Przed losowaniem Ligi Europy

UEFA podzieliła drużyny na grupy przed losowaniem I rundy eliminacyjnej Ligi Europy. Losowanie odbędzie się w środę o godz. 13:00 w Nyonie (Szwajcaria). Mecze I rundy zostaną rozegrane 12 i 19 lipca.

 

Górnik Zabrze znalazł się w grupie 4 wśród drużyn rozstawionych, razem z Vardarem Skopje, Dinamem Mińsk, Spartakiem Subotica i Mladostią Podgorica. W losowaniu zabrzanie mogą trafić na Pjunik Erewan (Armenia), Zarię Balti (Mołdawia), Coleraine FC (Irlandia Płn), Derry City FC (Irlandia) oraz B36 Torshavn (Wyspy Owcze) lub St Joseph’s (Gibraltar). Z kolei rozstawiony w grupie 8 Lech znalazł się w towarzystwie m.in. Beitaru Jerozolima, FK Radnicki Nisz i Lewskiego Sofia, a może trafić na Czichura Saczchere (Gruzja), FC Vaduz (Liechtenstein), JK Trans Narva (Estonia), Gandzasar Kapan (Armenia) lub zwycięzcę spotkań Cefn Druids AFC (Walia) – Traku FK (Litwa) i UE Sant Julia (Andora) – Gżira United FC (Malta).

Duński piłkarz rozrabiaka

Były napastnik Lecha Poznań Nicki Bille Nielsen został skazany w Księstwie Monako na miesiąc więzienia. Duński piłkarz trafi tam za kratki za posiadanie kokainy, uderzenie kobiety oraz… uprawianie seksu w miejscu publicznym.

 

Sprawę nagłośnił francuski dziennik „L’Equipe”. W zeszły czwartek duński piłkarz został aresztowany za uderzenie kobiety usiłującej przed jednym z barów w Monako ratować koleżankę, którą pijany jak bela Nielsen w furii niemal udusił. Po nocy spędzonej w areszcie i wytrzeźwieniu piłkarz został zwolniony, ale podczas przeszukania policjanci znaleźli przy nim blisko gram kokainy, zaś w jego telefonie odkryli pornograficzne sesje zdjęciowe oraz filmik wideo z zapisem seksu oralnego na jednej z ulic w Monako. Oprócz kary więzienia Duńczyka skazano na 750 euro grzywny oraz trzy tysiące euro odszkodowania dla pobitej kobiety. Nielsen był zawodnikiem Lecha przez półtora sezonu. Z poznańskiego klubu odszedł w styczniu tego roku do greckiego Panioniosu.

Wojna Lecha z kibolami

Władze Lecha Poznań weszły w konflikt ze stowarzyszeniem kibiców „Wiara Lecha”, odbierając mu możliwość dalszego korzystania z pomieszczeń wynajmowanych na Stadionie Miejskim przy Bułgarskiej.

 

Zaognienie relacji ze stowarzyszeniem kibiców „Kolejorza” nastąpiło po meczu 37. kolejki Lotto Ekstraklasy z Legią Warszawa (0:2). Przypominamy, że spotkanie zostało przerwane przez grupę kibiców poznańskiego zespołu, co miało być formą protestu przeciwko niewystarczającym staraniom władz Lecha nad wzmocnieniem zespołu, który po raz drugi z rzędu zajął dopiero trzecie miejsce lidze. Policja zatrzymała wielu uczestników zajść, przeciwko którym toczy się teraz dochodzenie prokuratorskie, ale klub w wyniku nałożonych sankcji poniósł poważne straty finansowe.

Z tego powodu zarząd Lecha postanowił usunąć stowarzyszenie kibiców „Wiara Lecha” z INEA Stadionu. W pomieszczeniach udostępnionych kibicowskiej organizacji przechowywano elementy tzw. opraw meczowych (flagi, sektorów itp.), ale też środki chemiczne i żywność zbieraną podczas akcji charytatywnych. Istniało uzasadnione podejrzenie, że w tych pomieszczeniach ukrywano też środki pirotechniczne, które odpalano podczas meczów.

Działacze Lecha zaproponowali stowarzyszeniu pomieszczenia znajdujące się poza terenem stadionu, ale oferta została odrzucona. Mało tego, „Wiara Lecha” za pośrednictwem swojej strony na Facebooku wydała oświadczenie, w którym zapowiada całkowity bojkot meczów Lecha i żąda spotkania z właścicielem klubu Jackiem Rutkowskim. „Uważamy, że jest pan ostatnią instancją w Lechu (…). Czekamy na podanie terminu spotkania” – napisało stowarzyszenie w swoim oświadczeniu.

W Europie grali słabo, ale w kasie im przybyło

Zakończony sezon był rekordowy pod względem wysokości wypłat dla klubów ekstraklasy. W sumie otrzymały 150,5 mln złotych. To kwota wyższa o 5,3 mln złotych od wypłaconej z tego tytułu rok temu.

 

Najwięcej zarobiły kluby z czołówki – Legia Warszawa otrzymała 16,7 mln złotych, druga w tabeli Jagiellonia Białystok 14,6 mln złotych, a trzeci Lech Poznań 13,6 mln złotych. Na drugim biegunie znalazła się najsłabsza w stawce Sandecja Nowy Sącz, która zarobiła 5,9 mln złotych. Kwota 150,5 mln złotych rozdzielona między 16 klubów Lotto Ekstraklasy jest wyższa o 5,3 mln złotych od wpływów uzyskanych w poprzednim sezonie, 13,5 mln złotych więcej niż dwa lata temu i aż o 45,5 mln złotych więcej niż w sezonie 2012-2013, ostatniego przed wejściem w życie reformy rozgrywek, określanych dzisiaj mianem ESA37.

„Tak wysoki poziom wypłat za miniony sezon to efekt zmniejszenia kosztów działalności spółki. Jednocześnie Ekstraklasa SA odnotowała wzrost wpływów komercyjnych. Oba te obszary zapewniły spółce dodatkowe środki w wysokości 6,5 mln zł netto, które decyzją zarządu zostaną wypłacone jako dodatkowa pula w sezonie 2017-2018” – podano w komunikacie spółki Ekstraklasa SA.

Podział pieniędzy dokonywany jest według modelu przyjętego w 2015 roku. Wysokość wynagrodzenia dla każdego z klubów to suma pięciu składowych. Pierwszą stanowi stała kwota dzielona po równo między wszystkie kluby rywalizujące w Ekstraklasie w danym sezonie. W tym roku wynosi ona około 82,8 mln złotych. Kolejne dwa elementy to miejsce zajęte w danym sezonie oraz pozycja w rankingu historycznym, który obejmuje trzy ostatnie sezony. Czwarta część sumy przypada klubom, które na koniec sezonu zajęły miejsca premiowane udziałem w europejskich pucharach. Ostatnią ze składowych jest tzw. opłata solidarnościowa dla klubów, które zajmą miejsca od 9 do 16.

W minionym sezonie kluby otrzymały również świadczenia barterowe o wartości ponad 5,5 mln złotych. Oznacza to, że ligowa spółka przekazała klubom w formie pieniężnej i niepieniężnej ponad 156 mln zł. Ponadto, na podstawie umowy o zarządzanie ligą zawodową Ekstraklasa SA przekaże na konto PZPN 6,8 mln złotych. W sumie zatem za sezon 2017-2018 wszyscy akcjonariusze Ekstraklasa SA otrzymają świadczenia o rekordowej wartości ponad 162,8 mln złotych.

Zatrzymali prowodyrów zadymy na stadionie Lecha

Biuro prasowe poznańskiej policji podało, że w Poznaniu funkcjonariusze zatrzymali dwie kolejne osoby zamieszane w przerwanie meczu Lech – Legia. Jeden z aresztowanych prowadził doping na trybunach, drugi zranił policjanta.

 

Pierwszy z dwóch zatrzymanych kiboli znajdował się w trakcie meczu na podeście ustawionym przed trybuną za jedną z bramek, zajmowaną przez najzagorzalszych kibiców „Kolejorza”. Funkcjonariusze aresztowali go na poznańskim lotnisku „Ławica”, gdy w poniedziałek wracał do kraju z Kijowa, gdzie wybrał się na finał Ligi Mistrzów Real Madryt z FC Liverpool. Drugi z aresztowanych pseudokibiców jest podejrzany o czynną napaść na policjanta. Policja ma ponoć nagrania na których został rozpoznany jak rzuca metalowymi elementami ogrodzenia. Jeden z takich metalowych kawałków zranił funkcjonariusza. W sumie poznańska policja zatrzymała już 30 osób, które brały udział w burdach podczas przerwanego spotkania Lecha z Legią.

Liga na peryferiach futbolowej Europy

W zakończonym sezonie Lotto Ekstraklasy Legia Warszawa znów najlepsza okazała się nie tylko na boisku, ale także przy kasie. W raporcie firmy Deloitte stołeczny klub znalazł się na czele stawki z przychodami 138 milionów złotych. To jest kwota mniejsza o ponad 70 milionów w porównaniu z poprzednim sezonem, ale wtedy legioniści grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Według wyliczeń firmy Deloitte przychody klubów ekstraklasy wyniosły w sumie 550 milionów złotych, o pięć procent mniej niż w roku poprzednim. Zmniejszenie wpływów to efekt nieobecności polskich zespołów w Champions League. Ten spadek jest stosunkowo niewielki dlatego, że kluby zrekompensowały straty większymi wpływami z krajowych rozgrywek ligowych oraz transferowania piłkarzy za granicę. „Królem polowania” w tej sferze działalności był Lech Poznań, który na transferach m. in. Dawida Kownackiego, Jana Bednarka i Tomasza Kędziory zyskał aż 56 milionów złotych. Kolejna w tym zestawieniu Legia była gorsza o 22 miliony. W sumie kluby ekstraklasy zarobiły na sprzedaży zawodników 156 milionów złotych, z czego 145 milionów złotych to transakcje z kontrahentami spoza Polski.

Wszystkim przybyło pieniędzy

Na krajowym podwórku pod względem finansów Legia bije konkurentów na głowę. Drugi w zestawieniu Lech Poznań odnotował wpływy w wysokości 65 milionów złotych, czyli niespełna połowę tego, co warszawski klub. Trzecia w stawce ligowych krezusów Lechia Gdańsk zarobiła niecałe 40 milionów złotych, a mimo to miała finansowe problemy i musiała być wsparta dotacją z miejskiego budżetu. Na dalszych miejscach w zestawieniu znalazły się Zagłębie Lubin (37 mln) i Cracovia (32 mln). W porównaniu do rankingu za rok 2016, aż dziewięć klubów poprawiło swoje wyniki finansowe, w tym Jagiellonia Białystok (plus 15 mln), Śląsk Wrocław (12 mln) i Lech Poznań (11 mln).

Mimo zdarzających się od czasu do czasu kibolskich ekscesów rośnie frekwencja na stadionach, co przekłada się na wzrost dochodów ze sprzedaży biletów. W 2017 roku wszystkie kluby Lotto Ekstraklasy zarobiły z tego tytułu 129 mln euro, co jest wynikiem na średnim poziomie europejskim. Dla porównania liga szkocka zarobiła w tym okresie 149 mln euro, a liga austriacka 160 mln euro. Nasza piłkarska ekstraklasa dystansuje jednak niektórych europejskich średniaków w wysokości wpływów z tzw. dnia meczowego (ma wyższe niż np. liga duńska) oraz wpływów ze sprzedaży praw telewizyjnych (przebija ligi w Szkocji, Szwecji i Austrii). Średnia frekwencji na stadionach ekstraklasy wyniosła 9,4 tys. kibiców, co jest wynikiem lepszym niż w wyżej od polskiej notowanych przez UEFA ligach ukraińskiej czy czeskiej.

Liderem poprzedniego roku został Lech Poznań, który mógł się pochwalić obecnością średnio ponad 20 tys. kibiców na mecz. Kolejne miejsca zajęły Górnik Zabrze i Legia. Średnia frekwencja w ekstraklasie byłaby wyższa gdyby nie karne zamykanie trybun, a także obecność w ekstraklasie zespołów Bruk-Betu Termaliki i Sandecji Nowy Sącz, które swoje mecze domowe rozgrywały na kameralnym stadionie w Niecieczy mogącym pomieści niewiele ponad cztery tysiące widzów.

Legia dominuje też przy kasie

Legia dominuje w ekstraklasie pod względem finansowym od 2011 roku. Aktualni mistrzowie Polski w 2017 r oku mieli łączne przychody na poziomie 138,3 mln zł. To znaczny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym zanotowali wpływy w wysokości 207,4 mln złotych. Przyczyna jest oczywista – brak awansu do fazy grupowej Champions League. Stołeczny klub nie zdołał zrekompensować tej straty transferami zawodników. Z tego tytuły Legia zarobiła niespełna 25 mln złotych, a za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów zgarnęła w 2016 roku około 94 mln złotych. Po zakończonym w miniony weekend sezonie 2017-2018 wpływy z transferów raczej nie przebiją osiągnięcia z poprzedniego roku, chyba że któryś z piłkarzy ekstraklasy zrobi furorę na mundialu w Rosji i latem przejdzie za średnią europejska cenę 20-30 mln euro.

Liga Mistrzów już nie dla nas

Po zmianie zasad kwalifikacji do Champions League Legia w drodze do fazy grupowej będzie musiała przebrnąć przez cztery rundy, zamiast trzech, co kwestię awansu czyni problematyczną. Nawet prezes i właściciel warszawskiego klubu Dariusz Mioduski nie żywi większych nadziei na awans i jasno stawia cel: „Liga Mistrzów to marzenie, Liga Europy to nasze zadanie.
Najpierw jednak legioniści będą musieli zmierzyć się w kwalifikacjach Champions League. W I rundzie ich potencjalnymi rywalami mogą być takie zespoły, jak: F91 Dudelange (Luksemburg), Spartak Trnawa (Słowacja), Valletta FC (Malta), Vikingur (Wyspy Owcze), Crusaders Belfast (Irlandia Północna), Santa Coloma (Andora), Alaszkert (Armenia), Sutjeska Niksić (Czarnogóra), Suduva Mariampol (Litwa), czy Cork City (Irlandia). Jeśli awansują do II rundy, znów zostaną w niej rozstawieni, ale rywale będą też mocniejsi. Legia może trafić np. na Crveną Zvezdę Belgrad (Serbia), Hapoel Beer-Szewa (Izrael), Rosenborg (Norwegia), HJK Helsinki (Finlandia), The New Saints (Walia), Kukesi (Albania) czy CFR Cluj (Rumunia).

Także w III rundzie mistrz Polski może liczyć na rozstawienie, ale przyjdzie mu mierzyć się z kimś z grona Karabach Agdam (Azerbejdżan), BATE Borysów (Białoruś), Dinamo Zagrzeb (Chorwacja), Sherif Tyraspol (Mołdawia) oraz AEK Ateny. W IV rundzie legioniści nie zostaną już rozstawieni. Ale dojście do tego etapu zapewnia miejsce w Lidze Europy. Bić się trzeba i o to.

Legia obroniła tytuł

Zdobycie przez Legię drugiego z rzędu mistrzostwa Polski nie podlega dyskusji, chociaż formalnie legioniści wygrali mecz z Lechem przy zielonym stoliku. Po raz drugi z rzędu na drugim miejscu rozgrywki skończyła Jagiellonia.

Decyzją Komisji Ligi mecz 37. kolejki ekstraklasy Lech Poznań – Legia Warszawa, przerwany przy stanie 0:2 przez kibiców gospodarzy, został zweryfikowany jako walkower 0:3 na korzyść stołecznej drużyny. Komisja Ligi podjęła w tej sprawie decyzję jeszcze w niedzielę. „W związku z deklaracją Lecha Poznań, że nie będzie składać odwołania od tej decyzji, rozstrzygnięcie meczu i decyzja o przyznaniu trzech punktów Legii Warszawa staje się wykonalna. Na skutek tej decyzji Legia ma 70 punktów i zapewniony tytuł mistrza Polski, a Lech 60 punktów i trzecie miejsce” – napisano w oficjalnym komunikacie Komisji Ligi.

Niezrozumiały wygłup kiboli Lecha

Mecz z Poznaniu został przerwany w 76. minucie z powodu rac rzucanych na murawę boiska z sektora zajmowanego przez zorganizowane grupy kibiców poznańskiego klubu. Część z nich próbowała wedrzeć się na boisko i wyłamała płot, ale na szczęście awanturnicy zostali powstrzymani przez zwarte oddziały policji. Spotkania już jednak nie wznowiono i sędzia Daniel Stefański z Bydgoszczy o 20:01 odgwizdał jego zakończenie, o czym czekających na rozwój wydarzeń widzów poinformował spiker zawodów.

Pierwsze sankcje spadły na Lech już następnego dnia. Jako pierwszy do karania rzucił się wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann, zamykając stadion Lecha na pięć spotkań ligowych oraz trzy w europejskich pucharach. Lekko licząc dla poznańskiego klubu oznacza to tratę co najmniej 5-6 mln złotych. Nic dziwnego, że włodarze „Kolejorza” zamierzają się od tej drakońskiej kary odwołać.

To jednak nie koniec konsekwencji, które mogą spotkać Lecha. W czwartek ma się odbyć postępowanie dyscyplinarne Komisji Ligi i jeśli wierzyć plotkom na poznański klub zostanie na pewno nałożona potężna kara finansowa, a niewykluczone że także minusowe punkty w następnym sezonie. Koszty idiotycznego wybryku grupy kiboli będą więc dla Lecha ogromne i słabym pocieszeniem dla władz klubu jest fakt, że policja już niektórych ze sprawców namierzyła.

Fani Legii też rozrabiali

Gdy stadion już opustoszał świętujący wcześniej w szatni obronę mistrzowskiego tytułu piłkarze Legii wrócili na boisko i urządzili sobie krótką fetę wraz z trzymanymi wciąż na stadionie pod ochroną policji przybyłymi z Warszawy na mecz fanami, którzy wręczyli im zrobione przez siebie imitacje pucharu i medali za mistrzostwo. Wprawdzie to na kibiców Lecha spadło całe odium społecznej niechęci za chuligańskie wybryki na stadionie, ale kibice Legii też się nie popisali. „Wbijcie sobie to do głowy, Lech po prostu jest ch.. y” – takimi przyśpiewkami fani warszawskiego zespołu prowokowali do agresywnych zachowań kiboli „Kolejorza”, ale sami trzymali się w ryzach i swoja postawą na stadionie nie dali żadnych podstaw do nałożenia na Legię kar. Za to w drodze powrotnej pokazali swoje prawdziwe oblicze.

Wracający z meczu w Poznaniu pociągiem specjalnym kibice Legii na stacji w Kutnie zaatakowali policjantów, którzy w starciu użyli broni gładkolufowej. Zatrzymano dwie osoby. Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi mł. insp. Joanna Kącka podała, że „już w trakcie jazdy z wagonów były rzucane petardy i race. Pociąg, w wyniku zaciągnięcia hamulca, zatrzymał się około 200 metrów od budynku dworca. Z wagonów wysiedli zamaskowani pseudokibice, którzy mieli pozakładane na twarze maski i kominiarki. Byli uzbrojeni w kije i pałki. W związku z zagrożeniem życia i zdrowia funkcjonariuszy, policjanci oddali salwę ostrzegawczą z broni gładkolufowej, co nie powstrzymało agresorów, którzy zaczęli obrzucać funkcjonariuszy kamieniami. Starcie trwało kilkadziesiąt minut. Żaden z policjantów nie odniósł obrażeń”.

W Legii tylko Malarz doceniony

W poniedziałek podczas zwyczajowej już gali na zakończenie sezonu ogłoszono wyróżnienia dla najlepszych graczy ekstraklasy. Najwięcej zaszczytów spadło na napastnika Wisły Kraków Hiszpana Carlosa Daniela Lopeza Huescę, bardziej znanego pod boiskowym przydomkiem Carlitos, który zgarnął nagrodę dla piłkarza sezonu, najlepszego napastnika oraz króla strzelców (wygrał klasyfikację snajperów z 24 trafieniami na koncie, drugi był jego rodak z Górnika Zabrze Igor Angulo, który strzelił 23 gole). Za odkrycie sezonu uznano 20-letniego pomocnika Górnika Szymona Żurkowskiego, za najlepszego obrońcę Michała Helika z Cracovii, a za najlepszego pomocnika Rafała Kurzawę z Górnika. Zabrzański klub zgarnął też nagrodę dla najlepszego trenera, którą przyznano Marcinowi Broszowi. Z ekipy mistrzów Polski indywidualne wyróżnienie otrzymał tylko Arkadiusz Malarz, uhonorowany tytułem najlepszego bramkarza rozgrywek.

Tak więc w przyszłym sezonie nasz klubowy futbol na europejskich arenach w kwalifikacjach Ligi Mistrzów reprezentować będzie Legia, a w kwalifikacjach Ligi Europy Jagiellonia, Lech i Górnik, dla którego będzie to powrót do europejskich pucharów po 23 latach przerwy. Oby udany.