Szczęsny bronił, Piątek nie strzelił, Milik trafił

Juventus wygrał u siebie z Empoli 1:0 w 29. kolejce Serie A i umocnił się na prowadzeniu. Był to mecz polskich bramkarzy, bo w zespole „Starej Damy” cały mecz rozegrał Wojciech Szczęsny, zaś w bramce rywali Bartłomiej Drągowski.

Wypożyczony z Fiorentiny do Empoli 22-letni Drągowski został pokonany w 72. minucie przez 19-letniego włoskiego napastnika Moise Keana. Nastolatek zagrał w tym sezonie dopiero po raz piąty, z czego czterokrotnie wchodził z ławki rezerwowych, a mimo to zdobył już trzy bramki. W barwach Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo. Portugalczyk doznał kontuzji w meczu Portugalii z Serbią (1:1), a ponieważ w lidze włoskiej Juventus na pięć kolejek przed końcem sezonu ma już mistrzostwo w kieszeni, gwiazdor mógł odpocząć. Szczęsny wolnego nie dostał, ale spisał się bez zarzutu i zanotował kolejny w tym sezonie występ bez straty gola.

Kibice „Starej Damy” mogli być zadowoleni, że półtora roku temu szefowie klubie zdecydowali się zatrudnić Polaka, a nie Gianluigiego Donnarummę. Bramkarz reprezentacji Włoch popełnił kompromitujący błąd już w 1. minucie meczu AC Milan z Sampdorią Genua, wykopując piłkę wprost pod nogi nadbiegającego napastnika rywali Gregoire Defrela. Krzysztof Piątek tym razem był w cieniu i niczego ważnego nie dokonał, zaliczając kolejny mecz z rzędu bez gola. Jego licznik zatrzymał się na 19. trafieniach. Tyle samo goli ma na koncie Cristiano Ronaldo, ale liderem klasyfikacji strzelców jest napastnik Sampdorii 36-letni Fabio Quagliarella, zdobywca 21 bramek. W ekipie z Genui przeciwko AC Milan z Polaków zagrał tylko Karol Linetty, bo Bartosz Bereszyński po kontuzji jeszcze nie wrócił do swojej optymalnej dyspozycji. W niedzielę błysnął natomiast Arkadiusz Milik, który kapitalnym golem otworzył wynik wygranego przez SSC Napoli 4:1 wyjazdowego spotkania z AS Roma.

 

Piątek dogania CR7

Krzysztof Piątek znów zadziwił. „El Pistolero” w 24. kolejce Serie A strzelił dwa gole dla AC Milan w wygranym na wyjeździe 3:1 meczu z Atalantą Bergamo i z 17 golami na koncie awansował na drugie miejsce w klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy. Jej liderem Portugalczyk Cristiano Ronaldo, który dla Juventusu zdobył 19 bramek.

Od debiutu w barwach „Rossonerich” Piątek zdobył już sześć bramek (jedną w Pucharze Włoch), zaś z dorobkiem uzbieranym w zespole Genoi ma na koncie już 17 ligowych trafień. Trener AC Milan Gennaro Gattuso nieoczekiwanie w 68. minucie zdjął polskiego napastnika z boiska i w jego miejsce wystawił Patricka Cutrone, ale wynik spotkania już nie uległ zmianie. AC Milanobecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 42 punktów, zaś Atalanta z 38 punktami jest na piątej pozycji. W tabeli Serie A AC Milan wyprzedzają – o jedno „oczko” lokalny rywal Inter, o 10 pkt SSC Napoli, a na czele stawki znajduje się Juventus Turyn, który po wygranej 3:0 z Frosione (cały mecz w bramce turyńczyków rozegrał Wojciech Szczęsny) ma w dorobku 66 pkt. Inter i Napoli swoje mecze rozegrały w niedzielę wieczorem – mediolańczycy z Sampdorią Genua (Bartosz Bereszyński i Karol Linetty), a neapolitańczycy (Arkadiusz Milik i Piotr Zieliński) z AC Torino. Piątek po sobotnim występie zajmował drugie miejsce w klasyfikacji strzelców. Za jego plecami byli Fabio Quagliarella z Sampdorii (16 goli), Duvan Zapata z Atalanty (16 goli), Arkadiusz Milik (12 goli) oraz Francesco Caputo z Empoli (11 goli) i Ciro Immobile z Lazio (11 goli).

Kibice AC Milan powoli dostają bzika na punkcie Piątka, a włoskie media poświęcają polskiemu napastnikowi coraz więcej miejsca. Ostatnio wzięły na tapetę jego zarobki. Okazuje się, że wysokość kontraktu Piątka z mediolańskim klubem jest uzależniona od liczby strzelonych przez niego goli. Bonusy zaczynają się jednak dopiero od pięciu bramek. Ten wymóg Polak już spełnił w spotkaniu z Atalantą, ale maksymalny pułap zarobków osiągnie dopiero po strzeleniu 25 goli.

W Genoi Piątek miał kontrakt gwarantujący mu rocznie 400 tys. euro. W mediolańskim klubie zaoferowano mu gażę w wysokości 1,8 mln euro plus wspomniane bonusy. „Jego kontrakt jest pełen nagród, z wieloma pośrednimi szczeblami. Jeśli Piątek w takim tempie będzie trafiał do siatki, to bez problemu zgarnie najwyższy bonus za 25 goli” – przekonuje „La Gazzetta delo Sport”. Włosi są pod wrażeniem wyczynów Piątka, który w pięciu meczach zdobył już sześć goli i z marszu stał się gwiazdą mediolańskiego zespołu. Podkreślają też to, że Polak został bardzo dobrze przyjęty przez zespół i kibiców, a nawet z podziwem zauważają, że jak na gwiazdę przystało zamieszkał w Piazza Gae Aulenti, najnowocześniejszy części miasta w centrum Mediolanu.

Krzysztof Piątek, 24. kolejka Serie A, AC Milan – Atalanta Bergamo 3:1,  Cristiano Ronaldo, Juventus Turyn, AC Milan, Wojciech Szczęsny, Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Ciro Immobile, Francesco Caputo, Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Fabio Quagliarella

Milik chce być lepszy od Piątka

SSC Napoli pokonało Sampdorię Genua 3:0 w meczu 22. kolejki Serie A. W wyjściowych składach obu zespołów znalazło się aż czterech reprezentantów Polski. Lepsza była dwójka z Neapolu – Arkadiusz Milik zdobył bramkę, a Piotr Zieliński wywalczył rzut karny. W ekipie z Genui zagrali Bartosz Bereszyński i Karol Linetty.

Trener Carlo Ancelotti nie traci zaufania do obu polskich graczy i w spotkaniu z Sampdorią wystawił ich do gry w podstawowym składzie. Szkoleniowiec rywali Marco Giampaolo zrobił to samo w przypadku Bereszyńskiego i Linettego. Na boisku mieliśmy zatem czterech Polaków, ale pierwsze skrzypce w tym kwartecie grał tym razem Milik. Już w 25. minucie wykorzystał znakomite dośrodkowanie Jose Callejona i strzelił gola na 1:0. Było to jego 12. trafienie w Serie A w obecnych rozgrywkach. Dosłownie minutę później było już 2:0 dla Napoli po strzale Lorenzo Insigne, dla którego z kolei był to ósmy gol w obecnych rozgrywkach, ale pierwszy od listopada ubiegłego roku.

Milik miał szansę na drugie trafienie, gdy w 89. minucie sędzia podyktował „jedenastkę” po zagraniu piłki ręka w polu karnym przez gracza Sampdorii. Nasz piłkarz od razu zabrał się za egzekwowanie „jedenastki”, lecz koledzy powstrzymali go i skłonili do oddania piłki wyznaczonemu do karnych Simona Verdiego.

Włoch nie zmarnował okazji i podwyższył wynik na 3:0, ale Milik był wyraźnie rozczarowany odebraniem mu szansy na zdobycie 13. gola. Dogoniłby wówczas w klasyfikacji strzelców Serie A Krzysztofa Piątka, z którym najwyraźniej zamierza rywalizować o miano najskuteczniejszego polskiego gracza we włoskiej lidze. Na tytuł króla strzelców obaj nasi piłkarze raczej nie mają szans, bo ich konkurentem jest Cristiano Ronaldo. Portugalczyk właśnie podczas tego weekendu wrócił na pozycję lidera klasyfikacji, zdobywając dwie bramki w zremisowanym przez Juventus 3:3 meczu z Parmą.

Gwiazdor turyńskiego zespołu ma teraz na koncie 17 trafień. Drugi w zestawieniu z 16 golami jest napastnik Sampdorii Fabio Quagliarella, a trzecią lokatę z 15 bramkami zajmuje Kolumbijczyk Duvan Zapata z Atalanty Bergamo. Dwie kolejne pozycje na liście zajmują Polacy – Piątek, obecnie gracz AC Milan, jest czwarty z dorobkiem 13 trafień (wszystkie uzyskał jeszcze w barwach Genoi), a Milik z 12 bramkami jest piąty. W zespole Napoli jest jednak najskuteczniejszym strzelcem w Serie A. Wspomniany już Insigne ma osiem goli, tyle samo co Belg Dries Mertens.

W rywalizacji snajperów uczestniczy jeszcze jeden Polak, występujący w Chievo Werona Mariusz Stępiński. 23-letni napastnik, mający już na koncie występy w reprezentacji Polski, w 22. kolejce zdobył swoja szóstą bramkę w tym sezonie w zremisowanym na wyjeździe 2:2 spotkaniu z Empoli. Oba gole dla gospodarzy strzelił Francesco Caputo, który z 11 trafieniami zajmuje szóste miejsce w klasyfikacji strzelców, na spółkę z Ciro Immobile z Lazio Rzym. Za nimi z 9 bramkami plasuje się Mauro Icardi z Interu Mediolan, a w grupie graczy z 8 trafieniami, oprócz dwójki napastników Napoli, są jeszcze dwaj gracze AC Parma Roberto Inglese i Gervinho oraz Mario Mandzukić z Juventusu.

 

Polacy w Serie A

W minioną środę włoska ekstraklasa rozegrała 18 kolejkę spotkań. Lider Juventus Turyn tylko zremisował z Atalantą Bergamo, ale goniące go SSC Napoli nie wykorzystało okazji do odrobienia strat ulegając 0:1 Interowi.

 

Juventus Turyn po ośmiu zwycięstwach z rzędu zremisował w 18. kolejce Serie A z Atalantą Bergamo 2:2. W bramce turyńczyków stał Wojciech Szczęsny, ale nasz reprezentacyjny bramkarz nie miał szans na obronę strzałów rywali. Remis uratował Juventusowi Cristiano Ronaldo, który wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie i potrzebował ledwie kwadransa, żeby ocalić swój zespół przed porażką. Portugalski gwiazdor w tabeli strzelców Serie A zmniejszył do jednego trafienia dystans dzielący go od prowadzącego z dorobkiem 13 goli Krzysztofa Piątka. Nasz piłkarz tym razem bramki nie zdobył, a jego Genoa przegrała z Cagliari 0:1. Druga drużyna z Genui, Sampdoria, w „polskim” meczu z Chievo Werona wygrała 2:0. W jej barwach zagrał jednak tylko Karol Linetty. Dawid Kownacki grzał ławę, a Bartosz Bereszyński leczy kontuzję. W Chievo Mariusz Stępiński rozegrał cały mecz, a Paweł Jaroszyński został zmieniony w 66. minucie.

W spotkaniu Bologny z Lazio (0:2) w zespole gospodarzy cały mecz rozegrał bramkarz Łukasz Skorupski. Inny z polskich golkiperów w Serie A, Bartłomiej Drągowski, przesiedział na ławce rezerwowych Fiorentiny przegrany 0:1 mecz z Parmą. W spotkaniu Frosinone z AC Milan (0:0) w zespole gospodarzy w 76. minucie na boisku pojawił się kolejny polski piłkarz, Bartosz Salamon. Na zakończenie środowej kolejki Napoli z Piotrem Zielińskim (zagrał cały mecz) i Arkadiuszem Milikiem (grał do 71. minuty) przegrało z Interem Mediolan O:1. Juventus dzięki temu, mimo remisu z Atalantą, powiększył przewagę nad Napoli do 9 punktów.

 

 

Popisy polskich piłkarzy w Serie A

Wojciech Szczęsny zachował czyste konto w wygranym przez Juventus 1:0 meczu z Interem, a Arkadiusz Milik i Potr Zieliński strzelali gole dla Napoli w starciu z Frosinone.

 

W 15. kolejce Serie A Juventus pokonał na własnym stadionie Inter Mediolan 1:0. Ekipa „Starej Damy” zrobiła kolejny krok w obronie mistrzostwa Włoch. Gospodarze potrafili wykorzystać jedną okazję w 66. minucie, którą na zwycięską bramkę zamienił Mario Mandzukic. To pierwszy gol chorwackiego napastnika w historii jego występów przeciwko Interowi. Wojciech Szczęsny zachował czyste konto po raz szósty w tym ligowym sezonie. Juventus po 15 kolejkach ma na koncie 43 punkty i pewnie prowadzi w tabeli, utrzymując przewagę 11 punktów nad drugim Napoli.
Neapolitańczycy grali u siebie z Frosinone, przedostatnią drużyną w Serie A. Trener Carlo Ancelotti wystawił do gry w tym spotkaniu obu polskich piłkarzy i mógł sobie potem pogratulować wyczucia. Jako pierwszy z naszych reprezentantów błysnął Piotr Zieliński, który zdobył bramkę już w 7. minucie spotkania. Po zmianie stron Ancelotti aż do 73. minuty nie dokonywał żadnych zmian, a gdy w końcu zdecydował się na dokonanie trzech roszad, nie odesłał do szatni żadnego z reprezentantów Polski. Nie miał powodów, bo w drugiej połowie Zieliński nadal grał koncertowo, a do kolegi dostroił się też Milik, który najpierw w 68., a potem jeszcze w 84. minucie zaliczył dwa trafienia. Napoli wygrało 4:0 i utrzymało pozycję wicelidera.
Jeszcze więcej, bo trzech polskich piłkarzy pojawiło się w składzie Sampdorii Genua w wyjazdowym spotkaniu z Lazio Rzym (2:2). Bartosz Bereszyński w końcówce został ukarany czerwoną kartką, Karol Linetty rozegrał całe spotkanie, a Dawid Kownacki wszedł w 66. minucie i zdążył zaliczy asystę przy drugiej bramce dla Sampdorii. Był to udany weekend naszych piłkarzy w Serie A.

 

Cristiano Ronaldo dał lekcję Piątkowi

W 9. kolejce Serie A doszło do bezpośredniego pojedynku najskuteczniejszego strzelca rozgrywek Krzysztof Piątka z największą gwiazdą włoskiej ligi Cristiano Ronaldo. Z tego snajperskiego pojedynku zwycięsko wyszedł Portugalczyk.

 

Tym spotkaniem Italia żyła przez cały miniony tydzień. Włoskie media podkręcały jeszcze to zainteresowanie strasząc turyńczyków porażką, choć to aktualni mistrzowie kraju i liderzy obecnych rozgrywek, a Genoa to ligowy średniak bez szans na miejsce w czołówce. Ale genueńczycy latem pozyskali z Cracovii za cztery miliony euro 23-letniego polskiego napastnika, który okazał się prawdziwą rewelacją początku sezonu, bo po ośmiu kolejkach z dziewięcioma trafieniami prowadził w klasyfikacji strzelców. Piątka coraz częściej porównywano do Roberta Lewandowskiego i wróżono mu równie wspaniałą karierę.

 

Stratosferyczne zainteresowanie

Prezes Genoi Enrico Preziosi przyznał, że zainteresowanie polskim napastnikiem ze strony silniejszych klubów jest „stratosferyczne”. I już nie zapewniał, jak jeszcze tydzień czy dwa wcześniej, że Piątek na razie nie jest na sprzedaż. „Długo jestem w futbolu i dlatego wiem, że nam go zabiorą, ale wszyscy na tym zarobimy. Jeszcze nie wiem, ile, bo to zależy kto będzie chciał ze mną rozmawiać, nie wykluczam jednak i tego, że odejdzie za kwotę dziesięć razy wiekszą niż my na niego wydaliśmy. Jesteśmy bombardowani telefonami, z Włoch i Europy, ale nie padła jeszcze żadna formalna oferta” – zapewniał Preziosi w rozmowie z „La Gazzetta dello Sport”, a jego słowa potwierdził agent polskiego piłkarza Szymon Pacanowski. Na konkretne oferty dla Piątka jest jeszcze za wcześnie, bo potencjalni kupcy wolą poczekać jak Polak spisze się w najbliższych tygodniach, bowiem w tym czasie Genoa rozegra serię spotkań z ligową czołówką. Mecz z Juventusem był otwarciem serialu i wszyscy zainteresowani z ciekawością czekali na wynik snajperskiego pojedynku Piątka z Cristiano Ronaldo.

Portugalski gwiazdor nie ma teraz najlepszego czasu w swojej karierze, bo jego spokój mącą docierające zza oceanu groźby ekstradycji w sprawie posądzenia o gwałt do jakiego miał sie dopuścić osiem lat temu w Los Angeles, a na boisku wciąż jeszcze nie osiągnął formy jaką imponował w barwach Realu Madryt. W 18. minucie meczu z Genoą to jednak on zdobył bramkę dla „Starej Damy”, posyłając na dodatek piłkę między nogami próbującego zablokować jego strzał Piątka. Nie było to na pewno zamierzone z jego strony, ale chcąc nie chcąc słynny CR7 pokazał, że to on wciąż jest królem, a tak fetowany w mediach polski „Bombardier” na razie co najwyżej giermkiem.

 

Koszulka na pocieszenie

Piątek przyjął lekcję od mistrza z pokorą, a zaraz po meczu poleciał do niego wymienić się koszulkami, na co Portugalczyk bez zbędnych ceregieli przystał, ale pewnie nawet nie wiedział, że spełnia w ten sposób jedno z największych marzeń polskiego piłkarza. Dla Piątek portugalski wirtuoz od dziecka był idolem, dlatego na swoim profilu na Instagramie zamieścił zdjęcie trykotu CR7 i oddał mu należny hołd podpisem: „Dziękuję, królu”.
Tak skończyła się nadmuchana przez media wielka konfrontacja starego mistrza z młodym, choć z cała pewnością jest to określenie jeszcze mocno na wyrost. Oczywiście wyłącznie w odniesieniu do polskiego napastnika, któremu do klasy CR7 jeszcze bardzo daleko.

Prawdę mówiąc na tym etapie kariery nie da się jeszcze stwierdzić, czy Piątek kiedykolwiek choćby zbliży się do niego poziomem piłkarskich umiejętności. Juventusowi gola jednak nie strzelił, chociaż nie było to zadanie niewykonalne dla graczy Genoi, skoro zremisowali 1:1. Ale to niepowodzenie nie przekreśla szans Piątka na lukratywny transfer do silnego klubu. Musi tylko w kolejnych meczach znów strzelać gole, a kupcy się pojawią. Może nie z Barcelony, Chelsea czy Juventusu, ale też gotowych zapłacić grubo więcej, niż Genoa zapłaciła Cracovii.

 

Milik oferowany w rozliczeniu?

Wielki zgiełk wokół Piątka dotarł też do Neapolu, bo jeśli wierzyć doniesieniom tamtejszych mediów, szefowie SSC Napoli także zapragnęli pozyskać kolejnego Polaka do swojej drużyny. Pojawiły się nawet plotki, że są ponoć są nawet gotowi w ramach rozliczeń oddać do Genui Arkadiusza Milika.

Ile w tym prawdy, nie wiadomo, a póki co obaj reprezentanci Polski występujący obecnie w klubie z Neapolu, czyli Zieliński i Milik, wyszli w podstawowym składzie na sobotni wyjazdowym mecz z Udinese. Na ławce w ekipie gospodarzy zasiadł natomiast Łukasz Teodorczyk, który w Serie A póki co sobie nie radzi i pewnie coraz bardziej żałuje przeprowadzki z Anderlechtu Bruksela, gdzie mimo różnych wyskoków grał w miarę regularnie i strzelał sporo goli. W Udinese grzeje ławę i w najlepszym przypadku wchodzi na zmiany w końcówkach spotkań. W meczu z SSC Napoli trener nie dał mu szansy, bo jego zespół został stłamszony i musiał rozpaczliwie bronić się przed pogromem. Skończyło się na 0:3, ale do bramkowego dorobku gości nie dorzucił się żadne z naszych piłkarzy.

Milik został zmieniony w 74. minucie, a Zieliński jedenaście minut później. Dzięki wygranej Napoli zmniejszyło stratę do Juventusu do czterech punktów i utrzymało dystans nad ścigającymi ten tandem ekipami Interu Mediolan, Lazio Rzym i Sampdorii Genua, w której występują Bartosz Bereszyński, Karol Linetty, Dawid Kownacki.

 

 

Brzęczek się waha

Nowy selekcjoner naszej piłkarskiej reprezentacji Jerzy Brzęczek nieoczekiwanie przesunął o tydzień termin ogłoszenia powołań na dwa wrześniowe mecze – z Włochami i Irlandią. Nazwiska jego wybrańców mamy poznać 27 sierpnia.

 

Brzęczek zmienił stosowaną przez jego poprzedników zasadę, że najpierw powołania dostawali piłkarze występujący w klubach zagranicznych. Teraz cała kadra ma być ogłaszana za jednym zamachem. „Selekcjoner Jerzy Brzęczek powołania na mecze z Włochami i Irlandią ogłosi w poniedziałek 27 sierpnia. Tego dnia zostanie podana pełna lista powołanych zawodników” – poinformował rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski. Tu jednak w rozlicznych medialnych przekazach pojawiło się nieścisłości, bo wedle jednych selekcjoner miał już ponoć w miniony poniedziałek gotową listę zawodników z klubów zagranicznych, a z jej upublicznieniem wstrzymał się tylko dlatego, że z powodu katastrofy budowlanej w Genui odwołano ligowe spotkania drużyn z tego miasta – Sampdorii i Genoy. W pierwszym występują Karol Linetty, Bartosz Bereszyński i Dawid Kownacki, a w drugim robiący furorę we Włoszech Krzysztof Piątek.

Brzęczek chyba nie wszystkich z tego kwartetu umieścił na swojej liście, skoro postanowił poczekać do następnej kolejki Serie A i przekonać się w jakiej są aktualnie formie. Gdyby faktycznie miał wątpliwości, czy wymieniona czwórka piłkarzy z Genui zasługuje na powołanie, to równie dobrze na swojej liście powinien pominąć Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego czy Jana Bednarka, bo oni jeszcze nie mieli okazji zademonstrować aktualnej formy w ligowych potyczkach. Robert Lewandowski zresztą także takiej okazji nie miał, ale w jego przypadku cztery gole strzelone w Superpucharze i pucharze Niemiec powinny być chyba wystarczającą rekomendacją.

Żarty żartami, ale z korytarzy piłkarskiej centrali wyciekła plotka, że Brzęczek w swoim selekcjonerskim debiucie trochę przesadził z dowartościowaniem piłkarzy z klubów ekstraklasy. Jego przełożeni wytłumaczyli mu, że po klęsce naszych klubowych drużyn w kwalifikacjach europejskich pucharów preferowanie graczy z rodzimej ligi kosztem zawodników występujących za granicą nie zostałoby przez kibiców życzliwie przyjęte. A nadużywać ich cierpliwości nie należy, bo dla wizerunku PZPN mecz towarzyski z Irlandią we Wrocławiu rozegrany przy pustawych trybunach byłby wielce szkodliwy. Nie zmienia to faktu, że pomysł ogłaszania w jednym terminie całej kadry nie jest zły.

 

Jesienne mecze reprezentacji Polski:

07.09.2018: Włochy – Polska (Liga Narodów); 11.09.2018: Polska – Irlandia (towarzyski, Wrocław); 11.10.2018: Polska – Portugalia (Liga Narodów, Chorzów); 14.10.2018: Polska – Włochy (Liga Narodów, Chorzów); 15.11.2018: Polska – Czechy (towarzyski, Gdańsk); 20.11.2018: Portugalia – Polska (Liga Narodów).

 

Nawałka szykuje raport końcowy

Po mundialowej klęsce nasza piłkarska reprezentacja z zleciała z piedestału z dość głośnym łomotem. Po walnięciu o ziemię okazało się, że wcale nie jest ze spiżu, jak nam wmawiano, bo łatwo rozpadła się na wiele kawałków, zaś każdy z nich ma pretensje do pozostałych, że w Rosji nie wyszło.

 

Wszyscy teraz szukają przyczyn niepowodzenia i wskazują winnych. Najbardziej aktywni w tym dziele są prezes PZPN Zbigniew Boniek i kapitan drużyny Robert Lewandowski, a swoje trzy grosze w formie pisemnego raportu szykuje też Adam Nawałka. Nie ma jednak co liczyć, że były już selekcjoner biało-czerwonych w swoim raporcie napisze coś mądrzejszego ponad to, co zdążył już powiedzieć w swoich kilku publicznych wypowiedziach po trzech meczach grupowych i tuż po powrocie do kraju. „Nie trafiłem z wyborem ludzi i taktyką. Winę biorę na siebie”.

 

Trenerom pomyłki nie uchodzą

W tych kilku słowach zdefiniował cały bezmiar swojej winy, nie łudźmy się jednak, że owym sławetnym raportem popełni harakiri. Jeśli jednak zamierza wrócić na trenerską ścieżkę, a jak wieść niesie zamierza jak najszybciej, musi tak wyczyścić swój wizerunek, żeby ponownie świecił blaskiem nieomylności i mamił wrażeniem perfekcyjnej fachowości.
Nie będzie to łatwe zadanie, bo ostrzem swoich ocen nie może swobodnie rysować po wizerunkach innych uczestników nieudanej rosyjskiej eskapady. Ale jak się dobrze postara, to swoimi błędami bez trudu obciąży innych.

Nawałka ewidentnie faworyzował w swoich wyborach Wojciecha Szczęsnego i trudno go za to winić, bo chociaż Łukasza Fabiański swoimi występami co rusz udowadniał, że nie jest gorszym bramkarzem, to jednak Szczęsny w ostatnich czterech latach był numerem 1 w Arsenalu Londyn, w AS Roma, a teraz gra w Juventusie Turyn. Natomiast Fabiański w tym czasie tkwił w prowincjonalnym Swansea City i chociaż dokonywał cudów w bramce, to na zgrupowanie przed mundialem w Rosji przyjechał jako gracz zespołu zdegradowanego do II ligi.

Te okoliczności trochę tłumaczą wybór Nawałki, ale efekt jego decyzji widzieliśmy – Szczęsny w spotkaniach z Senegalem i Kolumbią wypadł słabo, za to Fabiański w „meczu o honor” z Japonią trzykrotnie uratował zespół w beznadziejnych sytuacjach i zachował czyste konto, przez co zostawił wrażenie, że na mundialu był lepiej dysponowany. Trener na treningach powinien takie rzeczy dostrzec i zweryfikować swoje personalne wybory. Nie zrobił tego i nic go nie tłumaczy.

Obiektywnie rzecz biorąc, Jakub Błaszczykowski w ogóle nie powinien znaleźć się w kadrze na mistrzostwa świata. A skoro się już znalazł, bo jest „żywą legendą polskiej piłki”, to raczej nie powinien być graczem podstawowej jedenastki. Nawałka tymczasem wystawił go do gry w spotkaniu z Senegalem, odtwarzając w ten sposób tak świetnie spisujące się podczas Euro 2016 prawe skrzydło z Łukaszem Piszczkiem w roli prawego obrońcy. Niestety, Błaszczykowski nie nadrobił miesięcy straconych na leczenie urazu kręgosłupa i w starciu z rosłymi i szybko biegającymi rywalami po prostu nie nadążał, wystawiając swojego dawnego boiskowego partnera z Borussii Dortmund na z góry przegraną walkę z przeważającymi siłami przeciwnika. Będąca kiedyś motorem napędowym naszej reprezentacji dwójka tych znakomitych zawodników zawiodła i w przerwie Nawałka posadził Błaszczykowskiego na ławce. Po meczu z Kolumbią jego los podzielił też Piszczek.

Po wyborze Jerzego Brzęczka na nowego selekcjonera kadry w mediach zaroiło się od spekulacji, czy Błaszczykowski odzyska kapitańską opaskę. Tak się raczej na pewno nie stanie, bo czas Błaszczykowskiego w reprezentacji Polski się skończył i jeśli na coś ten piłkarz powinien jeszcze liczyć, to na piękne pożegnanie. Brzęczek jest jednak jego wujkiem, więc pewnie w Lidze Narodów „Błaszczu” szanse gry dostanie, żeby odejść w glorii rekordzisty w liczbie występów w reprezentacji Polski.

 

Litania pomyłek jest dłuższa

Największym grzechem Nawałki było jednak zlekceważenie podstawowego elementu w każdej grze zespołowej, jakim jest zgranie. W ostatnich 10 meczach pod jego wodzą nasza reprezentacja za każdym razem grała w innym składzie, czego oczywistym skutkiem były żenujące na poziomie mistrzostw świata błędy popełniane przez całe formacje i poszczególnych graczy. Pewne decyzje podjął jednak kuriozalne, choćby wystawiając Thiago Cionka na miejsce kontuzjowanego Kamila Glika, chociaż w próbie generalnej z Chile u boku Michała Pazdana obiecująco zagrał Jan Bednarek.

Zapłacił za to słoną cenę, bo Cionek nie zdzierżył zadaniu i popełnił błąd, który kosztował nasz zespół stratę bramki na 0:1. Nie zagrał później już ani minuty, za to Bednarek nie zawiódł, a w meczu z Japonią strzelił nawet zwycięskiego gola i jako jeden z nielicznych kadrowiczów wrócił z mundialu z tarczą. Nie bardzo też wiadomo, dlaczego Karol Linetty nie wystąpił w Rosji nawet minuty, chociaż jest piłkarzem bez wątpienia lepszym od Jacka Góralskiego, Sławomira Peszki, Rafała Kurzawy, a nawet Kamila Grosickiego.

Nawałka z taktyką też sobie nie poradził, wybierał bowiem rozwiązania albo archaiczne, albo niedopracowane. Na dodatek rozbił kadrę wewnętrznie wyrażając zgodę na nieobecność Lewandowskiego i Piszczka na zgrupowaniu w Juracie. Reprezentacja Polski jest dobrowolnym stowarzyszenie równych sobie zawodników i faworyzowanie któregokolwiek z nich, nawet najwybitniejszego, prędzej czy później skończy się klęską, bo futbol jest grą zespołową. Mundial w Rosji pokazał to dobitnie. I taki wniosek powinien zakończyć raport Nawałki i stać się punktem wyjścia w pracy jego następcy.

 

Dali radę bez Glika

Towarzyski mecz z Chile (2:2) miał przede wszystkim dać odpowiedź na pytanie, jak nasza reprezentacja poradzi sobie bez Kamila Glika. Tymczasem dowiódł, że to nie absencja stopera AS Monaco jest największym problemem.

 

Przed meczem z Chile kibice zastanawiali się jak nasza reprezentacja poradzi sobie bez Kamila Glika. Trener Adam Nawałka miał do wyboru kilka personalnych konfiguracji przy obsadzie środka defensywy, ostatecznie jednak postanowił sprawdzić zbierającego ostatnio pozytywne opinie Jana Bednarka. Stoper Southampton dopiero na finiszu rozgrywek Premier League wskoczył do składu „Świętych”, ale w debiucie zdobył bramkę, i to w meczu z nie byle jakim przeciwnikiem, tylko z Chelsea Londyn, czym tak zaimponował trenerowi Markowi Hughes’ow, że ten wystawiał później młodego Polaka już do końca sezonu. Bednarek zwrócił na siebie uwagę także trenera Nawałki, który powołał go do szerokiej kadry na mundial.

 

Bednarek dał radę, a Pazdan nie

W Juracie i Arłamowie selekcjoner przekonał się, że ten waleczny i pewny siebie 22-letni piłkarz może być idealnym partnerem dla Kamila Glika. Niestety, pechowa kontuzja tego kluczowego gracza zniweczyła ten plan i Bednarek nagle zaczął być rozpatrywany nie jako uzupełnienie formacji obronnej biało-czerwonych, lecz jako jej fundament. W meczu z Chile było to aż nadto widoczne – to nie Michał Pazdan był ostoją naszej formacji defensywnej, tylko właśnie Bednarek, który zagrał o klasę lepiej od stopera Legii.

I teraz selekcjoner ma de facto nowy kłopot, bo musi dobrać Bednarkowi odpowiedniego partnera. Być może będzie to Pazdan, co warto byłoby sprawdzić w kolejnym spotkaniu towarzyskim z Litwą, a być może Thiago Cionek, Marcin Kamiński lub Artur Jędrzejczyk, bo tylko tych graczy Nawałka ma w tej chwili do dyspozycji. Niewyjaśniona jest wciąż kwestia udziału Kamila Glika, bo odkąd wyjechał do Francji każdego dnia docierają stamtąd coraz bardziej optymistyczne wieści. Lecz jeśli ostatecznie się okaże, że lekarz polskiej kadry Jacek Jaroszewski podał prawidłową diagnozę urazu i właściwie ocenił szanse wyjazdu Glika na mundial jako zerowe, to po meczu z Chile możemy być spokojni – Bednarek jest w stanie godnie go zastąpić na środku linii obronnej naszej reprezentacji.

 

Odrodzenie Błaszczykowskiego

Kolejnym plusem sparingu z Chile był udany występ Jakuba Błaszczykowskiego. Jego perypetie zdrowotne są dobrze znane. Z powodu kontuzji oraz uporczywego bólu pleców stracił praktycznie cały sezon i w zasadzie w ogóle nie powinien otrzymać powołania nawet do szerokiej kadry. Ale Błaszczykowski jest ważną postacią naszej kadry i nikt nie zgłaszał pretensji do Nawałki, że odesłał do domu strzelającego wiosną w lidze duńskiej gole Kamila Wilczka czy robiących furorę w naszej ekstraklasie Przemysława Frankowskiego z Jagiellonii i Sebastiana Szymańskiego z Legii, a zostawił 33-letniego zawodnika w trudnej do określenia formie fizycznej. W Poznaniu jednak Błaszczykowski bez większego problemu wytrzymał trudy meczu i potwierdził, że jest pod względem fizycznym gotowy do gry w mistrzostwach świata. Grał mądrze, zadziornie, zwłaszcza do przerwy, gdy miał za plecami dobrze mu znanego z lat wspólnej gry w Borussii Dortmund Łukasza Piszczka. Jeśli nic złego się temu doświadczonemu zawodnikowi nie stanie, na mundialu w Rosji może znowu być mocnym punktem naszej reprezentacji.

 

Lewandowski, Zieliński, Krychowiak

W spotkaniu z Chile trener Nawałka nie zaskoczył wyjściowym składem. Na prawej flance mieliśmy wspomniany duet Piszczek – Błaszczykowski, a na lewej też sprawdzony tandem Maciej Rybus – Kamil Grosicki. Ta dwójka nie zachwyciła, chociaż to po akcji Grosickiego Piotr Zieliński zdobył druga bramkę. Trudno jednak wyobrazić sobie inny personalny wariant na tej pozycji, bo Bartosz Bereszyński jednak lepiej sobie radzi na prawej obronie, podobnie jak Artur Jędrzejczyk, ale oni dostana szansę pokazania się pewnie w spotkaniu z Litwą.

Możemy być natomiast zadowoleni z formy graczy środka pola, zwłaszcza Grzegorza Krychowiaka. Niewiele gorzej od niego spisał się partnerujący mu w roli defensywnego pomocnika Karol Linetty, ale obu przyćmił Piotr Zieliński, zaś wszystkich pospołu kapitan naszego zespołu Robert Lewandowski. Największą niespodzianką był jednak trwający niewiele ponad kwadrans występ Łukasza Teodorczyka. Napastnik Anderlechtu Bruksela zmienił Lewandowskiego i zdążył popisać się kilkoma naprawdę znakomitymi zagraniami. W takiej formie żal tego piłkarza trzymać na ławie.

 

Polska – Chile 2:2

Gole: Robert Lewandowski (30), Piotr Zieliński (34) – Diego Valdes (38), Miiko Albornoz (56).
Polska: Wojciech Szczęsny (46. Łukasz Fabiański) – Łukasz Piszczek (46. Thiago Cionek), Jan Bednarek, Michał Pazdan, Maciej Rybus (82. Bartosz Bereszyński) – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak, Karol Linetty (46. Arkadiusz Milik), Piotr Zieliński, Kamil Grosicki (67. Jacek Góralski) – Robert Lewandowski (74. Łukasz Teodorczyk).
Chile: Gabriel Arias – Paulo Diaz (87. Francisco Sierralta), Enzo Roco, Guillermo Maripan, Sebastian Vegas (35. Miiko Albornoz) – Angelo Sagal (82. Jose Bizama), Jimmy Martinez (68. Angelo Araos), Lorenzo Reyes, Diego Valdes, Junior Fernandes – Nicolas Castillo (87. Cristian Cuevas).
Żółte kartki: Vegas, Araos.
Sędziował: Paolo Mazzoleni (Włochy).
Widzów: 41 216.

Kadra już w Arłamowie

Sztab szkoleniowy z trenerem Adamem Nawałką na czele zjechał do Arłamowa już w poniedziałek, piłkarze zjawili się w ośrodku we wtorek. Od środy koniec laby, bo zaczyna się najważniejsza część przygotowań reprezentacji do mundialu w Rosji.

 

Treningi kadry, oprócz dwóch otwartych dla dziennikarzy i kibiców, będą zamknięte, ale żeby zajęcia mogły odbywać się w tajemnicy boisko od strony hotelu zostało zasłonięte dwoma rzędami płotów. Zaklejono też okna w hotelowych korytarzach wychodzące na boisko, a pokoje, z których jest na nie widok, zostały wykupione przez PZPN. To zabezpieczenia mają uchronić naszą kadrę przed wścibskim okiem wysłanników grupowych rywali. A o tym, że „szpiedzy” już są w Arłamowie, nikt w sztabie biało-czerwonych nie ma wątpliwości.

Tak na marginesie, ciekawe czy trener Nawałka też wysłał „podglądaczy” do ośrodków treningowych, w których do mundialu szykują się Kolumbijczycy, Japończycy i Senegalczycy. Jeśli nie, to te płoty w Arłamowie i zaklejone okna świadczą raczej o lekkiej paranoi selekcjonera. Nie jedynej zresztą. Trochę śmieszy na przykład jego żądanie co do długości źdźbeł trawy. „Boisko jest jak stół, trawa ma 23 milimetry długości, tak jak chciał trener Nawałka. Na terenie hotelu są strefy specjalnie wydzielone dla piłkarzy, żeby nikt im nie przeszkadzał. Będą mogli spędzać wolny czas tak jak tylko sobie życzą” – zapewnia dyrektor generalny hotelu Arłamów Michał Kozak.

Selekcjoner biało-czerwonych będzie musiał dokonać w Arłamowie cięć kadrowych, bo do 4 czerwca PZPN ma obowiązek podania FIFA ostatecznej 23-osobowej kadry na mundial. A ponieważ do bieszczadzkiej głuszy Nawałka ściągnął aż 32 zawodników, dziewięciu z nich będzie tu zapierniczało na próżno. „W kadrze musi być rywalizacja i od tego nie odejdziemy. Dziewięciu zawodników będę musiał skreślić, zrobię to z bólem serca, ale takie trudne wybory trzeba brać na klatę – tłumaczy Nawałka. Przykład innych reprezentacji pokazuje, że nie wszyscy trenerzy podzielają ten pogląd. Większość selekcjonerów reprezentacji uczestniczących w rosyjskim mundialu już dawno wybrała zawodników i jeśli któryś z nich dokonuje zmian, to tylko z powodów medycznych. Jak to mówią, są różne szkoły, falenicka i otwocka, a przed imprezą nie sposób ocenić która jest lepsza. Wyjdzie dopiero „w praniu”.

Nawałka ostateczne decyzje kadrowe ma podjąć po wewnętrznym sparingu, który zaplanował w sobotę. W Juracie problemy zdrowotne zgłosiło czterech piłkarzy – Kamil Glik, Michał Pazdan, Karol Linetty i Dawid Kownacki. Na razie nie ma żadnych sygnałów, że któryś z wymienionych zawodników nie jest zdolny do wyczerpujących treningów. Pora zatem zabrać się do pracy, bo mundial tuż, tuż…