Lotto Ekstraklasa: Pustki na trybunach

W przedostatniej kolejce rundy jesiennej tylko frekwencja na meczu Legii z Górnikiem przekroczyła barierę 10 tysięcy widzów. Na pozostałych siedmiu stadionach na trybunach były pustki, co potwierdza średnia 6300 widzów na mecz.

 

Potyczka Legii z Górnikiem przyciągnęła na stadion przy Łazienkowskiej 17 862 kibiców. Hitem wieczoru, oprócz rzecz jasna wysokiego zwycięstwa legionistów (4:0) był wielce patriotyczny pokaz pirotechniczny. Niestety, kłopotliwy dla organizatorów meczu, bo chociaż odpalone race wydzielały tylko biało-czerwony dym, to jednak w ilościach odbierających widoczność i sędzia musiał przerwać spotkanie.

Na innych stadionach Lotto Ekstraklasy trybuny świeciły pustkami. We Wrocławiu na obiekcie mogącym pomieścić 42 tysiące widzów zasiadło ich ledwie 6364. Ale może to i lepiej, bo Śląsk zaliczył kompromitującą wpadkę w meczu z Wisłą Płock, przegrywając 0:3 mimo tego, że większość spotkania grał z przewaga jednego zawodnika. Za karę zarząd klubu ukarał piłkarzy finansowo, a za odebrane im pieniądze obiecał kibicom dofinansowanie do biletów na kolejny mecz. O dziwo, zawodnicy karę przyjęli bez szemrania.

Tylko dwa tysiące osób więcej (8060) wpadło w niedzielę na stadion w Poznaniu, żeby zobaczyć porażkę Lecha z liderem ekstraklasy Lechią Gdańsk (0:1). Ta porażka zakończyła trenerską karierę w „Kolejorzu” Ivana Djurdjevicia. Zasłużony dla poznańskiego klubu serbski piłkarz miał być w nim odpowiednikiem Zinedine’a Zidane’a w Realu Madryt, ale okazał się szkoleniowcem mało utalentowanym.

W Gdyni na mecz Arki z Pogoni Szczecin pofatygowało się niewiele ponad siedem tysięcy fanów (7057). Czasu nie zmarnowali, bo zobaczyli pięć bramek i emocjonujące widowisko, chociaż stojące, co jest normą w naszej ekstraklasie, na marnym sportowo poziomie. Na taką frekwencję nie mogą jedna liczyć notujący w tym sezonie bardzo dobre wyniki piłkarze Piasta Gliwice. Ich wygraną w spotkaniu z Wisłą Kraków (2:0) obejrzało ledwie 4 100 widzów, a stadion może pomieścić ich ponad 10 tysięcy. Podobnie liczną widownię odnotowano na obiekcie Cracovii w meczu z Miedzią Legnica (4238), zakończonym bezbramkowym remisem. Z najmniejszym zainteresowaniem w 14. kolejce spotkały się potyczki Zagłębia Sosnowiec z Jagiellonią Białystok (3112) i Zagłębia Lubin z Koroną Kielce (3063).

Wracając jeszcze do dymisji trenera Djordjevicia wypada odnotować, że Lech Poznań jest piątym klubem ekstraklasy dokonującym w tym sezonie zmiany szkoleniowca. Wcześniej na ten krok zdecydowały się Legia Warszawa, Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec i Zagłębie Lubin. Według obecnego stanu trenerem z najdłuższym stażem pracy w jednym klubie, w ekstraklasie jest Marcin Brosz z Górnika Zabrze.

 

Lotto Ekstraklasa: Dobrze, że chociaż strzelają

Poziom sportowy naszej ekstraklasy wciąż jest żenująco niski, ale w 12. kolejce kibice mogli przynajmniej obejrzeć grad goli. W ośmiu spotkaniach zdobyto 29 bramek, co daje średnią ponad trzy trafienia na mecz.

 

Średnią bramkową w minionej kolejce ekstraklasy podbiły głównie dwie kanonady – w Lubinie w meczu Zagłębia z Wisłą Płock i i w Warszawie w starciu Legii z Wisłą Kraków. Padło w tych spotkaniach w sumie 12 bramek, po sześć w każdym. Większy ciężar gatunkowy miał rzecz jasna mecz na Łazienkowskiej, bo „Wojskowi” w przypadku zwycięstwa nad ekipą „Białej Gwiazdy” wskoczyliby na pozycję lidera.

Poziom sportowy tej potyczki był co prawda mizerny, bo w liczbie błędów, niecelnych podań i bezmyślnych zagrań piłkarze obu drużyn pewnie byli lepsi od wszystkich graczy uczestniczących w jednej kolejce Ligi Mistrzów, ale sześć goli i dramaturgia boiskowych wydarzeń trochę te mankamenty liczącej 22 tysiące osób widowni zrekompensowały. Nawet bohater wieczoru, Carlos Lopez „Carlitos”, były wiślak grający teraz w barwach Legii, kilka razy skompromitował się nieudolnymi zagraniami i strzałami na bramkę byłych kolegów. Ostatecznie można mu te kiksy wybaczyć, bo Hiszpan jednak dwukrotnie trafił do siatki rywali, a drugim golem, strzelonym w ostatnich niemal sekundach spotkania na 3:3, którym uratował legionistom punkt, być może w końcu zaskarbił sobie sympatię stołecznej publiki.

Przebieg tej potyczki będzie pewnie jeszcze długo rozpamiętywany w szatniach obu drużyn i w rozmowach między fanami. Legia do przerwy prowadziła 2:0 po golach Węgra Dominika Nogy’a oraz wspomnianego Carlitosa, a po wznowieniu gry aż do 57 minuty nic nie zapowiadało zmiany tego wyniku, chyba że na korzyść gospodarzy. Wtedy zaczęło się jednak trwające pięć minut „zaćmienie Legii”, w trakcie którego wiślacy strzelili trzy gole. Gdyby dowieźli taki wynik do ostatniego gwizdka sędziego, byłoby to wielce dla legionistów niesprawiedliwe rozstrzygnięcie, dlatego dobrze, że Carlitos doprowadził do remisu.
Legia liderem w tej kolejce nie została, ale już w piątek 26 października stanie przed kolejną szansą powrotu na tron, bo tego dnia zagra na wyjeździe z Jagiellonią. Dla legionistów będzie to kolejna próba charakteru, bo w Białymstoku pokonanie Legii jest celem niemal równie ważnym jak zdobycie mistrzostwa.

Tymczasem na dnie ligowej tabeli osiadł nieoczekiwanie Górnik Zabrze. Masowa letnia wyprzedaż wychodzi tej drużynie bokiem i całkiem niewykluczone, że zapłaci za nią dymisją trener Marcin Brosz, który wciąż konsekwentnie stawia na młodych polskich piłkarzy. W meczu z Cracovią w wyjściowej jedenastce zagrało ich ośmiu, zaś w zespole rywali dla odmiany tylko trzech. Dlatego szkoda, że Górnik przegrał.

 

W sierpniu będzie już po europejskich pucharach

Wygląda na to, że 26 sierpnia nasze zespoły zakończą tegoroczną przygodę Ligą Europy. Jagiellonia, Lech i Górnik w 3. rundzie mogą trafić na bardzo mocnych rywali.

 

Górnik Zabrze w II rundzie trafił na słowacki AS Trencin i to już może być dla zabrzańskiej drużyny przeszkoda nie do przebycia. Ale gdyby podopieczni Marcina Brosza jednak okazali się w tej konfrontacji lepsi, to w III rundzie trafią na rywala ze znacznie wyższej półki – na czwarty zespół holenderskiej ekstraklasy w poprzednim sezonie Fyenoord Rotterdam.

Jagiellonię Białystok w II rundzie czeka potyczka z portugalskim Rio Ave, co już zapewne okaże się dla wicemistrzów Polski przeszkodą ponad ich możliwości, lecz gdyby jednak jakimś cudem ją przeszli, to w III rundzie na ich drodze stanie KAA Gent, której zawodnikiem od tego lata jest znany z występów w Legii Vadis Odidjia-Ofoe.

Na belgijską drużynę trafi też Lech Poznań, o ile rzecz jasna w II rundzie upora się białoruskim Szachtiorem Soligorsk. Kolejnym przeciwnikiem „Kolejorza” będzie zapewne KRC Genk, który drugiej rundzie eliminacji Ligi Europy rywalizuje z trzecim zespołem ekstraklasy Luksemburga CS Fola Esch i jest murowanym faworytem.

W trzeciej rundzie eliminacji Ligi Europy może też zagrać Legia Warszawa, jeśli w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów odpadnie w rywalizacji ze Spartakiem Trnawa. W Lidze Europy mistrzów Polski czekałoby w tej sytuacji starcie ze zwycięzcą potyczki F91 Dudelange (Luksemburg) – Drita (Kosowo). Natomiast w przypadku awansu do III rundy eliminacji Ligi Mistrzów legioniści trafią albo na Crvenę Zvezdę Belgrad, albo na litewski Suduva Mariampol.

W przeszłości nasze klubowe zespoły z europejskich pucharów odpadały w starciach z rywalami z Macedonii, Mołdawii, Islandii czy Kazachstanu. Lepiej więc się nie nastawiać, że teraz dadzą radę.

 

Legia obroniła tytuł

Zdobycie przez Legię drugiego z rzędu mistrzostwa Polski nie podlega dyskusji, chociaż formalnie legioniści wygrali mecz z Lechem przy zielonym stoliku. Po raz drugi z rzędu na drugim miejscu rozgrywki skończyła Jagiellonia.

Decyzją Komisji Ligi mecz 37. kolejki ekstraklasy Lech Poznań – Legia Warszawa, przerwany przy stanie 0:2 przez kibiców gospodarzy, został zweryfikowany jako walkower 0:3 na korzyść stołecznej drużyny. Komisja Ligi podjęła w tej sprawie decyzję jeszcze w niedzielę. „W związku z deklaracją Lecha Poznań, że nie będzie składać odwołania od tej decyzji, rozstrzygnięcie meczu i decyzja o przyznaniu trzech punktów Legii Warszawa staje się wykonalna. Na skutek tej decyzji Legia ma 70 punktów i zapewniony tytuł mistrza Polski, a Lech 60 punktów i trzecie miejsce” – napisano w oficjalnym komunikacie Komisji Ligi.

Niezrozumiały wygłup kiboli Lecha

Mecz z Poznaniu został przerwany w 76. minucie z powodu rac rzucanych na murawę boiska z sektora zajmowanego przez zorganizowane grupy kibiców poznańskiego klubu. Część z nich próbowała wedrzeć się na boisko i wyłamała płot, ale na szczęście awanturnicy zostali powstrzymani przez zwarte oddziały policji. Spotkania już jednak nie wznowiono i sędzia Daniel Stefański z Bydgoszczy o 20:01 odgwizdał jego zakończenie, o czym czekających na rozwój wydarzeń widzów poinformował spiker zawodów.

Pierwsze sankcje spadły na Lech już następnego dnia. Jako pierwszy do karania rzucił się wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann, zamykając stadion Lecha na pięć spotkań ligowych oraz trzy w europejskich pucharach. Lekko licząc dla poznańskiego klubu oznacza to tratę co najmniej 5-6 mln złotych. Nic dziwnego, że włodarze „Kolejorza” zamierzają się od tej drakońskiej kary odwołać.

To jednak nie koniec konsekwencji, które mogą spotkać Lecha. W czwartek ma się odbyć postępowanie dyscyplinarne Komisji Ligi i jeśli wierzyć plotkom na poznański klub zostanie na pewno nałożona potężna kara finansowa, a niewykluczone że także minusowe punkty w następnym sezonie. Koszty idiotycznego wybryku grupy kiboli będą więc dla Lecha ogromne i słabym pocieszeniem dla władz klubu jest fakt, że policja już niektórych ze sprawców namierzyła.

Fani Legii też rozrabiali

Gdy stadion już opustoszał świętujący wcześniej w szatni obronę mistrzowskiego tytułu piłkarze Legii wrócili na boisko i urządzili sobie krótką fetę wraz z trzymanymi wciąż na stadionie pod ochroną policji przybyłymi z Warszawy na mecz fanami, którzy wręczyli im zrobione przez siebie imitacje pucharu i medali za mistrzostwo. Wprawdzie to na kibiców Lecha spadło całe odium społecznej niechęci za chuligańskie wybryki na stadionie, ale kibice Legii też się nie popisali. „Wbijcie sobie to do głowy, Lech po prostu jest ch.. y” – takimi przyśpiewkami fani warszawskiego zespołu prowokowali do agresywnych zachowań kiboli „Kolejorza”, ale sami trzymali się w ryzach i swoja postawą na stadionie nie dali żadnych podstaw do nałożenia na Legię kar. Za to w drodze powrotnej pokazali swoje prawdziwe oblicze.

Wracający z meczu w Poznaniu pociągiem specjalnym kibice Legii na stacji w Kutnie zaatakowali policjantów, którzy w starciu użyli broni gładkolufowej. Zatrzymano dwie osoby. Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi mł. insp. Joanna Kącka podała, że „już w trakcie jazdy z wagonów były rzucane petardy i race. Pociąg, w wyniku zaciągnięcia hamulca, zatrzymał się około 200 metrów od budynku dworca. Z wagonów wysiedli zamaskowani pseudokibice, którzy mieli pozakładane na twarze maski i kominiarki. Byli uzbrojeni w kije i pałki. W związku z zagrożeniem życia i zdrowia funkcjonariuszy, policjanci oddali salwę ostrzegawczą z broni gładkolufowej, co nie powstrzymało agresorów, którzy zaczęli obrzucać funkcjonariuszy kamieniami. Starcie trwało kilkadziesiąt minut. Żaden z policjantów nie odniósł obrażeń”.

W Legii tylko Malarz doceniony

W poniedziałek podczas zwyczajowej już gali na zakończenie sezonu ogłoszono wyróżnienia dla najlepszych graczy ekstraklasy. Najwięcej zaszczytów spadło na napastnika Wisły Kraków Hiszpana Carlosa Daniela Lopeza Huescę, bardziej znanego pod boiskowym przydomkiem Carlitos, który zgarnął nagrodę dla piłkarza sezonu, najlepszego napastnika oraz króla strzelców (wygrał klasyfikację snajperów z 24 trafieniami na koncie, drugi był jego rodak z Górnika Zabrze Igor Angulo, który strzelił 23 gole). Za odkrycie sezonu uznano 20-letniego pomocnika Górnika Szymona Żurkowskiego, za najlepszego obrońcę Michała Helika z Cracovii, a za najlepszego pomocnika Rafała Kurzawę z Górnika. Zabrzański klub zgarnął też nagrodę dla najlepszego trenera, którą przyznano Marcinowi Broszowi. Z ekipy mistrzów Polski indywidualne wyróżnienie otrzymał tylko Arkadiusz Malarz, uhonorowany tytułem najlepszego bramkarza rozgrywek.

Tak więc w przyszłym sezonie nasz klubowy futbol na europejskich arenach w kwalifikacjach Ligi Mistrzów reprezentować będzie Legia, a w kwalifikacjach Ligi Europy Jagiellonia, Lech i Górnik, dla którego będzie to powrót do europejskich pucharów po 23 latach przerwy. Oby udany.