Lotnicze sny o potędze

Polska Grupa Lotnicza z udziałem LOT-u to przykład mistyfikacji, tworzonej przez rząd PiS za publiczne pieniądze zabrane z Funduszu Reprywatyzacji.

 

Gdy uwaga opinii publicznej skupiała się na strajku pracowników Polskich Linii Lotniczych LOT, niewielu komentatorów analizowało przeobrażenia, jakim za państwowe pieniądze ulega przewoźnik.
Otóż 10 października br. LOT oficjalnie stał się częścią państwowej Polskiej Grupy Lotniczej (PGL), która oprócz tego objęła udziały trzech innych spółek (LOT Aircraft Maintenance Services, LS Airport Services i LS Technics).

 

Tak dogonimy Europę

Powołanie holdingu PGL ma służyć mocarstwowym planom, jakie rząd Prawa i Sprawiedliwości ma wobec państwowego przewoźnika, który dzięki temu – a także dzięki wybudowaniu Centralnego Portu Komunikacyjnego – ma teoretycznie być zdolny do konkurowania z europejskimi gigantami.
W opinii prezesa LOT-u wzorem dla PGL są europejskie grupy lotnicze takie jak Lufthansa, Air France-KLM oraz International Airlines Group. Rafał Milczarski, prezes LOT-u i prezes PGL pominął jednak zasadniczy fakt: wszystkie wymienione przez niego grupy mają przewagę kapitału prywatnego, a ich akcje znajdują się w obrocie giełdowym.
Co prawda w Air France-KLM francuskie państwo ma 14 proc. akcji i 23 proc. praw głosu, lecz grupa jest notowana na giełdach w Paryżu i Amsterdamie. Tak samo spółkami giełdowymi są w pełni prywatne Lufthansa oraz IAG. Ta pierwsza jest notowana na giełdzie we Frankfurcie, akcje tej drugiej można nabyć na giełdach w Londynie i Madrycie.
Działając jako spółki giełdowe z przewagą kapitału prywatnego, wymienione przez prezesa LOT-u grupy są każdego dnia oceniane przez inwestorów i zmuszone funkcjonować w sposób o wiele bardziej transparentny niż w pełni państwowy polski przewoźnik, a ich sprawozdania finansowe są publikowane wcześniej niż sprawozdania LOT-u. W tym roku pojawiły się już w drugiej połowie lutego, podczas gdy LOT przesłał swoje sprawozdanie do Krajowego Rejestru Sądowego dopiero 16 lipca.

 

Reprywatyzacja dobra dla LOT-u

Rząd PiS dokapitalizował PGL kwotą 1,2 mld zł z Funduszu Reprywatyzacji. To przykład niezgodnego z pierwotnym przeznaczeniem użycia środków z Funduszu Reprywatyzacji. W 2017 roku rząd wydał już z Funduszu Reprywatyzacji na rozbudowę państwowego sektora kwotę ponad 2,1 mld zł.
W założeniu środki z tego funduszu miały być przeznaczane na cele związane z zaspokajaniem roszczeń byłych właścicieli mienia przejętego przez Skarb Państwa. Zmieniło się to wraz z dokonaną 6 lipca 2016 r. zmianą ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji (obecnie jest to ustawa o komercjalizacji i niektórych uprawnieniach pracowników).
Dodany przepis stwierdza, że środki Funduszu Reprywatyzacji „mogą być przeznaczone na sfinansowanie nabycia przez Skarb Państwa, reprezentowany przez ministra właściwego do spraw Skarbu Państwa, akcji spółek publicznych”.
Natomiast 6 grudnia 2017 r. weszła w życie zmiana ustawy o szczególnych rozwiązaniach służących realizacji ustawy budżetowej na rok 2017, pozwalająca na przeznaczenie kwoty 1,4 mld zł na zakup lub objęcie akcji spółek kapitałowych. Właśnie z tej kwoty sfinansowano 1,2 mld zł dla PGL w wysokości 1,2 mld zł.
Zdaniem Fundacji Obywatelskiego Rozwoju mistyfikacją jest zarówno twierdzenie, że państwowy moloch nie różni się od prywatnego holdingu, jak i teza, że ów państwowy moloch będzie służył czemukolwiek innemu niż stworzeniu zamkniętego układu z udziałem państwowych spółek, w ramach którego jedne państwowe podmioty płacą za błędy innych.
Absurdem byłoby założenie, że PGL nie będzie trapiona przez wszelkie bolączki państwowych spółek: że nie będzie służyła rozdawaniu synekur zasłużonym działaczom partyjnym albo że nie będzie kierowała się rachunkiem politycznym zamiast ekonomicznym.
Na ten wniosek nie może mieć wpływu chwilowa rentowność LOT-u (w dużej mierze wynikająca z wcześniejszej restrukturyzacji oraz z niskiego kursu dolara i niskich cen paliw w 2017 roku).

 

W polskim krwiobiegu

Inną mistyfikacją jest argument za stworzeniem w ramach PGL firmy leasingowej. To przede wszystkim na powołanie tej firmy ma zostać przeznaczona kwota 1,2 mld zł, jaką PGL otrzymała jako kapitał zakładowy z budżetu państwa (w wyniku wspomnianego na początku włączenia do PGL czterech państwowych spółek kapitał własny grupy wynosi razem ok. 2,5 mld zł).
Prezes Milczarski w kontekście powołania PGL Leasing stwierdził: „Dotychczas z racji braku polskiego podmiotu zajmującego się taką działalnością te zyski zostawały poza granicami naszego kraju. Utworzenie nowej firmy leasingowej wewnątrz PGL pozwoli na pozostawienie tych środków w krwiobiegu polskiej gospodarki”.
Tego typu marzenia o autarkii są charakterystyczne dla ludzi związanych z obecnym obozem rządzącym: Mateusz Morawiecki co rusz utyskuje na dochody zagranicznych inwestorów, zapominając o korzyściach, jakie zagraniczne inwestycje przynoszą polskiej gospodarce, a podczas ostatniego Forum Ekonomicznego w Krynicy Beata Szydło ubolewała nad utratą przez nasz kraj gospodarczej niezależności.
Największym problemem dla partii rządzącej wydaje się jednak niezależność prywatnych spółek od polityków; stąd kolejne renacjonalizacje, nazywane eufemistycznie „repolonizacjami”.
W przypadku PGL mamy do czynienia z wypowiedzią prezesa grupy, który powinien kierować się rachunkiem ekonomicznym, a nie troszczyć się o mityczny „krwiobieg polskiej gospodarki”. Jak się jednak okazuje, polityczni nominaci zatrudnieni w państwowych firmach kierują się interesem obozu rządzącego, któremu zawdzięczają swoją pozycję.
Chociaż nie znamy szczegółów przyszłego działania PGL Leasing, to możemy podejrzewać, że plan powołania takiej spółki wynika ze struktury floty LOT-u.
Otóż LOT w zasadzie nie posiada własnych samolotów. Z 54 maszyn, jakimi dysponował na koniec 2017 roku, tylko trzy posiadał na własność – wszystkie trzy to embraery 145, z których LOT nie korzysta od kilku lat i które próbuje od dłuższego czasu bezskutecznie sprzedać.
Z pozostałych 51 samolotów 35 jest w leasingu operacyjnym, a 16 w leasingu finansowym . Dla porównania Lufthansa ma w leasingu tylko 15 proc. swojej floty.

 

Latanie w leasingu

Zobowiązania LOT-u z tytułu leasingu finansowego wynosiły na koniec 2017 roku 1,9 mld zł, a więc prawie 5 razy więcej niż kapitał własny przewoźnika (394 mln zł). Z kolei za dzierżawienie samolotów w ramach leasingu operacyjnego LOT w ubiegłym roku zapłacił 277 mln zł. A zatem kolejne transakcje leasingu oznaczałyby dla polskiego przewoźnika istotny wzrost kosztów.
Zapowiedź, że powołanie PGL Leasing ma służyć pozostawieniu pieniędzy „w krwiobiegu polskiej gospodarki”, sugeruje, że celem tego rozwiązania jest to, by LOT mógł brać samoloty w leasing od spółki należącej do tej samej grupy. W takiej sytuacji należy oczekiwać, że odbywałoby się to na preferencyjnych dla LOT-u warunkach.
Jedynym wyzwaniem wydaje się to, by ów schemat wprowadzić w życie w sposób niebudzący zastrzeżeń Komisji Europejskiej, bo LOT niedawno otrzymał pomoc publiczną. W 2012 r. został zasilony z państwowego budżetu kwotą 527 mln zł.
Powstanie firmy leasingowej w ramach PGL spowodowałoby, że działalność leasingowa stałaby się właściwie działalnością podstawową PGL. Wskazuje na to wysokość kapitałów własnych spółek wchodzących w skład grupy. Z sumy 2,5 mld zł, PGL Leasing ma dysponować kwotą 1 mld zł, podczas gdy kapitał własny LOT-u to, jak już wspomniano, niecałe 400 mln zł.

Skąd brać środki na rozwój?

Niemal co trzecia inwestycja w Polsce jest finansowana leasingiem. Przyszłość branży zależy od wzrostu konsumpcji i automatyzacji.

 

Polska na razie unika pułapki średniego wzrostu i jest jednym z szybciej rozwijających się krajów w Europie. Spory udział w tym mają firmy leasingowe, które odpowiadają za finansowanie 30 proc. wszystkich inwestycji w polskiej gospodarce.
Jak wynika z danych Związku Polskiego Leasingu, udział leasingu w PKB Polski wynosi około 4 proc. co jest najwyższym wskaźnikiem w Europie. Wpłynęły na to cztery obszary: budownictwo, produkcja przemysłowa, transport oraz sprzedaż samochodów.

 

Po pierwsze, się buduje

Firmy leasingowe mocno angażują się w budownictwo, głównie infrastrukturalne, ale też mieszkaniowe, finansując firmy budowlane i zakup maszyn.
Z najnowszych informacji ZPL wynika, że od stycznia do czerwca 2018 roku ta branża sfinansowała maszyny i urządzenia budowlane o łącznej wartości ponad 1,7 mld zł, co oznacza aż 6 proc. dynamikę rok do roku.
Leasing finansuje również przetwórstwo przemysłowe. Tutaj sukces polskiej gospodarki polega na tym, że udział przemysłu w tworzeniu PKB jest obecnie jednym z najwyższych w całej Europie. A firmy leasingowe, finansując zakup maszyn powodują, że rosną zdolności produkcyjne firm, mogą one więcej eksportować, stosować nowe technologie i zaawansowane rozwiązania.
Branża leasingowa sfinansowała w pierwszym półroczu tego roku maszyny o wartości niemal 10 mld zł i był to ponad 20 proc. wzrost rok do roku. Gdyby nie to, w naszym kraju prawdopodobnie nastąpiłoby załamanie inwestycyjne.

 

Narzędzie pierwszego wyboru

Leasing stał się też narzędziem finansowym pierwszego wyboru dla firm transportowych przy zakupie pojazdów ciężarowych, znacznie ułatwiając rozwój tych przedsiębiorstw.
W pierwszej połowie roku branża leasingowa sfinansowała pojazdy ciężkie i maszyny drogowe o łącznej wartości 4,3 mld zł, czyli o 13 proc. więcej niż rok temu.
Polscy przewoźnicy odnieśli dzięki temu sukces na rynku unijnym, zostając liderem całego europejskiego rynku przewozów w ciężarowym transporcie drogowym. Już od wielu lat przedsiębiorstwa te generują przy tym istotną nadwyżkę handlową dla Polski.
Tylko w 2017 polskie firmy transportowe wypracowały ok. 27 mld zł nadwyżki w handlu zagranicznym, czyli ośmiokrotnie więcej niż łącznie cały handel towarami.
I w końcu, branża leasingowa finansuje też tysiące pojazdów osobowych i dostawczych.
Osobówki stanowią największy kawałek tortu leasingowego – w pierwszej połowie tego roku wartość tego rynku wyniosła ponad 15 mld zł, to prawie 40 proc. całego rynku leasingowego.
To są głównie te auta, które codziennie służą do obsługi handlu, co powoduje, że konsumpcja stała się istotnym elementem rozwoju całej gospodarki. Dzisiaj poziom konsumpcji na głowę mieszkańca Polski jest o prawie 30 proc. wyższy niż siedem lat temu. I branża leasingowa miała w tym swój znaczący udział.

 

Wzrost konsumpcji nie wystarczy

Dalszy rozwój branży leasingowej zależy przede wszystkim od tego, co się dzieje w popycie krajowym, w wydatkach konsumpcyjnych. Bo gospodarka Polski rośnie w dużej mierze dlatego, że wysoka jest konsumpcja. Istotną barierą dla jej wzrostu będzie słabnąca dynamika zatrudnienia.
Mamy w tej chwili mniej niż milion osób bezrobotnych. Na rynek pracy wchodzi rocznie ok. 400 tys. absolwentów, a ubywa z niego ok. 700 tys. zatrudnionych. Liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce systematycznie się więc kurczy – i dalsze korzystanie z tej coraz mniejszej puli bezrobotnych nie zrekompensuje tego.
Stąd też, dynamika zatrudnienia w gospodarce w kolejnych latach będzie się zmniejszała. I to oczywiście może wpłynać na popyt konsumpcyjny, gdyż zależy on od dwóch czynników: od wzrostu zatrudnienia i od wzrostu wynagrodzeń. A jeden z tych czynników, czyli dynamika zatrudnienia, zaczyna właśnie powoli wygasać.
Jednak czynnik negatywny dla konsumpcji, paradoksalnie możew sprzyjać rozwojowi firm leasingowych w przyszłości. Coraz mniejsza pula nowych pracowników będzie – miejmy nadzieję – skłaniała przedsiębiorstwa do inwestycji w automatyzację, czyli zakupów maszyn i urządzeń. A te w dużej mierze są finansowane właśnie przez firmy leasingowe.
Trzeba wyraźnie podkreślić, że trudno utrzymać wysoki wzrost gospodarczy, jeżeli składa się on przede wszystkim z konsumpcji, z czym mamy obecnie do czynienia.

 

Kredyt zacznie umierać?

Zbyt niski udział inwestycji w strukturze wzrostu gospodarczego powoduje, że trudno będzie powtórzyć wysoką dynamikę PKB w kolejnych kwartałach.
Jak pokazuje „Barometr Europejskiego Funduszu Leasingowego” (EFL to jedna z pierwszych i największych dziś firm leasingowych w Polsce mająca obecnie ponad 300 tysięcy partnerów biznesowych), 48 proc. małych i średnich firm, szukając źródeł finansowania sięga właśnie po leasing.
Propozycji finansowych dla małych i średnich firm jest na polskim rynku coraz więcej. W latach 90-tych królował kredyt ale powoli do świadomości przedsiębiorców zaczynał przedzierać się leasing.
Na początku XXI wieku leasing coraz częściej jest już wymieniany jako narzędzie finansowe numer jeden.

 

Kredyt czy leasing

Różnica między leasingiem, a kredytem polega m.in. na tym, że biorąc jakiekolwiek urządzenie w leasing nie stajemy się od razu jego pełnoprawnym właścicielem, lecz na razie je użytkujemy – dlatego leasing jest bardzo zbliżony do dzierżawy (oczywiście raty leasingowe mogą być ustawione na takim poziomie, że po zakończeniu okresu leasingu staniemy się właścicielem tegoż urządzenia).

 

Alternatywa dla kredytu

Przedsiębiorcy są zadowoleni z leasingu, ale oczekują dodatkowych usług i mniejszego formalizmu.

 

Leasing – to słowo w wolnorynkowej Polsce zrobiło błyskawiczną karierę.
Z pewnością jest to ciekawa forma wsparcia dla przedsiębiorców, zwłaszcza jako alternatywa dla kredytu bankowego.

 

Elastyczniejsza formuła

Leasing jest jedną z umów cywilnoprawnych. Według stosownych przepisów, jedna ze stron umowy (finansujący, leasingodawca) przekazuje drugiej stronie (korzystającemu, leasingobiorcy) prawo do korzystania z określonej rzeczy na pewien uzgodniony w umowie leasingu okres, w zamian za ustalone ratalne opłaty (raty leasingowe).
Korzyści płynące z leasingu dla leasingobiorcy są następujące: niewielkie zaangażowanie własnego kapitału, mniejsze niż w przypadku kredytu obciążenia podatkowe, możliwość rozliczenia VAT.
Leasing jest bardziej popularny w Polsce niż w innych krajach Unii Europejskiej. Korzystają z niego w znaczącej części mali i średni przedsiębiorcy. Jest on elastyczniejszą formą finansowania niż kredyt. Oznacza niższe koszty i większe bezpieczeństwo gospodarcze.

 

Samochody i maszyny

Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w ciągu pierwszego półrocza bieżącego roku leasingodawcy sfinansowali inwestycje polskich przedsiębiorców o łącznej wartości prawie 40 mld zł. W ciągu roku rynek ten powiększył się o blisko 20 proc.
Cały aktywny portfel branży leasingowej wynosi obecnie 136,8 mld zł. Te dane doskonale pokazują, że ta forma umów biznesowych jest coraz bardziej popularna.
Ciekawostką jest to, że część leasingodawców zaostrza kryteria lub wręcz ogranicza dostępność swoich usług, a inne wciąż się dynamicznie rozwijają.
Najczęściej brane w leasing są samochody osobowe i dostawcze, na drugim miejscu pojawiają się pojazdy transportu ciężkiego, a na trzecim maszyny i inne urządzenia w tym sprzęt komputerowy.
Może być jeszcze lepiej?
Z badań przeprowadzonych przez Centrum Badań Marketingowych Indicator wynika, że 80 proc. korzystających z leasingu jest z niej zadowolona.
Może być jednak jeszcze lepiej, bo z analizy zgromadzonych danych wynika, że przedsiębiorcy oczekują dodatkowych usług serwisowych – oraz zmniejszenia wymogów dotyczących zabezpieczeń przy zawarciu umowy.
Trudno powiedzieć, czy leasingodawcy są gotowi wyjść bardziej naprzeciw oczekiwaniom klientów.
Być może jednak wyniki i wnioski z tych badań powinny być przedmiotem refleksji, zwłaszcza dla firm leasingowych, które chcą zwiększyć swój udział na tym rynku.