Głos lewicy

Polska dla wypłacalnych?

Taką Polskę opisuje Piotr Ikonowicz:

Pani Teresa Janusiewicz z Puław, lat 88 ma utracić mieszkanie z powodu długu w wysokości 9 500 zł. Jej pasierb, który wygrał sprawę o zachowek w kwocie 20 000 zł, prowadzi bezlitosną egzekucję. Najpierw komornik zabrał z konta oszczędności przeznaczone na pogrzeb i grób w kwocie 10 000 zł. Potem regularnie ściągał z jej emerytury 250 zł (1/4), ale i to wydało mu się za mało więc wczoraj miało dojść do oszacowania mieszkania, które pani Teresa zajmuje wraz z 51 letnim, niepełnosprawnym synem. Jest to wstęp do licytacji mieszkania za dług w wysokości 9 500 zł.
Trwa zrzutka na dług pani Teresy. Mamy 30 dni, żeby zgromadzić całą sumę. Udało się też przekonać komornika, aby nie dokonywał opisu i oszacowania, bo pomnożyło by to koszty, które kobieta ponosi, co przy jej skromnych dochodach nie ma sensu. Pomysł, żeby zlicytować mieszkanie za tak stosunkowo niewielką kwotę długu jest nieracjonalny, ale niestety zgodny z prawem. Podejmowano już próby by zmienić przepisy, które pozwalają zlicytować jedyne mieszkanie z powodu symbolicznych kwot zadłużenia. Niestety wysiłki te spełzły na niczym. Ten sam komornik, który nie ma problemu z licytowaniem dachu nad głową starej kobiety, zwykle okazuje się bezradny kiedy trzeba wyegzekwować zaległe wynagrodzenie czy dług alimentacyjny.
Tak się jakoś składa, że system windykowania i egzekwowania należności działa skutecznie tylko wobec słabszych, samotnych matek, niewypłacalnych lokatorów, nieopłaconych pracowników, którzy nie mają z czego płacić rachunków. Broniliśmy nie raz przed eksmisją samotne matki, których dług czynszowy był kilkakrotnie niższy niż zaległości alimentacyjne ojca dzieci. Broniliśmy przed wyrzuceniem z mieszkania ludzi, którym nie zapłacono za pracę. Ale nikt nie pytał, dlaczego nie macie na czynsz? Ostatnio nawet sądy, urzędnicy i życzliwi radzą dłużnikom, żeby wyjechali zagranicę zarobić na długi. A to by znaczyło, że dla części z nas już miejsca w Polsce nie ma.
W Gdańsku podczas procedury upadłości konsumenckiej sąd zapytał dłużnika, dlaczego nie pojechał do pracy do Niemiec, żeby zarobić na spłatę zadłużenia. W stulecie Niepodległości warto zadać pytanie czy Polska jest dla wszystkich czy tylko dla wypłacalnych?
Kiedy siedziałem w areszcie za blokowanie eksmisji poznałem człowieka, którego skazano za „wyłudzenie kredytu”. Prowadził wraz z kolegą firmę hydrauliczną. Kiedy nawalił im samochód, musieli wziąć kredyt by kupić drugi. Ponieważ klienci zalegali z płatnościami ten, który wziął na siebie pożyczkę zalegał z ratami. W tym czasie kolega zniknął razem z samochodem. W ten sposób człowiek trafił do więzienia. W naszych więzieniach jak w czasach Karola Dickensa masa ludzi siedzi za długi. To są biedacy, którzy nie powinni spędzić w areszcie ani jednego dnia.

Komornika można przystopować

Nie taki ten diabeł straszny, jak go malują – i na pewno nie wszystko mu wolno.

 

Spłata kredytu zaciągniętego na zakup nowego samochodu, wymarzonego nowe M., wakacje na kartę kredytową – tak wygląda rzeczywistość wielu Polaków.
Chętnie korzystamy z kredytów i pożyczek, dzięki którym w razie przejściowych trudności, możemy załatać dziurę w domowym budżecie lub sfinansować większy zakup bez konieczności posiadania oszczędności.

 

Przypadek wuja Archibalda

Może jednak zdarzyć się, że z powodu utraty pracy, choroby czy innych nieprzewidzianych zdarzeń losowych, zaczniemy mieć problemy z terminową spłatą zobowiązań. Kiedy taka sytuacja będzie się utrzymywać przez dłuższy czas, możemy spotkać na swojej drodze komornika – niczym wuj Archibald z piosenki Brassensa, który napotkał na swej drodze śmierć. Ale komornikowi, choć pełni mało sympatyczną rolę, daleko do ostatecznych rozwiązań, typowych dla śmierci.
W 2017 r. do komorników w Polsce spłynęło blisko 5 mln spraw. Nie znaczy to oczywiście, że rozpoczęli aż tyle postępowań egzekucyjnych. Wiele osób musi się jednak liczyć z tym, że „wejdą” im oni na wynagrodzenia czy zajmą rachunki bankowe.
Komornik to jak wiadomo osoba, która zajmuje się odzyskiwaniem należności od firm lub osób fizycznych, które zalegają z terminową spłatą kredytów, regulowaniem rachunków, itp. Z jego pomocy nie może skorzystać „zwykły Kowalski” pragnący ściągnąć od kogoś dług. Potrzebna jest do tego decyzja sądu. Dłużnicy zwykle narzekają na komorników – ale dla wierzycieli często są oni ostatnią nadzieją na zwrot pieniędzy od nieuczciwych klientów.

 

Musi być podstawa

W świetle prawa komornik to funkcjonariusz publiczny działający przy sądzie rejonowym. Każdy, kto chce wykonywać taką profesję, musi spełnić przesłanki wskazane w ustawie o komornikach sądowych i egzekucji, złożyć ślubowanie – i teoretycznie postępować zgodnie z regułami etyki zawodowej.
Głównym zadaniem komornika jest należyte wykonywanie orzeczeń sądowych nakazujących spełnienie roszczenia pieniężnego. Prawa i obowiązki komorników są regulowane przez ustawę z 1997 r. o komornikach sądowych i egzekucji. Od 1 stycznia przyszłego roku zostanie ona zastąpiona ustawą z dnia 22 marca 2018 r. o komornikach sądowych oraz ustawą o kosztach komorniczych.
Wiedza o istnieniu wspomnianych aktów prawnych jest dość istotna, ponieważ te przepisy określają zakres działania komorników. Mają zaś oni niemało uprawnień, ale i sporo obowiązków.
Należy pamiętać o tym, że każde działanie egzekucyjne musi posiadać podstawę, bez której egzekucja nie może zostać wszczęta. Jest nią np. prawomocny wyrok sądu zaopatrzony w klauzulę wykonalności, zaakceptowana przez sąd ugoda, akt notarialny zawierający dobrowolne poddanie się egzekucji.

 

Nie wystawimy go za drzwi

Komornik zawsze musi doręczyć dłużnikowi postanowienie, w którym znajdują się informacje o wszczęciu egzekucji. Te najważniejsze to: oznaczenie orzeczenia sądowego, określenie sposobu egzekwowania długu, a zwłaszcza pouczenie o możliwości zaskarżenia wydanego postanowienia, wraz z określeniem sposobu i terminu, w którym osoba zadłużona może tego dokonać.
Każdy komornik pracujący w terenie, powinien mieć przy sobie identyfikator ze zdjęciem, danymi osobowymi, określeniem pełnionej funkcji oraz oznaczeniem sądu rejonowego, przy którym działa. Jest on wydawany przez Krajową Radę Komorniczą.
Taki dokument pozwala na jednoznaczną identyfikację komornika i zapobiega sytuacjom, w których osoby nie pełniące takiej funkcji podszywają się pod funkcjonariusza publicznego, którym jest komornik.
Komornik ma prawo wejść do mieszkania, aby wykonać orzeczenie sądu. Musi się przy tym wylegitymować i przedstawić tytuł prawny, na podstawie którego działa.
Jeżeli osoba wobec której komornik prowadzi postępowanie egzekucyjne odmówi wpuszczenia go, musi liczyć się z tym, że komornik może zarządzić przymusowe otwarcie lokalu i dokonać przeszukania w asyście policji. Powyższy przypadek to jednak ostateczność.

 

Zanim zlicytuje nam mieszkanie

– Należy się spodziewać, że komornik rozpocznie egzekucję należności od zajęcia rachunku bankowego. Bezpieczne pozostają otrzymywane alimenty, ale już nie pensja czy emerytura. Gdy takie rozwiązanie nie jest możliwe, komornik może zająć ruchomości, czyli przedmioty należące do osoby zadłużonej, np. samochód, (ale tylko wtedy, jeżeli nie jest potrzebny dłużnikowi do pracy zarobkowej), sprzęt RTV/AGD, a także nieruchomości – wyjaśnia ekspertka Justyna Drobot. Czyli, może zabrać nam dom czy mieszkanie – i sprzedać na licytacji.
Warto również wiedzieć, że istnieją przedmioty wyłączone spod egzekucji. Zaliczamy do nich rzeczy osobiste, takie jak np. odzież, niezbędne przedmioty urządzenia domowego, a także zapasy żywności, bądź opału, które pozwoliłyby funkcjonować osobie zadłużonej oraz jej rodzinie przez co najmniej miesiąc.
Komornik może zapukać do naszych drzwi także i w niedzielę, o ile ma na to stosowne zezwolenie, wydane przez prezesa danego sądu rejonowego. Nie powinien nas jednak zrywać o szóstej nad ranem. Może on wykonywać swe czynności służbowe w określonym przedziale czasowym, od 7 rano do 21.

 

Skarżmy się skutecznie

Nowe przepisy dotyczące komorników sądowych, które wejdą w życie na początku przyszłego roku, wprowadzają rozwiązania, za sprawą których ma zostać zwiększona kontrola nad działaniem tych funkcjonariuszy publicznych.
Jest to krok dla dobra osób zadłużonych, często krzywdzonych przez komorników, które nieco lepiej niż dotychczas mają być chronione przez prawo.
Chodzi np. o obowiązek nagrywania części czynności (niestety nie wszystkich) związanych z egzekucją należności, mających miejsce w domu dłużnika. Komornicy są już zobowiązani do poznania Peselu dłużnika, by uniknąć sytuacji, że ściągają dług od niewłaściwej osoby.
Komornik może być wydalony z zawodu czy odwołany z pełnionej funkcji jeżeli dopuścił się rażących naruszeń.
Dla dłużnika najważniejsze jest zaś to, że może on składać skuteczne skargi na działalność komorników. Ponieważ jednak przepisy dotyczące skargi na działalność komorników zawierają szereg niuansów, warto najpierw poradzić się prawnika, aby taka skarga przyniosła odpowiedni efekt. Ze skargą może wystąpić nie tylko dłużnik, ale każda osoba, której prawa zostały naruszone bądź zagrożone w związku z przeprowadzonymi przez komornika czynnościami
Wreszcie, od 1 stycznia 2019 r., zawód komornika będzie mogła wykonywać wyłącznie osoba o wyższym wykształceniu prawniczym, co dotychczas nie stanowiło niezbędnego wymogu ustawowego.
Większość komorników nie jest zachwycona tymi zmianami, tym bardziej, że nowe regulacje wiążą się z koniecznością zakupu sprzętu niezbędnego do utrwalania przebiegu czynności egzekucyjnych. Pewnie więc będą chcieli przerzucić te koszty na osoby przeciw którym toczą postępowania egzekucyjne.

Same suki

Zawsze mnie zastanawiało, czy wszyscy oburzeni koniecznością płacenia alimentów tatusiowie (tak, ten tekst jest o mężczyznach), mówiąc „nie dam nic tej suce”, „nic ze mnie kurew jedna nie wyciągnie”, „jeszcze pokażę tej dziwce”, zdają sobie sprawę, do kogo tak naprawdę mówią. Takie komunikaty tatusiowie ci formułują nagminnie, ale ich mimowolnymi adresatami stają się dzieci.
Bo to na ich utrzymanie, nie na swoje byłe żony czy dziewczyny panowie mają obowiązek sądowy łożyć.
Wczoraj była żona Piotra „Glacy”, lidera Sweet Noise i My Riot, napisała pełen żalu post o tym, jak wraz z córką obserwuje ukrywanie przez muzyka majątku z pomocą jego nowej partnerki.
„Nie myślcie, że jestem ofiarą” – napisała Sylwia Lato. – „Ofiarą w każdym przypadku jest dziecko”. Poskarżyła się, że czuje bezsilność, gdy widzi, jak jej były mąż zatrudnia przy swojej solowej płycie kosztownego specjalistę, który pracował m.in. z Marilynem Mansonem czy Depeche Mode. W sądzie natomiast wniósł o zmniejszenie alimentów. „Bo to nie alimenty, tylko zemsta”.
Była partnerka znanego artysty dołączyła też screen z Instagrama, na którym Glaca pisał o niej między innymi „Możesz nasyłać na mnie wszystkie pały świata, suko”, „dziś jesteś dla mnie tylko zwykłą kurwą”, „uważaj, bo nadejdzie dzień”; „#reallife”. Ten jakże wzruszający apel miał wystosować do niej muzyk po kolejnej interwencji komornika i policji.
Wokół posta zrobiła się awantura po tym, jak upubliczniła go na swojej tablicy redaktor Karolina Korwin Piotrowska. Dziennikarka zresztą szybko dostała od muzyka wiadomość z żądaniem przeprosin. Nie przeprosiła. Zamiast tego ogłosiła, że zanim udostępniła posta, w zamierzeniu dedykowanego tylko znajomym, zapoznała się ze stosownymi dokumentami i jest pewna racji kobiety.
Cóż, ja żadnych dokumentów nie widziałam. Nie znam ani pana Glacy, ani jego byłej żony. Nie znam układów między nimi. Nie mam tu zamiaru bawić się w wydawanie żadnych wyroków. Tylko czasem czytam Facebooka pani Karoliny (jej wpis udostępniło zresztą już koło 150 osób). I mam kilka ogólnych refleksji.
Na przykład taką, że w przestrzeni publicznej podobne oskarżenie śmiga co i raz – chciała go zniszczyć z zawiści, złamać karierę mu chciała, napisała w momencie, gdy wydawał, występował, w trasę ruszał, film kręcił, awans dostawał.
Była żona Mateusza Kijowskiego też w pewnym momencie została ochrzczona suką, która zamierzała pociągnąć w dół męża stanu. Akurat, kiedy był na wznoszącej, zaczął być rozpoznawalny, został twarzą oddolnej opozycji.
Mnie interesuje nieco inny aspekt tej sprawy. Czy nikt nie pomyślał, że wśród tysięcy kobiet, szarpiących się o alimenty, też są niedoszłe wizjonerki, artystki, naukowczynie, polityczki? Czy ktoś pomyślał o setkach złamanych lub nigdy nie zrealizowanych karier muzycznych, filmowych?
O nigdy nie odkrytych potencjałach, bo po 16.00 trzeba odebrać z przedszkola, a z mało rozwijającej pracy trudno się zwolnić, bo ojciec się nie poczuwa, a mały co kilka miesięcy wyrasta z butów, potrzebuje pojechać z klasa na wycieczkę i co roku musi mieć nowe podręczniki? Fani muzyka Glacy piszą do Korwin Piotrowskiej, że czują się osobiście dotknięci. To nie fair. Nikt nie myśli o tym, że może „mama” też mogła mieć jakichś fanów. Mogła jeździć w trasy koncertowe, właśnie odbierać Nike albo Złotego Lwa. Też mogła dorobić się armii wypisującej na Facebooku komentarze w stylu „odczepcie się, ona wielką poetką jest”.
To smutne, że mężczyźni wciąż lubią powtarzać ten krzywdzący mit o kobietach dorabiających się na rozwodzie i „ustawionych do końca życia”.
Takie przypadki pewnie też można spotkać gdzieś w przyrodzie. Statystyki mówią jednak twardo o milionie dzieci, czekających w Polsce na pieniądze od swoich ojców (najczęściej ojców). Czy one też zawierają się w tym zbiorze chciwych suk i kurew?
Te, którym państwo płaci z Funduszu Alimentacyjnego to około 10 procent – wymagany dochód to ciągle 725 zł na osobę. Kobiety, które zarabiają więcej, zostają ze ściganiem dzielnych tatusiów same.
Komornicy mają różną skuteczność (średnia ściągalność dryfuje mniej więcej na poziomie 19 procent), zwłaszcza, kiedy formalnie mężczyzna nie wykazuje dochodów, ale za to wstawia na Facebooka zdjęcia z egzotycznych wojaży, zakłada nową rodzinę albo pracuje na najniższej krajowej u partnerki obracającej tłustymi sumami.
Na miejscu takiej kobiety pewnie też napisałabym w mediach społecznościowych posta kipiącego od bezsilności.
Według Krajowej Rady Komorniczej długi alimentacyjne to 10,5 miliarda złotych. Dzięki sankcjom Ziobry spadły z 11,3. Nadal jednak alimenciarze „niefunduszowi” mogą bezkarnie raz na jakiś czas rzucić dziecku ochłap. I wrócić do swoich karier, samochodów, lewych faktur. Dlatego trudno mi uwierzyć, że za każdym razem to te złe suki się sprzysięgają, by łamać najpierw serca, a potem kariery. Wierzcie mi, jestem dzieckiem alimenciarza.