Wpadka najdroższego bramkarza

FC Liverpool w 4. kolejce Premier League wygrał na wyjeździe z Leicester City 2:1. „The Reds” mają komplet punktów na koncie, ale stracili gola po kompromitującym błędzie brazylijskiego bramkarza Alissona Beckera.

 

Do przerwy wszystko układało się po myśli trenera Liverpoolu Juergena Kloppa. Już w 10. minucie czwartego gola w sezonie strzelił Senegalczyk Sadio Mane, a tuż przed końcem pierwszej połowy na 2:0 podwyższył Brazylijczyk Roberto Firmino. Po zmianie stron obraz gry zaczął się zmieniać, bo gracze „Czerwonych Diabłów” chcieli tylko dowieźć korzystny wynik i zawodnicy gospodarzy momentami nawet przeważali.

Nerwowo na ławce rezerwowych i wśród kibiców Liverpoolu zrobiło się w 63. minucie. To wtedy Alisson, za którego Juergen Klopp nie wahał się zapłacić AS Roma blisko 65 mln euro, co jest kwotą jak na bramkarz wręcz astronomiczną, ośmieszył się błędem niemal tak kompromitującym, jak niemiecki bramkarz Loris Karius w majowym finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt. Niepokonany w Premier League przez 332 minuty Alisson w swoim polu karnym chciał przedryblować atakującego go napastnika gospodarzy Kelechiego Iheanacho, ale Nigeryjczyk odebrał mu piłkę, podał ją do Algierczyka Rachida Ghezzala, a ten zdobył kontaktową bramkę.

Poprzedniego gola w rozgrywkach klubowych Brazylijczyk, za którego Liverpool latem zapłacił 62,5 mln euro, puścił jeszcze w barwach Romy w półfinale Ligi Mistrzów, właśnie w potyczce z „The Reds”. Alisson do końca meczu z Leicester już nie wpuścił kolejnego gola i Liverpool odniósł czwarte zwycięstwo w sezonie. Ale jego kompromitująca wpadka nie przeszła bez echa. W mediach i internecie zaroiło się od złośliwych komentarzy w stylu „Zastąpili niepewnego bramkarza też niepewnym, tylko droższym”.

 

Lisy nie chcą Kapustki

Koszmar Bartosza Kapustki trwa nadal. Piłkarz wrócił do Leicester City z rocznego wypożyczenia do Freiburga, ale nowy trener „Lisów” Claude Puel po obejrzeniu jego gry w dwóch sparingach nie chce go w zespole.

 

Trener Freiburga Christian Streich wiązał z Kapustką pewne nadzieje, ale szybko zmienił zdanie i odstawił reprezentanta Polski na boczny tor. Okrzyczany wielką nadzieją polskiego futbolu zawodnik zagrał w sumie przez cały sezon tylko w dziewięciu meczach, z tego wiosną zaledwie w dwóch. Na boisku spędził łącznie tylko 285 minut, nie licząc występów w młodzieżowej reprezentacji Polski. Nic dziwnego, że Freiburg nie skorzystał z opcji transferu definitywnego i latem odesłał Kapustkę do angielskiego klubu.

Akurat w Leicester swoje porządki zaczął zaprowadzać nowy trener Claude Puel. Dokonując przeglądu kadr postanowił sprawdzić co potrafi 21-letni skrzydłowy, którego pamiętał z dobrych występów w reprezentacji Polski podczas Euro 2016. Sytuacja kadrowa w ekipie „Lisów” zdawała się sprzyjać polskiemu piłkarzowi, bo z zespołu odszedł do Manchesteru City skrzydłowy Riyad Mahrez i trener Puel szukał następcy.

Kapustka latem sezonu zagrał w dwóch pierwszych sparingach „Lisów” – z Notts County (4:1) i Akhisarsporem (0:0), lecz w kolejnych grach kontrolnych, z Udinese (1:2), Valencią (1:1) i Lille (2:1) nie znalazł się nawet na ławce rezerwowych. Powodem nie była kontuzja, po prostu trener Leicester uznał, że umiejętności młodego Polak i jego forma nie trzymają poziomu Premier League. Szanse Kapustki na grę ostatecznie przekreślił transfer skrzydłowego Rachida Ghezzala, 13-krotnego reprezentanta Algierii, którego „Lisy” pozyskały z AS Monaco za 14 mln euro. A nasz piłkarz, którego z Cracovii kupiono za 5,5 mln euro, zapewne znów zostanie wypożyczony.

 

Druga szansa na odrodzenie Kapustki

Piłkarska kariera Bartosza Kapustki po Euro 2016 gwałtownie się załamała. Po przejściu z Cracovii do Leicester City wypadł na margines futbolu i zmarnował dwa lata kariery. Teraz dostał od losu szansę na przełamanie impasu.

 

Kapustka przeszedł do Leicester City w sierpniu 2016 roku po udanym dla niego występie na Euro 2016 we Francji. Cracovia zarobiła na jego transferze 5,5 mln euro, co było kwotą jak na polskie realia rekordową, ale też wykluczającą transakcję zwrotną. Gdy po roku grzania ławy agenci młodego piłkarza sondowali możliwość jego wypożyczenia do krakowskiego klubu, spotkali się ze stanowcza odmową. Kapustka nawet jako piłkarski outsider zarabiał w Leicester City dwadzieścia razy więcej niż jako zawodnik „Pasów”.

W pierwszym roku spędzonym na King Power Stadium Kapustka nie doczekał się debiutu w Premier League, a ówczesny trener „Lisów” Claudio Ranieri dał mu zagrać tylko w trzech meczach Pucharu Anglii. Po zwolnieniu włoskiego szkoleniowca sytuacja młodego Polaka nie uległa zmianie i latem ubiegłego roku angielski klub wypożyczył go z opcja pierwokupu do niemieckiego SC Freiburg. Nowy klub miał być miejscem, w którym Kapustka zamierzał odzyskać dawną formę i odbudować podupadłą karierę. Niestety, młodemu piłkarzowi zabrakło chyba determinacji i siły charakteru, bo zamiast podbić Bundesligę szybko zniknął w rezerwach Freiburga. Trener Christian Streich nie ukrywał rozczarowania polskim piłkarzem i dał mu zagrać tylko w dziewięciu meczach, z czego tylko w dwóch w rundzie wiosennej. Kapustka spędził na niemieckich boiskach ledwie 285 minut i nic dziwnego, że szefowie Freiburga nie skorzystali z opcji jego wykupienia i odesłali do Leicester City.

Dla 21-letniego Kapustki, który ma jeszcze trzy lata ważnego kontraktu z angielskim klubem, tu być może najtrudniejszy moment w dotychczasowej karierze, a może też i życiu. Nowy trener „Lisów” Claude Puel nieoczekiwanie zainteresował się losem należącego do kadry jego zespołu 14-krotnego reprezentanta Polski. Francuski trener postanowił osobiście przekonać się jakie ma umiejętności i polecił mu stawić się na trening pierwszej drużyny. Dla Kapustki to wielka szansa na przełamanie impasu w karierze, bo ma okazję zaliczyć cały okres przygotowawczy. Tylko czy on jeszcze umie dobrze grać w piłkę?