Serena wciąż bez 24. tytułu

Serena Williams nie zdobędzie ósmego w karierze tytułu mistrzyni Australian Open. W ćwierćfinale marzenia Amerykanki o 24. wielkoszlemowym triumfie rozwiała Czeszka Karolina Pliskova. Nie będzie jednak czeskiego finału na kortach Melbourne Park. W sobotę Petra Kvitova zmierzy się z pogromczynią Pliskovej Japonką Naomi Osaką.

Rozstawiona w tegorocznej edycji Australian Open z numerem 16. Williams walczyła o 24. wielkoszlemowy tytuł w singlu. Po niespodziewanym odpadnięciu na wcześniejszym etapie kilku czołowych zawodniczek 37-letnia Amerykanka uchodziła za główną faworytkę. W 1/8 finału wyeliminowała w trzech setach liderkę światowego rankingu i ubiegłoroczną finalistkę Rumunkę Simonę Halep, a we wcześniejszych rundach bardzo szybko rozprawiała się z przeciwniczkami. Pliskova wygrała z nią pierwszego seta 6:4, drugiego przegrała 4:6, a w decydującej partii będąca na fali Amerykanka prowadziła już 5:1 i 40:30.
Kibice byli już pewni, że jest po meczu i i zastanawiali się, czy Williams w półfinale zrewanżuje się Naomi Osace za porażkę w ubiegłorocznym finale US Open. Ale amerykańska tenisistka przy jednym z zagrań podkręciła kostkę i chociaż podjęła rywalizację, nie zdołała już utrzymać dotychczasowego poziomu. Młodsza o 11 lat Pliskova zaczęła grać jak natchniona i wygrała sześć gemów z rzędu i zwycięsko zakończyła spotkanie z legendą kobiecego tenisa.

Był to czwarty pojedynek tych tenisistek. Bilans jest remisowy. Czeszka zrewanżowała się Serenie za porażkę w ich poprzednim spotkaniu w ćwierćfinale ubiegłorocznego US Open. Amerykanka po raz 50. wystąpiła w wielkoszlemowym ćwierćfinale, z czego po raz 12. w Australian Open. Na kortach Melbourne Park triumfowała w latach 2003, 2005, 2007, 2009-10, 2015 i 2017. Ostatni sukces odniosła będąc już w ciąży, a po urodzeniu córki nie wystąpiła przed rokiem. Teraz walczyła o 24. tytuł wielkoszlemowy w singlu i wyrównanie rekordowego osiągnięcia Australijki Margaret Court.

W półfinale Pliskova zmierzyła się z Osaką, a w drugiej parze jej rodaczka Petra Kvitova stanęła do walki z rewelacją turnieju Amerykanką Danielle Collins. Nadzieje czeskich kibiców na występ finałowy pojedynek dwóch zawodniczek z ich kraju pokrzyżowała 21-letnia Japonka, która wygrała z Pliskovą 6:2, 4:6, 6:4. Z kolei Collins tylko w pierwszym secie stawiła opór Kvitovej, bo przegrała tę partię po zaciętej walce 6:7(2). W drugim secie dominacja dwukrotnej mistrzyni Wimbledonu była już wyraźna, o czym świadczy wynik starcia 6:0. Czeszka w finale wielkoszlemowej imprezy zagra po pięciu latach przerwy, a w Melbourne po raz pierwszy.

W poprzedniej edycji Australian Open Kvitova odpadła już w pierwszej rundzie, więc w tej edycji zarobiła mnóstwo punktów, a że we wczesnym etapie zmagań odpadło kilka czołowych tenisistek, Czeszka ma szansę zadebiutować w roli liderki w kolejnym notowaniu rankingu WTA. Musi jednak w finale pokonać Naomi Osakę. Jeśli wygra Japonka, to ona wskoczy na pierwsze miejsce.

 

Łzawy finał na kortach Flushing Meadows

W finale turnieju kobiet US Open popłakały się obie zawodniczki. Pokonana Serena Williams ze złości na niekorzystne dla niej decyzje sędziego, zwycięska Naomi Osaka po nieprzychylnych jej reakcjach nowojorskiej publiczności.

 

Williams w minioną sobotę na korcie centralnym tenisowego kompleksu Flushing Meadows w Nowym Jorku walczył o upragniony, 24. wielkoszlemowy tytuł w karierze. Gdy po raz pierwszy triumfowała w nowojorskim turnieju, a miało to miejsce w 1999 roku, Osaka miała wtedy ledwie dwa lata i jeszcze nie wiedziała nic o tenisie. 21-letnia Japonka przed starciem z megagwiazdą światowych kortów najdalej w turniejach Wielkiego Szlema doszła do IV rundy i miało to miejsce w tegorocznym Australian Open. Dlatego fani Williams nie drżeli o wynik starcia, chociaż w tym roku Osaka w pierwszej rundzie turnieju w Miami zmiotła Serenę z kortu. Ale to było pół roku temu, a od tego czasu wracająca po urlopie macierzyńskim amerykańska gwiazda zdążyła pokazać moc na trawnikach Wimbledonu, gdzie dopiero w finale przegrała z Angelique Kerber.

Co prawda tuż przed US Open Serena nie imponowała formą, czego dowodziły kiepskie wyniki: doznała bolesnej porażki w I rundzie z Johanną Kontą 1:6, 0:6(!) w San Jose, a w Cincinnati w II rundzie gładko przegrała z Petrą Kvitovą, ale US Open w drodze do finału straciła tylko jednego seta, w 1/8 finału z Kaią Kanepi. Osaka przed US Open także nie błyszczała. W Waszyngtonie, Montrealu i Cincinnati wygrała ledwie jeden pojedynek, lecz w Nowym Jorku podobnie jak Williams, w drodze do finału Japonka straciła tylko jednego seta, w IV rundzie z Aryną Sabalenką.

W sobotniej potyczce sympatia nowojorskiej publiczności była wyraźnie po stronie Amerykanki. Wszyscy trzymali kciuki żeby wreszcie zdobyła ten wymarzony 24. tytuł wielkoszlemowy w karierze i zrównała się w liczbie trofeów z rekordzistką wszech czasów Margaret Court.

Ale Japonka wszystko popsuła, bo w sobotę grała wręcz fenomenalnie i prawdę mówiąc nawet przez moment nie dała rywalce nadziei na sukces. Serena była tak sfrustrowana przewagą Osaki, że ze złości rozwaliła rakietę, zwymyślała grubymi słowami portugalskiego sędziego Carlosa Ramosa, a nawet się popłakała. Japonka też płakała rzewnymi łzami, bo podczas ceremonii wręczania nagród została przez rozczarowaną jej zwycięstwem publiczność wygwizdana.