Głos lewicy

650 tysięcy plus

W 2016 r. z budżetu państwa na pomoc dla kapitalistów przeznaczono 24,5 mld zł (Raport o pomocy publicznej w Polsce udzielonej przedsiębiorcom w 2016 roku), to więcej niż koszt programu 500+, na który w tym samym roku przeznaczono 22 mld zł. Liczba beneficjentów, którzy otrzymali pomoc wyniosła 37,7 tys., średnio jeden kapitalistyczny beneficjent otrzymał pomoc w wysokości 652 tys. zł.
W 2016 r. wpływy do budżetu państwa z podatku CIT wyniosły prawie 34 mld zł, zważywszy na to, że nie każdy kto płaci CIT jest kapitalistą (np. większość jednoosobowych działalności gospodarczych), można powiedzieć, że większość podatku CIT odprowadzanego przez kapitalistów do budżetu państwa (co najmniej 73 proc.), wraca do nich z powrotem pod postacią publicznej pomocy w różnych formach.
Kapitaliści nie dokładają się do niczego i są jednym z największych obciążeń dla budżetu państwa. Do tego jeszcze można dodać, że PiS hojniej dotuje prywatny biznes niż poprzedni liberalny rząd. PO w 2012 r. obdarowało kapitalistów kwotą 21,8 mld zł, w 2013 r. – 22,1 mld zł, w 2014 r. 26 mld zł, w 2015 r. 20,9 mld zł. W latach 2012-2016 prywatny biznes łącznie otrzymał w prezencie od państwa 115,3 mld zł. Można przypuszczać, że od początku transformacji gospodarczej kapitaliści otrzymali od państwa grubo ponad 1 bln złotych.
To wyliczenia Dawida Kańskiego dla portalu Socjalizm Teraz.

 

Koalicjanci koalicji

Publicysta Łukasz Moll analizuje na Fb najnowsze sondaże:
Na ten moment we wszystkich analizach sondażowych partia Biedronia, SLD i Razem, także PSL, traktowane są jako przystawki Koalicji Obywatelskiej (PO, Nowoczesna, Nowacka). I to jest rola zupełnie beznadziejna. Ale sondaże pokazują też to, o czym już pisałem: pojawienie się partii Biedronia nie tylko wzmacnia siłę opozycji, ale też zmienia w niej rozkład sił (wzmacnia lewicę). Trudno powiedzieć, który scenariusz dla lewicy (przystawka liberałów czy nowy hegemon na opozycji) weźmie górę. Za to łatwo popełnić albo błąd naiwności, przystępując zbyt pochopnie do sympatyków Biedronia (jeśli miałoby się okazać, że wygra opcja „przystawkowa”), albo błąd zaniechania, lądując po stronie jego krytyków, widzących w nim tylko kogoś, kto pomaga neoliberałom przegrupować siły. To jest chyba ten moment w polityce, kiedy racjonalne kalkulacje wyczerpują się, a uzupełnia je moment wiary. Ja go w sobie nie mam, ale wierzę, że to właśnie taki moment.

Czarna dziura w centrum

Platforma Obywatelska jest partią dużą i nawykłą do rządzenia. Dlatego teraz przeżywa taką traumę. Nie jest partią zbytnio przywiązaną do swoich przekonań. Dlatego też dla wielu osób, także zbytnio do nich (poglądów) nie przywiązanych lub ich nie posiadających, bardzo wygodną. Taka duża partia działa na słabe jednostki jak czarna dziura w kosmosie. Wsysa je do siebie, a one po tym już nie mają szans na samodzielny byt polityczny i nie są w stanie wyrwać się z tej magmy bezideowości. Tak stało się z wieloma osobami, które zostały zwabione do PO i tam miały zachować swoją lewicową tożsamość. Nic takiego się nie stało.
Oto dawno, dawno temu europasłanka Hibner przeszła z SLD do PO. Podobnie było z posłem Rosatim. Przeszedł do PO z SLD poseł Arłukowicz. Czy ze swoją lewicową wrażliwością zawalczył o cokolwiek lewicowego w rządzie PO? Senatorem PO został Grzegorz Napieralski i jest to pewnie jego ostatnia kadencja w parlamencie. Były lider SLD wykopał sobie w PO polityczny grób. Na pogrzeb (polityczny) pewnie nikt nie przyjdzie i nikt nie będzie płakał.
Teraz przyszła kolej na Barbarę Nowacką. Będzie się zapierała, że poniesie w PO kaganek lewicowych idei. Nic z tych rzeczy. Potrzebna jest tylko do przyciągnięcia jej wyborców. Będzie to jednak trudne. Wyborcy Nowackiej to raczej zdeklarowani ludzie lewicy. PO tych chwiejnych wyborców na lewicy już dawno podkupiła. Nowacka będzie się także zapierać, że nie jest członkiem PO. Nie ma to większego znaczenia. De facto wpadła w tryby tej partii i co najwyżej może zostać zmielona przez nie i posłuży, jak wielu innych, za polityczny nawóz. PO nigdy nie była blisko lewicy i na pewno nie będzie, ale elektorat lewicy nadal będzie próbowała oszukiwać i podkupywać.
Do elektoratu lewicy nie mam pretensji skoro lewicowe partie nie umieją go do siebie przekonać, to tak się dzieje. Dziwię się naiwności lewicowych polityków. Może jednak oni wcale nie byli lewicowi. Tylko los tak zrządził, że na lewicy się znaleźli. Nie posiadając własnych poglądów dali się wciągnąć bezideowej, czarnej dziurze w politycznym centrum, która nie tylko od lewa, ale i z prawa wciąga wszystko, co popadnie.
W Wrocławiu także były takie przypadki. Słuch po wciągniętych do PO zaginął. Marne srebrniki, dawane chwilowo, nie są żadną zapłatą za utratę twarzy. No, ale twarz i poglądy najpierw trzeba mieć, by móc ją utracić. Tutaj raczej takie przypadki nie wchodziły w rachubę.

Flaczki tygodnia

Barbara Nowacka wybrała karierę polityczną w PO. Wybrała „mniejsze zło. I świetnie potrafi to uzasadnić. Bo kiedy PiS, ten śmiertelny wróg, stoi u bram samorządów, to nie czas na ideową estetykę. Wtedy jest czas realnej polityki.

***

W tej realnej polityce pieniądze Platformy Obywatelskiej, jej medialne wpływy, partyjne struktury mogą zagwarantować Nowackiej mandat radnej, a w przyszłości też miejsce w Parlamencie Europejskim, lub Sejmie RP. Dzięki takim mandatom Nowacka będzie mogła być w polskiej polityce. Działać realnie, a już nie jako wieloletnia „nadzieja polskiej lewicy”.
Będzie też mogła głosić tam swoje, liberalno-lewicowe poglądy. I będzie dalej ulubioną przez liberalne, komercyjne media polityczną celebrytka.

***

Barbara Nowacka poszła drogą Bartosza Arłukowicza. Wydeptaną wcześniej przez Dariusza Rosatiego, Danutę Hübner, Marka Borowskiego, Grzegorza Napieralskiego. Wszyscy oni, po skłóceniu z SLD, kontynuowali tam swoje kariery. Ale z biegiem lat porzucali lewicowe ideały, albo już nie eksponowali ich w mediach.

***

Wszystkie te gwiazdy lewicy, po zagnieżdżeniu się w Platformie, po chwilowej medialnej popularności, w końcu lądowały w jej drugim, politycznym szeregu. Ale źle im nie było. Danuta Hübner została unijnym komisarzem. Bartosz Arłukowicz przez pięć lat był nawet na pierwszej linii, ministrem zdrowia. Czy pamiętacie jakieś lewicowe reformy służby zdrowia wprowadzone przez „lewicową twarz w PO”, czyli Bartosza Arłukowicza?

***

Platforma Obywatelska nie pierwszy raz przed ważnymi dla niej wyborami pozyskuje z lewicy popularne postacie. Bo chce ocieplić swój, antysocjalny wizerunek. Chce syrenimi głosami pozyskanych lewicowych celebrytów zwabić głosy wyborców centro – lewicowych. W tym roku te głosy mogą mieć wagę mandatów decydujących o władzy w sejmikach. W Warszawie głosy pozyskane dla Trzaskowskiego przez Nowacką mogą zaważyć o zwycięstwie. Dla utrzymania samorządowej władzy konserwatyści i bezideowcy z PO zniosą lewicowe hasła głoszone na ich konwencjach przez Nowacką.

***

Barbara Nowacka była kreowana przez liberalne, komercyjne media, takie jak TVN, „Gazeta Wyborcza”, radio TOK FM oraz współpracujące z nimi lewicowe media, jak „Krytyka Polityczna”, na liderkę nowej, młodej lewicy.
Tej dobrej lewicy, bo nie związanej z SLD. Ta kreowana, nierzadko mistyfikowana, lewica miała być tym politycznym „dobrem”. W przeciwieństwie do SLD, który był i jest kreowany, na lewicę gorszego sorta. Dla polskiego młodego lewicowca głosowanie na SLD miało być i pewnie znów będzie, uznawane jako głosowanie na „mniejsze zło”.

***

Barbara Nowacka i jej polityczni przyjaciele od 2016 roku głosili, że muszą stworzyć własne ugrupowanie. Alternatywne wobec SLD. Także po to aby lewicowi wyborcy już nie musieli głosować na „mniejsze zło”. Czyli SLD.

***

Lata minęły. Okazało się, że poza grupami przyjaciół, jak stowarzyszenie Inicjatywa Polska, nowej lewicy nie udało się stworzyć lewicowej alternatywy dla SLD. Okazało się też, że Partia „Razem” dokonała samoizolacji i w przedwyborczych sondażach nie przekracza poziomu progów wyborczych. Co oznacza, że głosy oddane na nią mogą być stracone.
Jedyną lewicowa formacją przekraczającą progi wyborcze jest koalicja SLD – Lewica Razem. Ale ta koalicja jest zwalczana przez liberalne media, jako to „mniejsze zło”.

***

Dlaczego Barbara Nowacka decydując się na „wybór mniejszego zła”, wybrała „zło z PO”? W czym PO jest lepsza od SLD? Bo ma więcej wpływów w mediach, pieniędzy?

***

Usłyszałem opinię Barbary Nowackiej, że z SLD nie może startować w wyborach, bo SLD w swojej kampanii będzie bronić dorobku Polski Ludowej i ludzi zasłużonych w tamtej Polsce.
W 2015 roku Flaczki uosobione przez Piotra Gadzinowskiego były na liście wyborczej do Sejmu RP. Liście „Zjednoczonej Lewicy”, gdzie SLD był ważnym koalicjantem. Z okręgu warszawskiego. Barbara Nowacka była liderką tamtej listy. Nie przeszkadzało jej wtedy, że ja, umieszczony na ostatnim miejscu listy, stale w kampanii broniłem dorobku Polski Ludowej i „postkomuchów”.
Przeciwnie, była Barbara niezwykle pracowitą liderką listy i gdyby wszyscy ze Zjednoczonej Lewicy tak aktywnie pracowali w kampanii, jak ona, to pewnie koalicja Zjednoczona Lewica byłaby obecna w tym Sejmie.
Dziś słyszę opinie, że siedemdziesiąt tysięcy głosów jakie zdobyła wtedy Barbara Nowacka i dwadzieścia tysięcy jakie zdobył wtedy Dariusz Joński to jedynie zasługa ich osobowości. Ciekaw jestem jaki wynik osiągną oni startując teraz w barwach Koalicji Obywatelskiej, czyli PO.

***

Nie wszyscy działacze z Inicjatywy Polskiej przyłączyli się do Koalicji Obywatelskiej PO. Warszawska radna, Paulina Piechna-Więckiewicz, wybrana z listy SLD, potem członkini Inicjatywy Polskiej, uznała, że lepiej będzie realizować swe lewicowe poglądy startując w komitecie wyborczym Jana Śpiewaka i Partii „Razem”. Jeszcze inni postanowili poczekać na „lepsze czasy dla lewicy”.
Nie głosować.

 

PS. Opowiadając na liczne pytania, Flaczki potwierdzają, że naczelny „Trybuny” Piotr Gadzinowski będzie kandydował do Rady Miasta Warszawy z Ursynowa/Wilanowa z listy SLD – Lewica „Razem”. Bo nie wstydzi się dorobku Polski Ludowej i reprezentowania Polaków „gorszego sorta”.

Głos lewicy

Szeroka koalicja? Nie!

Robert Kwiatkowski analizuje na Facebooku nowe pomysły redaktorów z Czerskiej:
„Gazeta Wyborcza” piórem Jarosława Kurskiego wraca do pomysłu jednej opozycyjnej w stosunku do Prawo i Sprawiedliwość listy wyborczej. A już po trzeźwych sądach P. Wrońskiego wydawało mi się że Czerska ten pomysł zawiesiła. Pomysł jest zły bo:
– nieufnie podchodzę do prezentów podsyłanych opozycji przez J. Kaczyńskiego. Nie uważam go za geniusza ale „Obawiam się Greków, nawet gdy przynoszą dary”. A może zwłaszcza wtedy.
– głoszony przez PO pomysł „szerokiej koalicji” od „Ujazdowskiego po Nowacką” oznacza, że poza hasłem „odsunąć Pis od władzy” niewiele tę koalicję by łączyło a wyborcy „Nowackiej” mogliby głosując na nią wybierać „Ujazdowskiego”! (i podobnie z wyborcami „Ujazdowskiego”). Łatwo by to można w kampanii przedstawić.
– Pomysł de facto wyklucza SLD – Sojusz Lewicy Demokratycznej, bo Gazeta i Koalicja Obywatelska cały czas odwołują się do analogii PiS – PZPR i wieszczą powrót do PRL. To jest głupie, bo nieprawdziwe. Piotrowicz nie dlatego jest twarzą zamachu na sądy, bo był PRL-owskim prokuratorem stanu wojennego tylko dlatego, że mu Kaczyński kazał a on to potrafi wykonać. PZPR i Jaruzelski byli akuszerami Okrągłego Stołu i są na to setki dowodów poważniejszych niż popijawa w Magdalence. Ówczesna opozycja się z „komuną” porozumiała. Ja z tego porozumienia byłbym dumny a nie bajki opowiadał, jak to „komunę obaliliśmy”. „Komuny” można było nienawidzić ale trzeba się z nią było dogadać i stąd polski sukces ostatniego ćwierćwiecza. Stąd Konstytucja i członkostwo w Unii Europejskiej. I tego ludzie chcą bronić na ulicach…
– Jedna lista to pomysł nie tyle na wygranie z PiS tylko na wyeliminowanie wszystkich poza PO-PiS. Nie posądzam G. Schetyny o ciche porozumienie z Kaczyńskim; o tym mówiło się już za Tuska. Rozkład jazdy jest aż nadto widoczny: teraz Nowoczesna, na wybory europejskie – Polskie Stronnictwo Ludowe a „czerwonego” załatwimy w wyborach parlamentarnych. Nie wiem jak z PSL ale „czerwonego” nie załatwicie i nawet „zwrot w lewo” nie pomoże. W Polsce dalej miliony ludzi uważają, że bilans 45 lat PRL jest zdumiewająco dobry nie tylko w skali historycznej ale i zwykłego człowieka. Tylko SLD i zbudowana wokół niego koalicja SLD LEWICA RAZEM ma odwagę o tym mówić. Takich wyborców, bardziej ceniących sobie kompetencję, zdolność do rozwiązywania sporów, porozumienie, racjonalność ocen nie przekona „precz z komuną”. A to właśnie oni mogą zdecydować, czy uda się Pis pokonać, czy nie. Przygotowując się do wyborów w 2019 warto odrobić lekcję z 2015

Głos lewicy

Kandydat, który łączy

– To bardzo przemyślana kandydatura – stwierdziła w Polskim Radiu 24 Anna Maria Żukowska.
Rzeczniczka Sojuszu Lewicy Demokratycznej podkreśliła w Polskim Radiu 24, że „to nie była łatwa decyzja, również dla Pana Andrzeja Celińskiego”. – Dziękujemy mu, że się zdecydował. Andrzej Celiński nie jest członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ani żadnego z ugrupowań koalicyjnych. Jest osobą, która jest w stanie połączyć bardzo wiele nurtów lewicowych – powiedziała.
Zdaniem Żukowskiej Andrzej Celiński „identyfikuje się z programem SLD i programem koalicji, a jego naczelną linią w kampanii jest to, żeby przybliżyć Warszawę mieszkankom i mieszkańcom, aby uspołecznić podejmowanie decyzji”. – W tej chwili budżety partycypacyjne są fikcją, bo są przegłosowywane jakieś decyzje, a potem się okazuje, że z przyczyn ideologicznych czy doktrynalnych rada miasta nie chce zrealizować tego projektu, który wygrał – stwierdziła.

Wygram te wybory

– Z pewnością tych wyborów nie wygra Patryk Jaki. Nie sądzę, żeby było możliwe zamknięcie tego miasta w jakichś klaustrofobicznych klimatach zaprzeczających całej historii tego nieprawdopodobnego miasta – powiedział Andrzej Celiński w Radiu RMF FM. – Wtedy kiedy do wyborów w II turze stanie Jaki i ja lub też Trzaskowski i ja to wygram te wybory – zapowiedział kandydat na prezydenta Warszawy.
– Dlaczego? Ponieważ bardziej łączę rozmaitych wyborców, aniżeli którykolwiek z nich. Poprą mnie ludzie, dla których kwestie publiczne Warszawy, a nie partyjne, są istotniejsze – ocenił Celiński.

Czego potrzebuje Warszawa

– SLD wchodzi do gry o prezydenturę Warszawy z wysokiego C, kandydatem komitetu SLD – Lewica Razem będzie Andrzej Celiński – oświadczył Sebastian Wierzbicki, przewodniczący stołecznego Sojuszu podczas konferencji prasowej na warszawskim pl. Zamkowym 21 czerwca 2018 r. – Wczoraj Rada Warszawy SLD podjęła jednogłośną decyzję o poparciu tej kandydatury – dodał.

Koalicja zawiązana!

W symbolicznym miejscu – przy tablicy pamiątkowej upamiętniającej śmierć działaczy PPS, którzy w 1904 r. starli się z carskim zaborcą w walce o niepodległość i sprawiedliwość społeczną – ogłoszono powstanie koalicji wyborczej SLD – Lewica Razem.

 

18 czerwca 2018 r. przedstawiciele: Centrum Daszyńskiego, Federacji Młodych Socjaldemokratów, Fundacji im. Kazimierza Kelles-Krauza, Inicjatywy Feministycznej, Krajowej Partii Emerytów i Rencistów, Polskiej Lewicy, Polskiej Partii Socjalistycznej, Ruchu Ludzi Pracy, Ruchu Społecznego „Praca – Pokój – Sprawiedliwość”, Socjaldemokracji Polskiej – SDPL, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Stowarzyszenia „Dom Wszystkich Polska”, Stowarzyszenia „Ordynacka”, Stowarzyszenia „Pokolenia”, Stowarzyszenia I.Daszyńskiego, Towarzystwa Kultury Świeckiej im .Tadeusza Kotarbińskiego, Unii Pracy, Wolność i Równość oraz ZZRiOW „Regiony” złożyli w imieniu swych organizacji podpisy pod deklaracją programową porozumienia. Koalicja ma charakter otwarty i wszystkie podmioty, które podzielają lewicowe, czy też progresywne wartości mogą do niej przystąpić.
Początku porozumienia należy upatrywać w II Kongresie Lewicy, podczas obrad którego zawiązała się Rada Dialogu i Porozumienia Lewicy. – Znakomita większość organizacji, które dziś tu stoją, brała dwa lata temu udział w obradach Kongresu – przypomniał Robert Kwiatkowski, przewodniczący Rady. – Współpraca, która się wówczas rozpoczęła zaowocowała deklaracją i decyzją o założeniu wspólnej koalicji – SLD Lewica Razem – oświadczył Kwiatkowski.
– Fundamentem oraz jej kluczowymi wartościami, którą tę koalicję organizacji oraz partii lewicowych spajają jest przekonanie, iż potrzebujemy państwa sprawiedliwości społecznej, państwa socjalnego. Po drugie, przywiązanie do polskiej konstytucji, tej którą uchwalono w 1997 r., a naród przyjął w referendum. Po trzecie, szacunek i konsekwentna proeuropejska postawa. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i marzy nam się, aby wartości europejskie były obecne w Polsce w znacznie większym stopniu niż to ma miejsca obecnie. Po czwarte, duma z naszej lewicowej, ponad 125 letniej tradycji. Począwszy od ruchu robotniczego i Polskiej Partii Socjalistycznej, przez Polskę Ludową, aż do czasów obecnych. Po piąte, zasada, która nam przyświeca – otwartość i dążenie do porozumienia z tymi podmiotami na lewicy, które uznają wymienione wcześniej zasady oraz ideę państwa świeckiego – punktował przewodniczący Rada Dialogu i Porozumienia Lewicy.
– Jednym z filarów naszego porozumienia jest to, iż wszyscy bronimy i będziemy bronić praw człowieka w stosunku do każdego z nas – powiedziała Katarzyna Kądziela, przewodnicząca Inicjatywy Feministycznej zaraz po podpisaniu deklaracji o zawiązaniu koalicji. – Zdecydowałyśmy się podpisać to porozumienie, ponieważ wierzymy, iż tylko działając wspólnie a nie dzieląc się, możemy realnie obronić prawa człowieka, działać na rzecz równości oraz skutecznie zwalczać dyskryminację – poinformowała Kądziela. – W tym dyskryminację z powodu płci, ale także z każdego innego powodu: wieku, pochodzenia etnicznego, czy też narodowościowego – kontynuowała. – Prawica do naszego życia wprowadziła ogromnie wiele nienawiści i musimy się temu sprzeciwiać – oceniła.
– Nadchodzące wybory określą na wiele sytuację i pozycję polskiej lewicy – stwierdził Bogusław Gorski, przewodniczący Polskiej Partii Socjalistycznej. – PPS zawsze stał po stronie prawdy, prawa, obywateli oraz solidarności i z tego powodu podpisaliśmy to porozumienie – oświadczył Gorski. – Wszyscy powinniśmy być razem – dodał.
– Mamy 2018 r. , rządzący PiS łamie konstytucję i niszczy demokrację. Polska lewica musi podjąć skuteczne działania w obronie podstaw demokracji, rządów prawa, przywrócenia w Polsce kontroli konstytucyjnej – powiedział Ryszard Kalisz, przewodniczący Stowarzyszenia „Dom Wszystkich Polska”. – Konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. została uchwalona przy bardzo aktywnym udziale ludzi lewicy – przypomniał Kalisz. – W latach, w których lewica była silna Polska osiągała sukcesy: gospodarka, konstytucja, wejście naszego kraju do NATO, wejście Polski do Unii Europejskiej – to są sukcesy tego okresu – ocenił. – Od roku 2005 nie ma żadnego sukcesu, są wydawane pieniądze, które zostały przyznane naszemu krajowi w wyniku członkostwa w UE – kontynuował.
Ryszard Kalisz podkreślił, iż w deklaracji powstania koalicji zawarto to co dziś jest w Polsce najważniejsze. – Obrona demokracji, obrona praw kobiet, wolności zgromadzeń i państwa świeckiego – wyliczał.
– Pragnę podziękować łącznie dwudziestu podmiotom, które podpisały tę deklarację – powiedział Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD. – Porozumienie jest otwarte i zapraszamy wszystkie siły lewicowe bez żadnych warunków wstępnych do współpracy. Każdy z podmiotów , który podpisze porozumienie będzie miał te same prawa i obowiązki – oświadczył Czarzasty. – Trzecia droga w Polsce jest możliwa, Polki i Polacy nie są skazani na głosowanie albo na PiS, albo na PO – podkreślił lider Sojuszu.
Włodzimierz Czarzasty stwierdził, iż lewica w Polsce nigdy się nie zgodzi na ciągłe przypisywanie współpracy z PiS w sytuacji krytyki Platformy lub też kooperacji z PO w sytuacji krytyki działań Prawa i Sprawiedliwości. – Idziemy własną drogą, będziemy zabiegali o głosy wszystkich obywatelek i obywateli w Polsce – podsumował.

 

 

DEKLARACJA

Prawica niszczy dorobek III RP. Polska demokracja i praworządność są zagrożone. Rządzący łamią Konstytucję, odbierają głos Parlamentowi, niszczą międzynarodową pozycję i dobre imię Polski, naruszają niezależność władzy sądowniczej, odbierają obywatelkom i obywatelom wolność zgromadzeń a kłamstwo i zniesławienie czynią fundamentem polityki. Sprzeciwiamy się temu. Chcemy lepszej Polski i dlatego zostanie powołany Koalicyjny Komitet Wyborczy „SLD – Lewica Razem”.Łączy nas wspólny system wartości, którego istotą jest sprawiedliwość społeczna, wolność ograniczona jedynie prawem i swobodami współobywateli, bezpieczeństwo państwa i jego mieszkańców, dbałość o godne warunki pracy i wysoki poziom życia polskich rodzin.
Szanujemy Konstytucję, którą przyjął i popiera Naród.
Jesteśmy przekonani o niezbędności realizowania praw człowieka w stosunku do każdej i każdego, wyrażamy uznanie dla dążeń emancypacyjnych grup społecznych dotąd dyskryminowanych i zasady „każdy inny – wszyscy równi”.
Twardo opowiadamy się za pełną realizacją równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Walczącym o poszanowanie swych praw i wolności kobietom polskim gwarantujemy wsparcie i pomoc w odzyskaniu prawa do decydowania o sobie.
Będziemy walczyć o świecki charakter naszego państwa.
Podkreślamy naszą wolę umacniania pozycji Polski w Unii Europejskiej, do której wprowadził nas rząd SLD-UP i Prezydent Aleksander Kwaśniewski a społeczeństwo zatwierdziło w ogólnonarodowym referendum.
Będziemy budowali dobre stosunki z naszymi sąsiadami.
Łączy nas także przywiązanie do wspólnej historii i tradycji polskie lewicy.
Czcimy wysiłek i ofiarność Polskiej Partii Socjalistycznej włożone w odzyskanie niepodległości w 1918 roku. Nie pozwolimy zapomnieć o pracy pokoleń, które odzyskaną Niepodległą budowały w dwudziestoleciu międzywojennym, walczyły o nią na wszystkich frontach II Wojny Światowej a potem w trudzie odbudowały i budowały zarówno podczas 45 lat PRL, jak i po 1989 roku. Z szacunkiem odnosimy się do pracy tych, dzięki którym w Polsce Ludowej dokonał się skok cywilizacyjny w nowych bezpiecznych granicach naszego państwa.
Konstytucja, akces do Unii Europejskiej, ponad stuletnia historia polskiej lewicy, wielki wysiłek odbudowy kraju z ruin i budowa Polski Ludowej, awans społeczny milionów ludzi, powszechny dostęp do edukacji i służby zdrowia, prawo do pracy w godnych warunkach i za godziwą zapłatę, prawo do wypoczynku po pracy – to nasza duma i nasz wspólny dorobek, którego nie pozwolimy zniszczyć. To one stanowią o naszej wiarygodności, o naszej sile.
Nasze porozumienie jest otwarte dla wszystkich, którym bliskie są wartości przez nas wyznawane. Są one zawarte w dokumentach II Kongresu Lewicy, do którego dorobku nawiązujemy.
Stwierdzamy, że po dokonaniu oceny obydwu kampanii wyborczych do samorządów i Parlamentu Europejskiego wspólnie podejmiemy dalsze decyzje co do form i zakresu współpracy w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Zasady podziału miejsc na listach wyborczych do organów samorządowych oraz do Parlamentu Europejskiego ustalimy w formie aneksów do niniejszej deklaracji.

Syryjski scenariusz

O wojnie domowej w Jemenie pisze się i mówi prawie wcale. Nie jest to bynajmniej wyłącznie polska specyfika. Światowe media też wolą zajmować się innymi, lepiej „sprzedającymi” się tematami. Tymczasem w tym trwającym już sześć lat konflikcie, jak w soczewce skupiają się polityka imperialna mocarstw, impotencja organizacji międzynarodowych i tragedia ludności cywilnej.

 

Początek wojny domowej w Jemenie sięga roku 2011. Wówczas to na fali „Arabskiej Wiosny” do ustąpienia z urzędu został zmuszony prezydent Ali Abdullah Saleh, rządzący niepodzielnie krajem od 1978 r. Podobnie jak w innych państwach regionu, także tutaj liczono na poważne przemiany demokratyczne i społeczne. Jednak nadzieje na reformy przygasły już rok później. Przeprowadzone w 2012 r. wybory prezydenckie wygrał bowiem dotychczasowy zastępca Saleha, Abdrabbuh Mansur Hadi. Brak zmian, niestabilna sytuacja polityczna, a przede wszystkim klęska głodu, podkopały pozycję nowego prezydenta. Ostatecznie Hadi musiał uciekać z kraju, gdy wspierani przez Iran rebelianci Houthi zdobyli jemeńską stolicę we wrześniu 2014 r., a więc w zaledwie dwa lata po wyborach prezydenckich.

 

Saudyjskie poczucie obowiązku

Hadi schronił się w Arabii Saudyjskiej, która poczuła się w obowiązku do podjęcia interwencji zbrojnej. Oficjalnie saudyjskie siły otrzymały za zadanie przywrócenie do władzy prawowitego prezydenta. Nieoficjalnie jednak chodziło przede wszystkim o zniwelowanie wpływów Iranu w regionie. Z tego też powodu do Saudów przyłączyły się wkrótce inne państwa sunnickie, w tym Zjednoczone Emiraty Arabskie. Nowa koalicja mogła ponadto liczyć na wsparcie techniczne i wywiadowcze, a prawdopodobnie także zbrojne, ze strony Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji.

W konsekwencji międzynarodowego zaangażowania, wojna w Jemenie zaczęła się toczyć według scenariusza syryjskiego. Trudno jednoznacznie wskazać, która strona konfliktu odpowiada za większe zbrodnie, która przysporzyła cywilom większego cierpienia. Wydawałoby się jednak, że koalicja pod wodzą Arabii Saudyjskiej, wspierana przez światłe zachodnie mocarstwa, będzie przynajmniej starała się prowadzić wojnę w „cywilizowany” sposób. Nic bardziej mylWnego. Jak alarmuje ONZ, to właśnie koalicyjne siły mają na sumieniu większość ofiar śmiertelnych wśród dzieci. Bezwzględne tłumienie rebelii już doprowadziło do śmierci ok. 10 tys. osób, zaś niemal 3 mln musiało opuścić swoje domy. Jak wygląda „humanitarna” saudyjska interwencja w Jemenie można było przekonać się w październiku 2016 r., kiedy podczas jednego zaledwie ataku ich lotnictwa zginęło co najmniej 140 cywilów.

 

Okno na świat. A raczej na pomoc

Trudno zatem dziwić się, że rozpoczęcie ofensywy sił koalicyjnych na port Al-Hudajda w ubiegłym tygodniu wywołało trwogę wśród jego mieszkańców. Od początku trwania wojny domowej miasto to stało się domem dla ponad 600 tys. osób, z czego połowa to dzieci. Al-Hudajda to także jedyny funkcjonujący port, przez który do Jemenu trafia ponad 70 proc. wszelkiej pomocy humanitarnej. Pierwsze dni walk potwierdziły obawy mieszkańców i organizacji międzynarodowych. Jak podają agencje informacyjne, w kulminacyjnym momencie ataku sił prorządowych na rebelianckie pozycje w ciągu zaledwie pół godziny przeprowadzono 30 nalotów. Houthi nie pozostali dłużni. Do soboty, 16 czerwca, liczbę ofiar śmiertelnych szacowano na co najmniej 280.
Organizacje humanitarne wezwały do zaprzestania walk, lecz ich apel pozostał bez odpowiedzi. Po raz kolejny skompromitowała się Rada Bezpieczeństwa ONZ, która nie była w stanie wypracować konkretnego stanowiska. Przygotowany przez Szwedów pierwotny tekst rezolucji wzywał siły koalicyjne do zaprzestania ofensywy i umożliwienia statkom z żywnością i lekami bezpiecznego wyładunku. Rezolucję oprotestowali jednak przedstawiciele USA i Wielkiej Brytanii – sojusznicy Arabii Saudyjskiej i cisi członkowie koalicji. Pod ich naciskiem, Rada Bezpieczeństwa wydała jedynie rezolucję apelującą do obydwu stron o „poszanowanie międzynarodowego prawa humanitarnego”.

 

Al-Hudajda albo śmierć

Ambasador Zjednoczonych Emiratów Arabskich przy ONZ przyznał, że walki będą trwały aż do całkowitego opanowania miasta przez siły koalicyjne. Jego zdaniem, zdobycie Al-Hudajdy jest bowiem jedyną szansą na jak najszybsze zakończenie wojny w Jemenie. Przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża alarmują natomiast, że mieszkańcy Al-Hudajda przygotowują się na najgorsze. W jednym z opublikowanych w mediach społecznościowych wpisie pracownik Czerwonego Krzyża pisał: „Ludzie żyją w slumsach, na obrzeżach miasta, żywiąc się okruchami chleba, które wygrzebują ze śmieci. Pieniędzy mają tylko na kupno oleju w plastikowych torebkach, co starcza na przygotowanie jednego posiłku dziennie”.

Eksperci ostrzegają, że zamknięcie portu w Al-Hudajdzie nawet na jeden dzień może doprowadzić do wybuchu kryzysu humanitarnego w mieście. Wśród jego pierwszych ofiar będą dzieci, stanowiące obecnie niemal połowę wszystkich mieszkańców. Już teraz widok głodnych kilkulatków snujących się po ulicach miasta nie jest niczym zaskakującym – o czym alarmują obecni na miejscu przedstawiciele organizacji międzynarodowych. Jak wielkie grozi im niebezpieczeństwo dowodzą szacunki ONZ, według których walki o portowe miasto mogą kosztować życie nawet ćwierć miliona osób.

Sytuacja w Jemenie niebezpiecznie zaczyna przypominać tę w Syrii. Tak, jak walki o Aleppo na chwilę przykuły uwagę mediów, tak teraz ofensywa sił koalicyjnych w Al-Hudajdzie ma szansę zaistnieć w światowych serwisach informacyjnych. Co jednak z tego medialnego zainteresowania wyniknie? Zupełnie nic, czego zapewne dopilnują mocarstwa, które wybrały Jemen na swój poligon doświadczalny. Póki cywile giną w Al-Hudajdzie, Sanie i innych „egzotycznych miejscach”, nie zaś w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu, wszystko jest w porządku. Prawa człowieka to wciąż przywilej nielicznych.

Koalicja innowacyjna

Ponad 100 osób przyszło do siedziby SLD we Wrocławiu, na ul Matejki, by poznać koalicyjnego kandydata na prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Jest on wspólnym kandydatem środowiska prezydenta Rafała Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej. Jest to pierwsza w kraju koalicja, która skupia postsolidarnościowe środowisko Rafała Dutkiewicza, elektorat SLD i wyborców Nowoczesnej, którzy raczej czasów pierwszej Solidarności i okresu PRL nie pamiętają. To ewenement, że do takiej koalicji doszło.
Okazuje się, że Wrocławianie, w imię interesów miasta, mogą się dogadać i stworzyć racjonalne porozumienie. Koalicja jest przykładem racjonalnego myślenia w polityce samorządowej. Podstawą koalicji jest wspólny program, który, o dziwo, udało się stworzyć bez większych przepychanek. Bo rury kanalizacyjne, szkoły przedszkola , czy dziury w ulicach nie są polityczne. Niestety, jak stwierdził kandydat Sutryk obecna władza państwowa stara się utrudnić życie samorządom i scentralizować zarządzanie. Ta koalicja ma zamiar przeciwstawić się takim praktykom.
Do tej pory Wrocław rozwijał się wyjątkowo dynamicznie, choć nie ustrzeżono się błędów. Jednak w opinii mieszkańców miasta i obywateli kraju Wrocław to dla wielu miasto wzorcowe.
Te wzorce rozwoju miasta trzeba kontynuować, ale także korygować, by we Wrocławiu żyło się coraz lepiej. I po to została powołana ta koalicja.

Głos lewicy

Trójkąt bermudzki

Czesław Cyrul opisuje na Facebooku przedwyborczą sytuację we Wrocławiu:

Wrocławianie i Dolnoślązacy muszą mieć dużą wyobraźnię i jeszcze większą cierpliwość, by orientować się w koalicjach i szpagatach politycznych jakie fundują im lokalni politycy. Na dzisiaj koalicja Komitetu Rafała Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej zdaje się być najstabilniejszym tworem w wyborach do Rady Miejskiej z Jackiem Sutrykiem jako kandydatem na prezydenta. Podpisano list intencyjny. Wrocławska Nowoczesna chce poprzeć Sutryka, ale centrala partii się waha, bo wcześniej poparła posła Jarosa na to stanowisko, który mandat uzyskał z list PO. Sprawa ostatecznej decyzji Nowoczesnej ślimaczy się i spoistości koalicji to nie pomaga. Nowoczesna ma na poziomie krajowym podpisane porozumienie z PO o wspólnym starcie do sejmików i PO zrobi wszytko aby brat mniejszy (siostra raczej) nie uprawiała wyborczej miłości z innymi partnerami.
Wrocławska Platforma Obywatelska, po podmiane prof. Chybickiej na posła Ujazdowskiego, byłego wicelidera PiS, szuka sobie miejsca i elektoratu, który ma być przekonany, że głosowanie na kandydata POPiS-u to dobry pomysł.
PiS podąża swoją drogą. Kandydatka została centralnie namaszczona, a elektorat ma słuchać prezesa i pewnie tak się stanie.
Ciekawie i coraz bardziej skomplikowanie jest w przymiarkach sejmikowych. Najpierw Dolnośląski Ruch Samorządowy, składający głównie z byłych uciekinierów z PO, wystawił na kandydata na prezydenta Wrocławia wicemarszałka Michalaka. Prezydent Dutkiewicz, też członek tego ruchu, Michalaka nie zaakceptował, bo w Jacku Sutryku upatruje swojego następcy. Terenowa część DRS usiłuje się dogadać z Bezpartyjnymi Samorządowcami i tworzyć wspólne listy. Ten ruch kiedyś Kukiza miał za swojego lidera, ale ten poszedł własną drogą. Teraz liderem Bezpartyjnych jest prezydent Raczyński z Lubina. Ruch promuje radną miejską Katarzynę Kowalską – Obarę na prezydenta Wrocławia.
Z kolei prezydent Dutkiewicz także myśli o tworzeniu własnej, sejmikowej listy wyborczej, która ma też składać się z samorządowców i zamierza nawet wystawić kandydata na prezydenta Lubina, gdzie króluje prezydent Raczyński. Czy coś z tego wyjdzie, nie wiadomo.
Jest jeszcze mnogość ruchów miejskich i stowarzyszeń kobiecych. Jest Partia Razem i są Zieloni. Zapowiadano w tych kręgach koalicje i wspólny marsz po władzę. Wszystko jakoś ucichło. To jest typowe dla tych kręgów. Kiedy nadchodzi czas decyzji okazuje się, że wodzów jest dużo, wojowników mało, a chętnych do wyborczej roboty jeszcze mniej i do tego interesy też są różne. I tak jest od lat. Ten wyborczy sezon pokazuje, że tradycja w tych kręgach trzyma się mocno. Jest jeszcze prawicowy plankton, są narodowcy, którzy będąc bardzo hałaśliwi i potrafiący sprawnie maszerować regularnie otrzymują 1-procentowe poparcie.
Liczącym się graczem w walce o sejmik będzie SLD-Lewica Razem o czym nawet wspominać nie trzeba, ale czynię to dla porządku.
I na koniec. Proszę nie wczytywać się szczegółowo w to co napisałem, bo jutro może być inaczej. Jak nie potraficie przeczytać tego ze zrozumieniem też się nie przejmujcie. Niektórzy autorzy tych pomysłów też mają z tym problem.

Szkoła katechetów

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki zauważył, że owszem, od kiedy wprowadzono religię do szkół, dzieci i młodzież są katechizowane mniej więcej jak należy, ale dorosłym do skatechizowania daleko. I ten stan należałoby zmienić. U siebie w Poznaniu Gądecki stworzył szkołę katechistów, w której kształcą się nauczyciele religii dla dorosłych. Na razie dorośli – rodzice dzieci – mają odbywać obowiązkowe katechezy przy okazji chrztu i pierwszej komunii swoich pociech. Idąc za ciosem 😉: każdy zakład pracy, każda firma, każda spółka powinna wygospodarować cząstkę etatu dla katechety, który przynajmniej raz z tygodniu przez godzinę uczyłby pracowników religii. Większe zakłady i koncerny zatrudniające powyżej stu osób mogłyby nawet zatrudniać katechetów na cały etat. To można przeprowadzić ustawowo – tą refleksją podzielił się w internecie redaktor tygodnika „Nie” Waldemar Kuchanny.

Granatowe na szarym w TVN

Może być zresztą każde inne zestawienie kolorów, ale nie czarno na białym, bowiem tak nazwany program telewizyjny – w założeniu obiektywny – w stosunku do SLD okazał się najzwyklejszą manipulacją.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, przez długi czas lekceważony i pomijany, wraca na radiowe i telewizyjne anteny. Ale bez szału, z konieczności, bo procenty poparcia mu rosną i coś z tym, dla bardzo wielu niechcianym faktem, trzeba zrobić, czyli jednak pokazać. I tak też się stało 17 maja w programie TVN „Czarno na białym”, którego tematem były możliwości powstania ponadpartyjnej opozycji, dążącej do odsunięcia PiS od władzy. Ale jej autorom i realizatorom pomyliły się kolory – białym pomalowano Platformę Obywatelską i, z nieukrywanym żalem, dodano go Nowoczesnej, a czarnym wcale nie Prawo i Sprawiedliwość, a SLD.

Białym, czyli dobrym

jest Platforma Obywatelska organizująca pokazywane manifestacje, oraz Grzegorz Schetyna mówiący jedynie o wspólnym antypisowskim froncie. Ani słowa więcej, gdyż wg. TVN dobry nie musi nic więcej mówić, ani tym bardziej się tłumaczyć, bowiem jest przecież dobry. Jeżeli by dziś szukać tego dobra w Platformie, to wyraża się ono tylko w dwojaki sposób: niewątpliwie jest największą, po PiS, partią polityczną, i także niewątpliwie chce klęski PiS. Pozostaje jednak cała reszta tego „dobra”, które poznaliśmy w okresie minionych dwóch kadencji rządów PO, że wymienię tylko: mitologizację problemów finansowych państwa wyrażającą się w lekceważeniu potrzeb i warunków życia obywateli, ustawę dezubekizacyjną z 2009 roku, akceptację funkcjonowania Instytutu Pamięci Narodowej, krętactwa wokół członkostwa w Trybunale Konstytucyjnym, nie oddanie pod Trybunał Stanu Zbigniewa Ziobro za jego wcześniejsze ministerialne decyzje, i szereg innych, powszechnie znanych. W tamtym okresie pan Schetyna zajmował prominentne stanowiska nie tylko w swojej partii ale i w rządzie, jednak jakoś do głowy mu nie przychodzi przeprosić obywateli za złe, minione czyny Platformy, nie mówiąc o zobowiązaniu stosownego ich naprawienia. Ta partia, w odróżnieniu od SLD, który za swoje błędy zapłacił utratą miejsca w Sejmie, nie chce publicznie dokonać rachunku sumienia. Natomiast jej program na przyszłość – niejasny, ciągle ulegający zmianie i w sumie pokrętny – daleko odbiega od rzeczywistych potrzeb państwa i oczekiwań obywateli, niosąc w sobie możliwość powtórki z niedalekiej przeszłości. I z takim to „dobytkiem” chce PO stać na czele antypisowskiej opozycji.
Okazuje się więc, że nie tylko miłość jest ślepa, ale również polityczne sympatie i wybory dziennikarzy TVN.

Nie krokodyle łzy,

ale szczere wylewają autorzy „Czarne na białym” nad losem – czytaj upadkiem – Nowoczesnej, również białej-dobrej. Tej – jak mówiono w programie – wielkiej nadziei na polskiej scenie politycznej, poświęcono gros programu, w którym wielokrotnie, bardzo obszernie i absolutnie nieprzekonująco, wypowiadały się liderki wrogich opcji w „N”. Był też Ryszard Petru – jak mówi, rozmawia, maszeruje i odchodzi – bardzo przystojny mężczyzna, zawsze nadzwyczaj elegancki, wzbudzający sympatię. Twórca partii, która właśnie spada w przepaść, a on w aktualny polityczny niebyt, zapoczątkowanych wypraniem „N” z idei, a zakończony szkolnym błędem, czyli zagraniczną wycieczką z osobą towarzyszącą oraz buntem niewdzięcznych pań.
Smutną konstatacją, że Nowoczesna mogłaby nawet zastąpić Platformę, i że byłaby liczącą się antypisowska siłą, tak się wzruszyłem, że prawie pociekły mi łzy.

Czarny charakter, a może koń?

Jak przystało, w od lat uprawianej postsolidarnościowej retoryce i propagandzie, w roli czarnego charakteru występuje w tym programie SLD.
Po pierwsze – zarzuca się SLD, że nie chce uczestniczyć, u boku Platformy, w koalicji przeciw PiS. Prezentowane były wielokrotnie krytyczne wypowiedzi Czarzastego pod adresem Schetyny, ale brak wyjaśnienia ich przyczyn. Jak na dociekliwość dziennikarzy ze stacji TVN to co najmniej elementarny błąd. A może po prostu wcale nie chodziło o to aby przedstawić telewidzom racje lidera, a tylko zapisać w ich pamięci przekonanie, że SLD jest partią nieodpowiedzialną, bo nie chce uczestniczyć we wspólnym froncie? Czarzastemu, w odróżnieniu od rozgadanych pań z Nowoczesnej, nie dano szansy.
Po drugie – pewność wyborczego sukcesu lidera partii i Sojuszu, poprzez odpowiedni dobór materiału i w kontekście do losu Nowoczesnej, telewidz odczytać może bez kłopotu, jako zbyt pochopną, a nawet wątpliwą.
Po trzecie – prezentacja osoby Włodzimierza Czarzastego, jego zachowanie, rodzaj dobranych wypowiedzi, i nawet bzdurne szczegóły dotyczące kolorowego sweterka – kto zna się choć trochę na telewizyjnej „kuchni” to zauważył – miały go dezawuować jako przywódcę partii, a co za tym i lidera lewicy. Sam zresztą o sobie mówi: „to komuch jest, cholera. On jest nieestetyczny”. Niewątpliwie Czarzasty nie posiada charyzmy, nie wszedł by nadto nawet do eliminacji konkursu na Mister Poland, ale, jak wielokrotnie potwierdziła to historia, ważniejsze przymioty wyznaczały sukces rządzących na tym świecie.
Włodzimierz Czarzasty w ostatnim okresie wielokrotnie zabierał głos w debacie publicznej, ale na szczególną uwagę zasługuje jego rozmowa z Łukaszem Pawłowskim i Filipem Rudnikiem na łamach internetowej Krytyki Liberalnej (Nr 488 z 15.05.2018). Program SLD prezentowany przez Czarzastego (sześć punktów, które powinny być dobrze znane nie tylko członkom partii, ale nadto wszystkim obywatelom) jest racjonalny, odpowiadający nie tylko oczekiwaniom większości Polaków ale także polskiej racji stanu w obecnym czasie. Zwraca także uwagę szacunek dla pozostałych ugrupowań lewicy, otwartość na wyborców innych partii, krytyczne opinie o PO, a konstruktywne o minionych błędach SLD.
Warto z tej wypowiedzi zacytować chociaż skromne, acz bardzo ważne i charakterystyczne fragmenty:
– Uważamy, że bogaci powinni płacić większe podatki, biedniejsi niższe, a progów podatkowych powinno być pięć – od 15 proc. dla tych, którzy zarabiają poniżej 30 tys. złotych rocznie, do 40 proc. dla tych, którzy zarabiają powyżej 200 tys. złotych. Dlaczego? Bo uważamy, że różnica między najwyższym wynagrodzeniem a najniższym powinna być jak najmniejsza.
– Silna Europa. To jedyna szansa dla Polski. Jestem przedstawicielem partii, która jest absolutnie euroentuzjastyczna – i taka będzie. Jesteśmy ortodoksyjni w tej sprawie. Włącznie z wprowadzeniem euro. Każdy, kto uważa, że po wejściu do UE w Polsce się nie polepszyło, musi być albo głupi, albo z aparatu partyjnego Prawa i Sprawiedliwości. To się zresztą często nie wyklucza.
– Ale nie każda partia mówi prawdę. Ja mówię na przykład o żołnierzach wyklętych, że to fantastyczni ludzie walczący o swoje ideały i o wolność, ale również mordercy, bo i tacy wśród nich byli, gwałciciele, bo byli tacy, złodzieje i sku***syny. Jaruzelski był dobry i zły. Nie zależy mi, by z kimś się na siłę zgadzać – ja mam swoje poglądy.
– Pan ode mnie nie usłyszy ani jednego złego zdania na temat któregokolwiek polityka i polityczki lewicy, niezależnie od tego, czy jest w SLD, czy nie. Na temat żadnej partii lewicowej też złego zdania nie powiem.
Nie tylko ta wypowiedź, wśród wielu innych, ale także olbrzymia, codzienna praca organiczna od podstaw, aby przywrócić lewicowej partii konieczne i należne miejsce na polskiej scenie politycznej dowodzą, że Czarzasty jest dziś rzeczywistym i bardzo poważnym partnerem politycznym.
To ostatnie zdanie adresuję także do dziennikarzy z TVN.

W roli gwoździa

do trumny eseldowskiego wstrzymania się od wspólnego frontu z PO wystąpił w tym programie Grzegorz Napieralski, były szef SLD, który musiał zrezygnować z przywództwa po porażce partii w wyborach w 2011 roku. Abstrahując już od faktu, który w kontekście obecnego wzrostu sondaży SLD wygląda na najzwyklejszą zazdrość, dodać koniecznie trzeba, że do dobrego tonu należy wstrzymywanie się z krytycznymi opiniami na temat następców. Nawet „parcie na szkło” i chęć jakiegokolwiek zaistnienie w przestrzeni publicznej tego nie usprawiedliwia.
Natomiast wypowiedź, także w tym programie, Włodzimierza Cimoszewicza, o koniecznym jednoczeniu sił antypisowskich przyjmuję ze zdziwieniem, bowiem do dziś przekonany byłem o krytycznej opinii byłego marszałka Sejmu, premiera, ministra i senatora na temat Platformy Obywatelskiej, która stworzyła, przez swoje poczynania, dobry początek dla aktualnych rządów PiS.
I tak to się na końcu okazuje, że nie koniecznie czarne jest na białym, a białe ma czarnym.