Utworzyć kolejną komisję? NIEBEZPIECZNE ZMIANY KLIMATU

Trwa moda na komisje śledcze. Szefowie partii Zielonych zaapelowali właśnie do posłów o powołanie sejmowej komisji śledczej.

 

Nowa komisja ma zbadać ignorowanie kryzysu klimatycznego przez Polskę i jej kolejne rządy – oraz wskazać winnych polityków, których należałoby pociągnąć do odpowiedzialności.
Zieloni chcą również powołania rządowego zespołu kryzysowego, który ma stworzyć plan działań do 2050 r. i zbadać wpływ zmian klimatu na polską gospodarkę i społeczeństwo.
Jak alarmują Zieloni, jesteśmy ponoć świadkami największej afery w dziejach Rzeczypospolitej Polskiej. Ma ona polegać właśnie na tym, że kolejne rządy ignorują nadchodzącą katastrofę klimatyczną, która jest najgroźniejszym wyzwaniem dla Polski oraz dla całej ludzkości. Zieloni domagają się wyjaśnienia przyczyn tych zaniechań przez sejmową komisję śledczą.
Ta komisja sejmowa miałaby na przykład ustalić, dlaczego od 1991 r., kiedy powstał pierwszy, ostrzegawczy raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, polskie rządy ignorowały zalecenia klimatycznych ekspertów.
Przez wszystkie te lata żaden z rządów nie opracował planu dostosowania polskiej gospodarki do wyzwań związanych ze zmianami klimatu. W efekcie, emisje naszych gazów cieplarnianych rosną, a dorobek polskiego rolnictwa ekologicznego został zniszczony. „Ponadto, politycy różnych opcji kwestionują naukowo udowodnione zagrożenie zmianami klimatu wywołanymi przez człowieka, wprowadzając opinię publiczną w błąd i umniejszając skalę problemu” – zarzucają Zieloni.
Ponadto, Polska jako gospodarz szczytu klimatycznego COP 24 sabotuje jego ideę, reklamując węgiel i chwaląc się potrawami z dziczyzny. Pytanie, jakie za tym stoją grupy interesu i którzy konkretnie politycy forsują te szkodliwe dla Polski i świata rozwiązania? – zastanawiają się Zieloni.
Żądają oni, żeby komisja zbadała m.in. blokowanie przez Sejm rozwoju czystej energii, przejawiające się m.in. problemami z wprowadzeniem tzw. ustawy prosumenckiej, czy przyjęciem „ustawy odległościowej”, ograniczającej (według nich bezpodstawnie) budowę nowych farm wiatrowych. Komisja mogłaby również zająć się zaniedbaniami po stronie rządu. Takimi zaniedbaniami, zdaniem Zielonych, mają być m.in. brak rządowego planu obniżenia emisji gazów cieplarnianych oraz brak inwestycji w innowacyjną gospodarkę i rolnictwo ekologiczne.
Zieloni domagają się również powołania rządowego zespołu kryzysowego ds. zmian klimatycznych. Plan strategiczny transformacji polskiej gospodarki do 2050 roku, ich zdaniem powinien obejmować m.in, doprowadzenie do zerowej emisji szkodliwych pyłów w gospodarce (co oczywiście jest utopią), odbudowę biosfery oraz przestawienie polskiego rolnictwa na rolnictwo ekologiczne, wspomagane innowacjami technologicznymi.
Przedstawiciele tej partii uważają, że zmiany klimatyczne są dziś najważniejszym tematem politycznym nie tylko w Polsce, ale na świecie.
Zieloni wskazują, że decydują się w tej chwili losy naszych dzieci i przyszłość całej naszej cywilizacji. Dlatego właśnie Komisja Sejmowa ds. Ignorowania Kryzysu Klimatycznego byłaby najważniejszą komisją w historii polskiego parlamentaryzmu. Mogłaby ona pomóc Polsce i jej obywatelom dokonać epokowej zmiany w myśleniu.

Obywatele zamiast kamer

Europeizujmy się. Pod rozwagę tych, do których należy decydowanie o tym, czy wybory w Polsce staną się uczciwsze.

 

Mimo kilku zmian kodeksu wyborczego w ostatnich latach, nawet sama technika głosowania nie jest w Polsce wzorowana na krajach o utrwalonej demokracji.
We Francji członek komisji stoi przy urnie, sprawdza tożsamość głosującego obywatela i po wrzuceniu kart do przezroczystej urny, głośno wygłasza formułę: „ Pani – nazwisko – zagłosowała”. Dopiero wtedy głosujący podpisuje się na liście.
U nas przeciwnie – głosujący najpierw podpisuje się na liście i odbiera karty do głosowania. W tym momencie komisja przestaje się nim interesować. Głosujący może nawet wyjść z lokalu, wrócić po godzinie i wrzucić karty do urny. Komisja na to nie zwraca uwagi. To niewyobrażalne na Zachodzie. O ile pamiętam – w Ambasadzie Polskiej w Brukseli w wyborach 2011 było więcej kart wyborczych w urnie niż głosujących.

 

Daleko od uczciwości

Nie wierzę, żeby w Polsce wybory były całkiem uczciwe. Członkowie komisji, zwłaszcza o nielicznym składzie, mogli dokonać wyboru kart albo unieważnić niektóre karty według własnych preferencji, dodając drugi krzyżyk.
W czasie przedostatnich wyborów do Sejmu, o czym pisała prasa, zidentyfikowano członka komisji chyba na Śląsku, który unieważnił w ten sposób ponad 50 głosów. A ilu nigdy nie ujawniono?
W 2006 r na własne oczy widziałam na wsi komisję obwodową – dwie dziewczyny – a ilość nieważnych głosów dochodziła tam według Państwowej Komisji Wyborczej do 30 proc.
Znam kandydatów do samorządu, którzy dowiadywali się ze zdumieniem, że nawet sami na siebie nie głosowali! A teraz partia rządząca poszła na całość: można stawiać krzyżyki i mazać w tylu kratkach ile dusza zapragnie. Obserwatorzy zagraniczni – a pewnie do tego dojdzie – będą mdleć na ten widok, a na pewno będą to fotografować.

 

Ważne kto liczy głosy

Parę razy zwracałam uwagę Sejmu – i nie tylko – na konieczność europeizacji niektórych przepisów polskiego kodeksu wyborczego.
Jak mówił Lenin – nieważne kto jak głosuje ale kto liczy. Do pilnowania prawidłowego liczenia głosów we Francji może zgłosić się każdy dorosły obywatel, który w dniu wyborów przyjdzie do lokalu wyborczego przed godziną zamknięcia. Komisja nie wie jaki będzie skład „strażników”. Ludzie ci stoją nad głowami komisji i patrzą jej na ręce „jak sępy” jak to określił mój znajomy Francuz, wielokrotny członek obwodowej komisji wyborczej. „Strażnicy” mogą opuścić lokal wyborczy dopiero po podpisaniu protokołu przez komisję obwodową.
Każdy obywatel może więc osobiście dopilnować prawidłowości wyborów.To dlatego francuska krajowa komisja wyborcza praktycznie nie przyjmuje żadnych reklamacji.
Dlatego też Francuzi są przeciwni głosowaniu przez internet. Na tym polega społeczeństwo obywatelskie. Najwyższa pora, żeby powstało w Polsce. Procedury tak efektywnej nie zastąpią żadne kamery. W dodatku nie pociąga ona za sobą prawie żadnych kosztów w przeciwieństwie do obłędnych kosztów kamer, nie do końca policzonych. A więc zamiast kamer – żywi obywatele – uważa stowarzyszenie Racjonalna Polska.

 

Startować każdy może

Zakładam, że nie dojdzie do liczenia głosów w innym miejscu niż lokal obwodowej komisji wyborczej, co zakrawa na kpiny z obywateli, jeżeli Polska ma zostać w Unii Europejskiej. Takiego scenariusza 80 proc. Polaków nie wybaczyłoby politykom, którzy do tego doprowadzili.
Na koniec muszę dodać, że w porównaniu z innymi państwami europejskimi wybory w Polsce charakteryzują się zawrotną liczbą kandydatów. W samorządzie na zbyt dużą liczbę – stworzoną w epoce TKM (czyli, teraz, k…a, my) – ok. 47 tys. radnych na cały kraj (nie licząc wójtów, burmistrzów itd.), mamy aż dwieście kilkadziesiąt tysięcy kandydatów. Aż się prosi zmniejszenie tej ostatniej liczby nawet do połowy.
Umożliwiłoby to skreślanie nazwisk na karcie z pozostawieniem tylko jednego nazwiska, jak w wielu krajach Europy. „Książeczki” nie będą konieczne. Koszt wyborów spadłby znacznie.
Poza tym w wyborach samorządowych w ogóle nie powinno być progów dla komitetów wyborczych. Do samorządu powinni wejść kandydaci wg ilości uzyskanych głosów bez względu na to z jakiego komitetu wyborczego pochodzą. Europeizujmy się!