Sezon rozpoczęty

Na wezwanie lewicowej opozycji w sobotę w całej Rosji ponownie przetoczyła się fala protestów przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego.

 

Jak oceniają obserwatorzy, komunistom nie udało się powtórzyć sukcesów demonstracji z letnich miesięcy, niemniej w wielu miastach udało się zebrać wciąż pokaźnie grupy niezadowolonych. W Moskwie na Prospekcie Sacharowa zebrało się zebrać 3 000 ludzi, choć organizatorzy mówili o 50 000. Protestujący nieśli hasła „Reformatorów pod sąd”, „Nie ma mieszkań, nie ma emerytur”, „Chcę dożyć do emerytury i opiekować się wnukami”.

Przed trybuną moskiewskiej demonstracji postawiono przekreślone portrety deputowanych, którzy głosowali za podniesieniem wieku emerytalnego pod transparentem „Haniebny pułk” (w opozycji do „Nieśmiertelnego pułku”, zdjęć bohaterów II wojny światowej, niesionych 9 Maja). Zwracała uwagę klatka, w której siedział młody człowiek z napisem „Ofiara państwa policyjnego”.
Dziennikarze interesowali się obecnością lewicowego opozycjonisty Sergieja Udalcowa, niedawno zwolnionego z więzienia. Udalcow, mimo ciążącego na nim trzyletniego zakazu uczestniczenia w masowych protestach, zwracał się do otaczających z wezwaniami do kolejnego protestu, tym razem pod budynkiem parlamentu podczas ostatecznego czytania projektu ustawy emerytalnej. Jednocześnie skrytykował innego opozycjonistę, Aleksieja Nawalnego, którego oskarżył o „dzielenie opozycji” i „tumanienie młodzieży”.

Lewicowa parlamentarna i pozaparlamentarna opozycja w protestach wykorzystuje nowe argumenty przeciwko obecnej władzy, których dostarczyły im fałszerstwa podczas wyborów w Kraju Nadmorskim (mówi się o kolejnych, w których wyniki wyborów zostaną anulowane). Eksperci jednak wątpią czy zdoła ona wstrząsnąć obecnie rządzącymi neoliberałami w Rosji.

Flaczki tygodnia

Najpierw podziękujcie bogu, że urodziliście się w Polsce. Podziękujcie zgodnie z zaleceniami pana sułtana Kaczyńskiego i jego politycznych eunuchów.

***

I w tym roku prawicowa, narodowo-katolicka władza czciła rocznicę wielkich robotniczych strajków i powstania pierwszej „Solidarności”. Czciła intensywnie, powtarzając miłą dla swego ucha legendę, że to tamta polska „Solidarność” obaliła światowe „Imperium Zła”, czyli Związek Radziecki.

***

Nie jest to prawdą. Związek Radziecki rozpadł się w efekcie wewnętrznych konfliktów interesów, kryzysu ekonomicznego i nieudolnych reform ekipy Gorbaczowa. To osłabienie ZSRR przyniosło zjednoczenie Niemiec i rozpad wschodnioeuropejskiego bloku państw socjalistycznych. A nie „aksamitne rewolucje” w tych państwach. Potwierdził ten pogląd nawet pan poseł Kornel Morawiecki w wywiadzie dla, związanego z PiS, tygodnika „Do rzeczy”.

***

Uroczyste obchody powstania NSZZ ”Solidarności” celebrowano w Sali BHP dawnej Stoczni Gdańskiej imienia Lenina. Tam gdzie 31 sierpnia 1980 roku ówczesna władza reprezentująca Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą podpisała ze porozumienie strajkującymi robotnikami i obiecała spełnić ich 21 Postulatów. Najważniejszym z nich była zgoda władz na powstanie niezależnych od PZPR związków zawodowych. Czyli NSZZ ”Solidarność”.

***

Dziś do symboli i legendy tamtej „Solidarności” odwołują się oba wojujące ze sobą polityczne plemiona PO i PiS. Platformiarze obchodzą rocznicę pod ikonami Lecha Wałęsy, Henryki Krzywonos i Jerzego Borowczaka. PiSiory za prawdziwych twórców „S” uważają Lecha Kaczyńskiego, Andrzeja Gwiazdę i Annę Walentynowicz. Oba skłócone plemiona obchodzą święto osobno, obchodząc się podczas obchodów wielkimi łukami.

***

Wspomnianą rocznicę celebrowano w budynkach nieistniejącej już Stoczni Gdańskiej, czyli w jej trumnie. Stocznia, w czasach Polski Ludowej miejsce pracy kilku tysięcy robotników, upadła wraz z Polską Ludową. Kiedy stworzona przez stoczniowców NSZZ ”Solidarność” doprowadziła do upadku ZSRR. Najważniejszego klienta polskiego przemysłu stoczniowego.

***

Czy NSZZ ”Solidarność” rzeczywiście obaliła ZSRR, czy tylko przyśpieszyła jego rozpad, będziemy długo dyskutować. Bezdyskusyjne jest, że strajkując w 1980 roku polscy robotnicy wywalczyli dla siebie i wspierających ich inteligentów podstawowe wolności prawa ludzkie. I przy okazji bezrobocie. Przede wszystkim dla robotników, bo inteligenci lepiej poradzili sobie w III RP.

***

Zapewne gdyby strajkujący robotnicy przeczytali pisma Jana Wacława Machajskiego, to może wcześniej spisaliby więcej postulatów ochraniających ich zakłady pracy. Ale słuchali antykomunistycznych doradców i księży cytujących im słowa Jana Pawła II-go. Sami sobie polscy robotnicy zgotowali ten los.

***

W czasie tegorocznych obchodów w trumnie NSZZ ”Solidarności” pan premier Morawiecki zwiastował zmartwychwstanie gdańskiej stoczni i polskiego przemysłu stoczniowego. Obiecał wszystkim dumnym z polskości Polakom, że odkupi od prywatnego właściciela zwłoki gdańskiej stoczni. Ożywi je uruchamiając tam produkcję statków.

***

Niestety pan premier Morawiecki nie obiecał też odkupienia logo ZSRR od prezydenta Putina i zmartwychwstania Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Solidnego i niezawodnego odbiorcy polskich statków. Kto zatem teraz kupi te obiecane stoczniowcom statki?

***

Ponad rok temu pan premier Morawiecki, i jego koledzy z PiS podobne obietnice zmartwychwstania stoczni złożyli w Szczecinie. Uroczyście celebrowali odsłonięcie stępek dwóch promów skierowanych do budowy promów. „Największych w historii Polski”, jak skromnie ogłoszono. Dziś nadal nie ma nawet planów niezbędnych do budowy tych promów. Za to jedną, bezczynna stępkę ktoś zdążył już ukraść.

***

Wygląda na to, że tak naprawdę Partia i rząd nie chcą tych, obiecywanych statków budować. Chcą jedynie robić sobie cykliczne kampanie wyborcze. Oszukiwać ten przysłowiowy „ciemny lud”, że prominenci PiS cały czas pracują dla „suwerenności ekonomicznej” Polski. Obietnice PiS to opium „ciemnego ludu”.

***

Oczywiście wszystkie te celebry, akademie ku czci, msze, rdzewiejące stępki, a zwłaszcza ekspertyzy dowodzące słuszności rządowych obietnic, sporo kosztują. Ale elity PiS nie finansują tego ze swoich pieniędzy. Wszystko jest opłacane są z deficytu budżetowego państwa polskiego. Z podatków wszystkich obywateli. Płaconych też przez opozycję. Czyli przez nas też.

***

Media poinformowały, że od jesieni związkowcy z NSZZ „Solidarność” oraz ich rodziny korzystające z kart paliwowych Lotos Biznes otrzymają zniżki na paliwa, myjnie, oleje, płyny do spryskiwaczy oraz produkty z menu Cafe Punkt. To efekt porozumienia zarządu państwowego koncernu Lotosu z kierownictwem prorządowego związku zawodowego NSZZ „Solidarność”.

***

Warto przypomnieć, że trzynasty punkt 21 Postulatów Sierpniowych spisanych przez strajkujących w 1980 roku polskich robotników postulował aby znieść przywileje MO i SB, takie jak sklepy z deficytowymi i tanimi towarami. Teraz obecna NSZZ ”Solidarność” tworzy sobie handlowe przywileje podobne do tamtych milicyjnych. Można rzecz, że teraz „Solidarność” pana przewodniczącego Dudy stoi tam gdzie kiedyś MO, SB i ZOMO.

***

Pan prezydent Andrzej Duda rzekł podczas uroczystości rocznicowych w Gdańsku, że „w 1989 roku nastąpiła bezkrwawa rewolucja, ale płacimy za to cenę”. W Gdyni obiecywał licealistom, że „uwolni Polskę od komunistów”. Brakuje panu przelanej krwi, panie prezydencie?

***

Pan sułtan Jarosław Kaczyński wygłosił wytyczne dla swoich politycznych i umysłowych eunuchów. O tym następnych razem. Teraz podziękujcie bogu raz jeszcze, że urodziliście się w Polsce.

 

PS. Pogłoski, że redaktor, były poseł SLD Piotr Gadzinowski będzie kandydował do Rady Miasta Warszawy z Ursynowa i Wilanowa wydają się prawdziwe.

Poprawianie wyniku

Głosy oddane w wyborach parlamentarnych 12 maja zostaną przeliczone powtórnie – polecił iracki parlament. Oficjalnie to odpowiedź na zgłoszenia o nieprawidłowościach, jakie napłynęły z przynajmniej czterech regionów. Prawdziwa przyczyna podjętych kroków może być jednak zupełnie inna.

 

Irackie wybory parlamentarne zakończyły się sensacyjnym zwycięstwem koalicji Naprzód (Sairun) zwolenników Muktady as-Sadra, szyickiego duchownego i dawnego dowódcy antyamerykańskiego ruchu oporu, oraz Irackiej Partii Komunistycznej. Ten na pierwszy rzut oka egzotyczny sojusz spajały hasła całkowitej wymiany skompromitowanego irackiego establishmentu i zajęcia się problemami społecznymi na czele z bezrobociem czy dostępnością szkół, zamiast nakręcania kolejnych sporów na tle religijnym i etnicznym. Na drugim miejscu znalazł się równie antysystemowy Podbój (Fatah) na czele z Hadim al-Amirim, dowódcą proirańskich szyickich milicji w wojnie Iraku z Państwem Islamskim. Rządzący blok premiera Hajdara al-Abadiego pod dumną nazwą Zwycięstwo zajął, mimo korzystnych sondaży, zaledwie trzecie miejsce.

Przewaga Sairun nad rywalami była na tyle nieznaczna, że od początku stało się jasnym, że nowy rząd Iraku wyłoni się po długich i trudnych negocjacjach. Do tego jego skład był od samego początku przedmiotem zainteresowania regionalnych mocarstw – najsilniej Iranu, którego zaangażowanie w wojnę z IS na terytorium sąsiada walnie przyczyniło się do jej końcowego wyniku (to irańscy dowódcy powstrzymali marsz dżihadystów na Bagdad w pierwszym, triumfalnym okresie istnienia terrorystycznego pseudopaństwa). Irański minister spraw zagranicznych stwierdził wprost, że Muktada as-Sadr Irakiem rządził nie będzie. Teheran rozumie doskonale, że deklaracje o dążeniu do usunięcia z Iraku wszelkich zagranicznych wpływów mogą w wykonaniu nieprzewidywalnego as-Sadra zakończyć się akcesem do bloku antyirańskiego (spotkanie z następcą tronu Arabii Saudyjskiej as-Sadr już odbył). Rządowi ajatollahów nie podoba się również radykalnie lewicowy koalicjant as-Sadra, który mógłby inspirować kolejne laickie ruchy emancypacyjne w regionie.

Za to dalsze sprawowanie rządów przez al-Abadiego, najlepiej w sojuszu z blokiem al-Amiriego, Iranowi odpowiadałoby w zupełności, a i sam premier nie pali się do oddania władzy, za czym poszłyby najprawdopodobniej radykalne rozliczenia jego samego i jego środowiska z korupcji. W tym kontekście trudno uwierzyć w czyste intencje al-Abadiego; nie wierzy w nie nawet partia al-Amiriego, chociaż ona sama na osłabieniu sadrystów raczej korzysta.

Oficjalnie jednak podliczanie głosów zostało wznowione, bo irackie służby „upewniły się”, że maszyny do automatycznego liczenia, użyte w Iraku po raz pierwszy, podawały niewiarygodne rezultaty. Powtórnym liczeniem pokieruje nowa komisja, iracki parlament dla lepszego efektu zwolnił wszystkich dziewięciu członków dotychczasowej. W czyste intencje al-Abadiego uwierzyć trudno tym bardziej, że wyborcze nieprawidłowości, które faktycznie zgłoszono bezpośrednio po głosowaniu, byłyby raczej fałszerstwami… na korzyść premiera. Najwięcej wyrazów niezadowolenia napłynęło z sunnickich prowincji Anbar, Dijala i Salah ad-Din, gdzie al-Abadi nie cieszy się popularnością, za to swój program, na rzecz społeczeństwa i ponad religijnymi podziałami, z powodzeniem propagowali komuniści z sadrystami. Wyniki głosowania oprotestowano również w autonomicznym irackim Kurdystanie.

Tymczasem 7 czerwca bagdadzką dzielnicą Miasto Sadra (nazwa upamiętnia ojca Muktady as-Sadra) wstrząsnęły dwa potężne wybuchy w meczecie, w którym chętnie gromadzą się zwolennicy sadrystów. Zginęło 16 osób, a 54 odniosły rany, kilkadziesiąt pobliskich domów zostało zniszczonych. Przedstawiciele irackiej policji twierdzą, że wybuch były efektem nieostrożności uzbrojonych zwolenników polityka, którzy składowali w meczecie broń i amunicję. Sadryści przekonują, iż doszło do prowokacji, która ma skompromitować antysystemowy ruch w oczach obywateli.