Partio Razem, musisz!

W wigilię święta zmarłych na lewicy przyszło na świat nowe życie. Partia Razem pogrzebała swoje świętości, aby narodzić się na nowo. Przyznam, że konferencja prasowa, na której Maciej Konieczny i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk obwieścili społeczeństwu gotowość podjęcia współpracy z SLD zaskoczyła nawet mnie, hienę lewicowej żurnalistyki. Nieformalne rozmowy pomiędzy przedstawicielami obu ugrupowań toczyły się już od pewnego czasu, jednak mało kto spodiewał się tak szybkiej anuncjacji.

 

Klęska Razem w wyborach samorządowych nie była trudna do przewidzenia. Słaby wynik to przede wszystkim skutek polaryzacji pola politycznego przez popisowski duopol, ale również wypadkowa etapu rozwoju, na którym znajduje się młoda lewica. Razemici przedstawili niezły program i bardzo poprawnie, na tyle na ile starczyło środków i ludzkiego zapału, przeprowadzili kampanie wyborczą w większych ośrodkach. Cóż z tego, skoro społeczeństwo kompletnie nie postrzega Razem jako poważnej siły w polityce lokalnej, a lewicowe postulaty do swoich programów wpisały główne siły polityczne. W takiej sytuacji jedyną szansą okazało się postawienie na kandydatów z doświadczeniem i sukcesami w działalności politycznej, którzy mogliby uwiarygodnić propozycje programowe oraz znalezienie koalicjantów Na takie rozwiązanie zdecydowali się działacze z Poznania. W efekcie współtworzony przez nich komitet wyborczy zdobył dwa mandaty w radzie miasta. W wyścigu o lokalną prezydenturę Razem poparło wiceprezydenta miasta Tomasza Lewandowskiego, który ostatecznie zajął trzecie miejsce. Dokładając do tego trzeci w skali kraju wynik w wyborach do sejmiku wojewódzkiego, otrzymujemy świadectwo, że w polityce można wygrywać, tylko trzeba wiedzieć, kogo wziąć do składu.

Kierownictwo Razem nie pokładało szczególnych nadziei w wyborach lokalnych. Miały one służyć przede wszystkim zwiększeniu rozpoznawalności kandydatów przed bardzo ważnym rokiem 2019, a także zaprawieniu aktywu w działaniach kampanijnych i przeprowadzeniu testu sprawności politycznej przed kluczowymi dla przyszłości partii starciami – o europarlament i Wiejską. Test został oblany, ale to nie jedyna fatalna wiadomość dla działaczy. Lekarstwem na obniżone morale miał być dobry wynik w eurowyborach, kiedy niska frekwencja tradycyjnie sprzyja małym ugrupowaniom. Zdobycie kilku mandatów pozwoliłoby przystąpić do boju o parlament w r0li poważnej siły politycznej. Pojawił się jednak problem, a na imię mu Robert Biedroń. Były prezydent Słupska od dwóch miesięcy jeździ po kraju, spotyka się z wyborcami, a przede wszystkim – tworzy struktury swojego ugrupowania przed debiutem, który zaplanował właśnie na eurowybory. Biedroń ma wszystko to, czego brakuje razemitom – nazwisko, nimb sukcesu politycznego, wiarygodność i pewność siebie. A jednym z segmentów rynku wyborczego, do którego zamierza dotrzeć z ofertą, jest elektorat Partii Razem.

Widmo katastrofy w eurowyborach jest dla Razem perspektywą apokaliptyczną. Jeśli partia nie doskoczy do progu, defetyzm i demotywacja osiągną masę krytyczną, konflikty przerodzą się w dekompozycję, co ostatecznie sprawi, że karminowe sztandary będziemy mogli podziwiać już tylko w Muzeum Socjaldemokracji, zbudowanym z inicjatywy prezydenta Biedronia w roku 2027.
Robert Biedroń nie będzie koalicjantem Razem. Nie ma żadnego powodu, by nim zostać. Jego celem jest stworzenie i szybka promocja własnego brandu, za pomocą którego zamierza zdobyć serca „lewego” segmentu elektoratu PO, Nowoczesnej i znacznej części lewicy, która zagłosuje na niego, bo nie ma żadnej poważnej alternatywy.

Co więc może zrobić Partia Razem, by uniknąć zagłady? Sojusz z SLD jest jedyną szansą na wprowadzenie karminowych reprezentantów do europarlamentu i polskiego Sejmu. Nikt przecież wówczas nie zabroni prowadzenia własnej, niezależnej od SLD gry politycznej, przychodzenia na pracownicze demonstracje, angażowania się w ruchy kobiece czy LGBT. Oczywistą korzyścią będzie zapewnienie finansowej reprodukcji ugrupowania, większa liczba cytowań i zaproszeń do najważniejszych stacji telewizyjnych, co z kolei może być początkiem końca anonimowości najdzielniejszych działaczy karminowej lewicy.

Elektorat Razem różni się znacznie od eseldowskiego, więc ryzyko „pożarcia”, tak namiętnie kreślone przez krytyków tej koalicji, jest niczym jak innym jak projekcją zaniżonego poczucia własnej wartości i zwykłym lewackim panikarstwem. Dla wielu osób związanych z Razem pakt z SLD oznacza konieczność wymiany fundamentów etyki politycznej. Hasła takie jak „znajdzie się cela dla Leszka Millera” czy „kurica nie ptica, SLD nie lewica” symbolizowały negacje bezideowego, neoliberalnego projektu, który gospodarował przestrzeń lewicową w poprzednich dekadach, a także marzenie o stworzeniu prospołecznej formacji. Mamy jednak rok 2018, nie 2005.

„Nie” dla koalicji z PiS w powiecie koneckim!

– Zarząd powiatowy SLD w Końskich nie wyraża zgody na zawarcie koalicji z Prawem i Sprawiedliwością w powiecie koneckim – poinformował na konferencji Włodzimierz Czarzasty. ucinając tym samym dyskusje wokół sytuacji, która wywołała w ciągu ostatniej doby sporo emocji.

 

Lider SLD przyznał na poniedziałkowej konferencji prasowej, że krytyka, jaka spłynęła na jego ugrupowania w związku z decyzją koneckich działaczy Sojuszu o wejściu w koalicje na poziomie rady powiatu z partią Kaczyńskiego była słuszna.

Czarzasty podczas dzisiejszego wystąpienia akcentował, że przedwyborcza obietnica, w której zapowiadał, że nie będzie żadnych aliansów z PiS nadal jest aktualna i władze SLD słowa danego wyborcom zamierzają dotrzymać. Zaznaczył jednak, że kierownictwa innych partii mają problem z dostosowaniem się do takiej normy. – Zapowiedziałem swego czasu, że SLD nie będzie wchodził w żadne koalicje z PiS. Przed wyborami proponowaliśmy trójstopniowe porozumienie innym partiom koalicyjnym: PO, Nowoczesnej i PSL, aby pilnować wyborów, by w II turze poprzeć tych kandydatów, którzy startują po stronie demokratycznej i żeby nie zawierać żadnych sojuszy z PiS po wyborach. Ta propozycja nie została przyjęta – mówił Czarzasty.

Przewodniczący Sojuszu akcentował również etyczny i patriotyczny wymiar problemu. – Są rzeczy ważniejsze dla SLD niż władza: system wartości, wiarygodność, wyraźne formułowanie poglądu, że PiS odpowiada za łamanie praworządności w Polsce i poniesie odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. Wiem, że skundlenie klasy politycznej jest na takim poziomie, że ludzie nie wierzą w czyste intencje. Wiarygodność postępowania jest dla mnie najważniejsza, więc nie ma się co obrażać na przykre słowa – mówił lider SLD.

Co się wydarzyło w Końskich? Po wyborach zawiązała się nowa konstelacja władzy, której celem było odsunięcie od stołków Polskiego Stronnictwa Ludowego w koneckim.

Kontrowersje wzbudził skład koalicji, obok PiS i wdzięcznie brzmiącego komitetu Kreatywna Jedność Powiatu Koneckiego, miał ją tworzyć również Sojusz Lewicy Demokratycznej.
W sumie te trzy ugrupowania miały dysponować siłą 13 radnych w 21 osobowej Radzie Powiatu.

Co dalej z koalicją w koneckim powiecie? Wszystko wskazuje na to, że stworzą ją ci sami ludzie, tyle, że ci z SLD nie będą już członkami partii.

Co mnie cieszy

…a co martwi. Korespondencja z Dolnego Śląska.

 

Cieszy mnie, że narodowcy w tych wyborach nie zaistnieli. Na Dolnym Śląsku uzyskali symboliczne poparcie. Podobnie jak i „Wolni i Solidarni”, Kornela Morawickiego, którzy uzyskali poniżej 1 procenta poparcia. Ale to dla mikropartii Morawieckiego seniora typowy od wielu, wielu lat wynik. Oznacza to, że wyborcy nie lubią hałaśliwych, niesympatycznych, ogolonych na łyso mężczyzn, maszerujących wysoko podniesionymi sztandarami. Narodowcy udowadniają od lat, że nie potrafią organizować kampanii wyborczych. Mnie to cieszy. Czy wyobrażacie sobie,, jako prezydenta Wrocławia, ex-księdza Międlara siejącego nienawiść i pogardę dla inaczej myślących?
Martwi mnie natomiast ciągły zjazd lewicy po równi pochyłej. Lewa strona poszła do wyborów podzielona, skłócona i bez nośnych haseł. Podzieliły się ruchy miejskie, które nie są zdolne do wykreowania trwałych struktur. Są to raczej przedszkola polityczne. Dorastający politycznie działacze tych ruchów w końcu lądują w partiach politycznych, albo dają sobie spokój z działalnością. Ruchy kobiece, tak zawsze aktywne, ponownie nie potrafiły wymyślić lub wejść w takie koalicje, które wyniosłyby ich przedstawicielki do samorządów. Z partiami politycznymi od dawna nie chcą się zadawać. Wolą im wytykać brak kobiet na listach. Od lata taka polityka prowadzi ruchy feministyczne donikąd. Te wybory to potwierdziły. Zieloni i Partia Razem miały w regionie iść razem do wyborów, ale poszły osobno. Sojusz z SLD w ogóle nie wchodził u nich w rachubę.
I na końcu słów kilka o SLD. Ludzie pracowali ciężko, stworzono listy w powiatach, gminach, miastach i do Sejmiku. Ale sukcesu nie ma. Ledwie ponad 5 procent poparcia to mało. Ale skoro prezydent Kwaśniewski mówi, że popiera SLD, ale zagłosuje na Trzaskowskiego, a premier Miller popiera SLD, ale nie zagłosuje na Rozenka, bo też dawniej szkodził SLD, to co , na taki przekaz, mają powiedzieć ludzie lewicy na dołach. Moim zdaniem obaj panowie stracili instynkt polityczny i szkodzą lewicy. Na dołach zabrakło świeżości i optymizmu i pieniędzy, bo kampania to także pieniądze.
Ta kampania, choć samorządowa, była bitwą na górze. W głównym starciu lewica nie brała bezpośredniego udziału. Słaba siła propagandy wyborczej, brak ideowej amunicji, stare mundury i swary w kierownictwie lewicowych armii nie pozwoliły na rozwiniecie szyków. Czy w końcu lewica siądzie do wspólnego stołu? Chciałbym tego dożyć. Jeżeli to się nie uda, to lądujemy na śmietniku historii i to na własne życzenie. We Wrocławiu SLD dogadało się z ugrupowaniem Rafała Dutkiewicza i ma swoich radnych w Radzie Miejskiej. Zgoda Buduje. Polityczne centrum dogadało się z lewicą. A na lewicy jest to niemożliwe.

PiS ma problem Wywiad

PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo.

Z doktorem Markiem Migalskim rozmawia Justyna Koć (wiadomo.co).

 

JUSTYNA KOĆ: Bardzo dobry wynik w Warszawie dla Rafała Trzaskowskiego. To dobry prognostyk dla Koalicji Obywatelskiej?

DR MAREK MIGALSKI: To pokazuje, że nawet bardzo dobra kampania Patryka Jakiego była bez znaczenia, bo dostał zaledwie 4 punkty procentowe więcej niż Sasin 4 lata temu. Strukturalnie jest tak, że nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, bo to jest taki, a nie inny elektorat. Widać, że nastąpiła ogromna mobilizacja warszawiaków, bo to zwycięstwo Trzaskowskiego trzeba połączyć z wysoką frekwencją wyborczą w Warszawie. To pokazuje, że na warszawiaków nie zadziałał ten szantaż, który całkiem otwarcie zastosował pan Guział odnośnie do funduszy dla samorządów. Warszawiacy pokazali, że w ten sposób z nimi postępować nie można i nie będą akceptować tego rodzaju polityki.

 

Sondaże dają wygraną KO w pierwszej turze w dużych miastach. Oprócz Warszawy to Łódź, Lublin, Poznań, prawdopodobnie Wrocław. 4 lata temu liberalni kandydaci nie mogli liczyć na takie poparcie. Co to oznacza?

To pokazuje, że PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Z jednej strony są duże miasta, w których PiS nie ma szans, a z drugiej strony jest polski interior, polska prowincja, gdzie w wielu miejscach liberalni kandydacie nie mają szans z PiS-em. To pokazuje, że nasze społeczeństwo, być może, zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów.
Ten przykład Warszawy to pokazuje. Duże miasta, aglomeracje są liberalne, a prowincja konserwatywna.

 

32,3 dla PiS, 24,7 dla Koalicji Obywatelskiej, 16,6 dla PSL (to bardzo dobry wynik ludowców). Prezes Kaczyński mówił: wygraliśmy po raz czwarty.

To było przewidywane i mówiłem o tym już wcześniej, że PiS dostanie 1/3 a KO 1/4 głosów. To oznacza, że obydwie partie będą mogły ogłosić sukces. Z jednej strony PiS wygrało te wybory, a z drugiej KO powstrzymała marsz PiS-u w samorządach, bo większość w większości sejmików będzie oparta o dotychczasową współpracę KO czy PO z PSL. Wysoki wynik PSL to zapewni. Tu obydwie strony będą mogły ogłosić swoje zwycięstwo. PiS wygrało w liczbach bezwzględnych, a KO będzie mówiła, że obroniła Polskę przed marszem PiS, ponieważ w zdecydowanej większości z 16 województw przetrwa koalicja PO-PSL.

 

5,7 proc. dla SLD. To dobry wynik dla partii Czarzastego?

Bardzo słaby. Apetyty SLD były znacznie większe. O ile PSL dostało więcej głosów niż się spodziewało, to SLD dostało mniej niż wszyscy się spodziewali. SLD miało nadzieje na 7-8, być może nawet 10 proc. Jedyne, z czego mogą się cieszyć, że są ciągle hegemonem na lewicy, dlatego że ich konkurenci, czyli partia Razem, dostała od nich jeszcze mniej. W jakimś sensie wygrali więc walkę o dominację na lewicy. Niemniej SLD na pewno jest rozczarowane, że ich radni nie zawsze będą potrzebni do stworzenia koalicji.

 

W sztabie PiS-u zaraz po prezesie Kaczyńskim przemawiał premier Mateusz Morawiecki, twarz tej kampanii. To oznacza, że wynik PiS-u jest zadowalający, a akcje premiera ciągle wysoko stoją?

Rzeczywiście w ostatniej części kampanii wyborczej widać było, że szukają winnego, pewnie wiedzieli, jaki wynik osiągną. Widać było, że Morawiecki zastawia pułapki na Zbigniewa Ziobrę, a minister sprawiedliwości na Morawieckiego. Zatemod woli Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, kto poniesie konsekwencje za ten jednak słabszy wynik niż oczekiwano. Przez ostatnie kilka dni w konflikcie wewnątrz PiS-u widać było, że prezes stoi za premierem Morawieckim. To, że pozwolił mu wystąpić na konwencji, oznacza, że w dalszym ciągu będzie go popierał.

Pan z jakiej partii?

Codziennie wskakuję na rower i przez godzinę, albo dwie, jeżdżę po moim okręgu wyborczym rozdając swoje ulotki. Jak reagują wyborcy? Podzieliłem ich na kilka grup. Pierwsi nie biorą ulotek, nawet nie pytając kto i jaki komitet reprezentuje. Nie, bo nie…

 

Mnie to nie interesuje, na wybory nie chodzę… Mówią to czasami ludzie wyglądający na inteligentnych. Takich, niebiorących jest około 20-25 procent. Druga grupa, biorących ulotki, od razu pyta, czy Pan aby nie z PiS-u? Po gwałtownym zapewnieniu, że nie, atmosfera się ociepla i można pogadać. Kolejna grupa zadaje na wstępie pytanie: czy pan aby nie z PO, bo tych nie lubię. Nielubiących PO jest trochę mniej niż tych, niecierpiących PiS, ale są dość liczną grupą. Na początku kampanii kiedy wyborcy dostrzegali na mojej ulotce także nazwisko prezydenta Dutkiewicza dziwili się takiemu egzotycznemu sojuszowi prezydenta Dutkiewicza z SLD, ale nie krytykowali, wręcz przeciwnie. Kiwali z uznaniem głową. Chwalą także fakt, że prezydent Dutkiewicz promuje drużynę, ale sam chce przekazać pałeczkę Jackowi Sutrykowi. Kandydat na prezydenta Wrocławia Jacek Sutryk zbiera bardzo pozytywne opinie. Jest także grupa, która twierdzi, że ma już swojego kandydata, ale nie mówi kto to. Przypuszczam, że to wyborcy PiS. Zdarzają się też fani partii kieszonkowych. Spotykam także twórców teorii bardzo oryginalnych. Jeden z takich obywateli oświadczył, że komuniści i kościół to najwięksi złodzieje w kraju. On do kościoła chodzi, ale na tacę nie daje. Stworzył swoją wizję politycznej harmonii i dobrze mu z nią (wizją). Ulotki nie wziął, bo byłoby to wbrew jego przekonaniom. Niektórzy zaczepiani przeze mnie uważają polityków za złodziei i szubrawców, którzy powinni siedzieć. Jeżeli ma Pan dowody powinien Pan pójść do prokuratora i zgłosić kradzież, bo ukrywanie przestępstw to też przestępstwo…. Zazwyczaj po takim, moim, zagajeniu debata się urywa. On to usłyszał w telewizji. Politycy to ludzie bez honoru, bo wspomniana telewizja o tym mówi (owszem jest sporo takich polityków), ale to przecież z tego narodu się wywodzą i są jego esencją – zaczepiam atakujących. Większość kiwa głowami ze zrozumieniem. Jest jednak refleksja i trzeźwy osąd w społeczeństwie. Tak jest we Wrocławiu.

Otwórzcie klatki!

Międzynarodowa koalicja chce zakazu trzymania zwierząt w klatkach. Wolność dla kur, królików, świń!

 

W Parlamencie Europejskim nastąpiło dziś oficjalne rozpoczęcie Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej “Koniec Epoki Klatkowej”. Jej celem jest wprowadzenie na terenie Unii całkowitego zakazu stosowania klatek w hodowli zwierząt gospodarskich. Podpisy pod inicjatywą zbierane będą przez rok w 7 krajach członkowskich, w tym w Polsce.
Autorem projektu, proponującym zmianę przepisów prawa unijnego, jest międzynarodowa organizacja CIWF (Compassion in World Farming) razem ze swoim polskim oddziałem – CIWF Polska. Komitet EIO „Koniec Epoki Klatkowej” tworzą Polska, Francja, Grecja, Niemcy, Holandia, Włochy i Czechy.
Organizatorzy postulowali będą wprowadzenie przepisów zakazujących stosowania wszystkich klatek w hodowli zwierząt gospodarskich: klatek dla kur niosek, królików, młodych kur, brojlerów hodowlanych, kur niosek hodowlanych, przepiórek, kaczek i gęsi; kojców porodowych i inseminacyjnych dla macior oraz indywidualnych zagród dla cieląt.
Do inicjatywy dołączyło łącznie 130 organizacji z całej Unii Europejskiej. W Polsce poza CIWF należą do nich: Fundacja Viva Akcja dla Zwierząt, Otwarte Klatki, OTOZ Animals, Polskie Towarzystwo Etyczne, Fundacja Alberta Schweizera, Basta! – Inicjatywa na rzecz zwierząt, Fundacja Res Severa oraz Klub Gaja.
– Wierzymy, że to początek końca epoki klatkowej w hodowli zwierząt. Położenie kresu nieludzkiemu traktowaniu zwierząt gospodarskich to cel, który łączy organizacje prozwierzęce w całej Europie i cieszy się poparciem coraz większej liczby obywateli Unii – mówi Ilona Rabizo ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Europejska Inicjatywa Obywatelska stanowi narzędzie, przy pomocy którego jako obywatele możemy kształtować działania UE. Po zebraniu co najmniej 1 miliona podpisów będziemy mogli zwrócić się do Komisji Europejskiej o przedłożenie wniosku ustawodawczego – dodaje.
Organizacje mają rok na zebranie co najmniej miliona podpisów obywateli UE pod Inicjatywą. Następnie podpisy trafią do Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Inicjatywę można podpisywać online oraz w wersji papierowej. Jeśli zakończy się sukcesem, może w znaczący sposób zmienić cały system produkcji żywności, a także wpłynąć na warunki życia miliardów zwierząt hodowanych co roku w Europie.
Jak zapowiadają organizatorzy, w pierwszych dwóch tygodniach października w całej Unii Europejskiej, w tym m.in. w Polsce, odbędą się wydarzenia i happeningi inaugurujące akcję.

Nie spisiejemy

Ponieważ SLD wyrasta na trzecią polityczną w naszym kraju, siłę zdolną rozwalić szkodliwy dla Polski duopol PiS-PO, to usłużne wobec PiS i PO media rozpoczęły kolejna akcję opluwania SLD.
Tym razem media rozsiewają informacje o powyborczym sojuszu PiS i SLD. Informacje te, jak zwykle pochodzą od „anonimowych działaczy SLD”, albo są efektem cynicznych przekłamań wypowiedzi byłych liderów polskiej lewicy. Dlatego trudno je prostować.
Dodatkowo dodają im wiarygodności polityczne wolty byłych młodych działaczy SLD, jak choćby Piotra Guziała z warszawskiego Ursynowa, który wykonał lizusowski Akt Zawierzenia pisowskiemyu kandydatowi na prezydenta Warszawy Patrykowi Jakiemu. Mianować się „podJakim” to gorzej, niż stać w pozycji ministranta przy dostojnie siedzącym prezydencie Trumpie.
Informacje takie trudno zdementować, bo media nie podają prawdziwych autorów takich wypowiedzi. Liderzy PiS milczą, bo te „fejki” potwierdzają atrakcyjność polityczną PiS i rzekome zdolności koalicyjne tej partii. Liderzy PO też ich nie zdementują, bo zapewne to ich współpracownicy produkują takie fejkowe, czyli gówniane, informacje. Aby przekonywać antyPiSowskich wyborców, że tylko koalicja Schetyny jest jedyną antykaczyńską siła polityczna.
Dlatego chciałbym jednoznacznie poinformować, że Sojusz Lewicy Demokratycznej

 

do koalicji z PiS nie przystąpi.

Z wielu fundamentalnych i praktycznych powodów.
PiS uważa lewicowych Wyborców za „gorszego sorta Polaków”. Gardzi nimi, bo to „komuniści i złodzieje”. Program PiS dla lewicowych Wyborców to „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.
PiS uważa Polskę Ludową za „państwo, które nie istniało”, a ludzi zasłużonych dla Polski Ludowej, wyborców lewicy za „płatnych zdrajców, pachołków Rosji”.
PiS to partia kanibali politycznych. Doświadczyli tego poprzedni koalicjanci pana prezesa Kaczyńskiego. Przypomnijcie sobie losy Samoobrony i Ligii Polskich Rodzin.
W wyborach samorządowych na czwartych pozycjach list komitetów wyborczych „SLD – Lewica Razem” znajdziecie reprezentantów ruchu „Nie zasłużyliśmy”. Przedstawicieli służb mundurowych, którym mściwy PiS odebrał prawa emerytalne. Czy oni i ich wyborcy zgodzą się na koalicję z PiS?
Z koalicją jest jak z tangiem, aby zatańczyć trzeba dwojga.
Dlatego kiedy usłyszycie gównianą informację, że SLD gotowe jest do koalicji z PiS, to zapytajcie:

 

Czy PiS wejdzie w koalicję z SLD?

Czy wejdą w koalicję z „czerwoną hołotą”?
Czy wejdą w koalicję z ruchem „Nie zasłużyliśmy” ?
I wreszcie zapytam może nieskromnie, ale symbolicznie:
Zatem pamiętajcie lewicowi wyborcy. Wybory za miesiąc. Będziecie mieli do wyboru wielu kandydatów deklarujących się jako lewicowi. Znanych wam.
Na warszawskim Ursynowie i na Wilanowie będziecie mieli wybór chociażby między Piotrem Guziałem, który już złożył hołd kandydatowi PiS, a Piotrem Gadzinowskim, któremu PiS nigdy nie złoży propozycji wiceprezydenckiej posady w ratuszu miasta.
Jeśli chcecie mieć stuprocentową gwarancję, że SLD nie będzie koalicjantem PiS głosujcie na tych kandydatów, których PiS nigdy nie zaakceptuje.
Nie przełknie ich i nie strawi ich potem.

 

PS. Jak już informowały media kandyduję do Rady Miasta Warszawy z Ursynowa i Wilanowa.

Głos lewicy

650 tysięcy plus

W 2016 r. z budżetu państwa na pomoc dla kapitalistów przeznaczono 24,5 mld zł (Raport o pomocy publicznej w Polsce udzielonej przedsiębiorcom w 2016 roku), to więcej niż koszt programu 500+, na który w tym samym roku przeznaczono 22 mld zł. Liczba beneficjentów, którzy otrzymali pomoc wyniosła 37,7 tys., średnio jeden kapitalistyczny beneficjent otrzymał pomoc w wysokości 652 tys. zł.
W 2016 r. wpływy do budżetu państwa z podatku CIT wyniosły prawie 34 mld zł, zważywszy na to, że nie każdy kto płaci CIT jest kapitalistą (np. większość jednoosobowych działalności gospodarczych), można powiedzieć, że większość podatku CIT odprowadzanego przez kapitalistów do budżetu państwa (co najmniej 73 proc.), wraca do nich z powrotem pod postacią publicznej pomocy w różnych formach.
Kapitaliści nie dokładają się do niczego i są jednym z największych obciążeń dla budżetu państwa. Do tego jeszcze można dodać, że PiS hojniej dotuje prywatny biznes niż poprzedni liberalny rząd. PO w 2012 r. obdarowało kapitalistów kwotą 21,8 mld zł, w 2013 r. – 22,1 mld zł, w 2014 r. 26 mld zł, w 2015 r. 20,9 mld zł. W latach 2012-2016 prywatny biznes łącznie otrzymał w prezencie od państwa 115,3 mld zł. Można przypuszczać, że od początku transformacji gospodarczej kapitaliści otrzymali od państwa grubo ponad 1 bln złotych.
To wyliczenia Dawida Kańskiego dla portalu Socjalizm Teraz.

 

Koalicjanci koalicji

Publicysta Łukasz Moll analizuje na Fb najnowsze sondaże:
Na ten moment we wszystkich analizach sondażowych partia Biedronia, SLD i Razem, także PSL, traktowane są jako przystawki Koalicji Obywatelskiej (PO, Nowoczesna, Nowacka). I to jest rola zupełnie beznadziejna. Ale sondaże pokazują też to, o czym już pisałem: pojawienie się partii Biedronia nie tylko wzmacnia siłę opozycji, ale też zmienia w niej rozkład sił (wzmacnia lewicę). Trudno powiedzieć, który scenariusz dla lewicy (przystawka liberałów czy nowy hegemon na opozycji) weźmie górę. Za to łatwo popełnić albo błąd naiwności, przystępując zbyt pochopnie do sympatyków Biedronia (jeśli miałoby się okazać, że wygra opcja „przystawkowa”), albo błąd zaniechania, lądując po stronie jego krytyków, widzących w nim tylko kogoś, kto pomaga neoliberałom przegrupować siły. To jest chyba ten moment w polityce, kiedy racjonalne kalkulacje wyczerpują się, a uzupełnia je moment wiary. Ja go w sobie nie mam, ale wierzę, że to właśnie taki moment.

Czarna dziura w centrum

Platforma Obywatelska jest partią dużą i nawykłą do rządzenia. Dlatego teraz przeżywa taką traumę. Nie jest partią zbytnio przywiązaną do swoich przekonań. Dlatego też dla wielu osób, także zbytnio do nich (poglądów) nie przywiązanych lub ich nie posiadających, bardzo wygodną. Taka duża partia działa na słabe jednostki jak czarna dziura w kosmosie. Wsysa je do siebie, a one po tym już nie mają szans na samodzielny byt polityczny i nie są w stanie wyrwać się z tej magmy bezideowości. Tak stało się z wieloma osobami, które zostały zwabione do PO i tam miały zachować swoją lewicową tożsamość. Nic takiego się nie stało.
Oto dawno, dawno temu europasłanka Hibner przeszła z SLD do PO. Podobnie było z posłem Rosatim. Przeszedł do PO z SLD poseł Arłukowicz. Czy ze swoją lewicową wrażliwością zawalczył o cokolwiek lewicowego w rządzie PO? Senatorem PO został Grzegorz Napieralski i jest to pewnie jego ostatnia kadencja w parlamencie. Były lider SLD wykopał sobie w PO polityczny grób. Na pogrzeb (polityczny) pewnie nikt nie przyjdzie i nikt nie będzie płakał.
Teraz przyszła kolej na Barbarę Nowacką. Będzie się zapierała, że poniesie w PO kaganek lewicowych idei. Nic z tych rzeczy. Potrzebna jest tylko do przyciągnięcia jej wyborców. Będzie to jednak trudne. Wyborcy Nowackiej to raczej zdeklarowani ludzie lewicy. PO tych chwiejnych wyborców na lewicy już dawno podkupiła. Nowacka będzie się także zapierać, że nie jest członkiem PO. Nie ma to większego znaczenia. De facto wpadła w tryby tej partii i co najwyżej może zostać zmielona przez nie i posłuży, jak wielu innych, za polityczny nawóz. PO nigdy nie była blisko lewicy i na pewno nie będzie, ale elektorat lewicy nadal będzie próbowała oszukiwać i podkupywać.
Do elektoratu lewicy nie mam pretensji skoro lewicowe partie nie umieją go do siebie przekonać, to tak się dzieje. Dziwię się naiwności lewicowych polityków. Może jednak oni wcale nie byli lewicowi. Tylko los tak zrządził, że na lewicy się znaleźli. Nie posiadając własnych poglądów dali się wciągnąć bezideowej, czarnej dziurze w politycznym centrum, która nie tylko od lewa, ale i z prawa wciąga wszystko, co popadnie.
W Wrocławiu także były takie przypadki. Słuch po wciągniętych do PO zaginął. Marne srebrniki, dawane chwilowo, nie są żadną zapłatą za utratę twarzy. No, ale twarz i poglądy najpierw trzeba mieć, by móc ją utracić. Tutaj raczej takie przypadki nie wchodziły w rachubę.

Flaczki tygodnia

Barbara Nowacka wybrała karierę polityczną w PO. Wybrała „mniejsze zło. I świetnie potrafi to uzasadnić. Bo kiedy PiS, ten śmiertelny wróg, stoi u bram samorządów, to nie czas na ideową estetykę. Wtedy jest czas realnej polityki.

***

W tej realnej polityce pieniądze Platformy Obywatelskiej, jej medialne wpływy, partyjne struktury mogą zagwarantować Nowackiej mandat radnej, a w przyszłości też miejsce w Parlamencie Europejskim, lub Sejmie RP. Dzięki takim mandatom Nowacka będzie mogła być w polskiej polityce. Działać realnie, a już nie jako wieloletnia „nadzieja polskiej lewicy”.
Będzie też mogła głosić tam swoje, liberalno-lewicowe poglądy. I będzie dalej ulubioną przez liberalne, komercyjne media polityczną celebrytka.

***

Barbara Nowacka poszła drogą Bartosza Arłukowicza. Wydeptaną wcześniej przez Dariusza Rosatiego, Danutę Hübner, Marka Borowskiego, Grzegorza Napieralskiego. Wszyscy oni, po skłóceniu z SLD, kontynuowali tam swoje kariery. Ale z biegiem lat porzucali lewicowe ideały, albo już nie eksponowali ich w mediach.

***

Wszystkie te gwiazdy lewicy, po zagnieżdżeniu się w Platformie, po chwilowej medialnej popularności, w końcu lądowały w jej drugim, politycznym szeregu. Ale źle im nie było. Danuta Hübner została unijnym komisarzem. Bartosz Arłukowicz przez pięć lat był nawet na pierwszej linii, ministrem zdrowia. Czy pamiętacie jakieś lewicowe reformy służby zdrowia wprowadzone przez „lewicową twarz w PO”, czyli Bartosza Arłukowicza?

***

Platforma Obywatelska nie pierwszy raz przed ważnymi dla niej wyborami pozyskuje z lewicy popularne postacie. Bo chce ocieplić swój, antysocjalny wizerunek. Chce syrenimi głosami pozyskanych lewicowych celebrytów zwabić głosy wyborców centro – lewicowych. W tym roku te głosy mogą mieć wagę mandatów decydujących o władzy w sejmikach. W Warszawie głosy pozyskane dla Trzaskowskiego przez Nowacką mogą zaważyć o zwycięstwie. Dla utrzymania samorządowej władzy konserwatyści i bezideowcy z PO zniosą lewicowe hasła głoszone na ich konwencjach przez Nowacką.

***

Barbara Nowacka była kreowana przez liberalne, komercyjne media, takie jak TVN, „Gazeta Wyborcza”, radio TOK FM oraz współpracujące z nimi lewicowe media, jak „Krytyka Polityczna”, na liderkę nowej, młodej lewicy.
Tej dobrej lewicy, bo nie związanej z SLD. Ta kreowana, nierzadko mistyfikowana, lewica miała być tym politycznym „dobrem”. W przeciwieństwie do SLD, który był i jest kreowany, na lewicę gorszego sorta. Dla polskiego młodego lewicowca głosowanie na SLD miało być i pewnie znów będzie, uznawane jako głosowanie na „mniejsze zło”.

***

Barbara Nowacka i jej polityczni przyjaciele od 2016 roku głosili, że muszą stworzyć własne ugrupowanie. Alternatywne wobec SLD. Także po to aby lewicowi wyborcy już nie musieli głosować na „mniejsze zło”. Czyli SLD.

***

Lata minęły. Okazało się, że poza grupami przyjaciół, jak stowarzyszenie Inicjatywa Polska, nowej lewicy nie udało się stworzyć lewicowej alternatywy dla SLD. Okazało się też, że Partia „Razem” dokonała samoizolacji i w przedwyborczych sondażach nie przekracza poziomu progów wyborczych. Co oznacza, że głosy oddane na nią mogą być stracone.
Jedyną lewicowa formacją przekraczającą progi wyborcze jest koalicja SLD – Lewica Razem. Ale ta koalicja jest zwalczana przez liberalne media, jako to „mniejsze zło”.

***

Dlaczego Barbara Nowacka decydując się na „wybór mniejszego zła”, wybrała „zło z PO”? W czym PO jest lepsza od SLD? Bo ma więcej wpływów w mediach, pieniędzy?

***

Usłyszałem opinię Barbary Nowackiej, że z SLD nie może startować w wyborach, bo SLD w swojej kampanii będzie bronić dorobku Polski Ludowej i ludzi zasłużonych w tamtej Polsce.
W 2015 roku Flaczki uosobione przez Piotra Gadzinowskiego były na liście wyborczej do Sejmu RP. Liście „Zjednoczonej Lewicy”, gdzie SLD był ważnym koalicjantem. Z okręgu warszawskiego. Barbara Nowacka była liderką tamtej listy. Nie przeszkadzało jej wtedy, że ja, umieszczony na ostatnim miejscu listy, stale w kampanii broniłem dorobku Polski Ludowej i „postkomuchów”.
Przeciwnie, była Barbara niezwykle pracowitą liderką listy i gdyby wszyscy ze Zjednoczonej Lewicy tak aktywnie pracowali w kampanii, jak ona, to pewnie koalicja Zjednoczona Lewica byłaby obecna w tym Sejmie.
Dziś słyszę opinie, że siedemdziesiąt tysięcy głosów jakie zdobyła wtedy Barbara Nowacka i dwadzieścia tysięcy jakie zdobył wtedy Dariusz Joński to jedynie zasługa ich osobowości. Ciekaw jestem jaki wynik osiągną oni startując teraz w barwach Koalicji Obywatelskiej, czyli PO.

***

Nie wszyscy działacze z Inicjatywy Polskiej przyłączyli się do Koalicji Obywatelskiej PO. Warszawska radna, Paulina Piechna-Więckiewicz, wybrana z listy SLD, potem członkini Inicjatywy Polskiej, uznała, że lepiej będzie realizować swe lewicowe poglądy startując w komitecie wyborczym Jana Śpiewaka i Partii „Razem”. Jeszcze inni postanowili poczekać na „lepsze czasy dla lewicy”.
Nie głosować.

 

PS. Opowiadając na liczne pytania, Flaczki potwierdzają, że naczelny „Trybuny” Piotr Gadzinowski będzie kandydował do Rady Miasta Warszawy z Ursynowa/Wilanowa z listy SLD – Lewica „Razem”. Bo nie wstydzi się dorobku Polski Ludowej i reprezentowania Polaków „gorszego sorta”.