Niech kościół się trochę podzieli

Interpelacja do Prezesa Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej, w sprawie zakresu i wysokości wsparcia ze środków publicznych dla Kościołów i innych związków wyznaniowych.

 

Relacje między państwem a Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi, zwłaszcza stosunki państwa z Kościołem Katolickim, to ważny temat debaty publicznej w Polsce. Na stopień społecznych emocji w tej sferze wpływają zarówno demonstracje ruchu „Ogólnopolski Strajk Kobiet” pod niektórymi kuriami biskupimi w marcu 2018 r., jak również medialne doniesienia o wysokość finansowego wsparcia ze strony instytucji państwowych dla przedsięwzięć firmowanych w szczególności przez Fundację „Lux Veritas”.
Podczas spotkań w wyborcami wielokrotnie byłem pytany o podstawy prawne i zakres wsparcia materialnego państwa dla wspólnot religijnych, szczególnie w kontekście respektowania konstytucyjnej i konkordatowej zasady wzajemnej niezależności oraz autonomii państwa i Kościoła w swoich dziedzinach. Ze strony uczestników tych spotkań padały niejednokrotnie bardzo wysokie kwoty i areały, niemożliwe do prawidłowego zweryfikowania. Należy zaznaczyć, że brak jest obecnie upublicznionych, aktualnych i kompleksowych danych dotyczących rozmiarów wsparcia finansowego, tak bezpośredniego jak i pośredniego, ze środków publicznych na rzecz związków wyznaniowych. Ostatni kompleksowy raport, dotyczący finansów wyłącznie Kościoła katolickiego, został opublikowany przez Katolicką Agencję Informacyjną na początku 2012 r. Taki stan sprzyja powstawaniu różnego rodzaju mitów i ugruntowywaniu stereotypów. Istnieje zatem potrzeba społeczna wiarygodnej informacji na temat stopnia zaangażowania finansowego Państwa na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych. Mając to na uwadze zwracam się na podstawie art. 115 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 192 ust. 1 i 2 Regulaminu Sejmu o z uprzejmą prośbą udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

1. Jaka była, względnie jest, wysokość Funduszu Kościelnego, odpowiednio w latach 2015-2018 oraz jaka była, względnie jest, struktura wydatków Funduszu Kościelnego w rzeczonym okresie ?
2. Ile obecnie etatów katechetów jest przewidzianych w systemie oświaty publicznej i jakie były, względnie są, koszty zatrudnienia katechetów odpowiednio w latach 2015-2018 ?
3. Jakie były, względnie są, koszty budżetowe, odpowiednio w latach 2015 – 2018, utrzymania Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, Prawosławnego Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego oraz Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego? Ile odpowiednio etatów finansowanych z budżetu państwa przewidziano w wymienionych instytucjach ?
4. Ile etatów kapelanów przewidziano odpowiednio w: Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Policji, Służbie Celnej, Służbie Więziennej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służbie Wywiadu Wojskowego, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Biurze Ochrony Rządu, Służbie Ochrony Państwa, Centralnym Biurze Antykorupcyjnym? Jakiej wysokości były koszty budżetowe ich utrzymania odpowiednio w latach 2015-2018? Ilu z pośród rzeczonych kapelanów ma status funkcjonariuszy właściwych instytucji?
5. Jakie były ogółem koszty świadczeń emerytalno-rentowych odpowiednio w latach 2015-2018 dla byłych kapelanów w wyżej wymienionych instytucjach państwowych?
6. Jaka jest średnia wysokość emerytury byłych kapelanów odpowiednio w wyżej wymienionych instytucjach państwowych?
7. Ilu duchownych pełni swoją posługę w zakładach opieki zdrowotnej i jaki był koszt ich wynagrodzeń odpowiednio w latach 2015-2018?
8. Ilu duchownych pełni swoją posługę w zakładach karnych i w aresztach śledczych i jaki był koszt budżetowy ich wynagrodzeń odpowiednio w latach 2015-2018?
9. W jakiej kwocie ogółem ze środków publicznych została dofinansowana budowa w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej?
10. W jakiej kwocie ogółem ze środków publicznych została dofinansowana odbudowa i renowacja Zespołu Klasztornego w Supraślu?
11. Jakie wysokości były dochody budżetu państwa odpowiednio w latach 2015-2018 z tytułu zryczałtowanego podatku dochodowego od niektórych przychodów uzyskiwanych przez osoby duchowne?
12. W jakiej wysokości budżet państwa finansował odpowiednio w latach 2015-2018 takie uczelnie/wydziały jak:
a) Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II.
b) Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
c) Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie,
d) Uniwersytet Papieski im. Jana Pawła II w Krakowie,
e) Prawosławne Seminarium Duchowne w Warszawie,
f) Akademię Ignatianum w Krakowie,
g) Papieski Wydział Teologiczny we Wrocławiu,
h) Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie,
i) Wydziały Teologiczne na: Uniwersytecie Opolski, Uniwersytecie Szczecińskim, Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, Uniwersytecie Śląskim w Katowicach,
j) Katedra Teologii Katolickiej i Katedra Teologii Prawosławnej na Uniwersytecie w Białymstoku ?
13. Jakiej wysokości były dochody budżetu Państwa, odpowiednio w latach 2015-2018, z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych, płaconego przez Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich jednostki organizacyjne?
14. Jaka była, odpowiednio w latach 2015-2018, kwota odliczeń od podstawy opodatkowania dokonanych przez podatników podatku dochodowego będących osobami fizycznymi względnie także osobami prawnymi, na działalność charytatywno-opiekuńczą kościelnych osób prawnych?
15. Jaka była odpowiednio w latach 2015-2018 kwota odliczeń od podstawy opodatkowania podatników podatku dochodowego od osób fizycznych, odpowiednio od osób prawnych, z tytułu darowizn na cele kultu religijnego?
16. Jakie były koszty działalności odpowiednio w latach 2015-2018: Komisji Regulacyjnej ds. Gmin Wyznaniowych Żydowskich, Komisji Regulacyjnej ds. Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, Komisji Regulacyjnej ds. Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz Międzykościelnej Komisji Regulacyjnej?
17. Jaki areał nieruchomości przekazała/przyznała Kościołowi katolickiemu i kościelnym osobom prawnym Komisja Majątkowa i jaką kwotę ogółem przyznała ona tytułem odszkodowania, względnie zadośćuczynienia, czy rekompensat?
18. Jaki areał nieruchomości dotychczas przekazały/przyznały właściwym Kościołom i związkom wyznaniowym oraz ich wyznaniowym osobom prawnym właściwe komisje regulacyjne? Jakie kwoty dotychczas przyznane zostały przez odpowiednie komisje regulacyjne tytułem odszkodowań, rekompensat, względnie zadośćuczynienia?
19. Jaki ogółem areał nieruchomości został przekazany na podstawie decyzji właściwych wojewodów na rzecz kościelnych osób prawnych niektórych Kościołów, które po 8 maja 1945 r. podjęły działalność na Ziemiach Zachodnich i Północnych, w celu utworzenia lub powiększenia gospodarstw rolnych (zwłaszcza na podstawie art. 70a ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o stosunku Państwa do Kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej)?
20. Jakie były odpowiednio w latach 2015-2018 wpływy od Kościołów i związków wyznaniowych oraz innych wyznaniowych osób prawnych z tytułu:
a) podatku od nieruchomości,
b) podatku rolnego,
c) podatku leśnego?
21. W jakiej wysokości, odpowiednio w latach 2015-2018, Kościoły i inne związki wyznaniowe oraz ich osoby prawne otrzymały dopłaty do nieruchomości rolnych ze środków Unii Europejskiej?
22. Jaki areał nieruchomości rolnych stanowi obecnie własność Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz innych wyznaniowych osób prawnych?
23. Jakie były, odpowiednio w latach 2015-2018, inne przypadki wsparcia finansowego na rzecz Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz osób duchownych, niż wskazane wyżej, ze środków budżetu państwa lub ze środków państwowych osób prawnych, w tym spółek z udziałem Skarbu Państwa? Jaka była wysokość rzeczonego wsparcie i jego tytuł prawny ?
Uprzejmie proszę ponadto o wskazaniu w każdym przypadku danego rodzaju wydatków budżetowych ich szczegółowych podstaw prawnych.

Głos lewicy

Trójkąt bermudzki

Czesław Cyrul opisuje na Facebooku przedwyborczą sytuację we Wrocławiu:

Wrocławianie i Dolnoślązacy muszą mieć dużą wyobraźnię i jeszcze większą cierpliwość, by orientować się w koalicjach i szpagatach politycznych jakie fundują im lokalni politycy. Na dzisiaj koalicja Komitetu Rafała Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej zdaje się być najstabilniejszym tworem w wyborach do Rady Miejskiej z Jackiem Sutrykiem jako kandydatem na prezydenta. Podpisano list intencyjny. Wrocławska Nowoczesna chce poprzeć Sutryka, ale centrala partii się waha, bo wcześniej poparła posła Jarosa na to stanowisko, który mandat uzyskał z list PO. Sprawa ostatecznej decyzji Nowoczesnej ślimaczy się i spoistości koalicji to nie pomaga. Nowoczesna ma na poziomie krajowym podpisane porozumienie z PO o wspólnym starcie do sejmików i PO zrobi wszytko aby brat mniejszy (siostra raczej) nie uprawiała wyborczej miłości z innymi partnerami.
Wrocławska Platforma Obywatelska, po podmiane prof. Chybickiej na posła Ujazdowskiego, byłego wicelidera PiS, szuka sobie miejsca i elektoratu, który ma być przekonany, że głosowanie na kandydata POPiS-u to dobry pomysł.
PiS podąża swoją drogą. Kandydatka została centralnie namaszczona, a elektorat ma słuchać prezesa i pewnie tak się stanie.
Ciekawie i coraz bardziej skomplikowanie jest w przymiarkach sejmikowych. Najpierw Dolnośląski Ruch Samorządowy, składający głównie z byłych uciekinierów z PO, wystawił na kandydata na prezydenta Wrocławia wicemarszałka Michalaka. Prezydent Dutkiewicz, też członek tego ruchu, Michalaka nie zaakceptował, bo w Jacku Sutryku upatruje swojego następcy. Terenowa część DRS usiłuje się dogadać z Bezpartyjnymi Samorządowcami i tworzyć wspólne listy. Ten ruch kiedyś Kukiza miał za swojego lidera, ale ten poszedł własną drogą. Teraz liderem Bezpartyjnych jest prezydent Raczyński z Lubina. Ruch promuje radną miejską Katarzynę Kowalską – Obarę na prezydenta Wrocławia.
Z kolei prezydent Dutkiewicz także myśli o tworzeniu własnej, sejmikowej listy wyborczej, która ma też składać się z samorządowców i zamierza nawet wystawić kandydata na prezydenta Lubina, gdzie króluje prezydent Raczyński. Czy coś z tego wyjdzie, nie wiadomo.
Jest jeszcze mnogość ruchów miejskich i stowarzyszeń kobiecych. Jest Partia Razem i są Zieloni. Zapowiadano w tych kręgach koalicje i wspólny marsz po władzę. Wszystko jakoś ucichło. To jest typowe dla tych kręgów. Kiedy nadchodzi czas decyzji okazuje się, że wodzów jest dużo, wojowników mało, a chętnych do wyborczej roboty jeszcze mniej i do tego interesy też są różne. I tak jest od lat. Ten wyborczy sezon pokazuje, że tradycja w tych kręgach trzyma się mocno. Jest jeszcze prawicowy plankton, są narodowcy, którzy będąc bardzo hałaśliwi i potrafiący sprawnie maszerować regularnie otrzymują 1-procentowe poparcie.
Liczącym się graczem w walce o sejmik będzie SLD-Lewica Razem o czym nawet wspominać nie trzeba, ale czynię to dla porządku.
I na koniec. Proszę nie wczytywać się szczegółowo w to co napisałem, bo jutro może być inaczej. Jak nie potraficie przeczytać tego ze zrozumieniem też się nie przejmujcie. Niektórzy autorzy tych pomysłów też mają z tym problem.

Szkoła katechetów

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki zauważył, że owszem, od kiedy wprowadzono religię do szkół, dzieci i młodzież są katechizowane mniej więcej jak należy, ale dorosłym do skatechizowania daleko. I ten stan należałoby zmienić. U siebie w Poznaniu Gądecki stworzył szkołę katechistów, w której kształcą się nauczyciele religii dla dorosłych. Na razie dorośli – rodzice dzieci – mają odbywać obowiązkowe katechezy przy okazji chrztu i pierwszej komunii swoich pociech. Idąc za ciosem 😉: każdy zakład pracy, każda firma, każda spółka powinna wygospodarować cząstkę etatu dla katechety, który przynajmniej raz z tygodniu przez godzinę uczyłby pracowników religii. Większe zakłady i koncerny zatrudniające powyżej stu osób mogłyby nawet zatrudniać katechetów na cały etat. To można przeprowadzić ustawowo – tą refleksją podzielił się w internecie redaktor tygodnika „Nie” Waldemar Kuchanny.

Irlandia wybrała wolność

Irlandzkie referendum wokółaborcyjne, zakończone zwycięstwem (66 do 33) światłej i racjonalnej Irlandii nad reliktem opresyjnego katolickiego klerykalizmu przebiegało w aurze słonecznego dnia 25 maja 2018 roku.

Zbiórka podpisów, w której uczestniczyłem 25 lat temu jako członek lubelskiego komitetu na rzecz referendum w sprawie karalności za przerywanie ciąży (jednego z tzw. komitetów Bujaka) miała za tło ponurą aurę listopadową 1992 roku. Jednak nie o metaforę atmosferyczną mi chodzi, bo poeta ze mnie żaden.

Nasz wysiłek – zebrano milion podpisów – poszedł na marne. Ówczesny, zdominowany przez klerykalną prawicę Sejm odrzucił wezwanie do referendum, a dwa miesiące później, 25 stycznia 1993 roku uchwalił do dziś obowiązującą ustawę antyaborcyjną. Zatem siłą rzeczy wynik irlandzkiego referendum nie może nie sprowokować porównań z polskim stanem spraw w tej sferze i pytania, jaki byłby wynik podobnego referendum w Polsce, gdyby do niego doszło? I czego można się nauczyć z irlandzkiego przypadku?

Dwa referenda irlandzkie

Pamiętam, że 25 lat temu, wśród zwolenników referendum w Polsce nastrój był bardzo daleki od pewności nie tylko co do tego, czy do niego dojdzie, ale także co do wyniku. Brano, braliśmy poważnie pod uwagę, że możemy je przegrać, ale mimo to chcieliśmy tej próby, bo uważaliśmy, że prawda, nawet niepomyślna, jest lepsza od zinstytucjonalizowanej hipokryzji. Żadna z pracowni badań opinii publicznej nie wysondowała wtedy (być może z braku narzędzi – to był okres pionierski tego typu działalności) hipotetycznego wyniku takiego referendum, więc tym bardziej tkwiliśmy we mgle. Dziś byłoby to już bez wątpienia możliwe. Jaki zatem mógłby być wynik takiego referendum? Nikt tego nie będzie dziś sondował, bo perspektywy pójścia przez Polskę śladem Irlandii na horyzoncie obecnie nie ma i raczej w najbliższej przyszłości nie będzie. Jednak irlandzkiemu przypadkowi warto się przyjrzeć nie tylko z uwagi na jego wynik właśnie ogłoszony, ale także na wynik podobnego, analogicznego referendum w tym kraju, które miało miejsce w 1983 roku. Otóż porównanie wyników referendów 2018 i 1983 pokazuje, że obecny wynik można określić jako odwrócenie wyniku sprzed 35 lat o 180 procent. O ile w dokonanym właśnie referendum wygrana zwolenników liberalizacji prawa aborcyjnego jest w proporcji 66 procent do 33 procent zwolenników utrzymania zakazu (mogą być oczywiście minimalne korekty wyników, ale bez znaczenia dla końcowego efektu), o tyle w 1983 rozkład wyników był niemal dokładnie odwrotny: 67 procent przeciwników prawa do aborcji wygrało z 32 procentami jego zwolenników. Ba, to trudne być może do uwierzenia, ale w kilkuczynnikowym referendum irlandzkim z 1983 roku, jedynym aspektem, w jakim zwolennicy liberalizacji uzyskali minimalną wygraną na otarcie łez było… prawo do wprowadzenia do swobodnego obrotu handlowego prezerwatyw, które do tej pory mogły być sprzedawane na receptę i to jednie małżeństwom. Tego rodzaju rygoryzm nawet w Polsce był nie do wyobrażenia.

Bicz skręcony na własny grzbiet

Ta radykalna przemiana społeczna, jaka dokonała się w Irlandii dokonała się w dużej mierze (choć nie był to jedyny czynnik) w powiązaniu z totalną kompromitacją tamtejszego Kościoła katolickiego, który został zdemaskowany nie tylko jako instytucja opresyjna religijnie, pazerna materialnie, pasożytnicza i wywierająca brutalny wpływ na politykę, ale wręcz jako organizacja przestępcza przesycona do szpiku kości wszelkiej maści przestępczością seksualną, z gwałtami, pedofilią inwersją seksualną i handlem dziećmi na czele (o tej atmosferze opowiada m.in. głośny film „Tajemnica Filomeny” z Judi Dench w roli tytułowej). W Polsce także mamy do czynienia z erozją autorytetu Kościoła katolickiego, choć nie odbywa się to w tak szybkim i dramatycznym tempie. Można by rzec, iż Kościół katolicki w Polsce miał szczęście, że przez kilkadziesiąt lat miał jedynie minimalny dostęp do systemu edukacji dzieci i młodzieży, bo w przeciwnym razie znalazłby się w podobnym położeniu jak Kościół irlandzki, który tę sferę przez stulecia właściwie monopolizował i to w końcu okazało się dla niego pułapką. To jednak nie jedyny czynnik, bo i w Irlandii okazało się przecież, że kompromitacja Kościoła nie powstrzymała 33 procent głosujących od opowiedzenia się za utrzymaniem zakazu aborcji, czyli haniebnego reliktu klerykalnego władztwa. Ten przełom nie dokonałby się zatem bez pojawienia się na forum społecznej debaty młodego pokolenia, głównie młodych kobiet, urodzonych właśnie „w okolicach” owego 1983 roku, ale i o dekadę młodszych. Te kobiety wychowywały się i dojrzewały w warunkach wspomnianej demistyfikacji autorytetu Kościoła, gdy jego oddziaływania wychowawcze oraz instrumenty prawno-instytucjonalne systematycznie słabły, a jego „czar” był już tylko legendą z odległej przeszłości. Coś podobnego dokonuje się też w Polsce, co pokazuje anatomia społeczna, dynamika i retoryka „czarnego protestu”, w którym dominuje właśnie analogiczna generacja młodych ludzi (głównie oczywiście kobiet) dwudziesto-trzydziestoletnich, czyli generacji ’83 i ’93. Widać dziś wyraźnie, jak wiele racji mieli ci wszyscy, którzy przed 28 laty, gdy katecheza katolicka wchodziła do szkół publicznych w Polsce, przestrzegali, że konsekwencje tego triumfu Kościoła, w odłożonym w czasie efekcie, okażą się dla jego wpływów dewastujące.

Dziś Irlandia, jutro (oby) Polska

Paradoksalnie może to jednak spowodować, że opór przed ewentualną przyszłą inicjatywą referendum odnośnie prawa do aborcji będzie większy nawet niż 25 lat temu. Kościół katolicki i wszelkiej maści kręgi „prolajf” zdają sobie bowiem sprawę ze zmian jakie dokonały się z polskim społeczeństwie, także w płaszczyźnie generacyjnej uwarunkowanej demografią i wiedzą, że prawdopodobieństwo, że w Polsce wynik takiego referendum może się okazać podobny do irlandzkiego sprzed kilku dni, jest bardzo duże. Ale właśnie dlatego środowiska lewicowe i wolnościowe w Polsce powinny uważnie patrzeć na przykład płynący z kraju świętego Patryka. Tym bardziej, że kwestia aborcji jest dziś w rękach funkcjonariuszy atrapy Trybunału Konstytucyjnego, a jeszcze dokładniej rzecz ujmując – w rękach niejakiego Justyna Piskorskiego, katolickiego fundamentalisty pierwszej wody, na ręce którego złożyła ten gorący kartofel kierowniczka tej atrapy Przyłębska.

Krynica mądrości

Lwica prawicy, krynica mądrości; posłanka-atencjuszka, wyrabiająca normę parcia na szkło za pół województwa podlaskiego. Sejmowa „modnisia”. Do historii nie przejdą jednak jej dekolty ani obcisłe żółte spodnie, lecz zdjęcie, na którym z pogardliwą miną robi w tył zwrot przed protestującymi w Sejmie niepełnosprawnymi Kubą i Adrianem.

Już nawet wyborcy z jej rodzinnego miasta poczuli się w obowiązku wyjaśnić światu, że co złego to nie oni: na Facebooku trwa akcja „Łomża przeprasza za Bernardetę Krynicką”. Co więcej, strona wcale nie powstała na fali ostatniego grożenia protestującym („znalazłabym paragraf na takie osoby, które przetrzymują swoje dzieci w Sejmie w warunkach niegodnych” – miała oznajmić posłanka z okręgu białostockiego). Antyfanpejdż „Beni”, jak pieszczotliwie nazywają ją lokalsi, działa już prawie dwa lata.

Życie jej nie oszczędzało, co bynajmniej powodu do żartów nie stanowi, ale tym bardziej dziwi jej bezlitosna postawa względem rodziców i opiekunów okupujących sejmowe korytarze. Krynicka samodzielnie wychowuje trójkę dzieci, w tym 23-letnią córkę z zespołem Downa. Zanim została radną Łomży, a potem parlamentarzystką, pracowała jako pielęgniarka na lokalnym oddziale dziecięcym. Mimo to, jak sama podkreśla, matki protestujące w Sejmie „nie są dla niej partnerami do rozmowy”.

O sobie na sejmowych stronach pisze: „Wychowana w katolickiej, wielodzietnej rodzinie na wsi. Patriotka i aktywna działaczka społeczna”. Ale w mieście się z nią nie identyfikują.

W macierzystej formacji też już się naraziła. Po tym, jak zaproponowała na posiedzeniu komisji zdrowia Krzysztofowi Mieszkowskiemu z Nowoczesnej, aby „jeśli coś mu się nie podoba, wyniósł się z kraju” (do Kataru, bo „tam się odnajdzie”), inna działaczka PiS z Podlasia, Anna Kamińska, złożyła petycję sprzeciwiającą się używaniu przez „Benię” nieparlamentarnego języka w debacie publicznej.

Ale ten typ tak po prostu ma. Kiedy wicemarszałek Sejmu Barbara Dolniak chciała przerwać jej przemówienie o wulgarnych, szkodliwych gimnazjach-molochach, usłyszała „Milcz, kobieto!”. I podziałało, na sali plenarnej ucichło jak makiem zasiał. I tak dobrze, że na tym się skończyło. Pani poseł wszak została okrzyknięta „twarzą polskiej obrony terytorialnej” po tym, jak chwaliła się zdjęciami ze strzelnicy w Opolu i postępami w obsłudze karabinu maszynowego. Patrząc na nie myślę sobie, że na miejscu pani wicemarszałek dałabym jednak za wygraną.

Krystyna Pawłowicz niewątpliwie pozostawi po sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu – młodsze pokolenie naśladowczyń.

Czasem pani poseł bywa też autentycznie rozczulająca. Na przykład kiedy dziennikarz „Faktu” w 2016 zadał jej pytanie „co zrobiła dla Polski”, nie kryła zaskoczenia. „A dlaczego pan pyta?”. Poseł? Dla Polski? Też coś. Trzeba jednak przyznać, że redakcja „Faktu” miewa jawnie sadystyczne zapędy, bo w 2017 roku to samo pytanie skierowano do Krynickiej ponownie. Wtedy już przynajmniej wiedziała, że ma biuro poselskie.

A mogła spokojnie pochwalić się autorską inicjatywą, którą podjęła w 2016 podczas jednego z posiedzeń komisji zdrowia – nadmienić należy, że inicjatywa ta przyniosła jej przydomek Posłanki Krynickiej od Macic. Wymyśliła mianowicie, żeby w przygotowywanym przez PiS projekcie dotyczącym klauzuli sumienia dla fizjoterapeutów zapisać możliwość odmowy zabiegu kobiecie posiadającej wkładkę domaciczną. W jaki sposób masażysta miałby sprawdzać obecność rzeczonej wkładki pani poseł jednak nie kwapiła się wyjaśnić, choć dopytywał o to Bartosz Arłukowicz, a później czająca się pod salą chmara dziennikarzy.

Po pamiętnym posiedzeniu komisji posłanka jednak szybko uciekła przed wnikliwą red. Kolendą-Zaleską i resztą reporterów. Zupełnie niepotrzebnie, bo za swoje wystąpienie na komisji zdrowia została (ex aequo z wiceministrem Markiem Tombarkiewiczem) nominowana do nagrody Srebrnych Ust.

Zanim doszła do wrażliwego tematu sumienia masażysty, żarliwie dziękowała Konstantemu Radziwiłłowi za pigułkę „dzień po” na receptę. Arłukowicz próbował się wcinać, kiedy oskarżała inne posłanki o ignorancję w sprawach „hormonalnych”, ale podobnie jak Barbarze Dolniak, jemu też nie pozwoliła dmuchnąć sobie w kaszę: „Pozwoli pan, a rzadko to robię, ale się porozkręcam trochę”. I poszło.

Bernardeta Krynicka rzeczywiście sprawia wrażenie, jakby nikogo się nie bała, kiedy już się rozkręci. Ale to nieprawda. Jest jedna rzecz, której ta żelazna dama boi się jak ognia. To potwór gender. Dlatego żądała, aby Komisja Wenecka zajęła się konwencją antyprzemocową, która „promuje filozofię genderową, pełną patologii psychologicznej, społecznej, medycznej oraz narusza prawa obywatelskie”.

Prócz tego pani poseł ogólnie wszem wobec znana jest z miłości bliźniego i regularnie daje temu wyraz, na przykład na antenie katolickiego Radia Nadzieja, kiedy rozmarzyła się w kontekście posłów opozycji i Komisji Weneckiej, stwierdzając, że zdrajcy Polski powinni zawisnąć na stryczkach. Marek Suski tłumaczył później tę wypowiedź „małym doświadczeniem parlamentarnym”.

Niewątpliwie „w niej jest seks”. To ona na początku rządów PiS wzbudzała sensację, przebierając się podczas obrad w sejmowej łazience. Ale wiadomo, gwiazdą trzeba się po prostu urodzić. Albo masz „to coś”, albo nie: „Nie mam zamiaru chodzić w ortalionie i dżinsach. Przyzwyczaiłam się, że mój ubiór jest komentowany, ale nie odbieram tego jako nagonka na mnie” (pisownia oryginalna).

Ale swoją parlamentarną działalność – tę poważniejszą niż dobieranie strojów, konsekwentnie jednak skupia wokół problemów służby zdrowia. Była na przykład pewna, że protest lekarzy rezydentów „miał podtekst polityczny”, To zresztą część większego światowego spisku: „był już Trybunał Konstytucyjny, były czarne parasolki, a teraz są rezydenci”. Ci zaś według posłanki „i tak mają możliwość dorobienia”, a poza tym „wiedzieli na co się piszą i ile będą zarabiali, wybierając określone specjalizacje”.

„Będę przedstawicielką wszystkich was. Doskonale znam problemy kobiet, matek, a w szczególności pielęgniarek” – mówiła w swoim spocie wyborczym pod koniec 2015. Ale nagle okazało się, że protest pielęgniarek okupujących w 2016 Ministerstwo Zdrowia również był „motywowany politycznie”. Dowody? „Był wspierany przez opozycję i przez KOD”.

Aborcja? To jasne. „Nie powinno być żadnej aborcji. Kraj, który zabija swoje dzieci, nie będzie szczęśliwy”.

Ta wypowiedź jest przerażająca z jeszcze jednego powodu: oto doświadczona pielęgniarka przyznaje, że będąc w ciąży nie pomyślała o zrobieniu badań prenatalnych i zdecydowanie odradza to innym, twierdząc: „to jest straszenie”. Posłanka wprost mówi, że aby zrozumieć, jakie szczęście daje posiadanie dziecka z zespołem Downa, „trzeba w tym być”. I absolutnie nie kryje się z tym, że najchętniej ustawowo nakazałaby to wszystkim kobietom. Tak jak w przypadku Kai Godek, mamy do czynienia z efektem ironwoman, u której słabsi psychicznie, niezdolni do najwyższych poświęceń, nie znajdą nigdy zrozumienia.

***

Bernardeta Krynicka przejawia ignoranckie i dewocyjne zachowania (tępi Halloween, cytuje Wojciecha Cejrowskiego, walczy o smoleńską prawdę, kocha Wyklętych, wkleja posty o tym, że Tusk z Komorowskim wybuchali śmiechem nad trumnami ofiar katastrofy), lecz z pewnością należy oddać jej sprawiedliwość w tym sensie, że jako posłanka debiutantka, nie miała jeszcze zbyt wielu okazji, jak niektóre postaci z tej serii (vide prof. Ewa Kurek czy senator Jan Żaryn) zaprezentować szerszej publiczności szkodliwych, toksycznych poglądów.

Jest za to doskonałym przykładem zjawiska, o którym pisała red. Elżbieta Turlej – tzw. „krótkiej ławki PiS”. I tym złym efektem wprowadzenia parytetów na listach. Krynicka została wybrana zaledwie 7,6 tys. głosów, jako zaufana osoba z otoczenia swego podlaskiego mentora Krzysztofa Jurgiela.

„Próbując odnaleźć się w tych karko­łomnych układankach, najwierniejsze łatwo zwracają się przeciwko kobietom jako takim. Choć to dzięki lobbowaniu organizacji kobiecych na rzecz tzw. kwoty, czyli obowiązku rejestrowania na listach co najmniej 35 proc. przedstawicieli tej samej płci, część z nich miała szanse star­tować do Sejmu, teraz zwalczają feminizm we wszelkich przejawach” – pisze Turlej w „Szahidkach prezesa” dla „Polityki”.

Według innych, bardziej już parlamentarnie doświadczonych posłanek, została po prostu kolejnym „aniołkiem”, cynicznie wykorzystanym przez prezesa: „Kaczyński wie, jaki głos jest w niej najmocniej słyszany i wystawia na pierwszą linię te najgłośniejsze i najbar­dziej rozedrgane. Nie przez przypadek teraz do drugiego szeregu idzie spokojna Joanna Szczypiń­ska, a krok do przodu robi Beata Mazurek, a świetnie ubrana Izabela Kloc jest chowa­na za plecami Bernadety Krynickiej” – powiedziała o niej Joanna Kluzik-Rostkowska.

To doskonale wyjaśnia fenomen pielęgniarki z prowincji, która nagle zaczyna mówić językiem wodza, pogardliwym wobec potrzebujących. Łomżanie przyznają, że jest przedsiębiorcza, dba o to, aby do szpitala, w którym pracowała, spływały fundusze. Jej były mąż jest tam zresztą ordynatorem kardiologii.

Ale przeważają opinie: „Z niczym jej nie kojarzę, co można związać z jej sukcesem osobistym, myślą, ideą. Ona się podepnie pod zdjęcie, jak otwierają drogę. Gdzieś tam się ustawi do kamery, fotografa. Lubi być zauważona i widać to po ubiorze, kolorze włosów, sposobie bycia. Wydaje mi się, że to jest jeden wielki krzyk o uwagę”.

Dlatego nikogo nie dziwi, że właśnie ona stała się w ostatnich dniach symbolem „pychy, która kroczy przed upadkiem”.