Głos lewicy

650 tysięcy plus

W 2016 r. z budżetu państwa na pomoc dla kapitalistów przeznaczono 24,5 mld zł (Raport o pomocy publicznej w Polsce udzielonej przedsiębiorcom w 2016 roku), to więcej niż koszt programu 500+, na który w tym samym roku przeznaczono 22 mld zł. Liczba beneficjentów, którzy otrzymali pomoc wyniosła 37,7 tys., średnio jeden kapitalistyczny beneficjent otrzymał pomoc w wysokości 652 tys. zł.
W 2016 r. wpływy do budżetu państwa z podatku CIT wyniosły prawie 34 mld zł, zważywszy na to, że nie każdy kto płaci CIT jest kapitalistą (np. większość jednoosobowych działalności gospodarczych), można powiedzieć, że większość podatku CIT odprowadzanego przez kapitalistów do budżetu państwa (co najmniej 73 proc.), wraca do nich z powrotem pod postacią publicznej pomocy w różnych formach.
Kapitaliści nie dokładają się do niczego i są jednym z największych obciążeń dla budżetu państwa. Do tego jeszcze można dodać, że PiS hojniej dotuje prywatny biznes niż poprzedni liberalny rząd. PO w 2012 r. obdarowało kapitalistów kwotą 21,8 mld zł, w 2013 r. – 22,1 mld zł, w 2014 r. 26 mld zł, w 2015 r. 20,9 mld zł. W latach 2012-2016 prywatny biznes łącznie otrzymał w prezencie od państwa 115,3 mld zł. Można przypuszczać, że od początku transformacji gospodarczej kapitaliści otrzymali od państwa grubo ponad 1 bln złotych.
To wyliczenia Dawida Kańskiego dla portalu Socjalizm Teraz.

 

Koalicjanci koalicji

Publicysta Łukasz Moll analizuje na Fb najnowsze sondaże:
Na ten moment we wszystkich analizach sondażowych partia Biedronia, SLD i Razem, także PSL, traktowane są jako przystawki Koalicji Obywatelskiej (PO, Nowoczesna, Nowacka). I to jest rola zupełnie beznadziejna. Ale sondaże pokazują też to, o czym już pisałem: pojawienie się partii Biedronia nie tylko wzmacnia siłę opozycji, ale też zmienia w niej rozkład sił (wzmacnia lewicę). Trudno powiedzieć, który scenariusz dla lewicy (przystawka liberałów czy nowy hegemon na opozycji) weźmie górę. Za to łatwo popełnić albo błąd naiwności, przystępując zbyt pochopnie do sympatyków Biedronia (jeśli miałoby się okazać, że wygra opcja „przystawkowa”), albo błąd zaniechania, lądując po stronie jego krytyków, widzących w nim tylko kogoś, kto pomaga neoliberałom przegrupować siły. To jest chyba ten moment w polityce, kiedy racjonalne kalkulacje wyczerpują się, a uzupełnia je moment wiary. Ja go w sobie nie mam, ale wierzę, że to właśnie taki moment.