Polska liga gorsza od luksemburskiej

Porażki Lecha z KRC Genk (0:2) i Jagiellonii z KAA Gent (0:1) w kw. Ligi Europy szokiem nie są, bo to belgijskie kluby. Ale klęska Legii z zespołem z Luksemburga to kompromitacja.

 

Legioniści w pierwszym meczu przegrali przed własną publicznością z F91 Dudelange 1:2. Był to chyba najgorszy występ stołecznej drużyny w całej jej historii. Kibice byli na nich wściekli i może dobrze się stało, że Komisja Dyscyplinarna UEFA za użycie przez fanów warszawskiej drużyny środków pirotechnicznych podczas wcześniejszego wyjazdowego meczu w eliminacjach Ligi Mistrzów ze Spartakiem Trnava nałożyła na nich zakaz wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców w jednym meczu europejskich pucharów rozgrywanym poza Warszawą i ta kara przypadnie właśnie na rewanżowe spotkanie z F91 Dudelange. Na Legię nałożono też karę finansową w wysokości 60 tys. euro. Ekipa mistrzów Polski jest w głębokim kryzysie, ale mimo porażki u siebie, z trzech polskich drużyn grających w kwalifikacjach Ligi Europy ma chyba największe szanse na wywalczenie awansu do IV rundy. Półamatorski zespół z Luksemburga dla normalnie grających legionistów to jest przeciwnik, z którym nawet na jego boisku powinni wygrać różnicą kilku goli.

W dużo gorszej sytuacji znalazł się Lech Poznań, który na wyjeździe przegrał z KRC Genk 0:2. Ten wynik jest jednak mylący, bo belgijski zespół miał miażdżącą przewagę i tylko przez brak skuteczności nie wygrał wyżej. Podobnie rzecz się ma z Jagiellonią, która u siebie uległa KAA Gent 0:1 i w rewanżu tej straty na pewno nie odrobi.
A Legia, Lech i Jagiellonia to przecież trzy najlepsze zespoły Lotto Ekstraklasy. Wstyd przyznać, ale miarą ich poziomu nie są już ligi słowacka, czeska czy belgijska, lecz półamatorska ekstraklasa Luksemburga. A skoro tak, to może pora i w naszej lidze urealnić płace piłkarzy?

Wyniki 4. kolejki Lotto Ekstraklasy: Lechia Gdańsk – Miedź Legnica 2:0;  Wisła Kraków – Wisła Płock 1:1; Pogoń Szczecin – Cracovia 1:1;  Arka Gdynia – Górnik Zabrze 1:1;

 

Lech nabiera rozpędu

Po trzech kolejkach spotkań tylko Piast Gliwice i Lech Poznań mają na koncie komplet punktów. Dla drużyny „Kolejorza” trzy wygrane mecze na początku rozgrywek to najlepsze osiągnięcie w XXI wieku.

 

Mecz Śląska z Lechem był starciem dwóch niepokonanych drużyn w tym sezonie. Trener wrocławskiego zespołu Tadeusz Pawłowski nie ma na głowie europejskich pucharów, nie musiał zatem oszczędzać swoich najlepszych graczy i rotować składem. Jego odpowiednik w Lechu, Ivan Djurdjević, takiego komfortu nie ma i dlatego zdecydował się na kilka roszad w porównaniu ze składem, jaki wystawił do rozegranego w miniony czwartkowego meczu pucharowego z Szachtiorem Soligorsk. Szkoleniowiec ekipy „Kolejorza” przemeblował zwłaszcza drugą linię i wzmocnił atak, posyłając do walki dwóch nowo pozyskanych Portugalczyków – Pedro Tibę i Joao Amarala oraz najlepszego snajpera Duńczyka Christiana Gytkjaera. Ta ofensywna potęga okazała się potęgą jedynie na papierze, bo lechici oddali jeden strzał na bramkę Śląska.

Wrocławianie mieli optyczną przewagę i strzelali gole. W sumie trafili do siatki bramki Lecha aż czterokrotnie. Dlaczego zatem przegrali mecz 0:1? Bo sędzia Daniel Stefański żadnej z czterech bramek zdobytych przez wrocławian nie uznał, co pewnie w historii naszej ligi jest wydarzeniem raczej wyjątkowym.

W jedynym golu strzelonym przez graczy Lecha arbiter żadnych nieprawidłowości się nie dopatrzył. Zwycięskie trafienie zaliczył Tiba z podania wprowadzonego po przerwie Kamila Jóźwiaka. I w takich nadzwyczajnych okolicznościach poznański zespół zaliczył trzecie zwycięstwo z rzędu. W XXI wieku tak znakomitego wejścia w ligowy sezon lechici jeszcze nie mieli. Do tej pory najlepiej zaczynali rozgrywki w edycjach 2011-2012 oraz 2012-2013, gdy w trzech premierowych kolejkach inkasowali po siedem punktów. Lech ustępuje w tabeli tylko Piastowi Gliwice, który prowadzi lepszym bilansem bramkowym. Ale ta kolejność może się zmienić już w 4. kolejce, bo gliwiczanie zagrają w Warszawie z Legią, natomiast poznaniacy podejmą u siebie Zagłębie Sosnowiec. Niestety, znów przyjdzie im zagrać przy pustych trybunach, ale to już ostatni mecz, w którym obowiązuje kara nałożona przez wojewodę.

Ekipa „Kolejorza” jest uważana za najpoważniejszego, obok Legii, kandydata do mistrzowskiego tytułu. Do poniedziałku w roli konkurenta tej dwójki trener Cracovii Michał Probierz widział też swój zespół. Po porażkach w dwóch pierwszych kolejkach „Pasy” na zakończenie trzeciej serii spotkań zremisowały u siebie po fatalnej grze 0:0 z Arką. Probierz po tym meczu przyznał, że przed sezonem zbyt optymistycznie ocenił możliwości. Teraz jego celem będzie nie mistrzostwo, lecz walka o utrzymanie.

 

Liga Europy: W czwartej rundzie nie będzie lekko

UEFA podzieliła na grupy drużyny przed poniedziałkowym losowaniem 4. rundy eliminacji Ligi Europy. To zawęziło listę rywali Legii, Lecha i Jagiellonii.

 

Interesująco wygląda sytuacja Legii, która w przypadku wyeliminowania luksemburskiego Football 1991 Dudelange, w IV rundzie kwalifikacji Ligi Europy może ponownie trafić na słowacki Spartak Trnawa, z którym przegrała w 3. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Pogromcy legionistów o awans do kolejnej rundy kwalifikacji Champions League powalczą z Crveną Zvezdą Belgrad i przegrany zespół w tej konfrontacji może stanąć na drodze warszawskiej ekipy. Jej potencjalnym rywalem jest też chorwackie Dinamo Zagrzeb, którego trenerem jest były trener Lecha Poznań Nenad Bjelica, a także kazachska FK Astana, z którą Legia przegrała w zeszłym roku walkę o Ligę Mistrzów. Pożądanym przeciwnikiem jest natomiast irlandzki Cork City, którego wyeliminowanie dwa lata temu dało warszawianom awans do Ligi Mistrzów. Legia znalazła się w grupie 1 w grupie drużyn nierozstawionych.
Z kolei Jagiellonia Białystok, która w 3. rundzie zmierzy się z belgijskim Gentem, znalazła się wśród rozstawionych ekip w grupie trzeciej. Dzięki temu uniknie ewentualnych starć z potentatami jak FC Sevilla czy Besiktas Stambuł, ale może trafić na Girondins Bordeaux lub Partizana Belgrad. Natomiast Lech Poznań w trzeciej rundzie zmierzy się z belgijskim Genkiem, a UEFA zakwalifikowała zwycięzcę tego pojedynku do drużyn rozstawionych z grupy piątej. Pozwoli to lepszej ekipie z tej pary uniknąć w IV rundzie takich mocnych przeciwników, jak Feyenoord Rotterdam, Zenit Petersburg czy SC Braga. „Kolejorz” w przypadku awansu może jednak trafić na RB Lipsk, Broendby Kopenhaga, Spartak, Hibernian (Szkocja) lub Molde (Norwegia), Sturm Graz lub Burnley FC (Anglia).

 

Udany start Lecha

Po dwóch kolejkach liderem jest Zagłębie Lubin, ale oprócz „Miedziowych” kompletem punktów na koncie mogą pochwalić się też zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice. Na drugim biegunie znalazły się drużyny Cracovii i Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

 

Dwa zwycięstwa w pierwszych dwóch meczach – ostatni raz piłkarze Lecha Poznań tak udanie rozpoczęli zmagania w ekstraklasie w sezonie 2012-2013. Wtedy „Kolejorz” zaczął od wygranej u siebie z Ruchem Chorzów 4:0, a tydzień później pokonał w Warszawie Polonią 2:1. Dobra passa urwała się już w trzeciej kolejce, bo z Górnikiem Zabrze lechici wywalczyli tylko bezbramkowy remis. Teraz może być podobnie, bo w trzeciej kolejce poznański zespół zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, który obecny sezon także zaczął obiecująco. „Wysokie miejsce w tabeli w tym momencie nic nam nie daje. Nieważne jak się zaczyna, tylko jak się kończy. Żeby skończyło się dobrze, musimy teraz doskonalić nasz sposób gry i ciężko pracować na treningach. Innej drogi do sukcesu nie widzę” – przekonuje trener lechitów Ivan Djurdjević.

Ale zanim gracze „Kolejorza” wyjdą na murawę stadionu we Wrocławiu, w czwartek 2 sierpnia przyjdzie im stoczyć rewanżową potyczkę w II rundzie kwalifikacji Ligi Europy z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. W pierwszym meczu padł remis 1:1, więc ekipa „Kolejorza” ma dobrą pozycję wyjściową w rewanżu. No i nie będzie musiała grać z Białorusinami, jak z Cracovią, przy pustych trybunach. Wojewoda wielkopolski skrócił nałożoną na klub karę zamknięcia trybun. Awans do III rundy w tej sytuacji jest obowiązkiem graczy Lecha.

Po dwóch kolejkach ekstraklasy za wcześnie jest na wyciąganie jakiś ogólnych wniosków, nie da się jednak nie zauważyć fatalnego startu Cracovii. Przed sezonem trener „Pasów” Michał Probierz odważnie zapowiadał, że jego zespół będzie walczył o najwyższe cele, na razie jednak krakowski zespół trzyma w tabeli czerwoną latarnię. W trzeciej kolejce zagra u siebie z Arką Gdynia, potem czeka go wyjazd do Szczecina, a na koniec serii potyczka w Krakowie z sensacyjnym liderem Zagłębiem Lubin. Niewykluczone, że po tych pięciu kolejkach wielu kibiców odetchnie z ulgą, że to nie Probierza prezes PZPN Zbigniew Boniek wybrał na nowego selekcjonera reprezentacji Polski.

Tylko trzy zespoły w dwóch pierwszych kolejkach wywalczyły komplety punktów – poza wspomnianymi już Zagłębiem Lubin i Lechem jeszcze tylko Piast Gliwice. Trener Waldemar Fornalik po poprzednim sezonie znalazł się w niekomfortowej sytuacji, bo władze klubu rozważały zatrudnienie innego szkoleniowca. Ostatecznie były selekcjoner reprezentacji Polski utrzymał posadę i przez wakacje poukładał zespół na nowo. Na razie przynosi to dobre efekty.

 

Ekstra jest kasa, nie klasa

Ciekawe, czy po wtorkowej kompromitacji Legii Warszawa w meczu II rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów ze Spartakiem Trnava szefowie PKO BP nadal uważają, że zrobili dobry interes podpisując umowę sponsorską z Ekstraklasą SA.

 

Zapowiada się kolejna klęska polskich zespołów klubowych w europejskich pucharach i tym razem nie zdoła jej przykryć propagandowym całunem nawet PZPN, bo po mundialowej klęsce drużyny Adama Nawałki sam musi teraz fastrygować swój zszargany wizerunek. Wybór Jerzego Brzęczka na nowego selekcjonera biało-czerwonych wbrew oczekiwaniom nie okazał się czynnikiem osłabiającym niezadowolenie kibiców. Tylko wygrana lub ostatecznie remis z Włochami w pierwszym meczu Ligi Narodów może poprawić nastroje.

Całkiem niewykluczone, że to w sumie niezbyt istotne spotkanie może nabrać znaczenia, jeśli po trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy w europejskich pucharach nie będzie już ani jednej polskiej drużyny. Z naszego kwartetu w tej fazie kwalifikacji na pewno wystąpi Legia Warszawa, ale dla mistrzów Polski to żaden powód do chwały, tylko konsekwencja odpadnięcia w II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. A po pierwszym meczu ze Spartakiem Trnava, przegranym przez legionistów na własnym stadionie 0:2, chyba nikt już nie zakłada, że w rewanżu stołeczny zespół zdoła odrobić te straty i awansować do kolejnej rundy.

 

Infekcja albo trenerskie błędy

Ostatnie półtora roku w polskim futbolu trudno uznać za pasmo sukcesów. W czerwcu 2017 roku w rozgrywanych w naszym kraju młodzieżowych mistrzostwach Europy skompromitowała się reprezentacja do lat 21. Po niej w lipcu i sierpniu to samo zrobiły nasze zespoły klubowe w kwalifikacjach europejskich pucharów. To wszystko poszło jednak na bok, bo kibice cieszyli się awansem reprezentacji na mundial w Rosji. W tym roku sytuacja się jednak powtórzyła, tylko że zamiast klęski kadry U-21 w czerwcu przeżyliśmy klęskę pierwszej reprezentacji. Zabolała na tyle mocno, że teraz każda dotknięcie niezagojonej jeszcze rany doprowadza nas do szału.

Po wtorkowym meczu nie ma żadnych podstaw do optymizmu. Słowacki zespół był po prostu wyraźnie lepszy i mógł zdobyć więcej bramek, na szczęście bramkarzowi Legii Arkadiuszowi Malarzowi rzekoma infekcja wirusowa, która zdaniem trenera Deana Klafuricia dopadła jego piłkarzy w przeddzień meczu, nie osłabiła refleksu. Co miał wpuścić, to wpuścił, bo przy obu straconych golach nie miał żadnych szans na udaną interwencję, lecz w kilku sytuacja podbramkowych spisał się bez zarzutu. Niestety, nie da się tego powiedzieć o jego kolegach z pola.

Im być może owa „infekcja” faktycznie spętała nogi, bo na tle graczy słowackiej drużyny, z których znaczna część nie poradziła sobie wcześniej w naszych klubowych zespołach (w tym obaj strzelcy goli dla Spartaka), legioniści wyglądali jak nowicjusze, którzy nie wiedzą jak mają grać. A to już jest działka trenera i wygląda na to, że Klafurić wyleci z Legii już po rewanżowym meczu w Trnavie. No, chyba że go wygra 3:0, ale to nie jest możliwe do wykonania.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, co takiego powoduje, że już drugi sezon z rzędu Legia rozpoczyna w tak fatalnym stylu. Najbogatszy i przez to najsilniejszy polski zespół klubowy w letnim oknie transferowym ściągnął z Wisły Kraków Carlitosa, króla strzelców ekstraklasy w poprzednim sezonie. Na razie Hiszpan na Łazienkowskiej nie zachwyca, co oznacza, że podczas wakacji mocno się zaniedbał. Wróci zapewne do dawnej formy gdzieś na przełomie sierpnia i września, tylko że jego nie ściągnięto na Łazienkowską żeby strzelał gole tylko w Lotto Ekstraklasie. Miał pomóc Legii w europejskich pucharach, nikt jednak nie zapytał hiszpańskiego piłkarza, jakie są jego sportowe cele.

A co jeśli szczytem aspiracji Carlitosa jest tylko gra w naszej ekstraklasie? Miał oferty z drugoligowych klubów hiszpańskich, ale je odrzucił. Nie oferowały mu większych zarobków niż ma w Legii, a skoro tak, to lepiej grać w niezbyt wymagającej polskiej ekstraklasie i być w niej gwiazdą, niż pałętać się na oczach rodaków na zapleczu Primera Division.

 

Pieniądze to nie wszystko

Co jest przyczyną kiepskich wyników naszych klubowych zespołów, trafnie zdiagnozował serbski piłkarz Legii Miroslav Radović. „Naszym największym problemem jest brak zgrania. W zeszłym roku też mieliśmy problem, ponieważ późno zostały zrobione transfery i może to było przyczyną porażek. W tym sezonie było z tym lepiej, bo transfery dokonane zostały we właściwym czasie. Rzecz w tym, że w Legii co sezon dochodzi do wymiany siedmiu-ośmiu graczy z podstawowego składu. Mam na to inny przykład – Victorii Pilzno. Ten klub ma budżet 2-3 razy mniejszy od Legii, ale praktycznie ci sami piłkarze grają tam od pięciu lat. A u nas już niewielu zawodników z obecnego składu pamięta występ w Lidze Mistrzów. Za porażkę ze Spartakiem zasłużyliśmy na surową krytykę. Mimo wszystko nawet w myślach nie rozważam, że w rewanżu ich nie wyeliminujemy. Latem solidnie trenowaliśmy i jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu. Może z taktyka jest coś nie tak, ale to są rzeczy stosunkowo łatwe do poprawienia” – przekonywał Radović.

Problemy klubów nie są na szczęście problemami kibiców. Fani przy braku wyników po prostu przestają chodzić na mecze.

 

Lotto Ekstraklasa: Dolny Śląsk górą

Inauguracja rozgrywek naszej piłkarskiej ekstraklasy nie wypadła zbyt okazale. W ośmiu meczach padło 18 goli, a na trybunach mimo pięknej pogody zjawiło się 78639 kibiców, co daje średnio 9830 widzów na jedno spotkanie.

 

Największa widownia była w Zabrzu – 16 683 osób, najmniejsza w Sosnowcu – 4500. Wypada jednak odnotować, że w miniony weekend najliczniejszą widownię we wszystkich ligach piłkarskich w naszym kraju miał trzecioligowy Widzew Łódź, którego mecz z Olimpią Elbląg (1:0) obejrzało 17 431 kibiców. Ale frekwencja na widzewskim obiekcie to fenomen na światową skalę. Fani broniącej tytułu Legii Warszawa najwyraźniej są jeszcze na wakacjach, bo na inaugurujący nowy sezon mecz z Zagłębiem Lubin przybyło ich tylko 12 278. A jeszcze piłkarze stołecznej drużyny sprawili im paskudnego psikusa przegrywając z „Miedziowymi” 1:3. Ta porażka jeszcze niczego nie przesądza, bo poprzedni sezon, zwieńczony zdobyciem podwójnej korony (Puchar Polski także padł ich łupem), legioniści również rozpoczęli od porażki.

Z czołowego kwartetu poprzednich rozgrywek (Legia, Jagiellonia, Lech, Górnik), komplet punktów zdobył jedynie Lech Poznań, który wygrał na wyjeździe z przygotowaną do sezonu jeszcze przez Jerzego Brzęczka (obecnie trenerem „Nafciarzy” jest Dariusz Dźwigała) Wisłą Płock 2:1. Jeden punkt zdobył Górnik Zabrze, który zremisowane 1:1 spotkanie z Koroną Kielce rozpoczął jedenastką złożoną wyłącznie z polskich piłkarzy, co jest w naszej ekstraklasie ewenementem.
Dla porównania aspirująca do walki o mistrzostwo Polski Cracovia w przegranym na wyjeździe spotkaniu ze Śląskiem Wrocław miała w wyjściowym składzie tylko czterech Polaków, a wspomniana już Legia wystawiła aż ośmiu cudzoziemców. Ta personalna polityka okazała się mało skuteczna, bo po pierwszej kolejce Cracovia i Legia są na dnie ligowej tabeli. A na szczycie znalazły się zwycięskie w starciach z tymi drużynami zespoły z Dolnego Śląsk.

Trzeci zespół z tego regionu, Miedź Legnica, w swoim debiutanckim występie w ekstraklasie także zanotował zwycięstwo, pokonując na własnym stadionie Pogoń Szczecin 1:0. Drugi z beniaminków ekstraklasy, Zagłębie Sosnowiec, przegrał u siebie z walczącym w poprzednim sezonie do końca o utrzymanie Piastem Gliwice 1:2. Ta porażka nie najlepiej wróży sosnowiczanom na przyszłość.

Wicemistrz Polski Jagiellonia Białystok przed własną publicznością przegrała z Lechią Gdańsk 0:1. Oba zespoły kończyli mecz w dziesiątkę, a ukaranego za brutalny faul czerwoną kartką Sławomira Peszkę czeka w środę rozprawa przed Wydziałem Dyscypliny PZPN. Już wiadomo, że żadne tłumaczenie nie uchroni go od kary dyskwalifikacji, niewiadomą jest tylko jej wymiar.

 

Wyniki 1. kolejki ekstraklasy

Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 1:3
Gole: Adam Hlousek (37) – Patryk Tuszyński (15 i 87), Filip Starzyński (21 karny).
Żółte kartki: Vesović, Żyro – Dąbrowski.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Widzów: 12 278.

Wisła Kraków – Arka Gdynia 0:0
Żółta kartka: Cvijanović (Arka).
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów: 9215.

Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 0:1
Gol: Flavio Paixao (10).
Żółte kartki: Sheridan, Romanczuk – Stolarski, Nalepa, Kuciak, Joao Nunes, Mladenović. Czerwone kartki: Guilherme (68., Jagiellonia) – Sławomir Peszko (90., Lechia).
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Widzów: 11 766.

Miedź Legnica – Pogoń Szczecin 1:0
Gol: Petteri Forsell (90).
Żółte kartki: Łobodziński – Kożulj.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 5587.

Śląsk Wrocław – Cracovia 3:1
Gole: Piotr Celeban (14), Augusto (57), Jakub Kosecki (89) – Gerard Oliva (30).
Żółte kartki: Ahmadzadeh – Diego Ferraresso, Helik, Hernandez.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 496.

Górnik Zabrze – Korona Kielce 1:1
Gole: Daniel Smuga (46) – Ivan Jukić (62).
Żółte kartki: Urynowicz, Wiśniewski – Soriano, Żubrowski, Malarczyk.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Widzów: 16 683.

Wisła Płock – Lech Poznań 1:2
Gole: Giorgi Merebaszwili (77) – Łukasz Trałka (16), Pedro Tiba (89).
Żółte kartki: Stefańczyk – Raduț, Burić.
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 8114.

Zagłębie Sosnowiec – Piast Gliwice 1:2
Gole: Vamara Sanogo (36) – Aleksandar Sedlar (67 karny), Tomasz Jodłowiec (80).
Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków).
Widzów: 4500.

W sierpniu będzie już po europejskich pucharach

Wygląda na to, że 26 sierpnia nasze zespoły zakończą tegoroczną przygodę Ligą Europy. Jagiellonia, Lech i Górnik w 3. rundzie mogą trafić na bardzo mocnych rywali.

 

Górnik Zabrze w II rundzie trafił na słowacki AS Trencin i to już może być dla zabrzańskiej drużyny przeszkoda nie do przebycia. Ale gdyby podopieczni Marcina Brosza jednak okazali się w tej konfrontacji lepsi, to w III rundzie trafią na rywala ze znacznie wyższej półki – na czwarty zespół holenderskiej ekstraklasy w poprzednim sezonie Fyenoord Rotterdam.

Jagiellonię Białystok w II rundzie czeka potyczka z portugalskim Rio Ave, co już zapewne okaże się dla wicemistrzów Polski przeszkodą ponad ich możliwości, lecz gdyby jednak jakimś cudem ją przeszli, to w III rundzie na ich drodze stanie KAA Gent, której zawodnikiem od tego lata jest znany z występów w Legii Vadis Odidjia-Ofoe.

Na belgijską drużynę trafi też Lech Poznań, o ile rzecz jasna w II rundzie upora się białoruskim Szachtiorem Soligorsk. Kolejnym przeciwnikiem „Kolejorza” będzie zapewne KRC Genk, który drugiej rundzie eliminacji Ligi Europy rywalizuje z trzecim zespołem ekstraklasy Luksemburga CS Fola Esch i jest murowanym faworytem.

W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy może też zagrać Legia Warszawa, jeśli w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów odpadnie w rywalizacji ze Spartakiem Trnawa. W Lidze Europy mistrzów Polski czekałoby w tej sytuacji starcie ze zwycięzcą potyczki F91 Dudelange (Luksemburg) – Drita (Kosowo). Natomiast w przypadku awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów legioniści trafią albo na Crvenę Zvezdę Belgrad, albo na litewski Suduva Mariampol.

W przeszłości nasze klubowe zespoły z europejskich pucharów odpadały w starciach z rywalami z Macedonii, Mołdawii, Islandii czy Kazachstanu. Lepiej więc się nie nastawiać, że teraz dadzą radę.

 

Peszko popsuł inaugurację ekstraklasy

Koniec wakacji w polskim futbolu klubowym. W miniony weekend rozpoczęły się rozgrywki w trzech najwyższych klasach rozgrywkowych. Największe zainteresowanie rzecz jasna wzbudziła inauguracja zmagań w ekstraklasie.

 

W przededniu rozpoczęcia rozgrywek piłkarska ekstraklasa zyskała nowego sponsora. PKO BP przez trzy lata będzie partnerem głównym rozgrywek, które nadal jednak będą się odbywać pod szyldem należącej do Totalizatora Sportowego marki Lotto. Bank PKP BP zamierza w swoich długofalowych planach współpracy z ekstraklasą wspierać rozwój piłkarskich talentów. „Chcemy angażować się w proces budowy silnej ligi najpopularniejszej w Polsce dyscypliny sportu. Zależy nam na jej rozwoju a przede wszystkim wspieraniu młodych talentów. Będziemy współpracować na wielu płaszczyznach oferując dużą wiedzę ekspercką z zakresu finansów, która powinna przynieść korzyści zarówno klubom, jak i zawodnikom występującym w Ekstraklasie. Podobnie, jak w zachodnich rozgrywkach, Bank uruchomi system emerytalny dla graczy w Polsce. Wspierając Ekstraklasę chcemy być jeszcze bliżej naszych klientów” – zapowiedział w stosownym oświadczeniu prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło.

Totalizator Sportowy natomiast przedłużył umowę sponsorską na kolejne trzy lata. Logo rozgrywek z logotypem Lotto pozostanie m.in. na koszulkach piłkarzy oraz w przestrzeni reklamowej wszystkich szesnastu stadionów. Ponadto będzie eksponowany podczas transmisji telewizyjnych z meczów w trakcie całego sezonu, a także za pośrednictwem wszelkich kanałów komunikacji prowadzonych przez kluby i ligę. Lotto jest sponsorem tytularnym Ekstraklasy od dwóch sezonów. W pierwszym sezonie Totalizator Sportowy zapłacił za to ok. 10 mln zł, a w drugim ok. 7 mln zł. Wcześniej przez dwa lata sponsorem rozgrywek była należąca do Totalizatora Sportowego marka Keno. Oprócz umów z tymi dwoma potentatami spółka Ekstraklasa SA może też pochwalić się przedłużeniem umów sponsorskich z wszystkimi dotychczasowymi partnerami. Na stadionach Lotto Ekstraklasy nadal obecne więc będą dwie marki firmy Oshee (Oshee, Combu), Henryk Kania i Aztorin. Dzięki temu budżet sponsorski rozgrywek wzrósł dwukrotnie i wynosi teraz około 30 mln złotych. Pieniądze te zostaną rozdzielone między kluby.

Nie wiadomo jednak jak te środki zostaną spożytkowane. Poziom sportowy naszej ekstraklasy wciąż pozostawia wiele do życzenia, czego dowodem są męczarnie naszych drużyn w kwalifikacjach Ligi Mistrzów (Legii) i Ligi Europy (Lecha i Górnika oraz mierne widowiska zafundowane kibicom w pierwszej kolejce nowego sezonu. Największą sensacją była rzecz jasna porażka na własnym stadionie broniącej mistrzowskiego tytułu Legii z Zagłębiem Lubin (1:3), ale większym echem odbił się brutalny faul piłkarza Lechii Gdańsk Sławomira Peszki na zawodniku Jagiellonii Arvidasie Novikovasie. Bandycki wybryk Peszki popsuł i tak niezbyt udaną inaugurację.

 

Król strzelców w Legii

Napastnik Wisły Kraków Carlitos, czyli Carlos Daniel Lopez Huesca, król strzelców naszej piłkarskiej ekstraklasy w minionym sezonie, przeszedł do Legii Warszawa. Mistrzowie Polski zapłacili za niego około czterech milionów złotych.

 

Legia interesowała się Carlitosem już od dłuższego czasu, ale króla strzelców i najlepszego gracza Lotto Ekstraklasy chce też pozyskać Lech Poznań. Hiszpan liczył na transfer do któregoś z klubów w ojczystym kraju, ale nie doczekał się żadnej oferty. W drugiej lidze grać nie chciał, nie skusiły go też mało konkretne oferty z chorwackiego Dinama Zagrzeb i greckiego AEK Ateny. 28-letni Carlitos decydując się na dalszą grę w polskiej lidze wybrał ostatecznie ofertę występów w najlepszym klubie Lotto Ekstraklasy w poprzednim sezonie, w którym Hiszpan zdobył w barwach Wisły tytuł króla strzelców. W 36 meczach Carlitos zdobył 24 bramki i zaliczył 7 asyst. Krakowski klub zagwarantował sobie też jedną trzecią kwoty z jego kolejnego transferu.

Przed losowaniem Ligi Europy

UEFA podzieliła drużyny na grupy przed losowaniem I rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Losowanie odbędzie się w środę o godz. 13:00 w Nyonie (Szwajcaria). Mecze I rundy zostaną rozegrane 12 i 19 lipca.

 

Górnik Zabrze znalazł się w grupie 4 wśród drużyn rozstawionych, razem z Vardarem Skopje, Dinamem Mińsk, Spartakiem Subotica i Mladostią Podgorica. W losowaniu zabrzanie mogą trafić na Pjunik Erewan (Armenia), Zarię Balti (Mołdawia), Coleraine FC (Irlandia Płn), Derry City FC (Irlandia) oraz B36 Torshavn (Wyspy Owcze) lub St Joseph’s (Gibraltar). Z kolei rozstawiony w grupie 8 Lech znalazł się w towarzystwie m.in. Beitaru Jerozolima, FK Radnicki Nisz i Lewskiego Sofia, a może trafić na Czichura Saczchere (Gruzja), FC Vaduz (Liechtenstein), JK Trans Narva (Estonia), Gandzasar Kapan (Armenia) lub zwycięzcę spotkań Cefn Druids AFC (Walia) – Traku FK (Litwa) i UE Sant Julia (Andora) – Gżira United FC (Malta).