Pod totalną kontrolą rządu

Polska wkracza w kolejny etap zwalczania nielegalnego przywozu i wywozu towarów. Nadzór jest coraz dokładniejszy i lepiej zorganizowany.

 

Na 4 miliony zgłoszeń dokonano 500 tysięcy kontroli, z czego w około 6 tysiącach przypadków stwierdzono uchybienia.
Takie są wyniki audytu funkcjonowania systemu monitorowania przewozu towarów wrażliwych, wykonanego przez Krajową Administrację Skarbową.

 

Brygada fiskusa rusza do akcji

Transport drogowy to szczególnie mocno nadzorowana gałąź gospodarki. Co więcej, jego monitorowanie jest stale ulepszane.
Najnowsze zmiany mają na celu wdrożenie systemu, którego nie można oszukać. A ponad 1400 funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej czuwa nad przestrzeganiem aktualnych regulacji. Towary wrażliwe są w Polsce na cenzurowanym, zaś Ministerstwo Finansów przypomina, że z dniem 1 października weszły w życie nowe przepisy.
W Polsce śledzenie przewozów towarów odbywało się dotychczas za pomocą systemu viaTOLL. Jego głównym zadaniem jest automatyczny pobór opłat za przejazd. Obok viaTOLL-u powstał SENT, czyli system elektronicznego nadzoru towarów, narzędzie do walki z nielegalnym wywozem i przywozem tytoniu, paliw płynnych, olejów i leków.
System monitorowania towarów wrażliwych od samego początku budził wiele kontrowersji, ale jest stale rozwijany. Obecnie opiera się o jedną ustawę i jej dwie nowelizacje oraz aż osiem rozporządzeń – a kolejne już w przygotowaniu.

 

Bliski koniec fikcyjnego handlu

Dlaczego to takie ważne? Dla przykładu, po wprowadzeniu monitoringu, analiza rynku paliwowego wykazała wzrost legalnej konsumpcji oleju napędowego o 5 proc., a benzyny o 7 proc. Ponadto, zanotowano także spadek eksportu oleju rzepakowego aż o 70 proc., a olejów do smarowania o 50 proc.
– Ta zmiana ma związek z popularnym do niedawna mechanizmem wywozu tych towarów i ubieganiem się o zwrot podatku. Okazało się jednak, że zapotrzebowanie państw ościennych na oleje z Polski było w wielu przypadkach fikcyjne. Ukrócono również proceder obrotu lekami polegający na ich rzekomym wprowadzaniu na rynek polski, a w rzeczywistości na wywozie za granicę i sprzedaży z dużym zyskiem. Od czerwca 2018 r. obroty hurtowni, z których wywożono lekarstwa, znacząco spadły – komentuje Jakub Ordon, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.
Kiedyś procedura zgłaszania towarów wrażliwych realizowana była jedynie za pomocą formularzy. Teraz SENT to interaktywne narzędzie, które będzie nadal ewoluować.

 

Wszystko będzie zarejestrowane

Nie jest to zbyt prosty system. Aż 43 strony – tyle liczy „Instrukcja użytkownika mobilnej aplikacji kierowcy SENT GEO”. Narzędzie jest dostępne do pobrania dla polskich przewoźników, którzy nie dysponują zewnętrznymi systemami lokalizacji. Muszą oni wówczas wyposażyć kierowcę pojazdu w smartfon lub tablet z połączeniem GPS oraz zainstalować aplikację.
Kierujący samochodem ciężarowym zobowiązany jest do ciągłego śledzenia, czy aplikacja stale łączy się z GPS-em.
Jeśli urządzenie się wyłączy – straci połączenie, a kierowca musi się zatrzymać, by to naprawić. W przeciwnym wypadku grozi mu nawet do 7,5 tysiąca zł kary. Dlatego zdecydowanie wygodniejszym rozwiązaniem będzie korzystanie z własnego zewnętrznego systemu lokalizacji, zaś aplikacja SENT GEO może stanowić rozwiązanie zapasowe.
Nowelizacja przepisów zakłada uzupełnienie systemu monitorowania przewozu towarów wrażliwych o nowe środki techniczne: lokalizator wraz z aplikacją, lub zewnętrzny system lokalizacji.
– Możliwe jest też łączenie samochodowych GPS-ów z SENT-em. Taka integracja systemów pozwala na aktualne przesyłanie niezbędnych danych – między innymi współrzędnych geograficznych, prędkości pojazdu, daty i godziny uzyskania tych informacji, celu podróży oraz numeru lokalizatora albo urządzenia zewnętrznego. Wszystko dzieje się bez udziału kierowcy. To wygodne i eliminuje „czynnik ludzki”, czyli ewentualne popełnianie błędów, a co za tym idzie możliwe nakładanie przez urzędników wysokich kar – komentuje ekspert Kamil Korbuszewski.

 

Nadszedł czas słonych kar

Za niedostosowanie się do nowych zapisów przewoźnikowi grozi kara 10 tysięcy zł. Kierowca może zaś zapłacić wspomniane 7,5 tysiąca zł za jazdę z niesprawnym lokalizatorem lub wyłączenie urządzenia w nieodpowiednim momencie. Ponadto, aż 100 tys. zł zapłaci przewoźnik w przypadku niedostarczenia zgłoszonego towaru do miejsca docelowego.
Przepisy nakładające kary pieniężne za niedopełnienie obowiązków weszły w życie 1 października i już teraz mogą ruszyć kontrole. Funkcjonariusze KAS zaczną jednak nakładać sankcje za wykroczenia od nowego roku.
Od czerwca 2019 r., w związku z rozporządzeniem Unii Europejskiej, każdy nowy pojazd ciężarowy świadczący usługi transportowe na terenie UE będzie musiał posiadać na pokładzie tachograf wraz z wbudowanym systemem GPS.
Dzięki podobnym urządzeniom dokładnie rejestrowane będzie położenie pojazdu co trzy godziny jazdy oraz w momencie jej rozpoczęcia i zakończenia. Tak zwane inteligentne systemy transportowe będą przesyłać informacje do odpowiednich instytucji.

Na przedsiębiorców nie wystarczy sam kij

Administracja skarbowa zapomniała, że czasami potrzebna jest także i marchewka. To warzywo na razie jest obecne tylko w oficjalnych deklaracjach rządu.

 

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizujący ustawę o Krajowej Administracji Skarbowej.
Służby fiskalne mają otrzymać większe uprawnienia, aby skuteczniej walczyć z przestępcami podatkowymi. Niepokojące jest to, że rząd od pewnego momentu otwarcie hołduje teorii, że aby zmusić do płacenia podatków, wystarczy kij. Bo kto by tam przedsiębiorcom rzucał marchewkę. Ostrożnie! Takie podejście bardzo szybko może przynieść odwrotne rezultaty.

 

Godzenie ognia z wodą

Z jednej strony mamy ze strony rządu deklaracje, że skarbówka będzie przyjazna przedsiębiorcom, mamy też rzecznika tychże przedsiębiorców w osobie posła Adama Abramowicza. Mamy zapowiedź tzw. matrycy VAT-owskiej, która uprości regulację tego podatku i sprawi, że właścicielom firm na twarzy na stałe zagości szeroki uśmiech.
Ale z drugiej strony mamy sukcesywnie wdrażane rozszerzenie uprawnień fiskusa – i kolejne rozwiązania, których celem jest uszczelnienie systemu podatkowego, ale które zwiększają koszty działalności firm.
Słowem, trwa usilna praca nad pogodzeniem ognia z wodą. Trochę wygląda to tak, jakby ogłaszać, że policja będzie bardziej przyjazna obywatelom, a jednocześnie ogromnie zwiększać uprawnienia funkcjonariuszy. Może w teorii da się to jakoś uzasadnić, ale w praktyce nigdy to nie wychodzi.
Odwołam się do prawa karnego. Są różne szkoły – jedni karniści uważają, że surowe wyroki nic nie dadzą, lepsza jest prewencja i dobra resocjalizacja, inni sądzą, że wysoka kara za poważne przestępstwa nie wyklucza innych działań.
Ale ze świecą szukać karnisty, który głosi, że jedynym panaceum na przestępczość są surowe wyroki i ogromne uprawnienia policji oraz prokuratury.
Albo, że podejrzanego, dajmy na to, o oszustwo policja powinna trzymać na dołku przez tydzień bez zgody sądu – a jak się już przyzna, to powędruje na 10 lat do ciężkiego więzienia. Takiego poglądu nikt poważny nie podziela.
Dlaczego wobec tego z całą powagą głosi się pogląd, że przestępczość podatkową zwalczy się dzięki większym prerogatywom fiskusa, surowym karom i pomysłom typu przejęcie firmy przez prokuraturę w zarządzanie?
To tak, jakby nie było żadnego związku między kształtem systemu podatkowego w danym kraju a ściągalnością podatków.

 

Metoda nieustającej kontroli

Nawet nie śmiem podejrzewać decydentów o to, że wychodzą z założenia, iż przedsiębiorcy mają we krwi kantowanie państwa, więc nie warto iść im na rękę. Podejrzewam natomiast co innego.
Otóż po tym, jak faktycznie udało się zmniejszyć lukę w VAT, nasi rządzący uwierzyli, że znaleźli wzór na kwadraturę koła, czyli uniwersalny sposób na zwiększenie przychodów z podatków. Metodą samej nieustającej kontroli. A ten, jak mawiał klasyk, zawrót głowy od sukcesu może Polskę sporo kosztować.
Wadą polskiego systemu podatkowego nie jest nadmierna wysokość danin. Przynajmniej na tle innych państw europejskich. Owszem, zawsze gdzieś można by było je obniżyć, ale nie przesadzajmy, nie jest tragicznie.
Podstawową wadą jest jego niespójność i nieprzejrzystość, a także brak odpowiednich zachęt do rozwijania biznesu.

 

Jakby się czas zatrzymał

Celem podatków jest nie tylko napełnienie państwowej kasy – tak było kilka wieków temu. Jednym z ważniejszych celów polityki podatkowej jest skuteczne zachęcenie do rozwoju. Z czysto pragmatycznego punktu widzenia: jeżeli dzisiaj cię nie złupię i umożliwię ci zwiększenie przychodów, to jutro sobie zrekompensuję to z nawiązką.
A u nas – czas jakby się zatrzymał. Jasne, są kolejne zapowiedzi, są małe ruchy, jak obniżony CIT dla najmniejszych firm. Najmniejsi przedsiębiorcy działają zwykle w formie działalności gospodarczej, a nie rejestrują spółek, ale to szczegół.
Co jednak z akcyzą, która zwiększana, wzmacnia szarą strefę? Co z faktycznymi udogodnieniami dla rozkręcających własny biznes?
Stawianie tylko na kontrolę doraźnie zwiększy ściągalność podatków – zapewne tak będzie. Jednak zahamuje rozwój przedsiębiorczości i w konsekwencji sprawi, że w długofalowej perspektywie do budżetu wpłynie mniej.
W przypadku prawa karno-skarbowego jest dokładnie tak, jak w przypadku prawa karnego: surowe regulacje mogą doraźnie zmniejszyć przestępczość, ale skłaniają do wypracowania skuteczniejszych mechanizmów uniknięcia konsekwencji. Na końcu przegrywa interes publiczny.

Ci, co dokonali niemożliwego

Z okazji podsumowania pierwszego roku pracy funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej,
resort finansów przygotował panegiryk na własną cześć.

 

Minął pierwszy rok funkcjonowania Krajowej Administracji Skarbowej. Z tej okazji na stronie Ministerstwa Finansów pojawiło się podsumowanie jej działalności.
Wynika z niego, że KAS jest połączeniem najlepszych doświadczeń administracji podatkowej, kontroli skarbowej i służby celnej, a jej utworzenie było reakcją na oczekiwania podatników.
Podsumowanie sporządzone przez Ministerstwo Finansów to obszerna, 43-stronicowa prezentacja opisująca liczne dokonania KAS. Rzec można, że jest to list pochwalny, przybliżający pomysł stworzenia i sposób wdrożenia nowej struktury administracji państwowej.

 

Umieją się chwalić

Według tej prezentacji, misją Krajowej Administracji Skarbowej jest „zapewnienie stabilnych, efektywnych i zrównoważonych finansów publicznych oraz wysokiej jakości świadczonych usług”.
Dalej czytamy o wizji, jaka przyświeca KAS – „nowoczesna, skuteczna w egzekwowaniu podatków oraz ciesząca się zaufaniem społecznym organizacja, wspierająca uczciwych podatników i przedsiębiorców, zwalczająca oszustwa podatkowe i celne oraz chroniąca rynek i społeczeństwo”.
Zdaniem Ministra Finansów, KAS już w pierwszym roku „dokonała wręcz niemożliwego” – uszczelniła system podatkowy i zmniejszyła liczbę kontroli podatkowych dzięki zwiększeniu ich efektywności. Najważniejszym osiągnięciem jest jednak to, że KAS przyczyniła się do zdecydowanego wzrostu wpływów do budżetu państwa.
Tu pojawia się pytanie: czy ten wzrost wpływów do budżetu rzeczywiście został spowodowany efektywnym, realnym i zgodnym z obowiązującymi przepisami działaniem organów KAS?
W podsumowaniu czytamy: „Przedsiębiorcy mają prawo oczekiwać, że państwo stworzy im dobre warunki do prowadzenia legalnej działalności – i KAS realizuje to uprawnienie. Oprócz skutecznej walki z przestępczością gospodarczą i oszustwami podatkowymi naszym priorytetem jest ochrona legalnego biznesu i wsparcie uczciwych podatników”. Tymczasem, jak pokazuje doświadczenie, już przy założeniu działalności gospodarczej i wniosku o wpis na listę czynnych podatników VAT, zaczynają się schody. Pracownik urzędu skarbowego podejmuje bowiem czynności sprawdzające.
Teoretycznie taka procedura może pozwolić na wykrycie oszustwa już na samym początku. Jednak nie każdą osobę, która chce zostać przedsiębiorcą, powinno się traktować jak oszusta.
W Polsce procedura sprawdzania wygląda zaś tak, że pracownik urzędu skarbowego nie tylko dzwoni do danej osoby i wypytuje o każdy najmniejszy szczegół dotyczący przyszłej działalności, ale też może złożyć wizytę w miejscu zarejestrowania siedziby – i to bez uprzedzenia. Stawiane są liczne pytania. Czy aby na pewno dana osoba ma zamiar w tym miejscu prowadzić działalność? Czy właśnie tu będzie przyjmowała klientów? Czy rzeczywiście będzie wykonywała taką, a nie inną działalność?
Pytania są z pozoru nieszkodliwe. Uzasadniona jest jednak obawa o to, czy na podstawie odpowiedzi urzędnik nie zmusi nas do zmiany naszych zamiarów dotyczących takiej działalności.

 

Cel – łapać jak najczęściej

Wspomniane w podsumowaniu „dobre warunki dla prowadzenia legalnej działalności” z pewnością nie obejmują możliwości wykreślenia podmiotu z listy podatników czynnych VAT bez jakiegokolwiek powiadomienia – co może nastąpić. Część przedsiębiorców, w obawie przed tym, że zostaną wykreśleni, co jakiś czas nerwowo więc sprawdza, czy aby na pewno widnieją jeszcze w systemie. Jest to niepotrzebny stres.
Resort finansów chwali się zmniejszeniem liczby wszczętych kontroli podatkowych i jednoczesnym zwiększeniem ich efektywności. W podsumowaniu czytamy, że: „w 2017 r. efektywność kontroli podatkowych, liczona stosunkiem liczby kontroli zakończonych do liczby kontroli w których stwierdzono nieprawidłowości, wyniosła 86 proc. i była większa niż w 2016 r. Czas trwania kontroli został skrócony średnio o 10 dni. Średni czas trwania kontroli – do 45 dni”.
Jak ocenia kancelaria prawna Skarbiec, która specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców, te dane obrazują właśnie prawdziwy cel KAS. Dla fiskusa efektywność kontroli oznacza bowiem jedno: stwierdzanie coraz większej liczby nieprawidłowości. Czy na pewno jednak zawsze jest to uzasadnione? Czy kontrolujący rzeczywiście mają odpowiednie kwalifikacje, aby interpretować przepisy prawne i wykładać sposób ich stosowania?

 

Kontrola niemal permanentna

Czas kontroli, jak mówi resort, wyniósł średnio 45 dni. Pamiętajmy jednak, że nie chodzi tylko o dni następujące po sobie. Protokół kontroli może zawierać wskazanie 45 konkretnych dni np. w przeciągu roku, przy czym coraz częściej organy podatkowe zawieszają kontrole na czas uzyskania danych – zwłaszcza od administracji skarbowych państw właściwych dla zagranicznych kontrahentów przedsiębiorcy. A czasu zawieszenia również nie wlicza się do czasu trwania kontroli. W dalszym ciągu istnieją przypadki, że kontrola podatkowa trwa już kilka lat i wcale nie zmierza ku końcowi. Nadal zdarza się też, że protokół stwierdzający nieprawidłowości nie zawiera stosownego uzasadnienia faktycznego ani prawnego – zauważa kancelaria prawna Skarbiec. Czy na tym polega efektywność?
Bywa tak, że kontrola została zakończona i stwierdzono podczas niej nieprawidłowości – ale czy aby na pewno kontrolujący działali w granicach prawa?
Warto zastanowić się, z czego wynika zmniejszenie liczby wszczętych kontroli? W latach 2013–2016 znaczna część kontroli była wszczynana w związku z oszustwami podatkowymi mającymi za przedmiot obrót paliwem, stalą czy elektroniką. Od tamtego czasu sukcesywnie wprowadza się mechanizm odwróconego obciążenia w VAT. W związku z tym systematycznie zmniejsza się też liczba kontroli (z uwagi na przedawnienie oraz brak możliwości organizacji tzw. oszustwa karuzelowego w kolejnych latach).
Do zmniejszenia liczby kontroli z pewnością przyczyniło się również wdrożenie jednolitego pliku kontrolnego. Narzędzie to pozwala organom na efektywne i niejako automatyczne wykrywanie oszustw podatkowych. Pamiętać jednak trzeba, że JPK to także forma kontroli – i to dotycząca wszystkich przedsiębiorców!

 

Wszyscy jesteście podejrzani

Zgodnie z podsumowaniem resortu finansów, w 2017 r. zidentyfikowano „faktury wystawione przez podmioty nie mające otwartego obowiązku w podatku VAT o łącznej wartości ok. 2 mld zł”.
„Urzędy Celno Skarbowe to trudny przeciwnik dla przestępców podatkowych” – czytamy w podsumowaniu. Rozwinięcie tezy wskazuje m.in., że w 2017 r. w wyniku kontroli UCS wstrzymano zwrot VAT lub zmniejszono kwotę jego zwrotu na kwotę ponad 1,5 mld zł. Kwota ta z pewnością w jakimś stopniu załatała lukę budżetową. Należałoby jednak liczyć się z tym, że znaczną jej część będzie trzeba w końcu oddać podatnikom (z odsetkami!).
Sam w sobie cel działania Krajowej Administracji Skarbowej jest rzeczywiście słuszny. Niewątpliwie utworzenie tej instytucji przyczyniło się do zwiększenia wpływów do budżetu państwa oraz wzrostu efektywności walki z przestępczością gospodarczą i oszustwami podatkowymi. Nasuwa się jednak pytanie, czy środki realizacji celu KAS są odpowiednie i czy nie godzą również w uczciwych podatników?
Odczuwalna jest dziś wzmożona podejrzliwość – nie tylko wobec przedsiębiorców działających już od dawna, ale również wobec tych nowych. Niepokoją coraz większe ingerencje państwa w swobodę działalności gospodarczej. A Ministerstwo Finansów niestety nie zauważa problemów, z jakimi borykają się przedsiębiorcy właśnie w związku z nowymi przepisami i nową organizacją administracji podatkowej. Czy KAS jest zatem organizacją cieszącą się zaufaniem społecznym? Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sam.

Elektrośmiecie poza kontrolą

Sprawozdawcza wielka lipa. Z dokumentów wynika, że w Polsce zbiera się prawie dwa razy więcej zużytych baterii i akumulatorów niż średnio w Unii Europejskiej. W rzeczywistości jest odwrotnie.

 

Kraje Unii powinny od września 2016 r. osiągnąć co najmniej 45 procentowy poziom zbierania baterii i akumulatorów. Większość już to zrobiła, ale nie Polska.
U nas, w tymże 2016 r. oficjalny poziom zbierania takiego elektrozłomu, według szacunków Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, wyniósł 39 proc.

 

Jak zwykle zachachmęcono

Teoretycznie, niby prawie dobrze – ale Najwyższa Izba Kontroli zauważyła, że dane dotyczące ilości i masy baterii i akumulatorów, które zamieściły w swoich sprawozdaniach firmy zbierające je, były dużo wyższe od tych podawanych przez firmy wprowadzające baterie i akumulatory do obrotu (o ponad 100 proc. w roku 2016), choć powinny pozostawać na zbliżonym poziomie. Czyli, cała ta sprawozdawczość to ordynarna lipa.
Jeszcze gorzej jest z sprawozdaniami składanymi marszałkom województw przez zbierających zużyte baterie i akumulatory. Przy przyjęciu za wiarygodne ich oświadczeń, okazuje się, że Polska w 2016 r. osiągnęła roczny poziom ich zbierania wynoszący aż 78 proc. Jest to oczywiście nieprawdopodobne.
Nikt nie wie, ile naprawdę baterii i akumulatorów zbiera się w Polsce. Nadzór nad firmami zbierającymi i zagospodarowującymi zużyte baterie i akumulatory nie istnieje. Pozostają one poza kontrolą organów Inspekcji Ochrony Środowiska.
Terenowe organy administracji publicznej są tu bierne, iluzoryczny jest też zakres kontroli przeprowadzanych przez inspektorów ochrony środowiska w tych firmach. Nie sprawdzają oni deklarowanych wielkości zebranego elektrozłomu. Dlatego też w Polsce nieznany jest rzeczywisty poziom zbierania i odzyskiwania zużytych baterii i akumulatorów.

 

Nikt tego nie wie

Według danych europejskich, w krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Szwajcarii wprowadza się rocznie do obrotu około 220 mln ton baterii i akumulatorów. Z tego, zbiera się średnio ponad 41 proc. U nas jak wspomniano, nie wiadomo ile, ale na pewno dużo, dużo mniej. Zawarte w bateriach i akumulatorach metale ciężkie (m.in. ołów, kadm, rtęć) oraz elektrolity są groźne dla środowiska i zdrowia człowieka. Dlatego państwa Unii Europejskiej zobowiązane są do wprowadzenia systemu ich zbierania oraz unieszkodliwiania opartego na zasadzie „zanieczyszczający płaci”. Czyli, ci co je sprzedają, mają obowiązek zorganizowania i sfinansowania systemu ich zbierania, przetwarzania, recyklingu i unieszkodliwiania.
Nie jest to wielka filozofia. Małe baterie i akumulatorki należy wrzucać do pojemników w sklepach i różnych urzędach. Akumulatory samochodowe i przemysłowe powinny zaś zostać zwrócone ich sprzedawcom. Są one odbierane przez wyspecjalizowane firmy, a następnie dostarczane do zakładów przetwarzania, gdzie podlegają recyklingowi i unieszkodliwieniu.

 

Nasze tradycyjne bezhołowie

W Polsce taki system nie istnieje. Nie stworzono spójnego i skutecznie działającego systemu gospodarowania zużytymi bateriami. Brakuje też skutecznych kampanii zachęcających do segregowania zużytych baterii, i punktów, gdzie można je oddać.
Sytuację mogłoby zmienić zapowiadane uruchomienie na początku 2018 r. bazy danych o odpadach. W rzeczywistości ta baza jeszcze nie działa i zacznie funkcjonować dopiero w 2020 r. Okaże się ona jednak nieprzydatna, jeśli nadsyłane do bazy dane nie będą weryfikowane przez uprawnione do tego organy państwowe.
W większości polskich gmin, jak nakazuje prawo, utworzono tzw. stacjonarne punkty selektywnego zbierania odpadów. Ale w większości z tej większości do takich punktów nie trafiła ani jedna zużyta bateria czy akumulator.

Życie na Vacie

Okazało się, że jednak można znacząco zwiększyć wpływy polskiego budżetu z tytułu podatku od towarów i usług. Pytanie, czy tak będzie nadal?

 

W 2017 r. dochody z podatku od towarów i usług były o 24 proc., czyli o 30 mld zł wyższe niż w 2016 r.
Było to efektem dobrej koniunktury – ale też wprowadzonych zmian i narzędzi, które poprawiły jego ściągalność. Lepsza była również skuteczność aparatu skarbowego w zapobieganiu wyłudzeniom podatku VAT.

 

Karuzela zwalnia

W 2015 dochody państwa z VAT wyniosły 123 mld zł. Rok później były tylko nieznacznie wyższe – 127 mld zł. W roku ubiegłym zwiększyły się już jednak wyraźnie, do 157 mld zł.
Wpływy z VAT stanowią podstawowe źródło dochodów budżetu państwa (ponad 40 proc.). W latach 2013-2015 wyłudzanie tego podatku występowało na szeroką skalę. Nasiliło się wykorzystywanie fikcyjnych faktur.
Groźne były także tzw. karuzele podatkowe, czyli tworzone przez oszustów struktury, pozorujące przepływ towarów pomiędzy państwami Unii Europejskiej, służące wyłudzeniu podatku VAT. Administracja podatkowa i skarbowa nie była wówczas wystarczająco skuteczna w zwalczaniu oszustw związanych z VAT.
Sytuacja poprawiła się jednak w dwóch ostatnich latach. W 2017 r. dochody z podatku od towarów i usług wzrosły o 24 proc.

 

Luka nie wiadomo jaka

Obniżyła się także luka VAT – owska, choć tu trudno o jakiekolwiek wiarygodne dane, bo nigdy dokładnie nie wiadomo, jaka łączna kwota z tytułu VAT powinna wpływać rocznie do budżetu państwa. Lepiej więc opierać się jedynie na danych, mówiących ile tego VAT-u rzeczywiście ściągnięto.
A ściągnięto go więcej, bo Ministerstwo Finansów zaczęło wdrażać różnorodne narzędzia mające ograniczyć oszustwa VAT-owskie.
Jedną z ważniejszych zmian było wprowadzenie obowiązku comiesięcznego przesyłania przez podatników informacji o prowadzonej ewidencji zakupu i sprzedaży VAT (w postaci jednolitego pliku kontrolnego) oraz obowiązku przesyłania na żądanie organu podatkowego ksiąg podatkowych oraz dowodów księgowych.
Na podstawie tych danych, w Ministerstwie Finansów prowadzono analizy w celu wykrycia firm podejrzewanych o nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych i udział w „oszustwach karuzelowych”. Badano przede wszystkim podmioty, które wykazywały wysokie zwroty VAT. W wielu wypadkach wstrzymano zwroty VAT, a w kilkudziesięciu sprawach wszczęto kontrole podatkowe.

 

Pakiety pomogły

Wprowadzono również tzw. pakiet paliwowy zmieniający zasady rozliczania VAT z tytułu wewnątrzunijnego nabycia paliw silnikowych oraz pakiet przewozowy, uruchamiający system monitorowania przewozu „towarów wrażliwych”.
Według analiz Ministerstwa Finansów, w efekcie tych rozwiązań, podmioty posiadające koncesję na obrót paliwami wpłaciły w I półroczu 2017 r. VAT wyższy o około 2,5 mld zł niż w I półroczu 2016 r.
Zlikwidowano rozliczenia kwartalne dla podatników (z wyjątkiem drobnych) oraz możliwość rozliczeń kwartalnych w okresie pierwszego roku od rejestracji.
Zmodyfikowano zasady dokonywania zwrotów VAT w terminie 25 – dniowym. Przywrócono również sankcje podatkowe za nierzetelne rozliczanie VAT oraz podwyższono kary za wystawianie i posługiwanie się fałszywymi fakturami. Rozszerzono zakres stosowania tzw. mechanizmu odwróconego obciążenia.
Wprowadzono zmiany w rejestracji i wykreślaniu firm z rejestru podatników VAT. Urzędnik może nie zarejestrować firmy, gdy w wyniku jej sprawdzenia okaże się że nie istnieje, bądź nie ma możliwości skontaktowania się z nią.

 

Trzy w jednym

Oprócz rozwiązań prawnych stopniowo wprowadzano także narzędzia informatyczne, wykorzystujące dane z obowiązkowo składanych przez podatników informacji o prowadzonej ewidencji na potrzeby VAT – jednolitych plików kontrolnych Analizer oraz Lunetka.
Dostęp urzędów skarbowych do jednolitych plików kontrolnych oraz centralnie gromadzonych niezgodności w rozliczeniach podatników i ich kontrahentów usprawnił weryfikację kwot deklarowanych przez przedsiębiorców.
Istotne jest również to, że od 1 marca 2017 r. zaczął funkcjonować nowy model administracji finansowej – Krajowa Administracja Skarbowa, która powstała z połączenia administracji podatkowej, Służby Celnej i kontroli skarbowej.
Celem tej zmiany była poprawa współpracy wszystkich organów administracji skarbowej, usprawnienie przepływu informacji – i w rezultacie zwiększenie skuteczności tych służb w zwalczaniu oszustw podatkowych.

 

Mniej kontroli i efektów

Resort finansów chwali się, że dzięki KAS wykryto karuzele podatkowe, w których brało udział co najmniej 170 firm polskich i 55 zagranicznych. Zatrzymano 13 członków grupy przestępczej, która wyłudziła 124 mln zł VAT oraz udaremniono wyłudzenie zwrotu 160 mln zł tego podatku.
Z drugiej jednak strony, spadła liczba kontroli skarbowych, a efekty kontroli rozliczeń VAT, po wzroście w 2016 r. o jedną piątą, wyraźnie obniżyły się w 2017 r. Może to wynika po prostu z faktu, że pod wpływem strachu polscy przedsiębiorcy stali się nieco uczciwsi?
Urzędy przeprowadziły w 2016 r. niecałe 5 tys kontroli., czyli o ponad 4 proc. mniej niż w 2015 r. Natomiast w całym 2017 r. przeprowadzono zaledwie 3,2 tys. kontroli. Nieprawidłowości stwierdzono w 77 proc. kontroli w 2016 r., a w całym roku ubiegłym – w ponad 79 proc. kontroli.
W 2016 r. wydaniem decyzji zakończyło się 3,2 tys. postępowań kontrolnych, a ustalenia wyniosły 19,7 mld zł ( wzrost o 18 proc. w porównaniu do 2015 r.). Efekty kontroli skarbowych obniżyły się w 2017 r. W całym ubiegłym roku decyzją zakończono 2 tys. spraw na kwotę 12,4 mld zł.

 

Za wcześnie na świętowanie

W 2017 r. spadła też liczba fikcyjnych faktur ujawnionych przez urzędy celno-skarbowe i urzędy kontroli skarbowej.
W 2016 r. wykryto ich ponad 421 tys. (o 17 proc. więcej niż w 2015 r.) na kwotę ponad 103,8 mld zł. (o blisko 27 proc. wyższą niż w 2015 r.).
W ubiegłym, było to blisko 256 tys. tys. fikcyjnych faktur na 56,9 mld zł (odpowiednio o 39 proc. i o 45 proc. mniej niż w całym 2016 r.).
Krajowa Administracja Skarbowa tłumaczy spadek efektów charakterem prowadzonych spraw, które są długotrwałe i skomplikowane.
Wyraźny wzrost dochodów budżetu państwa z podatku od towarów i usług w 2017 r. wystąpił w okresie dobrej – kolejny rok z rzędu – sytuacji gospodarczej.
Jeszcze za wcześnie, aby stwierdzić, że osiągnięta poprawa ściągalności VAT będzie trwała. Nadal występują poważne zagrożenia dla dochodów z tego podatku, a pomysłowość przestępców nie ma granic.

Bawcie się bezpiecznie

W tym tygodniu sklepy zabawkarskie zanotują zwiększone obroty. Pieniądze warto jednak wydawać tylko na coś, co na pewno nie zaszkodzi dzieciom.

Niebezpieczne małe elementy, szkodliwe substancje, wata którą dziecko może się zadławić – takie nieprawidłowości wykrywa Inspekcja Handlowa w zabawkach.
Inspekcja Handlowa powinna czuwać nad tym, aby zabawki były bezpieczne. W 2017 r. skontrolowała 3157 zabawek, m.in. pluszaki, lalki, układanki, pojazdy, piłki, instrumenty muzyczne, książeczki. Kontrola odbyła się u 424 przedsiębiorców z całej Polski, którzy prowadzą małe i duże sklepy oraz hurtownie.

Gorzej z bezpieczeństwem

Kontrolerzy zakwestionowali 763 zabawki (24,2 proc.) – zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i z powodów formalnych. To nieznacznie lepiej niż w 2016 r., kiedy odsetek nieprawidłowości wyniósł 26,8 proc.
710 zabawek przeszło badania w laboratoriach UOKiK. W 207 z tych próbek (29,2 proc.) kontrolerzy stwierdzili wady konstrukcyjne albo mieli zastrzeżenia do wykonania lub właściwości chemicznych użytych materiałów.
Inspekcja miała też wiele zastrzeżeń formalnych, na przykład brakowało danych producenta lub importera, niezbędnych ostrzeżeń czy instrukcji.
W efekcie, kontrolerzy zakwestionowali w 2017 r. prawie co czwartą, a w pierwszym kwartale 2018 r. – nawet niemal co trzecią ze sprawdzonych zabawek.
Bieżący rok przyniósł niestety pogorszenie poziomu bezpieczeństwa w branży zabawkarskiej. W pierwszym kwartale tego roku Inspekcja Handlowa sprawdziła 222 zabawki oferowane przez 92 sklepy i hurtownie. Ponad 80 proc. badanych produktów sprowadzono do Polski spoza Unii Europejskiej. Wyniki są niepokojące – inspektorzy mieli zastrzeżenia aż do 30,7 proc. sprawdzonych zabawek.

Zagrożenie dla płodności

Z grzechotek dla niemowląt odpadały małe elementy. Dzieci mogły się nimi zadławić.
Pluszaki i inne zabawki miękkie miały popękane szwy. Malec mógł wyciągnąć ze środka wypełnienie i się nim udławić.
Huśtawki miały zbyt cienkie liny lub nieodpowiednio przymocowane siedzenie i podtrzymujące je węzły mogły się łatwo rozwiązać. Wszystko to groziło upadkiem. Kontrolerzy stwierdzili też, że istnieje ryzyko zakleszczenia głowy dziecka pomiędzy elementami huśtawek.
Wózki dla lalek nie miały mechanizmów, które blokują składanie się. Mogło to prowadzić do skaleczeń lub zmiażdżenia palców dziecka.
Zauważono zbyt długie linki w zabawkach do pociągania, co groziło zaplątaniem się w nie.
Ponadto, w 54 zabawkach (26,6 proc. zbadanych pod tym kątem) był przekroczony dopuszczalny poziom ftalanów. „To substancje, które służą do zmiękczania materiałów plastikowych, mogą jednak w przyszłości powodować problemy z płodnością” – stwierdza Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Normy przekroczone były na przykład w 45 rodzajach lalek.

Grzechotka dla nastolatka?

Takie były najczęstsze ale nie jedyne nieprawidłowości. Inspektorzy handlowi mieli też wiele zastrzeżeń formalnych do zabawek. Najpowszechniejsze to brak danych producenta (220 zabawek) lub importera (73), nieprawidłowo wystawiona deklaracja zgodności z normami (212) lub jej brak (64), brak koniecznych ostrzeżeń (113) oraz instrukcji (76).
Na 91 produktach – takich jak grzechotki, zabawki wspomagające naukę chodzenia czy foremki do piasku – producenci bez uzasadnienia umieścili ostrzeżenie, że nie nadają się dla grupy w wieku „0-3”.
Zdaniem kontrolerów, przedsiębiorcy chcieli w ten sposób obejść obowiązek dokładniejszego badania zabawek dla najmłodszych. Wspomniane wyroby są jednak z założenia przeznaczone dla maluchów, dlatego muszą być dla nich bezpieczne i spełniać surowsze normy bezpieczeństwa.
Dobrą wiadomością jest fakt, że podczas kontroli w 2017 i 2018 r. w żadnej zabawce nie wykryto bisfenolu A (stosowany do produkcji tworzyw sztucznych, także powoduje kłopoty z płodnością) ani formaldehydu (substancja rakotwórcza używana do wyrobu barwników i włókien chemicznych) Tylko w jednej lalce była przekroczona dopuszczalna zawartość rakotwórczych barwników azowych (używanych do barwienia włókien), i także w jednej – przekroczono dozwolony poziom ftalanów.

Do wyrzucenia

W 2017 r. prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął 153 postępowania administracyjne dotyczące zabawek. Efektem działań Inspekcji Handlowej było między innymi wycofanie ze sklepów ponad 68 tys. niebezpiecznych zabawek i zniszczenie prawie 85 tysięcy. wadliwych egzemplarzy.
Osobom kupującym zabawki dla dzieci warto przypomnieć, że w zabawkach przeznaczonych dla maluchów poniżej trzech lat sznurki mogą mieć maksymalnie 22 cm. Zabawki nie powiny mieć ostrych krawędzi lub wystających elementów. Składane krzesełka czy wózki dla lalek muszą posiadać blokadę zabezpieczającą przed samoistnym składaniem się.
Jeżeli na zabawkach są ostrzeżenia, to oczywiście należy się do nich stosować. Takie przestrogi jak: „Ryzyko upadku. Nie należy zostawiać bez nadzoru dzieci poniżej 36 miesięcy, siedzących lub bujających się” (konik na biegunach), „Nie używać w ruchu ulicznym. 20 kg maks.” (rolki dla kilkulatków) czy „Tylko do użytku pod nadzorem osoby dorosłej” (zabawki funkcjonalne, np. maszyna do szycia) – .nie zostały przecież sformułowane bez powodu.
Dobrze jest również poszukać, czy na zabawkach znajduje się znak CE. To deklaracja producenta, że produkt spełnia wymagania bezpieczeństwa.
Osoby bardziej wnikliwe mogą zaś sprawdzić, czy zabawki nie znajdują się w rejestrze wyrobów niezgodnych z wymaganiami na stronie UOKiK lub w europejskim systemie RAPEX. A gdy ktoś zauważy niebezpieczną zabawkę, może ją zgłosić do Inspekcji Handlowej – co będzie tylko z pożytkiem dla innych kupujących.