzmiało: babeczki no, jesteście przewrażliwione, nie zrozumiałyście. A my wam tu przecież, dla waszego dobra, niedouczki wy nasze, dawkujemy zarówno napięcie, jak i ekspercką wiedzę: że metabolizm, że więcej tkanki tłuszczowej, że się szybciej uzależnisz, jak będziesz piła tyle samo, co twój chłopak („nie powinnyśmy na imprezie z partnerem czy mężem pić tych trzech drinków, bo na niego one tak nie zadziałają jak na nas”). My nauczymy was pić mądrze („chcemy budować tą świadomość kobiety, która zna swoje ograniczenia biologiczne i jest w stanie wybrać odpowiedni dla niej model spożywania alkoholu”). Dzięki nam przestaniecie pić tak jak do tej pory piłyście, czyli głupio.

3. I nie jest ważne, kobitki, jak to odebrałyście. A jak odebrałyście źle, to albo nie obejrzałyście wszystkiego (więc łaskawie zamilczcie i zaczekajcie), albo oglądałyście nieuważnie i się nie znacie. I to wcale nie jest z naszej strony seksizm ani paternalizm.

4. W powszechnej świadomości i w ostatnich dyskusjach wokół kampanii z Jackiem Braciakiem nadal widać, że pijący mężczyzna jest zjawiskiem oswojonym, a pijąca/pijana kobieta nie. „Czy feministki uważają, że prawem każdej nowoczesnej kobiety jest nawalić się jak meserszmit?” – pytają w internecie. Owszem, jest. Dokładnie tak samo, jak prawem każdego nowoczesnego i (nienowoczesnego) mężczyzny, bo mieści się w zakresie decyzji, które podejmuje każdy nieubezwłasnowolniony człowiek. Niezależnie również od płci każdym przypadku, gdy sięgamy po alkohol, działają na nas te same uwarunkowania społeczne…

5. … o których kampania milczy. Operuje za to językiem obwiniania (klasyczna metafora z za krótką spódnicą wstaje z grobu). Zakładając kusą kieckę, narażasz się na gwałt. Pijąc za dużo, narażasz się na bliskie spotkania z panami wyznającymi Teorię Ziemkiewicza („kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej, niech pierwszy rzuci kamień”). A więc: bądź grzeczna i się pilnuj. Bo dostaniesz po łapach boleśniej niż dostałby on. My tylko ostrzegamy. Więc lepiej skumaj i się szanuj.

6. „Chodzi nam o to, żeby kobiety miały odwagę zawalczyć o siebie i świadomość, że siła do obrony tkwi w nich, a nie na zewnątrz. I o tym jest ta kampania, żeby kobietom przypomnieć, że to w nich jest moc decyzji, żeby nie dały się w tą (w zamyśle toksyczną – WK) relację wplątać i nie ważne czy to jest partner, czy substancja psychoaktywna, która je zniewala” – mówi dalej Ewa Lach z agencji Chromatique.
Takie stawianie sprawy to z jednej strony próba zachęty do większej emancypacji, w założeniu słuszna, z drugiej jednak śmierdzi modnym dziś kołczingiem zakładającym, że „wszystkie odpowiedzi są w tobie”, więc w razie czego „znajdziesz w sobie siłę”. To filozofia, która czyni człowieka w pełni odpowiedzialnym za jego wszystkie sukcesy i porażki, lekceważąca w niebezpieczny sposób procesy społeczne, relacje międzyludzkie, pochodzenie, warunki bytowe, inne niezależne okoliczności. „Nie daj się wplątać”, „dostajesz to, na co się godzisz” to koszmar naszych czasów. Alkoholizm ma różnorodne, skomplikowane tło.

7. To o tym powinno się mówić w odniesieniu do „picia kobiet”, jeżeli już tak bardzo chcemy uczynić akurat to tematem kampanii. Mówić ze zrozumieniem. Bo nigdy, ale to nigdy nie należy zapominać, że uzależnienie jest symptomem. Samo trzymanie nałogu na wodzy niewiele pomoże, jeśli nie wyeliminujemy lub nie ograniczymy wpływu pierwotnych jego przyczyn. Tak, PARPA od kilku ładnych lat sygnalizuje powody (i jest ich więcej niż 10), czemu kobiety (o przeróżnym statusie materialnym i kapitale społecznym) coraz częściej spożywają alkohol w niebezpiecznych dla nich ilościach. Pogadajmy o tym, gdzie i jak mogą szukać pomocy, zanim spadną na nie dodatkowo skutki uzależnienia.

8. Język tej kampanii po prostu zastrasza. Powoduje dodatkową traumę u osób, które faktycznie doświadczyły przemocy domowej. To niestety świadczy o kosmicznej bezmyślności. I słuszność ma Maja Staśko, poddając w wątpliwość, czy przy tworzeniu spotów wzięto pod uwagę zdanie terapeutów uzależnień i dla ofiar przemocy. Jest milion lepszych sposobów na to, żeby zobrazować tezę „alkohol bywa zdradliwy”.

9. Użyte w filmikach przykłady są chybione. „Jesteś słaba”, „zabiorę ci dzieci”, „do niczego się nie nadajesz” – to kwestie, które prędzej usłyszymy od przemocowego partnera niż od poddanego personalizacji „alkoholu”. Jeśli już tak bardzo chcemy trzymać się tego chwytu – pokażmy, jak kusi: ze mną poczujesz się odważniejsza, od wszystkiego się oderwiesz. Ze mną twoje życie nie będzie już gówniane, zniknie poczucie braku. Ze mną staniesz się królową życia! Gdyby ten nasz „pan alkohol” odstraszał od siebie na wejściu, jak czyni to aktor na filmiku, zamiast dawać chwilową ulgę, nikt by się nigdy odeń nie uzależnił.

10. Cała ta kampania to jedno wielkie pomieszanie przyczyn i skutków, które niestety prowadzi do znanego, ogranego refrenu: mądra, szanująca się panienka, kobieta z klasą, świadoma zagrożeń „nie pozwala sobie”, „nie dopuszcza” do pewnych sytuacji, ma „pod kontrolą”. I w efekcie wygrywa. Nikt nie przypnie jej już łatki. No nie, kochani copywriterzy, to wszystko niestety aż tak prosto nie działa.