Głos lewicy

Tęczowy pochód na ulicach Poznania

Strajk.eu donosi:
11 sierpnia kolorowy tłum przeszedł ulicami Poznania. Marsz Równości był kulminacyjnym wydarzeniem Poznań Pride Week – cyklu zorganizowanego tradycyjnie przez grupę Stonewall. Imprezę objął patronatem prezydent miasta, który zresztą otworzył marsz uroczystym przemówieniem.
– Nie mamy dostępu do takich instytucji jak małżeństwo czy związki partnerskie. Żądamy ochrony prawnej przed mową nienawiści. A także zaprzestania demontażu polskiej demokracji, bo tylko zdrowy system demokratyczny może zapewnić mniejszościom ochronę. Nie żądamy przywilejów, lecz równych i pełnych praw – postulowali organizatorzy marszu, przedstawiciele grupy Stonewall walczącej o prawa osób LGBT.
Jacek Jaśkowiak apelował w swoim przemówieniu: – Bądźmy otwarci i tolerancyjni, sprzeciwiajmy się wykluczeniom. Zachęcam do udziału w marszach równości. Pozostańmy w Europie!
Nawiązał też do awantury wokół komunikacji miejskiej w Poznaniu – z okazji tygodnia równości tramwaje ozdobiono tęczowymi flagami, lecz szybko zostały one zdjęte – ponoć ze względu na falę hejtu. Jak się okazuje, poszło nie tyle o negatywne komentarze pasażerów, co o postawę części załóg poznańskiego MPK. Niektórzy motorniczy mieli odmawiać wyjazdu z zajezdni tak „wystrojonymi” pojazdami.
– Gdy wczoraj zobaczyłem tęczę nad Poznaniem i chorągiewki na tramwajach, bardzo się ucieszyłem, ale ta radość trwała dość krótko – mówił prezydent miasta. – Prezes MPK poinformował mnie o nastrojach motorniczych, stanowisku związków zawodowych, opiniach mieszkańców. Jeszcze dwa dni temu wydawało mi się, że Poznań jest wyspą otwartości i tolerancji. Decyzja prezesa MPK, by zdjąć chorągiewki, bardzo mnie zasmuciła. To pokazuje, ile jeszcze musimy zrobić w Poznaniu, by wszyscy byli bardziej otwarci i tolerancyjni.
Jednak również wśród pracowników MPK znaleźli się dwaj chętni, aby przemówić.
– Motorniczowie odmawiali prowadzenia tramwajów z tęczową flagą i byli z tego dumni. Jestem tym zażenowany. Tak samo zażenowany jestem postawą MPK, które zgadzając się na tęczowe flagi, wiedziało przecież, na co się pisze – mówił do tłumu Aleksander Gapiński – motorniczy i gej. – W niedzielę wziąłem specjalnie zmianę, by jeździć z tęczową flagą. Zapraszam po godz. 15 na linie numer 10 i 4. Wesprzyjcie mnie, wesprzyjcie nas!
Narodowcy szumnie zapowiadali, że zbojkotują marsz (w ratuszu zgłoszono aż 36 zgromadzeń odbywających się w bezpośrednim pobliżu), ale ostatecznie odbyło się tylko jedno. Trasę przemarszu usiłowały zablokować dwie furgonetki pomalowane w homofobiczne hasła. Ostatecznie policja po półgodzinnych wahaniach otoczyła narodowców kordonem i przeprowadziła tęczową demonstrację obok. To jednak spowodowało prawie godzinne opóźnienie.
– Grzech sodomski to grzechy cielesne tej samej płci albo różnej płci, ale popełniane w sposób przeciwny naturze. W naszym państwie sodomia nie tylko przestała być zabroniona, ale obecnie propaguje się ją na paradach równości, a nawet w szkołach. Na to barbarzyństwo nie możemy być obojętni – przekonywali uczestnicy kontrmanifestacji.
– Klimat był niesamowity, oficjalną liczbę uczestników szacuje się na około 5 tysięcy, ale ja uważam, że było więcej, nawet do 10, prawie dwa razy tyle niż w ubiegłym roku – mówi w rozmowie ze Strajkiem.eu Piotr Moszczeński z grupy Stonewall. – Narodowcy próbowali nas zablokować, ale ostatecznie słabo im to wyszło. Wywieszali bannery z homofobicznymi hasłami, które miały utożsamiać osoby LGBT z pedofilią. Ale w końcu grzecznie się wycofali. Chwyciły mnie za serce przemówienia dwóch motorniczych, którzy opowiadali o tym, jak bardzo byli dumni wieszając na tramwajach tęczowe flagi. Prezydent wytłumaczył się z „afery komunikacyjnej” tym, że decyzja została podjęta na fali oburzenia pracowników MPK. Nie jestem w stanie tego potwierdzić. Na marszu była obecna między innymi Nowoczesna i Partia Razem. Nie zabrakło haseł propracowniczych i prokobiecych. Piękne przemówienie w duchu solidarności z robotnikami z Amazona wygłosił Igor Mencel z poznańskiej Razem.

Tęczowy sabat pod Jasną Górą

Mieszkańcy Częstochowy czekali na ten dzień z niepokojem. Dwadzieścia zgłoszonych demonstracji. Wrzawa w mediach ogólnopolskich. Atmosfera zagrożenia, nakręcana przez komunikaty na lokalnych grupach fejsbukowych.

 

W niedzielę do miasta zjechali ludzie z tęczowymi flagami, aby po raz pierwszy w historii miasta zamanifestować poparcie dla równości społecznej i rozszerzenia praw obywatelskich. W prawicowych mediach – obłęd. „Prowokacja’, „Profanacja”, „Wredne szatańskie judzenie”. W tym samym czasie pod Jasną Górą odbywała się pielgrzymka słuchaczy Radia Maryja. Kilka zgromadzeń zgłosili również kibole Rakowa, ONR oraz inni faszyści tytułujący się „obrońcami rodziny”.
Noc przed marszem minęła spokojnie. W jednym z ogródków na Alejach Najświętszej Marii Panny stolik w stolik siedzieli sympatycy Janusza Walusia, chłopcy z totenkopfem na koszulkach i nieheternormatywne dziewczyny z kolorowymi włosami. Żadnej agresji, nikt nie zwraca na siebie uwagi, wszyscy słuchają muzyki granej na żywo. – Przyjechałam z Zabrza do koleżanki, nawet nie wiedziałam, że jest jakaś parada – dziwi się dziewczyna, która siedzi obok mnie na leżaku.
Marsz rozpoczyna się o 11:00 na Placu Daszyńskiego. Godzinę przed startem na miejscu jest nie więcej niż 50 osób. Wśród nich Halina Kantor w towarzystwie trzech koleżanek. Każda ma jakiś tęczowy element. Halina jest jedną z edukatorek programu „Szkoła bez Homofobii” w województwie śląskim. Na razie bez większych sukcesów, ale nie traci wiary. Dlatego przybyła na marsz.
– Projekt był realizowany we współpracy z Kampanią Przeciw Homofobii. Niestety, nie udało mi się znaleźć choćby jednej placówki, w której można byłoby zorganizować szkolenie dla nauczycieli – wspomina.
Co chciałaby zmienić?
– Jest dużo ludzi, którzy stereotypowo traktują ludzi nieheteroseksualnych i przez to osoby LGBT, mają problem by odnaleźć się w społeczeństwie – wskazuje. – Marsz Równości w mieście kultu maryjnego to rzecz szczególna. Wśród kościelnych hierarchów jest przecież sporo homofobów. Prawicowe media mówią, że to prowokacja? Nasz marsz nie jest żadną prowokacją, chyba, że prowokacją nazwiemy też przemarsze katolików w Boże Ciało.
Z dworca na Plac Daszyńskiego idzie się nie więcej niż 10 minut. Znudzeni policjanci szukają schronienia pod jednym z niewielu drzew. Wkrótce jednak na na miejsce przybywają kolejne grupy. Wysiadają z kolejnych pociągów – Poznań, Katowice, Warszawa. Plac się zapełnia. Są też inne miejscowości w regionie częstochowskim: Zawiercie, Blachownia, Myszków.
Marcin mieszka w Zawierciu. Na demonstrację przyjechał z partnerem.
– Walczymy o prawo do normalnego życia w kraju, który jest nienormalny. Dlaczego nienormalny? Tutaj prześladuje się wszystkich, którzy są inni. Doznałem dyskryminacji na wszystkich etapach życia. Ujawniłem się już w latach osiemdziesiątych jako młody chłopak. To wszystko się ciągnie za mną do teraz. Dziś jestem człowiekiem schorowanym i znerwicowanym – mówi ze smutkiem w głosie, ale gdy spogląda na swojego ukochanego, na jego twarzy pojawia się uśmiech.
– Chciałbym żeby każdy się czuł w tym kraju swobodnie, mógł żyć w sformalizowanych związkach – dopowiada Sebastian, partner Marcina. – Widzę jak to wygląda w Czechach, tam osoby LGBT czuję się o wiele lepiej. Chciałbym żeby w Polsce było choćby tak jak tam – dodaje.
Spoglądam na nich chwilę później z dystansu. Cały czas trzymają się za ręce. Zakochani. I cholernie dumni.
Marsz rusza. Idziemy Pierwszą Aleją Najświętszej Maryi Panny. Przed nami, w oddali, szpica jasnogórskiego klasztoru. Z tyłu – komin ciepłowniczy – druga charakterystyczna szpica tego miasta. „Matka Boska zawsze z nami” – głosi transparent. Towarzystwo mamy dobre. SLD, Partia Razem, poznańska grupa Stonewall, anarchiści, grupy queer. „Uśmiechamy się” – animuje nastroje ktoś z platformy. Na przodzie Kasia Paprota i Michał Pytlik – razemici. Trzymają baner „Tęczochowa”. Kilka krótkich rozmów z towarzyszami… Wszyscy zadowoleni i wyraźnie podekscytowani. Jasna Góra coraz bliżej. „Wolność, równość, tolerancja” – krzyczymy. Wymieniam spojrzenie i uśmiech z Dominikiem Puchałą, jednym z organizatorów. Dominik i Małgorzata Mróz wykonują ciężką robotę. Konsultują coś z platformą, rozmawiają z mundurowymi, przewidują i reagują.
– Partia Razem wydaje już polecenia policji? – zagaduję. – Nieźle jak na zero procent w sondażu.
Pierwszy Marsz Równości w Częstochowie rodził się w bólach. Dominik zgłosił zgromadzenie osiem dni przed terminem. Nikt się do niego nie odezwał z ratusza. Żadnego potwierdzenia. Zaniepokojony zadzwonił do magistratu. Jakiś błąd w systemie, zgłoszenie przepadło. Poszło uzupełnienie. Niby wszystko cacy – informacja o zarejestrowaniu pojawiła się w Biuletynie Informacji Publicznej. I wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się bowiem, że swoje pikiety zgłosili również nacjonaliści. „Dogadajcie się” – nalegał ratusz. Puchała i reszta organizatorów byli zażenowani. W końcu prezydentem jest Krzysztof Matyjaszczyk z SLD. To jednak nie pomogło. Konieczna była upokarzające rozprawa w Urzędzie Miasta. „Kto wygra, ten bierze Jasną Górę” – pisał na Facebooku Puchała. Spotkanie, które miało być pojednawcze, było zwyczajnie obrzydliwe
– Na rozprawę przyszedł między innymi chłopak w koszulce „wielka Polska” i jego kolega, z tatuażem Polski Walczącej na szyi. Bardzo im było do śmiechu i regularnie zaczepiali redaktorkę lokalnej Wyborczej– wspomina działaczka Monika Radecka z Razem.
W końcu trasa została podzielona na kilka osobnych zgromadzeń. Finisz – pod Cepelią, jakieś 150 metrów od Jasnej Góry. Wystarczająco blisko, by doprowadzić do wściekłości kościółkową prawicę i neofaszystów.
Grupa młodych uczestniczek marszu nie ma wątpliwości, że to Kinga powinna powiedzieć mi kilka słów. No to rozmawiamy.
– Nie chcę, żeby pomiędzy ludźmi istniały podziały. Chcę, żeby każdy mógł się cieszyć tym kim jest i żyć w zgodzie z innymi. Moim zdaniem hasła dzisiejszego marszu pokazują, że jesteśmy w stanie żyć w zgodzie z każdym, również z kościołem – uważa Kinga.
Dominika i Michał chodzą do gimnazjum we wsi pod Częstochową. Trzymają wielką tęczową flagę. – Każdy człowiek zasługuje na szacunek, bez względu na to, kogo kocha i kim jest. A w Polsce ludzie nie potrafią tego zrozumieć. – wskazuje Dominika. – I chciałbym się czuć swobodnie w mojej szkole. Na razie to niemożliwe – dopowiada Michał.
Dochodzimy do Placu Biegańskiego. To centralny punkt miasta. Siedziba prezydenta, strefa kibica, knajpa z piwem, KFC. Tutaj zaczynają się kłopoty. Marsz staje.
– Naziole blokują.
Apele z mównicy:
– Nie odłączajmy się od demonstracji.
– Dużo ich jest?
– Leżą na chodniku.
– Pierdoleni.
Dominik Puchała udziela wywiadu przed kamerą.
– Dojdziemy do samego końca, tak jak zaplanowaliśmy.
Współorganizatorka z Platformy Obywatelskiej chce iść na ugodę. Młodzi działacze lewicy reagują jednak tak, jak trzeba. Żadnych ustępstw. To legalna demonstracja. Tymczasem nacjonaliści udają rannych, aby skupić uwagę funkcjonariuszy. To już jest całkiem śmieszne.
Policja zgarnia ich jednak z trotuaru. Idziemy dalej. Tęczowe flagi osiągają już perspektywę Jasnej Góry. Wszyscy robią zdjęcia. To historyczna chwila. Rozbici nacjonaliści stoją na poboczach.
– Jesteście zboczeni – krzyczy jeden z nich.
Nikt nie reaguje.
– Jesteście zboczeni – krzyczy głośniej.
Przystaję i patrzę mu w oczy.
Mija dłuższa chwila.
– Jesteście zboczeni, nie rozumiesz?
Idę dalej. Policja prosi o rozwiązanie marszu 100 metrów od celu. Puchała powtarza „idziemy do końca”. Śpiewamy: „nacjonalizm won z klasztoru”. To już finisz, jeszcze tylko przemówienia końcowe.
Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk nie pojawił się na I Marszu Równości. Nie objął też wydarzenia patronatem. Niektórych to rozczarowało – inni spodziewali się właśnie tego.
– Mamy nadzieję, że w przyszłym roku, jeśli wyborcy dadzą mu mandat na kolejną kadencje, zobaczymy tu pana Matyjaszczyka – mówi Monika Radecka.
– Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które pomogły nam zorganizować marsz. Niestety, nie mam za co podziękować prezydentowi Matyjaszczykowi – dodaje Dominik Puchała, również z Razem.
W tęczowym tłumie znajduje kilka osób z flagami SLD. Jedną z nich jest miejscowa działaczka Sojuszu. – Przyszliśmy tutaj, bo obecna władza forsuje pojęcie sortowania ludzi. My uważamy, że każdy powinien czuć się swobodnie w tym kraju, bez względu na płeć, orientacje czy narodowość – deklaruje.
. – Czy to znaczy, że SLD popiera związki partnerskie i małżeństwa osób LGBT?
Działaczka wzdycha. – Sojusz nigdy się od takich praw nie odżegnywał. Jesteśmy za związkami. Jako działaczki też. Dlaczego nie ma z nami prezydenta Matyjaszczyka? Dużo jest tutaj nacjonalistów, jest trochę niespokojnie, może to lepiej, że nie przyszedł.
– Ale nie objął też patronatem, a mógł przecież – nie ustępuję.
– No nie objął, może w przyszłym roku się ośmieli.
Po demonstracji rozmawiam z Puchałą. Dobrze widzieć lewaka, który jest w takim gazie. – Udało nam się przejść uzgodnioną trasą, a blokady neofaszystów nie przyniosły żadnego efektu. Młodzież Wszechpolska nie zablokowała ani nas, ani uczestników i uczestniczek innych równościowych wydarzeń, które pojawiły się w ostatnim czasie – w Koninie, Rzeszowie czy Opolu.
Żałujemy, że prezydent Krzysztof Matyjaszczyk nie udzielił nam żadnego wsparcia. Musieliśmy poradzić sobie bez tego. I to się udało. Byliśmy szczęśliwi, że w tzw. duchowej stolicy Polski wreszcie mówimy wprost o istnieniu osób nieuprzywilejowanych – mówi z pewnością w głosie współorganizator częstochowskiego Marszu Równości.
Sukces tego marszu miał też inne, równie ważne bohaterki i bohaterów. Małgorzata Mróz, Jolanta Urbańska, Bartek Sieniawski i Monika Radecka wykonali ogromną pracę organizacyjną. I wytrzymali psychologiczną batalię w konfrontacji z miastem i naziolami.
O 17:00 w Parku Staszica, pod Jasną Górą odbył się piknik. Była czeska telewizja, uczestnicy siedzieli na trawie, poznając się wzajemnie. – Jestem z siebie zadowolony, a rzadko jestem z siebie zadowolony – powiedział na koniec Bartek Sieniawski z organizacji „Częstochowa bez uprzedzeń”. Ostatni raz widziałem go w Katowicach we wrześniu ubiegłego roku, wtedy, gdy neofaszyści napadali na uczestników demonstracji upamiętniającej napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę. Teraz jesteśmy w zupełnie innych nastrojach.
– Marsz równości w Częstochowie to przełom i czujemy to, jako organizatorzy. Od początku chcieliśmy zrobić coś wielkiego. Cieszymy się, że przybyło tak wiele cudownych i uśmiechniętych ludzi. Pomimo problemów udało się i nawet prawicowa blokada nas nie zatrzymała. Mamy nadzieję, że jeszcze więcej osób niż tym razem zobaczymy na marszu za rok – opowiada mi Sieniawski.
Częstochowa była trzynastym miastem, w którym odbył się Marsz Równości w 2018 roku. To rekord wszech czasów. Podczas gdy kraj jest męczony przez pełzającą dyktaturę katolickich fanatyków, pod Jasną Górę podchodzi las tęczowych flag. To jest ten moment, w którym najbardziej stłamszony lewak odzyskuje wiarę.

Panie Romanie, czas na rozstanie

Z polityką. I to już na dobre. Jeszcze Pan nie wrócił, a już Pan smrodzi jak za starych niedobrych lat. Mógłbym tutaj powtórzyć ten słynny cytat z Marksa o cyklach historii i farsie, ale szkoda na Pańską dupę zabytkowego śrutu. Mecenasie Giertych, podobno jest Pan teraz liberałem. Sam przewodniczący Rady Europejskiej korzysta z pańskich usług. Nieźle. Widziałem też, jak podskakiwał Pan jak wesoły konik w obronie polskiej demokracji. Bardzo ładnie. Szkoda tylko, że nadal Pan nie rozumie co to znaczy być demokratą i członkiem demokratycznej wspólnoty.
Napisał Pan na Twitterze: ”Parada Równości pod Jasną Górą wygląda jak durna prowokacja. I oczywiście w Polsce będzie ona bardzo negatywnie odebrana, nawet wśród ludzi dalekich od Kościoła”. No i widzi Pan. Parada Równości to demonstracja ludzi, którzy domagają się rozszerzenia praw obywatelskich. Chcą brać śluby ze swoimi bliskimi osobami, czuć się swobodnie ze swoją orientacją seksualną w przestrzeni publicznej. Może to dla Pana trudne do wyobrażania, bo nikt Pana nie obraża, kiedy obejmuję Pan swoją małżonkę. Ale są w Polsce ludzie, którzy za okazywanie sobie czułości mogą zostać pobici. Tak wytrawny adwokat powinien mieć świadomość niedoskonałości otaczającej go rzeczywistości. A więc to, że w ramach demokratycznego dążenia ktoś chce zmienić ten porządek na lepszy i bardziej sprawiedliwy nie powinno Pana dziwić – jako prawnika, liberała i demokratę. Jak również to, że w demokracji mamy pluralizm światopoglądowy. Każdy może swobodnie demonstrować swoje przekonania i domagać się realizacji swoich potrzeb, zwłaszcza jeśli te potrzeby stanowią ważny element demokratycznego porządku.
Granica wolności afirmacji poglądów jest umiejscowiona tam, gdzie zaczyna się zagrożenie dla samej wolności i pluralizmu. Jako liberał powinien Pan to mieć napisane na piórniku. Uczestnicy Marszu Równości takiego zagrożenia nie stanowią. Jasna Góra zaś nie jest miejscem świętym. Bo Polska to nie Arabia Saudyjska. Tutaj nie ma ziemi świętej. Jako prawnik powinien Pań wiedzieć, że żyjemy w kraju świeckim. Pod Jasną Górą mogą więc demonstrować wszyscy obywatele, którzy szanują demokratyczną wielość.
Nie szanuje jej natomiast Kościół Rzymskokatoliocki, którzy uważa, że ludzie nie powinni mieć równych praw, a dyskryminacja i przemoc wobec inności jest uzasadniona. Kościół podaje ludziom do wierzenia kłamstwa i głupoty. Zresztą Pan również to robił, zanim jeszcze zamienił mundurek wszechpolaka na adwokacką togę. „Jestem tu po to, by przeciwstawić się wstrętnym pederastom” – powiedział Pan na Marszu dla Życia i Rodziny w 2007 roku. Jeśli więc ktoś nie powinien demonstrować pod Jasną Górą to właśnie ojczulkowie z klasztoru i Pan, mecenasie Giertych.
Twierdzi Pan że Parada Równości to zjawisko „Tak samo durne, jak naziole na Jasnej Górze”. Pewnie znakomicie orientuje się pan w durnocie naziolskich aktywistów. W końcu jest Pan dla nich niemal ojcem. To właśnie Pan, mecenasie Giertych odpowiada za powrót epidemii nacjonalizmu w tym kraju. Tych nazioli u Paulinów by nie było, gdyby nie wieloletnia praca u podstaw pewnego prezesa Młodzieży Wszechpolskiej. Świadomość tak perfekcyjnie wykonanej durnoty będzie Panu towarzyszyć do samego końca. Niech Pan jednak wcześniej oszczędzi temu obolałemu społeczeństwu swojej obecności w polityce. Nie stworzył Pan niczego pożytecznego. A teraz znów Pan szkodzi, Wystarczy. Powodzenia w sprawie Amber Gold.

Głos prawicy

Wołyń, głupcze!

„Do Rzeczy” o masakrze wołyńskiej:
W związku z 75. rocznicą Krwawej Niedzieli – apogeum ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach – prezydent Andrzej Duda wziął udział w uroczystej Mszy świętej w Katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku. Mszę koncelebrowali metropolita lwowski arcybiskup Mieczysław Mokrzycki oraz ordynariusz diecezji łuckiej biskup Witalij Skomarowski. Andrzej Duda przekazał na ręce biskupa krzyż poświęcony pamięci pomordowanych Polaków.
Następnie prezydent oddał symboliczny hołd ofiarom ludobójstwa na terenach nieistniejących już dzisiaj polskich wsi na Wołyniu oraz złożył wieniec na cmentarzu – w miejscu bezimiennego pochówku w zbiorowej mogile zamordowanych Polaków.
W swoim przemówieniu głowa państwa przypomniała, że już za kilka dni, 11 lipca, przypada 75 rocznica ludobójstwa, do jakiego doszło na Wołyniu.
– Będzie to w Polsce Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Wołyniu na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. To bardzo smutna data dla bardzo wielu polskich rodzin, które w tamtym czasie – w 1942, 1943, 1944 roku – straciły tu na Wołyniu swoich najbliższych. Szacuje się, że było to ok. 100 tys. Polaków, którzy wtedy zostali tutaj zamordowani. Nie żołnierzy. Zwykłych ludzi, rolników, którzy uprawiali ziemie, całych rodzin: kobiet, dzieci, starców. To nie była żadna wojna pomiędzy Polską i Ukrainą. To była zwykła czystka etniczna – jak byśmy to dzisiaj nazwali. Po prostu chodziło o to, aby Polaków z tych terenów usunąć. Te decyzje zostały wówczas podjęte na szczeblu politycznym przez ukraińską organizację OUN-B i zlecone do wykonania UPA, która niestety wywiązała się ze swojego zadania. To straszna karta w historii obu narodów, polskiego i ukraińskiego, naznaczona bólem, cierpieniem i wzajemnymi, głębokimi urazami. Potem następstwem tego były z kolei polskie akcje odwetowe, w których zginęli zwykli ludzie, zwykli Ukraińcy, zwykli rolnicy. Rażąca jest jedynie dysproporcja: 100 tys. Polaków i ok. 5 tys. Ukraińców. Ona rzeczywiście robi ogromne wrażenie. To jest proszę państwa prawda historyczna. Jestem tu dziś nie po to, żeby wypominać, ale po to żeby się modlić – mówił prezydent.

 

Prowokacja?

A tak prawica widzi Marsz Równości w Częstochowie (za wpolityce.pl):
Na Jasnej Górze odbywa się dzisiaj kolejna, już 27. Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja. To wydarzenie co roku gromadzi dziesiątki tysięcy ludzi. Niestety, do swojej prowokacji postanowiło wykorzystać je środowisko osób LGBT – zorganizowało Marsz Równości na Jasną Górę.
Marsz homoseksualistów wsparła m.in. poseł Nowoczesnej Monika Rosa, która zamieściła w sieci wideo z tego pochodu. Na szczęście ostatecznie uczestnicy Marszu Równości nie dostali się na Jasną Górę. Naprzeciwko nich stanęli narodowcy, a obie grupy rozdzieliła policja.

 

Tylko pod tym znakiem

Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli. Używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości – mówił kard. Zenon Grocholewski w homilii podczas Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę. Były prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej przewodniczył w niedzielę 8 lipca Mszy św. na jasnogórskim szczycie. Hasłem tegorocznej Pielgrzymki są słowa: „Polska miłością wskrzeszona”.
„Maryjo, pomóż każdemu Polakowi wyzwolić się z niewoli […] używać wolności jedynie w celu realizacji dobra i autentycznej miłości […] Matko naszego narodu, módl się za nami. Berłem Twojego królowania jest Twoje macierzyńskie serce. Za to Ci dziękujemy!” – mówił w homilii kard. Grocholewski. Podkreślał, że tylko ludzie wewnętrznie wolni są zdolni budować prawdziwą wolność narodu.
– Oddanie się Matce Bożej w niewolę jest zawsze aktem wolności – powiedział.
Info za fronda.pl.