Ile kosztuje bezpłatne studiowanie Wydatki związane z edukacją

W tym roku akademickim studia rozpoczęło nieco ponad 400 tys. osób. Będą one musiały zmierzyć się nie tylko z trudami nauki, ale także z dużymi wydatkami.

 

Choć studia na państwowych uczelniach są bezpłatne, to nie oznacza to, że nie wiążą się z nimi żadne koszty. Studenckie fundusze pochłania przede wszystkim wynajęcie lokum i inne wydatki związane z samodzielnym utrzymaniem się z dala od rodzinnego domu. Takie rachunki mogą sięgnąć nawet kilkunastu tysięcy złotych rocznie.
Najtaniej zdobyć akademik, jednak nie wszyscy chętni studenci mają szansę. O przyznaniu pokoju w domu studenckim nie decyduje bowiem kolejność zgłoszeń, ale kryteria, które ustala dana uczelnia. Teoretycznie, zwykle pierwszeństwo mają studenci w trudnej sytuacji materialnej lub tacy, których dom rodzinny leży daleko od uczelni.
Ci, którym uda się zakwaterować w akademiku, muszą liczyć się z kosztami na poziomie od kilkuset do 1000 zł za pokój. Przykładowo, za miesięczny pobyt w domu studenckim Uniwersytetu Warszawskiego student zapłaci od 315 zł do 780 zł, a na Uniwersytecie Jagiellońskim 1000 zł, jeśli zdobędzie pokój 1-osobowy.
Studenci mogą także korzystać z prywatnych akademików, które często oferują wysoki standard zakwaterowania i dodatkowe atrakcje, np. w postaci siłowni na terenie budynku. W przypadku prywatnego domu studenckiego w Łodzi, za najem całego apartamentu studenckiego trzeba zapłacić od 1150 zł miesięcznie, ale koszt można dzielić ze współlokatorem.
Niewiele więcej pochłonie wynajęcie mieszkania. Ceny ofertowe za najem małego lokalu, o powierzchni do 38 m. kw. w największych miastach Polski zaczynają się od 1223 zł w Katowicach i sięgają nawet 2084 zł w Warszawie. Koszty te można jednak znacznie obniżyć, wynajmując lokal w kilka osób.
Koszt najmu mieszkania czy miejsca w akademiku, nie wyczerpuje oczywiście wszystkich wydatków studenta. Dochodzą wydatki związane z wyżywieniem, opłaceniem rachunków za telefon czy Internet, kupieniem biletu komunikacji miejskiej, książek i skryptów. W sumie, wszystkie te wydatki mogą wynieść około 1600 zł miesięcznie – tyle przeciętnie wydają na utrzymanie studenci zbadani przez Związek Banków Polskich.
Gdy nie można liczyć na pomoc rodziny, warto poszukać dodatkowych źródeł finansowania. Na niektórych uczelniach już na etapie rekrutacji, można ubiegać się o stypendium socjalne, jeżeli student jest w trudnej sytuacji materialnej.
Studenci, którzy potrzebują dodatkowego wsparcia finansowego, mogą starać się o preferencyjny kredyt studencki.
– Jego niewątpliwą zaletą jest to, że jest on niemal darmowy. Przez cały okres studiów i jeszcze przez 2 lata po ich zakończeniu wszystkie odsetki od takiego długu spłaca państwo. Jest on nietypowy także dlatego, że nie jest wypłacany jednorazowo, jak w przypadku „normalnego” kredytu, lecz w comiesięcznych transzach. Student sam wybiera, czy chce dostawać 400 zł, 600 zł, 800 zł czy 1000 zł miesięcznie – mówi Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF.
Niestety, nie jest to produkt finansowy dostępny dla każdego. Mogą go uzyskać tylko ci studenci, których dochód na osobę w rodzinie nie przekracza 2500 zł netto.

Młodzi z milionowymi długami

Jeszcze nie zdążyli się prawie niczego dorobić, a już mają kłopoty finansowe, rozpoczynając dopiero dorosłe życie.

 

Z każdym rokiem przybywa młodych Polaków, którzy weszli w dorosłość już z długiem. Aż 630 tys. osób należących do grupy wiekowej 25-35 lat jest zadłużonych na astronomiczną sumę ponad 6,5 mld zł łącznie. Pewien 31-latek ma 6 mln zł długów na koncie. To niechlubny rekord, ale najnowsze dane zebrane przez Krajowy Rejestr Długów pokazują, że nie jest to odosobniony przypadek.
Jak wynika z danych udostępnionych przez BIG InfoMonitor oraz BIG, pogłębia się również zadłużenie w młodszej grupie wiekowej, w której nieco ponad jedna na pięć osób posiada już jakieś zobowiązania kredytowe. Zaległości osób w wieku 18-24 lat łącznie wynoszą już 872 mln zł. Z kolei jak podaje KRD, od ostatniego roku zadłużenie młodych rodaków, którzy nie ukończyli 25. roku życia, wzrosło o 62 proc.

 

Start w dorosłość na kredyt

Dlaczego coraz więcej przedstawicieli tego pokolenia popada w spiralę długów – I jak uniknąć kłopotów finansowych przed 30-tką, które mogą rzutować na późniejsze lata życia?
– Przyczyny powstawania długów młodych Polaków są różne. Młodsi dorośli nie mają jeszcze doświadczenia w kwestii finansów i najczęściej nie czytają dokładnie umów przy zaciąganiu kredytów lub zakupach na raty. Dają się zwieść promocjom pt. „raty 0 proc.”, które po fakcie okazują się być atrakcyjnymi ofertami tylko z nazwy, bo np. nie byli świadomi dodatkowych kosztów występujących przy kredycie. Niespłacane na czas „drobne” pożyczki, nieuregulowane rachunki za telefon, nieopłacone mandaty za jazdę „na gapę” komunikacją miejską. To najczęstsze przyczyny zadłużenia osób w wieku 18-24 lat – wyjaśnia Tomasz Bienias, ekspert Intrum.
Nieco inną genezę mają długi młodych osób z następnej kategorii wiekowej (25-35 lat). Tylko nieliczna grupa 25-latków może pochwalić się pensją wyższą niż płaca minimalna, wynosząca obecnie nieco ponad 1500 zł netto. Natomiast osoby przekraczające 30. rok życia, które są dłużej na rynku pracy, zarabiają zdecydowanie więcej – ale nadal dla wielu są to niewystarczające kwoty, które nie pozwalają na pełne usamodzielnienie się. Dlatego też, w tej grupie wiekowej dług jest większy, bo jej przedstawiciele mają też większą zdolność kredytową. Na łączną sumę zadłużenia składają się kredyty na wyższe sumy, zaciągane na zakup dobrego samochodu czy pierwszego mieszkania.
Jak pokazują dane KRD, spośród młodszych Polaków najbardziej zadłużeni są 35-latkowie, którzy muszą zwrócić łącznie aż 1,14 mld zł – czyli każda z tych osób jest winna wierzycielom średnio 16 tys. zł.

 

Trzeba najpierw pomyśleć

Wydaje się, że skoro chęć posiadania własnego M stanowi dobry powód do zadłużenia się na wiele lat, to decyzja o zaciągnięciu kredytu hipotecznego zazwyczaj poparta jest szczegółowymi analizami. Jednak, zarówno osoby, które zrobiły ten ważny krok w dorosłość kilka lat temu, jak i dwudziestolatkowie, wciąż posiadają znikomą wiedzę na temat finansów.
Jak sugeruje Tomasz Bienias, osoby, które urodziły i wychowały się już po transformacji ustrojowej nie znają pojęcia ograniczenia, a świat stoi przed nimi otworem, kusząc dobrami, które mogą mieć od ręki. W rezultacie, młodzi nie są nauczeni oszczędzania, ponieważ nigdy nie musieli tego robić. Jeżeli tylko posiadają stałe źródło utrzymania, a przez to i zdolność kredytową, traktują kredyty jako normalne źródło finansowania swoich potrzeb.
Problemy zaczynają się wtedy, kiedy drobne zobowiązania zmieniają się w wysokie raty, które z miesiąca na miesiąc ciążą na domowym budżecie, aż w końcu przestają być regulowane. Niestety, często zdarza się, że młodzi sami winni są trudnej sytuacji finansowej, w której się znaleźli. Jeżeli dwudziestolatek znajdzie się w bazie KRD czy BIG, w przyszłości może mieć problem zaciągnięciem kolejnego kredytu lub nawet ze zrobieniem zakupów na raty.
Kłopotów jednak można uniknąć, przestrzegając kilku prostych zasad. Warto stosować je w praktyce, ponieważ złe nawyki finansowe szybko mogą wejść w krew.
Dokładne czytanie umów kredytowych popłaca. Nieważne, czy chodzi o kredyt zaciągany na samochód, czy o małą pożyczkę na kilka tysięcy złotych, którą planuje się spłacić w krótkim czasie. Przed podpisaniem każdej umowy kredytowej, warto dokładnie się z nią zapoznać, żeby później nie żałować.
W tym dokumencie znajdują się informacje o wszystkich kosztach zobowiązania, a tym samym o wysokości comiesięcznej raty. Niezależnie od tego, czy podejmuje się pożyczkę w oddziale banku czy online, umowa kredytowa w obu przypadkach wygląda tak samo i jest cennym źródłem informacji, więc warto rozumieć wszystkie zapisy, które się w niej znajdują. Warunki kredytu są oczywiście napisane takim językiem, że niełatwo cokolwiek pojć. Zawsze jednak można znaleźć kogoś, kto wytłumaczy o co chodzi.
Trzeba uważać na zakupy na raty – I jeśli to możliwe unikać ich, ponieważ wtedy oczywiscie pacimy drożej, niż kupując od razu za pełn cenę. Dziś na raty można kupić prawie wszystko, również wycieczki czy odzież.
Spłatę nowej komórki czy komputera, który kosztował 3-4 tys. zł. można rozłożyć nawet na kilkanaście rat, przez co młodym ludziom może wydawać się, że comiesięczny koszt takich zakupów jest niewielki – a w związku z tym i niewielkie są skutki tego, że .przestaną regularnie spłacać zobowiązanie.
Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Małe zadłużenie po pewnym czasie może przerodzić się w duży dług i jeszcze większe problemy finansowe. Okazuje się, że młodzi konsumenci decydując się na zakupy ratalne, nie zawsze są świadomi tego, kto w takim przypadku jest wierzycielem ich długu – i są zaskoczeni, kiedy powiadomienie o braku regularnej spłaty nie przychodzi ze sklepu, w którym kupili towar, a z banku. Należy więc pamiętać, że zakupy na raty to nic innego, jak kredyt zaciągany na normalnych warunkach (I zwykle dość drogi).

 

Nie bać się windykatora

Planowanie chroni przed finansowymi tarapatami. Układanie domowego budżetu, czyli posiadanie kontroli nad wszystkimi wydatkami, jest sprawdzonym sposobem pozwalającym uniknąć nadmiernego zadłużenia się. Jest to szczególnie ważne, gdy dysponuje się niższymi przychodami, jak w przypadku młodych osób, które są u progu kariery zawodowej. Nawet w takiej sytuacji zaciągnięcie kredytu jest możliwe – ważne jednak, aby jego spłata była uwzględniona w comiesięcznych wydatkach. Wtedy zyskuje się pewność, że w domowej kasie nie zabraknie środków na uiszczanie kolejnych rat.
Czasami przykry zbieg okoliczności nie pozwala uniknąć problemów, nawet jeżeli kredytobiorca zastosuje się do powyższych zasad. Wtedy na swojej drodze może spotkać firmę windykacyjną lub komornika, a jak pokazują dane, takich przypadków nie brakuje. Polacy w wieku 25-35 lat aż 1/4 wszystkich zobowiązań, czyli ok. 2,68 mld zł, posiadają wobec firm windykacyjnych oraz funduszy sekurytyzacyjnych, które odkupiły długi od pierwotnych wierzycieli.
Kiedy osoba zadłużona otrzymuje pismo od firmy windykacyjnej, nie powinna się obawiać. Taki list oznacza, że wierzyciel poprosił profesjonalną firmę o pomoc w odzyskaniu należności, ale kredytobiorca jednocześnie otrzymuje sygnał, że ma możliwość polubownego rozwiązania swojego problemu, zanim sprawą zainteresuje się komornik, a spłata długu zostanie nakazana przez sąd.
Z firmami windykacyjnymi warto rozmawiać, ale tylko wtedy, jeśli są one w stanie zrozumieć, że rozwiązanie polubowne musi oznaczać pewien kompromis, czyli po prostu to, że wierzyciel trochę obniży kwotę długu. Jeśli nie, to nie warto tracić czasu ani nerwów na negocjowanie z windykatorami. Pamiętajmy, że nie mają oni żadnych realnych możliwości oddziaływania na dłużnika – i jedyne co mogą zrobić, to oddanie sprawy do sądu. Sąd nakaże zaś dłużnikowi zapłacić tyle samo, ile się domagają windykatorzy.

Zanim problemy z kasą zniszczą związek

Małżonkowie powinni być uczciwi wobec siebie przede wszystkim w sprawach finansowych – bo najtrudniej poradzić sobie z kłopotami w tej właśnie sferze.

 

Niedogadanie się w kwestii finansów, planowanych wydatków czy oszczędności, może prowadzić do poważnych kłótni w małżeństwie.
Jeszcze trudniejszym tematem dla par mogą być zaciągnięte zobowiązania finansowe, łączące, jak wiadomo, węzłem trwalszym niż ślub. Gdy kredyty spłacane są regularnie, nie ma powodów do niepokoju. Jeżeli jednak powinie się nam noga i pojawią się trudności w terminowym regulowaniu należności, zaczną się schody.

 

Jedno drugiego brzemiona niesie

Zawierając związek małżeński, para decyduje się być ze sobą na dobre i na złe, ale w przypadku problemów finansowych, uczucie zostaje wystawione na poważną próbę.
Jeśli zalegamy ze spłatą kolejnych rat kredytu, możemy obarczyć partnera długami, który z naszej winy, z dużym prawdopodobieństwem może zostać wpisany na listę dłużników i w przyszłości (po rozwodzie) zapewne może napotkać trudności w zaciągnięciu kredytu na własną rękę. Możemy też jednak próbować tego uniknąć – i ocalić zarazem małżeństwo.
Najważniejsze jest to, że w sytuacji, gdy taki kredyt zaciąga małżeństwo, dla banku umowa będzie nadal wiążąca, nawet jeśli małżonkowie postanowią się rozstać albo jeden z partnerów będzie uchylał się od spłaty.
Warto więc wiedzieć, kiedy partnerzy wspólnie odpowiadają za zobowiązania finansowe, a w których przypadkach dług staje się „prywatnym” zmartwieniem jednego ze współmałżonków.

 

Wspólnie i w całości

W Polsce przyjęło się, że większość par wstępując w związek małżeński, decyduje się na wspólnotę majątkową.
Oznacza to, że z chwilą ślubu, powstaje między małżonkami wspólność obejmująca ich późniejszy dorobek. Zaliczają się do niego środki finansowe, jak i przedmioty materialne, które zostały nabyte w trakcie małżeństwa przez oboje partnerów, bądź przez jednego z nich.
Do wspólnego majątku wchodzi przede wszystkim: wynagrodzenie za pracę oraz za inne usługi świadczone osobiście przez któregokolwiek z małżonków, dochody z majątku wspólnego, oraz zgromadzone przez nich środki na rachunkach bankowych, niezależnie od tego, który z współmałżonków w większym stopniu się przyczynił do zgromadzenia tych oszczędności.
W przypadku wspólnoty majątkowej, jeżeli partnerzy również wspólnie podejmą decyzję o zaciągnięciu kredytu, wspólnie i w całości będą także odpowiadać przed wierzycielem.
Kiedy należność przestanie być spłacana terminowo, dług zostanie pokryty najpierw z majątku wspólnego, a potem także z majątków osobistych partnerów.
– Należy bowiem pamiętać o tym, że oprócz środków wspólnych, małżonkowie dysponują również „prywatnym” majątkiem. Najczęściej do tej kategorii zalicza się przedmioty zgromadzone przed rozpoczęciem małżeństwa i ustanowienia wspólnoty majątkowej, zwłaszcza te nabyte w drodze dziedziczenia, zapisu lub darowizny – mówi Agnieszka Jarmołowicz, ekspertka Intrum.
A co będzie, jeśli partnerów obowiązuje wspólnota majątkowa, ale tylko jeden z nich jest kredytobiorcą?
W tym przypadku ustalenie odpowiedzialności za niespłacane długi zależy od tego, czy partner uzyskał zgodę od współmałżonka na zaciągnięcie kredytu. Jeżeli taka sytuacja miała miejsce – a tak się z reguły zdarza – wtedy wierzyciel może żądać zaspokojenia długu z majątku osobistego osoby zadłużonej, ale również z majątku wspólnego.
Natomiast jeżeli małżonek zaciąga pożyczkę bez wiedzy i zgody partnera, wtedy odpowiada za spłatę zobowiązania swoim majątkiem osobistym.
– Od każdej reguły można znaleźć jednak wyjątki, także i w tym przypadku. Nawet jeśli partner zaciągnął kredyt bez zgody współmałżonka, ale przyznane środki miały być wykorzystane na pokrycie bieżących wydatków rodziny (np. zakupy spożywcze czy rachunki za media), to wierzyciel może sięgnąć zarówno po środki z majątku wspólnego, ale co ważne, również po majątek osobisty drugiego współmałżonka, który nie podpisał umowy kredytowej – dodaje Agnieszka Jarmołowicz.

 

Niewiele nam może pomóc

Rozwiązaniem, które może uchronić współmałżonka (i jego majątek) przed odpowiedzialnością za niespłacane zobowiązania drugiego partnera, jest rozdzielność majątkowa, ustanawiana poprzez podpisanie małżeńskiej umowy majątkowej, zwanej wcześniej intercyzą.
Można ją zawrzeć, biorąc ślub, a także już w trakcie trwania małżeństwa.
– Skorzystanie z takiej opcji jest szczególnie zalecane parom, w których przynajmniej jedna z osób prowadzi działalność gospodarczą obarczoną dużym ryzykiem finansowym, a także, gdy partnerzy zgromadzili przed ślubem duży majątek, który ma również wartość sentymentalną. Intercyza sprawia, że od początku trwania małżeństwa obie osoby dysponują niezależnie własnymi finansami i co do zasady nie odpowiadają za długi partnera – tłumaczy Agnieszka Jarmołowicz.
Nic to jednak nie pomoże, jeżeli dług powstał przed zawarciem intercyzy – nawet jeśli stosowne organy wykryły jego istnienie później.
Wspomniana umowa nie uchroni także małżonków od kłopotów, gdy wspólnie zaciągnęli kredyt, a zadłużenie przestało być spłacane w terminie. Wtedy małżonkowie tak samo odpowiadają za dług majątkiem wspólnym, ale i osobistym, mimo rozdzielności majątkowej.
Zasada ta obowiązuje również wtedy, gdy wspólnie z rodzicem czy członkiem rodziny decydujemy się wspólnie zaciągnąć kredyt hipoteczny, co jest często wybieranym rozwiązaniem. Wtedy, wraz z drugą osobą podpisujemy umowę kredytową, oboje stajemy się współkredytobiorcami i zobowiązujemy się do spłaty zobowiązania.
Jak widać, wszystko to pokazuje, że nie ma wielu szans by uciec wierzycielom spod łopaty.

Bank odda pieniądze USŁUGI FINANSOWE

Jeżeli bank wprowadza opłaty za konto powiązane z kredytem, musi zagwarantować, że konsument może bez kosztów zrezygnować z tego rachunku.

 

Takie obowiązują u nas reguły. Jednak zapomniał o tym widocznie Deutsche Bank Polska. Dlatego teraz będzie musiał oddać obecnym i byłym klientom opłaty za rachunki. To wynik postępowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Decyzja w tej sprawie została podjęta w lipcu tego roku.
Postępowanie przeciwko Deutsche Bank Polska urząd wszczął w maju 2017 r. Wątpliwości UOKiK wzbudziło to, że bank pobierał podwyższone opłaty od konsumentów oraz uniemożliwiał im rezygnację z umowy bez kosztów. Praktyka ta trwała co najmniej od 2012 r.
Klienci banku biorąc kilka lat temu kredyt lub pożyczkę hipoteczną, otwierali rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe, które były też przeznaczone do obsługi tych kredytów. W zamian za to dostawali niższą marżę kredytu – czyli płacili mniejsze raty. Deutsche Bank Polska jednak podwyższył opłaty za prowadzenie rachunków – przykładowo, z 0 zł do 8 zł czy z 2 zł do 12 zł. Konsumenci, którzy nie chcieli płacić i wypowiadali umowę prowadzenia rachunku – narażali się na podwyższenie oprocentowania kredytu. A osoby, które chciały przekształcić rachunek na inny – mogły być obciążane przez bank dodatkowymi kosztami.
Zdaniem UOKiK postępowanie niemieckiego banku może naruszać dobre obyczaje, ale jednocześnie godzi w zbiorowy interes konsumentów, naruszając art. 24 ust. 1 i 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów,
– Uznaliśmy, że bank nie może pogarszać sytuacji konsumenta. Jeżeli instytucja finansowa wprowadza lub zwiększa opłatę za prowadzenie konta powiązanego z umową kredytu, powinien umożliwić konsumentowi rozwiązanie umowy bez dodatkowych kosztów. Klient Deutsche Bank Polska często nie miał wyboru – musiał płacić za obsługę konta wyższą opłatę, gdyż rozwiązanie umowy oraz jej zmiana wiązały się z kosztami – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.
Deutsche Bank Polska zrekompensuje klientom straty i zwróci pieniądze. Uniknął więc kary finansowej od UOKiK. Zobowiązanie banku dotyczy byłych i obecnych jego klientów.
Ci, którzy mieli w tym banku konto db NET, db Konto, db Fokus, Pakiet Inwestor, Pakiet status, db Open, db Start powiązane z umową kredytu, a bank kiedyś podwyższył im opłaty za prowadzenie rachunku, powinni więc złożyć do tego banku wniosek o zwrot pobranych opłat za konto (dla byłych i obecnych klientów) oraz o bezpłatną zmianę rodzaju konta na dowolne oferowane przez Deutsche Bank Polska.
Klienci tego banku nie będą już musieli posiadać w nim rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego – a mimo to bank nie może zwiększyć im marży kredytu.

Alternatywa dla kredytu

Przedsiębiorcy są zadowoleni z leasingu, ale oczekują dodatkowych usług i mniejszego formalizmu.

 

Leasing – to słowo w wolnorynkowej Polsce zrobiło błyskawiczną karierę.
Z pewnością jest to ciekawa forma wsparcia dla przedsiębiorców, zwłaszcza jako alternatywa dla kredytu bankowego.

 

Elastyczniejsza formuła

Leasing jest jedną z umów cywilnoprawnych. Według stosownych przepisów, jedna ze stron umowy (finansujący, leasingodawca) przekazuje drugiej stronie (korzystającemu, leasingobiorcy) prawo do korzystania z określonej rzeczy na pewien uzgodniony w umowie leasingu okres, w zamian za ustalone ratalne opłaty (raty leasingowe).
Korzyści płynące z leasingu dla leasingobiorcy są następujące: niewielkie zaangażowanie własnego kapitału, mniejsze niż w przypadku kredytu obciążenia podatkowe, możliwość rozliczenia VAT.
Leasing jest bardziej popularny w Polsce niż w innych krajach Unii Europejskiej. Korzystają z niego w znaczącej części mali i średni przedsiębiorcy. Jest on elastyczniejszą formą finansowania niż kredyt. Oznacza niższe koszty i większe bezpieczeństwo gospodarcze.

 

Samochody i maszyny

Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w ciągu pierwszego półrocza bieżącego roku leasingodawcy sfinansowali inwestycje polskich przedsiębiorców o łącznej wartości prawie 40 mld zł. W ciągu roku rynek ten powiększył się o blisko 20 proc.
Cały aktywny portfel branży leasingowej wynosi obecnie 136,8 mld zł. Te dane doskonale pokazują, że ta forma umów biznesowych jest coraz bardziej popularna.
Ciekawostką jest to, że część leasingodawców zaostrza kryteria lub wręcz ogranicza dostępność swoich usług, a inne wciąż się dynamicznie rozwijają.
Najczęściej brane w leasing są samochody osobowe i dostawcze, na drugim miejscu pojawiają się pojazdy transportu ciężkiego, a na trzecim maszyny i inne urządzenia w tym sprzęt komputerowy.
Może być jeszcze lepiej?
Z badań przeprowadzonych przez Centrum Badań Marketingowych Indicator wynika, że 80 proc. korzystających z leasingu jest z niej zadowolona.
Może być jednak jeszcze lepiej, bo z analizy zgromadzonych danych wynika, że przedsiębiorcy oczekują dodatkowych usług serwisowych – oraz zmniejszenia wymogów dotyczących zabezpieczeń przy zawarciu umowy.
Trudno powiedzieć, czy leasingodawcy są gotowi wyjść bardziej naprzeciw oczekiwaniom klientów.
Być może jednak wyniki i wnioski z tych badań powinny być przedmiotem refleksji, zwłaszcza dla firm leasingowych, które chcą zwiększyć swój udział na tym rynku.