Nieudany weekend Polaków w Anglii

Żadnemu z polskich piłkarzy nie udało się w sobotę wygrać na boiskach Premier League. Nie przeszkodziło to Łukaszowi Fabiańskiemu rozegrać kolejnego dobrego meczu i zebrać dobre noty. Media dobrze oceniły także Artura Boruca.

West Ham United nie zdołał pokonać w sobotnim spotkaniu Premier League Crystal Palace. „Młoty” zremisowały 1:1 mimo, że od 27. minuty prowadziły po golu Marka Noble’a. Brytyjskie media nie obwiniają Łukasza Fabiańskiego o stratę bramki. Polak zebrał najlepsze oceny spośród wszystkich piłkarzy West Hamu. „Sky Sports” wystawiła mu notę „8”, a w uzasadnieniu podkreśliła genialną interwencję przy jednym ze strzałów Jamesa McArthura. Szkot uderzył piłkę z bliskiej odległości, ale Fabiański jakimś cudem to obronił.

Dwaj pozostali Polacy występujący w angielskiej ekstraklasie musieli przełknąć gorycz porażki. Bournemouth z Arturem Borucem w bramce przegrało 0:3 z liderem rozgrywek FC Liverpool. Ale chociaż 38-letni golkiper trzykrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki, nie został obwiniony za żadną ze straconych bramek i dostał noty lepsze od bramkarza Liverpoolu Alissona.
Porażkę poniosła też drużyna naszego reprezentacyjnego obrońcy Jana Bednarka – Southampton. „Święci” w spotkaniu z Cardiff City do 90 minuty utrzymywali wynik 1:1, lecz w doliczonym czasie gry rywale w ogromnym zamieszaniu zdołali wepchnąć piłkę do siatki i wygrali ostatecznie 2:1. 23-letni polski obrońca rozegrał cały mecz i za swój występ został oceniony tak samo jak pozostali partnerzy z linii obronnej – wszyscy dostali „6” w skali 1 (najsłabszy) – 10 (najlepszy).

Na zapleczu Premier League naszym piłkarzom też się nie wiodło. Hull City Kamila Grosickiego (zaliczył cały mecz) przegrało na wyjeździe 0:2 z Derby County, Leeds United Mateusza Klicha (grał do 58.minuty) zremisowało 1:1 z Middlesbrough, Queens Park Ranger Pawła Wszołka (grał od 62. minuty) przegrało u siebie 3:4 z Birmingham, Bolton Pawła Olkowskiego (cały mecz na ławie) uległo 1:2 ekipie Preston North End, a Ipswich Town z Bartoszem Białkowskim w bramce przegrało 0:3 z Norwich City.

 

Stachanowcy na boisku

Międzynarodowe Centrum Nauk Sportowych (CIES) opublikowało ranking piłkarzy, którzy w ostatnich pięciu latach przebywali najdłużej na boisku. W Top 20 zestawienia znalazło się dwóch Polaków – Kamil Glik wśród graczy z pola i Łukasz Fabiański wśród bramkarzy.

Glik nie bez powodu uważany jest za przykład piłkarza „nie do zajechania”. W ostatnich latach był praktycznie niewymienialnym zawodnikiem najpierw włoskiego AC Torino, a od połowy 2016 roku występującego w lidze francuskiej AS Monaco. Potwierdza to wysokie miejsce naszego reprezentacyjnego obrońcy w zestawieniu opracowanym przez CIES Football Observatory, którego analitycy zsumowali minuty spędzone na boisku przez piłkarzy z pięciu najlepszych lig europejskich (angielskiej Premier League, hiszpańskiej Primera Division, włoskiej Serie A, niemieckiej Bundesligi i francuskiej Ligue 1) w okresie od 1 stycznia 2014 do 28 stycznia 2019 roku. W tym rankingu nie liczą się piłkarze Bundesligi, która liczy 18 drużyn, czyli o dwie mniej od lig w Anglii, Hiszpanii, Włoszech i Francji.

Wśród graczy z pola listę „stachanowców” otwiera obrońca Chelsea Londyn Cesar Azpilicueta. Hiszpan rozegrał w tym czasie w barwach „The Blues” 182 mecze i spędził na boisku 16 099 minut. Drugi na liście jest Kamil Glik, który w AC Torino i AS Monaco zaliczył w tym okresie 176 występów, a na boisku przebywał przez 15 754 minuty. Trzecie miejsce zajął kolejny obrońca Udinese i Bologny Danilo Larangeira. Brazylijczyk z włoskim paszportem od 1 stycznia 2014 roku zagrał w tych dwóch zespołach 177 spotkań i zaliczył 15 613 minut. Piąte miejsce przypadło mistrzowi nad mistrzami – Leo Messiemu. Argentyński gwiazdor FC Barcelona od 1 stycznia 2014 do 28 stycznia tego roku rozegrał 180 meczów spędzając na boisku 15 197 minut, co daje średnią 84,4 minuty w każdym spotkaniu.

W rankingu bramkarzy bezkonkurencyjny okazał się Słoweniec Samir Handanović z Interu Mediolan, który w ostatnich pięciu latach zagrał w 189 meczach i zaliczył między słupkami 17 010 minut. Drugi na liście znalazł się Portugalczyk Anthony Lopes z Olympique Lyon (184 występy, 16 560 minut), a na najniższym stopniu podium stanął Włoch Andrea Consigli, który w barwach Atalanty Bergamo i Sassuolo w omawianym okresie czasu zaliczył na boisku 16 552 minuty w 185 spotkaniach. Wśród bramkarskich „stachanowców”znalazł się Łukasz Fabiańsk, który w ostatnich pięciu latach zaliczył w barwach Swansea i West Hamu 173 występy i 15 548 minut, co daje mu średnią 89,8 minut w każdym rozegranym spotkaniu.

 

Asysta Jana Bednarka

Southampton z Janem Bednarkiem w składzie zremisował w 25. kolejce Premier League z Burnley 1:1. Reprezentant Polski znów zaliczył znakomity występ, notując m. in. asystę przy golu strzelonym przez Nathana Redmonda.

Drużyna Southampton mogła zrobić kolejny krok w drodze do utrzymaniu w Premier League. „Święci” w wyjazdowym starciu z sąsiadującą z nimi w tabeli ekipą Burnley objęli prowadzenie w 55. minucie. Dołożył się do tego Bednarek, który zaliczył asystę przy golu Nathana Redmonda. Gospodarze nie zamierzali jednak rezygnować z walki choćby o jeden punkt. Burnley w poprzedniej kolejce stoczyli wyrównaną walkę na Old Trafford z Manchesterem United, trwoniąc dwubramkowe prowadzenie w ostatnich minutach spotkania.

W potyczce ze „Świętymi” również jak oni zagrożona degradacją ekipa gospodarzy nie mogła sobie pozwolić na kolejną utratę cennych punktów, atakowała zatem zawzięcie do samego końca. I w doliczonym czasie gry osiągnęła cel. Niespełna kwadrans przed końcem na placu gry pojawił się nowy nabytek Burnley, weteran angielskich boisk 38-letni Peter Crouch, którego grę m. in. w Liverpoolu być może młodszy od niego o 15 lat Bednarek podziwiał jeszcze jako trampkarz. Obrońca reprezentacji Polski nie bez powodu zbiera jednak w ostatnich tygodniach pochlebne recenzje, więc radził sobie z rutyniarzem bez większych problemów.

Bednarek znowu został uznany przez angielskie media za opokę w defensywie „Świętych”, lecz jego trud poszedł na marne, bowiem w doliczonym czasie gry ręką w polu karnym zagrał jego kolega z defensywy Jack Stephens, za co sędzia podyktował „jedenastkę”, którą na wyrównującego gola zamienił Ashley Barnes.

Po raz kolejny w bramce Bournemouth zagrał Artur Boruc, lecz tym razem nie dokonał cudu i jego zespół przegrał na wyjeździe z Cardiff City 0:2. Łukasz Fabiański weekend miał wolny, ale w poniedziałek jego West Ham czeka trudny mecz z liderem Premier League FC Liverpool.

 

Kadrowicze już są w formie

Z kadrowiczów Jerzego Brzęczka znakomitą formą już na początku roku błyszczą niemal wszyscy, którzy wznowili już rozgrywki ze swoimi klubowymi drużynami. Znakomite recenzje zbiera zwłaszcza Arkadiusz Milik.

Milik przeżywa jeden z najlepszych okresów w swojej karierze, a na pewno najlepszy w barwach SSC Napoli. Reprezentant Polski w miniony weekend popisał się fantastycznym strzałem z rzutu wolnego w wygranym przez ekipę z Neapolu 2:1 meczu z Lazio Rzym w 20. kolejce Serie A. Milik ma już na koncie 11 ligowych trafień. Więcej goli od niego (po 14) mają Cristiano Ronaldo z Juventusu Turyn, Fabio Quagliarella z Sampdorii Genua, David Zapata z Atalanty Bergamo oraz rodak Krzysztof Piątek z Genoi, który zdobył dotąd 13 bramek, ale w tej kolejce pauzował. We Włoszech w tej chwili najgłośniej jest o tych dwóch polskich piłkarzach, lecz o Miliku mówi się w kontekście jego strzeleckiej dyspozycji, natomiast w przypadku Piątka medialny zgiełk związany jest głównie z jego transferem do AC Milan.

Trener SSC Napoli Carlo Ancelotti nie szczędzi pochwał swojemu podopiecznemu. „Milik prawie dwa lata zmagał się z poważnymi kontuzjami, dlatego musieliśmy na niego czekać, ale zawsze wiedzieliśmy, że warto. I on tera to potwierdza. Potrzebował czasu na osiągnięcie optymalnej formy. To doskonały napastnik, zawsze nim był, ale teraz popracował nad siłą i kondycją, wzmocnił nogi i teraz widzimy tego efekty” – chwali Polaka utytułowany włoski szkoleniowiec.

W spotkaniu z Lazio Milik strzelił pięknego gola z rzutu wolnego i w trzecim kolejnym meczu wpisał się na listę strzelców. Jego bramkowy dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w zabrakło mu szczęścia – raz trafił w słupek, a raz w poprzeczkę. Po meczu z Lazio Polak z 11 bramkami w lidze jest najskuteczniejszym zawodnikiem neapolitańskiej jedenastki, a przecież w 20 dotychczasowych kolejkach Serie A tylko dwanaście razy zaczynał spotkania w podstawowym składzie. Jeszcze nie tak dano sądzono, że będzie jedynie zmiennikiem Driesa Mertensa i Lorenzo Insigne, tymczasem teraz to on jest pierwszym wyborem Ancelottiego w linii ataku, zaś Belg i Włoch muszą szukać dla siebie miejsca na boisku lub zaczynać mecze na ławce. Napoli po zwycięstwie nad Lazio powiększyło przewagę nad trzecim w tabeli Serie A Interem Mediolan do siedmiu punktów. Ekipa Ancelottiego traci jednak do prowadzącego Juventusu dziewięć punktów. Ekipa „Starej Damy”, tym razem z Wojciechem Szczęsnym w roli rezerwowego, rozbiła na zakończenie 20. kolejki outsidera Chievo Werona 3:0. Wśród strzelców goli dla Juventusu tym razem zabrakło Cristiano Ronaldo, chociaż Portugalczyk miał na to doskonałą okazję. Zmarnował jednak rzut karny.
Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek może tylko zacierać ręce z zadowolenia, bo forma kadrowiczów przed marcowymi meczami eliminacyjnymi do Euro 2020 idzie w górę. Cała trójka bramkarzy (Łukasz Fabiański, Łukasz Skorupski i Wojciech Szczęsny) gra regularnie w swoich klubowych zespołach i zbiera doskonałe recenzje. Nieźle wygląda też sytuacja w formacji obronnej, bowiem Jan Bednarek znów regularnie występuje w barwach Southampton i należy do najlepszych w zespole, podobnie jak Marcin Kamiński w ekipie Fortuny Duesseldorf. Pewne miejsce w AS Monaco ma też Kamil Glik, ale jego forma na razie nie jest rewelacyjna, jak zresztą wszystkich graczy zagrożonej degradacją drużyny z Księstwa Monako.

W środku pola z kadrowiczów już uczestniczących w rozgrywkach obiecująco prezentuje się w Hull City Kamil Grosicki, który chyba postanowił zostać w tym klubie do końca sezonu, bo stara się jak nigdy wcześniej. Regularnie w ekipie Leeds United występuje też Mateusz Klich. Poniżej oczekiwań spisuje się natomiast pomocnik SSC Napoli Piotr Zieliński, ale w jego przypadku powodem są zawirowania związane z przedłużeniem kontraktu.

Błyszczy też oczywiście kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski, który rundę rewanżową zaczął golem w meczu z Hoffenheim. Miejmy nadzieje, że pozostali kadrowicze po przerwie zimowej będą w równie wysokiej formie jak wymieni.

 

Boruc kontra Fabiański

Artur Boruc po pierwszy raz od półtora roku zagrał w Premier League. W spotkaniu 23. kolejki Bournemounth zmierzył się u siebie z West Hamem. W bramce gości stanął Łukasz Fabiański.

Obecność Artur Boruc w podstawowym składzie Bournemounth w meczu Premier League to była niespodzianka. Owszem, w pucharowych meczach nasz bramkarz bronił, ale w lidze niezmiennie od półtora roku między słupkami stawał Bośniak Asmir Begović. Tym razem trener „Wiśni” Eddie Howe postanowił wystawić Boruca. Być może chciał dać odpocząć Begoviciowi, albo zmobilizować go do cięższej pracy, bo ostatnio Bośniak nie błyszczał formą. Niewykluczone też, że chciał zrobić przyjemność Borucowi i dał mu szansę sprawdzenia się na tle dawnego kolegi z reprezentacji Polski Łukasza Fabiańskiego, który w bramce West Hamu w tym sezonie dokonuje cudów i należy do najlepszych w Premier League. Obojętnie na powody najważniejsze jest to, że Boruc zagrał w ligowym meczu po raz pierwszy od połowy maja 2017 roku.

Jego nieoczekiwany występ zauważyły natychmiast brytyjskie media, ale chociaż spotkanie wygrał 2:0 zespół Bournemouth, to wyższe noty za występ otrzymał Fabiański. W pierwszej połowie obaj nasi bramkarze wynudzili się niemiłosiernie, ale po zmianie stron więcej pracy miał Fabiański, który wpuścił dwa gole, ale kilka groźnych strzałów obronił. Tymczasem Boruc nudził się niemal do końca i tylko raz został zmuszony do interwencji. Ale umiejętnie dyrygował obroną i dzięki temu zachował czyste konto. Może więc nie był to jego ostatni występ w tym sezonie?

Dawno nie mieliśmy kolejki w Premier League z udziałem trzech Polaków. Tym trzecim był Jan Bednarek, który wraz z Southampton zaliczył zwycięstwo nad Evertonem 2:1.

 

Mało Polaków w Pucharze Anglii

W miniony weekend na angielskich boiskach rozegrano trzecią rundę Pucharu Anglii. Wystąpiły w niej zespoły polskich piłkarzy, ale nie wszyscy z nich walczyli na boisku. Większość, w tym reprezentanci Łukasz Fabiański, Jan Bednarek, Kamil Grosicki i Mateusz Klich, tylko przyglądała się popisom swoich dublerów.

 

W brytyjskich mediach trwa festiwal zachwytów nad metamorfozą, jaką pod wodzą Ole Gunnara Solskjaera przeszedł zespół Manchesteru United. W spotkaniu III rundy Pucharu Anglii „Czerwone Diabły” pokonały na własnym stadionie Reading 2:0. Było to ich piąte zwycięstwo z rzędu odkąd zespół po odejściu Jose Mourinho przejął norweski szkoleniowiec, przed laty świetny napastnik United. Wcześniej „Czerwone Diabły” prowadzone przez Solskjaera wygrały cztery spotkania ligowe. W meczu z Reading Norweg zamieszał w składzie w porównaniu ze składem zespołu w Premier League. Od pierwszej minuty szansę pokazania się dostał tępiony wcześniej przez Mourinho napastnik Romelu Lukaku. Początek był trochę niemrawy w wykonaniu „Czerwonych Diabłów”, a częściej przy piłce utrzymywali się goście. Podopieczni Solskjaera podkręcili tempo po kwadransie, a sygnał do ataku dał Sanchez. W 22. minucie United objęli prowadzenie po rzucie karnym wykorzystanym przez Juana Matę. W końcówce pierwszej połowy goście kilka razy groźniej zaatakowali, ale niemal równo z gwizdkiem na przerwę Lukaku podwyższył wynik na 2:0, wykorzystując świetne podanie od Sancheza. Po zmianie stron gospodarze już tylko pilnowali wyniku i chociaż piłkarze Reading bardzo się starali, nie zdołali sforsować defensywy „Czerwonych Diabłów”.

W innych meczach trzeciej rundy Pucharu Anglii AFC Bournemouth przegrał z Brighton&Hove Albion 1:3. Oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli Premier League. W bramce zespołu gospodarzy stanął Artur Boruc, dla którego był to dopiero piąty mecz w obecnym sezonie. I zapewne ostatni, bo w lidze broni Bośniak Asmir Begovic. Goście w 31. minucie objęli prowadzenie. Gola zdobył Anthony Knockaert, który wykorzystał błąd jednego z obrońców. Strzelił pomiędzy jego nogami, a zaskoczony Boruc nie miał szans na skuteczną interwencję. Po chwili było już 2:0 dla przyjezdnych. Yves Bissouma zdecydował się na strzał z dystansu, a Boruc ruszając do piłki poślizgnął się i nie zdążył zatrzymać piłki. Po przerwie miejscowi starali się odrobić straty, ale stać ich było tylko na zdobycie jednej bramki, a Boruc nie obronił jeszcze strzału Fna 3:1. West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim na ławce rezerwowych, wygrał z Birmingham City 2:0. W bramce „Młotów” stanął dubler reprezentanta Polski, Hiszpan Adrian del Castillo. Bolton z Pawłem Olkowskim w składzie rozgromił Walsall FC 5:2. Jan Bednarek nie grał w meczu Southamptonu z Derby (2:2), ale drużyny czeka powtórka. Kamil Grosicki nie wystąpił w spotkaniu z Millwall, podobnie jak i Mateusz Klich (Leeds) w starciu tych zespołów.

 

To był najgorszy rok od 18 lat

Fot. Z polskich piłkarzy największą cenę za nieudany występ na mundialu zapłacił Robert Lewandowski

 

 

W 2018 roku biało-czerwony balonik pękł z wielkim hukiem – najpierw nasza narodowa drużyna pod wodzą Adama Nawałki skompromitowała się na mundialu, a potem pod rządami Jerzego Brzęczka nie wygrała żadnego z sześciu rozegranych meczów, spadając w rankingu FIFA na 21. miejsce.

 

W rankingu FIFA z 18 stycznia 2018 roku reprezentacja Polski zajmowała siódmą lokatę, wyprzedzając m.in. późniejszych mistrzów świata Francuzów i wicemistrzów świata Chorwatów. W Polsce panowała napędzana przez media euforia, której nie zdołały przytłumić nawet słabe występy biało-czerwonych w marcowych meczach towarzyskich. Porażkę z Nigerią 0:1 zrównoważyła wygrana z Koreą Południową 3:2, ale w obu spotkaniach nasz zespół zagrał fatalnie. Trener Nawałka uspokajał jednak fanów, że drużyna potrzebuje więcej czasu na opanowanie ustawienia systemem 1-3-5-2 robi, ale robi szybkie postępy i niebawem będzie w tym elemencie groźna dla każdego rywala. Czerwcowe sparingi z Chile (2:2) i Litwą (4:0) także nie zapowiadały mundialowej klęski, chociaż do stylu gry zespołu wciąż zgłaszano mnóstwo zastrzeżeń.

W przededniu wyjazdu do Rosji kontuzji barku doznał Kamil Glik i chyba to był kluczowy moment w dramacie, w jaki zamienił się występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata. W spotkaniu z Senegalem Nawałka nagle wycofał się w ćwiczonego wcześniej ustawienia 3-5-2 i wrócił do starego schematu 4-4-2. Rywale bezlitośnie wykorzystali powstały bałagan w szeregach polskiej drużyny.

W tym momencie kolejny mecz z Kolumbią nabrał rangi „spotkania o wszystko”, ale pogubiony już wyraźnie w swoich kadrowych decyzjach Nawałka w tym najważniejszym meczu w roku wystawił do gry m.in. Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego, którzy wcześniej nie grali w meczach o punkty, a na ławce posadził Kamila Grosickiego, ale gdy nasz zespół potrzebował pilnie wzmocnienia linii ataku, selekcjoner zmienił… Michała Pazdana i w jego miejsce posłał na boisko rekonwalescenta Kamila Glika.

O żenującej potyczce z Japonią lepiej nie wspominać, bo chociaż biało-czerwoni ją wygrali, to swoim zachowaniem w końcówce na spółkę z Japończykami stali się pośmiewiskiem kibiców. Nasz zespół w niesławie wrócił do kraju na tarczy, a piłkarze w krótkim czasie zaliczyli bolesny upadek z piedestału.

Straty wizerunkowe ponieśli wszyscy – trener Nawałka, jego pryncypał Zbigniew Boniek a wraz z nimi cały PZPN. Stracili też rzecz jasna kadrowicze, lecz bez wątpienia najwięcej stracił najlepszy z nich, Robert Lewandowski. Nie ulega wątpliwości, że to głównie przez słaby występ biało-czerwonych na rosyjskim mundialu „Lewy” doznał upokarzających degradacji w najważniejszych plebiscytach organizowanych przez FIFA, UEFA i „France Football”.

 

To nie była dobra zmiana

Trener Nawałka nie utrzymał posady i w sierpniu został zastąpiony przez Jerzego Brzęczka. Nie była to jednak dobra zmiana. Pod wodzą nowego selekcjonera reprezentacja rozegrała sześć meczów. Trzy porażki i trzy remisy to bilans Brzęczka, który na dodatek zaliczył też spadek z Dywizji A Ligi Narodów. Nic dziwnego, że stracił zaufanie kibiców, także za to, że wbrew zasadom powoływał na zgrupowania kadry niegrającego w VfL Wolfsburg siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego. W mediach krytykowano go też za forowanie w kadrze zawodników, których znał z pracy w zespołach klubowych – Damiana Szymańskiego, Adama Dźwigałę i Arkadiusz Reca w Wiśle Płock, Rafała Pietrzaka w GKS Katowice. Żaden z nich nie potwierdził reprezentacyjnych kwalifikacji.

Ani Nawałka ani Brzęczek nie odważyli się na „odstrzelenie” graczy stanowiących od lat trzon reprezentacji – Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, Piotra Zielińskiego, Kamila Glika, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego, Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego czy… Jana Bednarka. Ten młody środkowy obrońca w 2018 roku rozegrał 847 minut, podczas gdy w klubowej drużynie Southamptonu 1126, z czego w Premier League 778. Krychowiak w reprezentacji zaliczył 960 minut, Zieliński 948 minut, Lewandowski 862 minuty. Za tą czwórką graczy jest próżnia, za którą wyłania się grupa zawodników z gorszymi wynikami – Grosicki miał przerwy z powodu perturbacji w klubie, Glik pauzował sporo przez kontuzję, a bramkarze Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański musieli dzielić się występami – pierwszy zaliczył 585 minut, drugi 405. Na absencjach kluczowych graczy skorzystali m.in. Bartosz Bereszyński (piąty pod względem rozegranych minut), Jacek Góralski (dziesiąty), czy Rafał Kurzawa (piętnasty).

Najmniej minut w reprezentacji zaliczyli Bartosz Białkowski (45), Rafał Pietrzak (27), Jakub Świerczok (23) i Sławomir Peszko (10). Tak przy okazji, te 10 minut Peszko zaliczył na mundialu, bo we wcześniejszych meczach sparingowych Nawałka nie skorzystał z jego usług ani razu. To jedyny gracz, który grając o punkty jednocześnie nie zaliczył ani minuty w sparingu. Odwrotnie niż Marcin Kamiński, który zaliczył najwięcej minut w spotkaniach sparingowych (270), ale ani jednej w spotkaniu o punkty. Ten dziwaczny sposób selekcji stosuje niestety także Brzęczek, który nie wygrał sześciu spotkań z rzędu i jest bliski dogonienia pod tym względem rekordzisty Jerzego Engela. W 2000 roku nasze reprezentacja pod wodzą tego selekcjonera nie wygrał siedmiu meczów z rzędu: zaczęła od porażek z Hiszpanią 0:3 i Francją 0:1, potem były bezbramkowe remisy z Węgrami i Finlandią oraz porażka z Holandią (1:3) oraz remis z Rumunią (1:1) tuż przed rozpoczęciem eliminacji MŚ 2002.

 

Brzęczek goni rekord Engela

Mimo fatalnego startu Engel utrzymał posadę i doczekał przełomu w pamiętnym spotkaniu z Ukrainą w Kijowie, wygranym przez biało-czerwonych 3:1, po którym nasz zespół rozpoczął marsz po pierwszy od 1986 roku awans na mundial. Ale w 2000 roku z 10 meczów pod jego komendą reprezentacja Polski wygrała tylko trzy, cztery zremisowała i trzy przegrała. Tak słaby wynik pod względem wygranych spotkań powtórzyły dopiero 18 lat później ekipy prowadzone przez Nawałkę i Brzęczka.
Obaj wspólnie zapracowali na ten bilans, ale wszystkie trzy zwycięstwa wywalczył Nawałka – z Koreą Południową (3:2), Litwą (4:0) i Japonią (1:0). Brzęczek jeszcze nie poznał smaku wygranej i jeśli będzie miał dalej taki niefart, już wiosną może wyrównać niechlubny rekord Engela siedmiu spotkań bez wygranej.

 

Ile grali kadrowicze w 2018 roku:

1. Grzegorz Krychowiak – 960 minut (w tym 540 minut w meczach o punkty); 2. Piotr Zieliński – 948 (595); 3. Robert Lewandowski – 862 (540); 4. Jan Bednarek – 847 (585); 5. Bartosz Bereszyński – 673 (485); 6. Kamil Grosicki – 598 (363); 7. Kamil Glik – 588 (370); 8. Wojciech Szczęsny – 585 (360); 9. Arkadiusz Milik – 537 (253); 10. Jacek Góralski – 470 (285); 11. Maciej Rybus – 416 (180); 12. Jakub Błaszczykowski – 415 (197); 13. Łukasz Fabiański – 405 (270); 14. Michał Pazdan – 387 (170); 15. Rafał Kurzawa – 375 (234); 16. Thiago Cionek – 360 (180); 17. Łukasz Piszczek – 353 (173); 18. Artur Jędrzejczyk – 343 (183); 19. Tomasz Kędziora – 342 (135); 20. Mateusz Klich – 312 (193); 21. Marcin Kamiński – 270 (0); 22. Arkadiusz Reca – 250 (177); 23. Przemysław Frankowski – 248 (90); 24. Dawid Kownacki – 232 (74); 25. Karol Linetty – 222 (69); 26. Krzysztof Piątek – 151 (90); 27. Łukasz Skorupski – 135 (0); 28. Łukasz Teodorczyk – 132 (27); 29. Damian Szymański – 98 (81); 30. Krzysztof Mączyński – 90 (0); 31. Damian Kądzior – 77 (11); 32. Taras Romanczuk – 61 (0); 33. Bartosz Białkowski – 45 (0); 34. Rafał Pietrzak – 27 (10); 35. Jakub Świerczok – 23 (0); 36. Sławomir Peszko – 10 (10).

 

Czy ktoś panuje na tą kadrą?

Reprezentacja Polski szykuje się do dwóch ostatnich w tym roku meczów. Trener Jerzy Brzęczek ma ból głowy, bo z powodu kontuzji na zgrupowanie nie przyjechał Kamil Glik, a jaką wartość bez niego ma defensywa biało-czerwonych widzieliśmy na mundialu w Rosji.

 

Brzęczek ma więcej problemów na głowie, ale zestawienie linii defensywnej rzeczywiście jawi się jako najpoważniejszy z nich. Absencja Glika to kłopot, bo ze środkowych obrońców Brzęczek ma do dyspozycji grającego ostatnio w kratkę w Fortunie Duesseldorf Marcina Kamińskiego, w ogóle niegrającego w Southampton Jana Bednarka oraz występujących wprawdzie regularnie w Serie A Thiago Cionka (SPAL 2013) i naszej ekstraklasie Artura Jędrzejczyka (Legia Warszawa), lecz żaden z tych zawodników nie gwarantuje gry na wysokim poziomie.

Na prawej flance linii obronnej selekcjoner ma do wyboru trzech graczy – Bartosza Bereszyńskiego (Sampdoria Genua), Tomasza Kędziorę (Dynamo Kijów) i Pawła Olkowskiego (Bolton Wanderes), za to na lewej dwóch niedoświadczonych w kadrze piłkarzy – powoływanego już wcześniej Rafała Pietrzaka z Wisły Kraków oraz debiutanta z Pogoni Szczecin Huberta Matynię. Jakby Brzęczek nie kombinował, ta formacja w każdej personalnej konfiguracji będzie ekstremalnie eksperymentalna. Wcześniej tylko Pietrzak, Kamiński, Bednarek i Kędziora mieli okazję zagrać wspólnie, ale tylko przez kwadrans w spotkaniu z Irlandią. Inni obrońcy jeszcze nigdy ze sobą nie grali, więc nie należy oczekiwać cudów.

Zwłaszcza że w spotkaniu z Czechami w bramce ma stanąć trzeci golkiper w kadrze Łukasz Skorupski, co jest decyzją cokolwiek dziwaczną tuż po kapitalnym występie Wojciecha Szczęsnego w ligowym meczu Juventusu z AC Milan, w którym m.in. obronił rzut karny. Ciekawe jak Brzęczek wybrnie z obsadą tej pozycji na mecz w Lidze Narodów z Portugalią? Będzie losował między Szczęsnym a Fabiańskim? Kibiców na pewno też interesuje, kto wystawi na skrzydłach. Na lewym raczej na pewno postawi na Kamila Grosickiego, bo ten piłkarz ostatnio prezentuje znakomitą formę, a w miniony weekend zaliczył bramkę i asystę w ligowym spotkaniu z Birmingham. Na prawej pewnie znów da szansę Jakubowi Błaszczykowskiemu, chociaż w drużynie Wolfsburga jego siostrzeniec nie ma miejsca nawet na ławce i zimą planuje wrócić do Wisły Kraków.

Kapitan biało-czerwonych Robert Lewandowski przyjechał na zgrupowanie w pogodnym nastroju, bo ostatnio strzelił trochę goli dla Bayernu Monachium i w Niemczech znów jest chwalony pod niebiosa. „Lewy” pamięta jednak, że w reprezentacji po raz ostatni zdobył bramkę w czerwcu, w towarzyskim spotkaniu z Litwą, więc nawet jeśli nie ma złudzeń co do wyników potyczek z Czechami i Portugalią, to przynajmniej chciałby w tych meczach poprawić swój bramkowy bilans. Także po to, żeby w razie porażek nikt za nie obwiniał tylko jego. Nad ta kadrą póki co nikt nie panuje i jest niczyja, może dlatego nie wygrywa.

 

Fabiański bohaterem „Młotów”

W miniony weekend West Ham United bezbramkowo zremisował z kroczącą od zwycięstwa do zwycięstwa drużyną Chelsea Londyn. Wielki udział w tym sukcesie miał reprezentant Polski Łukasz Fabiański.

 

Przed szóstą kolejką Premier League tylko Chelsea Londyn i FC Liverpool były zespołami z kompletem zwycięstw. Znakomitą serię „The Blues” przerwał w niedzielę West Ham. Ekipa popularnych „Młotów” słabo rozpoczęły sezon i mimo heroicznej postawy Fabiańskiego w bramce zaliczyły serię czterech porażek. Przełamanie nastąpiło dopiero w piątej kolejce, w wygranym spotkaniu z Evertonem, ale przed potyczką z Chelsea nikt nie dawał West Hamowi większych szans. Trener „Młotów” Manuel Pellegrini ostatnio znacznie poprawił grę obronną drużyny, ale mimo to bez znakomitej postawy Fabiańskiego „Młoty” nie dałyby rady wywalczyć remisu.

Nasz reprezentacyjny golkiper obronił mnóstwo groźnych strzałów, a największe wrażenie zrobił ratując swój zespół przed utratą gola interwencją w 66. minucie, gdy twarzą odbił piłkę po uderzeniu Alvaro Moraty. Brytyjska prasa wysoko oceniła występ Polaka. „The Times” przyznał mu notę „8” (w skali 1-10), najwyższą spośród wszystkich piłkarzy na boisku. Także w ocenie portalu 90min.com Fabiański był najlepszym zawodnikiem i także przyznał mu ósemkę, a lepszą notę otrzymał jedynie pomocnik Chelsea Jorginho (8,5), który w tym spotkaniu ustanowił rekord Premier League w liczbie celnych podań (180).
„Kiedy mierzysz się z zespołem, który ma za sobą serię zwycięskich meczów, to sam chcesz grać lepiej i pokazać im, że nie będą mieli łatwo” – podsumował swój występ Fabiański. West Ham awansując na 17. miejsce opuścił strefę spadkową.

 

Piątek liderem strzelców

Trener Jerzy Brzęczek na mecz z Włochami w Lidze Narodów powołał 27 zawodników. Do kolejnego zgrupowania kadry ci piłkarze należą więc do aktualnej kadry narodowej. Nie wszystkim w miniony weekend dobrze poszło w macierzystych klubach, a niektórzy nawet wylądowali na trybunach. Większość radziła jednak sobie znakomicie.

 

Cała trójka naszych reprezentacyjnych bramkarzy pojawiła się na boisku i rozegrała pełne mecze, wpuszczając solidarnie po jednym golu, ale Wojciech Szczęsny z Juventusem Turyn wygrał 2:1 z Sassuolo, a Łukasz Fabiański w końcu doczekał się zwycięstwa z West Hamem United w Premier League. „Młoty” pokonały Everton 3:1 i przerwały serię porażek, uciekają ze strefy spadkowej na 16. miejsce. Nasz golkiper miał duży wkład w to przełomowe zwycięstwo. Tylko trzeci z naszych reprezentacyjnych bramkarzy, Łukasz Skorupski, nie miał po weekendzie dobrego humoru, bo jego Bologna przegrała z Genoą 0:1, a na dodatek pokonał go kolega z reprezentacji Krzysztof Piątek.

Z obrońców, którzy znaleźli się w kadrze na mecz z Włochami i towarzyski z Irlandią, w miniony weekend nie zagrali Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa), Jan Bednarek (Southampton) i Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo). Pierwszy nadal leczy uraz pachwiny, drugi ogóle nie znalazł się w kadrze meczowej „Świętych”, a Reca tylko z ławki przyglądał się jak w zespole rywali gra niechciany już w kadrze Polski Thiago Cionek. Reszta kadrowiczów rozegrała całe mecze. Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genu) w wygranym 5:0 spotkaniu z Frosione, Kamil Glik (AS Monaco) w zremisowanym 1:1 meczu z Touluse, Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf) w wygranym 2:1 meczu z Hoffenheim, Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów) w zremisowanej 1:1 potyczce z Zorią Ługańsk oraz Adam Dźwigała (Wisła Płock) w zremisowanym 2:2 spotkaniu z Miedzią Legnica i Rafał Pietrzak (Wisła Kraków) w wygranej 5:2 potyczce z Lechią Gdańsk.

Z pomocników wybranych do kadry przez Brzęczka trawy w ligowym meczu nie powąchało w ten weekend trzech – Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg) nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze meczowej, a Taras Romanczuk (Jagiellonia) i Maciej Makuszewski (Lech Poznań) pauzowali z powodu kontuzji. Jacek Góralski zaliczył tylko cztery minuty w meczu Łudogorca Razgrad z Wereją Stara Zagora (2:1), tylko 22 minuty więcej zagrał Rafał Kurzawa, ale zdążył zdobyć bramkę w przegranym 2:3 meczu z Lille. Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa) świetnie grał w derbach Moskwy, ale za ostro i w 66. minucie zobaczył czerwona kartkę. Niewiele ponad godzinę spędził też na boisku Mateusz Klich (Leeds United), a jego zespół zremisował 1:1 z Millwall. Reszta pomocników zaliczyła pełne mecze. Karol Linetty w meczu z Frosinone (5:0), Piotr Zieliński w potyczce z Fiorentiną (1:0) zagrali dobrze, z kolei Damian Kądzior zaliczył asystę przy zwycięskim golu Dinama Zagrzeb w meczu z HNK Gorica (1:0). Przemysław Frankowski w meczu z Cracovią (3:1) znów nie strzelił gola ani nie zaliczył asysty, podobnie jak Damian Szymański (Wisła Płock) w starciu z Miedzią Legnica (2:2).

Z trójki napastników tym razem najmniej powodów do zadowolenia miał Robert Lewandowski, bo w meczu z Bayerem Leverkusen (3:1) nie strzelił gola i zakończył serię występów ze zdobytą bramką w tym sezonie. Warto wspomnieć, że był to 200. występ „Lewego” w barwach Bayernu Monachium. Arkadiusz Milik zaliczył asystę w mecz z Fiorentiną (1:0), ale mecz zaczął na ławce. Bohaterem weekendu wśród napastników kadry był tym razem Krzysztof Piątek, który zdobył zwycięską bramkę dla Genoi w spotkaniu z Bologną (1:0). Były napastnik Cracovii z czterema golami jest liderem klasyfikacji strzelców włoskiej ekstraklasy.